TAJEMNICE królestwa niebieskiego Pogoń za kluczem poznania

TAJEMNICE królestwa niebieskiego

Pogoń za kluczem poznania

Daniel Polanec

tłumaczył Andrzej Mazurkiewicz

Słowo wstępne

Autor Biblii chce dać każdemu możliwość „zdobycia wielkiego bogactwa – zrozumienia prawdy, zrozumienia, którego dokładności są całkiem pewni – oraz dobrego poznania świętej tajemnicy Chrystusa: Chrystusa” (Kolosan 2:2). Jezus Chrystus odgrywa kluczową rolę w wypełnianiu Bożego planu, ponieważ „w nim są starannie ukryte wszystkie skarby mądrości i wiedzy” (Kolosan 2: 3). Bez względu na to, jak wiele się nam objawia, jesteśmy istotami, które chcą być przekonane o tym wszystkim. Jeśli coś jest jeszcze przed nami ukryte, będziemy zachęcani do odkrywania tego z duchem świętym. Zawsze jest więcej wierzących wśród tych, którzy żyją według pewnych ustalonych zasad i norm moralnych, ale nie dążą do głębszych wartości duchowych, dlatego często poddają się bardziej człowiekowi niż Bogu. Tacy ludzie czasami żyją w fałszywym bezpieczeństwie i nie widzą tego, co widzi duchowy człowiek. Jezus natomiast powiedział do swoich uczniów:

Dano wam zrozumieć święte sekrety królestwa niebieskiego, ale im nie dano”… „Albowiem nic nie jest tajemnicą, która nie zostanie ujawniona, i nic nie jest ukryte, co nie będzie znane i wyjdzie na jaw” (Ew. Mateusza 13:11; Łukasza 8:17).

Jako chrześcijanie powinniśmy być „zakorzenieni i ugruntowani, abyśmy mogli w pełni zrozumieć ze wszystkimi świętymi to, co (1) szerokość i (2) długość i (3) wysokość i (4) głębokość prawdy” (Efezjan 3: 17-19) ). Za pomocą tych czterech wymiarów możemy uchwycić wiele tajemnic Królestwa Niebieskiego, które są rozsądnie zamknięte i ukryte w Biblii. Niektóre z tych tajemnic zostały objawione chrześcijanom z I wieku, ale zagubiły się w rozwoju wielu błędnych doktryn, tak że w czasie przebudzenia chrześcijaństwa wymagały od szczerych badaczy biblijnych przywrócenia ich na światło dzienne. Pomimo dobrych intencji poczyniono pewne uwagi, zanim temat można było zobaczyć we wszystkich wymiarach, szczególnie w wymiarze, z którego widać „głębiny Boga” (1 Koryntian 2:10). Mianowicie, aby zobaczyć prawdziwą prawdę, trzeba na nią patrzeć ze wszystkich stron i we wszystkich jej wymiarach. Aby to osiągnąć, konieczne jest obserwowanie tej prawdy z daleka, ponieważ z tej perspektywy można lepiej zrozumieć jej szerokość, długość i wysokość. Ale w ten sposób otrzymujemy różne interpretacje, które są pozornie dokładne, ponieważ kryją w sobie czwarty wymiar, który nie zawsze jest równy wysokości, którą widzimy z perspektywy zewnętrznej. Jeśli głębokość i wysokość nie są dokładnie zmierzone, a znamy długość i szerokość, nie możemy twierdzić, że znamy prawdę w jej pierwotnej formie, ani nie możemy potępiać innych, którzy mają odmienne poglądy, ponieważ te różne poglądy mogą być prawdziwe.

Prawdziwa prawda leży w „głębinach Boga”, których trzeba się nauczyć, używając klucza ukrytego w Biblii. „Głębia” to wymiar wiedzy, z którego można w pełni zrozumieć pozostałe trzy wymiary, a przez to wiele ukrytych rzeczy. Dlatego konieczne było ponowne zbadanie, aby znaleźć prawdziwy „klucz do wiedzy”, który otwiera drzwi do czwartego wymiaru i zobaczyć, jakie tajemnice Bóg objawił pierwszym chrześcijanom dawno temu i dlaczego nie zostali nam objawieni w swojej oryginalnej interpretacji (Łk 11:52). Wyjaśnienia w każdym tomie tej książki, „Tajemnice królestwa niebieskiego”, dowodzą, że poszukiwanie „klucza do poznania” było konieczne, aby miłośnicy prawdy mogli cieszyć się „świętą tajemnicą” objawioną nam przez „objawienie z nieba”… „Więc kiedy to czytasz, – powiedział apostoł Paweł – możesz wniknąć w moje rozumienie świętej tajemnicy Chrystusa” i jego królestwa niebieskiego (Efezjan 3: 4). Do tego egzaminu mogą przystępować tylko dobrzy uczeni biblijni i niestety jest ich niewielu. Właśnie dlatego wszystkie biblijne argumenty i dowody zostały przedstawione, aby ułatwić zaakceptowanie ukrytej przed nami prawdy. Wszystkie użyteczne dowody zostały dokładnie przeanalizowane i przedstawione zostały zrozumiałe fakty, które wspierają naukę, a także te fakty, które są sprzeczne z własnym punktem widzenia. Zburzenie złych punktów widzenia, które nie miały solidnych podstaw, stworzyło przestrzeń do odbudowy, w której wyłoniłyby się fundamentalne prawdy. W każdym razie, tym razem również zostanie udowodnione, że Bóg jest prawdziwy. Ale pytanie brzmi:

„Czy potrafisz uchwycić głębiny Boga?

Czy potrafisz zrozumieć granice Wszechmogącego?

Mądrość jest wyższa niż niebo.

Czy możesz coś z tego wyciągnąć?

Jest głębsza niż grób.

Czy potrafisz to zrozumieć?

Mierzona jest dłuższa niż ziemia,

szersza niż morze.”

(Księga Joba 11:7-9)

———————————————————————————-

Uwaga: Książka „Tajemnice królestwa niebieskiego” składa się z 20 części. Każda część ma na celu odkrycie i wyeliminowanie wszystkich nielogiczności współczesnych poglądów, które są sprzeczne z poglądami pierwszych chrześcijan. Chociaż wiedza ta pochodzi od człowieka, który pokochał Biblię poprzez przegląd publikacji Strażnicy, zainteresuje każdego, kto chce poznać głębię Słowa Bożego, ponieważ te ukryte prawdy przekraczają religijne instytucjonalne granice i ich różne nauki. Gdyby był członkiem jakiejkolwiek wspólnoty chrześcijańskiej, zachęciłby go do oddzielenia prawdy od złych poglądów w „obaleniu tego, co (źle ustalone i silnie ugruntowane)” – na wzór apostoła Pawła, który powiedział: „Ponieważ łamiemy złe myślenie” (2 Koryntian 10: 4,5). W końcu dojdzie do tych samych wniosków, ponieważ wziął Biblię za autorytet prawdy, a nie człowieka. Jeśli autorytet danej osoby nie powiedzie się w tym zadaniu, wówczas każda osoba może to zrobić dla siebie i dla innych, którzy są gotowi zakwestionować podstawę swojej wiary i poznania, ponieważ mówi: „Proś o wszystko, aby się przekonać, trzymaj się tego, co dobre” ( 1 Tesaloniczan 5:21).

Publikując tę książkę, nie chce narzucać nikomu niczego, a jedynie stwarza sytuację, w której każdy może użyć własnego umysłu do rozróżnienia wypowiedzi opartych na natchnionych pismach świętych. Najważniejszy tom tej książki, zatytułowany „Ostatni Adam”, został opublikowany w formie drukowanej jako osobna książka, do której mogą dotrzeć tylko uczciwi badacze, którzy chcą odkryć tajemnicę Chrystusa. Tylko tacy dowiedzą się, dlaczego ich przywódcy religijni świadomie lub nieświadomie głosili „innego Jezusa” do dziś (patrz Przedmowa do książki). Inne tomy są nie mniej ważne, abyś sam mógł je zobaczyć. Są one teraz dostępne publicznie po ponad dziesięciu latach przetrzymywania w zamknięciu, ponieważ po tym wszystkim, czego doświadczył autor, postanowił nie trzymać ich zamkniętych. Właśnie dlatego ta książka,  „Tajemnica Królestwa Niebieskiego” jest do rozważenia, ponieważ każdy powinien mieć dostęp do informacji, które może zaakceptować lub odrzucić w zależności od tego, czy jest zgodny z Biblią, czy nie.

„Wielu będzie szukać, a wiedza się pomnoży”.

(Księga proroka Daniela 12:4)

Część 1

Strona 1 z 7

POSZUKIWANIE KLUCZA POZNANIA

Pytania: Po co badać Biblię? Po co sprawdzać wypowiedzi i nauki swojej społeczności? Kto może mieć dar rozróżniania inspirowanych wypowiedzi? Czy powinniśmy milczeć, jeśli nie zgadzamy się z niektórymi naukami? Czy wspólnota chrześcijańska może nieświadomie rozwinąć błędną naukę, która nie umniejsza mocy wiary? Co się stanie, jeśli ludzie wymyślą nową naukę, która może być prawdziwa? Czy możemy omawiać nauki, z którymi się nie zgadzamy, nie podważając autorytetu tych, którzy opowiadają się za oficjalną nauką? Co ważniejsze – jedność doktrynalna czy jedność ducha? Czy autorytet prawdy powinien być silniejszy niż prawda autorytetu?

„Skoro liczni próbowali poukładać opowieść o wypełnionych u nas faktach, tak jak przekazali nam ci, którzy od początku naocznymi świadkami i pomocnikami stali się tego słowa. Rozważyłem i ja towarzyszący, od początku wszystkie (fakty) starannie, po kolei tobie napisać….”

Łukasza 1:1-3

Ewangelista Łukasz napisał te słowa we wstępie do swojej księgi. Wyraźnie możemy dostrzec jego decyzję, by napisać co uważał za konieczne, aby zachować relację z życia i pracy Jezusa. Podszedł do tego wszystkiego z historycznego punktu widzenia, próbując w jednym logicznym porządku połączyć wszystkie części w jedną. Nie był apostołem ani jednym z czołowych starszych. Był tylko jednym z tych „małych” uczniów Jezusa. Ale uwielbiał odkrywać. Miał wyrafinowane wyczucie chronologii wydarzeń. Jego wysiłek się opłacił. Żaden z apostołów nie upoważnił go do sporządzenia tego raportu, ani nie odmówił zapoznania się z tym, co napisał. Jego ewangelia została przyjęta przez apostołów i chrześcijan ze względu na jego wiarygodność, a później została włączona do biblijnego kanonu. Po skompilowaniu kanonu biblijnego posłużył on zgłębianiu świętej tajemnicy Chrystusa. Ale nawet wcześniej słudzy Boży musieli pilnie i uważnie „badać i sprawdzać” rzeczy związane z wiecznym zbawieniem ludzkości. „Badali, do kogo lub na jaki czas duch wskazywał na nich w odniesieniu do Chrystusa” (1 Piotra 1:10-12). Nawet aniołowie chcieli zajrzeć w te ukryte rzeczy, ponieważ „święty sekret o Chrystusie” był ukryty w wielu proroctwach (Ef. 3:3-6).

Apostołowie nie musieli szczegółowo wyjaśniać niektórych pojęć, które były dla nich zrozumiałe, ponieważ mogli je łatwo zrozumieć w świetle tego, co objawiły im Pisma Hebrajskie. Co ciekawe, nawet nie zastanawiali się, co oznaczają słowa „syn Boży”, „słowo”, „nieśmiertelność”, „nowe narodziny”, „pokolenie”, „trzódka”, „inne owce”, „niewolnik”, „słudzy”, „wielka rzesza”, „Izrael Boży”, „królestwo niebieskie”, „miejsca niebiańskie”, „ciało duchowe” itp., ponieważ mogli łatwo zrozumieć te pojęcia w kontekście własnego sposobu wyrażania się i odnosić się do niektórych obrazów i proroctw, które się spełniały w ich czasie. Te i inne pojęcia stały się później kontrowersyjne po prostu dlatego, że nie uwzględniono nauczania apostolskiego i ich zrozumienia. Pragnąc nadać im prawdziwe znaczenie, posunięto się tak daleko, że tymi pojęciami popierano fałszywe poglądy, tak że niektórzy nauczyciele i teolodzy ukryli prawdziwe znaczenie niektórych słów i myśli, które były kluczem do ujawnienia Bożych tajemnic o królestwie niebieskim i wszystkiego co było z nim związane. Chociaż Bóg objawił pewne rzeczy pierwszym chrześcijanom, z czasem zyskały one fałszywe znaczenie z powodu rozwoju nauk ludzkich i filozoficznych. W ten sposób utracono związek z pierwotnym zrozumieniem apostołów Jezusa. Od tego czasu dochodzi do konfliktu poglądów między tymi, którzy opowiadają się za doktrynalnymi naukami Kościoła, a osobami, które skorzystały z tej wolności wyrażania swoich odmiennych poglądów. W tym konflikcie instytucja Kościoła zawsze miała ostatnie słowo. Ale czy chroniło biblijną prawdę, czy też ją zasłaniało? Czy ktoś może być pewien, że jego wspólnota chrześcijańska mówi mu prawdę na wszystkie tematy biblijne. Chociaż nie należy być zbyt podejrzliwym, wątpliwości są pierwszym krokiem każdego z nas, aby przekonać się o tym co słyszy. Współcześni chrześcijanie mają wgląd w wiele z tego, co zostało objawione, ale mimo to istnieją pewne zniekształcone poglądy, które należy ponownie rozważyć w świetle Biblii. Richard Rothe, dziewiętnastowieczny teolog, zdał sobie sprawę, że sposób interpretacji Biblii był nieodpowiedni i napisał:

„Nasz klucz nie otwiera drzwi – prawdziwy klucz został zgubiony i dopóki go nie odnajdziemy, nasza ekspozycja nigdy się nie powiedzie. System biblijnych idei nie powstaje w szkołach i dopóki próbujemy egzegezy bez niego, Biblia pozostanie książką na wpół zamkniętą. Musimy zacząć interpretować to rozumieniem, które różni się od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni i które uważamy za jedyne możliwe ”.

Strona 2 z 7

Wielu będzie szukać

Towarzystwo Strażnica (Watch Tower) wierzy, że Bóg „objawia w swoim duchu” głębokie i ukryte rzeczy tylko wybitnym członkom grupy, którą Jezus nazwał „wiernymi i rozumnym niewolnikiem” (1 Kor 2:10; Mt 24:45). To z tego powodu uniemożliwiają innym prezentowanie poglądów, które mogą różnić się od ich własnych. Powinni jednak badać kontrowersyjne kwestie dotyczące niektórych rzeczy, które wymyślają uczciwi badacze Biblii, nawet jeśli są nieznaczącymi członkami Zgromadzenia. Niektórzy z nich próbowali zbadać tę sprawę głębiej, niż zostało to ogłoszone publicznie. Jest tak, ponieważ w tym proroczym czasie wielu będzie poszukiwać (Da 12:4). Nawet jeśli dojdą do innego zrozumienia niż oficjalne, nie oznacza to, że mają dezaprobatę Boga. Mogą nawet mieć rację. W każdej społeczności mogą istnieć różne poglądy, nie zakłócając jedności ducha i podstaw wiary. Mogą być inicjatorem głębszych prób zaakceptowania tego, co należy podjąć i odrzucenia tego co okazało się błędne.

Prawdziwa wiara chrześcijańska opiera się na zbiorze prawdziwych nauk przekazywanych przez Jezusa i jego pierwszych uczniów. Pierwsi chrześcijanie wysoko cenili spisane Słowo Boże. Jednym z pierwszych chrześcijan był Papiasz, który żył w II wieku. Czytamy o nim:

Papiasz pragnął znać prawdę, o czym wyraźnie świadczy jego pięć ksiąg poświęconych analizie wypowiedzi Pana. Już w młodości słyszał słowa prawdy i bez wątpienia wiele z nich zapamiętał. Później, gdy mieszkał we frygijskim mieście Hierapolis w Azji Mniejszej, odszukiwał starszych wiekiem ludzi, którzy widzieli lub słyszeli kogoś z apostołów Jezusa. Skwapliwie ich wypytywał i notował to, co mieli do powiedzenia.

Wyjaśnił potem: „Wszystko, czego się tak dokładnie dowiedziałem od prezbiterów, i co mi doskonale utkwiło w pamięci, jak najchętniej zestawię dla Ciebie (…), by stwierdzić ich wiarogodność. Nie lgnąłem bowiem do ludzi wielomównych, ale do tych, co uczą prawdy. Nie słuchałem takich, którzy przytaczali obce jakieś przykazania, ale takich, którzy podawali przykazania, dane wierze naszej przez Pana i z samej wywodzące się prawdy. Skoro gdziekolwiek spotkałem którego z tych, co przestawali z prezbiterami, wypytywałem go o ich zdanie, co mówił Andrzej, co Piotr, albo Filip, albo Tomasz, albo Jakób, co Jan, albo Mateusz, albo inny z uczniów Pańskich”.

Będąc nadzorcą zboru w Hierapolis, Papiasz niestrudzenie dociekał prawdy. Poza tym wysoko cenił Pismo Święte. Słusznie uważał, że w kwestiach doktrynalnych wypowiedzi Jezusa Chrystusa i jego apostołów mają znacznie większą wartość niż najrozmaitsze poglądy, które mógł znaleźć w ówczesnej literaturze. (Strażnica, 15.9.1993, str 7)

Historia pokazała, że wielu teologów, kapłanów, pastorów i starszych padło ofiarą „kapryśnych wypowiedzi”, ponieważ źle interpretowali doktrynalne wypowiedzi i przykazania Jezusa Chrystusa i jego apostołów. W rezultacie wielu wprowadziło do swoich wspólnot chrześcijańskich niektóre ze swoich nauk, które są sprzeczne z naukami pierwszych chrześcijan. Dlatego nie chcę za wszelką cenę słuchać tych, którzy dużo mówią, dużo piszą lub po prostu „recytują polecenia innych”. Aby przekonać się o biblijnej prawdzie, w trakcie moich pilnych i niestrudzonych badań najpierw starałem się zrozumieć, co apostołowie i inni powiedzieli i uwierzyli Jezusowi, którego Jezus osobiście i przez ducha świętego nauczał jego nauczania. W trzecim wieku Klemens Aleksandryjski stwierdził:

„Ci, którzy usilnie dążą do doskonałości, nie ustają w poszukiwaniu prawdy, dopóki nie znajdą poparcia swych wierzeń w samych Pismach” (Strażnica, 15.7.2002, str 18)

Jak powinniśmy dziś traktować to, co jest nam narzucane, jako prawdziwe nauki naszej chrześcijańskiej wspólnoty?

„Każdy chrześcijanin, niezależnie od wieku, powinien przeanalizować swoje wierzenia, by być całkowicie przekonanym, że są zgodne z prawdą biblijną. (..) Gdy trudno nam coś zrozumieć, módlmy się do Boga o pomoc. (..) Jehowa chce, byśmy rozumieli Jego Słowo, wierzyli w nie i się do niego stosowali. Nie ma nic przeciwko szczerym pytaniom, zadawanym z właściwych pobudek.” (Strażnica, 15.2.2005, str 19)

Niektórzy chrześcijanie idą tylko do granic, do których zostali doprowadzeni przez badania przeprowadzone przez wybitnych starszych i zatrzymują się w poszukiwaniu prawdy. Ci, którzy dążą do „doskonałości”, nie stoją na tych pozycjach. Jestem jednym z nich. Zawsze szukałem w Piśmie dowodów, które potwierdziłyby to, w co powinienem uwierzyć. Nie byłem zadowolony z niektórych interpretacji, ponieważ sam nie mogłem ich potwierdzić za pomocą Biblii.

Wyobraźmy sobie, że jest to stary obraz, który został zepsuty przez ząb czasu w takim stopniu, że stracił jasność. Co można zrobić? Istnieją dwa sposoby. Jednym z nich jest założenie, jak wyglądał obraz dwa tysiące lat temu, a następnie poświęcenie się opisywaniu tego obrazu w próbie opisania tego, co autor chciał przedstawić. Innym sposobem jest poświęcenie się przywracaniu już istniejącego obrazu. Biblia zawiera wiele obrazów. Niektóre są tak jasne, że nie wymagały odbudowy. Należą do nich pouczenia i nauki, które chętnie przyjęliśmy, gdy chcieliśmy poznać prawdę. Nauki takie wymagały jedynie potwierdzenia jednego lub więcej powiązanych ze sobą tekstów biblijnych. Ale długie nauki, które poważnie zniszczył ząb czasu, są nam przedstawiane tylko przez kilka tekstów biblijnych, które dają nam jedynie przypuszczenie, jak wyglądał obraz na początku, dzięki czemu możemy usłyszeć różne punkty widzenia, z których niektóre pomijają kontekst biblijny.

Prawdopodobnie należę do tych, którzy mają subtelne wyczucie takich obrazów, więc mogę zobaczyć w nich znacznie więcej szczegółów. Szukałem tych szczegółów w Biblii i wykorzystałem je do przywrócenia zupełnie innego obrazu. Teraz chcę ujawnić wam ten obraz, ale także krytyczne poglądy osób uważanych za doskonałych badaczy Biblii. Mam nadzieję, że nie będą gardzić tymi objawieniami, ale że „przetestują wszystko, aby się przekonać” (1Sm 5: 20,21). Ale pytanie brzmi: Z czego Bóg może skorzystać, rzucając światło na biblijne prawdy? Czy każdy, kto jest mały i nieistotny w zborze, może wskazać przywódcom wspólnoty potrzebę wprowadzenia pewnych zmian w ich rozumieniu Biblii? Czy istnieją biblijne dowody na to, że Bóg może dziś użyć dowolnego chrześcijanina z jakiegokolwiek zboru lub zgromadzenia, aby rzucić światło na niektóre biblijne prawdy i ujawnić pewne ukryte rzeczy? Czy z drugiej strony istnieje biblijna reguła, która daje ten przywilej tylko wybitnym mężom? Pamiętajmy, że po zmartwychwstaniu Jezus nie objawił się najpierw swoim apostołom, ale kobietom. Jak apostołowie zareagowali na ich słowa?

„wyglądały przed nimi, jakby mówiły brednie i nie wierzyli im” (Łuk 24:10,11)

W czasach starożytnych Żydzi uważali zeznania kobiety w sądzie za równe z zeznaniami niewolników. Josef Flawiusz, historyk żyjący w I wieku, powiedział: „Nie bierzcie pod uwagę świadectwa kobiety, ponieważ są kapryśne i bezmyślne”. Pod wpływem takiego poglądu apostołom trudno było przyjąć ich świadectwo. Ale poszli sprawdzić, czy to, co mówią, jest prawdą. Jeśli dzisiaj jest wśród nas wspólne  stanowisko, które obniża status zwykłych wierzących, wówczas ich słowo jest ignorowane. Mianowicie, jeśli najpierw widzę coś moimi duchowymi oczami i dochodzę do prawdziwego wniosku, może się zdarzyć, że moje słowa do innych brzmią jak bzdury. Zamiast odrzucić moje słowo, powinienem je najpierw sprawdzić. Nigdy nie było ważniejsze kto co powiedział, niż to, czy to co powiedział było prawdą.

Bóg działa na wiele sposobów, aby zrozumieć Jego Słowo, co oznacza, że może wykorzystać każdego w tym celu. Każda zmiana, która nastąpi, musi być zgodna z jego wolą, a nie z naszymi pomysłami. W ten sposób takie małe osoby mogą poprzez gorliwe zgłębianie Słowa Bożego być sługami wybitnych mężów, którzy z jakiegoś powodu wysyłają nie tylko pytania, ale także biblijne argumenty i logiczne dowody. Jeśli te argumenty rzucają nowe światło na Słowo Boże, nie ma przeszkód, aby rozważać je na wyższym poziomie niż miało to miejsce w przeszłości i przekazywać te poznania wszystkim zborom (Prz. 4:18). Jeśli nie pozwala im na to ludzka reguła, że chcą zamknąć usta badającym Biblię i starają się narzucić doktrynalną jedność swoich członków, to ponoszą wielką odpowiedzialność, ponieważ nie powinni wykraczać poza biblijne zasady, które pozwalają wierzącym badać, poznawać i przekonywać samych siebie. wszystko w celu wzmocnienia ich wiary. W ten sposób Paweł powiedział kiedyś członkom zgromadzenia korynckiego:

„Tak i wy, skoro nadgorliwcami jesteście tchnień, szukajcie abyście ku budowaniu zgromadzenia obfitowali. (..) Co więc jest bracia, gdy schodzicie się, każdy z was: ma psalm, ma naukę, ma objawienie,…”  (1 Kor 14:12,26).

Kiedy w mojej społeczności ktoś chce wymyślić coś, co otrzymał dzięki własnej inwencji i badaniom, może to być źle widziane przez starszych, którzy obawiają się, że naruszy to doktrynalną jedność zboru. Ta książka jest dowodem, że nie należy się bać. Czy ktoś, kto jest dziś dokładny w studiowaniu Biblii, nie powinien używać swego daru duchowego? Czy nie powinien omawiać tego z innymi lub pisać artykułów, które może przekazać swojej wspólnocie chrześcijan na całym świecie, którzy mają dostęp do Słowa Bożego i ducha świętego oraz prawo do badania wszystkich wypowiedzi, które mogą wzmocnić wiarę i zbudować zgromadzenie? Oczywiście w tych stwierdzeniach można poczynić pewne nowe spostrzeżenia, zanim wyjdą one z ust wybitnych starszych. Apostoł Paweł nie był z Jezusem i apostołami, ale prowadził większość badań w pismach hebrajskich i był w stanie zinterpretować znaczenie wielu proroczych obrazów i podobieństw. Po otrzymaniu objawienia udał się do Jerozolimy przed wybitnych apostołów. Kiedy przyniósł im wieść o tym, czego się nauczył, powiedział: „A ci, których uważano za szanowanych (…), ci wybitni mężowie [apostołowie] nic mi nie dołożyli” (Ga 2:2,6). Nie lekceważył znaczenia „wybitnych mężów”, ponieważ uważał ich za filary zgromadzenia Chrystusa. Z drugiej strony mężowie ci przyjęli Pawła nie jako rywala, ale jako wspólnika. Nie uważali się za jedynych, którzy mogli zrozumieć słowo Boże i otrzymywać objawienia lub wyjaśnienia z nieba. Dlatego nigdy nie zakwestionowali listów Pawła, które zawierały wiele trudnych do zrozumienia rzeczy, ale mimo to przyjęli jego interpretacje (2 Pio 3:16). Aby zaakceptować nowe interpretacje, musieli także podejść do studiowania jego słów, aby sprawdzić, czy jest to zgodne z Pismem. Oczywiście wszystko musiało być zgodne z prawdą, co ostatecznie musieli potwierdzić apostołowie, którzy wraz z innymi nazwanymi mężami byli „szafarzami” słowa Bożego (1 Kor 4:1). Tak jest też dzisiaj. Kiedy pojawią się nowe wyjaśnienia, dzisiejsi „wybitni mężowie dla chrześcijan takich jak ja nie dadzą nic nowego”, ponieważ te niepublikowane rzeczy mogą znajdować się w tej lub innej książce.

Biblię mogą zrozumieć wszyscy, którzy pragną i szukają prawdy, ponieważ dostęp do ducha świętego jest możliwy dla wszystkich uczciwych i prawdziwych chrześcijan. Z pomocą tego ducha Bóg może przekazać wiedzę wszystkim, którzy Go naprawdę szukają. Monopol na zrozumienie Pisma Świętego nie jest udzielany niewielkiej grupie ludzi, którzy myślą, że tylko oni mają autorytet lub upoważnienie Boga do zrozumienia świętych tajemnic. Nikt nie mógł przeszkadzać i zabraniać innym w badaniu samego Słowa Bożego. Dzieje się tak, aby jak najmniej ludzi podlegało złym naukom wprowadzonym przez samozwańczych nauczycieli od końca pierwszego wieku, niezależnie od ich reputacji w zborze (Gal 1:8). Spójrzmy na jedną sytuację, w której apostołowie sądzili, że mają wyłączną władzę używania imienia Jezusa. W szczególności Jezus dał dwunastu apostołom „moc i władzę nad wszystkimi demonami”. Ale zdarzyło się coś, co ich zdenerwowało, dlatego apostoł Jan powiedział do Jezusa: „Nauczycielu, widzieliśmy człowieka wypędzającego demony w twoim imieniu, więc zabroniliśmy mu, ponieważ nie idzie za nami. A Jezus odpowiedział: „Nie brońcie jemu, bo kto nie jest przeciwko wam, jest z wami ” (Łuk 9:1,49,50).

Kto upoważnił tego człowieka do wielkich dzieł jak apostołów? Wiadomo, że tylko dwunastu apostołów podąża za Jezusem, gdziekolwiek szedł. Ale byli też inni, którzy przyjęli nauki Jezusa i postępowali zgodnie z nimi, poza tym, że ich sytuacja była inna. Nie zostali powołani, aby być apostołami, ale zostali powołani, aby podążać za Chrystusem w inny sposób. W szczególności prawdopodobnie nie musieli opuszczać domu i rodziny, tak jak robili to apostołowie, ale dzięki wierze w Jezusa mieli tę przewagę, że byli prowadzeni i wspierani przez ducha świętego (Mt 19:27-29). Wielu z nich, ze względu na swoją wiarę w Jezusa, doświadczyło sprzeciwu ze strony klasy kapłańskiej, a nawet bliskich. Nic więc dziwnego, że jeden taki „mały” mógł zrobić to, co apostołowie. Chociaż wtedy Jezus dał tylko apostołom władzę nad demonami, widzimy że nie mieli prawa odmawiać tego samego autorytetu komuś, kto nie został nazwany apostołem. Musieli wiedzieć, że każdy uczeń Jezusa miał dostęp do ducha świętego, który dał mu moc i zrozumienie. Dlatego wszyscy jesteśmy upoważnieni do używania ducha świętego do rzeczy, które chwalą Boga. Zdolność rozumienia głębokich i ukrytych prawd jest dana nie tylko wybitnym nadzorcom, ale także innym, którzy byliby ich wspólnikami prawdy.

Wybitni mężowie mieli rozpoznać tych drobnych chrześcijan poprzez dzieło ducha świętego i uważać ich za swoich towarzyszy. Jeśli ktoś taki jak ja chce lepiej zrozumieć Biblię, to może być przekonany, że otrzyma taką moc od Boga, zwłaszcza jeśli naprawdę stara się w ten sposób służyć swoim braciom. Moje uczciwe badania są również skierowane przeciwko błędnym wyobrażeniom, a nie przeciwko prawdzie.

„Gdyż nie mówimy czegoś przeciw prawdzie, ale dla prawdy.” (2 Kor 13:8)

Dlatego wiodący starsi powinni przyjąć słowa Jezusa: „Kto nie jest przeciwko wam, jest za wami”. Któż z nich ma władzę Boga i Chrystusa, aby zakwestionować i zabronić komukolwiek podobnemu do mnie korzystania z ich darów, jeśli ten dar pochodzi od Boga? W swojej interpretacji tekstu biblijnego wykorzystali także badania przeprowadzone przez uczonych, teologów i profesorów innych wspólnot chrześcijańskich. Nie miało znaczenia, do której społeczności należeli, ponieważ ich badania służyły wszystkim, nawet czołowym starszym mojej społeczności, aby lepiej zrozumieć tekst biblijny i zmienić niektóre z ich nieporozumień. Uważam, że moje badanie i staranne badania mogą również służyć lepszemu zrozumieniu niektórych tematów (1Pt 1:10).

Czy można sobie wyobrazić, że Bóg zaparł się swego ducha świętego wobec tych, którzy pukają i szukają tajemnic Boga pod powierzchnią, tych, którzy kopią głęboko w Swoim Słowie i ujawnia go tylko tym, którzy uważają się za wybitnych członków zboru? Takie ustawienie spraw może przede wszystkim spowodować, że będą uważani za samozwańczych nauczycieli, którzy wznoszą się ponad miarę podaną im przez Boga, a także mogą zniechęcać szczerych wierzących do zgłębiania samej Biblii, prowadząc ich jedynie do pobieżnego czytania i akceptowania jedynie tego, co oferuje autorytet Wspólnoty. , Zamiast zachęcać nas do korzystania z Biblii w celu upewnienia się, czy ich interpretacja jest poprawna, czy też nie, zachęcamy do przyjęcia ich oświadczenia bez sprzeciwu i do korzystania z Biblii jedynie w ramach i akapitach zaproponowanych w celu jej potwierdzenia. Kiedy w takim podejściu pojawiają się pytania i nielogiczność, jesteśmy przekonani, że oczywiście nie osiągnęliśmy jeszcze takiego zrozumienia. Czy to ustawienie spraw nie jest tym samym, co obecne w innych kościołach, które było krytykowane przez Towarzystwo Biblijne Strażnicy.

Każdy czytelnik Biblii powinien wykorzystać wybór, aby otrzymać słowo i dokładnie przemyśleć Pismo Święte, aby zobaczyć „czy to się tak ma” (Dz 17:11). Takimi szczerymi badaczami głębi biblijnej są jedni z wielu, którzy będą poszukiwać wiedzy i pozwalają na pomnażanie wiedzy (Da 12:4). Nazywano ich „roztropnymi” i przeciwstawiający się złu, ponieważ mówi:

„Wielu się oczyści, wybieli i zostanie uszlachetnionych. A niegodziwi będą postępować niegodziwie i żaden z nich nie zrozumie tych słów, lecz wnikliwi zrozumieją” (Da 12:10).

Ostrożni są nie tylko ci, którzy dochodzą do rozsądnych wniosków poprzez swoje badania, ale także ci, którzy na podstawie wcześniej istniejących interpretacji wykorzystują powód, aby sprawdzić, czy tak jest w istocie. Biblia radzi nam: „Niech wszyscy poznają wasze zrozumienie” (Flp 4: 5).

Podczas gdy niektórzy chrześcijanie akceptują tylko wyjaśnienia podane w różnych artykułach dotyczących głębokich rzeczy Bożych, inni, którzy mają głębszy wgląd w tematy biblijne, mogą dostrzegać niewielkie niezgodności i zwracać na nie uwagę, aby światło prawdy było jeszcze wyraźniejsze. Nauczyciele Słowa Bożego powinni zaakceptować fakt, że ignoranci i „mali” w niektórych sprawach mogą dojść do „klucza wiedzy” (Łk 11:52). Wiadomo też, że psalmista powiedział: „Osiągnąłem większe rozeznanie niż wszyscy moi nauczyciele” (Ps. 119: 99). Po wysłuchaniu mądrości i myśli starszych młody Elihu powiedział: „Wyjawię teraz to, co wiem” (Job 32: 6-10). Dlatego dobrym pomysłem jest zbadanie faktów i argumentów przedstawionych przez tych, którzy są „młodsi” i nie zajmują znaczących pozycji w zgromadzeniu Bożym. 

Strona 3 z 7

Fałszywe nauki

Wiodący mężowie pierwszego wieku nie rozważyli ani nie zinterpretowali pewnych rzeczy, dopóki nie były potrzebne, takich jak pytania postawione przez samych wiernych, którzy podejmowali dyskusje na określone tematy (Dz 15:1,2). Biorąc pod uwagę, że nawet teraz członkom zgromadzenia zadawane są również pytania, które wymagają dogłębnego przestudiowania i być może ponownego przeanalizowania niektórych dotychczasowych wyjaśnień, starsi mogą uznać to za konieczne, biorąc pod uwagę uzasadnione biblijne argumenty.

Powinno zacząć się od tego, że ostatnio nowe wyjaśnienia pochodzą z badania Biblii z innej perspektywy, które umieszczają biblijne prawdy w kontekście biblijnym. Zanim te nowe prawdy wyszły na jaw, poprzednia błędna interpretacja została nam przedstawiona jako prawda, którą musieliśmy przyjąć bez pytania. Niemniej jednak podstawowa nauka biblijna nadal była podstawą naszej wiary, ponieważ błędne interpretacje nie zniechęciły nas do wiary. Z drugiej strony osoby, które prezentują swoje poglądy, a które nie odchodzą od wiary, mogą zostać zaakceptowane i nie muszą być postrzegane jako odstępcy lub heretycy. Tylko wtedy, gdy sprzeciwiają się prawdziwej wierze, pojawia się ostrzeżenie:

„Jakże ważne jest więc, by naśladowcy Chrystusa usłuchali tych ostrzeżeń i trzymali się z dala od każdego, kto zagłusza prawdę ze Słowa Bożego lub głosi fałszywe nauki!” (Strażnica, 15.3.2006, str 27, par 5)

Jeśli reprezentujemy nauki naszej społeczności przed innymi, powinniśmy uważać, aby nie podnosić naszej Wspólnoty jako autorytatywnego autorytetu prawdy, ponieważ w Strażnicy z 1.4.2002 r. Na str. 19. stwierdza, co następuje:

Gdyby [towarzystwo Strażnica] świadomie popierało fałszywe nauki, nigdy by nie zachęcało do czytania Biblii.

Jest oczywiście możliwe, że Wspólnota „nieświadomie” promuje niektóre fałszywe nauki. Więc nieświadomie ukrywają  rzeczywistą prawdę. W takim przypadku istnieje kolektywny błąd dotyczący niektórych interpretacji lub oczekiwań. Dlatego nie możemy po prostu powiedzieć, że dla każdej zmiany, która ma nastąpić, powinniśmy „czekać na Boga”, ponieważ oznaczałoby to, że powinniśmy przyjąć wszystko, nawet jeśli są to fałszywe nauki. Gdyby „czekali na Boga” w tej sprawie, to w jakiś sposób oskarżaliby go, że umyślnie pozwala swoim „przedstawicielom” żeby „zostali wprowadzeni w błąd i uwierzyli kłamstwu”, tak jak robi to z tymi, którzy nie przyjęli miłości prawdy” ( 2 Tes 2:10,11). Bóg nie stoi za wszystkim, co otrzymujemy w publikacjach Towarzystwa, ponieważ niektóre wyjaśnienia nie są w kontekście jego Pisma. Jeśli poznamy prawdę niezależnie od nich, czy świadomie ją ukryjemy, ponieważ boimy się ludzkiego autorytetu, który uważa, że jest upoważniony do ujawniania, czy w jakikolwiek sposób ujawnimy to innym, aby mieli swobodny dostęp do informacji i sprawdzania ich zasadności? Większość członków mojej społeczności jest z góry zniechęcona do zrobienia tego drugiego, ponieważ czytają:

„Z drugiej strony, czy mamy powody do zniecierpliwienia, jeśli nie rozumiemy do końca jakichś fragmentów Biblii lub wyjaśnień podanych w publikacjach Towarzystwa Strażnica? Mądrze jest czekać, aż Jehowa w wyznaczonym czasie udzieli nam dodatkowych wskazówek. „Bo Wszechwładny Pan, Jehowa, nie uczyni nic, jeśli swej poufnej sprawy nie wyjawił swoim sługom prorokom” (Amosa 3:7).” (Strażnica, 1.10.1997, str 5, par 4)

To powiedzenie: „Mądrze jest czekać, aż Jehowa w wyznaczonym czasie udzieli nam dodatkowych wskazówek”, dowodzi, że imię Boga traktuje się próżno lub niegodnie (2 Moj 20:7). Mianowicie Towarzystwo Strażnica prosi nas, abyśmy byli mądrzy, zaniedbując nasz rozum i czekając, aż zaoferują nam w odpowiednim czasie wyjaśnienie rzeczy, które są teraz dla nas nielogiczne i niezrozumiałe. Ale jednocześnie nie postępują mądrze, ponieważ zgodnie z tą samą własną zasadą – „zanim Jehowa je wyjaśni” – dostarczają nam niedokładnych wyjaśnień i interpretacji, których sami nie zbadali. I wciąż narzucają nam to jako nowe światło, które zniosło poprzednią interpretację. Oczywiście nie powinniśmy angażować Boga w rzeczy, które sami musimy zbadać, zarówno ci, którzy piszą artykuły, jak i ci, którzy muszą je krytycznie zbadać na podstawie Biblii przed ich przyjęciem. Dlatego zrozumiałe jest, że czytelnicy nie powinni czekać, aż Bóg zaingeruje przez ludzi, którzy sami często nie są całkowicie pewni tego co przedstawiają, ale powinni polegać głównie na Biblii, która jest wolna od nauk instytucjonalnych i ludzkich tradycji. Mianowicie, wiele nauk zostało w przeszłości zaakceptowanych w oparciu o poglądy niektórych ludzi, którym udało się narzucić innym swoje przekonania dzięki sile ich autorytetu. Takich przypadków było wszędzie, nawet w tej Wspólnocie. Podam tylko jeden przykład związany z interpretacją słów Pawła w Liście do Rzymian 13:1-7, o tym, kim są „władze zwierzchnie”, których chrześcijanie powinni słuchać.

Charles Taze Russell w książce The Plan of the Ages (Plan wieków) już od 1886 roku twierdził„władze zwierzchnie” to rządy państw. Chociaż potrzebne było lepsze zrozumienie chrześcijańskiego podporządkowania się władzy, inny prezydent Towarzystwa, brat Rutherford, wraz z innymi w 1929 r. przyniósł „nowe światło” członkom zarządu w swojej książce, zgodnie z jego rzekomo lepszym zrozumieniem, dzięki czemu „władze zwierzchnie” miały wówczas odnosić się do Jehowy Boga i Jezusa Chrystusa, które po kilkudziesięciu latach okazały się nie być dokładne. Zamiast szczerze pisać do nas wszystkich, że się mylili, ponieważ mylili prawdę z kłamstwem, są w Strażnicy od 1.5.1996 r. str 13, p 12,13; właśnie napisali, że brat Russell wcześniej określił w swojej książce „władze zwierzchnie” jako rządy państw. Wyjaśnili następnie, że nieporozumienie brata Rutherforda wobec ludu Bożego w trudnym okresie II wojny światowej i reżimów totalitarnych pomogło utrzymać bezkompromisowo neutralną postawę.

Towarzystwo usprawiedliwia swoje nieporozumienie, ponieważ rzekomo przyczyniło się do bycia bez winy wobec Boga. To tak, jakbyśmy usprawiedliwiali interpretację piekła w jakimś kościele, ponieważ uniemożliwiło wielu robienie tego, czego Bóg nie akceptuje. Prawdopodobnie jutro zostaną usprawiedliwione inne nieporozumienia i błędne interpretacje tylko po to, aby zachować reputację jedynego zboru z Bożym przewodnictwem. Jednak na podstawie tego i innych podobnych przykładów łatwo jest zakwestionować obecne interpretacje, ponieważ nie można ich kategorycznie uznać za produkt lepszego zrozumienia. Co jeśli niektóre inne poglądy Jezusa i apostołów zostaną zastąpione nowymi i odmiennymi, ale złymi naukami? Czy możemy mówić z przekonaniem o nowym świetle, czy może właściwsze byłoby zaciemnienie prawdy? Czy możemy powiedzieć, że Jezus i jego apostołowie myśleli dokładnie tak, jak przedstawiono nam jako nowe światło. Zostanie to omówione w tej książce.

Biblia pokazuje, że w przeszłości duch święty zawsze działał wyraźnie w sługach Bożych. Zdarzało się jednak, że niektóre błędne interpretacje zostały niedawno przedstawione jako „prawda”, na którą nie można narzekać, ponieważ jest poparta wystarczającą liczbą faktów. Ciało kierownicze poprosiło nas, byśmy z pomocą ducha świętego zbadali fakty, które miały nas przekonać o ich „prawdzie”. Interesujące jest to, że przeważnie wszyscy wierzący w swoich komentarzach informują, że duch święty pomógł im zrozumieć i zaakceptować tę „prawdę”, która później okazała się niedokładna. Oczywiście duch święty nie uczestniczył w tym, ale ludzka moc przekonywania umysłów tych, którzy boją się uwierzyć w to, co widzą na własne oczy duchowe. Mianowicie, w przeszłości poprzez publikacje, wszyscy pogodziliśmy się z czymś, co okazało się niedokładnym dowodem na to, że Duch Święty pomagał przedstawicielom Towarzystwa w badaniu Biblii ani nie pomagał wiernym zrozumieć Biblii lepiej i jaśniej. Można raczej powiedzieć, że wierzący zostali zwiedzeni przez zbiorowe nieporozumienia, które zaakceptowali, wbrew temu co sugerowała im Biblia. Jeśli prosi się zwykłych wierzących, aby czekali na Boga, to dlaczego przedstawiciele społeczności nie czekają, ale przedstawiają coś, co później muszą obalić i zmienić. Np. jeśli o świcie zobaczymy obiekt w oddali, czy przedwcześnie ogłosimy nasze poglądy i przekonamy innych co widzimy, czy też poczekamy na pełny dzień i dopiero wtedy powiemy z pewnością, że widzimy to, co i inni wyraźnie widzą? Społeczność nie powinna przeszkadzać Bogu i mówić, że powinniśmy czekać, aż opublikuje nową wizję za ich pośrednictwem, ale raczej być szczerym i powiedzieć, że powinniśmy czekać na jej wyjaśnienia. Ale czy powinniśmy czekać na człowieka, jeśli Biblia mówi nam, abyśmy używali naszego rozumu i robiąc to uważać, by nie wypaczać słowa Bożego?

Bóg zawsze stoi za prawdą, a nie półprawdami lub niejasnymi rzeczami, którym można zaprzeczać. W Biblii jest wiele prawd, które niektórzy świadomie lub nieświadomie przekręcili, więc z czasem chrześcijanie bardziej podkreślali różnice w naukach i doktrynach, które oddzieliły ich od innych chrześcijan, niż podkreślali ich wspólną wiarę w Jezusa. Właśnie dlatego jest tak wiele wspólnot chrześcijańskich i każda stara się zachować swoją jedność na bazie doktrynalnej. Pierwsi chrześcijanie mieli powód do zachowania jedności w wierze i nauce, ale w tym zawiedli, ponieważ do tej pory podzielili się na wiele zborów, powinni działać na rzecz jedności wiary i pozwolić wielu badaczom Biblii we wspólnym interesie pomnożyć wiedzę, która powinna oddzielić prawdę od kłamstwa i światło z ciemności (1 Kor 1:10; 2:10). Każdy zbór może przetrwać kosztem ślepego posłuszeństwa, ale faktem jest, że prawdziwi chrześcijanie mogą mieć społeczność z Chrystusem i Jego Zgromadzeniem, które wykraczają poza granice instytucjonalne. Jezus docenia każdą osobę, która chce służyć Bogu z czystym i szczerym sercem.

Jeśli chodzi o nową wiedzę, stwierdzenie że powinniśmy „czekać na Boga”, jest nie na miejscu z innego uzasadnionego powodu. Musimy czekać na Boga tylko wtedy, gdy potrzebuje  nam objawić w pewnym momencie to, co jeszcze nie zostało objawione, lub jeśli oczekujemy spełnienia niektórych wydarzeń, które doprowadzą do naszego zbawienia. Mianowicie należy pamiętać, że Bóg czeka na nas cierpliwie, ponieważ dał nam swoje natchnione Słowo, dzięki któremu musimy zrozumieć tajemnice królestwa niebieskiego. Ponieważ Jezus objawił tajemnicę samego siebie w pierwszym wieku, a także tajemnicę znaku swojej obecności, rozumianego przez apostołów i pierwszych chrześcijan, nic nie wskazuje że musimy poczekać, aż Bóg ponownie nam ją objawi. Od dawna zostało odkryte, ale najwyraźniej niektórzy ludzie w przeszłości nieświadomie wprowadzili się w błąd przy innych interpretacjach. Dlatego Bóg daje każdemu prawo do porównania i „zbadania natchnionych wypowiedzi” wypowiedzianych przez Jezusa i jego apostołów oraz oświadczeń, które słyszymy od dzisiejszych nauczycieli, oraz do zrozumienia Jego prawdy w taki sam sposób, jak pierwsi chrześcijanie, który byli uczeni bezpośrednio przez Jezusa i apostołów. Wielu nie spodoba się fakt, że pod przewodnictwem ich wspólnoty wierzą i innym głoszą „innego Jezusa”, wprowadzonego do wiary chrześcijańskiej przez samozwańczych nauczycieli we wczesnych wiekach chrześcijaństwa. Niestety, podczas gdy Świadkowie Jehowy wskazują innym, że mają niewłaściwy pogląd na Jezusa związanego z Trójcą, nie są nawet świadomi, że oni również mają błędny pogląd oparty na wierzeniach pogańskiego grecko-rzymskiego świata i że podzielają z orędownikami Trójcy wspólny pogląd, który nie ma podstaw w Biblii, która jest ideą wcielenia i preegzystencji (patrz część 11 – Ostatni Adam).

Chociaż niektóre rzeczy są nadal fałszywie przedstawiane, nadal nie wypaczają tej podstawowej nauki biblijnej. Podstawowa nauka biblijna jest podstawą naszej wiary i naszej wiedzy o Bogu i Chrystusie. Nie trzeba tego zmieniać przez jakieś „inne nauczanie”, ponieważ ci, którzy „angażują się w to”, nie rozumieją, co mówią lub upierają się przy twierdzeniu (1 Tym 1:3-7). Ale dla wielu nadal nie będzie jasne, że pomimo głębokiego wglądu w Pismo, niektóre fałszywe nauki mogły istnieć przez tyle lat wśród nas, którzy codziennie czytają i studiują Biblię. Jeśli ktoś z nas już dawno odkrył, że coś jest nie tak, dlaczego musiał milczeć? Dlaczego chodzi bardziej o mówienie o niebezpieczeństwach od takich osób niż o niebezpieczeństwo od całej społeczności, która nieświadomie uczy się i rozpowszechnia fałszywe nauki? Czy ludzie nie powinni ostrzegać Społeczność przed fałszywymi naukami?

Zawsze lubiłem czytać artykuły Towarzystwa, w których argumenty biblijne obaliły różne błędne interpretacje Biblii, które pojawiły się w różnych innych kościołach chrześcijańskich. Ale tym razem duch zachęcił mnie do poprawienia pewnych interpretacji Biblii, mając na uwadze, że lepiej krytykę słyszeć z wewnątrz, a nie z zewnątrz. Może ktoś słusznie powie, że może interpretuję Biblię na swój własny sposób. Oczywiście można to powiedzieć tylko wtedy, gdy wyjdę poza Biblię. Ale jeśli używam Biblii w całości ze wszystkimi jej argumentami, to powinno się to zaakceptować, aby dojść do wspólnego zrozumienia. Nie chcę tworzyć „podziałów” z niektórymi moimi interpretacjami, ale chcę przyczynić się do pełnego oświetlenia prawdy (Rz 16:17).

Chociaż prezentuję niektóre doktryny, które różnią się od nauk Towarzystwa, nadal pozostaję w podstawowej doktrynie Chrystusa. Ponieważ „Każdy przekraczający i nie pozostający w nauce pomazańca nie ma Boga, pozostający w nauce pomazańca ten ma i Ojca i Syna” (2 J 9). Jeśli chodzi o głębsze prawdy, to czasami członkowie zgromadzenia mogą angażować się w kłótnie na temat drobiazgów i zgadywania na podstawie argumentów. Niebezpieczeństwo powstaje tylko wtedy, gdy ktoś uparcie propaguje fałszywe nauki, które unieważniają podstawową doktrynę Chrystusa. Niektórzy nadal fałszywie przedstawiają Boga i Chrystusa w celu zdobycia poważania i środków materialnych. Do tych, którzy używają słowa Bożego z niewłaściwych pobudek, Paweł mówi: „jeśli ktoś inaczej naucza i nie przychodzi do będących zdrowymi, słów naszego pana, Jezusa pomazańca i tej nauki według pobożności, poddał się próżności niczemu nie poświęcający uwagi, ale chorujący na spory i walki na słowa, które powodują zawiści, bluźnierstwa, złe podejrzenia, ciągłe rozdrażnienie rujnujące ludziom rozum, i odciągnięci od prawdy sądzą, że pobożność jest źródłem zysku” (1 Tym 6:3-5). Paweł nie skrytykował, że niektórzy chrześcijanie nie mogli zrozumieć pewnych rzeczy, ale skrytykował tych, którzy zaniedbali słowo Boże, aby pokazali swoje fałszywe idee. Odnosiło się to między innymi do „zwodzicieli (…),  nie przyznających że Jezus przyszedł w ciele” (2J 7).

To, co następuje w tym względzie, nie jest żadną inną nauką wywodzącą się od człowieka o wadliwym umyśle, w którym nie ma prawdy. Nie chce używać tego, co sam zbadałem i napisałem, aby siiebie promować. Chce udostępnić ten tekst tym członkom powszechnego zboru Bożego, którzy mają duchową zdolność do rozważenia tego wszystkiego w świetle Biblii. Jest to szczere studium Biblii małego człowieka, który zawsze „uważnie badał Pismo Święte, aby zobaczyć, czy tak jest w rzeczywistości” (Dz 17:11). Doprowadziło go to do połączenia wszystkich rzeczy w jednostki tematyczne poprzez głębokie czytanie i myślenie, logicznie umieszczając każdy temat w ramce. Ma nadzieję, że jeszcze lepiej i mocniej połączył różne części biblijne w jedną zjednoczoną całość, pozwalając światłu prawdy rozproszyć mgłę niektórych nieporozumień, rzucając tym samym światło na wieczny plan Boga.

Tekst ten nie zmienia podstawowej biblijnej doktryny Chrystusa, która jako taka pozostaje fundamentem naszej wiary i oddania Bogu. Dotyczy to tylko interpretacji, które muszą być dostosowane do Biblii. Niektóre z tych rzeczy zostały już odkryte jako takie w pierwszym wieku, z wyjątkiem tego, że z czasem wyłoniły się tradycyjne poglądy z wpływów człowieka, które wciąż uniemożliwiają uzyskanie wyraźniejszego obrazu. Może z tymi interpretacjami „pobudzę” niektórych do tego stopnia, aby rozpoczęli ponowne badanie. Jeśli, używając biblijnych i innych odpowiednich argumentów, większość z nich osiągnie zmianę zdania z rozsądnym „logicznym dowodem”, to jest to miara, którą zbudowałem na podstawie biblijnej (Dz 9:22). Ci, którzy zostaną następnie pouczeni o ponownym zbadaniu danych problemów, mogą pójść jeszcze dalej, aby w razie potrzeby znaleźć więcej szczegółów, które uzupełnią obraz całości.

Strona 4 z 7

Użyj rozeznania

Jako młody człowiek badałem proroctwo biblijne, w którym uznałem potrzebę zmiany istniejących interpretacji. Przestudiowałem, co na ten temat mówią różne artykuły w czasopismach i książkach publikowanych przez Towarzystwo. Od razu zauważyłem, że nie mogę zgodzić się z opisaną interpretacją, która pod pewnymi względami była nielogiczna. Dzięki głębszej refleksji na ten temat przekonałem się, że niektóre tematy biblijne należy postrzegać w innym czasie. Jest to proroctwo Mateusza 24:15, które brzmi: „Więc kiedy zobaczysz, że obrzydliwość, o której mówi pustka, o której mówi prorok Daniel, stoi w świętym miejscu (pozwól czytelnikowi użyć rozeznania) …” (patrz interpretacja – Strażnica 1.6.1996, s. 16.17, par 3,14).

Ponieważ Chrystus zachęca wszystkich „czytelników” proroctwa Daniela, by używali „rozeznania”, a nie tylko apostołów, rozsądnie było, abym to zrobił (Mat. 24:15; 1 Ko 10:15; 2 Tt 2: 7) , Nie przestałem „badać” tego tematu (Prz 25: 2). Obawiałem się jednak, że inni źle zrozumieją, że interpretuję Biblię inaczej niż w wydaniach wspólnotowych. Więc nie powiedziałem nikomu o argumentach, które należało wziąć pod uwagę przy poprawianiu rzeczy. Dlatego w wykładzie biblijnym opartym na tej interpretacji ograniczyłem się do stwierdzenia, że taki jest obecny pogląd Wspólnoty, aby nie wywoływać debaty o jej poglądach. Ale w głębi duszy wiedziałem, że musi być nowa interpretacja, która wydarzyła się kilka lat później w numerze „Strażnicy” z 1 maja 1999 roku. który przedstawił argumenty, które przedstawiłem wcześniej, co potwierdziło moje wątpliwości i potrzebę poprawienia interpretacji powyższych proroczych słów.

Ten przykład skłonił mnie do dalszego studiowania Biblii, szukając odpowiedzi na bardziej skomplikowane interpretacje. Używając „rozeznania, roztropności i mądrości”, starałem się interpretować wszystkie błędne interpretacje, a tym samym „demaskować to, co skomplikowane” (Da 5:14,16). Nie chcę „uważać się za roztropnego” bardziej niż inni, ale chcę być taki w oczach naszego Pana, który może „naprawdę dać nam roztropność we wszystkim” (Rz 11:25; 2 Tym 2:7). Nie mam zamiaru głosić i nalegać na własne opinie ani interpretować Biblii na swój własny sposób. Starałem się zachować zasadę „nie wychodzić poza to, co napisano” (1 Kor 4:6). Oznacza to, że mogę wyjść poza to, co już napisano w niektórych wydaniach Towarzystwa, ale nie chcę wykraczać poza to, co mówi natchnione Słowo Boże. Jako chrześcijanin chciałem być w harmonii i jedności z moimi współwyznawcami, jeśli chodzi o wiarę chrześcijańską (Ef 4:11-14). Ale jeśli chodzi o ukryte i głębokie rzeczy Boże, do których każdy szczery czytelnik może sięgnąć, przekopując się głęboko przez Słowo Boże, korzystając z ich rozeznania i ducha Bożego, dochodzę do tego, że zwracam uwagę na niektóre tematy, które wciąż nie są w pełni zgodne z Biblią. Korekty te powinny być dokonane jak najszybciej w całej Wspólnocie z powodu naszej duchowej potrzeby prawdy ze Słowa Bożego.

Kiedy stwierdzimy, że coś jest sprzeczne z nauczaniem apostolskim, czy będziemy nadal postępować zgodnie z interpretacjami ustalonymi przez niektórych starszych, czy też będziemy starać się przekonać odpowiedzialnych mężów, aby ponownie rozważyli ich przekonania? Przykładem tego jest Strażnica z 15.03.1994 r. na str. 5. Odwołuje się do chrześcijanina Polikarpa, który zmarł śmiercią męczennika pod koniec drugiego wieku i który przybył do Rzymu, aby zwrócić uwagę na obchody Wieczerzy Pańskiej. Między innymi tak powiedział o nim Ireneusz:

Ireneusz z Lyonu napisał w jednym z listów: „Anicet [z Rzymu] (…) nie zdołał skłonić Polikarpa do zarzucenia zwyczaju, jakiego zawsze przestrzegał razem z Janem, uczniem Pańskim, i z innymi apostołami, z którymi obcował. Ani również Polikarp nie przekonał Aniceta, który twierdził, że należy się trzymać zwyczaju prezbiterów, swych poprzedników” (Euzebiusz, Historia kościelna, księga 5, rozdział 24). Zauważmy, że Polikarp opierał podobno swe stanowisko na autorytecie apostołów, natomiast Anicet powoływał się na przykład poprzednich starszych z Rzymu.

Jeśli Wspólnota zaakcentuje ten przykład, aby postawić autorytet apostołów przed ich autorytetem, to nie może prosić nikogo z nas, aby w pełni podporządkował się starszym, którzy opierają swoje zwyczaje i nauki na nadzorcach, Ariuszu, Russellu, Rutherfordzie i innych wybitnych starszych, którzy je przedstawili, oraz dla których istnieją wystarczające argumenty, które nie są całkowicie dokładne lub w duchu kontekstu biblijnego. Większość chrześcijan nie posuwa się tak daleko, aby zaspokoić swoje duchowe potrzeby rzeczywiste prawdy. Właśnie dlatego Bóg prawdopodobnie nie może ich użyć do ujawnienia nowych faktów. Z drugiej strony ci, którzy zostali wyznaczeni na szafarzy Słowa Bożego w zgromadzeniach, nie mogą poświęcać czasu na tak głęboką eksplorację w ten sposób. Może to być jeden z powodów, dla których Bóg może użyć jakiegoś „małego” i nieznaczącego sługi do czegoś, co nie jest dane wyłącznie wybitnym członkom zboru chrześcijańskiego.

Tym, co może doprowadzić nas do uznanej pozycji przed Bogiem, nie jest wiedza, ale miłość do Boga i naszego bliźniego. Dlatego Paweł powiedział: „jeśli miałbym prorokowanie i dostrzegał wszystkie tajemnice i całą wiedzę (…) lecz miłości bym nie miał niczym jestem” (1 Kor 13:2). Teraz jest czas na budowanie miłości, a dary w postaci wiedzy i wglądu w tajemnice Boga zostały odłożone na bok. Nie oznacza to jednak, że z tego powodu ktoś taki jak ja powinien „zlekceważyć dar w sobie”, ale powinien „o to się troszczyć, w tym być” (1 Tym 4:14,15).

„bo z części poznajemy i z części prorokujemy lecz gdy przyjdzie dojrzałe z części stanie się bezużyteczne” (1 Kor 13:9,10)

Ponieważ nadal nie mamy pełnej wiedzy na temat niektórych rzeczy, poświęciłem się temu studium biblijnemu, aby pozwolić sobie i innym zobaczyć więcej biblijnych tajemnic przed końcem tego porządku. Będzie to wymagało od nas wszystkich kształtowania naszych umysłów i zrozumienia zgodnie z nowo odkrytymi wglądami.

Uwaga: lekcje wyniesione z tej książki miały na celu przekazanie dyskretnie informacji osobom odpowiedzialnym, które kierują Towarzystwem Strażnica, aby były rozważane na wyższym poziomie, ale nie dało się tego zrobić. Dlatego przedstawiam je publicznie, ponieważ prawdopodobnie będzie wielu, którzy napiszą później i proszą ich o wzięcie pod uwagę wszystkich argumentów, które do nich dojdą.

Strona 5 z 7

‘Nowa nauka’

 Jako dwunastoletni chłopiec Jezus okazywał pragnienie i dar rozumienia pism świętych. Był całkowicie zajęty tym, co zawiera Pismo Święte. Dlatego miał potrzebę rozmawiać i dyskutować o wielu aspektów Pisma z nauczycielami w świątyni. Jego rodzice „po trzech dniach znaleźli go w świątyni siedzącego wśród nauczycieli, słuchającego ich i zadającego pytania”. Zaniedbał nawet swoją rodzinę, aby mógł towarzyszyć tym, z którymi mógł rozmawiać o sprawach, które prawdopodobnie go niepokoiły i intrygowały. Mógł uzyskać bezpośrednią odpowiedź na te pytania. Ale nie tylko zadawał pytania, ale poprzez swoje komentarze pokazał, że rozumie wiele aspektów Pisma Świętego, ponieważ „Lecz wszyscy słuchający go byli bardzo zdumieni, na zrozumienie i jego odpowiedzi” (Łuk 2:46,47). Najwyraźniej musiał zrozumieć pisma święte i powiedzieć to, co rozumiał tym, którzy zostali powołani do studiowania i interpretowania pism świętych. Prawdopodobnie szukał tych, z którymi mógłby porozmawiać o głębokich i ukrytych rzeczach Boga. A co najważniejsze, natknął się na tych, którzy go nie ignorowali, ponieważ był chłopcem, ponieważ zdali sobie sprawę, że on również miał wgląd w Pismo.

To, co zostało zaszczepione w Jezusie przez jego rodziców i nauczycieli w miejscu, w którym mieszkał, najwyraźniej mu nie wystarczyło. Chciał wiedzieć więcej niż inni, ponieważ wiedział, że w Pismach ukryto wiele rzeczy, których większość nawet nie zauważyła. Wiele osób szukało życia wiecznego, zaniedbując inne sprawy, które są z tym związane (zob. Ja 5:39,40). Jezus prawdopodobnie był świadomy innych rzeczy, które były ukryte. Kiedy rozpoczął swoją posługę, nauczał ludzi inaczej niż uczeni w piśmie. Po wysłuchaniu, jak interpretują Pismo Święte, niektórzy powiedzieli:

„czym jest ta nauka, jej nowa moc”  (Mk 1:27)

Oczywiście Jezus nie przyniósł nowej nauki, ale była nowa dla wszystkich, którzy nie rozumieli w pełni Pisma Świętego (J 7:17).

Moje doświadczenie jest nieco podobne do Jezusa. Pamiętam swoje dzieciństwo, kiedy jako chłopiec czytałem Biblię, chciałem ją zrozumieć i nieświadomie „rozwijałem pragnienie czystego mleka Słowa Bożego” (1 Pio 2:2). Podczas gdy inni dojrzali chrześcijanie próbowali zaszczepić tę podstawową prawdę w moim sercu i umyśle, jako dziecko wciąż potrzebowałem sięgać głębiej. Czytając Biblię, natknąłem się na rzeczy, których nie mogłem łatwo pominąć, wiedząc że ukrywają ważną myśl, a nawet tajemnicę. Przejrzałem wiele publikacji Towarzystwa na ten temat, ale odpowiedzi, które otrzymałem, nie mogły całkowicie zaspokoić mojej logiki i ciekawości. Na początku zaakceptowałem niektóre interpretacje tylko dlatego, że tak jest w wydaniach wspólnotowych. Kiedy jednak naprawdę chciałem zobaczyć „czy tak jest”, natknąłem się na niektóre interpretacje, które były niekompletne, nielogiczne lub nawet wskazywały niewłaściwy kierunek. Następnie, badając Biblię, natknąłem się na wiele myśli, które dały inny i jaśniejszy obraz tego samego tematu. Trzymałem te myśli w sobie i myślałem o nich „zachowując w swoim sercu” (Łuk 2:19, bi2-C). Inni członkowie zgromadzenia nie mogli zaspokoić mojej potrzeby przedyskutowania tego wszystkiego na podstawie Pisma Świętego.

Obawiałem się, że zirytują mnie ci, którzy uważali, że nierozsądnie jest prowadzić dyskusje, które podważają niektóre interpretacje Towarzystwa. Dlatego nikt nie mógł dać mi odpowiedzi, która by mnie całkowicie satysfakcjonowała, ponieważ wiedziałem, że wszyscy z którymi będę dyskutował na podstawie Pisma Świętego, ograniczają swoje zrozumienie tylko do tego, co już napisano na ten temat. Nie spotkałem tych, którzy poświęcili się studiowaniu i badaniu Biblii, tak jak robili to pierwsi badacze Biblii. W przeciwieństwie do Jezusa nie spotkałem nauczycieli, którzy byliby gotowi porozmawiać ze mną na temat problemów, które mnie niepokoją, ponieważ nawet nie badali samej Biblii poza tym, co już napisano na ten temat. Ci, którzy podobnie jak ja, potrzebowali głębszego zrozumienia Biblii, prawdopodobnie byli daleko ode mnie.

Nawet gdybym wymyślił możliwość porozmawiania z kimś o tym wszystkim, nie zrobiłbym tego, ponieważ „nie jestem elokwentnym człowiekiem (…), ponieważ„ podobnie jak Mojżesz – „mam powolne usta i powolny język” (2 Moj 4:10), Z drugiej strony nie chciałem publicznie mówić o moich badaniach, ponieważ prawdopodobnie spotkałbym tych, którzy uważają mnie za nauczyciela samouka. Ponadto mam świadomość, że w towarzystwie innych osób „działam nieznacznie” i że swoją obecnością robię skromne wrażenie, które z powodu mojego braku elokwencji mogą „obniżyć wartość moich słów”. Dlatego moją jedyną szansą jest zrobienie tego słowem pisanym, które może mieć znacznie większą „wagę i siłę”, ponieważ dzięki temu lepiej potrafię wyjaśnić wszystkie argumenty, które można natychmiast zweryfikować (2 Kor 10:1,10). Chcę tylko zaspokoić potrzebę nawiązania kontaktu ze wszystkimi w ten sposób, a zwłaszcza z wybitnymi nauczycielami Słowa Bożego, którzy gdy dowiadują się o niektórych nowych twierdzeniach biblijnych, mogą mnie do mnie przyjść i powiedzieć, mówiąc jak Pawłowi: „czy możemy poznać jaka nowa ta przez ciebie rozgłaszana nauka, bo obce jakieś niesiesz wypowiedzi do naszych uszu, więc chcemy poznać co to jest” (Dzieje 17:19,20). Mam nadzieję, że są wśród nich tacy, którzy podejdą do tego otwarcie i znajdą wystarczający powód, aby ponownie rozważyć te pozornie „dziwne twierdzenia” w świetle Biblii.

Jako chłopiec Jezus siedział z nauczycielami przez trzy dni i rozmawiał z nimi, co wyraźnie pokazuje, że miał wiele pytań i argumentów, które zawarł w swoich komentarzach. Moje pytania i przytoczone tutaj argumenty wymagają również, aby grupa „nauczycieli” poświęciła te symboliczne „trzy dni”, aby usłyszeć i przekonać się, że mimo to Bóg może na różne sposoby chwalić z ust „małych dzieci”, które mogą również „ przygotować trzeźwy umysł” (Mat 21:16; 1 Pio 1:13). Jestem tylko jednym z tych „małych”, którzy szukają swego miejsca wśród ludu Bożego (Mat 18:14). Czy znani mężowie w „świątyni” przyjmą mnie? Mam szczerą nadzieję, ponieważ Jezus powiedział: „… a każdy, kto przyjmuje takie dziecko w moim imieniu, przyjmuje mnie (…). Patrzcie, byście nie zlekceważyli jednego tego małego wierzącego we mnie, bo mówię wam, że ich posłańcy w niebiosach ciągle patrzą na twarz mego ojca w niebiosach” (Mat 18:5,10). Dlaczego mieliby mnie przyjmować? Oczywiście dlatego, że mam coś do rozważenia, na przykład gdy dziecko prosi kogoś o słuchanie. Co dzieci mogą wiedzieć bez wiedzy rodziców lub nauczycieli? Prawdopodobnie to, co powiedział Jezus: „wysławiam cię Ojcze, panie nieba i ziemi, że ukryłeś to od mądrych i pojętnych, i odsłoniłeś to nieuczonym, tak Ojcze, że tak się tobie spodobało” (Mat 11:25). W tym czasie uczeni w piśmie i nauczyciele zaniedbali niektóre aspekty Słowa Bożego, więc Bóg potwierdził, że niektóre natchnione rzeczy mogą przyjść do „małych dzieci”, to znaczy tych, które są nieszkodliwe i mają czyste serca zgodnie z boską prawdą. Jeśli niektórzy z nich chcą zagłębić się w ukryte rzeczy, czy Bóg im tego zabroni? Oczywiście, Bóg używa tych, którzy pukają i szukają tego, co wciąż jest ukryte przed innymi.

Ciekawie będzie zobaczyć w tej książce, jakie prawdy były ukryte nawet przed tymi, którzy uznawani są za biblistów znających się na wiedzy, tym, którzy nazywają siebie roztropnymi szafarzami słowa Bożego, a tacy byli wśród żydowskich znawców Pisma w czasach Jezusa. Jezus powiedział dalej, że Bóg dał mu wgląd we wszystko, co dotyczy Jego planu, i dlatego nikt nie może w pełni poznać rzeczy związanych z Jego Ojcem oprócz niego i tego, „któremu Syn chce Go objawić” (Mat 11:27). Jezus nie ustanowił tutaj reguły, zgodnie z którą tylko ci na szczycie mogliby czerpać korzyści ze zrozumienia tajemnic nieba, ponieważ nie pozwoliłoby to żadnemu z jego wyznawców wykorzystać jego umiejętności rozróżniania prawdy od fałszu. Ma prawo ujawnić komukolwiek rzeczy związane z Bożym planem, a tym samym ujawnić nieporozumienia wprowadzone mocą jego autorytetu przez samozwańczych nauczycieli.

Jednostki z nas to widzą. Niektórzy milczą, myśląc, że to nie ich praca. Inni boją się mówić, ponieważ obawiają się, że zostaną wyrzuceni. Ale inni tacy jak ja, za radą apostoła Pawła, sprawdzają wszystko, aby zobaczyć, czy tak jest w rzeczywistości, i próbują znaleźć sposób, aby usłyszano ich słowo. Pytanie brzmi: czy Pan może dać im swój klucz do zrozumienia? Gdyby wszystko miało być ustalone zgodnie z ustalonym poglądem i regułą instytucjonalną, zgodnie z którą przewagę mają tylko wybitni mężowie, wówczas rozważanie tego tematu powinno automatycznie ustać. Ale jeśli weźmiemy pod uwagę biblijną zasadę, którą sam Bóg stosował w całej historii, Bóg może użyć dowolnego ze Swoich, aby przekazać klucz do „naprawienia rzeczy”, to znaczy „uporządkowania spraw” ( Heb 9:10). Może to być ktoś, kto jest jednym z niewielu w (powszechnym) zborze Bożym, ale ma ten rzadki duchowy dar od Boga. Może być więcej takich osób i nie muszą się one znać, ale każda z nich może opublikować tę samą „nową naukę” w miejscu zamieszkania. W Strażnicy z 1.8.2004 na s. 10,11 czytamy:

„Jehowa objawia swą chwałę i swe zamierzenie ludziom bogobojnym..” (par 4)

„Obyśmy nigdy nie lekceważyli ani nie osądzali z góry tych, którymi Jehowa postanowił się posłużyć do spełnienia swej woli.” (par 11)

„Otóż Jehowa darzy uznaniem osoby pokorne, udostępnia im wiedzę o swym zamierzeniu i pozwala je zrozumieć. Wybiera jednostki, które niekoniecznie odpowiadają ludzkim oczekiwaniom, i za ich pośrednictwem informuje innych o swym chwalebnym zamierzeniu.” (par 14)

Chociaż ten artykuł chce powiedzieć, że Bóg objawia Swój plan osobom lękającym się Boga przez wybitnych starszych, nadal mamy powody, by wierzyć, że w każdym zgromadzeniu mogą istnieć nawet te osoby, które nie mają autorytetu w zborze, a które przywódcy społeczności odrzucają, ponieważ dzięki darowi rozeznania mogliby podważyć ich reputację i autorytet. Wierzący, którzy chcą podkreślić swoją doktrynalną jedność na prawdzie instytucjonalnej i udowodnić na tej jedności, że należą do jedynej prawdziwej wspólnoty chrześcijańskiej, nie chcą otwierać umysłów, aby zastanowić się, co jest sprzeczne z nauczaniem Wspólnoty, nawet jeśli sami są świadomi, że nie uczy prawdy o niektórych ważnych sprawach.

Biorąc pod uwagę, że książka ta opiera się na racjonalnych argumentach, nie należy jej odrzucać bez uzasadnionego powodu. Wiem, że będę musiał „zamknąć” tę książkę w jakimś sądzie instytucjonalnym, zanim to nowe zrozumienie oficjalnie wyjdzie na jaw. Ale to ja muszę zdecydować, czy do tego czasu „zamknąć te słowa i zapieczętować tę książkę”, czy też ujawnić ją publicznie. Ponieważ w społeczności jest wielu mądrych i wnikliwych ludzi, którzy „badają”, mogą oni wpływać na „wiedzę, którą należy pomnożyć” w stopniu, który obali niektóre dotychczasowe interpretacje i przekonania instytucjonalne (Da 12:4). Jeśli należysz do tej grupy wnikliwych i lojalnych wobec Boga ludzi, twoim obowiązkiem jest zbadanie dokładności tych nowych argumentów. Przekonasz się, że wiele tematów można zrozumieć w dużo lepszym świetle, zwłaszcza jeśli przynajmniej „dwaj” zgadzają się co do prawdy (Mt 18:18,19). Jezus powiedział Swoim uczniom „wam dam usta i mądrość, której nie będą mogli się przeciwstawić, wszyscy ci wam przeciwni” (Łuk 21:15). Wszystko, co może podważać Biblia, nie jest prawdą biblijną, ale instytucjonalną. Ten, kto przedstawił swoje argumenty w tej książce i zakwestionował niektóre interpretacje instytucjonalne, daje teraz wszystkim, nawet przeciwnikom, możliwość spróbowania zakwestionowania wysuwanych tu twierdzeń i argumentów. Jeśli nikt nie może temu zaprzeczyć, jest to biblijna prawda, która przez wiele lat była ukryta przed nami wszystkimi świadomie lub nieświadomie. Brat Russell powiedział kiedyś o swoim zamiarze studiowania Biblii:

„… zawsze staraliśmy się nie być naśladowcami ludzi, bez względu na to, jak dobrzy i mądrzy są, ale ‘naśladowcami Boga jako umiłowane dzieci’ ”.

Mimo to on i inni nauczyciele, próbując wyjaśnić niektóre biblijne dylematy, stworzyli swoich naśladowców. W całej historii chrześcijaństwa pojawiali się ludzie, którzy wprowadzili nieco inne nauki, których większość zborów w tym czasie nie mogła zaakceptować. Apostołowie, a po nich niektórzy ojcowie apostolscy, próbowali się z nimi skonfrontować, powstrzymując penetrację fałszywych nauk poprzez argumenty biblijne i nauczanie apostolskie. Niemniej jednak różni nauczyciele i teologowie mogli zgromadzić wokół siebie wyznawców, którzy uznawali ich nauczanie za dopuszczalne. Każde nowe nauki uważano za nowy kierunek, dlatego te kierunki nazwano od twórców takiego nowego nauczania. Niektóre kierunki szybko zniknęły, a innym udało się wpłynąć na teologię kościelną.

W IV wieku Kościół wprowadził do swojej doktryny wierzenia uważane za dziedzictwo apostolskie, ale pozostawił otwarte drzwi dla tych całkowicie odmiennych i złych nauk, które do tej pory były już faworyzowane przez teologów. Nic więc dziwnego, że Kościół jako instytucja od czasu do czasu dostosowywał się do zrozumienia sprzecznego z nauczaniem Biblii. Z drugiej strony nawet ci, którzy w późniejszych okresach próbowali przeciwdziałać błędnym naukom, które już zostały określone i ugruntowane, wpadli w pułapkę własnego zrozumienia, tworząc własne kierunki, w których starali się zdefiniować swoje nowe nauki. Nic więc dziwnego, że nowy kierunek w chrześcijaństwie, którego Russell był inicjatorem, jego przeciwnicy nazwali „Russellism”, a jego wyznawcy „Russellite”. Chociaż Russell poinformował wszystkich, że zasługi jego badań i nauk należą do Boga, Świadkowie Jehowy i badacze Biblii, którzy wyłonili się z podziałów, nadal mogą być uważani za „Russellitów”, ponieważ pielęgnują niektóre nauki, które nie były pielęgnowane przez apostołów i pierwszych chrześcijan, ale przez niego , Te badania, które przeprowadziłem osobiście, pomogły mi nie być zwolennikiem ludzi, ale trzymać się tylko tego, co mogę zaakceptować i wspierać w całym kontekście biblijnym. Tego życzę wszystkim ze szczerym sercem przejrzenia nauk biblijnych i instytucjonalnych.

Strona 6 z 7

Zasady badań

Aby mieć dostęp do badań biblijnych, konieczne jest ustanowienie zasad, których należy przestrzegać, aby nie narażać nas na ryzyko uczenia się i przedstawiania naszych poglądów lub wspierania tradycyjnego poglądu, który emocjonalnie wzrósł do naszych serc. Strażnica zastosowała więc zasadę manewru i zasadę postępu poznawczego, aby przedstawić swoje poglądy.

Zasada halsowania

„Niektórym jednak wydaje się, że ścieżka ta nie zawsze prowadziła prosto przed siebie. Wyjaśnienia podawane przez widzialną społeczność ludu Jehowy zawierają niekiedy poprawki, które jak gdyby nawracały do punktu wyjścia, do dawniejszych poglądów. Ale w istocie rzecz ma się inaczej. Nasuwa się tu porównanie z tym, co w środowisku wodniaków bywa nazywane „halsowaniem”. Manewrując osprzętem, żeglarze potrafią zmusić statek do zwrotów w prawo i w lewo, tam i z powrotem, ale cały czas posuwają się w upatrzonym kierunku pomimo przeciwnego wiatru. (par 2)

Ponieważ światło promieniuje stopniowo coraz silniej, a zarazem zdarzają się uchybienia spowodowane ludzką słabością oraz niedoskonałością, więc chrześcijanie ci (członkowie ciała kierowniczego) rzeczywiście muszą niekiedy poddać nowej ocenie pewne poglądy i nauki. (Strażnica 1982/18, str 19-22, par 6)

Zasada postępu poznania

„O takich modyfikacjach można w pewnym sensie powiedzieć, że następują według reguły rządzącej podobno w nauce postępem w poszukiwaniach prawdy. Krótko mówiąc dzieje się mniej więcej tak: Najpierw wysuwa się tezę, czyli propozycję, i popiera ją odpowiednim ciągiem dowodów. Stwarza ona szansę lepszego zrozumienia pewnych zagadnień lub osiągnięcia praktycznych korzyści. Ale z czasem dostrzega się w niej pewne braki bądź słabe punkty. Pojawia się więc skłonność, aby pójść w kierunku twierdzenia o wręcz przeciwnym charakterze. Następnie okazuje się, że i ta propozycja nie przedstawia całej prawdy, dlatego opracowuje się potem i zestawia to, co się oparło próbie czasu z argumentów obu stron. Wiele razy już zastosowanie tej metody przyczyniło się do postępu w myśl Księgi Przysłów 4:18.” (Strażnica 1982/18, str 19-22, par 9)

Te dwie zasady pozwalają na pewne pozabiblijne poglądy w akceptowalnym stopniu, tak że niektóre interpretacje, a zatem i nauki, mogą nieco odbiegać od dokładnego lub dokładniejszego poznania. Dlatego w naszej Wspólnocie, oprócz prawdziwych nauk, możemy mieć pewne nauki, które nie są całkowicie dostosowane do kontekstu biblijnego. Takie rozbieżności są korygowane w czasie i są uwzględniane w biblijnych ramach, podczas gdy inne interpretacje mogą przechodzić od jednej skrajności do drugiej i nie są jeszcze dostosowane do kontekstu biblijnego. To tak, jakbyś na morzu zmierzał w kierunku celu i zależał od wiatrów, które popychają cię nie tylko w kierunku celu, ale także poza zamierzony kierunek ruchu, czekając na inny kierunek wiatru, aby powrócić do ustalonego kierunku ruchu.

————————————————————————–

Moja zasada studiowania Biblii była nieco bardziej rygorystyczna, ponieważ zastosowałem tę zasadę

WSPIERANIE i OPÓR 

Zasada „poparcia” i „oporu” jest znacznie bardziej rygorystyczna, ponieważ nie dopuszcza żadnych skrajności ani nie wykracza poza kontekst biblijny. To jak poruszanie się w górę rzeki i używanie tylko jej prądu, który popycha cię do przodu, dopóki nie będziesz ostrożny, aby nie uderzyć w jego brzeg. Opiera się tylko na tekście biblijnym i poglądach, jakie mogli mieć pisarze i ludzie tamtych czasów. Żadne współczesne poglądy i interpretacje z niedawnej perspektywy nie są tu dozwolone. Każdy fragment Biblii związany z określonym tematem ma jedną z dwóch funkcji, które nie pozwalają mu wyłamać się z myślenia biblijnego. Tak więc niektóre przedmioty biblijne (po jednej stronie wybrzeża) służą do wspierania oryginalnego widoku, podczas gdy inne przedmioty (po drugiej stronie wybrzeża) służą jako opór wobec wszelkich innych niebiblijnych poglądów.

Wykorzystałem tę zasadę w swoich badaniach, które okazały się znacznie bardziej skuteczne, ponieważ w bardzo krótkim czasie doszedłem do nowych i dokładniejszych spostrzeżeń, w przeciwieństwie do błędnych interpretacji, które utrzymywały się w naszych publikacjach przez lata i dekady. Dlatego moje badania musiały być tak niezależne, jak stosowana przeze mnie zasada.

Każda interpretacja, która wykracza poza zakres myślenia biblijnego, ignoruje oryginalny kontekst i elementy biblijne, które służą do wspierania oryginalnego widoku i opiera się tylko na określonych elementach biblijnych, które mogą jedynie częściowo wspierać obecny widok. Jeśli chodzi o nielogiczność obecnego punktu widzenia, czasami dochodzi do drugiej skrajności, ponieważ te biblijne przedmioty, które stawiają opór jakiemukolwiek innemu punktowi widzenia niż oryginalny, są ignorowane. Dlatego w niektórych interpretacjach Towarzystwo wielokrotnie popadało w skrajności lub przeciwstawne poglądy (wierny niewolnik, pokolenie, zmartwychwstanie niegodziwych itp.). Niemniej jednak należy powiedzieć, że takie błędy służą również do dokładnego poznania. Takie poglądy nie powinny jednak stanowić podstawy wiary jako wyjątkowej nauki rozpoznawania prawdziwych chrześcijan, ponieważ mogą napotkać uzasadnione obiekcje. Zamiast tego należy przyjąć biblijną zasadę: „Niech każdy będzie przekonany o swojej myśli”, ponieważ historia pierwszych chrześcijan pokazuje, że tolerowali oni różne poglądy, a nawet różne sposoby oddawania czci Bogu, co nie naruszało podstaw wiary ani nie zakłócało wspólnoty chrześcijańskiej. Duch jedności był ponad tymi różnicami.

Strona 7 z 7

Korzystanie z darów

Apostoł Piotr udziela następujących rad:

„każdy tak, jak otrzymał łaskawy dar, jedni drugim usługując, jako dobrzy szafarze rozmaitej łaski Boga. Jeśli ktoś mówi, jak wyrocznie Boga, (…) aby we wszystkim Bóg był otaczany chwałą przez Jezusa pomazańca” (1 Pio 4:10,11).

To, co ten mały człowiek odkrył, używając „daru, który otrzymał” poprzez studium Biblii, nie może budzić w nim wątpliwości co do innych szczerych badaczy Biblii i tego, co odkryli. Czy był ostrożny, czy nie, Bóg wie. Ale kto odpowie na pytania, które doprowadzą go do głębszych badań, jeśli nie ci, którym powierzono Słowo Boże. Są mądrzy i rozsądni, chociaż czasem mylą się w interpretacji i wyciągają wnioski przed włączeniem wszystkich argumentów do rozważenia. Wierzę, że przy tej okazji Pan dał „małemu człowiekowi klucz”, aby odkrył pewne ukryte rzeczy. Dlaczego? Tylko dlatego, że szczerze odkrywał i kopał głęboko w słowie Bożym. Gdyby tego nie zrobił, zaniedbałby dary, które miał w sobie. Ten, kto zaniedbuje jakikolwiek dar w sobie, wtedy nawet Bóg nie może go użyć. Duch Boży który znajduje się w Biblii nieustannie czeka na tych, którzy podchodzą do słowa Bożego jak małe dziecko – z otwartym umysłem i sercem. Ten „duch bada wszystko, nawet głębiny Boga”, odsłaniając je tym samym, wiernym i pokornym sługom Boga (1 Kor 2:10). Oto dlaczego ten sługa Boży, podobnie jak Ezdrasz, „przygotował swe serce do zbadania” Słowa Bożego (Ezd 7:10). Ten szczery odkrywca nie jest członkiem Towarzystwa, lecz sługą Bożym, „dzieckiem”, które szukało mądrości i rozeznania od Boga (1 Kor 3: 9-12). Może sam powiedzieć:

„A jeśli jestem prostak dla mowy, ale nie dla poznania” (2 Kor 11:6)

Obawia się jednak, że wybitni ludzie w zborze odrzucą go jako kogoś, kto nie kieruje się świętym duchem Bożym tylko dlatego, że to co napisał jest w pewnym sensie niedopuszczalne w stosunku do już istniejących poglądów. Pytanie jednak brzmi, w jaki sposób „wybitni mężowie” zobaczą, jakie kontrowersyjne tematy muszą podjąć ponownie, jeśli wszystko to pozostanie w umyśle tego człowieka. Jest głęboko przekonany, że w ten sposób Bóg prowadził rzeczy w przeszłości i nic dziwnego, że nawet teraz pozwala jednemu człowiekowi zobaczyć, czego inni nie widzą.

Zgromadzenie Chrystusa jest jednym ciałem, w którym każdy chrześcijanin może wykorzystać swój dar do budowania. Paweł powiedział w tym względzie:

„Bo tak jak w jednym organizmie mamy wiele części, z kolei wszystkie części nie mają tej samej roli, tak wielu jesteśmy jednym organizmem w pomazańcu, lecz związek jeden, jedni drugich częścią, lecz mając różne dary łaski, według życzliwości którą nam okazano: czy to prorokowanie według proporcji wiary, czy to służbę w usługiwaniu, czy to kto nauczający w nauczaniu, kto zachęcający w zachęcaniu, kto przekazujący w prostocie, kto przewodzący w zapale, kto okazujący miłosierdzie w radości.” (Rz 12:4-8)

„Lecz są rozdzielenia darów łaski, ale to samo tchnienie i są rozdzielenia usługiwania, i ten sam pan, i są rozdzielenia działań, lecz ten sam Bóg, wykonujący wszystkie (dzieła) we wszystkim. Ale każdemu jest dawany przejaw tchnienia do wspólnego pożytku, bo temu przez tchnienie jest dawane słowo mądrości, lecz innemu słowo poznania według tego samego tchnienia, drugiemu wierność w tym samym tchnieniu, innemu dary łaski uleczeń w tym samym tchnieniu, lecz innemu działania mocy, innemu prorokowanie, innemu rozsądzania tchnień, drugiemu języki rodów, innemu tłumaczenie języków rodów, lecz to wszystko wykonuje i to samo tchnienie rozdzielające każdemu tak jak planuje.” (1 Kor 12:4-11)

 Te myśli nie odnosiły się do ciała apostolskiego, ale do członków jakiegokolwiek zgromadzenia na całym świecie. Wyobraź sobie, że ciało apostolskie lub niektórzy mianowani członkowie zgromadzenia, którzy używają swojego duchowego daru „służby” lub „nauczania”, próbują rzucić wyzwanie innemu członkowi zgromadzenia, aby wykorzystał swój dar dotyczący „zdolności rozróżniania natchnionych objawień”. Brat może być zaniepokojony, gdy zauważa, że niektóre z objawień wymienionych starszych nie są natchnione przez Boga, ale przez człowieka. Gdyby nadal go osądzali, ponieważ rozmawiał z innymi o tym, czego się nauczył, wówczas osądziliby samego ducha świętego, który stoi za „rozróżnieniem natchnionych objawień”, ponieważ „duch jest ten sam”.

Duch Boży, który jest w nas, może wpłynąć na nasze zrozumienie Biblii tylko wtedy, gdy gorliwie jej pragniemy i włożymy wysiłek, aby dojść do błogosławieństwa Bożego. Możemy dojść do właściwego zrozumienia, ponieważ należymy do tych, do których Jezus powiedział: „Dano wam zrozumieć święte tajemnice królestwa niebieskiego”. Chociaż powiedział to swoim najbliższym towarzyszom, słowa te mogą odnosić się do nas wszystkich, którzy szczerze szukają prawdy od Boga. Dla tych, którzy słuchają ludzi bardziej niż Boga, powiedział: „im nie dano” zrozumienia tych tajemnic (Mat 13:11). Nikt z nas nie chce być wśród nich. Ten, kto chce zrozumieć, będzie starał się zrozumieć każdą tajemnicę związaną z planem Boga, która jest ukryta w sposobie pisania Słowa Bożego. Ponieważ jesteśmy zobowiązani do zrozumienia każdego słowa Bożego, nic dziwnego, że osoby takie jak ja mają pragnienie i dar interpretowania „tajemnic królestwa niebieskiego”. Jeden anioł Boży powiedział apostołowi Janowi o tych, którym powierzono zadanie składania świadectwa dla Jezusa: „bo świadectwo Jezusa jest tchnieniem proroctwa” (Obj. 19:10; zob. 1 Pio 1:10-12). Ponieważ celem tych badań było pełne świadectwo o Jezusie i wszystkim, co wiąże się z jego chwalebnym imieniem, nie ma wątpliwości, że ten mały człowiek został poprowadzony do zbadania i wyjaśnienia natchnionych rzeczy. Biblia składa się z proroczych obrazów, słów i podobieństw, które należało wyjaśnić i objawić ludowi Bożemu. Wielu już to zrobiło, a inni nawet mimowolnie podali błędne poglądy. Dlatego ta książka jest integralną częścią przepowiadania, tj. świadectwem podanym przez Słowo Boże, które nie neguje znaczenia wszystkiego, co inni już powiedzieli i napisali, ale raczej wypełnia każdą pustkę i zmienia te linie myślenia, które zaniedbały kontekst biblijny.

Poprzez ducha świętego Jezus Chrystus ma prawo objawiać pewne rzeczy, komu chce (Mat 11:27). Widzi siebie w ludziach takich jak ja, gdy był chłopcem, który uwielbiał głęboko badać słowo Boże. Dlatego ich nie odrzuca, ponieważ powiedział im: „szukajcie, a znajdziecie …” (Mt 7:7). W głębi duszy wiedziałem, że było coś, co z uzasadnionych powodów wciąż było ukryte przed innymi członkami społeczności, z którą byłem związany. Szukałem tego i znalazłem w Biblii. Kiedy zostanie to objawione całej wspólnocie braci, to się okaże. Nie byłoby dobrze, aby niektórzy niedojrzali chrześcijanie spierali się o to, ale by sprawa została przedstawiona starszym, którzy, jeśli będzie to uzasadnione, zbadają kontrowersyjne kwestie dotyczące słowa Bożego (Dz 15:2). Nadzorcy zboru muszą sprawdzić, czy jest to święte objawienie Boże, zgodnie z radą Jana:

„Kochani, nie każdemu tchnieniu wierzcie, ale poddajcie analizie tchnienia czy są z Boga…” (1 Ja 4:1; 1 Tes 5:20,21)

Czy te interpretacje pochodzą od Boga, czy są wytworem ludzkiej myśli? Nie mówię ani jedno ani drugie, ale jestem pewien, że wciąż niosą one „klucz” do nowego zrozumienia niektórych biblijnych tematów. Interpretacje te, z powodu nowych biblijnych argumentów, jak dotąd nie wchodziły w zakres oficjalnych interpretacji, ponieważ nie trzymam się ustalonego poglądu, który od dawna istnieje wśród nas. Dlatego „niech się stanie Bóg prawdą, z kolei każdy człowiek kłamcą, tak jak jest napisane: ,żebyś był sprawiedliwy w swoich słowach i zwyciężysz podczas sądu’” (Rz 3:4). Jak wiodący mężowie chrześcijańscy osądzą mnie, gdy przedstawię nowe fakty i dowody? Nie wiem. Szczerze pragnę, żeby nawet teraz tylko Bóg był prawdziwy. Dał nam swoje Słowo, które zawiera prawdy ukryte przed innymi ludźmi. W pogoni za tą prawdą dochodzimy do poznania, które nigdy nie przewyższy „miłości Chrystusa”, ponieważ ona przewyższa wszystko. Wiara w niego pozwala nam być „zakorzenionymi i ugruntowanymi, abyśmy mogli w pełni zrozumieć wraz ze wszystkimi świętymi, jaka jest szerokość, długość, wysokość i głębokość prawdy” (Ef 3:17-19).

Jeśli brakuje jakiegoś wymiaru, mamy tylko ten obraz, który widzimy pod pewnym kątem. Możemy interpretować ten obraz w przybliżeniu „dokładnie”, mimo że nie ma on innego wymiaru. Jednak prawdziwe zrozumienie niektórych rzeczy może być jeszcze bardziej „wyjaśnione”, gdy weźmie się pod uwagę te elementy, które zawierają „głębię” jako czwarty wymiar (Dz 18:24-28). Kiedy głębiej „odkryłem” ten czwarty wymiar, znaczenie tych fragmentów Biblii, które uważaliśmy za oczywiste, uległo zmianie. Dlatego każdy, kto uwielbia studiować Biblię, zobaczy „czy to nauczanie pochodzi od Boga, czy ja mówię sam” (Ja 7:17). Gdyby celem tego było „mówić od siebie”, wówczas „szukałbym chwały mojej”, ale skoro „szukam chwały Bożej”, to stwierdzam, że to, co mówię, jest „prawdziwe” i „nie ma we mnie nieprawości” (Ja 7:18). Bóg nikomu ani osobiście, ani poprzez Niebiańskich posłańców nie wyjaśnia prawd biblijnych, które odkrywa się przez ducha świętego. Jedynym sposobem jest działanie z duchem w naszym umyśle, nawet jeśli jest to kwestia nieistotnych osób, które prawdopodobnie mają duchowy dar i zdolności, z których Bóg może skorzystać tylko wtedy, gdy osoba jest gotowa „obalić mocno ugruntowane rzeczy i uchwycić każdą myśl posłuszną Chrystusowi ”. Zastanawiam się, czy Bóg może swoim duchem umieścić swoje myśli do naszej podświadomości i czekać, aż je osobiście rozpoznamy, gdy czytamy Jego Słowo? W moim przypadku specyficzne jest to, że myśli często rodzą się z podświadomości, której nie odrzucam, ale poświęcam im więcej niż zwykłą uwagę. Czuję, że te myśli były we mnie ukryte, dopóki nie sprowokowałem ich obrazami i myślami, które pojawiły się podczas mojego osobistego studiowania Biblii. Badając je, szybko znalazłem przedmioty, które wraz z innymi doniesieniami biblijnymi przedstawiły wystarczającą liczbę argumentów, których nie mogłem zignorować. W ten sposób powstało „nauczanie”, które było wystarczająco uzasadnione, że zacząłem uważać je za „nauczanie zgodne z oddaniem Bogu” i jego „prawdą” (1 Tym 2:3,4; 6:3).

Czytając poniższe, z pewnością powiesz to samo, co Żydzi powiedzieli w nauczaniu Jezusa: „Co to jest? Nowa nauka!” (Mk 1:27). Ale kiedy ze mną zwrócisz uwagę na wszystko, co zawiera Biblia, zobaczysz, że nie chodzi o „nowe nauczanie”, ale o nauczanie „ujawnione” w pierwszym wieku (1 Kor 2:10). Moja wiara jest przez to wzmocniona, ponieważ wyraźnie pokazałem sobie „rzeczywistość, której inni jeszcze nie widzą” (He 11:1). To jest moje poszukiwanie zagubionego „klucza” poznania. Kiedy znalazłem ten „klucz”, przeszedłem przez drzwi za zupełnie nowym i innym obrazem, w którym wszyscy powinniśmy żyć zgodnie z dokładną wiedzą. Ten obraz jest pełen niewypowiedzianych słów, które musiałem wypowiedzieć „ponieważ jestem pełen słów, a duch naciska w moim łonie” (Job 32:18). Chociaż sytuacja w mojej wspólnocie  jeszcze nie dojrzała, aby tak jak apostołowie i pierwsi chrześcijanie zbadali i upewnili się o wszystkich nowych naukach, mam szczerą nadzieję, że zrozumieją, co Słowo Boże mówi ponad każdą ludzką regułą. Już teraz, gdy piszę dalej, czuję wielką odpowiedzialność za to, co Bóg mi dał, i czuję, że wykorzystałem mój „dar”, aby służyć innym, odkrywając niektóre „ukryte rzeczy” i zapisując je tak, jakby chodziło o „Święte objawienia Boże”. Przez cały czas miałem dziwne przeczucie, które kierowało mną w tym zadaniu. To było tak, jakbym słyszał głos mówiący do mnie: „A ty, Danielu, zapisz te słowa”. Napisałem to wszystko z zamiarem, aby „kiedy to czytasz, możesz wniknąć w moje rozumienie świętej tajemnicy Chrystusa” (Ef 3:4). Teraz mogę tylko powiedzieć, że „zrobiłem to, do czego byłem zobowiązany” (Łuk 17:10). Podobnie jak chrześcijański uczeń pierwszego wieku, Łukasz, musiałem także napisać książkę, w której logika dowodu opierałaby się wyłącznie na tym, czego nauczyłem się od apostołów i innych wiernych sług. Oto dlaczego owo „odsłonięcie świętych tajemnic” zaczyna się od jego początkowych słów, które sparafrazuję:

„Ponieważ wielu starało się sporządzić relację o faktach, które przyjęliśmy z pełnym zaufaniem od tych, którzy nam jako słudzy wieści przekazali jako słowo Boże i ja postanowiłem, odkąd wszystko zbadałem od samego początku, z logicznym dowodzeniem napisać je tobie…”

Część 2

Strona 1 z 5 

NIEBIAŃSKIE KRÓLESTWO

Pytania: Czy termin „królestwo niebiańskie” odnosi się do autorytetu Boga w niebiańskiej sferze (niebie), czy też jest używany jako synonim niebiański, tj. Autorytet Boga? Czy trzeba iść do nieba, aby być uczestnikami królestwa niebiańskiego? Dlaczego łatwo było zaakceptować nadzieję na życie w niebie po śmierci apostołów? Jak na podstawie błędnych interpretacji ludzie zostali skierowani, aby zobaczyć swoje przyszłe życie i posługę w niebie, a nie na ziemi? Jak „Badacze Biblii” podzielili chrześcijan na dwie klasy idące do nieba? Dlaczego później jedna klasa zstąpiła na ziemię, a nie obie? Jak nowy podział na niebo i klasę ziemską usunął wszystkie wspólnoty chrześcijańskie z domu Bożego i pozostawił tylko jedną? Jak jeden człowiek wypchnął papieża z tego nowego podziału i stał się pierwszym człowiekiem Chrystusa? Dlaczego chrześcijańscy pisarze i inni współcześni apostołowie nie twierdzili, że mają nadzieję na życie w niebie? Dlaczego spodziewali się zmartwychwstania na ziemi, a nie w niebie? Dlaczego nie twierdzili, że będą panować nad niebem z nieba? Dlaczego te fakty historyczne są w dalszym ciągu zaniedbywane w celu poparcia błędnych przekonań na temat królestwa niebieskiego i pomazańców?

—————————————————————————-

„szczęśliwi ubodzy tchnieniem bo ich jest królestwo niebios”

Mateusza 5:3

Szczerzy miłośnicy Słowa Bożego przez całą historię starali się zrozumieć Biblię i jej nauki, które są bezpośrednio związane z niebem i rzeczami niebiańskimi. Chociaż dzisiaj każdy zbór ma swój własny zestaw wierzeń, który odróżnia je od innych kościołów chrześcijańskich, nadal niezwykle ważne jest, aby szczerzy ludzie głębiej studiowali Słowo Boże, aby zachęcić wybitnych ludzi do ponownego rozważenia nauczania swoich zborów i zharmonizowania ich z oryginalną nauką apostolską o królestwie niebieskim. W ten sposób wspólnoty chrześcijańskie, które są wspólnym fundamentem wiary w Chrystusa, osiągnęłyby jedność w nauczaniu apostolskim.

Weźmy pod uwagę przykład Żyda z Aleksandrii o imieniu Apollos. Był dobrze zorientowany w Piśmie Świętym. Został „pouczony w ojczystym słowie Pana, także pałający duchem od mówienia i nauczał dokładnie o Jezusie, znający tylko chrzest Jana”. Chociaż miał wgląd w Pismo Święte, za pomocą którego mówił i nauczał dokładnie, z czasem zyskał lepszy wgląd, ponieważ Pryscylla i Akwilas „dokładniej też mu wyjaśnili drogę”. Kiedy relacjonował brakujące ogniwa, później „energicznie udowadniał Żydom, publicznie dyskutując i pokazując przez pisma, że Jezus jest pomazańcem” (Dzieje 18:24-28). Ten przykład pokazuje, że wszyscy możemy być przekonani, że rozumiemy Biblię „we właściwy sposób”, ale nadal możliwe jest uzyskanie „jeszcze dokładniejszego” wyjaśnienia, jeśli brakujące argumenty zostaną dodane do istniejących argumentów.

Ten, kto chce dojść do prawdziwej wiedzy o prawdzie, musi być przygotowany na „branie w niewolę każdej myśli, prowadząc do posłuszeństwa pomazańca”, czyli jak on myślał (2 Kor 10:5). Nie zawsze jest to łatwe, szczególnie jeśli chodzi o stanowcze poglądy, które uwzględniają niektóre wypowiedzi Jezusa i pisarzy biblijnych. Bóg pozwala Swoim sługom na częściową na jakiś czas, ale prosi ich, aby zbadali jego głębiny i odpowiednio zarządzali jego słowem, aby rozwinąć prawdziwą wiarę i pielęgnować właściwą nadzieję, a nie złe nauki, które zmniejszają ich wartość. Tak więc pełnego obrazu  Boga, czyli królestwa niebieskiego, nie można dostrzec wśród Świadków Jehowy z powodu dotychczasowej interpretacji, która jest tak „skomplikowana”, że należy ją „ukrzyżować” i ponownie zinterpretować w nowych biblijnych argumentach (Tak 5:16 a ). Skąd ta sytuacja w społeczności, która powstała jako „Badacze Biblii”?

Strona 2 z 7

Błędne ustawienie rzeczy

 Pod koniec XIX wieku C.T. Russell założył wspólnotę chrześcijan zwaną „Badaczami Biblii”. Z silnym pragnieniem wykroczenia poza ówczesne wspólnoty chrześcijańskie wprowadził nowe nauki, które częściowo polegały na naukach Kościoła Adwentystycznego, podczas gdy inne były całkowicie obce wszystkim innym kościołom. Wszystko to zostało zrobione po to, aby reprezentować jedynie doktrynalną prawdę i odróżnić ją od reszty chrześcijaństwa, ale mimo to zachowało pewne poglądy, które odbiegały od prawdy biblijnej. W 1884 r. Założył Towarzystwo Strażnica, aby pomóc w rozpowszechnianiu poglądów na piśmie, które uważał za biblijną prawdę. Po jego śmierci kierował nim inny prezydent, J.F. Rutherford, która odrzuciła wiele jego poglądów, starając się nauczać innych nauk jako doktryny chrześcijańskiej, której nie należy kwestionować. Za jego pośrednictwem i innych prezydentów, którzy często wypowiadali się w przemówieniach i słowach końcowych, kierownictwo Strażnicy wprowadziło „nowe światło”, które rzekomo poprawiło lub odrzuciło błędne poglądy, ale niestety to „nowe światło” często opierało się na niewłaściwych podstawach i naukach, które nie były znane we wczesnej historii chrześcijan.

 Wszyscy członkowie zboru mieli podporządkować się nowym naukom bez dyskusji, które przyjęli jako działanie Ducha Bożego wobec wybitnych mężów, choć ci przyznali że nie są natchnieni duchem świętym. Ale pytanie brzmi, jak dokładne były te nowe nauki, biorąc pod uwagę, że doktryna pierwszych chrześcijan nie została wystarczająco zbadana. Inne osoby bezskutecznie próbowały bezskutecznie użyć swój duchowy dar  do rozróżnienia prawdy od złudzeń, ponieważ ich usta zostały zamknięte, aby nie zakwestionować obecnych interpretacji, a tym samym osłabić autorytet wiodących ludzi w społeczności. Było to sprzeczne z zasadami pierwszych Badaczy Biblii i postawą Russella na piśmie:

„Wiele wiernych dusz w czasach Reformacji chodziło w świetle, które było wówczas dostępne. Ale od tego czasu protestanci poczynili niewielkie postępy, ponieważ zamiast chodzić w świetle, zatrzymali się wokół swoich ulubionych liderów, gotowi zobaczyć tyle, ile oni widzieli, ale nic więcej. Wyznaczają granice swego postępu na ścieżce prawdy, otaczając ją niewielką ilością prawdy, którą w dużej mierze odziedziczyli po ‘matce, Kościele. Większość chrześcijan miała przesadny szacunek dla nauk sformułowanych tak wiele lat temu, zakładając, że nie można dowiedzieć się więcej o Bożym planie niż to, co było znane reformatorom.” (Wykłady Pisma Świętego, C.T. Russell)

Pytanie brzmi, jak daleko zaszli przywódcy Strażnicy od śmierci Russella i dlaczego również oczekują od swoich członków, aby widzieli tyle, ile oni widzą. Gdyby przeanalizowano tylko jedno nowe nauczanie, takie jak nauka o „pomazańcach”, oraz klasy niebiańskiej i ziemskiej, niezależnie od obecnego przekonania, napotkano by wiele nowych biblijnych argumentów, które nie zostały do tej pory rozważone ani dokładnie przeanalizowane, które pomogłyby lepiej zrozumieć wszystko, co dotyczy królestwa niebieskiego. Biblia nie wymienia terminów „klasa niebiańska i ziemska”, ale te dwie klasy można rozpoznać po ich roli w ludzie Bożym, ale w inny sposób niż opisano w wydaniach Strażnicy. Mianowicie mężowie, którzy rządzili narodem jako starsi, kapłani, królowie i książęta, wszyscy należeli do klasy niebios, ponieważ reprezentowali władzę niebios i prawa Boże, podczas gdy lud reprezentował klasę ziemi podporządkowaną klasie niebios, a zatem Bogu. Obie klasy razem reprezentowały dom Boży („Kościół”, „Zgromadzenie”). W domu Bożym byli sprawiedliwi i niesprawiedliwi. Taki podział miał być również skopiowany do Zgromadzenia Chrystusa – Kościoła, który powstał w wyniku reformy Zgromadzenia „Izraela”, opartego na wybranej „małej trzodzie” żydowskich chrześcijan. Jednak nowe nauki Strażnicy zaniedbały takie rozumienie, umieszczając w swojej „klasie niebiańskiej” tych, którzy zostali powołani do życia w niebie, a w „klasie ziemskiej” pogan, niewierzących i wskrzeszonych przedchrześcijańskich  sprawiedliwych, którym dano nadzieję życia ziemskiego. Jako podstawę ich nowego nauczania przyjęli słowa apostoła Pawła, który powiedział:

„…bo przez niego (Chrystusa) mamy doprowadzenie jedni i drudzy w jednym tchnieniu do Ojca. Zatem więc już nie jesteście obcymi i przychodniami ale jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga, nadbudowanymi na fundamencie wysłanników i proroków Jezusa pomazańca, będącego jego  narożnym kamieniem, w którego cała budowla spajana, wzrasta w przybytek święty w Panu, w którego i wy razem jesteście budowani w miejsce mieszkania Boga w tchnieniu. (Ef 2:18-22)

Wyróżnia się tutaj dwie grupy chrześcijan: świętych i ich współobywateli i razem są domownikami Boga, to znaczy tymi, którzy budują dom Boży. Russell twierdził, że są:

iświęci – 144 000

iwspółobywatele – inni chrześcijanie uświęceni przez ducha świętego

Jednak Paweł nie podzielił chrześcijan na tej podstawie, co można wywnioskować z kontekstu, który brzmi:

 „Dlatego pamiętajcie, że niegdyś wy, narody na ciele, nazywani nieobrzezanymi przez nazywanych obrzezaniem w ciele ręką dokonanym, że byliście w tamtej porze bez pomazańca, obcy obywatelstwu Izraela i cudzoziemcami dla przymierzy obietnicy, nie mający nadziei i bez Boga w świecie.  Teraz jednak w pomazańcu Jezusie, wy niegdyś tak dalecy, staliście się bliscy w krwi pomazańca. Bo on jest naszym pokojem, zrobiwszy oba jednym i dzielący mur ogrodzenia złamał w swoim ciele, wrogość, prawo przykazań w postanowieniach, przywracając właściwy sens, by [z] dwóch stworzyć w sobie jednego nowego człowieka, zaprowadzając pokój. I przywrócił harmonię tych obu do jednego organizmu Bogu, przez pal męki, zabiwszy tę wrogość w sobie i przyszedłszy ogłosił dobrą nowinę, pokój wam daleko i pokój blisko, bo przez niego mamy doprowadzenie jedni i drudzy w jednym tchnieniu do Ojca. Zatem więc już nie jesteście obcymi i przychodniami ale jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga, nadbudowanymi na fundamencie wysłanników i proroków Jezusa pomazańca, będącego jego  narożnym kamieniem, w którego cała budowla spajana, wzrasta w przybytek święty w Panu, w którego i wy razem jesteście budowani w miejsce mieszkania Boga w tchnieniu.  Tego łaską ja Paweł, więzień pomazańca za was narody, sprawuję poselstwo.” (Ef 2:11- 3:1)

Jedyną różnicą, o której wspomina Paweł, jest różnica między chrześcijanami żydowskimi i nieżydowskimi, ponieważ wszyscy byli teraz razem w domu Chrystusa. Wspomina o dwóch grupach, które tworzyły jeden dom Boży:

iświęci – żydowscy chrześcijanie (małe stadko)

iwspółobywatele – nieżydowscy chrześcijanie (inne owce)

Z powodu zaniedbania takiego podziału błędna interpretacja dotycząca zgromadzenia chrześcijańskiego obowiązuje do dziś. Nawet niektóre dokonane poprawki nie przyniosły nowszego i lepszego światła, ponieważ polegały one również na błędnej interpretacji słów Pawła. Podczas gdy Paweł uważał te dwie grupy za jedną, Russell i Rutherford stworzyli dwie z nich ponownie i nadali im zupełnie błędne atrybuty w nowym podziale.

W tej książce przedstawię wszystkie argumenty podważające poglądy przyjęte w czasach Russella i Rutherforda, którzy źle interpretowali podstawowe pojęcia, takie jak „królestwo niebieskie”, „duchowy Izrael”, „wielka rzesza”, „inne owce” , „mała trzódka” itp. Bez jasnego zrozumienia tych terminów, idea pójścia do nieba dla wszystkich chrześcijan została najpierw kategorycznie poparta, podczas gdy bezbożni i niewierzący będą żyć na ziemi pod potępieniem wraz z prawymi, którzy umarli przed Jezusem. Pomysł ten został ogólnie zaakceptowany, dlatego niektóre biblijne elementy i koncepcje zostały dostosowane do takiego zrozumienia. Ale kiedy Biblia jest ponownie badana, uczciwi czytelnicy i badacze Biblii mogą rozsądnie zobaczyć, czego inni nie widzą, i poprosić o argumenty, które do tej pory były ignorowane z jakiegoś powodu (patrz część 3,4,8,9,10).

Należy pamiętać, że wiele kościołów chrześcijańskich uczy, że wszyscy dobrzy ludzie idą do nieba. Takie nauczanie było oparte na niespełnionych oczekiwaniach pierwszych chrześcijan, że Jezus powróci w ich czasach, zwłaszcza po zniszczeniu Jeruzalem w 70 roku, kiedy minęły lata i dziesięciolecia bez żadnych oznak, że nadejdzie koniec. W tym czasie coraz bardziej reprezentowana była idea, że Jezus nie był królem tego świata, ale niebiańskiego świata, do którego dobrzy ludzie idą po śmierci. Tak więc określenie „królestwo niebieskie” nie odnosiło się już do królestwa Bożego na ziemi, ale tylko do królestwa niebieskiego. Niektórzy już przyjęli naukę dusz świętych, którzy są już z Chrystusem w niebie, a w konsekwencji naukę życia w niebie.

 Od samego początku interpretacja „Badaczy Biblii” opierała się na niezrozumieniu terminu „królestwo niebieskie” i twierdzono, że pierwsi chrześcijanie nie mieli żadnej nadziei na ziemskie życie, ponieważ byli poświęceni do bycia z Chrystusem w niebie. Z tego powodu twierdzili, że dwie grupy chrześcijan udają się do nieba, twierdząc, że Bóg sprzyja zgromadzeniu wyższej klasy namaszczonej duchem świętym z myślą o zostaniu władcami Chrystusa w niebie (Strażnica z 15 grudnia 1992 r., Str. 13 par 17). Inni chrześcijanie byli uważani za niższą klasę, która nie starała się wystarczająco, aby zachować swoje niebiańskie miejsca, ale musiała także przybyć do nieba jako wielka rzesza poświęconych. Twierdzili, że:

„Utracili nagrodę na zasiadanie na tronie i otrzymania boskiej natury, ale ostatecznie staną się (idąc do nieba ) istotami duchowymi niższego poziomu. Chociaż uświęceni, poddali się doczesnemu duchowi w takim stopniu, że nie prowadzili życia ofiarnego ”. (Wykłady Pisma Świętego, C.T. Russell)

 Z tego punktu widzenia niebo było przygotowane dla wszystkich poświęconych chrześcijan, zarówno dla tych, którzy będą królować z Chrystusem, jak i dla wielkiej rzeszy poświęconych chrześcijan, a ziemia dla wszystkich zmartwychwstałych, wśród których znajdą się ludzie prawi z czasów przedchrześcijańskich i wszyscy niesprawiedliwi.

i klasa niebiańska – (144 000 jako klasa wyższej rangi i pozostali chrześcijanie jako niższa klasa

i klasa ziemska – przedchrześcijańscy sprawiedliwi, a także bezbożni i niewierzący

Interpretując Biblię z tej perspektywy, byli zmuszeni twierdzić, że pierwsi chrześcijanie żyli nadzieją na życie niebiańskie, nadając niektórym pojęciom i fragmentom Biblii niewłaściwe znaczenie. Z powodu tego poglądu ta grupa chrześcijan, prowadzona przez brata Russella, w swojej kampanii szukała przede wszystkim godnych rządzić z Chrystusem w niebie, wierząc, że to było ich główne zadanie powierzone przez samego Jezusa Chrystusa (Strażnica z 1.5.2007, str 30). Ponieważ apostołowie w swoich listach zwracali się do wszystkich ówczesnych chrześcijan jako „ciała” uświęconego i namaszczonego duchem świętym, doszło do wniosku, że wszyscy pierwsi chrześcijanie należeli do klasy niebios, do której wybrano grupę 144 000, którzy powinni spełniać najwyższe standardy.

Wygląda na to, że Russell i pozostali nie mieli jeszcze dokładnego zrozumienia rzeczy niebieskich, więc przyjęli nadzieję na życie w niebie jako jedyne zaproszenie dla siebie i innych, którzy do nich dołączyli. Zamiast dogłębnego zbadania poglądu i nadziei pierwszych chrześcijan, interpretowali wypowiedzi pisarzy biblijnych z punktu widzenia niektórych teologów, przekazując innym fałszywą nadzieję – nadzieję życia niebiańskiego. Dzięki takiemu zrozumieniu żaden członek społeczności „Badaczy Biblii” w tym czasie nie widział siebie na ziemi, ale tylko w niebie. Nie można ich nawet uważać za członków niższej klasy chrześcijan, ponieważ tacy mniej wierni chrześcijanie znaleźli się w innych wspólnotach chrześcijańskich. Dlatego logiczne było, że wszyscy uważali się za klasę wyższej rangi, tj. Namaszczeni (wybrani władcy), chociaż nie mogli uzasadnić tego twierdzenia, ponieważ nie mieli świadectwa Ducha Bożego. To tylko emocjonalnie wpłynęło na umysły członków społeczności, jak możemy przeczytać o zjawisku nowego narodzenia:

„Zdaniem niektórych o tym, czy ktoś jest ponownie narodzony, świadczy odczuwanie mocy ducha. Jednakże nasze serce i umysł mogą nas wprowadzić w błąd — zwłaszcza pod wpływem silnego wzruszenia (Jeremiasza 17:9).

William Sargant, badający działanie emocji na umysł, radzi „mieć się na baczności przed wierzeniami przyswajanymi w stanach pobudzenia emocjonalnego, kiedy to umysł może nas zwodzić”. Jako przykład podaje między innymi skutki ekstatycznych kazań połączonych z grożeniem piekłem. Któż nie chciałby dostąpić ponownego narodzenia, gdyby jedyną alternatywą były wieczne męczarnie? Sargant twierdzi, że w rezultacie takiego stresu „rozsądek głuchnie, komputer, jakim jest mózg, zostaje chwilowo zablokowany i człowiek bezkrytycznie przyjmuje nowe idee i wierzenia” (The Mind Possessed).” (Strażnica, 15.11.1992, str 3)

Tutaj „ponowne narodzenie” jest opisane w duchu nauczania, że tylko takie osoby idą do nieba i raju niebieskiego. Dowiemy się jednak, że dotyczy to wszystkich sprawiedliwych, którzy odrodzą się jako dzieci Boże przez Chrystusa, bez konieczności życia w niebie. Zmiany w punktach widzenia narzucone wierzącym wywierają presję emocjonalną na ich umysły, dlatego chcieli widzieć się tylko w niebie w obecności Boga, a nie w niekorzystnej sytuacji. Z powodu tego poglądu na „ponowne narodzenie” Badacze Biblii widzieli się także w niebie, a ze względu na swój szczególny status wyższej klasy, uważali się za zgromadzenie namaszczonych.

W latach 30 dwudziestego wieku Badacze Biblii oddzielili się, ponieważ wielu nie mogło zgodzić się z nowymi postawami i poglądami ówczesnego Prezydenta Towarzystwa J.F. Rutherford. W 1931 r. Został zmuszony do wprowadzenia nowej nazwy do zgromadzenia wiernych, którzy pozostali mu wierni, oraz Towarzystwu Strażnica, aby odróżnić się od Badaczy Biblii, którzy pozostali wierni swemu zmarłemu bratu Russellowi i jego poglądom. Według Rutheforda dokonano nowego podziału, aby zidentyfikować wspólnotę chrześcijan, którą prowadził, z jedyną prawdziwą religią, a tym samym oddzielić od tak zwanego chrześcijaństwa. Zgodnie z tym podziałem „święci” i „współobywatele” mieli znajdować się tylko w obrębie tej samej wspólnoty. Właśnie dlatego zinterpretował, że prawdziwy zbór chrześcijański (któremu przewodził) został najpierw zgromadzony przez tych, którzy zostali uświęceni i namaszczeni na współwładców Chrystusa, i że ogromna rzesza „współobywateli” zaczęła gromadzić się dopiero wtedy, gdy ci pierwsi zostali zgromadzeni, tak że cała reszta Chrześcijanie wierzący z innych wspólnot chrześcijańskich nie mogą być współobywatelami świętych ani wchodzić w skład „domu wiary”, ale do tak zwanego nominalnego chrześcijaństwa. Jego podział wyglądał następująco:

 święci – poświęceni i namaszczeni chrześcijanie – współwładcy Chrystusa – klasa niebiańska (Świadkowie Jehowy)

 współobywatele – wielka rzesza – klasa ziemska (Świadkowie Jehowy i przedchrześcijańscy sprawiedliwi)

 pozostali chrześcijanie – fałszywe chrześcijaństwo (wszystkie pozostałe wspólnoty chrześcijaństwo)

Dzięki temu nowemu podziałowi Rutherford zyskał znacznie większe znaczenie niż Russell, ponieważ rozwinął Wspólnotę, której przewodził, która jego zdaniem, była jedynym prawdziwym zborem chrześcijańskim, który Chrystus prowadzi i zarządza nim. W ten sposób w niebiańskiej hierarchii stał się pierwszym człowiekiem Chrystusa. Następnie mocą swego słowa sprowadził na ziemię tych innych chrześcijan niższych rangą, którzy wcześniej byli widziani w niebie, z nową interpretacją. Od tego czasu terminy „klasa nieba i klasa ziemska” nabrały nowego znaczenia. Mianowicie, tym nowym podziałem Rutherford twierdził, że tylko poświęceni i namaszczeni chrześcijanie, którzy żyli do tego czasu, pójdą do nieba, podczas gdy wszyscy inni wierni chrześcijanie, którzy zostali ochrzczeni po 1931 roku, pozostaną na ziemi wraz ze zmartwychwstałymi przedchrześcijańskimi sprawiedliwymi. Zatem chrześcijanie w Towarzystwie Strażnica dzielą się na klasy niebiańską i ziemską, podczas gdy wszyscy spoza tej społeczności należą do fałszywego chrześcijaństwa. Tylko 144 000 osób poświęconych wchodzi do klasy niebiańskiej, a wszyscy którzy żyją i zmartwychwstają na ziemi, zarówno prawi, jak i niesprawiedliwi, należą do klasy ziemskiej (patrz „Objawienie” str. 120 s. 2; Strażnica 1.2.1995 str. 13 s.16 .). Odtąd Strażnica używa terminu „klasa niebiańska” dla 144 000 królów, mających udać się do nieba, a termin „klasa ziemska” używany jest dla osób żyjących na ziemi. Jednak w tej książce nadal używam tych terminów zgodnie z pierwotnym kontekstem biblijnym, zgodnie z którym mężowie w zgromadzeniu Bożym reprezentują klasę „nieba”, a pozostali członkowie ludu Bożego klasę „ziemi”, przez co jedni i drudzy tworzą Boze domostwo i dom Boży obejmujący wszystkich chrześcijan należących do wszystkich wspólnot chrześcijańskich, nie tylko jednej.

Kiedy niektórzy z pierwszych pisarzy chrześcijańskich, ojcowie apostolscy i apologeci są wspomniani w publikacjach Strażnicy, nie stwierdza w swoich wypowiedziach, że oni i pierwsi chrześcijanie dążyli do nieba i niebiańskich tronów, mimo że zostali uznani za uświęconych i narodzonych na nowo. Gdy wzięty jest pod uwagę tylko ten fakt historyczny, nie ma sensu twierdzić, że wezwanie do nieba (według  Russella) było istotne dla wszystkich wiernych chrześcijan, ani nie ma podstaw twierdzić, że to wezwanie do nieba było istotne dla (według Rutherforda) liczby 144 000 wybranych i dopiero potem, po 1931 roku wzywano ludzi do nadziei na ziemskie życie. Oczywiście przywódcy Towarzystwa Strażnica przeoczyli pewne fakty i nieświadomie wprowadzili w błąd siebie i tych chrześcijan, którzy mogą dziękować swojej nadziei na życie w niebie tylko poprzez złe zrozumienie przedstawione im w złym świetle. Zaakceptowali nadzieję na życie w niebie, ponieważ było to w tamtym czasie oczywiste. Z powodu tego przekonania automatycznie zaakceptowali siebie jako członków klasy niebieskiej (rządzącej) bez otrzymywania świadectwa ducha, który by to potwierdził. Nie było to jednak zgodne z „świadectwem ducha Bożego”, ale zgodnie z duchem (interpretacją) Strażnicy (patrz Strażnica, 1.3.1990, s. 20; Strażnica, 1.1.2002, s. 20- nie sprawdzone- przypis tłumacza).

Wszyscy, którzy dołączyli do „Badaczy Biblii” do 1931 roku, automatycznie widzieli się w niebie, a nie na ziemi, ponieważ nie było alternatywy. Wtedy wszystkich z nich uważano za wyższych – namaszczonych – ponieważ wierzyli, że wszyscy ze 144 000 chrześcijan, którzy będą rządzić z Chrystusem, jeszcze się nie zgromadzili. Ponieważ Badacze Biblii nie byli zbyt rozpowszechnieni, łatwo było pomyśleć, że wszyscy zostałi uwzględnieni w tej liczbie. Liczby nawet spadały z powodu rozczarowania, szczególnie po 1914 r., Kiedy Jezus miał przyjść i zabrać ich do nieba, a także po 1925 r., Kiedy spodziewali się, że nastąpi ziemskie zmartwychwstanie (Przebudźcie się, 22.6.1995 r.) s. 8,9; Strażnica, 1.12.1993, s.18, s.17; Strażnica, 1.11.1993, s.11,12, s. Do 1935 r. Liczba członków wspólnoty („pomazańców”) przekroczyła 50 000 i założono, że wkrótce (wraz ze wszystkimi, którzy do tej pory zmarli) może przekroczyć 144 000, co oznaczałoby, że znaczna ich część należała do grupy „niższej rangi”. Dlatego w 1935 r. Powstało nowe nauczanie o „wielkiej rzeszy” sprawiedliwych (współobywateli), które dopiero wtedy zaczęło gromadzić się wokół pomazańców (duchowych Izraelitów). Ale to nowe nauczanie opiera się również na błędnej interpretacji słów Pawła.

Do 1966 roku uważano, że ostatnich ze 144 000 zebrano do 1935 r. Z tego punktu widzenia liczba „namaszczonych” z czasem powinna maleć, bo ludzie umierają, a ostatecznie nowe „namaszczenia” były rzadkimi wyjątkami w zamian za tych, którzy stali się niewierni, aby liczba ta pozostała taka sama (Strażnica, 1.2.1999, str 19). Oszacowano, że liczba namaszczonych obecnych na ziemi będzie bardzo mała przed Armagedonem. Jednak z powodu nowej perspektywy liczba rzekomych „namaszczonych” zatrzymała się w połowie lat 80. na poziomie około 8500 i nie spadła od tego czasu, co jest jedynie dowodem, że interpretacja powołania do nieba nigdy nie może być wyjaśniona i udowodniona przez biblijne słownictwo. Ponieważ jest coraz więcej ‘namaszczonych’ urodzonych po 1935 roku, z których większość jest także w „ciele kierowniczym”, Strażnica w 2007 roku odeszła od roku 1935. jako roku, w którym zgromadzono 144 000 i odroczono na czas nieokreślony ostateczne zgromadzenie (Strażnica, 1.5.2007, str 30). Chociaż z biegiem czasu wprowadzano kilka poprawek, nie mogły one doprowadzić do pełnego uzgodnienia wszystkich wersetów biblijnych, ponieważ niektóre elementy nadal wypadały z tych ram. Nawet interpretacja, która musiała umieścić klasę ziemską i „wielką rzeszę” w kontekście takiego zrozumienia, musiała zostać dostosowana. Ten „wielki tłum” nie liczył się jako duchowe członkostwo w Izraelu, ale uważał ich za obcych lub cudzoziemców. Zgodnie z tą logiką niektóre historyczne podobieństwa do historii ludu Bożego, Izraela, bez powodzenia próbowano dostosować. Ale to sprawiło, że biblijna prawda znalazła się jeszcze w gęstszej mgle, co ukrywa prawdziwy obraz zgromadzenia Chrystusa.

Np. Strażnica interpretuje, że lud Boży od 1914 do 1919 r. został zniewolony przez Babilon Wielki, co oznacza, że tylko członkowie „klasy niebiańskiej” wyszli wówczas i weszli w niewolę, ponieważ „klasa ziemska” pojawiła się znacznie później (patrz Strażnica 1.5.1997, s. 20,20). Kiedy wyciągniemy analogię z wydarzenia, które miało miejsce w 609 roku p.n.e. kiedy Judea przeszła pod panowanie Babilonu. (Jeruzalem zostało zniszczone w 587 r. p.n.e.) Następnie widzimy, że wszyscy, zarówno członkowie „nieba” – kapłani, książęta i członkowie „ziemi” – wszyscy ludzie poszli do niewoli (Ps 113:6-8). Po 539 r. Obie klasy znów wyszły z niewoli. „Nowe niebo” zostało przedstawione przez namiestnika Zorobabela, wspieranego przez najwyższego kapłana Jezusa. Reszta Żydów, którzy z nimi wyszli, reprezentowała „nową ziemię”, oczyszczone społeczeństwo ludzi, którzy poddali się niebiańskiemu autorytetowi „nowego nieba” i pomogli przywrócić czyste wielbienie na ich ziemi (Ezd 5:1,2; Ps 126:1; Iz 65:17). Fakt ten został pominięty, ponieważ nie mógł się zmieścić w ich interpretacji. Odpowiednio, ta analogia, choć uważana za nieco lepszą, mówi, że wszyscy chrześcijanie, zarówno członkowie niebios, jak i członkowie ziemi, poszli do niewoli Babilonu Wielkiego. Oni, jako wierna grupa prawdziwych czcicieli, zostali prawdopodobnie zniewoleni wraz z upadłym chrześcijaństwem przez polityczne elementy bestii współpracującej z przywódcami polityczno-religijnymi Babilonu Wielkiego. Tak niewielu prawdziwych chrześcijan jako członków klasy ziemskiej, a także tych, którzy zasiedli na swoich niebiańskich miejscach w chrześcijańskim zgromadzeniu, zostało wziętych do instytucjonalnej niewoli Babilonu Wielkiego, w pewnym momencie wczesnej historii chrześcijańskiej, który najlepiej pasuje do tej analogii. To ponownie ukrywa fakt, że „wielki tłum” nie powinien był czekać, aż pojawią się członkowie klasy niebiańskiej, ponieważ od samego początku byli oni zgromadzeni w zgromadzeniu ludu Bożego wraz z przyszłymi członkami „nowego nieba”. Pokazuje to po prostu, że w 1914 r. nie doszło do niewoli ani do wyzwolenia ludu Bożego z niewoli Babilonu Wielkiego w 1919 r., Szczególnie nie w scenariuszu opisanym w publikacjach Strażnicy.

Wszystko to mówi nam, dlaczego pod koniec XIX wieku i w pierwszych dziesięcioleciach XX wieku wszyscy Badacze Biblii uważali się za członków grupy 144 000 wybranych, chociaż logicznie wszyscy byli członkami wielkiej rzeszy (w obrębie chrześcijaństwa), z której Bóg wybiera jednostki na przedstawicieli Chrystusa, ale wybrani nie zostali jeszcze namaszczeni na tę rolę, więc żadnego z nich nie można uważać jako takiego. Tak się złożyło, że wszyscy ci, którzy wówczas należeli do klasy wielkiego ludu, widzieli siebie w roli oblubienicy Chrystusa, która zgodnie z ich twierdzeniem zasiadłaby na swoich niebiańskich tronach z Chrystusem. Z tym przekonaniem wielu zmarło, a niektórzy nadal żyją, mając nadzieję, że po swej śmierci wstąpią do nieba, gdzie otrzymają władze królewskie. Ale rzeczywista prawda zgromadzenia Chrystusa i ludu Bożego może zostać ujawniona w Biblii, jeśli rzeczy zostaną umieszczone w oryginalnym i innym kontekście niż ten, który przedstawili Russell i Rutherford.

Należy pamiętać, że społeczność Świadków Jehowy jest tylko jednym z poszczególnych zgromadzeń wśród narodów, w których gromadzą się chrześcijanie. Zgromadzenie Chrystusa jako domu Bożego składa się ze wszystkich wierzących, którzy narodzili się z wody i ducha, to znaczy od Boga, od apostołów do naszych czasów, którzy są budowani i wbudowani jako „żywe kamienie” (1 Piotra 2:5). Ponieważ Jezus zna swoich, nikt nie może twierdzić, że domostwo Chrystusa zostaje uwięzione w konkretnych instytucjach, które człowiek utworzył. Początkowo istniał kościół powszechny (katolicki), ale nie jako instytucja, ale jako wspólnota chrześcijan, która ostatecznie rozdzieliła się na podstawie doktrynalnej. Powszechne Zgromadzenie Chrystusa, po wielkim ucisku, będzie się składać ze wszystkich prawdziwych chrześcijan, którzy trzymali się niesplamieni tym światem, aby kiedy Chrystus osądzi dom Boży, Jezus Chrystus odnalazł swoje Zgromadzenie „bez plam, zmarszczek ani niczego podobnego, świętych i nieskalanych” (Ef. 5: 25-27). Mianowicie, Jezus przyprowadza do siebie wszystkich prawdziwych chrześcijan, bez względu na to, w jakiej społeczności wierzyli w Niego i zamanifestują się po przyjściu Chrystusa. Wyróżni ich i zgromadzi ze wszystkich społeczności, nie tylko jednej. Nawet jeśli wspólnota dąży do tego, by nie być skalaną od świata, nie oznacza to, że jest ona jedyną, w której są członkowie, którzy w przyszłości utworzą „nowe niebo i nową ziemię” (Obj. 21: 1).

Gdy przyjrzymy się najwcześniejszej historii zboru chrześcijańskiego, przekonamy się, że nie pasuje ona do niektórych nauk Świadków Jehowy. Podstawowa nauka pierwszych chrześcijan, którzy zostaną poddani badaniu, wiąże się z nadzieją życia wiecznego i zmartwychwstania. Jeśli Wspólnota SJ odbiega od tego podstawowego nauczania, to wystarczający powód, by wątpić w prawdziwość innych nauk, którymi stara się nadać sobie znaczenia. Najpierw spójrzmy na punkty widzenia apostołów, pierwszych chrześcijan i wielu nauczycieli, którzy byli ich współczesnymi.

Strona 3 z 5

Ojcowie Apostolscy i apologeci

Towarzystwo biblijne Strażnica dołożyło wszelkich starań, aby poprzez swoje publikacje zapoznać nas z życiem i naukami pierwszych chrześcijan, którzy żyli w okresie śmierci apostołów i po nim. W swoich wydaniach wymieniają takich  jak: Klemens z Rzymu, Klemens z Aleksandrii, Polikarp z Smyrny, Polikrat z Efezu, Ignacy z Antiochii, Justyn Męczennik, Ireneusz, Teofil, Papiasz, Hieronim, Tacjan, Tertulian, Meliton z Sardynii, Cyprian, Filon, AmbrożyMediolański, Orygenes, Ezebiusz z Cezarei, Atanazy, Ariusz, Grzegorz z Nysy, Grzegorz z Nazianu, Jan Chryzostom, Augustyn z Hipponu, Nowacjan, Hermas. Większość wyżej wymienionych osób została wykorzystana w publikacjach do wskazania autentyczności chrześcijańskich pism greckich. Inni zostali zacytowani jako potwierdzenie, że pierwsi chrześcijanie wykorzystywali i używali imię Boże, że nie używali krwi w swojej diecie i że nie wierzyli w nieśmiertelność duszy i trójcę. Ale my w dalszym ciągu rozważymy tych, którzy bezpośrednio lub pośrednio wspominali w kontekście tego, w co wierzyli i twierdzili w swoim czasie, gdy chodziło o tysiąclecie, zmartwychwstanie i królestwo Boże na ziemi.

Niezależnie od tego, że w niektórych naukach niektórzy z nich odeszli od doktryny apostolskiej, jesteśmy zainteresowani tym, czy oni i ich współcześni wierzyli, że należą do grupy 144000? Czy w swoich przekonaniach wskazywali na nadzieję na życie w niebie czy na ziemi? Czy spodziewali się zmartwychwstania na ziemi czy w niebie? To tylko niektóre z pytań, którymi jesteśmy zainteresowani przy tej okazji. Ponieważ nie mogę przejrzeć wszystkich zapisów z tego okresu, postaramy się odpowiedzieć na te pytania, rozważając niektóre pisma Ojców Apostolskich wraz z oświadczeniami, które Towarzystwo wydobyło i udostępniło nam poprzez swoją publikację. Chociaż to wszystko, czego mogę teraz użyć, aby dowiedzieć się o nich w moich badaniach, uważam, że pod tym względem położę podwaliny pod „właściwe ustawienie rzeczy” w odniesieniu do nieba i ziemi. Na wstępie zacytuję Strażnicę z 1.2.1992 s. 19. gdzie pisze:

MIANEM „ojców apostolskich” określa się duchownych, którzy pisali na temat chrystianizmu pod koniec I i na początku II wieku n.e. Należeli do nich Klemens Rzymski, Ignacy, Polikarp, Hermas i Papiasz.

Przyjmuje się, że żyli oni współcześnie z niektórymi apostołami, powinni więc dobrze znać ich nauki. Na temat tych pisarzy The New Encyclopædia Britannica podaje:

„Pod względem historycznym ogół pism Ojców Apostolskich przewyższa swą wartością pozostałe dzieła chrześcijańskie z wyjątkiem Nowego Testamentu”.

Gdyby apostołowie głosili doktrynę o Trójcy, wspomniani „ojcowie” również powinni to czynić. Nauka ta musiałaby się wybić w ich pismach na pierwszy plan, gdyż nie mogło być dla nich nic ważniejszego od wyjaśnienia ludziom, kim jest Bóg. Czy zatem krzewili dogmat o Trójcy?

W swoich badaniach Towarzystwo znalazło wystarczającą liczbę argumentów, aby wykazać, że apostołowie i ich współcześni nie wymienili słowa „trójca” ani nie rozwijali tej doktryny. Ale badając wszystkie te pisma historyczne, musieliby także znaleźć argumenty o swoich nowych naukach na temat klasy niebieskiej. Ale nie ma tego w ich pracach. Gdyby apostołowie nauczali ówczesnych chrześcijan, że trwa zgromadzanie ludzi do życia w niebie, dopóki liczba 144000 nie zostanie zgromadzona, i że powstają w ciele niebieskim i żyją w niebie, to i Ojcowie apostolscy musieli to zrobić. Oprócz tego, że oni i inni chrześcijanie zapoznają ludzi z prawdą  o prawdziwym Bogu, musieli także zapoznać ich z nadzieją do jakiej zapraszają ludzi, aby przyłączyli się do nich na chrześcijańskiej ścieżce, która prowadzi ich na zawsze do życia w niebie. Jednak w swoich badaniach Towarzystwo nie znalazło niczego, co mogłoby nam dostarczyć jako dowód na to, że pielęgnowali nadzieję na życie niebiańskie i że chcieli przekazać tę nadzieję innym. Gdyby tak było, prawdopodobnie wśród wielu zapisów Ojców Apostolskich wspomnianych powyżej o tej niebiańskiej nadziei, którą Wspólnota chętnie wskazałaby i zacytowała, nie ma jednak takich cytatów w jej publikacjach. Ponieważ we wczesnych czasach toczyła się debata na temat tego, kim jest Jezus i kim jest Bóg, na temat zmartwychwstania i nieśmiertelności duszy, prawdopodobnie odbędzie się debata na temat życia w niebie i zmartwychwstania w niebie, które byłyby ściśle związane z tymi tematami. Ale wśród tylu książek i zapisów dotyczących najwcześniejszej historii chrześcijaństwa Towarzystwo nie znalazło niczego, co mogłoby potwierdzić tezę nadziei w życiu niebiańskim. A może do dnia dzisiejszego nie znaleziono nawet jednego zdania, aby poprzeć ich nauczanie o klasie niebieskiej.

Jednym z pierwszych ojców apostolskich był Polikarp (69-155). W Liście do Filipian napisał:

„A teraz ten, który Jego wzbudził z martwych, wzbudzi także nas; jeśli wykonujemy Jego wolę, żyjemy według Jego przykazań i kochamy to, co On kochał … ” (List do Filipian 2:2)

Polikarp wspomina o zmartwychwstaniu w jego pierwotnym znaczeniu, ponieważ wierzył w zmartwychwstanie ciała, w którym zmartwychwstał sam Jezus. Doktryna o zmartwychwstaniu poza ludzkim ciałem nigdzie nie jest wspomniana w listach. Gdyby nauczanie życia w niebie było integralną częścią nadziei ówczesnych chrześcijan, to przynajmniej niektórzy z apostolskich ojców i apologetów napisaliby o tym. Tak więc Strażnica z 15.3.1996 r. s. 30 omawia Teofila i jego dzieła pisane następująco:

„O życiu Teofila wiemy niewiele. Wychowywał się w rodzinie pogańskiej. Na chrześcijaństwo nawrócił się w wieku dojrzałym po wnikliwej analizie Pisma Świętego. Został biskupem zboru w Antiochii Syryjskiej (obecnie Antakya w Turcji).”

„Trudno dziś ocenić, w jakiej mierze jego poglądy zostały skażone przez zapowiedziane odstępstwo (2 Tesaloniczan 2:3-12). Niemniej aż do śmierci w roku 182 Teofil najwyraźniej był niestrudzonym apologetą, którego dzieła interesują szczerych chrześcijan doby obecnej.”

Jeśli Teofil uważnie przestudiował Pismo Święte i jeśli jego dzieła są interesujące dzisiaj dla chrześcijan, dlaczego nikt dotąd nie znalazł potrzeby cytowania z jego dzieł myśli, które byłyby dla nas szczególnie interesujące, jeśli chodzi o nadzieję w życiu niebiańskim. W Strażnicy z 15.3.1992 r. s. 30 Kolejna osoba, która szukała prawdy, nazywała się Justin. Dla niego uczymy się:

„Justyn, z pochodzenia poganin, urodził się około 110 roku n.e. na terenie Samarii w mieście Flavia Neapolis (dzisiejsze Nablus).”

„Dążenie do prawdy poprzez zabieganie o kontakty z filozofami okazało się daremne. Ale gdy pewnego razu Justyn oddawał się rozmyślaniom nad brzegiem morza, spotkał „jakiegoś starca o ujmującej powierzchowności, zdradzającej łagodność i powagę”. Był to sędziwy chrześcijanin. Skierował on uwagę Justyna na podstawowe nauki biblijne, uwypuklające potrzebę zdobycia dokładnej wiedzy o Bogu (Rzymian 10:2, 3, BT).”

„Ten bezimienny wyznawca chrystianizmu powiedział: „Dawnymi czasy, jeszcze przed owymi pseudofilozofami, żyli błogosławieni, sprawiedliwi i mili Bogu mężowie, którzy (…) przepowiadali rzeczy przyszłe, jakie się teraz spełniają; zowią ich prorokami. Oni jedni prawdę poznali i ludziom ją oznajmili (…) [będąc napełnieni Duchem Świętym]”. Następnie ów chrześcijanin zaostrzył apetyt Justyna, oznajmiając: „Pisma ich istnieją po dziś dzień, ku wielkiej korzyści czytelników, gdyż mówią o początku i końcu wszechrzeczy” (por. Mateusza 5:6; Dzieje 3:18). Zgodnie z radą tego życzliwego mężczyzny Justyn wnikliwie zbadał Biblię i — jak zdają się o tym świadczyć jego pisma — uznał wartość tej Księgi oraz jej proroctw.”

„Justyn wielokrotnie powołuje się na Pisma Greckie i w ten sposób wyraża swój szacunek dla zasad moralności chrześcijańskiej oraz wiarę w zmartwychwstanie, chrzest, proroctwa biblijne — zwłaszcza dotyczące Jezusa — i w jego nauki.”

„Justyn Męczennik do pewnego stopnia rozumiał naukę o zmartwychwstaniu w okresie Millennium.

Tak więc Justyn odrzucił grecką filozofię i poszukiwał prawdy. Był apologetą, to znaczy bronił nauk i trybu życia ludzi wyznających wiarę w Chrystusa. A za przyznawanie się do ich poglądów poniósł męczeńską śmierć.”

Chociaż mamy wystarczające informacje na temat życia tego chrześcijanina, ponownie w artykułach Strażnicy nie znajdujemy nic interesującego, jeśli chodzi o nadzieję na życie w niebie. Zamiast tego dowiadujemy się tutaj tylko, że wierzył w zmartwychwstanie i miał jedynie „pewną wiedzę o zmartwychwstaniu”. Jeśli miał tylko częściową wiedzę o zmartwychwstaniu, oznacza to, że autor powyższego artykułu wiedział, czy ta realizacja wiąże się z nadzieją w życiu niebiańskim. Kiedy jednak porównamy z Biblią to, w co wierzył Justyn, możemy powiedzieć, że miał wiedzę o zmartwychwstaniu, ale jako taka różni się od tego, czego uczy Towarzystwo. Interesujące jest więc to, że Strażnica nie chciała cytować w swoim artykule tego, w co naprawdę wierzył w związku ze zmartwychwstaniem. Zacytuję to przekonanie z jednej z jego książek:

„A on (Jezus) zrobił to wszystko (uzdrowienie i zmartwychwstanie) i dla tych, którzy w Niego uwierzą, aby ich przekonać, że ktoś kto przestrzega jego poleceń mający cielesny niedostatek, przy drugim przyjściu podniesie go z martwych nie tylko jako nieśmiertelnego, nieprzeniknionego i wolnego od cierpienia, ale także całkiem cieleśnie”.

Justyn najwyraźniej wierzył tylko w ziemskie zmartwychwstanie i życie wieczne na ziemi dla siebie i innych, którzy wówczas żyli. Jego wypowiedź na temat zmartwychwstania ciała i ludzi, którzy będą żyć na ziemi jako całkiem cielesne i nienaruszalne istoty o nieśmiertelnym życiu, nie odpowiada nauczaniu Strażnicy, że nieśmiertelne ciała nie łączą się z ciałem ziemskim, ale tylko z ciałem niebieskim, tak jak ma Bóg, a które mieć będa tylko Jezusa i 144 000, a nie na ziemi, ale w niebie. Jeśli Justin wierzył w nieśmiertelne życie w niebie i niebiańskie zmartwychwstanie, to taka informacja z mnóstwa wiedzy o nim, jego życiu i wierze powinna być dla nas dostępna. Ale nie znajdujemy takich informacji. Justin wierzył tylko w zmartwychwstanie ciała i przywrócenie życia na ziemi w całym tysiącletnim królestwie. Ireneusz, który żył w II wieku naszej ery, również podzielał to samo przekonanie. W Strażnicy z 15.11.2003, str 3w związku z tym napisano:

Colleen McDannell i Bernhard Lang, autorzy książki Heaven — A History (Dzieje nieba), napisali jednak, że Ireneusz, teolog z II wieku, miał nadzieję na życie w przywróconym raju „nie w jakiejś odległej dziedzinie duchowej, lecz na ziemi”. Według owej publikacji tacy przywódcy religijni, jak Marcin Luter i Jan Kalwin, sami wprawdzie spodziewali się pójść do nieba, ale byli przekonani, iż „Bóg odnowi ziemię”. Również w innych religiach nie brakowało ludzi wyznających podobne poglądy. Jak informują wspomniani autorzy, część Żydów wierzyła w to, że w wyznaczonym przez Boga czasie wszystkie ludzkie udręki „zostaną usunięte, a na ziemi będzie się można w pełni cieszyć życiem”. Z kolei starożytni Persowie wyczekiwali chwili, gdy „ziemia odzyska pierwotną nieskażoność, a ludzie znów będą żyć w pokoju” (The Encyclopaedia of Middle Eastern Mythology and Religion).

W tej relacji zauważamy, że Ireneusz wierzył w życie ziemskie, a nie w niebo. Zakładając, że tylko chrześcijanie, którzy będą panować z Chrystusem w niebie, byli zgromadzeni w jego czasach, dlaczego nie ma takiego stwierdzenia w tym artykule ani przynajmniej wskazania na takie nauczanie i wiarę. Zamiast tego mówi się, że Ireneusz wierzył tylko, że życie w odnowionym raju nie odbędzie się gdzieś daleko w niebie, ale na ziemi, podkreślając w ten sposób nadzieję chrześcijan w życiu ziemskim, a nie niebiańskim. Wielu Żydów, którzy przyjęli chrześcijaństwo bez konieczności zmiany tej nadziei na nadzieję życia w niebie, miało taką nadzieję. Ale w tym artykule Strażnica wspomina Jana Kalwina i Marcina Lutra, którzy żyli wieki później, aby udowodnić nam, że oni i inni chrześcijanie mieli wówczas nadzieję na życie w niebie i na ziemi. Czy jest to powód, aby zaakceptować ich wiarę i nadzieję życia niebiańskiego, skoro wiemy, że wierzenia te nauczały o tymczasowym odejściu dusz do nieba (raju niebiańskiego lub czyśćca) po śmierci ciała i że dusze zmarłych zostaną zjednoczone z ziemskimi ciałami przy zmartwychwstaniu ciała? Powodem takiego nauczania są niektóre stwierdzenia, które przyjęto dosłownie, chociaż Biblia podaje powody, dla których takie interpretacje należy interpretować zgodnie z jego nauczaniem. Niektórzy apostolscy ojcowie i apologeci używali biblijnego słownika, aby opisać zmarłych jako żywych, chociaż wiedzieli, że czekają na zmartwychwstanie. Widzieliśmy, że Polikarp spodziewał się zmartwychwstania w przyszłości, więc nie wierzył, że dusze zmarłych automatycznie kontynuują swoje życie w niebie. Kiedy został zabity za wiarę, o jego męczeństwie zostało zapisane:

„Poddając się

[męczeństwu]

, zwyciężył niesprawiedliwego szafarza, i w ten sposób otrzymał koronę nieśmiertelności, a wraz z apostołami i wszystkimi sprawiedliwymi, powołanymi do chwały Boga i Ojca wszechmogącego oraz błogosławieństwa naszego Pana Jezusa Chrystusa, zbawiciela naszych dusz i szafarza naszych ciał oraz pasterza Kościoła katolickiego po całym świecie.”

Jeśli weźmiemy pod uwagę, że on i wielu w jego czasach nie wierzyli w kontynuację życia po śmierci przed ziemskim zmartwychwstaniem, to w ten sposób chcieliśmy podkreślić zwycięstwo nad śmiercią wszystkich, którzy w chwili śmierci osiągnęli zasłonę nieśmiertelności lub życia wiecznego. Chociaż wiedzieli, że „umarli nie mogą uwielbiać Boga”, chrześcijanie nadal postrzegali ich jako „żywych dla Boga przez Chrystusa”, którzy wychwalają Boga wraz z nimi (Ps 6:5; 115:17; Rz 6:11). Żyli dla nich, ponieważ „przeszli już ze śmierci do życia” przed śmiercią, więc śmierć nie mogła unieważnić tego „nowego życia” (1 Ja 3:14; Rz 6:4). Ci, którzy umarli w wierze, a zwłaszcza ci, którzy umarli przez męczeństwo, mogą być dla żywych wzorem wytrwania do końca.

Śmierć nie musiała przerywać tej wspólnoty z tymi, którzy umarli w wierze, więc chrześcijanie zawsze chcieli ich doświadczyć, jakby żyli. Apostoł Paweł odniósł się do wielu z nich, zwłaszcza do męczenników, których przelana krew wołała przed Bogiem i szukała sprawiedliwości, i mówiła o „Jezusie, pośredniku nowego przymierza, i krwi pokropienia, która mówi lepiej niż krew Abla” (Heb 12:1,24). Ponieważ dusza jest we krwi, więc po śmierci ciała dusza żyje przed Bogiem, więc możemy również doświadczyć jej tak, jakby żyła i usłyszeć, co mówi. Więc Bóg powiedział do Kaina: „Słuchaj! Krew twojego brata woła do mnie z ziemi ”(1 Moj 4:10). Kto jest tym, który krzyczy zamiast umarłych. Paweł powiedział kiedyś, że „tchnienie wspiera słabości, bo co byśmy prosili, nie wiemy tak jak trzeba, ale samo tchnienie błaga za nas westchnieniami niewysłowionymi” (Rz 8:26). W ten sam sposób umarli nie mogą już nic mówić, ale to co czuli i chcieli wyrazić przed Bogiem, jest wciąż żywe i aktualne, ponieważ ich „duch” nie został zniesiony przez śmierć, ale zamiast tego przemawia, wzywa Boga i wysławia go (porównaj Ob 6:9,10). Dlatego, gdy Biblia lub pisma wczesnochrześcijańskie odnoszą się do umarłych jako żywych, jest to sposób na postrzeganie śmierci wiernych sług Bożych nie jako końca ich podróży, ale jako dowód niezniszczalności życia przez Chrystusa, którego śmierć nie mogła unieważnić (Kol 1:4; Ju 1:3).

Z czasem różni nauczyciele zaczęli dosłownie interpretować takie stwierdzenia, które były alegoryczne i uczyć tego, czego nie nauczali ani apostołowie, ani ojcowie apostolscy. Zastąpili ziemskie królestwo Chrystusa, które nie spełniło się zgodnie z ich oczekiwaniami, niebiańskim i powiązali je z doktryną nieśmiertelności duszy, w której wszyscy sprawiedliwi po śmierci automatycznie idą do nieba. Teolodzy woleli przyjąć doktrynę nieśmiertelności duszy, aby uczyć, że ludzie nadal żyją po śmierci ciała, aż nadejdzie czas, kiedy ponownie połączą się na ziemi ze swoim wskrzeszonym ciałem. Ale pierwsi chrześcijanie wierzyli, że dusza umiera wraz z ciałem, i mieli nadzieję na ich zmartwychwstanie w ciele i życie wieczne na przywróconej ziemi. Wszyscy pisarze wczesnochrześcijańscy podkreślali swoją wiarę w tysiącletnie rządy Jezusa Chrystusa, z którymi łączyli także zmartwychwstanie ciała głoszonego przez Jezusa i jego apostołów. Czytamy o tym:

Prawdziwy chrystianizm zapoczątkował Jezus Chrystus. Cytowany wcześniej Miguel de Unamuno napisał o nim:   „Podobnie jak Żydzi wierzył w zmartwychwstanie ciała, a nie jak Platon — w nieśmiertelność duszy”. Na koniec myśliciel ten powiedział: „Nieśmiertelność duszy (…) to dogmat filozofii pogańskiej”. (Strażnica, 1.4.1999, str 13, par 20)

Jezus oparł chrześcijaństwo na doktrynie zmartwychwstania ciała zgodnie z żydowskim obyczajem. Doktryna ta nie przewiduje miejsca na zmartwychwstanie człowieka bez ziemskiego ciała, ponieważ takie zmartwychwstanie byłoby w pewnym stopniu zgodne z ówczesnym nauczaniem o nieśmiertelności duszy opuszczającej ludzkie ciało i żyjącej z dala od niego. Justyn, cytowany wcześniej jako odnoszący się do wskrzeszonych nieśmiertelnych i niezwyciężonych ciał fizycznych, reprezentuje tylko ziemskie zmartwychwstanie i mówi:

„Jeśli zatem spotkasz chrześcijan, którzy nazywają siebie, ale nie uznają tej doktryny (…) i twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, ale ich dusze wstąpiły do nieba w chwili śmierci, nie możesz uważać ich za chrześcijan, tak jak nikt nie słusznie sądząc, że nie rozważyłbym saduceuszy lub pokrewnej dziedzicznej sukcesji Żydów (…) Ja, wraz ze mną i wszystkimi prawdziwymi ortodoksyjnymi chrześcijanami wiem, że nastąpi odrodzenie ciała i okres od tysiąca lat w odnowionej, ozdobionej i rozbudowanej Jerozolimie, co potwierdził Ezechiel, Izajasz i inni prorocy ”.

W tym oświadczeniu Justyn obalił nauki tych, którzy zaprzeczali zmartwychwstaniu ciała. W tym czasie wydawało się, że niektóre nurty chrześcijańskie nauczały, że chrześcijanie w chwili śmierci nie czekali na zmartwychwstanie ciała, ale natychmiast zostali wyniesieni do nieba. Jest to nieco podobne do nauk badaczy biblijnych z XIX wieku. Uważano ich za członków klasy niebieskiej, która od 1878 r. (A według Świadków Jehowy od 1918 r.) Umiera i zostaje zabrana do nieba w chwili śmierci. Aby wesprzeć to nauczanie, zaniedbali niektóre fakty, twierdząc, że Jezus również nie powstał w ciele. W tym przypadku przeżywają śmierć ciała bez potrzeby zmartwychwstania w ciele, co jest identyczne z platońską ideą nieśmiertelności duszy przejętej przez katolików. Różnica polega na tym, że zgodnie z doktryną katolicką wszyscy prawdziwi wierzący idą do nieba po śmierci, a według Świadków Jehowy tylko wybrani. Ale takie wierzenia, niezależnie od ich różnic, nie należą do pierwszych chrześcijan, więc Justyn nawet nie uważał za chrześcijan tych, którzy nie wierzyli w zmartwychwstanie ciała, ale heretyków. Sprzeciwił się takiemu pomysłowi, ponieważ prawdopodobnie dobrze znał nauczanie apostolskie. Gdyby apostołowie nauczali, że ówcześni chrześcijanie nie zostaną wskrzeszeni w ciele, ale że po śmierci wstąpią do nieba w ciele, wówczas każdy chrześcijanin stanowczo reprezentowałby taką czcigodną nadzieję i wierzył w nią, a Justyn nie miałby argumentów, by obalić te twierdzenia, ponieważ on sam byłby zaszczycony taką nadzieją. Odrzuciłby tylko tę część, która mówi, że wniebowstąpienie ma miejsce w chwili śmierci.

Należy zauważyć, że w tym czasie były tylko dwa przeciwstawne poglądy. Jeden opowiadał się za zmartwychwstaniem ciała, a drugi za kontynuacją życia poza ciałem ziemskim. Nie było grupy chrześcijan, którzy twierdziliby, że po śmierci będą spać w śmierci i że Jezus wskrzesi ich do życia w niebie, kiedy przyjdzie. Właśnie dlatego Justin nie mógł nawet znać takiego punktu widzenia. Został stworzony dopiero później i zaakceptowany przez Świadków Jehowy.

Wspomniany już Ireneusz w swojej piątej księdze obszernie omawia również zmartwychwstanie ciał, któremu zaprzeczali Gnostycy. Pomimo tego wyraźnego sprzeciwu wobec gnostycyzmu już w III wieku stworzono podstawy do wprowadzenia doktryny nieśmiertelności duszy do wiary chrześcijańskiej.

Orygenes pobierał nauki u Klemensa Aleksandryjskiego, który zapożyczył od Greków koncepcję duszy nieśmiertelnej. Będąc pod silnym wpływem poglądów platońskich, Orygenes „wprowadził do doktryny chrześcijańskiej całe to nieogarnione zagadnienie duszy, które zapożyczył od Platona” — oświadczył teolog Werner Jaeger. W rezultacie Orygenes niejako przeniósł ziemskie dobrodziejstwa Millennium do sfery duchowej. (Strażnica, 15.8.2009, str 12, par 5)

Odtąd ziemia nie była już oczekiwanym przeznaczeniem umarłych, ale niebo. Później wiele wspólnot chrześcijańskich, w tym Badacze Biblii, odrzuciło chrześcijańską nadzieję na  życie ziemskie.

Gdy chrześcijaństwo przyjęło tę koncepcję, teologowie zaczęli naciągać wersety biblijne o nadziei niebiańskiej, tak aby popierały naukę, iż wszyscy dobrzy ludzie idą do nieba. Według tego poglądu ziemska egzystencja człowieka ma charakter tymczasowy i służy ustaleniu, czy zasługuje on na życie w niebie. Coś podobnego stało się z nadzieją ziemskiego życia wiecznego, która od stuleci przyświecała Żydom. Stopniowo przyswoili oni sobie pojęcie nieśmiertelności duszy ludzkiej, wskutek czego ich pierwotna nadzieja wygasła. (Strażnica, 15.8.2009, str 13, par 7)

Wstawiłem tutaj słowo „rzekomo”, ponieważ rzeczywiście w Biblii znajdują się fragmenty, które wspominają o niebie, miejscach niebieskich, niebiańskim obywatelstwie itp. Ale te terminy początkowo nie były używane do wskazania chrześcijańskiej nadziei życia w niebie. Dopiero później te słowa zaczęły być interpretowane dosłownie, dzięki czemu doktryna pójścia do nieba po śmierci została łatwo przyjęta i przyswojona przez teologów chrześcijańskich. Nawet niektórzy Żydzi, ze względu na ich platońskie nauczanie, odrzucili pierwotną nadzieję na życie na Ziemi. Założyciele społeczności Świadków Jehowy tylko częściowo odrzucili tę nadzieję, ponieważ te same przedmioty biblijne używane przez Orygenesa i innych teologów do nauczania wejścia wszystkich wiernych chrześcijan do nieba i wykorzystali dla ich nauki o niebiańskiej klasie, że tylko wybrani idą do nieba. W każdym razie ci wybrani (144000) musieli także odrzucić pierwotną nadzieję na życie na Ziemi, a odrzucenie to nie jest nigdzie wspomniane wśród apostołów i pierwszych chrześcijan. Justyn i wszyscy ortodoksyjni chrześcijanie żyli wtedy w oczekiwaniu na przyjście Chrystusa i Jego obecność, kiedy święci powstaną i będą żyć na ziemi. Chrześcijanin imieniem Papiasz oczekiwał tego samego w drugim wieku naszej ery. Mówi:

Żył on w okresie, gdy od śmierci apostołów Jezusa Chrystusa upłynęło jeszcze niewiele czasu. Był bliskim towarzyszem Polikarpa, który podobno pobierał nauki od apostoła Jana. Dzięki takim sprzyjającym okolicznościom oraz swej metodzie nabywania wiedzy Papiasz należał zapewne do osób dobrze poinformowanych.

Papiasz wierzył w nadejście Tysiącletniego Panowania Chrystusa (Objawienie 20:2-7). Według Ireneusza napisał, że „stworzenie, odnowienie i wyzwolenie z pewnością wyda obfitość wszelkiego pożywienia, korzystając z rosy z nieba i urodzajności ziemi, jak to opowiadali starsi, którzy widzieli Jana, ucznia Pańskiego, i słyszeli czego Pan uczył o tych czasach”. Następnie dodał: „Dla osób wierzących rzeczy te są godne zaufania. A gdy Judasz, zdrajca, nie chciał uwierzyć i zapytał: ‚W jakiż sposób Pan tego dokona?’, wtedy Pan odrzekł: ‚Ujrzą to ci, którzy będą żyć w tych czasach’”.

Będąc nadzorcą zboru w Hierapolis, Papiasz niestrudzenie dociekał prawdy. Poza tym wysoko cenił Pismo Święte. Słusznie uważał, że w kwestiach doktrynalnych wypowiedzi Jezusa Chrystusa i jego apostołów mają znacznie większą wartość niż najrozmaitsze poglądy, które mógł znaleźć w ówczesnej literaturze (Judy 17). (Strażnica, 15.9.1993, str 7,8)

Na temat Papiasza, który podobno zginął jako męczennik w Pergamonie w roku 161 lub 165 n.e., dzieło The Catholic Encyclopedia podaje: „W obronie millenaryzmu wystąpił (…) biskup Papiasz z Hierapolis, uczeń świętego Jana; twierdził on, że naukę swą przejął od osób żyjących współcześnie z apostołami. Ireneusz zaś donosi o innych ‚prezbiterach’, którzy widzieli i słuchali ucznia Jana, że właśnie od niego przyjęli poglądy millenarystyczne, mając je za składnik nauki naszego Pana. Według Euzebiusza (…) Papiasz w swej książce zaznaczył, iż po zmartwychwstaniu umarłych nastąpi tysiąc lat widzialnego, chwalebnego panowania królestwa Chrystusa na ziemi”. (Strażnica, 1.12.1999, str 6)

Ponieważ Papiasz był naprawdę dobrze poinformowany o tym, co Jezus powiedział i czego nauczali apostołowie i pierwsi chrześcijanie, mógł mówić z pierwszej ręki o życiu w niebie, zmartwychwstaniu i pójściu do nieba, nadziei że wszyscy chrześcijanie musieli wówczas stwierdzić, że odrzucają swoją pierwotną nadzieję w życiu ziemskim i kierują swoje myśli i pragnienia na swoją rolę współwładcy z Chrystusem w niebie. Jednak tego nie powiedział. Zamiast takich informacji możemy jedynie stwierdzić, że Papiasz wierzył w nadchodzące tysiącletnie panowanie Chrystusa, kiedy ludzie na Ziemi powstaną w ciele i będą żyć w błogosławieństwach ziemskiego raju. Ale dla apostołów i pierwszych chrześcijan ten dzień był zawsze bliski, więc nie miało dla nich znaczenia, że niektórzy z nich już umarli, ponieważ mieli nadzieję, że wkrótce spotkają się przy zmartwychwstaniu. Oczywiście, kiedy to oczekiwanie w jakiś sposób ustąpiło i aby wzmocnić wiarę chrześcijańską, bardzo łatwo było zaakceptować naukę śmierci jako przejście do życia w niebie, aby wiara chrześcijańska miała lepszą pozycję. Orygenes w swoim czasie potępił wiarę w Tysiąclecie i ziemskie zmartwychwstanie głoszone przez innych chrześcijan, ale podtrzymał wiarę w zmartwychwstanie ciała w połączeniu z doktryną nieśmiertelności dusz, dzięki której dusze nadal świadomie żyją w niebie aż do ich zmartwychwstania na Ziemi. Świadkowie Jehowy poszli o krok dalej i w ich rozumieniu, całkowicie oddzielili klasę niebiańską od zmartwychwstania ciała.

Zamiast mówić o bezcielesnym zmartwychwstaniu i życiu w niebie lub o niewidzialnym królestwie niebios z niewidzialnymi władcami, którzy będą rządzić z nieba, Papiasz stwierdza w swojej księdze tylko, że chwalebne, „widzialne ziemskie królestwo Chrystusa” nastąpi po zmartwychwstaniu umarłych. „Widzialne” królestwo implikuje także widzialny rząd, który będzie miał w swoich rękach ludzi krwi i ciała, a nie ludzi, którzy będą rządzić z niewidzialnych ciał niebieskich z niewidzialnej części nieba. Jego wiara i nadzieja pochodziły z tego, co głosili „starsi, którzy widzieli Jana”. Dowiedzieli się z pierwszej ręki o przyczynach ich nadziei na zmartwychwstanie i przywrócone ziemskie życie. Należy założyć, że ówcześni chrześcijanie, mówiąc o błogosławieństwach, które dotkną Ziemię, mieli gorące pragnienie i nadzieję, że doświadczą tych błogosławieństw na ziemi, dlatego też wczesne zapisy chrześcijańskie nie wspominają o niebie jako o ich wiecznym przeznaczeniu. Dlatego Świadkowie Jehowy nigdzie nie mogą twierdzić, że będąc pierwszymi chrześcijanami, wszyscy odrzucili pierwotną nadzieję ziemskiego życia i zastąpili ją nadzieją i pragnieniem pójścia do nieba, gdzie będą królować z Chrystusem. W badaniach przeprowadzonych przez Papiasza nie ma nic takiego. Gdyby nadzieja życia w niebie była priorytetową nadzieją ówczesnych chrześcijan, byłaby na pierwszym miejscu we wszystkich jego dziełach i dziełach innych pisarzy tamtych czasów. Zawsze miałaby pierwszeństwo przed wiarą w życie wieczne w ziemskim raju. Nie ma jednak takich świadectw i interpretacji. A jeśli są, to gdzie się znajdują i dlaczego Strażnica nigdy ich nie zacytowała? Zamiast tego zmuszeni są cytować tylko jedną naukę o zmartwychwstaniu – naukę o zmartwychwstaniu ciała. W Strażnicy z 15 maja 2003 roku str 28 o Tacjanie, uczniu Justyna z II wieku wspomina następująco:

W relacji o nawróceniu się na wiarę chrześcijańską Tacjan wyznaje: „Zacząłem poszukiwać prawdy”. A o swym pierwszym kontakcie z Pismem Świętym mówi: „Znalazłem jakieś barbarzyńskie księgi, zbyt starożytne, by je porównywać z poglądami Greków, i zbyt boskie, by je zestawiać z ich błędami; do przyjęcia ich z wiarą skłonił mnie ich niewyszukany styl, szczerość pisarzy, znajomość przyszłych wydarzeń, piękno zasad oraz zapowiedź wszechświatowej władzy w rękach jednej Istoty”.

Tacjan jawi się w swych pismach jako apologeta, obrońca zasad swej wiary. Stanowczo sprzeciwia się pogańskiej filozofii. W dziele zatytułowanym Przemowa do Greków podkreśla, jak bezużyteczne są wierzenia pogańskie, a jak sensowne — chrześcijańskie. Wyrażając pogardę dla tego, co greckie, posługuje się polemicznym, ostrym stylem.

Pisał też o zmartwychwstaniu w wyznaczonym czasie: „Wierzymy, iż nastąpi zmartwychwstanie ciał po zakończeniu wszystkich rzeczy”. A o przyczynie śmierci mówił: „Nie zostaliśmy stworzeni, żeby umierać, lecz umieramy z własnej winy. Zniszczyła nas nasza wolna wola; będąc wolni, popadliśmy w niewolę; zostaliśmy zaprzedani w wyniku grzechu”.

Wypowiedzi Tacjana o duszy mogą początkowo wydawać się mylące dla niektórych, którzy mają własną wersję prawdy, ale to nie znaczy, że Tacjan wierzył, że dusza jest z natury nieśmiertelna, to znaczy, nie wierzył, że dusze były tymczasowo w fizycznym ciele, które pozostawili po śmierci. Wierzył w życie po „zmartwychwstaniu ciała”, a nie w nieśmiertelność duszy. Twierdził, że dusza, która znała prawdę, mogła nie umrzeć. Takie stwierdzenie wcale nie jest mylące, jak argumentowano powyżej.

Kiedy Tacjan twierdził, że niektóre dusze nie mogą umrzeć, a inne mogą, to należało założyć, że nie popiera nauczania Platona o nieśmiertelności duszy, ponieważ podobno miał „odpychający, wrogi stosunek do pogańskiej filozofii”. O tych duszach, o których powiedział, że nie mogą umrzeć, powiedział poniżej:

„Jeśli [dusza] zna Boga, nie umiera po raz drugi, chociaż została oddzielona na pewien czas (odseparowana, oddzielona od życia)”.

Według niego dusze takich wierzących umierają, ale nie na zawsze, ponieważ przy zmartwychwstaniu otrzymają nieśmiertelność i nie będą mogli umrzeć po raz drugi. Jest to zgodne ze słowami Jezusa, że „kto żyje i wierzy w niego, nigdy nie umrze” (Ja 11:11,26). Jezus nie mówił o zmartwychwstaniu do nieba, ale o nieświadomym stanie umarłych czekających na zmartwychwstanie, a więc Tatian mógł to zrozumieć. Prawdopodobnie wziął pod uwagę fakt, że w chwili śmierci ciała niosą ze sobą życie wieczne lub „koronę nieśmiertelności” jako dowód zwycięstwa, ponieważ przed chrztem „przeszli ze śmierci do życia” (1 Ja 3:14). O takich Tacjan mówi, że mają wyższego ducha (pneuma), który jest obrazem Boga, to znaczy obrazem życia wiecznego, które niosą w sobie w chwili śmierci, podczas gdy inni nie niosą w sobie tego ducha, a jedynie niższego rodzaju ducha (psychikę), którym umierają jako istoty śmiertelne, i powstają jako istoty śmiertelne w dniu sądu, aby otrzymać potępienie. Ten sposób wyrażania starał się podkreślić różnicę między wierzącymi, w których śmierć jest niezniszczalna, a niewierzącymi, w których śmierć wciąż panuje. Ale oboje naturalnie umierają i czekają na zmartwychwstanie. Możemy również zauważyć, że Tatian wierzył, że zmartwychwstanie nastąpi tylko wtedy, gdy wszystko się skończy. Ani on, ani inni chrześcijanie nie wierzyli, że zmartwychwstanie nastąpi wcześniej, tak że nauki Badaczy Biblii nie były oparte na oryginalnym nauczaniu, ale na adwentystach, którzy oczekiwali w XIX wieku, że Chrystus wraz ze zmartwychwstałymi zabierze ich do nieba, aby wszystko zakończyć. Kiedy koniec się nie wydarzył, wtedy podobno stało się coś, co było niewidoczne dla ludzkich oczu, a jest to zmartwychwstanie do życia w niebie. Badacze Biblii przyjęli 1878 rok na to niewidzialne wydarzenie, a 1918 rok Świadkowie Jehowy. Zamiast przyznać się do błędu w oczekiwaniu, które nie zostało spełnione w ich czasach i dostosować się do oryginalnych nauk wczesnych chrześcijan, uparli się poglądami, aby podtrzymać swoje nauki, których nic nie mogłoby potwierdzić.

Ponownie możemy zadać to samo pytanie: jeśli w czasach Tacjana zmartwychwstanie do życia w niebie było widoczną nadzieją chrześcijan, dlaczego nie wspomina o tym? Wierzył w to, w co wierzyli chrześcijanie i Żydzi, których pojęcie zmartwychwstania nie było inne. W czasach Chrystusa Żydzi wierzyli tylko w ziemskie zmartwychwstanie. Podczas swojej ziemskiej posługi Jezus Chrystus zaszczepił w swoich żydowskich słuchaczach nadzieję na ziemskie zmartwychwstanie lub „zmartwychwstanie ciała”. W późniejszym rozważaniu zobaczymy, że apostoł Paweł w swoich czasach nie głosił Żydom o zmartwychwstaniu w niebie, ale tylko o zmartwychwstaniu w ciele fizycznym. Mógł więc powiedzieć przed sądem:

„Lecz przyznaję ci to, że według drogi, którą (Żydzi) nazywają stronnictwem, tak pełnię świętą służbę ojczystemu Bogu, wierząc tym wszystkim według prawa i tym napisanym w prorokach, mając nadzieję w kierunku Boga, której też oni sami czekają, że ma być powstanie martwych, sprawiedliwych także i niesprawiedliwych.” (Dz 24:14,15)

Paweł oznajmił sądowi, że nadzieję zmartwychwstania mieli Żydzi i wierni mężowie dawnych czasów w przeszłości. Dlatego głosił im doktrynę Chrystusa, zawierającą nadzieję na zmartwychwstanie ziemskie, tak jak mieli to Żydzi, którzy mieli tę nadzieję na podstawie pism hebrajskich. Nigdzie nie ma relacji, że głosił Żydom i innym narodom w tym czasie o możliwości pójścia do nieba. Gdyby mówił Żydom o takim niebiańskim zmartwychwstaniu, byłoby to dla ich uszu czymś zupełnie nowym, co dodatkowo skłoniłoby jego przeciwników do oskarżenia go o zakłócenie posłuszeństwa ich ojcom. Jednak nic nie wskazuje w Biblii na to, że jego przeciwnicy oskarżali Pawła o głoszenie im zmartwychwstania, w które nie wierzyli ich przodkowie. Apostoł Paweł wskazał na jeden ważny fakt i powiedział:

„pomazaniec jest budzony z martwych, pierwszy plon z zasypiających (ludzi)” (1 Kor 15:20).

Jezus jest pierworodnym ze wszystkich, którzy umarli, i którym Bóg przez krew Jezusa uwolnił się ze statusu jeńców i niewolników śmierci. Dlatego nie możemy mówić o zmartwychwstaniu bez stwierdzenia, że zmartwychwstali na przykładzie Chrystusa powstaną w nieskazitelnym ciele, nad którym śmierć nie ma już władzy i w którym będą rządzić prawa życia wiecznego. Klemens Rzymski napisał o tym pod koniec I wieku:

„Rozumiemy, szczerze umiłowani, jak Mistrz nieustannie pokazuje nam zmartwychwstanie, które nastąpi po śmierci; z czego uczynił Pana Jezusa Chrystusa pierwszym owocem, kiedy wzbudził Go z martwych. Oto, umiłowani, zmartwychwstanie, które następuje we właściwym czasie.

Dzień i noc pokazują nam zmartwychwstanie. Noc zasypia i nadchodzi dzień; dzień odchodzi i nadchodzi noc. Weźmy owoce: jak i gdzie kiełkuje ziarno? Siewca wychodzi i rzuca na ziemię każde z nasion, które opadają suche i gołe na ziemię i gniją. Następnie, po tym rozpadzie, cudowny majestat Boskiej opatrzności wskrzesza je, a z jednego wiele powstaje i wydaje owoce ”. (List Klemensa 1 do Koryntian 24:1-5)

Klemens nawiązał do wypowiedzi apostoła Pawła, który również w swoim drugim liście do Koryntian (rozdział 15) wyjaśnia zmartwychwstanie ciała, obrazowo opisując, co dzieje się z rośliną, która nie może zniknąć na zawsze, ponieważ jej nasiona rozkładają się, gdy kiełkują i powracają na powierzchnię ziemi w nowym materialnym „ciele”, w którym wydają owoc. Jednak nawet Pawłowy opis zmartwychwstania ciała został dostosowany przez Towarzystwo do jego doktryny przekształcania ciała ziemskiego w niebiańskie (Strażnica 1.7.1998, s. 20; patrz szczegółowe wyjaśnienie nauczania Pawła w częściach 16 i 17). W swoich artykułach wspólnota z przyjemnością powołuje się na „ojców apostolskich” i innych wczesnych pisarzy chrześcijańskich, aby utożsamić się z ortodoksyjnymi chrześcijanami. Ale nigdy nie cytowała tych samych pisarzy, którzy mówią o jej nadziei na ziemskie zmartwychwstanie. Dlaczego? Ponieważ ich wypowiedzi nie wspierają obecnego nauczania, które głosi, że ówcześni chrześcijanie żyli w nadziei, że jeśli umrą, to powstają w ciele niebiańskim, a nie ziemskim, i że będą panować nad ziemią z nieba , Z wypowiedzi wczesnych pisarzy chrześcijańskich, które przedstawiłem do tej pory, jasno wynika że w ogóle nie opowiadali się za takim nauczaniem. Kolejne świadectwo przeciwko tak złemu nauczaniu można znaleźć we wczesnym chrześcijańskim dziele anonimowego prezbitera (starszego), który żył w II wieku. Żył w czasach, gdy wśród chrześcijańskich nauczycieli zaczęły pojawiać się nowe idee, ale zachował oryginalne nauczanie o zmartwychwstaniu, ponieważ brzmi ono:

„I niech nikt z was nie powie, że to (ziemskie) ciało nie powstanie i nie będzie osądzone. (…). Jak jesteście powołani w ciele, powstaniecie w ciele (zmartwychwstali) i pojawicie się.” (Pseudo-Klemens Homilia IX, w. 1-5).

Jego list (homilia przypisywana Teofilowi) wspomina o życiu w niebie i o tym, że apostołowie są teraz z Chrystusem, ale nie można jednoznacznie stwierdzić, czy był to słownik symboliczny, czy dosłowny, skoro widział siebie i innych na ziemi wśród zmartwychwstałych. Tacjan napisał coś podobnego o swojej nadziei na zmartwychwstanie:

„Ja, który jestem teraz i który po mojej śmierci nie będzie istniał ani nie będzie ponownie widziany, stanę ponownie tak jak się urodziłem (w ciele). … suwerenny Bóg, kiedy tylko zechce, przywróci (materialną) substancję widoczną tylko dla niego.”

Takie wypowiedzi pierwszych chrześcijan wyraźnie wskazują, że nie uważali się za powołanych do bycia królami nieba i kapłanami, którzy mają zaszczepione pragnienie i nadzieję na pozostawienie ziemskiego życia, aby żyć wiecznie w niebie z Jezusem. Gdyby taka nadzieja istniała, z pewnością nie odrzuciliby jej, ponieważ jako taka daje im znacznie wyższy status w królestwie, na które czekali? Ale nie mogli jej odrzucić, ponieważ nawet nie istniała w wierzeniach pierwszych chrześcijan. Jeśli niektórzy posługiwali się symbolicznym sposobem wyrażania, tak jak apostołowie używali go w listach, to język ten ostatecznie stracił swoje prawdziwe znaczenie na korzyść tych, którzy twierdzili, że chrześcijanie zostali powołani do „królestwa niebieskiego”, myśląc o życiu niebiańskim odrębnym od materialnego ciała, pośród którego święci i męczennicy królujący z Jezusem będą mieli szczególny zaszczyt. Zobaczmy, co pisze o tym rzekomym panowaniu Ignacy, współczesny apostołom, a także starszy zgromadzenia w Antiochii. Kiedy czyta się jego pisma, od razu zauważa się, że wspomina jedynie o chrześcijańskiej nadziei na życie na odrestaurowanej ziemi. Zamiast twierdzić, że tylko niewielka grupa wierzących otrzyma dziedzictwo i króluje z Chrystusem, Ignacy m.in. pisze:

„Jeśli będziemy tego pragnąć w tym życiu, otrzymamy przyszłość, tak jak On obiecał nas wzbudzić z martwych, jeśli żyjemy godni Jego, to znaczy, jeśli będziemy wierzyć, będziemy z Nim królować. (…). „Bóg i Ojciec naszego Pana Jezusa Chrystusa … dał wam dziedzictwo i część między waszymi świętymi, a wraz z wami i wszystkimi pod niebem, którzy uwierzą w Pana naszego Jezusa Chrystusa i Jego Ojca, który wzbudził go z martwych”.

Zauważamy, że Ignacy łączy wszystkich ówczesnych chrześcijan, a także tych pod niebem, którzy wierzą w przyszłość, tylko z jedną wspólną grupą wierzących, którzy powstaną (w ciele) i otrzymają dziedzictwo między świętymi. Oznacza to, że ówcześni chrześcijanie nie uważali się za specjalną i małą grupę królów wypełniających miejsca w niebie do określonej liczby. Uważali się za wielką rzeszę tych, którzy zostaną zbawieni. Ponieważ widzieliśmy, że inni ojcowie apostolscy nie opowiadali się w tamtym czasie za zmartwychwstaniem niebiańskim, a jedynie ziemskim, łatwo jest stwierdzić, że on i wszyscy ortodoksyjni chrześcijanie żyli wówczas w nadziei na życie wieczne na ziemi. Ale można zauważyć, że Ignacy powiedział, że wierzący będą „królować z Chrystusem” i że wskazuje to na niebiańskie zmartwychwstanie, w którym niektórzy w niebie najwyraźniej zasiądą na tronach, aby rządzić z Chrystusem. Logiczne jest jednak stwierdzenie, że nie każdy może usiąść na tronie i że Ignacy miał na myśli coś innego. Mianowicie, termin „królowanie” nie zawsze odnosi się do osób, które siedzą na tronach i rządzą ludźmi. Biblia wprowadza nas do innego rodzaju królestwa, w którym wszyscy sprawiedliwi mogą „królować z Chrystusem”, ale nie nad człowiekiem, ale nad ziemią i jej stworzeniem, jak Bóg powiedział do Adama, „napełnijcie ziemię, opanujcie ją i panujcie nad nią”. tj. panujcie nad wszystkimi niższymi stworzeniami (1 Moj 1:28). Psalmista mówi do Boga o człowieku: „wtedy ukoronowałeś go chwałą i pięknem. Dałeś mu władzę (tj. królowanie) nad dziełami rąk twoich, podłożyłeś wszystko pod Jego stopy ” (Ps 8:4-6; Heb 2:8). Ponadto chrześcijanie mogliby słusznie powiedzieć, że „będą królować nad śmiercią”, która zostanie położona pod nogi, podczas gdy nad niesprawiedliwymi ludźmi „śmierć” będzie nadal „królować” (Rdz 5:17,21). Polikarp, uczeń apostoła Jana, wyraził podobnie:

„Bo jeśli będziemy Jemu bardzo się podobać w obecnym świecie, to z pewnością wtedy (my wszyscy ortodoksyjni chrześcijanie) otrzymamy również świat przyszły, tak jak On obiecał nas wzbudzić z martwych i że jeśli będziemy działać godnie Jego,również rządzić z Nim, jeśli naprawdę mamy wiarę”. (List Polikarpa do Filipian 5:2)

Zmartwychwstanie wspomniane przez Polikarpa odnosi się do zmartwychwstania ciała i życia w przyszłym nowym świecie, a panowanie z Jezusem jest powszechnym wyrazem dzielenia się chwałą nieśmiertelności z Chrystusem, dzięki któremu będzie mógł rządzić ziemią i wszystkim, co rządziło nami na tym świecie, takie jak grzech i śmierć. Nie klasyfikuje wierzących, ale mówi, że Jezus wyniesie wszystkich umarłych, którzy okażą wiarę, do nowego życia, aby wszyscy godni tego świata „królowali z Chrystusem”. W związku z tym Russell i pozostali prezydenci Towarzystwa Strażnica wydają się źle rozumieć i na swój sposób rozumieli pojęcie „panować”, nadając mu jednostronne znaczenie, jak wielu chrześcijańskich nauczycieli wcześniej.

Kiedy Ignacy mówi o pierwszych chrześcijanach jako o wielkiej rzeszy zaproszonych, zgadza się również z prezbiterem z II wieku, który interpretuje jedno z proroctw Izajasza (54:1) i udziela wyjaśnień zgodnie z jego spełnieniem. W swoim liście pisze:

„’Wykrzykuj z radości, niepłodna kobieto, która nie rodziłaś! Ciesz się i radośnie wołaj, ty, która nigdy nie miałaś bólów porodowych, bo synów opuszczonej kobiety jest więcej

niż tej, która ma męża’ (…) … [Prorok] mówi nam, że nasz lud wydawał się opuszczony i uprowadzony przez Boga, a teraz, skoro uwierzyliśmy, jesteśmy liczniejsi niż ci, którzy sądzili, że mają Boga ”. (Pseudo-Klemens Homilia II, w. 1-3).

To proroctwo o dziewicy jest nawet cytowane i wyjaśniane przez apostoła Pawła w jego liście do Galatów (4:26,27). Dlatego ważne jest, aby wiedzieć, w jakim sensie ci synowie (dzieci) powinni być kimś więcej niż cielesnymi Izraelitami. Izajasz mówi dalej, że „potomstwo

[niepłodnej kobiety]

zwycięży narody i zamieszka w miastach spustoszonych” (Iz. 54:3). Co ciekawe, w tłumaczeniu „Nowego Świata” zamieszczono analogiczny fragment z Mateusza 5:5, aby zrozumieć to proroctwo, które brzmi: „Szczęśliwi, cisi, bo odziedziczą ziemię”. W związku z tym apostołowie Jezusa i pierwsi chrześcijańscy nauczyciele nie zaprosili pierwszych chrześcijan do zapełnienia nieba i tronów niebieskich, ale do stworzenia z nich nowego ludu, aby ten „wielki tłum” był już liczniejszy niż cieleśni Izraelici, co oznacza że „Izrael Boży” urósł od początku do dziś do milionów, nie tylko 144 000, jak twierdzi Towarzystwo. Powyższe nauczanie z II wieku, dotyczące nowego ludu i jego zmartwychwstania na ziemi, było wyjątkową nauką pierwszych chrześcijan. Towarzystwo nie może temu zaprzeczyć, dlatego zamiast zaakceptować ten fakt, stara się wskazać, że po ojcach apostolskich ojcowie kościoła mieli różne poglądy na pewne rzeczy. W Strażnicy z 1.3.1997 r. str.10. napisali następujące:

Tak zwani Ojcowie Kościoła mieli różne poglądy na temat powrotu Chrystusa, jego obecności i tysiącletnich rządów (Objawienie 20:4). W II wieku n.e. Papiasz z Hierapolis uważał, że w czasie Tysiącletniego Panowania Chrystusa ziemia będzie niezwykle urodzajna. Justyn Męczennik wielokrotnie wspominał o obecności Jezusa i sądził, że siedzibą jego Królestwa będzie odbudowane Jeruzalem. Ireneusz z Lyonu uczył, iż po zniszczeniu cesarstwa rzymskiego Jezus pojawi się widzialnie, zwiąże Szatana i będzie rządził w ziemskim Jeruzalem.

Jak zauważył historyk Philip Schaff, w okresie poprzedzającym sobór nicejski z roku 325 „rzeczą najbardziej zadziwiającą” była „wiara w to, że jeszcze przed powszechnym zmartwychwstaniem i sądem Chrystus będzie przez tysiąc lat widzialnie panować w chwale na ziemi razem ze wskrzeszonymi świętymi”. W dziele A Dictionary of the Bible (Słownik biblijny) pod redakcją Jamesa Hastingsa czytamy: „Tertulian, Ireneusz i Hipolit ciągle jeszcze wypatrywali bliskiego Adwentu [przyjścia Jezusa Chrystusa]; ale już u Ojców aleksandryjskich wkraczamy w inny krąg myślowy. (…) A gdy Augustyn utożsamił Millenium z okresem Kościoła wojującego, Drugi Adwent został odsunięty w daleką przyszłość”.

Pomimo tych niewielkich różnic zdań, ich podstawowe przekonania o królestwie i zmartwychwstaniu Boga pochodzą od apostołów, którzy nauczali, że wszystkie wydarzenia będą miały miejsce tutaj na ziemi i jej otoczeniu, a nie w niewidzialnych niebiosach. Wynika z tego, że od czasów apostołów, którzy pytali Jezusa „czy w tym czasie przywróci władzę w Izraelu” aż do niedawna utrzymywano wiarę we władzę ziemską, a nie w niebie (Dz 1:6). Co ciekawe, w tym pytaniu, które apostołowie zadali Jezusowi, wspomniano temat – królestwo -; miejsce akcji – ziemia; czas działania – przyszłość. Jezus, odpowiadając na ich pytanie, nie uznał za konieczne korygowania ich co do miejsca działania, aby pokazać im, że popełnili błąd i że nie będzie rządził z ziemi. Ale wierzyli, że powróci na ziemię i przywróci widzialne ziemskie królestwo w Izraelu. Kiedy powiedział do nich: „To nie do was należy znać czas lub okres, jaki Ojciec ma w swoim autorytecie”, wtedy widzimy, że poprawił ich tylko pod względem czasu działania, a nie miejsca działania. Dzięki temu pozostawił im otwartą myśl o „królestwie niebieskim”, które sprawowałoby swój widzialny autorytet na ziemi poprzez ludzi w ciele fizycznym i że jego wraz z dwunastoma tronami będzie na ziemi, a nie w niebie (Dz 1:7; Mt 19:28; 25:31). Nic więc dziwnego, że apostołowie i niektórzy ojcowie Kościoła, wraz z niektórymi swoimi ideami, wierzyli w przyjście Chrystusa na ziemię, gdzie zorganizowane zostanie „widzialne panowanie Chrystusa wraz ze zmartwychwstałymi świętymi”. Oznacza to ziemskie zmartwychwstanie wszystkich sprawiedliwych, w tym apostołów, którzy będą stanowić widzialną, a nie niewidzialną, władzę na ziemi jako przedstawiciele Chrystusa. Gdyby wówczas chrześcijanie twierdzili, że pójdą do nieba i otrzymają tam władzę królewską, byliby co najmniej niektórzy chrześcijańscy pisarze tamtych czasów, którzy opowiadaliby się za tym przekonaniem i bronili go, dając mu bardzo ważne miejsce w chrześcijańskim nauczaniu, ale tak nie jest. Tylko w publikacjach wspólnotowych starają się zyskać na znaczeniu w tym nieporozumieniu.

Chociaż na początku chrześcijaństwa istnieli pisarze, którzy bronili Tysiąclecia Chrystusa w przyszłości w swoich dziełach, to jednak żaden z nich nie sprzeciwiał się tezie o ziemskiej administracji Chrystusa, to znaczy o autorytecie, jaki mieliby w swoich rękach wskrzeszeni święci – ludzie z krwi i ciała. Wierzyli w to również Euzebiusz, Polikrates z Efezu i Meliton z Sardynii. O nich w Strażnicy z 15.04.2006. s.17, czytamy:

Jak podaje Euzebiusz z Cezarei w dziele Historia kościelna, (…) że ówcześni uważali Melitona za jedną z ‛wielkich gwiazd’, które „zaszły”, czyli zasnęły snem śmierci. Według Polikrata Meliton pozostał w stanie wolnym, „całe swe życie pełen był Ducha Świętego” i „spoczywa w Sardes, czekając niebios nawiedzenia, kiedy z martwych powstanie”. Mogło to oznaczać, że Meliton wierzył, iż zmartwychwstanie nastąpi dopiero po powrocie Chrystusa (Objawienie 20:1-6). (..)

Meliton pilnie badał Pismo Święte. Nie dysponujemy listą wszystkich jego prac, ale niektóre tytuły świadczą o zainteresowaniu tematyką biblijną, jak chociażby: O życiu proroków, O wierze, O stworzeniu, O chrzcie, O prawdzie, O narodzeniu Chrystusa, O gościnności, Klucz, O diable, O Apokalipsie Jana.

Z tego dowiadujemy się również podstawowego fragmentu prawdy o zmartwychwstaniu. W szczególności Polikrates mówi o zmartwychwstaniu w sposób, który zawiera wszystkie elementy ziemskiego zmartwychwstania, bez myśli o pójściu do nieba po zmartwychwstaniu. Wierzył, że Jezus przyjdzie w pełnej chwale i, jak obiecał, wskrzesi tych wiernych, którzy zasnęli w śmiertelnym śnie, wśród których był Milton. Chociaż kilka dzieł Melitona zostało zachowanych, jego zapis nie zawiera ani jednej myśli o nadziei na życie w niebie, która powinna być szczególnie podkreślona, gdyby taka nadzieja była obecna wśród chrześcijan w tamtych czasach.

Świadkowie Jehowy niestety muszą opierać swoje przekonania wyłącznie na założeniach, starając się polegać na oświadczeniach wczesnych pisarzy chrześcijańskich, które zawierają słowa nawiązujące do tego, czego się obecnie uczą. Ale pytanie brzmi, czy wypowiedzi te, jeśli są wyrażane w sposób kontrowersyjny, są postrzegane z perspektywy wierzeń pierwszych chrześcijan, czy z perspektywy interpretacji, która pojawiła się wieki później, podjętej przez kierownictwo Badaczy Biblii i Świadków Jehowy. To znaczy, czy podajemy te słowa, wyjęte z kontekstu, co oznacza, że nie zostały im dane przez ówczesnych wierzących chrześcijan. Rozważ dwa takie przykłady pism wczesnochrześcijańskich, które można znaleźć w Strażnicy. Pierwszy przykład odnosi się do „oświadczenia wiary chrześcijańskiej” zawartego w księdze 16 krótkich rozdziałów znanych jako Didache lub Doktryna Dwunastu Apostołów. Niektórzy historycy datują to około 100 roku naszej ery. Jego autor jest nieznany. Zobaczmy, jakie słowo przemawia za nauką Towarzystwa:

Didache wyjaśnia, co powinni wiedzieć ludzie pragnący zostać chrześcijanami. (…) W rozdziale 10 tego dzieła znajdujemy następujące wyznanie wiary, ułożone w formie modlitwy:

„Dziękuję Ci, Ojcze Święty, za święte Imię Twoje, które z woli Twojej zamieszkało w sercach naszych, i za poznanie i za wiarę i za nieśmiertelność, które objawiłeś nam przez Jezusa, sługę Twego, Tobie chwała na wieki! Ty, Panie wszechmogący, stworzyłeś wszystko dla Imienia Twego (…). Nam zaś dałeś w swej łaskawości duchowy pokarm i napój i życie wieczne przez Jezusa, sługę Twego”. (Strażnica, 1.2.1992, str 19,20)

Kiedy interpretujemy termin „nieśmiertelność” z punktu widzenia nauczania Świadków Jehowy, myślimy, że powyższy cytat naprawdę odnosi się do konkretnej klasy chrześcijan, którzy otrzymują coś, co jest niedostępne dla innych wierzących. Artykuł „Dar nieśmiertelności” stwierdza:

Ale nie tylko Jezus miał otrzymać dar nieśmiertelności. Takiego samego zmartwychwstania jak on dostępują chrześcijanie namaszczeni duchem świętym, wybrani do królowania w chwale niebiańskiej (Rzymian 6:5). Apostoł Jan wskazał, że jest ich 144 000 (Objawienie 14:1). Oni także otrzymują nieśmiertelność. (Strażnica, 1.10.2006, str 5,6)

Jeśli przyjmiemy tę interpretację, to z tej perspektywy odniosłoby się wrażenie, że zgodnie ze stwierdzeniem Didache wszyscy pierwsi chrześcijanie, mając nadzieję na nieśmiertelność, utożsamiali się z tymi, którzy będą z nim panować w niebie. Jednak termin „nieśmiertelność” jest niewłaściwie używany, ponieważ nie zawiera innego terminu niż życie wieczne. Mianowicie, tak jak termin „nieśmiertelność” ma swoje słowo „śmierć”, tak samo słowo „życie wieczne” ma słowo „życie”. Są to dwa terminy, które opisują to samo na dwa różne sposoby. Dlatego Tacjan twierdził, że lud Adama „utracił nieśmiertelność” i że wszyscy chrześcijanie tęsknią za tym, co oznacza, że Tatian zrównał życie wieczne z nieśmiertelnością.

Jezus powiedział kiedyś: „Kto wierzy, nigdy nie umrze” (Ja 11:26). To oświadczenie dało nadzieję wszystkim chrześcijanom, nie tylko jednostkom, że nigdy nie umrą, to znaczy, że nigdy więcej nie będą śmiertelni, lub że śmierć nad nimi nie panuje, ponieważ wszyscy mieliby nieograniczony dostęp do „drzewa życia” (Obj. 2:7; 22:14). Aby podkreślić, że śmierć zostanie na zawsze pokonana, termin „nieśmiertelność” jest właściwym słowem dla takiej myśli. Ponieważ „śmierć” jest także „kresem” życia, sposób wyrazu i różne terminy mogą opisać coś przeciwnego do życia. Zatem termin „życie bez śmierci” ma takie samo znaczenie, jak wyrażenie „życie bez kresu”. Co ciekawe, ten drugi termin jest często używany w wydaniach drukowanych Strażnicy. Np. aby opisać życie wieczne (nieskończone) na ziemi, możemy przeczytać:

„Dzięki nadzorowanemu przez pomazańców dziełu głoszenia o Królestwie oraz czynienia uczniów, obecnie już ponad sześć milionów ludzi cieszy się nadzieją na bezkresne życie na naszej planecie.” (Strażnica, 15.1.2004, str 13, par 15)

JEHOWA udostępnił nam coś, czego nie może zaoferować nikt inny. Coś niezwykle cennego i wspaniałego, czego nie można ani kupić, ani sobie na to zasłużyć. Chodzi o dar życia wiecznego — dla większości z nas na rajskiej ziemi (Jana 3:16). Jakże cudowne będzie to życie! Przeminie wszystko, co dzisiaj przysparza tylu cierpień — konflikty zbrojne, przemoc, ubóstwo, przestępczość, choroby, a nawet śmierć. Pod panowaniem Królestwa Bożego ludzie będą się cieszyć absolutnym pokojem i jednością. Wszyscy tęsknie wyglądamy tego raju! (Strażnica 1.2.2006, str 17, par 1)

Strażnica unika używania słowa „nieśmiertelność” w odniesieniu do Adama i ludzi, którzy otrzymają życie wieczne i będą żyć na ziemi, mimo że termin ten ma takie samo znaczenie jak „bezkresne”. Używa terminu „nieśmiertelny” tylko dla tych, którzy w ich nauczaniu pójdą do nieba, aby podnieść ich nagrodę na wyższy poziom. Jednak używając terminu bezkresne, nieświadomie potwierdza, że pojęcia życia nieśmiertelnego i wiecznego, odnosząc się do człowieka, są jednym i tym samym (1 Kor 15:53,54; Jana 3:16).

Innym przykładem, który można uznać za potwierdzenie interpretacji Strażnicy, jest zapis Klemensa Rzymskiego, w którym używa również wyrażeń, które na pierwszy rzut oka są podobne do terminów używanych w ich publikacjach:

Kolejnym autorem wczesnych prac dotyczących chrystianizmu był Klemens, uważany za „biskupa” Rzymu. Zakłada się, iż zmarł około roku 100 n.e. W przypisywanych mu dziełach nie ma wzmianek o Trójcy — ani bezpośrednich, ani pośrednich. W Pierwszym liście Klemensa do Koryntian czytamy między innymi:

„Apostołowie głosili nam Ewangelię, którą otrzymali od Jezusa Chrystusa, a Jezus Chrystus został posłany przez Ojca. Chrystus przychodzi zatem od Boga, Apostołowie zaś od Chrystusa”.

„Niechaj Bóg, który wszystko widzi, który jest Władcą duchów i Panem wszelkich istot żyjących, On, który wybrał sobie Pana Jezusa Chrystusa, a w Nim nas za lud będący Jego szczególną własnością, niechaj zatem każdej duszy wzywającej Jego świętego i pełnego majestatu Imienia da Bóg wiarę, bojaźń, pokój, wytrwałość i cierpliwość”.

Wykazując, że Bóg i Chrystus to dwie oddzielne osoby, zajmujące różne pozycje, Klemens napisał:

„W nieustannym błaganiu i modlitwie prosimy teraz Stwórcę wszechświata, aby raczył nienaruszoną liczbę wybranych zachować na całej ziemi przez swego umiłowanego Syna Jezusa Chrystusa (…). Otworzyłeś oczy serca naszego, abyśmy poznali Ciebie, Jedynego Najwyższego na wyżynach niebieskich (…). Jedyny Dobroczyńco duchów i Boże wszelkich istot ziemskich”. (Strażnica, 1.2.1992, str 20)

Klemens był współczesny apostołom i zmarł w tym samym czasie, co apostoł Jan. Odwołuje się w swoim liście do „szczególnego ludu” i „dokładnej liczby wybranych”. Wiemy, że wiara Świadków Jehowy utożsamia wyjątkowy, to znaczy nowy lud „Izraela Bożego” tylko z liczbą 144 000. Jednak w głębszych studiach Biblii i wczesnej historii chrześcijaństwa widzieliśmy już, że Klemens, terminem „szczególny lud”, oznaczał wielką liczbę chrześcijan, których nikt nie był w stanie wymienić w tym czasie, ponieważ w tym czasie był w stanie dowiedzieć się około 144 000 dzięki „Objawieniu” Jana. wtedy prawdopodobnie pomyślał o nich, gdy wspomniał o „dokładnej liczbie wybranych”. Ponieważ chrześcijaństwo rosło w szybkim tempie na całym świecie, a ich liczba była znacznie wyższa niż powyżej, wszyscy mogli zrozumieć, że liczba 144000 została wykorzystana tylko jako specjalna część tych, którzy zostali „wybrani” z tego ogromnego tłumu chrześcijan , wśród których wierzący żydowscy najprawdopodobniej mieli pewną przewagę w uzupełnianiu tej liczby. W tym momencie nikt nie wspomniał o tym, czy tę liczbę można było zebrać. Jednak wszyscy chrześcijanie tamtych czasów obchodzili Wieczerzę Pańską i mieli swój udział w przyjmowaniu symboli na cotygodniowych spotkaniach, co wskazuje, że te okazje nie były używane do odróżnienia niebiańskiej klasy od ziemskiej lub 144 000 członków od innych chrześcijan. Ponadto, nie ma wzmianki o chrześcijanach, którzy dzielili się na tej podstawie, i że niektórzy twierdzili, że zostali wybrani między władców Jezusa.

Strona 4 z 5

Błędy w zrozumieniu

Powstaje logiczne pytanie: dlaczego współcześni chrześcijanie związani ze zgromadzeniem Świadków Jehowy z łatwością przyjęli pragnienie i nadzieję, że pójdą do nieba, jeśli jeszcze nie rozumieją szczegółów ziemskich rzeczy? Czy Święty Duch Boży uniemożliwił Russellowi i „Badaczom Biblii” poznanie i zrozumienie wszystkich rzeczy związanych z „królestwem nieba”, „trzodą”, „innymi owcami” i „wielkim tłumem” oraz zmartwychwstaniem ciała i darem nieśmiertelności? Duch Boży z pewnością nie działałby w kierunku fałszywego lub niepełnego zrozumienia, które mogłoby wprowadzić w błąd, ani też nie mógłby nikogo zmusić do stłumienia jakiegokolwiek pragnienia ziemskiego życia, ponieważ byłoby to sprzeczne z Jego planem. Co zatem stworzyło tę przeszkodę dla prawidłowego zrozumienia?

Problem oczywiście nie polega na sposobie, w jaki Bóg wyjawia swój plan, ale raczej na tym, że przy rozważaniu pism chrześcijańskich powstało fałszywe wrażenie „nadziei” pielęgnowanej przez pierwszych chrześcijan. Z tego można wywnioskować, że interpretacja „nadziei” pielęgnowanej przez „Badaczy Biblii” nie była owocem dokładnego zrozumienia, ponieważ była pod wpływem błędnego przekonania, które jako takie rozwinęło się we wczesnej historii chrześcijaństwa, kiedy biblijne pojęcia i słowa tłumaczyli w języku filozofii greckiej i platońskiej, a nie pierwotnej hebrajskiej, tak jak wiele kościołów chrześcijańskich nadal twierdzi, że wszyscy dobrzy ludzie idą do nieba. „Świadkowie Jehowy” z czasem ograniczyli liczbę osób idących do nieba do 144000. Ponieważ nie rozumieli niektórych rzeczy związanych z „nową ziemią”, nie mogli zrozumieć nawet tego, co Biblia mówi o „nowym niebie”.

To, co było przyjęte do 1935 r. w sprawie pójścia do nieba, nie uległo zasadniczej zmianie w interpretacji, dlatego dzisiaj mamy oficjalną interpretację, która wydaje się uzasadniona. Wielu z nas, którzy nie mogą tego jasno zrozumieć, po prostu akceptuje taką interpretację, podczas gdy inni cierpliwie czekają, aż same wydarzenia wyjaśnią tę część Bożego planu. Inni, jak ja, idą dalej i badają Biblię, która kryje w sobie rzeczywistą prawdę. Są biblijne słowa, które należy zharmonizować, ponieważ niektóre z nich mówią o zmartwychwstaniu, niebiańskiej nagrodzie, odejściu do Pana, a inne mówią o przyjściu Jezusa i spotkaniu go nie w niewidzialnym niebie, ale w „powietrzu”, czyli w obszarze przestworza ziemi. Warto więc zastanowić się i przekonać się, czy pójście do nieba ma sens, gdy wiemy, że Jezus przyjdzie na ziemię, gdzie zasiądzie na swoim ziemskim tronie. Trzeba zobaczyć, kim jest naród wybrany i czy powinni wykonywać swoją posługę w niebie samotnie z Bogiem, czy też będą wykonywać tę posługę na ziemi, czy w świętym miejscu, które jest bezpośrednio związane z niebem. Czy „miejsca niebiańskie” – to określenie odnoszące się do miejsc w niebie, czy też ludzie są wybierani tylko w związku z tym bezpośrednio z teokratycznym rządem Boga, który ma powstać na ziemi zamiast dzisiejszych ustaleń teokratycznych? W późniejszych rozważaniach zobaczymy, że niektórzy ludzie w przenośnym sensie byli w niebie i siedzieli na tronie nieba, nie opuszczając ziemi. Dlatego apostołowie rozumieli Jezusa, aby przywrócić teokratyczne panowanie na ziemi, według którego królestwo niebieskie będzie na ziemi, a ziemia w składzie nieba. Królowie Izraela, zasiadający na tronie Bożym, należeli do klasy niebios, przez którą Bóg sprawował władzę z nieba (2 Ks. 9: 8). Czy takie teokratyczne panowanie człowieka na ziemi może okazać się złe, gdy wiemy, że Bóg nawet udzielił swemu ludowi Izraela błogosławieństwa w postaci szczęścia, pokoju i dobrobytu? (patrz 5 Moj 28:1-14; 30:19). Jeśli osoba w ciele może z powodzeniem reprezentować autorytet Boga, nie musi iść do nieba, aby odnieść sukces jako władca.

Kiedy Biblia wspomina o „trzecim niebie”, prawdopodobnie są to pierwsze i drugie niebiosa (2 Kor 12:2-4). W jakim niebie będzie prowadzić swoje rządy klasa niebieska lub namiestników, jeśli nie będzie miało dostępu do samego nieba? Kto zastąpi szatana i złych duchowych aniołów, którzy rządzą z nieba, a kto zastąpi złe światowe autorytety rządzące na ziemi? Gdzie władcy Jezusa będą wykonywać swoją posługę dla dobra ludzkości?

Wszystkie te pytania i wiele innych można pogodzić z Biblią, tak aby wszystkie interpretacje, które do tej pory doprowadziły do złej interpretacji czytelników Biblii, zostały obalone. Większość Biblii dotyczy rzeczy, które należy robić na ziemi zgodnie z Bożym planem i obietnicami, które On złożył Sługom. Niebiańskie rzeczy są z tym nierozerwalnie związane. Nie można zrozumieć jednego bez drugiego. Jeśli te wspólnoty chrześcijańskie stopniowo odrzuciły niektóre błędne nauki i nadal zachowały inne złe nauki, które powstały w całej historii chrześcijaństwa, wówczas nie byłyby nawet w stanie zrozumieć niektórych podstawowych pojęć używanych przez pierwszych chrześcijan, więc zrozumiałe jest, że wśród nich powstały nowe, fałszywe nauki i oczekiwania.

Strona 5 z 5

Rzeczy niebiańskie

Jezus Chrystus skierował swoje zwiastowanie Bożego „królestwa niebieskiego” na rzeczy ziemskie i dlatego powiedział do Nikodema:

„Jeśli o ziemskich rzeczach wam powiedziałem a nie wierzycie, jak uwierzycie jeśli powiem wam o niebiańskich?” (Ja 3:12)

 Tylko Jezus mógł zrozumieć i mówić o rzeczach niebieskich. Dlaczego? Ponieważ był jedynym, który w pełni zrozumiał Boży plan, który Bóg mu objawił, kiedy go powołał. Najpierw został powołany przez Boga, który zawarł z nim przymierze dla królestwa, co zostało potwierdzone jego chrztem (Mat. 3:16; 10:40). Ale uzyskał pełny wgląd w sprawy niebiańskie, gdy po chrzcie natychmiast udał się do pewnego miejsca, w którym mógł doświadczyć doświadczenia niebiańskiego i zobaczyć swoją rolę w tworzeniu królestwa Bożego w przyszłości. Więc mógł powiedzieć:

„I nikt nie wstąpił do nieba, jeśli nie ten z nieba który zstąpił, syn człowieka” (Ja 3:13).

Jezus używa tutaj alegorycznego znaczenia słowa „niebo”, ponieważ faktem jest, że (przed tą rozmową) dosłownie nie wstąpił do nieba, więc nawet nie zszedł w dosłowny sposób. Opowiada Nikodemowi o czymś, co już się wydarzyło, gdy Syn Człowieczy „wstąpił do nieba”, a następnie „zstąpił” i przyniósł ludziom słowo Boże. W tym stwierdzeniu powinniśmy zauważyć, że najpierw mówi o swoim wstąpieniu do nieba jako o swoim duchowym doświadczeniu z Bogiem w niedawnej przeszłości, a następnie o jego prawdziwym wyniesieniu w przyszłości, gdy Syn Człowieczy „musi być podniesiony” (Ja 3:14) ). Później powiedział: „A kiedy ja (w niedalekiej przyszłości) zostałbym wywyższony z ziemi, pociągnę wszystko do siebie” (Ja 12:32). Wydaje się, że prawdopodobnie po chrzcie i podczas pobytu na pustyni Jezus „wstąpił do nieba” i „zstąpił z nieba”, nie będąc dosłownie w niewidzialnym niebie.

Nie wiemy, czy wstąpił do nieba „w ciele, czy z ciała”, ale był jedynym z nas, który miał to szczególne doświadczenie w niebie (2 Ko 12: 3,4). Dlatego mógł mówić o rzeczach niebieskich, które są bezpośrednio związane z rzeczami ziemskimi. Relacja stwierdza, że Jezus „był prowadzony w tchnieniu po pustkowiu czterdzieści dni” (Łuk 4:1,2). Pustynia, do której wszedł Jezus, może być obszarem pustyń Judzkich i Synajskich. To doświadczenie na pustyni przypomina nieco doświadczenie Mojżesza i proroka Eliasza na górze Synaj lub Horeb na pustyni Synaj. Mojżesz, wspinając się na górę, znalazł się w środku chmury, gdzie spotkał Boga (tj. Przedstawiciela Boga) i przebywał tam „czterdzieści dni i czterdzieści nocy” (2 Moj 24:16-18). Wiadomo, że Bóg kiedyś powołał Eliasza, aby udał się na tę górę. Eliasz przeszedł około trzystu mil, podróżując „czterdzieści dni i czterdzieści nocy” do miejsca, w którym spotkał anioła Bożego (1 Król 19:7,8). Jeden i drugi mieli doświadczenie związane z rzeczami niebiańskimi. W cytowanych relacjach widzimy związek między Jezusem, Mojżeszem i Eliaszem, którzy pojawili się razem na wysokiej górze przed trzema apostołami. Apostołowie zobaczyli, że Jezus „zmienił wtedy oblicze” (Łuk 9:28-31). Ta przemiana mówi nam, że jako istota ludzka Jezus mógł mieć doświadczenie niebieskie, w którym mógł poruszać się w przestrzeni niebiańskiej, poruszając się po wodzie (Mt 14:25). Mianowicie, chociaż był daleko na pustyni, mógł w pewnym momencie wejść do Jerozolimy, gdzie znalazł się na szczycie muru świątyni (Łk 4:9). Co ciekawe, apostoł Jan został również zabrany siłą ducha na „pustynię”, co oznacza, że miał spotkanie z aniołem, który wzniósł go z ziemi do nieba przez widzenie, nie opuszczając ziemi (Obj. 17:3). Duch wziął go w wizję, aby mógł zobaczyć z tej pozycji królestwa świata i Babilonu Wielkiego, który rządził ludzkością za ich pośrednictwem (porównaj Ezech 8:3).

Jezus nie mówił otwarcie swoim apostołom o swoim niebiańskim doświadczeniu na pustyni, ponieważ prawdopodobnie nie mogli tego natychmiast zrozumieć, ani też nie chciał od razu ogłosić na początku swojej posługi, że jest wybranym Mesjaszem. Podczas spotkania z Szatanem nie otrzymał wizji, lecz osobiście został zabrany siłą ducha do niezwykle wysokiego miejsca, skąd mógł poruszać się w przestrzeni powietrznej ziemi i zobaczyć wszystkie królestwa świata, które pokazał mu Szatan (Mt 4:8). To może wyjaśniać, jak duch Jezusa prowadził przez pustynię, być może nawet do Horeb, gdzie anioł Boży spotkał Mojżesza i Eliasza. Czas, kiedy Jezus przebywał na „pustyni”, jest związany z postem. Jezus nie jadł ani nie pił nic tak jak Mojżesz (2 Moj 34:28). Prawdopodobnie nie musiał nawet jeść jedzenia fizycznego w obecności Boga. W ciągu tych czterdziestu dni szatan nie mógł uzyskać dostępu do Jezusa. Ale kiedy zszedł ze świętego miejsca, które oznaczało region nieba, ponownie znalazł się w ziemskiej rzeczywistości i stał się głodny. Potem przychodzi Szatan i zaczyna go próbować. Co ciekawe, później Jezus mógł spotkać się z Szatanem, który go kusił i rozmawiał z nim twarzą w twarz. Oznacza to, że Szatan wykorzystał jego zdolność do poruszania się w powietrzu jak Eliasz z pomocą Ducha Bożego. W ten sposób mógł zabrać go do świętego miasta, umieścić go na szczycie ściany świątyni i zabrać na bardzo wysoką górę. Na przykład, Szatan nie mógł powiedzieć Jezusowi, aby zeskoczył ze świątyni, gdyby nie był to dosłowny budynek. Ponadto nie mógł działać na umysł Jezusa, używając iluzji i wizji. To prawdziwe wydarzenie pokazuje, że Jezus, spotykając się z aniołami i szatanem, miał niebiańskie doświadczenie.

Fakt, że Jezus mógł poruszać się w powietrzu, nie oznacza, że musiał dosłownie „wstąpić do nieba” w swoim ciele, ponieważ w jego słowach zauważyliśmy, że powiedział, że jedynie on wstąpił do nieba, chociaż wiemy, że tak się jeszcze nie stało, więc ani nie może mieć dosłownego znaczenia. Termin „wstępujący do nieba” może oznaczać, że żaden z ludu nie został wybrany na prorockiego króla mesjańskiego, z wyjątkiem tego, który wstąpił do Boga (do nieba), tak jak „zstąpił z nieba”. Zatem również termin „zstąpił z nieba” ma takie samo znaczenie, jak wyrażenie „przyszedł od Boga” użyte przez Nikodema przy tej okazji, gdy powiedział do niego: „Nauczycielu, wiemy, że jesteś nauczycielem, który przyszedł od Boga” (Ja 3:2) , Jezus użył terminu „zstąpił z nieba” zamiast „przyjść od Boga”, ponieważ „każdy dobry dar i każdy doskonały dar pochodzi z góry, ponieważ pochodzi od Ojca” (Jan 1:17). Aby dar mógł zejść od Boga, nie trzeba być w niebie ani dosłownie zejść z nieba. Jezus jest tym niebiańskim darem, który Bóg dał ludziom. Był jedynym z ludu, którego Bóg potrzebował, aby wznieść i wywyższyć ponad wszystkich ludzkich władców siedzących na niebie lub na stanowiskach rządzących. Musiał więc zdobyć wiedzę o niebiańskich rzeczach związaną z jego mesjańską rolą. Możliwe, że góra Horeb lub inna góra była miejscem, w którym Jezus „wstąpił do nieba” w tym sensie. Tam otrzymał wgląd w rzeczy niebiańskie i zadanie od Boga, tak jak Mojżesz i Eliasz (2 Moj 34:2,29-34; 1Król 19:8-10,14-17). Na Horebie na pustyni Synaj Bóg zawarł przymierze z Izraelem i dlatego jest możliwe, że w tym samym miejscu, jak Jezus mówi do apostołów, „mój Ojciec zawarł przymierze ze mną dla królestwa” (5 Moj 5:2; Łk 22:29). Mojżesz i Eliasz wspięli się na górę Horeb (Synaj), która reprezentowała święte miejsce lub „niebo”. Rozmawiali tam z Bogiem. Możliwe, że ta góra ma związek ze znaczeniem snu, który miał patriarcha Jakub, w którym widział „drzwi niebios” (1 Moj 28:12,17; Ja 1:51). Oczywiście Jezus mógł wtedy wejść przez te „niebiańskie drzwi” swoim umysłem i wglądem w rzeczywistość nieba. Później apostoł Paweł powiedział o swoim podobnym niebiańskim doświadczeniu: „Znam człowieka w pomazańcu (..), czy to w organizmie nie wiem, czy to poza organizmem nie wiem, Bóg wie, taki został porwany aż do trzeciego nieba” (2 Kor 12:2). Strażnica z 15 października 2004 r. (Str. 8) stwierdza, że „trzecie niebo” stanowi duchowy raj przywróconego zboru chrześcijańskiego, do którego należą tylko Świadkowie Jehowy. Twierdzenie to wynika z założenia, że wraz z liczbą „trzy” Paweł chciał nadać wizji wysublimowane znaczenie duchowe. Jednak Paweł nie wspomina o liczbie „trzy” w malowniczej formie, ponieważ wyrażenie „trzecie niebo” wskazuje na porządek, to znaczy na niebo, które przychodzi po pierwszym i drugim niebie (zobacz, jak wspomniano o takich liczbach w Ew. Jana 10:16; Objawienie 4:7; 6:5; 8:10; 11:14; 14:9; 16:4).

Paweł prawdopodobnie nie został zabrany do nieba w taki sam sposób jak Jezus. Wspomina, że w Jerozolimie był w stanie transu podczas modlitwy w świątyni (Dz 22:17,18). W ten sposób „wstąpił do nieba” i uzyskał wgląd w rzeczy niebiańskie. Miał niebiańskie doświadczenie, nie po to, aby duch Boży świadczył o tym, żeby kierował swoje myśli i pragnienia na życie w niebie, ale by mieć wgląd w niebiańskie rzeczywistości i zadania na ziemi związane z niebem. Dlatego po tym doświadczeniu nie zaczął tłumaczyć chrześcijanom, co czeka ich w niebie, ponieważ nawet nie wierzył w życie w niebie.

Kiedy widzi się różnicę w doświadczaniu ducha świętego między pierwszymi chrześcijanami a dniem dzisiejszym, musimy zadać sobie pytanie, jakie doświadczenie duchowe mają ci, którzy twierdzą, że otrzymali wiedzę o ich szczególnej pozycji do życia w niebie? Czy ich doświadczenie obejmowało stan transu lub otwarcie nieba, aby uświadomić sobie, że zostali wybrani i wyznaczeni na Niebiańskich Króli i Kapłanów? Sami mówią, że tak nie było, więc ich doświadczenie ducha nie różni się od doświadczenia innych chrześcijan. Nigdzie w Biblii nie jest powiedziane, że pierwsi chrześcijanie byli zachęcani do kierowania swoich myśli i pragnień do nieba jako przyszłego miejsca wiecznego zamieszkania. Do dziś wszyscy chrześcijanie zostali wezwani i zachęcani do „posiadania jednej nadziei” (Ef 4:4). Dla wszystkich w równym stopniu był dostępny Duch Święty i Słowo Boże, z których mogli czerpać wiedzę o swojej nadziei i obietnicy Bożej. Ale aby udowodnić, że istnieją dwie różne nadzieje, Towarzystwo twierdzi:

„Ponieważ należą do klasy mającej nadzieję ziemską i żywo interesują się sprawami ziemskimi, mogą ich bardziej ciekawić wersety dotyczące warunków, jakie w nowym świecie zapanują na ziemi; natomiast członkowie namaszczonego ostatka, którym przyświeca nadzieja niebiańska i którzy przejawiają głębokie, osobiste zainteresowanie sprawami ducha, zapewne studiują Słowo Boże bardziej pod tym kątem.” (Strażnica, 15.6.1996, str 31)

Jeśli jest to niepisana reguła, to jak pierwsi chrześcijanie, którzy czytali i rozważali pisma hebrajskie, zwracali uwagę na fragmenty, które mówią o życiu w niebie, skoro takich fragmentów w ogóle nie ma? Czytając pisma hebrajskie, pierwsi chrześcijanie mogli postrzegać siebie jedynie w ziemskim raju jako naturalne środowisko dla człowieka (Ps 115: 16). Można to odczytać ze wszystkich pism wczesnych pisarzy chrześcijańskich. Żaden z pierwszych chrześcijan nie był w stanie przekonać się do życia w niebie, ponieważ „pisma hebrajskie” zawierały tylko nadzieję o życiu ziemskim. Nie zawierają ani jednego akapitu, który mówi, że Bóg nakazał niektórym ludziom iść do nieba. Ale jeśli te cytaty znajdują się w chrześcijańskich pismach greckich, co powinni powiedzieć o tych chrześcijanach, którzy są równie zainteresowani sprawami ziemskimi i niebiańskimi? Czy to oznacza, że oboje mają nadzieję, więc nie wiedzą, co ich duch świadczy w Biblii? Jeśli nie są tego pewni, czy jest jakiś pewny sposób, aby zobaczyć się w niebie? Zobaczmy, co mówi Społeczność:

„Zrodzeni z ducha chcą iść do nieba nie dlatego, że obecnie na ziemi zmagają się z trudnościami (Hioba 14:1). To duch Jehowy wzbudza w prawdziwych pomazańcach nadzieję i pragnienie obce ogółowi. (..) Mają tak silną nadzieję niebiańską, że chętnie poświęcają dla niej wszelkie ziemskie perspektywy i więzi. (Strażnica, 15.2.1998, str 14,15, par 12) 

Jeśli to prawda, pierwsi chrześcijanie musieli to poczuć. Ale w dziele Didache, o którym sądzono, że powstało pod koniec pierwszego lub na początku drugiego wieku, istnieją apostolskie instrukcje dotyczące życia i wiary chrześcijan. W rozdziale III, paragrafie 7 znajduje się stwierdzenie pokazujące, na co liczyli – życie w niebie czy życie na ziemi. Tam jest napisane:

„Lecz bądź łagodny skoro łagodni odziedziczą ziemię” (Didache 3:7)

Jest to zasadniczo wypowiedź Jezusa Chrystusa z jego kazania, które wygłosił na Górze Oliwnej (Mt 5:5). W tym streszczeniu nie ma wzmianki o pragnieniach i aspiracjach do życia w niebie, to znaczy o pragnieniach, które nie są wspólne dla zwykłych ludzi. Kilkadziesiąt lat później chrześcijanie nadal dążyli do życia wiecznego na ziemi. Następnie Klemens Rzymski pod koniec I wieku w liście do Koryntian mówi:

„Bądźmy życzliwi wobec siebie według współczucia i słodyczy tego który nas stworzył, bo jest napisane: ‘łagodni będą zamieszkiwać ziemię i nienaganni pozostaną na niej’” (14:3,4; przekład własny tłumacza)

 Takie stwierdzenia wskazują tylko, że apostołowie i chrześcijanie w pierwszych dwóch wiekach nadal żywili nadzieję i pragnienie odziedziczenia ziemi, a nie nieba. Jedynym pragnieniem, do którego skierował ich Jezus i jego apostołowie, jest dążenie do odnowienia życia na ziemi. Wczesne zapisy chrześcijańskie nie wspominają o tym, czego nauczają dzisiejsze wspólnoty chrześcijańskie, w tym Świadkowie Jehowy, którzy pomimo tych i innych jasnych dowodów nadal twierdzą, że pierwsi chrześcijanie pierwsi wypełniali miejsca w niebie zgodnie z ich nadzieją. Ponadto nic nie dowodzi, że we Wspólnocie są ludzie (rzekomo namaszczeni), którzy przy pomocy ducha świętego kierują swoje myśli na rzeczy należące do nieba, podczas gdy wszyscy inni koncentrują swoje myśli na rzeczach należących do ziemi. Takie wskazówki nie pochodzą od ducha Bożego, ale od ludzi (ciała kierowniczego) i ich punktu widzenia przedstawionego im w tym świetle. Biblia zachęca wszystkich chrześcijan, aby koncentrowali swoje myśli na sprawach niebiańskich, a nie na sprawach ziemskich (Kol 3:1,2). Ci, których „myśli są skierowane na rzeczy na ziemi”, Biblia nazywa „wrogami pala męki Chrystusa” (Flp 3:18,19). Jezus powiedział, że nasze „serce” powinno znajdować się w „niebie” (Mt 6, 20,21). Serce związane jest z naszymi najgłębszymi myślami i uczuciami, naszą wiarą i nadzieją. Jeśli wszyscy chrześcijanie muszą skierować swoje myśli ku niebu i niebiańskim sprawom, możemy swobodnie z chrześcijańskim słownikiem powiedzieć, że wspólna nadzieja wszystkich chrześcijan jest niebiańska, a nie ziemska. Zasadniczo nadzieja niebiańska, czyli nadzieja dana nam przez Boga z nieba, wiąże się z nadzieją na życie na ziemi. Przed wprowadzeniem swojej doktryny wiodący członkowie Towarzystwa musieli zbadać, czy apostołowie mówili o pójściu do nieba, czy też o niebiańskim usługiwaniu w związku z rolą, jaką klasa niebiańska odegra na ziemi. Innymi słowy, wszystko, co związane jest z „niebem”, może być powiązane z ziemskim porządkiem „królestwa niebieskiego”, którego oczekiwali na ziemi.

Łatwo jest wywnioskować, że wcześni „Badacze Biblii” dopiero zdobyli wgląd w Słowo Boże, więc błędy były uzasadnione. Trudno było im zbadać każdy temat, o którym mówi Biblia. Musieli zrozumieć wszystko, co zostało powiedziane o rzeczach ziemskich, aby odnosić się do wszystkich rzeczy niebieskich. Ale łatwo interpretowali niektóre rzeczy niebieskie, tak że nadali niektórym ziemskim dosłowne znaczenie niebiańskie bez wglądu w ich tło. W innym czasie źle podają inne rzeczy, co również prowadzi do dalszych błędów. Takie błędy są również powszechne wśród Świadków Jehowy. W książce „Prowadzenie rozmów””, str 106,107  postawiono pytanie:

„Czy Świadkowie Jehowy nigdy się nie mylili w swoich naukach?”

Potem była odpowiedź:

„Świadkowie Jehowy nie mówią, że są natchnionymi prorokami. Popełniają błędy. Tak jak apostołowie Jezusa Chrystusa niekiedy żywią błędne oczekiwania (Łuk. 19:11; Dzieje 1:6). (..) Zmiany punktu widzenia, których trzeba było dokonać w pewnych sprawach, były stosunkowo nieznaczne w porównaniu z dostrzeżonymi i publicznie ogłoszonymi przez nich żywotnymi* prawdami biblijnymi.” (Edycja 1991)

 To, co do tej pory zostało poprawione, jest naprawdę stosunkowo nieistotne w porównaniu do kluczowych nauk biblijnych, ale to, co powinno zostać poprawione, jest tak ważne i znaczące, że można mówić o zmianach nawet niektórych kluczowych nauk* dotyczących Jezusa Chrystusa, Jego przyjścia i Jego obecności, królestwa Bożego, ludu Bożego, klasy niebieskiej, 144000, obchody uroczystości, zmartwychwstanie, Boży dzień sądu, a nawet niektóre rzeczy i sprawy organizacyjne, które należy dostosować do sposobu funkcjonowania pierwszego zgromadzenia chrześcijańskiego. Ponieważ zaakceptowaliśmy wiele rzeczy, które zostały źle zrozumiane, jako jasno zrozumianą prawdę, którą publicznie ujawniliśmy innym, naprawdę trudno będzie zmienić to wszystko na raz. Niektóre zmiany dotkną szczególnie osoby, które nadal mylnie mają nadzieję żyć w niebie jako współwładcy Jezusa lub mogą odczuć ulgę.

(* W polskiej edycji książki „Prowadzenie rozmów” nie ma słowa ‘kluczowe’, ale ‘żywotne’, zmienione w nowszym wydaniu na ‘doniosłe’ – przypis tłumacza)

Ponieważ podstawa, na której pierwsi Badacze Biblii interpretowali powyższe tematy była błędna, a opierała się i jedynie poprawiała istniejące zrozumienie, okazało się, że prawdopodobnie cała konstrukcja musi zostać zburzona, która jako taka nie może już przetrwać, ponieważ nadszedł czas, aby wyraźnie zobaczyć prawdziwą teokratyczną strukturę ludu Bożego, który przetrwa wielki ucisk i utworzy „nowe niebo i nową ziemię”. Po dokładnym rozważeniu, które następuje, okaże się, że Biblia zawiera wiele argumentów, które pokazują, że:

Większość pierwszych chrześcijan należała do klasy ziemskiej – klasy ludu – który miał nadzieję na życie wieczne na ziemi w nowym porządku prawym pod królestwem Bożym, podczas gdy wśród nich byli nadzorcy jako szafarze w roli klasy niebieskiej, którzy przez swoją posługę uzyskali warunki do ziemskiej administracji Bożej królestwa, aby mogli wybrać spośród nich dokładną liczbę gubernatorów, którzy będą wykonywać swą posługę na ziemi w obecności ludzi, a nie w niewidzialnych niebiosach.

Wraz z tym faktem zmienia się wiele z tego, co do tej pory uważaliśmy i przyjęliśmy za coś zrobionego. Dlatego konieczne było dokładne zbadanie i dostosowanie mojego pierwotnego zrozumienia do wszystkiego, co jest związane z tą realizacją. Właśnie dlatego większość nowych „interpretacji” opisanych w tej książce pojawiła się po tym, jak „obaliłem to, co było skomplikowane”, niewłaściwymi poglądami na temat nadziei i poznania pielęgnowanych przez pierwszych chrześcijan (Tak 5:16).

Część 3

Strona 1 z 5

NADZIEJA PIERWSZYCH CHRZEŚCIJAN

Pytania: Jaką nadzieję Bóg dał swoim prorokom? Jaką nadzieję Jezus zaszczepił swoim uczniom? Czy zaszczepił im nadzieję o życiu niebiańskim czy ziemskim? W co wierzyli apostołowie i jaką nadzieję wzbudzili w pierwszych chrześcijanach? Jaką nadzieję chrześcijanie mogą potwierdzić na podstawie Biblii? Co dla pierwszych chrześcijan znaczyło panowanie z Chrystusem? Czy wszyscy spodziewali się zasiąść na tronie? Czy życie wieczne różni się od życia nieśmiertelnego?

„..postępować godnie powołania, którym zostaliście powołani

tak jak i zostaliście wezwani w jednej nadziei waszego powołania

(Efezjan 4:1,4)

W książce „Duch święty” na s. 127. Czołowi członkowie Strażnicy pytają:

„Czy apostołowie i inni pisarze chrześcijańscy zaszczepili ochrzczonym wierzącym nadzieję ziemską – nadzieję, że staną się dziećmi Ojca Przedwiecznego, Jezusa Chrystusa i będą żyć wiecznie na Rajskiej Ziemi?” 

Ich odpowiedź brzmi:

„Nie! [tym], których głosili i pisali, pośredniczyli w nadziei, którą mieli wszyscy, którzy stali się dziećmi Bożymi, synami Jehowy. W natchnionych pismach chrześcijańskich żywi uczniowie mają zagwarantowane, że zostali powołani do Królestwa Niebieskiego i że mogą mieć nadzieję, że zostaną współdziedzicami z Jezusem Chrystusem w niebie. Tylko ta nadzieja jest im przekazywana. Nie mieli co do tego wątpliwości.

Czy to roszczenie może być prawidłowe? Jest to częściowo poprawne, ponieważ wskazuje, że wszyscy pierwsi chrześcijanie przez chrzest w Duchu Świętym stali się dziećmi Bożymi. Prawdą jest również, że mieli nadzieję być współdziedzicami Chrystusa. Jednak bycie „współdziedzicem” nie oznaczało wtedy życia w niebie i bycia władcą w Królestwie, lecz otrzymywania życia wiecznego i dziedziczenia z Chrystusem Królestwa Bożego na ziemi, które Bóg przygotował dla niego i wszystkich jego wyznawców. Jezus wiele mówił swoim uczniom o tym królestwie i swoim przyjściu na ziemię, a jeden człowiek zapytał go: „Co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne”, odnosząc się do życia tutaj na ziemi (Mt 19:16).

Powyższy artykuł nie pyta, jaką nadzieję Jezus dał uczniom, ale jaką nadzieję apostołowie przekazali uczniom, którzy wówczas żyli. Czy apostołowie mogliby przekazywać inną nadzieję niż ta, w której pośredniczy Jezus? W przeszłości mogliśmy dojść do wniosku, że apostołowie i inni pisarze chrześcijańscy w pierwszych dwóch stuleciach nie wspominali o niebie jako o wiecznym przeznaczeniu pierwszych chrześcijan. Dobra nowina, którą Jezus głosił Żydom, opierała się na hebrajskich pismach świętych opisujących „nadzieję”, którą kultywowali słudzy Boży na przestrzeni dziejów. Dobra nowina mówi zatem o błogosławieństwach, jakie królestwo Boże przyniesie ludziom na ziemi. Pamiętając o tym, że wszyscy bogobojni ludzie oczekiwali przyjścia na ziemię  Królestwa Bożego, chrześcijanie powinni skierować swoje myśli i pragnienia w tym kierunku – nie na rzeczy ziemskie (przemijające i puste), ale na rzeczy ziemskie w związku z niebem, które uważa się za niebiańskie rzeczy. Szukali ich, mówiąc: „Niech przyjdzie królestwo twoje. Niech się stanie wola twoja jak w niebie tak i na ziemi” (Mt 6:10). Właśnie dlatego dobra nowina od samego początku mówiła o „królestwie niebieskim”, ale nie jako niewidzialnym obszarze nieba, ale jako błogosławieństwo z nieba dla wszystkich posłusznych i bogobojnych ludzi. Zasadniczo jest to „ludzkie królestwo”, które będzie rządzone przez Boga za pośrednictwem najważniejszego człowieka – Jezusa Chrystusa. Biblia nie mówi, że Jezus będzie wtedy obecny niewidzialnie przez pośrednika, ale mówi, że Bóg zamieszka ze Swoim ludem i będzie z nimi przez widzialny namiot (porządek teokratyczny), co oznacza, że będzie obecny na ziemi przez Jezusa Chrystusa, który nim będzie rządził. Jezus będzie wtedy z tymi, którzy odziedziczą ziemię, więc nie muszą iść do nieba, aby być spadkobiercami Jezusa, ani też nie muszą iść do nieba, aby jacyś z wybranych byli współwładcami Jezusa (Mat. 5:3,5; Da 4:17 ; Obj 21:3).

Pierwsi chrześcijanie nie byli świadomi dwóch różnych „nadziei” – nadziei na życie w niebie i nadziei na życie na ziemi. Apostoł Paweł wskazuje, że istnieje tylko „jedna nadzieja” (Ef 4:4). Nigdy nie mówił o żadnej innej nadziei. Nie ma dwóch nadziei, ale są dwie różne nagrody związane z rolą przeznaczoną dla chrześcijan. Jedną rolą jest bycie uczniem Chrystusa, a zatem „sługą”, aby uzyska warunki do życia wiecznego na „nowej ziemi”, a drugą być „sługą” Chrystusa i „zarządcą”, aby spełnić warunki uczestnictwa w zarządzaniu „nowym niebem”. W związku z tym nie możemy mówić o dwóch nadziejach, ale możemy mówić o dwóch rodzajach obowiązków i nagród odpowiadających usługom wykonywanym przez dwie różne grupy chrześcijan w zborze. Chodzi o służbę „szafarza” i posługę „sług” (Mt 24,45-47; Łukasza 12: 42-44). Obie grupy miały jedną nadzieję, nadzieję na życie wieczne na rajskiej Ziemi.

Strona 2 z 5

Życie na ziemi czy w niebie?

Jaką nadzieję mieli uczniowie Jezusa w pierwszym wieku? W Strażnicy z 15 października 2000 r. na str.20 pisze następująco:

„Kto przystępuje do Boga, musi wierzyć, że on istnieje i że nagradza tych, którzy go pilnie szukają” (Hebrajczyków 11:6).

 Jezus oświadczył: „To znaczy życie wieczne: ich poznawanie ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz tego, któregoś posłał, Jezusa Chrystusa” (Jana 17:3). Zdobywanie wiedzy o Bogu i Jego zamierzeniach powiązał z nagrodą, jaką to zapewnia. (…) Wiedział, że Jehowa chce, by Jego sługom przyświecała nadzieja na życie wieczne w ziemskim raju i stanowiła dla nich wsparcie w obliczu różnych trudności, które napotykają w obecnym świecie.”

Myśl ta odbiega od powyższego stwierdzenia w książce „Duch Święty” i potwierdza, że Jezus zaszczepił swoim uczniom i innym nadzieję na „życie wieczne w ziemskim raju”. Mianowicie, gdyby Jezus dał im nadzieję życia ziemskiego, czy apostołowie mogliby coś zmienić w tej nadziei? Nie można znaleźć ani jednego oświadczenia Jezusa wzywającego swoich uczniów do nadziei na życie wieczne w niebie. Ilekroć w Biblii jest mowa o życiu wiecznym, automatycznie odnosi się ono do życia wiecznego na ziemi. Paweł mówi, że chrześcijanie mieli „nadzieję” na podstawie „pism świętych” (Rz 15:4). Jednak w pismach hebrajskich, które chrześcijanie czytają i studiują na swoich spotkaniach, nie ma wyrażenia „życia wiecznego w niebie” ani wyrażenia „życia niebiańskiego”, aby rozeznać, że jest to jakikolwiek inny kierunek związany z zamysłem Boga. Jezus dobrze znał pisma hebrajskie, w których „nadzieja” życia niebiańskiego nigdy nie była dana. Jehowa Bóg nigdy nie przewidział czegoś takiego w Swoim Słowie. Przeciwnie, zainspirował wiernego psalmistę do napisania: „…ci, którzy mają nadzieję w Jehowie, posiądą tę ziemię. (…) Cisi posiądą tę ziemię (…). Sprawiedliwi posiądą tę ziemię i będą na niej żyć wiecznie (…). Ufaj Jehowie. i strzeżcie jego drogi. On was wywyższy, a weźmiecie w posiadanie ziemię … ” (Ps 37:9,11,29,34; 115:16). To spełni Boży plan dla człowieka, któremu Bóg powiedział: „[…] napełnij ziemię i poddaj ją sobie” lub „rządź nią” (1Mo 1:28).

Rządzić ziemią oznacza rządzić jej naturalnym bogactwem, które składa się z całego świata żywego i nieożywionego. Ale obejmuje także zarządzanie społeczeństwem ludzkim od rodziny do większej społeczności, takiej jak plemię lub naród. Tak jak Bóg organizował aniołów w coraz większe grupy lub armie, nad którymi wyznaczył archaniołów, zrozumiałe jest, że nawet w idealnie uporządkowanym ludzkim społeczeństwie, miliardy ludzi powinny być zorganizowane tak, aby podlegały Bożemu przewodnictwu przez ludzi, którzy będą posiadaczami władzy nad ziemią. Czy zatem konieczne jest, aby niektórzy ludzie zostali doprowadzeni do życia w niebie, aby „stamtąd panować nad ziemią”, jak mówi Przekład Nowego Świata? (Ob 5:10, PNS). Inne tłumaczenia bardziej poprawnie tłumaczą tekst grecki, który brzmi „królować na ziemi”, a nie „nad ziemią”, ponieważ „ponad” może kojarzyć kogoś z dosłownym niebem nad planetą Ziemią. Jeśli jednak użyje się terminu „nad ziemią”, to w jego kontekście oznacza nad ziemskim społeczeństwem. (patrz 1 Moj 41:41,43).

Nigdzie w pismach hebrajskich Biblia nie rozróżnia tych, którzy będą rządzić z ziemi i tych, którzy rzekomo rządzą z nieba. Czy nie byłoby sensowniej, aby ziemski rząd był na ziemi. „Sprawiedliwi” będą „posiadać ziemię”, a nie niebo, więc można oczekiwać, że ci wybrani „sprawiedliwi” będą również rządzić ludzkim społeczeństwem z „ziemi”. W całej historii Bóg miał na ziemi ludzi, których uważał za prawych, więc nawet przedchrześcijański lud miał nadzieję, że Bóg zaangażuje ich w tworzenie „nowego nieba i nowej ziemi”. Chrześcijanie nie byli uważani za mniej godnych od tych, którzy umarli w czasach przedchrześcijańskich, aby zostali zaliczeni do „królewskiego kapłaństwa i świętego narodu”. Wiedzieli, że oni również okazali wiarę w (Boga) Jehowę i Mesjasza. Na podstawie tej wiary zostali uznani za prawych, a nawet dali przykład wszystkim chrześcijanom (Heb 11:1,2,33-40; 12:1).

Pierwsi chrześcijanie na spotkaniach mieli okazję czytać i rozważać na podstawie pism świętych (zob. 1 Kor 14:26; Ef 5:19; Kol 3:16). W niektórych proroczych wizjach mogli zobaczyć „syna człowieczego” w niebie, ale nie innych ludzi. Wiedzieli, że Jezus dosłownie nie zstąpił z nieba, ponieważ „niebo” było dla niego „obcym”, do którego czasowo poszedł (Mk 13:34; Dz 3:21). Teraz wiedzieli, że powróci na ziemię, gdzie ustanowi swoją władzę. Ci, którzy „rządziliby wraz z nimi ziemią”, mogli zobaczyć w tych proroctwach, że zastępują rządy tego świata, a nie w niebie, ale „pod całym niebem”, gdzie teraz można znaleźć ludzkie rządy (zobacz Da  7:13,17,18,22,27). Dlatego zrozumiałe jest, że apostołowie i pierwsi chrześcijanie mieli nadzieję na życie na ziemi, gdzie powstanie „nowe niebo i nowa ziemia” (Dzieje 1: 6; 2 Piotra 3:13)

Jezus poświęcił trzy i pół roku swojej służby na położenie podwalin pod stworzenie nowego „ludu”, z którym Bóg zawrze „nowe przymierze”. Mówił wszystkim o królestwie Bożym i życiu wiecznym na ziemi. W ten sposób zaszczepił swoim słuchaczom i uczniom nadzieję, która doprowadziła ich do Boga, źródła wszystkich tych obietnic. Dlatego swoją posługę poświęcił przede wszystkim głoszeniu i nauczaniu ludzi na temat „Królestwa Bożego” (Mt 19: 23, 24). Pomógł swoim słuchaczom zrozumieć, jak wiele błogosławieństw na ziemi ma być związanych z królestwem Bożym, zgodnie ze wszystkimi obietnicami Boga zawartymi w Jego Słowie. Ponieważ uczynki mówiły więcej niż słowa, Jezus dokonał cudów uzdrowienia i zmartwychwstania, które zaszczepiły we wszystkich obecnych i umocniły nadzieję na błogosławieństwa życia na ziemi, gdy nadejdzie królestwo Boże. W związku z tym apostoł Paweł pisze, że w odniesieniu do zbawienia, które nasz Pan zaczął głosić: „…poświadczone przez Boga znakami i cudami, i rozmaitymi mocami i tchnienia świętego przydziałami, według woli Boga” (Heb 2:3,4; Jana 21:25). Innymi słowy, Bóg potwierdził swoją obietnicę życia wiecznego i sposób, w jaki ludzie będą mogli je otrzymać. Wszystkie te potężne dzieła i cuda, które później mogli dokonać apostołowie Jezusa i niektórzy chrześcijanie po założeniu zboru chrześcijańskiego, nadal mogły dać pierwszym wyznawcom Jezusa nadzieję na życie na ziemi, które przyniesie im królestwo Boże.

Nowi uczniowie byli przyciągani do wiedzy o zbawieniu i życiu wiecznym w nowym świecie. Przez te cuda i potężne dzieła nie widzieli, co stanie się w niebie. Nie poinstruowano ich, aby widzieli w tym swoją rolę w niebie, ale widzieli tylko siebie i innych jako tych, którzy doświadczą wyzwolenia od grzechu i śmierci pod królestwem Bożym, na które mieli gorącą nadzieję. Jezus obiecał apostołom i innym, którzy szli za nim wiernie, że „aby przyszli (…) otrzymają [odziedziczą] życie wieczne” (Mt 19:29; Łk 18:28-30). Nawet apostołowie nie potrafili wyczuć w jego słowach, że próbuje zaszczepić w nich nadzieję na życie w niebie. Jeśli Jezus włożył tyle wysiłku w przekazywanie ludziom dobrej nowiny o swoim zbawieniu, a tym samym wpajanie im nadziei na życie wieczne na ziemi, to jak można argumentować, że apostołowie później zmienili temat dobrej nowiny. Gdyby to zrobili, tłumiliby to, że przez Jezusa nadzieja już się narodziła w ludziach. Czy można sobie wyobrazić, że nadzieja o życiu ziemskim, o której Jezus ciągle mówił, została nagle zastąpiona nadzieją życia w niebie?

Jeśli apostołowie zmienili coś w sprawie dobrej nowiny, to powinien istnieć biblijny dowód tej zmiany, ponieważ dla tak wielkiej i znaczącej zmiany w umysłach i sercach ludzi tamtych czasów trzeba było wiele wysiłku, aby udowodnić coś nowego. Jeśli taka nowa i zupełnie inna „nadzieja” dla ówczesnych chrześcijan mogłaby zostać zaakceptowana jako nadzieja oparta na Biblii, wówczas wiedza ta byłaby najbardziej reprezentowana w pismach chrześcijańskich. Przed wniebowstąpieniem Jezusa apostołowie pytali Jezusa „czy w tym czasie przywróci królestwo Izraela?” (Dz 1:6). Wierzyli, że jego królestwo będzie na ziemi. Jeśli później zmienili zdanie, musieli przyznać, że się mylili. Następnie musieli udowodnić chrześcijanom we wszystkich zborach z Pisma Świętego, że mimo wszystko powinni zastąpić swoją nadzieję o życiu ziemskim nową nadzieją o życiu niebiańskim. Powinni byli wyjaśnić wszystkim, w jaki sposób Bóg tymczasowo usunął ziemską nadzieję, o której Jezus mówił, dopóki nie napełnili pewnej liczby. Następnie mieli wyjaśnić, że Bóg zamierzył ziemską nadzieję nie dla nich, ale dla przyszłego pokolenia chrześcijan. Ale w Biblii nie ma ani jednego słowa na ten temat. Nie myśleli nawet o przyszłym pokoleniu, ponieważ już w swoim życiu oczekiwali końca i nadejścia królestwa Bożego.

Zanim ktoś zostanie ochrzczony jako uczeń Jezusa, musi mieć silną wiarę i nadzieję związaną z obietnicami Boga. Jeśli członkowie klasy ziemskiej wiedzą, że przez chrzest otrzymają nadzieję od Boga, że da im życie wieczne na ziemi, wówczas dzięki tej logice wszyscy ci, którzy zostali ochrzczeni w pierwszym wieku, powinni wiedzieć przed tym aktem, że dzięki chrztowi uzyskają nadzieję przejścia do nieba, to znaczy. że ich nadzieja nie jest związana z życiem na ziemi. Jednak nigdzie nie ma zapisów potwierdzających, że chrzest był czynem, przez który każdy chrzczony czuł się powołany na niebiańskiego władcę. Nie ma nawet wzmianki, że przed chrztem otrzymali już wiedzę, dzięki której mogliby mieć nadzieję na życie w niebie. Interesujące jest to, że żaden z nich nie miał głębokiego pragnienia opuszczenia materialnego ciała, bez względu na to, co u nich „wzdycha”. Przeciwnie, Paweł powiedział o ciele materialnym:

„wzdychamy z powodu niego, nie chcemy się rozebrać [z ziemskiego] ale ubrać, aby śmiertelne zostało pochłonięte przez życie” (2 Kor 5:4).

Namiot ziemski jest ciałem z krwi i kości, którego pierwsi chrześcijanie nie chcieli rozbierać ani odrzucać, ale chcieli zachować. Od upadku pierwszego człowieka do grzechu śmierć jest stałym zwycięzcą życia, ponieważ „rządzi naszymi ciałami”. Dlatego pierwsi chrześcijanie mieli normalne pragnienie, aby to zmienić i być „szkoleni” w innym, tj. Duchowym „mieszkaniu”, tak aby życie ciała duchowego zostało „pochłonięte przez to, co śmiertelne”. Oznacza to, że kiedy życie ciała duchowego, podobnie jak płaszcz, zostanie „połknie”  ciało fizyczne, wówczas rozpad nie będzie już miał mocy nad naszym ciałem. Wtedy nikt już nie poczuje się „nagi” lub niedoskonały (2 Kor 5:3; Rz 5:17,21; 8:23). Jednak wierzącym we wspólnocie Świadków Jehowy stale sugeruje się, że listy zostały napisane tylko do pierwszych chrześcijan, którzy rzekomo zostali namaszczeni na królów z Chrystusem w niebie, więc napisali:

Pomazańcy muszą pozostać wierni od dnia opieczętowania ich duchem świętym do „dnia uwolnienia” ich z ciał fizycznych, czyli do chwili śmierci (Rzymian 8:23; Filipian 1:23; 2 Piotra 1:10). (Strażnica, 1.1.2007, str 31)

Zwróćmy uwagę na termin „wyzwolenie”. Mianowicie istnieją dwa wersety biblijne (Rzymian 8:23; Filipian 1:23), które podobno wspierają ten pogląd „wyzwolenia” z ciała fizycznego, który był poglądem gnostyckim w I wieku. Chociaż Strażnica potępia inne wspólnoty chrześcijańskie, których tłumacze zmieniają znaczenie wersetów biblijnych na poparcie swoich dogmatów i złych poglądów, wpadł w tę samą pułapkę, gdy ich tłumacze umieścili słowo „wybawienie” w dwóch akapitach na poparcie ich poglądu na namaszczonych (144000). w ten sposób zmienił znaczenie słów Pawła, podważając ich szczere podejście do biblijnej prawdy. Zastanów się najpierw, co Paweł mówi w Liście do Rzymian 8:23:

„ i my sami, mając pierwocinę tchnienia, sami w sobie razem wzdychamy, wyczekując odkupienia naszego ciała” 

Według oryginalnego tekstu greckiego w paragrafie 23 Paweł używa terminu „odkupienie naszego ciała”, które w kontekście poprzednich akapitów wskazuje, że poprzez odkupienie lub objawienie wierne „stworzenia zostaną uwolnione z niewoli zepsucia”, które trzyma w niewoli wszystkich ludzi (werset 19,21). Jednak Strażnica próbowała zmienić znaczenie, wstawiając słowo „wyzwolenie” w wersecie 23, aby zachować spójność z interpretacją klasy niebieskiej, aby ci, którzy czytają ich publikację, myśleli, że ten werset brzmi:

„… a my (144 000 namaszczonych) wzdychamy w sobie, z niecierpliwością oczekując adopcji, wyzwolenia z naszego (fizycznego) ciała drogą odkupienia”.

Strażnica takim tłumaczeniem łatwiej sugeruje wierzącym ich interpretację, tym samym zaniedbując cały kontekst 1-22 wersetów, w którym Paweł wspomina o dwóch grupach ludzi:

1 tych którzy żyją według ciaławiększość ludzi

2 tych którzy żyją według duchachrześcijanie

Zgodnie z kontekstem w wersetach 19–21 Paweł opisał „wierne stworzenia”, które żyją zgodnie z duchem, to znaczy chrześcijan w tym czasie, wśród których był i którzy żyli w oczekiwaniu na nadzieję związaną z objawieniem synów Bożych lub „adopcją” co będzie uwolnieniem z niewoli niewoli, ponieważ w wersetach 19–21 czytamy:

19 Bo wyczekiwanie stworzenia (tj. ci, którzy mają w sobie elementy ducha), wyczekuje objawienia synów Boga, 20 bo próżności poddało się stworzenie nie dobrowolnie, ale z powodu poddającego, w nadziei, 21 dlatego że i to stworzenie zostanie uwolnione od niewoli zniszczenia, ku wolności chwały dzieci Boga. (porównaj z wersetami 24,25)

Aby wyjaśnić faktyczną sytuację (opisaną w wersetach 1-21) i różnicę między tymi, którzy żyją w ciele, a tymi, którzy żyją w duchu, zaczyna swoją myśl od zdania: „Ponieważ wiemy…”. Co oni wiedzieli? Cóż, właśnie to, co już powiedział o dwóch grupach stworzeń, tak że w wersetach 22 i 23 wskazuje na te dwie grupy – na 1) całą rodzaj ludzki, który do tej pory poddany był niewoli zepsucia (paragraf 22) i 2) chrześcijan, którzy podporządkowują się, ponieważ mają nadzieję na życie w oczekiwaniu na ich adopcję, to znaczy na odkupienie ciała od stanu rozkładu, więc zaczyna się nowa myśl:

22 Ponieważ wiemy, że całe stworzenie wspólnie wzdycha i rodzi w bólach aż do teraz,

23 lecz nie tylko, ale i my sami, mając pierwocinę tchnienia, sami w sobie razem wzdychamy, wyczekując odkupienia naszego ciała (od rozpadu)

1. wierne stworzenie (chrześcijanie) – wyczekują objawienia swego usynowienia (wersety 19 – 21 & 23)

2. całe stworzenie (rodzaj ludzki) – wzdycha i cierpi bez nadziei (werset 22)

Strażnica zlekceważyła ten podział i zastąpiła go swoim, utożsamiając wierne stworzenia ze wszystkimi stworzeniami na tym świecie jako jedną grupę (paragrafy 19–22), a w paragrafie 23 podkreślono termin „my” jako zupełnie inną grupę, która ma elementy ducha, tym samym oddzielając je od stworzeń opisanych w paragrafach 19–21, choć jasne jest, że mają one, w przeciwieństwie do reszty świata, wyraźną nadzieję (porównaj z paragrafami 24:25), którą Bóg dał im poprzez Swoje Słowo. Tak wygląda podział Strażnicy:

1. całe stworzenie (chrześcijanie i niechrześcijanie) – oczekują objawienia synów Bożych (wersety 19 – 22)

2. stworzenie (pomazańcy) – oczekują objawienia swego usynowienia (werset 23)

Przez ten podział są naprowadzani na twierdzenie, że pierwsza grupa nadal będzie żyła w ciele podatnym na zepsucie, ale zostanie uwolniona z niewoli, ponieważ będzie mogła żyć wiecznie, jeżeli nie zgrzeszy, podczas gdy druga grupa (pomazańcy) zostanie uwolniona z fizycznego ciała ulegającego zepsuciu, a tym samym żyć w nieśmiertelności, czego nie mają nawet aniołowie, ponieważ w przeciwieństwie do aniołów nigdy nie zgrzeszą (patrz Strażnica, 1 października 2006, s. 5; „Nawet aniołowie, mimo swej duchowej natury, są śmiertelni.”). Wszystko to nie ma sensu, zwłaszcza że wiadomo, że wstawiając słowo „wyzwolenie”, starali się zmienić znaczenie tego, co Paweł naprawdę powiedział. W związku z tym, w kontekście wersetu 21, oczywiste jest, że istnieje jedna wspólna nadzieja wszystkich chrześcijan, to znaczy wyzwolenie z „tego, co śmiertelne”, to znaczy od jego zepsutego i śmiertelnego stanu, który panuje w ciele, które my jako tacy odziedziczyliśmy przez Adama.

W ten sam sposób słowo „wybawienie” zostało wstawione w Liście do Filipian 1:23 jako zamiennik słowa „odejść” i zgodnie z ich interpretacją pomazańca, który ich zdaniem opuści ciało fizyczne, napisał słowa Pawła w następujący sposób:

„Jestem pod naciskiem tych dwóch rzeczy; ale czego istotnie pragnę, to zostać uwolnionym (od czego???) i być z Chrystusem, bo to oczywiście jest o wiele lepsze” (PNŚ 1997)

„Jestem rozdarty z powodu tych dwóch rzeczy. Z jednej strony pragnę odejść i być z Chrystusem, bo to oczywiście jest o wiele lepsze.” (PNŚ 2008)

Takie wstawienie określonego słowa miało na celu nawiązanie do „wyzwolenia z ciała fizycznego”. Ale węższy kontekst mówi nam, że Paweł był w sytuacji, by wsławić Chrystusa śmiercią, co byłoby dla niego lepsze, ponieważ w tym momencie z powodzeniem ukończyłby swój wyścig, podczas gdy szerszy kontekst, w którym możemy uwzględnić myśli z innych listów, pomaga zobaczyć, że Paweł mówił o tym, że jeśli umrze dla Chrystusa, zmartwychwstanie i spotka się z żyjącymi razem z Chrystusem i będzie z nim na zawsze:

„Jestem przytłoczony tymi dwoma: pragnienie pójścia (na śmierć, wsławienia Chrystusa moją śmiercią) i bycia z Chrystusem (kiedy przyjdzie – 1 Tes. 4:16,17), ponieważ jest znacznie lepiej (dla mnie). Ale pozostawanie w ciele jest dla was bardziej potrzebne ”(1: 23,24)

Ludzie umierają z powodu grzechu Adama, ale Paweł mówi o śmierci, która następuje z powodu Chrystusa. Kiedy chciał umrzeć, dzieje się tak z powodu Chrystusa, ponieważ śmierć ta potwierdza jego nadzieję na przebywanie z Chrystusem w Jego królestwie. W pierwszym wieku wszyscy, którzy przyjęli Chrystusa, pielęgnowali nadzieję na życie wieczne na ziemi i wyzwolenie z niewoli śmierci i zepsucia. Mimo to Strażnica twierdzi, że jest inaczej, gdy mówi, że dzisiejsi domniemani pomazańcy są jak pierwsi chrześcijanie …

„chętnie poświęcają dla niej wszelkie ziemskie perspektywy” ( Strażnica, 15.2.1998, str 14,15) „nie spodziewają się żyć wiecznie na ziemi jako ludzie z ciała i krwi” (Strażnica 15.2.2006, str 22)

Następnie mówi że oni w sobie rozpoznali tą nową nadzieję:

 Nie znaczy to, jakoby widzieli ducha (nie jest on osobą), nawiązali z nim jakiś kontakt albo słyszeli głosy z dziedziny duchowej. Paweł wyjaśnia: „Sam duch daje świadectwo wraz z naszym duchem, że jesteśmy dziećmi Bożymi (…), jesteśmy też dziedzicami: wprawdzie dziedzicami Bożymi, ale współdziedzicami Chrystusa — o ile cierpimy wspólnie, żebyśmy też byli wspólnie wyniesieni do chwały” (Rzymian 8:16, 17). To świadectwo, czyli konkretna świadomość, nadaje inny kierunek ich myślom i nadziei. (Strażnica 15.2.1990, str 20, par 20,21)

Mówienie o przekierowaniu myśli bez poparcia go w Biblii jest kwestią interpretacji spekulatywnej na korzyść własnego poglądu, który nie ma żadnego oparcia w Biblii. Należy pamiętać, że wiele osób słuchało Jezusa i szło za nim przez to, co powiedział i zrobił. Ich nadzieje na wyzwolenie z tego złego porządku mogły się spełnić, gdy zrozumieli, że Jezus musiał umrzeć za swoje grzechy. Nie powinny ich zniechęcać inne dobre wieści. Dlatego apostołowie nie mogli zastąpić ziemskiej nadziei, głęboko zakorzenionej w umysłach i sercach swoich uczniów, nadzieją na niebiańskie zmartwychwstanie i życie w niebie bez jakiegokolwiek argumentu i wyjaśnień, do których odwołują się hebrajskie pisma święte lub jakiejkolwiek uwagi Jezusa, aby można było rozpoznać znak nowej nadziei. Nie ma miejsca na jakiekolwiek przekierowanie myśli z życia ziemskiego na życie niebiańskie, ponieważ Jezus ich na to nie przygotował. Kwestia życia w niebie byłaby bardziej kontrowersyjna niż kwestia, czy chrześcijanie powinni przestrzegać prawa Mojżesza. Gdyby poparli ideę życia w niebie, prawdopodobnie napotkaliby na opór Żydów i chrześcijan, którzy mieli okazję „zobaczyć, czy tak jest” z Pisma Świętego (Dz 17:11).

Wyobraź sobie, jak by to było, gdyby Żydzi, którzy zostali chrześcijanami, musieli zastąpić swoje naturalne pragnienie i nadzieję na życie ziemskie, o których Jezus im mówił, pragnieniem życia w niebie, o którym Jezus nigdy im nie powiedział? Taka zmiana prawdopodobnie spowodowałaby zamieszanie w taki sposób, że nadal będą próbować zachować nadzieję na życie na ziemi swoimi sercami i umysłach, podczas gdy duch Boży przekona ich i zmusi do wyrzeczenia się wszystkich naturalnych pragnień związanych z życiem na ziemi. Nawet apostołowie nie odczuwali takiego odwrócenia nadziei ani nie przekonali innych uczniów, aby zmienili nadzieję na życie na ziemi na nową i zupełnie inną nadzieję.

Ta zmiana powołania z życia ziemskiego na niebiańskie byłaby tak znacząca, że o niej szeroko by pisano i dyskutowano wśród chrześcijańskich Żydów. Chociaż dyskutowano o zmartwychwstaniu, nie była to dyskusja na temat życia w niebie po zmartwychwstaniu, ale tylko to, czy zmartwychwstanie ciała było prawdziwą nadzieją, czy nie (1 Kor 15:12,13; 2 Tym 2:18; por. Mt 22:23 28). W tym świetle trzeba było zrozumieć niektóre wypowiedzi pisarzy biblijnych. Np. kiedy Piotr powiedział „że wkrótce opuści swe ciało, jak mu powiedział Jezus”, nie sądził, że wkrótce umrze i stanie się bezcielesnym „duchem” (Łk 24:39). Wiemy, że Jezus oznajmił Piotrowi, jaką śmierć umrze, dlatego zrozumiałe jest, że termin „opuść swoje ciało” (dosłownie: „odłożenie mojego namiotu” – przypis tłumacza) może oznaczać jedynie, że jako dusza ludzka umrze, gdy jego duch opuści ciało, ale to w żaden sposób nie sugeruje, że powstanie poza ciałem materialnym (2 Piotra 1:13,14; Ja 21:18,19).

W ten sposób Piotr powiedział swoim braciom, że wkrótce może umrzeć gwałtownie, ale z nadzieją, że porzuci tylko to, co śmiertelne i zepsute, ponieważ miał nadzieję żyć wiecznie w nowym nieskazitelnym ciele, takim jak Jezus, tj. w ciele, które będzie wolne od rozkładu. Należy pamiętać, że słowo „ciało” jest często używane w listach w odniesieniu do „śmiertelnego i zepsutego ciała”, w którym przebywa (mieszka) nasze życie, które otrzymaliśmy przez narodzenie. To życie reprezentuje człowieka w ciele fizycznym, w którym przebywa. Ponieważ dla wiernych zmartwychwstanie będzie oznaczało także uzyskanie nowego ciała, które nie będzie podatne na rozkład, dlatego zrozumiałe jest, dlaczego apostołowie używali terminu „zamieszkać w (tym śmiertelnym) ciele” i „pozostawać w (tym śmiertelnym) ciele”.

Np. kiedy grożono mu śmiercią, Paweł wiedział, że będzie to oznaczało oddzielenie od jego braci, ale także koniec jego podróży w śmiertelnym ciele, które mógł opuścić na zawsze, ponieważ liczył na zmartwychwstanie w ciele fizycznym nie podlegającym rozpadowi, nad którym śmierć nie będzie już mieć mocy. Żył z tą nadzieją i zaszczepiał ją swoim braciom, którzy wciąż potrzebowali jego wsparcia, więc powiedział im:

„lecz pozostawać w (śmiertelnym) ciele konieczniejsze z powodu was” (Fil 1:24).

„Więc zawsze mając ufność i wiedząc, że będąc przybyszami w (śmiertelnym) ciele, przebywamy z dala od Boga” (2 Kor 5:6).

Taki sposób wyrażania się nie jest dzisiaj rzadkością, ale w tamtym czasie wskazywał na nadzieję na wyzwolenie, nie z ciała materialnego, ale z tego ciała śmiertelnego (2 Tym 4:6). Nie oznaczało to także pójścia do Boga w niebie poza ciałem. Oznacza to, że wszystkie fragmenty Biblii, które są niewłaściwie wykorzystywane do wspierania życia w niebie, powinny być używane w kontekście Biblii jedynie do nadziei na ziemskie życie i zmartwychwstanie na ziemi, na co czekali apostołowie i pierwsi chrześcijanie. Te proste i logiczne wyjaśnienia można znaleźć w tej książce, która oprócz tych pozycji wymienia wiele innych, którzy w związku z tym dają lepsze i jaśniejsze zrozumienie wszystkiego, w co wierzyli pierwsi chrześcijanie i które z czasem nabrały zupełnie innego znaczenia.

W następnych stuleciach doktryna nieśmiertelności duszy wciąż ułatwiała przekonanie ludzi o życiu pozagrobowym, które trwa w niebie po śmierci, tak że idea życia w niebie została łatwo zaakceptowana i poparta niektórymi fragmentami biblijnymi, które mogą być interpretowane nawet w ten sposób, ponieważ odnoszą się do rzeczy związanych z niebem. Taka doktryna została zaakceptowana w niektórych segmentach przez Świadków Jehowy, zgodnie z którą (od 1918 r.) członkowie klasy namaszczonej również „opuszczają ciało” w mgnieniu oka i idą do życia w niebie, co jest sprzeczne ze słowami Pawła, który powiedział, że spotkają Chrystusa w powietrzu, aby było wspólnym i jednoczesnym doświadczeniem zmartwychwstałych i żyjących sprawiedliwych (1 Tes. 4:15-17). Chociaż istnieje wiele różnych odmian tego tematu, dzisiejsze dyskusje powinny uwzględniać jeden ważny fakt, który został potwierdzony nawet w publikacji Towarzystwa Strażnica:

„Najbardziej uderzającą cechą nauk głoszonych przez pierwszych chrześcijan było kierowanie uwagi na zmartwychwstanie” — powiedziano w New Bible Dictionary. Czytamy tam ponadto: „Pierwsi kaznodzieje byli przekonani, iż Chrystus powstał z martwych, i — co za tym idzie — pewni, że we właściwym czasie wierzący też zmartwychwstaną (w ciele*). To ich wyróżniało spośród wszystkich innych nauczycieli starożytnego świata (którzy nie wierzyli w zmartwychwstanie ciała*)”.

Obecnie prawdziwych chrześcijan wyróżnia to samo. Nie nabijają sobie głowy grecką filozofią, która mylnie przypisuje człowiekowi posiadanie „nieśmiertelnej duszy”. Czerpią natomiast siłę z wypowiedzi Jezusa: „Wszyscy, którzy są w grobowcach pamięci, usłyszą jego głos i wyjdą (w ciele*)”. Właśnie to stanowi podstawę wiary chrześcijańskiej: zmartwychwstanie tych, którzy pozostają w pamięci u Boga, do życia na rajskiej ziemi” (Przebudźcie się, 8.10.1988, str 10)

* – komentarze dodane przez autora.

Przyznano tam, że podstawą wiary chrześcijańskiej jest zmartwychwstanie w materialnym ciele i życie wieczne na Ziemi. W pierwszym wieku nie położono nacisku na zmartwychwstanie niebieskie. Gdyby zaoferowano im ten drugi fundament, to dlaczego nie rozmawiali o nim, czego należałoby się spodziewać. Wprowadzenie czegoś takiego jak „nowe nauczanie” prowadziłoby z pewnością do ożywionych dyskusji, jak miało to miejsce w przypadku niektórych przepisów prawa Mojżesza.

Wiemy, że wśród wierzących Żydów było wielu, którzy głosili nauczanie, że prawo Mojżesza musi być nadal przestrzegane przez każdego wierzącego, a nawet wyznawców z innych narodów. Skoro trudno było pozostawić pewne prawa Mojżesza pełne zasad i przepisów, które je obciążały, prawdopodobnie jeszcze trudniej byłoby porzucić naturalne pragnienie życia na rajskiej ziemi, którego oni całym sercem szukali i ku któremu kierował ich sam Bóg poprzez swoje Słowo i przez głoszenie Chrystusa. Biblia świadczyła tylko o jednej nadziei, ucząc ich, że „Bóg dał ziemię synom ludzkim” i że „sprawiedliwi posiądą ziemię” (Ps. 37:29; 115:16). Nawet sam Jezus Chrystus zapewnił ich, mówiąc: „Szczęśliwi cisi, bo oni odziedziczą ziemię” (Mt 5,5; Prz 2:21).

Gdyby byli wyznawcy Prawa wśród żydowskich chrześcijan, należałoby założyć, że byliby wśród nich tacy, którzy sprzeciwiliby się nadziei życia w niebie. Ale nie było takiego sprzeciwu. Dlaczego? Oczywiście, ponieważ wciąż łączyła ich jedna nadzieja, ta sama nadzieja, którą do tej pory mieli wszyscy przedchrześcijańscy słudzy. Tylko w tej nadziei Słowo Boże świadczyło w nich, a więc i duch święty. Nikt nie może twierdzić, że duch święty świadczył im, że będą żyć w niebie, ponieważ prawdopodobnie niektórzy spróbowaliby przeciwstawić się temu duchowi, badając pisma święte, aby sprawdzić, czy naprawdę o tym mówią. Wiemy, że duch ten świadczył przez Pismo Święte o nowych realiach związanych z Prawem i że niektórzy żydowscy chrześcijanie nie mogli od razu przyjąć tego świadectwa ducha, a jednak te nowe rzeczywistości nadal wymagały ponownego zbadania poprzez dokładne studium Pisma Świętego. Nawet ta sprawa musiała zostać przedyskutowana na wyższym poziomie, który mówi nam tylko, jaka jest zasada działania w duchu świętym i przyjmowania czegoś nowego zgodnie z natchnionymi pismami.

Duch Boży nie działał, by zmienić myślenie i pragnienie serca w żadnym momencie bez dodatkowego świadectwa. Każda zmiana miała być poświadczona Pismem. Dlatego Duch Święty nie mógł wymazać z ich serc i umysłów pragnienia życia na ziemi i zaszczepić w nich inne pragnienie i nadzieję, bez żadnej wiedzy, która mogłaby zostać potwierdzona przez Pismo. Duch Święty może świadczyć tylko to, co jest zgodne z Pismem Świętym, a pisma hebrajskie nigdzie nie wspominają o innej nadziei, to znaczy nadziei w życiu niebieskim. Zakładając nawet, że istnieją różne opinie na ten temat, ci którzy reprezentowaliby nadzieję w życiu ziemskim, mieliby więcej dowodów, aby trzymać się tej nadziei i obalić różne twierdzenia.

Z drugiej strony, jeśli zaczęłaby się pojawiać nowa nadzieja na życie w niebie, oparta na niektórych oświadczeniach Jezusa, które twierdzą, że potwierdzają tę nową nadzieję na pójście do nieba, prawdopodobnie odbyłaby się debata na temat tego, co naprawdę Jezus chciał powiedzieć i co naprawdę powiedział. O ile nam wiadomo, Jezus nie wyszedł z istniejących ram biblijnych w swoich rozważaniach o życiu wiecznym i zmartwychwstaniu, więc zrozumiałe jest, dlaczego apostołowie stwierdzili, że przyjdzie i na ziemi „odnowi królestwo” w Izraelu (Mt 5:5; 22:31,32) Łk 14:14; Ja 5:29; 6:40,54; Dz 1:6). Głosili wszystkim o tej ziemskiej odnowie, odnosząc się do Chrystusa, którego po opuszczeniu ziemi „niebo musi zachowywać aż do czasu przywrócenia wszystkiego, co Bóg powiedział przez swoich świętych dawnych proroków” (Dz 3:21). Stare prorocze pisma były podstawą chrześcijańskiej nadziei na przywrócenie ziemi i życie na niej.

Później żydowscy chrześcijanie zaakceptowali zmiany w przestrzeganiu niektórych ceremonialnych przepisów Prawa, ponieważ apostołowie i starsi omawiali te sprawy, posługując się tym, o czym mówili prorocy dawnych czasów. Duch Święty był świadkiem tego faktu przez słowo Boże. Dlatego apostołowie mogli zatrzymać zwolenników przestrzegania Prawa za pomocą Biblii, ale za pomocą tej samej Biblii (pism hebrajskich) nie mogli zamknąć ust przed tym, którzy reprezentowaliby wyłącznie nadzieję na życie wieczne na ziemi, ani nie mogliby twierdzić, że zostali uświęceni dla życia w niebie. Wszystko, co jest niezgodne z Pismem Świętym, podważałoby natchnione wypowiedzi każdego, nawet te które pochodzą od apostołów. Biorąc pod uwagę, że nie było debaty wśród pierwszych żydowskich chrześcijan, łatwo stwierdzić, że wszyscy mieli jedną wspólną nadzieję na zmartwychwstanie i życie wieczne na ziemi.

Oczywiście pierwsi chrześcijanie nie mogli mówić ani dyskutować o swoim przyszłym życiu w niebie, ponieważ Pismo nie mówiło ani nie prorokowało o ich odejściu i wstąpieniu do nieba, a jedynie o przyjściu Mesjasza na ziemię i jego roli w ustanowieniu królestwa Bożego. Byli w stanie dokładnie przedstawić Mesjasza i jego rolę. Nawet Jezus podkreślił, że duch święty pozwoli im zrozumieć wszystko, co ma się na nim wypełnić. Później mogli zrozumieć wszystko, co Jezus mówił o sobie i królestwie Bożym, w sposób który mogli potwierdzić w Świętych pismach i Prawie. W ten sposób Paweł wyjaśnił Pismo wielu osobom w Rzymie „którym przedstawiał, zaświadczając królestwo Boga, przekonując także o Jezusie z prawa Mojżesza i proroków” (Dz 28:23).

Dla Jezusa można znaleźć fragment w Biblii, który przedstawia go jako „syna człowieczego”, którego aniołowie sprowadzają do nieba przed Boga, gdzie otrzymuje władzę i którego Niebo musi zachować do czasu przywrócenia ludzkiego społeczeństwa. Ale nigdzie nie ma proroczej wizji, w której inni ludzie są w niebie. Dlatego Paweł nie wspominał o wierzących idących wtedy do nieba, ale mówił o zbawieniu, zmartwychwstaniu i życiu wiecznym na ziemi, które stało się możliwe dzięki Jezusowi.

To, czego apostołowie nauczali o Chrystusie i jego roli, może zostać uzasadnione i udowodnione. Ale ci, którzy razem z nim tworzyliby władzę królestwa Bożego, nie byli zbytnio akcentowani przez głoszoną dobrą nowinę, ani też zbytnio nie dyskutowano o tym na podstawie Pisma Świętego, ponieważ  wyraźnie zostanie ukazana dopiero, gdy nadejdzie Królestwo Boże. Duch Święty nie objawił im jeszcze wszystkich szczegółów, nawet ich liczby. Kiedy powiedział członkom jednego zboru, że „święci będą sądzić świat”, prawdopodobnie nie miał na myśli wszystkich z osobna jako „świętych ludzi”, ale tylko tych „świętych”, którzy zostaną wybrani spośród nich, aby sądzić świat (1Kor 6:2; 12:27). Ten sposób wypowiedzi nie powinien nas wprowadzać w błąd. Bóg powiedział kiedyś, że „Izrael będzie rządził” nad swoimi wrogami (Jer 49:2). Termin „Izrael” obejmuje wszystkich Izraelczyków jako „lud”, chociaż rozumie się, że tylko ci, którzy są zdolni do rządzenia, będą mieli władzę w swoich rękach. W ten sposób zwykły Izraelita z ludu w przenośnym sensie może zasiąść na tronie Dawida i rządzić z nim wrogami Boga. Dlatego Paweł podkreślił chrześcijanom, że „święci będą sądzić świat”, odnosząc się w ten sposób do całego Zgromadzenia, które nazywa się Izraelem Bożym. Gubernatorami tego zgromadzenia są ci, którzy tworzą „zgromadzenie pierworodnych”, więc rozumie się, że tylko oni zostaną wyznaczeni do osądzenia, podczas gdy wszyscy inni, jako zgromadzenie, usiądą z nimi na krześle sędziego (1 Kor 12,28; Heb 12:23; Mt 19:28). To samo można powiedzieć o królowaniu z Chrystusem.

Strona 3 z 5

Kto będzie królował z Chrystusem

Strażnica czasami chwyta kilka słów, myśląc, że dowodzą one, że chrześcijanie z I wieku rzeczywiście wszyscy byli powołanymi do bycia królami w niebie i swoją nadzieję przyjęli oraz na zapraszali innych do dołączenia się do nich w drodze do nieba. Np. Paweł powiedział chrześcijanom w Koryncie:

„Już jesteście zadowoleni, już się wzbogaciliście, bez nas objęliście królestwo? I obyście naprawdę objęli królestwo, byśmy i my razem z wami objęli królestwo” (1 Kor 4:8)

Powiedział także do Tymoteusza:

„jeśli przetrzymujemy, razem też będziemy królować” (2 Tym 2:12)

Ale co ujawnia nam kontekst? Nawet gdyby były to wybitne pozycje władzy, nie można argumentować, że powyższe słowa odnosiłyby się do dosłownego panowania w roli króla.

Po pierwsze, ewangeliści tamtych czasów nie koncentrowali działalności kaznodziejskiej na wzywaniu ludzi, którzy utworzą rząd Jezusa. Liczba chrześcijan gwałtownie wzrosła w pierwszym wieku, nie stawiając kwestii, czy liczba pierwszych miejsc została już zajęta. Dlaczego? Oczywiście dlatego, że ich nadzieja nie była skierowana w tym kierunku, aby zająć pierwsze miejsca władzy. Ponieważ żyli w nadziei na życie wieczne na ziemi, wiedzieli, że królestwo Boże nadejdzie i zostanie teokratycznie ułożone w taki sposób, że każdy z nich otrzyma miejsce, które Bóg mu dał, więc nie mieli powodu wyobrażać sobie, że każde z nich będzie współwładcą z Jezusem. Nie zawracali sobie głowy pytaniem o władzę niebiańską lub o jej ustrój, ale o to, jak zbudować zgromadzenie, które było królestwem Chrystusa na ziemi i w którym mężowie ci już zasiadali w „niebiańskich miejscach” jako przedstawiciele Chrystusa.

Chociaż powyższe stwierdzenia mogą sugerować, że Paweł mówi chrześcijanom z Koryntu i młodemu Tymoteuszowi o ich „królowaniu” jako formie władzy nad człowiekiem, istnieje dobry powód, aby stwierdzić, że termin „panowanie” oznaczał wspólnotę z Chrystusem, poprzez którą wszyscy wierni ludzie zarządzali sprawami królestwa Bożego. Ponieważ Jezus będzie panował nad wszystkimi wrogami, którzy są jednocześnie naszymi wrogami, zrozumiałe jest, że będziemy nad nimi panować. Np. demokracja jest formą rządu w rękach ludzi, którzy poprzez swoich przedstawicieli rządzą swoim krajem wraz z prezydentem. W ten sam sposób, w królestwie Jezusa Chrystusa, wszyscy członkowie ludu Bożego będą królować z Chrystusem nad ziemią poprzez swoich przedstawicieli.

W Biblii pisze:

„kto zwyciężający (każdy zwyciężający), dam mu usiąść ze mną na moim tronie, jak ja też zwyciężyłem i usiadłem z moim Ojcem na Jego tronie” (Ob 3:21).

Jeśli dosłownie czytamy te słowa, okazuje się, że Jezus zasiada z Bogiem na tronie Bożym, a wierzący z Jezusem na swoim tronie, więc Jezus zasiada na dwóch tronach. Jednak „tron”, o którym wspomina tutaj Jezus, nie jest dosłownym królewskim krzesłem, lecz stanowiskiem honoru i chwały. W ten sam sposób powiedziane jest, że ten, kto doprowadzi swój bieg do końca, otrzyma nie dosłowny, lecz „niewiędnący wieniec”, który reprezentuje „życie wieczne” (1 Kor 9:24-27; Jak 1:12). Czy zatem Jezus w niebie zasiadł na tronie, z którego panuje? Nie. W biblijnej księdze „Objawienia” nigdzie nie widzimy dwóch tronów, ale tylko jednen, Boga, z którego Bóg rządzi całym stworzeniem, a nie Jezus. Jezus zasiadł na innym tronie Bożym, który stał się jego własnością, aby mógł ofiarować go nam wszystkim, aby z Nim usiąść. Tron ten reprezentował wzniosłą pozycję w związku z wieczną chwałą i honorem. W kontekście tego, co Paweł powiedział do Tymoteusza, oczywiste jest, że ciężko pracował dla wszystkich „wezwanych (których Bóg uznaje za sprawiedliwych), aby i oni ratunek osiągnęli w pomazańcu Jezusie, z wieczną chwałą” (2 Tym 2:10; Mt 22:14 Rz 8:33). Jak czułbyś się na tronie chwały Jezusa? Tak jak Jezus czuł się, gdy siedział na tronie chwały Boga.

Kiedy Jezus zasiadł na tronie swego Ojca, oznaczało to, że otrzymał od Ojca wieczną chwałę związaną z nieśmiertelnością, z jaką miał władzę nad śmiercią. Jako taki został „ogłoszony Synem Bożym” i był zaszczycony, że został nazwany „wiecznym ojcem i potężnym bogiem” (Rzym. 1:4; Iz. 9:6). W ten sam sposób, kiedy jego wierni naśladowcy otrzymają wieczną chwałę nieśmiertelności, zostaną nazwani „synami Bożymi”, aby pod tym imieniem dzielić z Jezusem Jego chwałę. Będzie tak, jakby zasiedli na tronie chwały Jezusa, ponieważ będą rządzić z Nim nad swoją ziemią i sądzić wraz z nim świat grzeszników (Mt 5:9).

Na razie wierni ludzie niosą w sobie ducha usynowienia, a kiedy zostaną adoptowani, zostaną objawieni jako pełnoprawni synowie Boga, którzy otrzymają honor i chwałę nieśmiertelności, którą pierwszy człowiek Adam stracił dla siebie i swoich potomków (Ga 3:26; 4:6; 2 Kor 6:18; Rz 8: 14-23). Adam stracił zaszczyt siedzieć razem ze swym potomstwem na tronie Boga, to znaczy, aby rządzić ziemią, a być może całym wszechświatem materialnym, wraz z Nim. W związku z tym tron, o którym tu mówimy, odzwierciedla boską chwałę nieśmiertelności. Najpierw należał do człowieka Jezusa, który pokonał świat, grzech i śmierć. Więc powiedział o sobie:

„to miał wycierpieć pomazaniec i wejść do swojej chwały” (Łuk 24:26).

Jezus, jako człowiek, jako pierwszy wszedł do chwały, którą człowiek miał mieć od samego początku, i w ten sposób zasiadł na tronie chwały Bożej (Dz 7:55). Sprawiedliwi powinni także uczyć się w swojej chwały, jaką miał człowiek, zanim popadł w grzech. Wtedy wszyscy, którzy zwyciężą grzech, otrzymają chwałę, która będzie należeć do wszystkich „prawdziwie w wytrwałości szukających dobrego dzieła” – życie wieczne (Rz 2:7). Kiedy otrzymają tę chwałę przez Chrystusa, będą, podobnie jak Jezus, wywyższeni ponad swój obecny grzeszny i śmiertelny stan, co będzie oznaczać tylko, że otrzymają zasiadanie na tronie chwały Chrystusa, a nie na dosłownym tronie władzy, który będą miały tylko pojedyncze osoby.

Wieczne i nieniszczejące życie otrzyma:

„…każdy*, kto ma udział w pierwszym zmartwychwstaniu (a nie tylko jednostki); nad tymi druga śmierć nie ma władzy … i będą z nim królować przez tysiąc lat” (PNŚ 1997)

(* autor przytoczył tekst z przekładu SJ, ani tekst grecki, ani żaden inny przekład polski nie ma tego słowa. Dodanie tego słowa jest motywowane teologią SJ, według której, nie wszyscy mają tą samą nadzieję, co autor obala w innych fragmentach – przypis tłumacza)

Kiedy nadejdzie ten czas, wszyscy będą królować z Jezusem w tym sensie, nie tylko jednostki. Aby lepiej to zrozumieć, rozważmy zasadę, według której Jezus jako człowiek zasiadł na tronie Boga. Po zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu Jezus zasiadł na tronie chwały Bożej i zaczął panować z Ojcem nad swoimi wrogami zgodnie z proroctwem wypowiedzianym przez psalmistę:

„Jehowa powiedział mojemu Panu:

‘Zasiadaj po mojej prawej stronie, aż położę twoich wrogów jako podnóżek dla twoich nóg’” (Ps 110:1; Mt 22:44).

„Usiądź po mojej prawej stronie” oznacza „rządzić ze mną”, co Paweł potwierdza, gdy mówi, że „Bo (Jezus) musi królować (rządzić), aż Bóg położy wszystkich wrogów pod jego nogi”(1 Kor 15:25: PNŚ*). Dlatego Jezus będzie rządził pośród swoich wrogów, a ostatecznie ujarzmi ich wszystkich, jak jest napisane: „Idźcie między waszych wrogów i ujarzmijcie ich!” (Ps. 110: 2). Oznacza to, że Jezus Chrystus, gdy będzie miał moc w swoich rękach, będzie królował na ziemi, dopóki Bóg nie postawi go na nogi i nie zniszczy wszystkich wrogów. Jego wrogowie są jednocześnie wrogami królestwa, którymi są przede wszystkim Szatan, upadłe anioły i źli ludzie, a po drugie śmierć i grzech jako stany oddzielenia od Boga. Chociaż Jezus już przezwyciężył śmierć i grzech w swoim ludzkim ciele, śmierć i grzech nadal są wrogami królestwa, które rządzi ludzkością. Wszyscy wrogowie znikną na zawsze pod koniec panowania Jezusa. Dlatego Jezus zaprasza wszystkich sprawiedliwych, aby usiedli z nim na tronie, aby mogli oni wraz z nim panować nad wspólnymi wrogami przez okres 1000 lat, aż ostatni wróg zostanie złożony u jego i ich stóp.

Adam przez swój grzech wprowadził ludzkość w niewolę grzechu i śmierci. Dlatego na ziemi musiał pojawić się inny człowiek, przez który ludzkość musiała postawić grzech i śmierć u swoich stóp. Kiedy umarł na koniec swojej wiernej ziemskiej służby i zmartwychwstał, następnie pokonał wszystkich wrogów, ale nie zniszczył ich całkowicie i nie usunął z powierzchni ziemi. Paweł mówi, że „siedział po prawicy Boga (był wywyższony) i odtąd czeka, aż Jego wrogowie zostaną położeni u stóp jako jego podnóżek” (Hbr 10:12,13; Dz 2:34-36). Otrzymał tylko zaszczyt rządzenia nad wrogami wraz z Bogiem i wkrótce dosłownie zasiądzie na swoim ziemskim tronie i będzie królował:

„bo jest konieczne by on królował (na ziemi), aż do czasu, gdy położy wszystkich wrogów pod jego stopy, bo każde poddał pod jego stopy, ostatni wróg traci znaczenie, śmierć. Lecz gdyby powiedział, że wszystkie są mu poddane, oczywiste że oprócz tego (Boga), który mu poddał wszystkie. Ale kiedy zostaną mu poddane wszystkie, wtedy sam syn zostanie poddany temu, który mu poddał wszystkie, aby Bóg był wszystkie we wszystkich” (1 Kor 15:25-28).

Wyrażenie „poddać pod nogi” nie jest tym samym, co „położyć pod nogi”. Poddać oznacza poddanie kogoś waszej władzy, podczas gdy ten „ktoś” jeszcze istnieje, podczas gdy położyć pod waszymi stopami oznacza zabicie lub zniszczenie (Ef. 1: 20-22; J 15,13; 1 Ko 15: 25,26). Jezus po raz pierwszy pokonał szatana i zobaczył, jak spada z nieba i traci władzę nad ziemią (Łk 10:18; Iz 14:12). Oznacza to, że szatan jest już poddany pod nogi Chrystusa i ostatecznie zostanie całkowicie położony, tzn. starty pod jego stopami. Ale to zwycięstwo nad szatanem odniesie też posłuszny lud, gdy czytamy:

„Z kolei Bóg pokoju zetrze (położy) przeciwnika pod waszymi stopami w pośpiechu” (Rz 16:20)

 Określenie „pod waszymi nogami” jest tym samym określeniem, które odnosi się do Jezusa, któremu Bóg „pod jego nogami” postawił swoich wrogów. Podobnie jak w przypadku Jezusa, miał na myśli, że zasiadł on na tronie chwały Bożej, tak że wyrażenie to również w przypadku ludzi wskazuje, że oni jako chwalebni zwycięzcy zasiądą również na tronie Jezusa, gdy wszystko zostanie poddane i złożone u ich stóp (por. Ps 110 :1; Heb 1:13; 10:12,13). „Ale teraz nie widzimy, że [człowiek] podlega wszystko” (Hbr 2:8). Wraz ze swoim zmartwychwstaniem Jezus jako człowiek zwyciężył także śmierć, nad którą również natychmiast zaczął panować, co oznacza, że śmierć nie mogła już nad nim panować. Na razie tylko on z synów ludzkich panuje nad śmiercią, gdy czytamy:

„pomazaniec obudzony z martwych już nie umiera, śmierć nim już nie rządzi” (Rz 6:9).

Śmierć, choć pokonana przez człowieka w ciele, to znaczy Jezus Chrystus, wciąż króluje jako wróg nad swoimi braćmi i nad wszystkimi grzesznymi ludźmi i będzie obecna do końca, ponieważ powiedziane jest: „Jako ostatni wróg zostanie zniszczona śmierć” (1) Kiedy 15:25,26).

Posłuszni ludzie również pokonają śmierć i otrzymają nagrodę życia wiecznego na samym początku tysiącletniego panowania Chrystusa. Podobnie jak Chrystus, będą mieli w sobie życie, od tego czasu zaczną królować, to znaczy będą królować z nim nad śmiercią przez 1000 lat, aż do całkowitego zniszczenia. W tym sensie zasiądą na tronie Jezusa, ponieważ ten tron, na którym zasiądą z Chrystusem, reprezentuje władzę nad śmiercią i wszystkimi innymi wrogami, którzy zostaną postawieni u ich stóp. Tron, na którym zasiądą, należy do Chrystusa, ponieważ uzyskał go dla siebie i swoich naśladowców. Dlatego wszyscy, którzy zwyciężą grzech, zasiadają na tronie Jezusa i dzielą jego władzę nad śmiercią i innymi wrogami. Od samego początku pierwsi chrześcijanie oczekiwali, że będą królować z Chrystusem nad śmiercią, a nie nad ludźmi jako poddanymi. Dążąc do chwały, honoru i nieskazitelności, nie okazywali sobie samolubstwa ani pragnienia panowania nad ludźmi, lecz jedynie władzę nad grzechem i śmiercią. Ten rodzaj panowania różni się od rządów człowieka nad człowiekiem.

Biblia uczy nas rządzić sobą, aby pokonać grzech, śmierć, szatana i jego świat. Ci, którym się to uda, otrzymają władzę w królestwie Boga nad wszystkimi wrogami, w tym grzechem i śmiercią. Paweł mówi, że prawo zostało wprowadzone …

„aby tak jak zaczął królować grzech przez śmierć, tak i łaska zapanowałaby przez usprawiedliwienie, do życia wiecznego przez Jezusa pomazańca, naszego pana” (Rz 5:21).

Tutaj Paweł mówi, jak Bóg przeciwny śmierci przygotowuje krwawe ofiary, które jako niezasłużona dobroć panowały nad grzechem aż do przyjścia Chrystusa. Ale ci, którzy mieli udział w tych ofiarach, nie mogli królować nad śmiercią, ponieważ wciąż byli w mocy śmierci, ale otrzymali przebaczenie, przez które grzech utracił nad nimi władzę. Ofiarna śmierć i zmartwychwstanie Jezusa ujawniły prawdziwe życie, które zaczęło panować nad grzechem i śmiercią. Ci, którzy przez chrzest w śmierć Chrystusa, skazują swoje grzeszne ciało na śmierć, zmartwychwstali duchowo w nowym życiu i są całkowicie wolni od grzechu. Nie są już niewolnikami grzechu, lecz niewolnikami sprawiedliwości. Kara, która doprowadziła do drugiej, tj. wiecznej śmierci, nie ma już władzy nad takimi, którzy otrzymali gwarancję lub przyrzeczenie życia (Rz 6:3-7,18). W tym stanie są zapraszani do zasiadania na tronie Chrystusa i panowania nad śmiercią z nim.

Ale dopóki Jezus nie zasiądzie na swoim ziemskim tronie, nie będą mogli panować nad śmiercią i innymi wrogami, ponieważ nadal są śmiertelni i podlegają ludzkim władzą. Dopiero gdy Jezus przyjdzie, będą królować z Chrystusem. Udział w tym panowaniu zostanie przyznany wszystkim, którzy zostali odkupieni i przeszli ze śmierci do życia. Jako tacy będą mieli udział w pierwszym zmartwychwstaniu, gdy zasiądą na tronie Chrystusa, aby rządzić z nim nad śmiercią i innymi wrogami. W tym sensie Paweł pisze:

„Bo jeśli w jednym występku zapanowała śmierć przez jednego, o ile bardziej otrzymujący obfitowanie łaski i daru usprawiedliwienia w życiu, będą królować (nad śmiercią) przez jednego, Jezusa pomazańca” (Rz 5:17).

Taki był cel pierwszych chrześcijan. Ich celem nie było najpierw dotrzeć do królestwa, aby zdobyć władzę nad ludem. Jest to sprzeczne z powołaniem i nauczaniem Jezusa.

Dlatego apostoł Paweł wyraźnie sprzeciwił się niektórym, którzy zachowywali się tak, jakby już zaczęli królować z Chrystusem, to znaczy, że dotarli już do królestwa i że nie muszą już dążyć do jego osiągnięcia, więc powiedział:

„Już jesteście zaspokojeni, już się wzbogaciliście, bez nas objęliście królestwo? I obyście naprawdę objęli królestwo, byśmy i my razem z wami objęli królestwo” (1 Kor 4:8).

Tak jak terminy „nasycony” i „wzbogacony” nie mają dosłownego znaczenia związanego z jedzeniem i dobytkiem materialnym, tak samo termin „królowanie” nie ma znaczenia w odniesieniu do służby królowi lub władcy. Paweł wskazuje tym chrześcijanom na ich problem duchowy, który nie znalazł odzwierciedlenia w tym, że mogli oni zacząć szukać znaczących pozycji w zborze, ale raczej, że niektórzy z nich pozowali, jakby byli już duchowo nasyceni i wzbogaceni do tego stopnia, że mogli zacząć królować z Chrystusem. Bo gdyby doszli do tego celu, oznaczałoby to, że królestwo przyszło, aby Paweł mógł z nimi panować. Ten problem letniej duchowości doświadczyli także chrześcijanie w Laodycei. Zachowywali się tak, jakby osiągnęli już swój cel i nie potrzebowali nic więcej, i najwyraźniej przestali okazywać zapał. Dlatego Chrystus wzywa ich do gorliwości, aby w pewnym momencie mógł im dać, aby „zasiedli na swoim tronie” i zaczęli z nim panować nad wrogami (Obj. 3:17-21).

Królestwo, o którym mówi Jezus i Paweł, różni się od królestwa, które Jezus obiecał swoim apostołom, gdy im powiedział:

„zapewniam was, że wy którzy zaczęliście mi towarzyszyć, przy odtworzeniu, zasiądziecie i wy na dwunastu tronach sądząc dwanaście plemion Izraela, gdy syn człowieka zasiądzie na tronie swej chwały” (Mat 19:28).

Odnosi się to wyraźnie do formy władzy nad ludźmi. Ponadto w Biblii nie ma mowy, aby inni chrześcijanie w tym czasie oczekiwali takiego samego królestwa, jakie otrzymało dwunastu apostołów Jezusa. Możemy jednak spokojnie powiedzieć, że wszyscy posłuszni ludzie wraz z apostołami utworzą królestwo, które będzie panować nad niesprawiedliwymi, ponieważ mówi:

„kupiłeś nas Bogu w swej krwi, z każdego plemienia i języka i ludu i narodu, i zrobiłeś nas dla naszego Boga królami i kapłanami, i będziemy królować na ziemi” (Ob 5:9,10).

Kiedy królestwo podbija inne królestwo i kładzie je pod swoje stopy i władzę, wówczas cały naród poprzez swoich przedstawicieli rządzi lub panuje nad zwycięskim królem i jego ludem, jak jest napisane:

„On podporządkowuje nam ludy, pod nasze stopy kładzie narody” (Ps 47:3; Jer 49:2).

Tak jak Bóg ujarzmił i podłożył wszystkich jego wrogów pod nogi Jezusa, tak Jezus podłoży tych samych wrogów pod nasze stopy, dopóki ich nie zniszczy. Kiedy wrogowie są u naszych stóp, wówczas my, jako „królowie” w rękach Jezusa Chrystusa i jego apostołów, będziemy mogli panować z nimi nad naszymi wrogami i odzwierciedlać chwałę Boga. Aby opisać nam obrazowo Jezus powiedział, że da nam usiąść na jego tronie i panować z nim przez 1000 lat nad ziemią i nad podbitymi narodami, aż do uzyskania życia wiecznego. Mianowicie, w Objawieniu 5:10 nie wspomina się o posłusznych ludziach, że będą panować nad ziemią tylko przez 1000 lat, ponieważ Bóg dał ziemię synom ludzkim, aby panowali nad nią na wieczność, podczas gdy w Objawieniu 20:4-6 wspomina się o konkretnym okresie 1000 lat, co jest ustalonym okresem, w którym „ożyli”, tzn. ci, którzy otrzymają życie wieczne, będą królować …

1. nad niesprawiedliwymi (martwymi) dokąd nie osiągną życia wiecznego i

2. nad śmiercią dokąd nie będzie usunięta jako ostatni nieprzyjaciel

Jezus zasiadł na tronie chwały Bożej, gdy zwyciężył szatana i śmierć, i będzie ten tron dzielić z Ojcem na całą wieczność, a na swoim ziemskim tronie będzie zasiadał przez 1000 lat. Obiecał zwycięzcom, że oni również zasiądą na jego tronie chwały, dzięki czemu będzie on dzielił z nim władzę nad wszystkimi wrogami – nad śmiercią, szatanem i niesprawiedliwym ludem. Kiedy ci wrogowie zostaną wrzuceni do „jeziora ognia”, nie będzie już mowy o panowaniu, ponieważ nie można rządzić tym, czego już nie ma, bo nawet „śmierci już nie będzie” (Obj. 20:14). Właśnie dlatego sprawiedliwi nad śmiercią i innymi wrogami będą królować z Chrystusem tylko w tym okresie 1000 lat, podczas gdy na ziemi będą kontynuować rządy i zasiadać na jego tronie chwały przez całą wieczność. Aby to łatwiej zrozumieć, zastanówmy się, że od samego początku Bóg dzielił swój autorytet z ludźmi. Psalmista mówi do Boga:

„Czym jest śmiertelnik, że o nim pamiętasz,

czym jest syn człowieczy….Ustanowiłeś go nad dziełami Twoich rąk, wszystko położyłeś pod jego nogi” (Ps 8:4-6).

Paweł użył tych słów, aby wyjaśnić, że człowiek utracił swoją pierwotną chwałę i że Jezus, który smakował śmierci za wszystkich, ponownie umożliwi wszystkim ludziom rządzenie ziemią. Jezus Chrystus uzyskał pierwotną władzę nad ziemią w imieniu ludzi, a Bóg da ją człowiekowi, jak mówi:

„ukoronowałeś go (człowieka) chwałą i wspaniałością. Ustanowiłeś go nad dziełami Twoich rąk, wszystko położyłeś pod jego nogi”

Następnie Paweł wyjaśnia:

„ lecz teraz jeszcze nie widzimy wszystkiego mu poddanego, ale niewiele mniejszym coś od posłańców widzimy Jezusa, z powodu doznania śmierci chwałą i czcią zwieńczonego, żeby łaską Boga za każdego zakosztował śmierci” (Heb 2:8,9).

Jak widzimy i w tych słowach wspomniana jest korona chwały i sławy dana każdemu człowiekowi, aby każdy mógł królować z Chrystusem i siedzieć z nim na tronie chwały. Ziemia jest własnością Boga, ale może ją dzielić z człowiekiem, którego na samym początku ukoronował chwałą i sławą, aby człowiek mógł zasiąść na tronie Boga. Chociaż utracił swoją pierwotną chwałę, pod pewnymi względami człowiek nadal siedzi z Bogiem na jego tronie. Ludzkie plany niesprawiedliwie podzieliły tą władzę nad stworzeniem Boga, w dużej mierze skoncentrowały w rękach poszczególnych ludzi. Chociaż pod pewnymi względami wszyscy ludzie mają władzę nad dziełami stworzenia, ale nie wszystko jest pod ich stopami. Teraz widzimy tylko Jezusa, któremu wszystko podlega. Ponieważ skosztował za wszystkich śmierci, osiągnął sprawiedliwość przed Bogiem, Bóg przez niego wszystkim sprawiedliwym, ponownie wszystko podda, nie tylko ziemię, ale także śmierć, która wciąż nad nimi panuje. Dlatego możemy ponownie powiedzieć, że w tym sensie sprawiedliwi zasiądą z Chrystusem na jego tronie i będą dzielić z nim władzę nad wszystkim, co zostało położone pod ich stopy. Spełni to proroczą wizję:

 „godny jesteś wziąć zwój i otworzyć jego pieczęć, bo zostałeś zamordowany i kupiłeś nas Bogu w swej krwi, z każdego plemienia i języka i ludu i narodu, i zrobiłeś nas dla naszego Boga królami i kapłanami, i będziemy królować na ziemi” (Ob 5:9,10).  

Opisuje „wielką rzeszę”, którą Jan widział w wizji (Obj 7:9-15). Zostali kupieni krwią Chrystusa ze wszystkich narodów. Stają się „królestwem”, ponieważ tworzą jeden lud pod rządami jednego króla, z którym panują nad ziemią. Zostali też „kapłanami”, ponieważ służą Bogu w Jego świątyni. Dlatego, jako naród lub królestwo kapłanów, reprezentują prawdziwą teokrację, to znaczy moc, którą Bóg będzie dzielić nad ziemią ze wszystkimi ludźmi. Wtedy ludzie nie będą w stanie uzurpować władzy nad ziemią i jej bogactwami, ponieważ zostaną one przekazane wszystkim.

W starożytnym Izraelu Lewici zostali odkupieni, aby służyć tylko w świątyni pod przewodnictwem arcykapłana, który był pośrednikiem między Bogiem a ludem. Gdyby nie to pośrednictwo, wszyscy Izraelici powinni zostać mianowani kapłanami. W królestwie Chrystusa Jezus jest pośrednikiem, a każdy, kto jest kupiony krwią Chrystusa, będzie mógł służyć w świątyni jako kapłan. Kapłan jest tym, który jest uświęcony i ma za zadanie służyć Bogu. Ich rola nie zostanie przejęta przez nikogo innego. Tak więc wielka rzesza sprawiedliwych będzie „kapłanami naszego Boga i będzie królować na ziemi” razem z Chrystusem.

W związku z tym wielu myli się, posługując się wersetami biblijnymi wspomnianymi powyżej, aby wspierać nauczanie swojego zboru na temat niebiańskiej klasy królów, którzy muszą iść do nieba, aby rządzić z Chrystusem. Prawdą jest, że o 144 000 mówi się, że są „odkupieniu z ziemi”, ale to nie znaczy, że opuszczą ziemię, ale tylko to, że  są„odkupionymi spomiędzy ludzi” reprezentującymi ziemię lub społeczeństwo ziemskie (Obj 14:3,4).

Strona 4 z 5

Życie wieczne na ziemi

Biblia nigdzie nam nie wskazuje, że apostołowie po wniebowstąpieniu Jezusa zmienili znaczenie dobrej nowiny, o której głosił. Nigdy nie podkreślali życia w niebie. Gdyby tak było, prawdopodobnie wprowadziłby w błąd wszystkich słuchaczy. Nadal mówili o zbawieniu i życiu wiecznym na ziemi. Żydzi otrzymali najpierw korzyść z tego, że Jezus i jego apostołowie przekazali im dobrą nowinę. Wielu z nich nie posłuchało tak dobrych wiadomości. Paweł rzekł do nich:

„wam najpierw było powiedziane słowo Boga, skoro je odrzucacie i nie uważacie siebie godnych życia wiecznego, oto zwracamy się do narodów” (Dz 13:46).

Dlaczego ci nieposłuszni Żydzi byli niegodni? Czy życie wieczne w niebie czy życie wieczne na ziemi? Paweł wyraźnie mówił im o zmartwychwstaniu i życiu na ziemi, ponieważ wierzyli tylko w tę możliwość (Dz 24:15). We wszystkich swoich listach odnosił się do „nadziei” życia wiecznego pod królestwem Bożym. Widać to po jego słowach do Tytusa, któremu pisał …

„…ze względu na wiarę wybranych Boga i poznanie prawdy przez pobożność,na nadziei życia wiecznego, którą obietnicę złożył niekłamiący Bóg przed czasami epok,3lecz ukazał swoim porom swoje słowo w ogłaszaniu, które ja mam powierzone, według rozkazu naszego wybawcy Boga. (Tyt 1:1-3; 3:4-7).

Co możemy wyciągnąć z tych słów? Paweł podkreśla, że „prawda” miała swój początek w „nadziei na życie wieczne”. To, że rzeczywiście jest to życie wieczne na ziemi, wynika z tego, że Paweł wskazał na „obietnicę”, którą Bóg „dawno temu” objawił swoim Słowem przedchrześcijańskim sługom. Wiemy, że Bóg nie obiecał przedchrześcijańskim sługom życia w niebie, ale na ziemi. Dlatego Paweł napisał:

„czyste zatrzymujmy przyznanie nadziei niewzruszonej, bo wierny [jest] który obiecał” (Heb 10:23).

Jest to ta „obietnica” złożona w przeszłości, że Bóg w swoim czasie („) objawił „poprzez głoszenie ”, który został powierzony apostołom oraz innym upoważnionym ewangelistom i nauczycielom. Wszyscy opierali swoje nauczanie na wiedzy i „nadziei życia wiecznego” na ziemi, które Bóg obiecał dawno temu, i

„…przyjęli słowo Boga, i uwierzyli, ilu było umieszczonych do życia wiecznego [na ziemi]” (Dz 13:48).

Tak, wielu wtedy sprzyjało życiu wiecznemu na ziemi, a nie w niebie. Zgodnie z tym, co Bóg obiecał w czasach starożytnych, pielęgnowali wspólną nadzieję, jedyną nadzieję dla wszystkich sług Bożych. Właśnie dlatego, kiedy Paweł we wszystkich swoich listach wspomina o „życiu wiecznym”, ma na myśli życie na ziemi, które chrześcijanie kultywowali. Rozważ to w następujących słowach:

„.. jak zaczął królować grzech przez śmierć, tak i łaska zapanowałaby przez usprawiedliwienie, do życia wiecznego przez Jezusa pomazańca, naszego pana” (Rz 6:21)

„bo zapłatą grzechu śmierć, lecz dar łaski Boga – życie wieczne….” (Rz 6:23)

Paweł nie podkreślił w tych słowach, że jest to życie wieczne w niebie. W ogóle nie wspomina o takiej myśli, co na pewno by zrobił, gdyby w tym czasie istniała inna nadzieja, której Bóg nie obiecał przedchrześcijańskim sługom.

Paweł wiedział, że chrześcijańska nadzieja wiąże się z perspektywą życia wiecznego na ziemi. Dlatego w powyższym stwierdzeniu życie wieczne przeciwstawił śmierci. Tak jak „śmierć” kojarzy się z ziemią i ludźmi na ziemi, tak jest z „życiem wiecznym”. „Życie wieczne” jest darem Boga, który wiąże się z błogosławieństwem życia tutaj na ziemi, a nie w niebie. To był „cel i nagroda niebiańskiego powołania”, którą Paweł chciał zdobyć, więc powiedział do Tymoteusza:

„Tocz piękną walkę wiary, chwyć się życia wiecznego, ku któremu zostałeś wezwany…” (1 Tym 6:12; Fil 3:12-14).

Tymoteusz został „powołany” do życia wiecznego, aby „zwyciężyć” swoją wiarą. Jest to to samo „niebiańskie powołanie” lub „wezwanie z nieba”, które (Bóg) Jehowa objawił głosząc swoje słowo „skierowane do nas wszystkich„ poprzez poznanie tego, który nas powołał ”. To zaproszenie jest wyjątkowe dla wszystkich. Wszyscy, którzy odpowiedzą na to „wezwanie z nieba” i włożyli w nie wszystkie swoje wysiłki, stają się „uczestnikami tego niebiańskiego powołania”, które kierują do innych i mogą liczyć na zbawienie i życie wieczne na ziemi (1 Piotra 1:3,5 -7,10,11; 2 Piotra 1:3).

O życiu wiecznym mówi się w pismach chrześcijańskich w związku ze zbawieniem. Jezusa zapytał jeden bogaty człowiek:

„Co dobrego mam robić, aby otrzymać życie wieczne”.

Jezus nie ofiarował temu człowiekowi życia w niebie, ale życie wieczne na ziemi, które mógłby otrzymać, gdyby trzymał „skarb w niebie”. Kiedy Jezus wskazał, że tym, którzy kochają bogactwa, trudno będzie wejść do Bożego królestwa niebieskiego, uczniowie byli zaskoczeni i powiedzieli:

„kto więc może zostać zbawiony?” (Mat 19:16:25).

Termin „zbawienie” nigdy nie jest kojarzony z niebem. Zbawienie prowadziło do życia wiecznego na ziemi. Jezus mówił o tym zbawieniu i głosił. Nie stał się Chrystusem (Mesjaszem, Synem Bożym), aby zbawić ludzi od życia w ciele ziemskim, ale aby ocalić ich od grzechów i śmierci rządzących ciałem ludzkim (1 Tym 1:15) Jezus był środkiem zbawienia, który Bóg przygotował dla wszystkich narodów (Łuk 2:30,31; Dz 4:12). „Stał się zwiastunem wiecznego zbawienia dla wszystkich, którzy są mu posłuszni” (Heb 5:9).

Dlatego kiedy mówimy o „zbawieniu”, które daje nam Bóg, mamy na myśli wszystkich, którzy otrzymają życie wieczne lub „nieśmiertelność” (nieumieralność). Nieśmiertelne życie lub życie bez śmierci jest darem, dzięki któremu nasze materialnie „niszczejące ciało” będzie chronione przed śmiercią przez duchowe „nieniszczejące ciało” (1 Kor. 15: 53,54). Tak jak w Biblii „wieczność” utożsamiana jest z „nierozpadliwością”, tak „nieśmiertelność” utożsamiana jest z „życiem wiecznym” (1 Tym 1:17; Rz 2:7; Da 12:7). Gdyby Jezus „zniósł śmierć” swoją ofiarą, nie byłoby już śmierci. A jeśli nie będzie śmierci, to „nieśmiertelność” jest określeniem życia bez śmierci (2 Tym 1:10). Dlatego twierdzenie Strażnicy, że „nieśmiertelność” różni się od życia wiecznego, nie może zostać utrzymane, ani że 144 000 wybranych będzie jedynymi ludźmi posiadającymi „nieśmiertelność”, podczas gdy reszta będzie miała tylko „życie wieczne” (Strażnica, 10/1/2006 s.5 6).

Adam otrzymał dar życia wiecznego po tym, jak Bóg pozwolił mu jeść owoce z drzewa życia. Jeśli twierdzi się, że Jezus obiecał przyszłym członkom klasy niebieskiej, że „da im jeść z drzewa życia”, to powiedział im, że da im możliwość odnowienia ich życia wiecznie, jak miał tą możliwość Adam. Jezus złożył tę samą obietnicę wszystkim innym wiernym ludziom, gdy powiedział im, że „wszyscy, którzy będą mogli iść do drzewa życia”, będą szczęśliwi (Obj 2:7; 22:14). Dlatego „drzewo życia” jest przygotowaniem, dzięki któremu wszyscy wierni ludzie, bez względu na to do jakiej klasy należą, będą w stanie utrzymać nieśmiertelność. Jeśli to przygotowanie umożliwi nieśmiertelność, to nieśmiertelność wejdzie do wszystkich ludzi, nie tylko 144 000 oddzielonych od ludu Bożego.

Wszyscy chcemy zostać nagrodzeni „zbawieniem naszych dusz” za naszą wiarę (1 Piotra 1:9). „Swoją wytrwałością uratują (tj zbawią) dusze”- jak powiedział Jezus swoim uczniom, którym dał nadzieję i drogę do uzyskania życia wiecznego (Łuk 21:19; Jana 17:3). Jego uczniowie żyli z nadzieją, która została im przedstawiona w przekonujący sposób. Strażnik więzienia zapytał więc Pawła i Sylasa:

„Panie, co mam robić, żeby zostać zbawiony?” (Dz 16:30).

Nie szukał zbawienia, aby pójść do nieba, ale aby otrzymać życie wieczne na ziemi po wylaniu gniewu Bożego na złe i zepsute pokolenie. Nawet aniołowie Boży zostali „posłani, aby służyć tym, którzy odziedziczą zbawienie”, to znaczy cisi, którzy „odziedziczą ziemię” (Heb 1:14; Mt 5,5). „Zbawienie” było umożliwione „człowiekowi” przez Boga poprzez Jezusa Chrystusa, aby wraz z pierwszymi chrześcijanami „stać się spadkobiercami życia wiecznego, według nadziei” (Tyt 3:4-7).

Wszystko, co zacytowałem z Biblii wskazuje, że nadzieja „życia wiecznego na ziemi” została objawiona pierwszym chrześcijanom, ale także potwierdzona słowami i mocnymi dziełami. Potężne czyny Jezusa nie dały im nadziei na życie w niebie, ale na życie na ziemi – życie wolne od cierpienia i strachu przed chorobami i śmierci w ludzkim ciele. Wszystkie cuda, których dokonał Jezus, potwierdziły wiarę w Boże obietnice życia wiecznego na ziemi. Chrześcijanie oparli swoją „żywą nadzieję” na „zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa z martwych”, to znaczy na zmartwychwstaniu jego ciała, które miało miejsce na ziemi, a nie na „wstąpieniu do nieba”, które było zarezerwowane tylko dla Jezusa (1 Pt 1:3 ; Jana 3:31; 1 Ja 1:1,2). Do tych, którzy zwracali uwagę na inne dobre wieści, Paweł powiedział:

„który dał siebie samego za* (*ponad) grzechy nasze, żeby wyrwał nas z nastającej epoki niegodziwej, (..) Dziwię się, że tak szybko odwracacie się, (..) do odmiennej dobrej nowiny, (..) ale choćby i my, lub zwiastun z nieba, głosił wam dobrą nowinę inną niż ta, którą ogłosiliśmy wam, niech jest przeklęta” (Gal 1:4-8).

Dobra nowina obejmowała wieści o zbawieniu od obecnego złego porządku społecznego i ustanowienia nowego ładu światowego na ziemi. Pod wpływem filozofii greckiej niektórzy chrześcijanie nawet w tym czasie zaczęli dowiadywać się, że nie ma zmartwychwstania ciała, a zatem nie ma życia wiecznego na ziemi, ponieważ dusze ludzkie pójdą do nieba po śmierci i będą tam przebywać na wieki (Mt 22:23; Dz 26:28; 1 Kor 15:20).

Chrześcijanie, którzy dokładnie przestudiowali Pismo Święte, nie mogli się z tym zgodzić i sięgnąć po inne dobre wieści. Byłoby im trudno uwierzyć, gdyby Paweł twierdził co innego, niż mówi Pismo Święte. Ale Paweł nie przyniósł im żadnej innej dobrej nowiny, ani nie wykazał z pism hebrajskich niczego, co mówiłoby o ich wiecznej siedzibie w niebie. Gdyby ktoś próbował twierdzić, że Bóg ustanowił ich dla życia w niebie, domagałby się czegoś nowego, aby znalazłby się fałszywym apostołem wobec ogromnej większości chrześcijan i straciłby swój autorytet, ponieważ ich żydowskie spojrzenie na prawo zostało zniesławione (2 Kor5:19). Dlatego nigdy nie prosił wierzących chrześcijańskich, by „ujawnili wszystkim swoją nadzieję” o życiu niebiańskim, ale w obiecanym życiu wiecznym na ziemi (Heb 10:23; Tyt 1:2,3).

To, co Paweł mógł wiedzieć i co otrzymał w wizjach, „nie wolno było mówić”, prawdopodobnie dlatego, że ta wiedza nie była dla wszystkich. Ale nawet te wizje zawierały tylko to, co mogło być zgodne z obietnicą Bożą, aby Paweł nie widział czegoś, co sugerowałoby inną wiarę (2 Kor 12:1-4). Gdyby widział niebiosa dane pierwszym chrześcijanom po ich śmierci i zmartwychwstaniu, to czy nie mieliby prawa wiedzieć, co mógł on wiedzieć? Gdyby Paweł wiedział coś o życiu w niebie, wiedza ta powinna była pomóc mu umocnić taką nadzieję. A jeśli wszyscy chrześcijanie w tym czasie mieli wezwanie do życia w niebie, to Paweł powinien pomóc im zaakceptować to jako coś, czego Bóg nie obiecał w przeszłości, ale teraz muszą zaakceptować, jeśli chcą dostosować swoją nadzieję do obecnej woli Boga. W tym miejscu prawdopodobnie powstałby podział między żydowskimi chrześcijanami, do których Jezus przemawiał i potwierdził to, co hebrajskie pisma święte mówią o życiu wiecznym na ziemi. Ale nie ma wzmianki o tych kontrowersyjnych sprawach i jest całkiem zrozumiałe, że apostołowie nie wierzyli i nie głosili doktryny ich odejścia do nieba. Niektóre rzeczy, które apostoł Paweł otrzymał przez objawienie, zostały najpierw „przedstawione wybitnym ludziom” w Jerozolimie, ale nawet wtedy nie było żadnych nowych argumentów, by powiedzieć, że pierwsi chrześcijanie byli przeznaczeni na życie w niebie. Nawet wiodący ludzie w Jerozolimie „nie dali mu nic nowego” na ten temat (Ga 2:1,2,6). W Biblii nie ma argumentów wskazujących na ten pogląd.

W swoich listach Paweł mówił o niektórych niebiańskich rzeczach, które były „trudne do zrozumienia” dla chrześcijan, a szczególnie dla tych żydowskich chrześcijan, którzy nadal byli posłuszni Prawu. Są to głębokie rzeczy Boże, które Pan objawił mu w swoim duchu, na które następnie chrześcijanie musieli otworzyć swoje umysły i serca, aby zrozumieć niektóre fragmenty pism hebrajskich (Łuk. 24: 44-49; 1 Kor 2:2-10; 2 Pio 3:16). Ci, którzy nie mogli zrozumieć rzeczy, o których mówił Paweł, najwyraźniej nie zgłębiali Pism Hebrajskich. Nie mogli więc zrozumieć tych ziemskich rzeczy, a tym bardziej niebiańskich. Niektóre rzeczy niebiańskie miały związek z rzeczami, które miały być zjednoczone w Chrystusie z rzeczami na ziemi (Ef 1:9,10). Paweł starał się wyjaśnić i potwierdzić te niebiańskie rzeczy w swoich listach z pism hebrajskich (zob. Heb 7-10; 9:23; 2 Pt 3:16). W ten sposób nauczanie apostolskie miało swoje podstawy w pismach hebrajskich. To co napisali, tylko potwierdziło nadzieję i obietnice dane wiernym sługom dawnych czasów. Czy nowi wierzący w tych pismach świętych byliby w stanie rozpoznać nową i inną nadzieję? Strażnica twierdzi:

„Wybieranie 144 000 mających żyć w niebie Bóg zaczął w dniu Pięćdziesiątnicy 33 roku n.e. Skąd mogli oni wiedzieć o tej nadziei lub być jej pewni, jeśli była czymś nowym, nie znanym sługom Bożym w czasach przedchrześcijańskich? Dokonują takiego osądu, gdyż daje im o niej świadectwo święty duch Boży.” (Strażnica, 15.2.1990, str 20, par 20)

Jak można rozpoznać coś nowego w pismach świętych, jeśli nawet nie istnieje ono w pismach hebrajskich, nawet jako oznaka czegoś nowego? Dlatego nawet duch święty, który został na nich wylany w dniu Pięćdziesiątnicy 33, nie mógł dać żadnej nowej nadziei w tej sprawie. Jezus z góry powiedział im, że mają otrzymać ducha świętego, a mianowicie że w ten sposób otrzymają „siłę i będą jego świadkami aż do krańca ziemi” (Dz 1:8). Szczepan miał tę siłę, ponieważ śmiało i odważnie zeznawał o Chrystusie. We wszystkim, co następnie powiedział swoim przeciwnikom, nigdzie nie wspominał, że Jezus otworzył drogę do niebiańskiego życia dla chrześcijan (Dz 7:55,56). To, że on i inni zostali ochrzczeni duchem świętym, nie dawało im żadnej innej nadziei niż ta, którą poznali dzięki dobrej nowinie, którą Jezus wcześniej objawił. Nie znali nawet nadziei na życie w niebie, nie mówiąc już o tym, że mogli jej rozpoznać nawet „przed otrzymaniem świadectwa o nim przez Ducha Świętego Boga”. To wykraczałoby poza to, co zostało napisane i czego się od nich oczekiwano i co trzeba było wiedzieć.

Apostołowie pomogli zrozumieć wierzącym, że przez Jezusa narodzili się z ducha świętego, że mogą być uważani za dzieci i synów Boga, którzy nawiązali bliższą relację z Bogiem, niż Żydzi pod Prawem (Rz 8:14-17; Ga 4:6) , Ale to nie znaczyło, że przeznaczono ich do nieba. Jeśli żydowscy chrześcijanie powiązali rzeczy niebiańskie ze sposobem, w jaki Bóg teokratycznie zorganizował naród Izraela i służbę świątynną, mogliby zrozumieć, że istnieje różnica między apostołami i starszymi („szafarzami”) z jednej strony a innymi uczniami Jezusa („sługa”), tak jak w starym przymierzu istniała różnica między „kapłanami i królami”, którzy służyli w „miejscach niebieskich”, a „ludźmi”, którzy reprezentowali „ziemię” (Ps 113:6-8). Pierwsi chrześcijanie są świadomi, że apostołowie, podobnie jak inni zdolni i duchowi mężowie, są powołani do „rządzenia” zgromadzeniem i powierzonym im Słowem Bożym. Ci mężowie zostali wyznaczeni do zarządzania majątkiem Jezusa (Łk 19:13; Mk 13:34,35). Tylko niektórzy z nich, którzy byli wierni Chrystusowi aż do ich śmierci, mogli zostać uznani za godnych umieszczenia w niebiańskich miejscach w ich królestwie, gdy ci wierni mężowie będą reprezentować „nowe niebo”.

Na przykład Księga Objawienia została napisana wyłącznie dla nich, to znaczy dla „niewolników” Boga lub nadzorców, którzy mieli „opublikować” święte objawienia Boże w zborach chrześcijańskich, karmiąc w ten sposób sługów Chrystusa wiarą, nadzieją i poznaniem (Obj. 1: 1; 10: 7). Apostoł Jan widział wizje, których prawdopodobnie nie mógł nawet w pełni zrozumieć, a zatem w pełni zrozumiał rolę zgromadzenia Chrystusa i tych, którzy je utworzyli. Powiedział:

„zrobił nas też królami i kapłanami Bogu i Ojcu swemu (..) Ja Jan i wasz brat, i współuczestnik w utrapieniu i w królestwie, i wytrwałości..” (Ob 1:6,9).

Zauważamy, że „królestwo” syna Bożego jako teokratyczna administracja zostało ustanowione na ziemi, ponieważ Jan był z innymi niewolnikami uczestnikiem spraw królestwa, a zatem uczestnikiem udręk i wytrwałości związanych z tym „królestwem” (Kol 1:13). Królestwo miało nie tylko swego króla, Jezusa Chrystusa, ale także innych uczestników. W nim wszyscy wierzący mogą być uważani za kapłanów, którzy pełnią świętą służbę dla Boga. Ale to przełożeni przejęli przewodnictwo. Jako wybitni „kapłani” reprezentowali autorytet Jezusa i jego „administrację” nad Bożym Izraelem (Mk 13:34). Logiczne było stwierdzenie na podstawie Pisma Świętego i tego, co Jezus o tym mówił, że starsi, którzy wiernie wypełniają tę wielką odpowiedzialność, zostaną wybrani do zasiadania w królestwie Bożym przede wszystkim, gdy „będą królować na ziemi” ze wszystkimi sprawiedliwymi (Obj. 5:10; wszystkie tłumaczenia poza PNŚ).

Tak jak rządzący nie działają sami, ale są także ludzie podlegający temu rządowi, tak samo obecne „królestwo” Syna Bożego ma nie tylko tych „kapłanów”, którzy służą jako „niewolnicy” lub „zarządcy”, ale wszyscy Chrześcijanie, są oddanymi i uznanymi członkami zboru Bożego i mają swoje miejsce w zborze w roli „sług” lub „służących” Chrystusa. Wszyscy jesteśmy „uczestnikami królestwa niebieskiego”, ale z różnymi posługami i rolami w tym systemie teokratycznym. Wierzący, którzy podporządkowali się kierownictwu wymienionych osób, nie mogli zobaczyć siebie. Mogli to zrobić tylko mężowie, którzy szukali służby nadzorczej. Właśnie dlatego nadzorcy, którzy w dobry sposób prowadzili zgromadzenie Chrystusa, uważani byli za „godnych podwójnej czci” lub „pierworodnych” (1 Tym 5:17; Heb 12:23; por. 5 Moj 21:17). Uznano ich za godnych wzięcia na siebie większej odpowiedzialności w przyszłości, być może nie jako pierwszych apostołów, którzy zasiądą z Jezusem na pierwszych 12 tronach, ale prawdopodobnie w jakiejś znaczącej roli i z pewną dozą władzy jako książęta (Mat. 19:28; Da 7:27). , Mogli to zrozumieć z pism świętych, które proroczo mówiły o tych sprawach związanych z klasą niebios. Dlatego w Biblii nic nie wskazuje na to, że apostołowie mówią o tym inaczej, ani też w listach nie ma wezwania do zajęcia pierwszych miejsc w królestwie Bożym.

Ponowne badanie pomaga nam zobaczyć, jakie było główne zadanie Jezusa Chrystusa, którego również wymagał od swoich uczniów. Czy to dobra wiadomość, aby wezwać „wszystkich ludzi” do zbawienia, czy też najpierw trzeba było wezwać tylko „pewną liczbę” tych, którzy będą rządzić z Jezusem? Mianowicie, zgodnie z interpretacją Strażnicy, Bóg poprzez dobrą nowinę, najpierw powołał do zgromadzenia osoby, które wraz z Chrystusem w niebie będą służyć jako jego współwładcy w królestwie. Po tym, jak na początku XX wieku zgromadzenie tych osób miało się podobno zakończyć, zaczął gromadzić osoby, które miałyby składać się na poddanych w królestwie na ziemi (patrz Księga Objawienia, str. 125; p. 21).

Gdyby tak było, apostołowie często podkreślaliby to i uzasadnialiby przekonującymi argumentami z Pisma. Zapraszaliby Żydów i nie-Żydów z tym szczególnym zadaniem do zboru chrześcijańskiego, wskazując, że tylko kilka pierwszych tysięcy zajmie znaczące miejsca w niebie. Ponadto powinni byli przekonywać na podstawie Pisma, aby powiedzieć im, że bezpośrednią intencją Boga jest najpierw zgromadzenie tych, którzy będą żyć w niebie, i dlatego powinni porzucić pragnienie życia na ziemi i wyjaśnić tym, którzy błędnie widzą siebie na przyszłej ziemi, objaśniając z Pisma, że Bóg nie szuka teraz tych, którzy odziedziczą ziemię, to znaczy, że klasa ziemska zostanie zgromadzona we właściwym czasie.

Jednak ani Paweł, ani inni pisarze chrześcijańscy nie musieli przekazywać wierzącym wszystkich wyżej wymienionych rzeczy, ani też nie prosili ich, aby byli posłuszni nowemu poleceniu Boga, przez które zostali wyświęceni do nieba, a nie na ziemię. Jeśli tak, to apostołowie i inni pisarze chrześcijańscy często musieliby używać terminu „życie wieczne w niebie” lub „życie niebiańskie”, które różni się od ogólnego wyrażenia „życie wieczne”, które w Biblii zawsze odnosi się do życia ziemskiego i życia na ziemi.

Strona 5 z 5

Żyli w oczekiwaniu na Chrystusa

Powszechnie wiadomo, że już w pierwszym wieku chrześcijanie oczekiwali Jezusa w chwale i końca starego porządku. Chociaż nie wiedzieli, kiedy Jezus Chrystus przyjdzie, Paweł i inni wierni mężowie zakładali, że wkrótce przyjdzie. Takie oczekiwanie było zakorzenione w wierze i nadziei pierwszych chrześcijan.

„Więc bądźcie cierpliwi bracia, aż do przybycia pana, (..) I wy bądźcie cierpliwi, umocnijcie wasze umysły, bo przyjście pana jest blisko” – pisze Jakub (Jak 5:7,8).

„bo wytrwałości potrzebujecie, aby wolę Boga wykonawszy otrzymali obietnicę. Jeszcze tylko tak mało: ‘gdy przychodzący przyjdzie i nie będzie zwlekał’” – pisze Paweł  (Heb 10:36,37)

Wówczas chrześcijanie byli zachęcani, aby nie opuszczali swoich spotkań, tym bardziej, gdy widzieli, że „dzień się zbliża” (Heb 10:25). Czasy, w których żyli, nazywano „końcem tego porządku” i „dniami ostatnimi” (Heb 9:26; Ju 17:18). Z tymi oczekiwaniami, jakie chrześcijanie mieli pod koniec pierwszego wieku, nie można twierdzić, że mieli oni „nadzieję”, że pójdą do nieba, aby być współwładcami Jezusa. Mianowicie, skoro gromadzą się tylko członkowie klasy niebieskiej, jak mogliby oczekiwać „obecności Chrystusa” i „końca tego porządku”? Jak mogli oczekiwać Chrystusa, skoro twierdzono, że w tamtym czasie nie było jeszcze ziemskiej klasy chrześcijan, których podobno powinni byli się spodziewać w większej liczbie? Gdyby klasa ziemska nie została zebrana razem z nimi, to kto przeżyłby wielki ucisk aby być fundamentem „nowej ziemi”?

Odpowiedź na te pytania może również ujawnić nieporozumienia na temat „144000” i „wielkiej rzeszy” przedstawione członkom społeczności „Świadków Jehowy”. „Badacze Biblii” wcześniej twierdzili, że obie grupy chrześcijan były obecne od samego początku chrześcijańskiego zgromadzenia, więc ich wersja była bliższa prawdy i mogła odpowiedzieć na powyższe pytania.

Pierwsi chrześcijanie nie mogli spodziewać się przyjścia Chrystusa, jeśli zgromadzenie nie zebrało tych, którzy przeżyją i utworzą „nową ziemię” podczas niszczenia złego świata. Dlatego żaden z nich nie zadawał sobie pytania:

„Jeśli mamy królować z Chrystusem, nad kim będziemy królować? Kim są ci prawi, którzy przyjdą do zboru, aby przetrwać wielki ucisk i stać się ziemskimi członkami królestwa Bożego?”

Oczywiście takie pytania nie były potrzebne, ponieważ pierwsi chrześcijanie pielęgnowali nadzieję na „uwolnienie od tego spaczonego pokolenia” i przybycie królestwa Bożego do ziemi, którą odziedziczą (Dz 2:40). Ponieważ nadal byli członkami klas ziemskiej i niebieskiej, zrozumiałe jest że myśleli, iż wszystko jest gotowe na początek nowego dnia, w którym razem utworzą nowe niebo i nową ziemię. Wierzyli, że przetrwają wielki ucisk, odziedziczą królestwo i otrzymają życie wieczne na ziemi. Z drugiej strony w Biblii nie ma wzmianki, że mieli nadzieję przetrwać i pójść do nieba, po czym rozpocznie się ziemskie zmartwychwstanie przedchrześcijańskich sprawiedliwych, tworząc „nową ziemię”.

Ten wniosek można wyciągnąć z jeszcze jednego faktu. Mianowicie, pierwsi chrześcijanie wiedzieli, że dobrą nowinę głoszono „na całej ziemi aż do końca świata”, tak jak Chrystus zapowiedział, że stanie się „przed końcem” (Rz 10:11–15,18; Mt 24:14 ). Jeśli przez ten znak myśleli, że „koniec jest bliski”, to musieli wiedzieć, że Boży plan królestwa zakładał stworzenie „nowego nieba i nowej ziemi” (2 Pio 3:13). Koniec nie może nadejść, dopóki jedna i druga klasa ludzi nie będzie już obecna na ziemi. Jeśli spodziewali się „końca” w swoim dniu, to najwyraźniej byli świadomi faktu, że wśród nich są członkowie obecnego i przyszłego nieba i ziemi. Nie musieli się zastanawiać, kto z nich należał do określonej klasy, ponieważ Boskie rządy były już przedstawione w pismach świętych. Każdy sam wiedział, jakie miejsce zajmuje w zborze lub „królestwie” Jezusa Chrystusa. W związku z tym mogli zgadnąć, które miejsca zajmą niektórzy z nich w nowym systemie teokratycznym (Kol 1:13; Mat. 13:41).

Nikt nie mógł kwestionować obecnej i przyszłej roli Jezusa w królestwie. Ponadto nikt nie mógł kwestionować wiodącej roli apostołów i ich pierwszych miejsc przeznaczonych zarówno dla nich w Zgromadzeniu, jak i w królestwie Bożym. W związku z tym nikt nie mógł zakwestionować roli mianowanych ludzi, którzy zostali uświęceni przez ducha świętego, aby „zarządzali” zgromadzeniem i ludem Bożym aż do przyjścia Chrystusa. Rzeczy tak teokratycznie ułożone sprawiły, że wszyscy myśleli, że ci mężowie, którzy wiernie pełnią tak odpowiedzialną posługę, byliby godni powołania przez Jezusa do kierowania jego Królestwem, tak jak zarządzali Zgromadzeniem. Wiedzieli, że Jezus właśnie o tym mówił. Ponadto ówcześni chrześcijanie wiedzieli, że w ich czasach gromadziły się tłumy ludzi, którzy odziedziczą ziemię i będą żyć na niej wiecznie jako poddani królestwa. Tacy wierzący chrześcijanie byli w stanie rozpoznać swoją przyszłą rolę, ponieważ nawet wtedy „podporządkowali się” tym, którzy zarządzali „królestwem” Jezusa na ziemi (Heb 13:17). Dlatego starsi mogli uważać się za klasę nieba, podczas gdy wszyscy wierzący w tym czasie uważali się za klasę ziemi, która oczekiwała wyzwolenia od spaczonego pokolenia tego czasu. Obejmowało to przetrwanie wielkiego ucisku, o którym mówił Jezus, oraz błogosławieństwa życia wiecznego na ziemi pod królestwem Bożym. W tym czasie chrześcijanie „czekali, aż Syn Boży przyjdzie z nieba”. W tym oczekiwaniu mieli nadzieję, że „uwolni ich od nadchodzącego gniewu” (1 Tes 1:10; 3:13; Rz 5:9). Ta nadzieja nie prowadziła ich do rozczarowania, lecz do spełnienia się wszystkich „obietnic” Boga (2 Pio 3:9). W rzeczywistości wiele obietnic zbawienia zapisanych w pismach hebrajskich proroczo mówi o większym zbawieniu – takim, które prowadzi do życia wiecznego na ziemi. Dlatego w czasach Jezusa Żydzi, a później chrześcijanie mieli nadzieję na życie wieczne i zmartwychwstanie na ziemi …

„Mam też nadzieję względem Boga którą i oni sami uznają że ma być zbudzenie zmarłych, sprawiedliwych, lecz i niesprawiedliwych.” (Dz 24:15).

To ta odwieczna obietnica stanowiła podstawę wyjątkowej nadziei na zbawienie od grzechu i śmierci oraz życia wiecznego na ziemi. Gdyby ktoś oczekiwał w tamtym czasie życia wiecznego w niebie, jego nadzieja nie znalazłaby się w tych obietnicach Boga. Słowo „zbawienie” jest używane w pismach chrześcijańskich jedynie w celu uzyskania życia wiecznego na ziemi, dlatego zrozumiałe jest, że kultywowali tylko tę jedną nadzieję. Ale jeśli chodzi o tych, którzy zostaną powołani do rządu królestwa Bożego, Biblia nie kojarzy go z „zbawieniem”, ale z ich powołaniem. Rezultatem wiary jest zbawienie, a nie mianowanie. Pieczętowanie 144 000 pierworodnych odbywa się przed przybyciem Chrystusa. Pieczęć Boża na czole jest również dana innym, którzy zostaną zebrani ze społeczeństwa ludzkiego (Mt 24:31). Wszyscy razem doświadczą zbawienia i uwolnienia od grzechu i śmierci podczas obecności Chrystusa w Jego chwale (Obj 7:2,3; 9:4).

Służba w niebiańskich miejscach królestwa Bożego zostaje ustanowiona po wspólnym wybawieniu, tak jak Kapłaństwo Aarona zostało wprowadzone do służby po wybawieniu Izraela z niewoli egipskiej. Jest to oczywiste z tego, co Jan usłyszał i widział w jednej wizji. Nie widział „144000” zapieczętowanych w jednej z pierwszych wizji, ale słyszał tylko ich liczbę. Słyszał, że zostali zapieczętowani i wybrani z spośród „dwunastu pokoleń” duchowego ludu Bożego, „Izraela”, którego poniżej widzi jako „wielki tłum” (Obj. 7:4,9). Jednak tylko w jednej z następujących wizji Jan widzi tę odizolowaną grupę, w której przebywają z Chrystusem na Górze Syjon, co oznacza, że jest to czas, kiedy Jeruzalem otrzyma niebiańską chwałę, która jest opisana jako zstąpienie z tego miasta z nieba (Obj 14:1; 21:2). Oznacza to, że wybrani mężowie są integralną częścią wielkiego tłumu aż do ich pieczęci i że dopiero po opieczętowaniu zostaną oddzieleni od ludu Bożego. Dlatego w swojej wcześniejszej wizji Jan nie widzi ich jeszcze jako oddzielnej grupy, a jedynie słyszy ich liczbę.

Słudzy Chrystusa wykonują zadanie „sług” powierzone wiernym mężom i słusznie oczekują nie tylko zbawienia, ale aby Jezus w swoim czasie umieścił ich w chwalebniejszej posłudze, jak „wierny i roztropny” Józef, który po zarządzeniu „domem” swego pana, został „umieszczony nad jego ziemią” (Mat. 24:47; 1 Moj 39:4,5; 41:39-41,43; 45:9). Jednak aż do przybycia Jezusa, nie będą mogli wiedzieć, który z nich zostanie wybrany i powołany do tej szczególnej posługi. Z drugiej strony, obaj otrzymają te same błogosławieństwa – odziedziczą królestwo, nieskazitelność, doskonałość i życie wieczne na ziemi. Kiedy zostanie zorganizowane „nowe niebo i nowa ziemia”, wówczas każdy od Chrystusa otrzyma swoje miejsce służby w królestwie Bożym. Mnóstwo sprawiedliwych od założenia świata wraz z nami w końcu ujrzy w końcu realizację swojej nadziei na życie wieczne.

Widzieliśmy, że nadzieja pierwszych chrześcijan nie spełniła się w ich czasach. Interesujące jest dla nas to, że rozpoznali niektóre wydarzenia, o których mówił Jezus, które wskazywały na możliwą bliskość przyjścia Jezusa. Mówili więc swobodnie o nadejściu królestwa Bożego. Rozpoznali ten „okres czasu” jako „przejmującą noc”, kiedy trzeba było się obudzić w oczekiwaniu na chwalebną obecność Jezusa (Rz 13:11,12). Apostoł Piotr otrzymał polecenie, aby napisać do swoich braci:

„Zbliża się koniec wszystkiego, zatem zachowajcie rozsądek oraz bądźcie skupieni na modlitwach (..) byście mogli być też rozradowani podczas objawienia jego chwały”. (1 Pio 4:7,13)

W tym czasie chrześcijanie nie wiedzieli, że znaki te wypełniają się przed nimi na mniejszą skalę niż ta, która miała przyjść na całą zamieszkaną ziemię (Rz 13:11,12). Dlatego w swoim czasie oczekiwali wszystkiego, czego oczekujemy dzisiaj. (patrz Strażnica, 1.6.1993, s. 15, s. 7,8).

Jeśli dziś uważa się że wszystko jest gotowe na przyjście Chrystusa, ze w zgromadzeniu Chrystusa znajdą się ludzie (pszenica, owce), które odziedziczą ziemię, to pierwsi chrześcijanie w swoich czasach musieli się tego spodziewać. I żyli z nadzieją na przyjście Chrystusa i zbawienie, które zostało obiecane i objawione przez tę samą dobrą nowinę. Nic się nie zmieniło w dobrej wieści i naszej wspólnej nadziei:

„Gdyż zbawienna łaska Boga ukazała się dla wszystkich ludzi oraz nas wychowuje, byśmy odrzucili bezbożność oraz światowe pożądania i rozsądnie, sprawiedliwie oraz pobożnie mogli żyć w obecnej epoce. Oczekując na błogosławioną nadzieję i objawienie się chwały wielkiego Boga oraz naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa, gorliwca szlachetnych dzieł, który za nas dał samego siebie, aby nas sobie wykupić z wszelkiego bezprawia i oczyścić sobie wybrany lud” (Tyt 2:11).

Ten „lud” od samego początku spełnia oczekiwania dotyczące zbawienia i składa się z ogromnej rzeszy duchowych Izraelitów kierowanych przez „wiernych szafarzy”. Faktem jest, że wszyscy oni byli integralną częścią zboru Bożego namaszczonego duchem świętym. To właśnie ten fakt został źle zinterpretowany przez Towarzystwo Strażnica, ponieważ to z powodu tego namaszczenia wszyscy pierwsi chrześcijanie mieli kontakt z życiem w niebie. Wątpliwe jest to, że wszyscy oni otrzymali „namaszczenie” w celu bycia władcami z Jezusem. Taki punkt widzenia ma wiele nielogiczności i umniejsza ducha Pisma. Dlatego bardzo ważne jest właściwe zrozumienie wyrażenia i aktu „namaszczenia” stosowanego w Biblii na dwa różne sposoby. Więcej na ten temat w „Namaszczeniu”.

Część 4

Strona 1 z 7

NAMASZCZENIE

Pytania: Kto w zgromadzeniu ludu Bożego otrzymuje namaszczenie? Co Biblia mówi o namaszczeniu całego ludu i namaszczeniu osób z uświęconego ludu? Czy namaszczenie zboru chrześcijańskiego w jego początkach oznaczało, że wszyscy zostali wybrani na współwładców Jezusa, czy też miało to jakieś inne znaczenie? Czy ktoś może być chrześcijaninem, jeśli nie zostanie uświęcony lub namaszczony? Czy ktoś może mieć w sobie gwarancję życia wiecznego, jeśli nie zostanie namaszczony? Czy ktokolwiek może twierdzić, że Bóg namaścił go na współwładcę Jezusa? Co mówi o tym Strażnica i co mówi Biblia?

(wcześniej musisz przeczytać części 2 i 3)

„A wy macie namaszczenie od Świętego”

(1 Jana 2:20)

O kim dziś można powiedzieć, że jest namaszczonym przez Boga? Dzięki Badaczom Biblii i Świadkom Jehowy Towarzystwo Strażnica narzuciło ideę, że byli to ci, którzy byli związani z tym Stowarzyszeniem i dlatego zostali przyłączeni do 144 000 prawdziwych chrześcijan namaszczonego Zgromadzenia, którzy będą rządzić z Jezusem w królestwie Bożym. Z tego powodu wszystkie elementy biblijne wspominające o „namaszczeniu” służą jedynie poparciu idei, a zatem nauczaniu, że wszyscy pierwsi chrześcijanie weszli do tej liczby wybranych współwładców, ponieważ ta klasa miała być zwołana i zebrana jako pierwsza, oraz po nich wszystkich innych chrześcijan, którzy byliby ich poddanymi i których liczba nie była ograniczona. Ale czy Biblia popiera taki pomysł i takie nauczanie?

Bardzo kontrowersyjne jest twierdzenie, że święty duch Boży przez „namaszczenie” oddziela od innych wierzących, wzbudzając w nich pragnienie porzucenia życia na ziemi i wszystkiego, co związane z życiem i panowaniem z Jezusem w niebie. Z drugiej strony argumentuje się, że wszyscy inni, którzy nie mają w sobie tego uczucia, nie są namaszczeni duchem świętym. Gdyby ktoś kwestionował naukę Strażnicy o pomazańcach, kwestionowałby także tylko Ciało Kierownicze, które twierdzi, że jest głównym przedstawicielem wszystkich pomazańców i pierwszym dla Chrystusa.

Głównym faktem, który obala to nauczanie, jest wiedza, że pierwsi chrześcijanie nie pokładali nadziei w życiu niebiańskim, więc wszystkie inne roszczenia tracą swoją wiarygodność. Ponadto nikt nie może biblijnie potwierdzić tezy, że został wybrany na współwładcę Jezusa, tak jak twierdzenia, że tacy ludzie uważają się za „synów Bożych”, ponieważ podobno tylko oni mają bliskie poczucie związku z Bogiem. Jednak wielu chrześcijan, którzy nie widzą siebie na tronie, może słusznie uważać się za „synów Bożych”, ponieważ Paweł mówi:

„Gdyż przez wiarę, w Chrystusie Jezusie, wszyscy jesteście synami Boga, bo ci, co dali się ochrzcić dla Chrystusa, oblekli się Chrystusem” (Gal 3:26,27).

I ponownie potwierdza to, gdy mówi:

„Bo ci są synami Boga, którzy są prowadzeni Duchem Boga” (Rz 8:14).

Termin „syn” odnosi się tutaj do wszystkich dzieci Boga, synów i córek, i w tych słowach wszyscy chrześcijanie należą do Chrystusa, ponieważ otrzymali ducha świętego, przez którego otrzymali namaszczenie. Ten, kto nie ma ducha Chrystusa, nie może poczuć się synem Boga.

W języku hebrajskim słowo namaszczenie nazywa się „maszah” i  od niego pochodzi słowo „masziah” lub Mesjasz. Tytułowe greckie słowo to „chrio”, od którego pochodzi słowo „christos”, czyli Chrystus. Żydzi oblewali czyjąś głowę olejem lub namaszczali go, gdy został oficjalnie mianowany na wysokie stanowisko. Na przykład Aaron został namaszczony, kiedy został mianowany arcykapłanem (3 Moj 8:12). W przypadku króla Dawida prorok „Samuel wziął róg olejem i namaścił go (…). I duch Jehowy zstąpił na Dawida i pozostał na nim od tego dnia ”(1 Sam 16:13). Dlatego zarówno Aarona, jak i Dawida można uznać za „mesjasza” lub „namaszczonego”. Mojżesz jest również uważany za namaszczonego (Chrystusa), ponieważ Bóg wyznaczył go na swego przedstawiciela przez swojego ducha świętego (Hbr 11: 24-26). Ale żaden z nich nie nosił tytułu Mesjasza lub Chrystusa (Namaszczonego, Pomazańca). Był przeznaczony tylko dla jednego człowieka, dla Jezusa z Nazaretu. Prorok Jan nie namaścił go oliwą na króla, tak jak prorok Samuel z Dawida. Jan ochrzcił go tylko w wodzie, a po chrzcie sam Bóg namaścił Jezusa duchem świętym, który pozostał na nim od tamtego dnia, tak jak on pozostał na Dawidzie (Mat 3:16; Łk 4:18). W ten sposób Jezus został ochrzczony duchem świętym, przez co został wyznaczony na pierwszego syna lub pierworodnego, a jego naśladowcy mieli przyjąć taki chrzest, aby mogli stać się dziećmi Bożymi i współdziedzicami królestwa Bożego.

W przypadku Jezusa jego namaszczenie duchem świętym było związane z Bożym wyborem na proroka, króla i kapłana. Był tylko prorokiem aż do śmierci i dopiero po zmartwychwstaniu miał zostać królem i kapłanem. Wszyscy inni, którzy zostali ochrzczeni duchem świętym, stają się częścią poświęconego ludu, który ofiaruje świętą służbę Bogu, a pośród nich tylko niektórzy mężowie są wybierani jako prorocy, pasterze i ewangeliści, którzy ją pełnią aż do przybycia Jezusa. To, który z nich zostanie mianowany współwładcą Jezusa w królestwie Bożym, zależy od wyboru Boga. Kiedy Jezus został ochrzczony duchem świętym, wiedział, co bierze na siebie, ponieważ tuż przedtem został powołany do wypełnienia swojej roli, dla której został z góry ustalony. A przed chrztem apostołów apostołowie zostali powołani do specjalnej posługi współwładców Jezusa. Wszyscy inni są powołani, aby być dziećmi Bożymi, co zostało potwierdzone podczas samego namaszczenia zgromadzenia Bożego, gdy pierwsi uczniowie Jezusa, poprzez chrzest w duchu świętym, zostali włączeni do domu Bożego. Przed tym aktem żaden z nich nie został wybrany i powołany na współwładcę Jezusa, więc tego namaszczenia lub chrztu duchem świętym nie można uznać za potwierdzenie takiego wezwania i wyboru.

W swojej nazwie „chrzest” pochodzi od słowa „Chrystus” i oznacza „namaszczenie” w celu uświęcenia dla Boga. Dlatego namaszczenie jest szczególnym aktem chrztu, który wprowadza jednostkę i cały lud w szczególną relację z Bogiem, aby służyć mu w różnych formach posługi, dopóki Bóg nie ustanowi swego królestwa na ziemi przez Chrystusa. Wtedy tylko niektórzy wierni słudzy wybranego przez Boga ludu zostaną wyróżnieni i uświęceni przez święte namaszczenie, aby rządzić nowym porządkiem świata z Chrystusem.

Strona 2 z 7

Izrael – pomazaniec Boży

Jako naród Izraelici zostali wybrani do specjalnego celu. O Izraelitach apostoł Paweł mówi:

„wszyscy ten sam napój w tchnieniu wypili, bo pili z towarzyszącej skały w tchnieniu, ale skałą był POMAZANIEC” (1 Kor 10:4).

Jak to się stało, że „duchową skałą” był Chrystus, skoro Dawid powiedział: „Pamiętali więc, że Bóg był ich skałą” (Ps 78:35). Bóg Jehowa jest kamieniem, ale nie jest „Chrystusem” (Pomazańcem). Jezus jeszcze się nie narodził ani nie stał się Chrystusem, więc w tym przypadku nie był takim Chrystusem, jak niektórzy chcieliby widzieć, więc „duchową skałą, Chrystusem” w tym przypadku jest ktoś, kto reprezentował Jezusa i Jego Prawo. Chrystus (Mesjasz, Namaszczony) ma szerokie pojęcie i nie może odnosić się tylko do Jezusa, ale do wszystkich tych, których Bóg chrzcił i namaścił, to znaczy uświęcił w określonym celu. Kiedy Bóg uwolnił swój lud Izrael od egipskiej niewoli, zrobił to ponieważ Izrael miał konkretny cel w jego planie. Aby spełnić ten cel, Bóg namaścił cały lud, tak że Izrael był „Chrystusem” (Pomazańcem). W tym sensie Paweł najpierw stwierdza:

„Nie chcę też, bracia, abyście nie wiedzieli, że wszyscy nasi przodkowie byli pod obłokiem oraz wszyscy przeszli przez morze. Także wszyscy zostali zanurzeni w Mojżesza w obłoku oraz w morzu” (1 Kor 10:1,2).

Po opuszczeniu Egiptu Izraelici zostali poddani aktowi chrztu i namaszczenia przez Boga, ponieważ relacja mówi:

„Potem wziął księgę przymierza i odczytał ją na głos ludowi. A lud oświadczył: ‘Jesteśmy gotowi czynić wszystko, co powiedział Jehowa, i będziemy Mu posłuszni’. Mojżesz wziął więc krew, pokropił nią lud i rzekł: ‘To jest krew przymierza, które zawarł z wami Jehowa na podstawie tych wszystkich słów’” (2 Moj 24:7,8).

Izraelici zostali adoptowani, co Apostoł Paweł bierze również pod uwagę, gdy mówi:

„którymi są Izraelici, których usynowienie” (Rz 9:4).

Stali się Bożym „synem”, a zatem Bożym „namaszczonym” lub „Chrystusem”. Bóg powiedział do nich: „Izrael jest moim pierworodnym synem”, czyniąc tym samym „syna” w przymierzu namaszczonym przez Boga przez mężów, którzy do przyjścia Chrystusa reprezentowali „głowę” tego ludu, podczas gdy lud reprezentował „duchowe ciało”, a wszyscy razem „duchowy Izrael” w cielesnym Izraelu (2 Moj 4:22; Ps 133:1,2). Im Bóg, jako potomstwu Abrahama, złożył obietnicę, więc Paweł mówi:

„z kolei dano Abrahamowi obietnice i jego potomkowi, nie mówi „i potomkom twoim”, jak na wielu, ale jak na jednego: „i potomkowi twemu”, którym jest pomazaniec” (Gal 3:16).

Komu złożone są obietnice? Abrahamowi i wszystkim, którzy wyszli z niego według ciała, z tym że nie wszyscy są policzeni za ‘potomstwo’ (Rz 9: 7,8; zob. 1Mo 21: 12,13). Z powodu przymierza z Abrahamem i obietnicy, którą złożył jemu i jego potomstwu, Bóg ochronił swój „uświęcony lud” przed zniszczeniem, które groziło mu ze wszystkich stron. Świadomy tego prorok Habakuk powiedział do Boga w swojej modlitwie:

„Wyruszyłeś, żeby wybawić swój lud, żeby wybawić swego pomazańca” (Hab 3:13; Ps 28:8).

Kiedy rozważamy całe to tło wokół Izraela, Namaszczonego Boga (Chrystusa), nie powinniśmy go zaniedbywać, czytając, gdzie apostoł Paweł mówi, że Izraelici:

„wszyscy ten sam napój duchowy wypili, bo pili z towarzyszącej skały duchowej, ale (duchową) skałą był pomazaniec” (1 Kor 10:4).

Izraelici „pili”, to znaczy otrzymali życiodajne słowo (Prawo i Przykazania) z „duchowej skały”, która towarzyszyła im w drodze. Do czasu namaszczenia Jezusa Chrystusa Izraelici uważali (Boga) Jehowę za „Skałę” i nikogo innego (zob. 5 Moj 32:4,30, 31; Ps 19:7-9; 78:35; 2 Sam 22:3,32,47; 23:3). On ich prowadził i strzegł przez swoich aniołów, a nie przez Jezusa, który jeszcze nie istniał. Przez aniołów im przekazał Prawo, a nie przez Jezusa. Nawet uczeń Szczepan nie wspomniał o Jezusie, chociaż wspomniał o aniele, mówiąc przed najwyższym sądem:

„tego (Mojżesza) Bóg [jako] przywódcę i odkupiciela wysłał, przez rękę zwiastuna, który ukazał się mu w ciernistym krzaku (..) wy wzięliście prawo, na polecenie zwiastunów i nie przestrzegaliście” (Dz 7:35,53).

Szczepan zeznał o Jezusie jako Chrystusie i nie wiązał go z tym aniołem, który ukazał się Mojżeszowi, ponieważ tym aniołem był oczywiście Michał – jeden z wielkich książąt, który został wyznaczony na przywódcę Izraela. Nie wspomniał o nim wśród aniołów, przez które pośredniczyło Prawo. Prawo to, jak mówi apostoł Paweł, „zostało przekazane przez aniołów przez pośrednika (Mojżesza)” (Gal 3:19). Ani też nie kojarzy Jezusa z tymi aniołami. „Skała duchowa”, która towarzyszyła Izraelitom, wyraźnie nie była aniołami, których Bóg użył jako swoich przedstawicieli.

Powinniśmy zwrócić uwagę na stwierdzenie, że ta duchowa skała „podążyła” za nimi. Co by to znaczyło „podążyła”? W Ewangelii Marka znajdujemy słowo „podążaj” za dowód dla wierzących, że Bóg stoi za ich wiarą. Po nich „cudowne znaki” dowodziły, że byli Chrystusem, to znaczy namaszczeni duchem świętym (Mk 16:17). Towarzyszyły im dowody namaszczenia. To samo dotyczyło Izraelitów. Dlatego Jehowę jako „skałę” należy odróżnić od „duchowej skały”, która za nimi podążała.

Czym zatem jest „duchowa skała”? Jest to „prawo” i „przymierze” oparte na krwi. Innymi słowy, „duchowa skała” jest „przymierzem Prawa”. W jaki sposób Paweł mówi, że Mojżesz „pokropił księgę i cały lud” (Hbr 9:19). To, co zostało pokropione, zostało namaszczone, tak że księga prawa – żywe słowo Boże – które zostało namaszczone, była tą duchową skałą, a zatem rodzajem chrystusa (namaszczonego), który podążał za nimi na ich drodze. Paweł oczywiście nie myślał, że za nimi podążał Chrystus jako dosłowna osoba nosząca ten tytuł, ale zamiast tego myślał o „chrystusie” w duchowym znaczeniu. W tym czasie Żydzi uważali Mojżesza za ucieleśnienie Prawa i w tym sensie Mojżesz i inni mężowie – królowie, kapłani i prorocy – reprezentowali tę „duchową skałę” lub ucieleśnienie słowa Bożego, które było przekazywane ludziom i zaprowadziło ich do głównego potomka, który miał być uczyniony Chrystusem (pierworodnym narodu). W ten sposób „namaszczeni” królowie i kapłani, jako oddzielna grupa duchowa, reprezentowali tę „duchową skałę” Chrystusa (Namaszczonego). Musieli przepisać prawo dla siebie i czytać je regularnie, a za pośrednictwem tego prawa pozwolili Izraelitom pić z tej „duchowej skały”, z wyjątkiem tego że woda, którą wypili nie pozwoliła na życie wieczne. Ale tylko wtedy, gdy Jezus został namaszczony i powołany na Chrystusa, Izraelici mogli pić „wodę życia” z „duchowej skały” reprezentowanej przez jednego człowieka – Jezusa Chrystusa, który powiedział:

„lecz gaszący pragnienie wodą, którą ja dam jemu, nie zazna pragnienia na wieki, ale woda którą ja dam jemu stanie się w nim źródłem wody wytryskującej do życia wiecznego” (Ja 4:14).

Tak jak duchowy napój reprezentował Słowo Boże, tak duchowa skała reprezentowała Prawo, z którego pili. Tak jak był to „napój”, który był duchowy, tak i „skała” była duchowa. Wszystko, co Bóg im przekazywał przez aniołów i proroków, było mocno ugruntowane na tym „prawie duchowym” (Rz 7:14). To na tym duchowym przymierzu słowa Boże są ustanowione jako „duchowy pokarm” i „duchowy napój”, który jedzą i piją. To przymierze Prawa było „duchową skałą”, która „towarzyszyła” Izraelowi, nawet gdy byli na wygnaniu. Według niej zawsze mogli być świadomi, że jako lud zgodnie z przymierzem Prawa byli Chrystusem Bożym (Pomazańcem).

Dlatego, gdy czytamy „skałą duchową był Chrystus”, oznacza to, że „skałą duchową”, na której został założony Izrael (pierworodny syn), było ich namaszczenie zgodnie z przepisami księgi Prawa, która została „pokropiona” (namaszczona). To namaszczenie (greckie chrio, Christos) podążyło za nimi w sposób, w jaki towarzyszyło im urzeczywistnienie i fakt, że byli oni Chrystusem Bożym (Pomazańcem), ludem oddzielonym do specjalnego celu. Jehowa zawsze im to udowadniał cudownymi znakami wyzwolenia. W takim stanie są prowadzeni duchem od Boga przez pomazańca (Chrystusa) wszyscy do tego „potomstwa”, które miało stać się głową namaszczonego ciała (zgromadzenia), to znaczy do tego, który na zawsze zostanie głową, pierworodnym, Chrystusem, Synem Bożym. Oto dlaczego apostoł Paweł mówi o swoich braciach Żydach:

„którymi są Izraelici, których usynowienie i chwała, i przymierze, i ustanowienie prawa, i święta służba, i obietnice,5których ojcowie i z których Pomazaniec według ciała” (Rz 9:4,5).

Wchodząc w przymierze, Izrael, jako ‘syn’ Boży, stał się „namaszczonym” przez Boga przez mężczyzn, którzy przed przyjściem Chrystusa reprezentowali „głowę” tego ludu, podczas gdy lud ten reprezentował „ciało duchowe” lub duchowy Izrael (2 Moj 4:22; Ps 133:1,2). „Wszyscy zostali ochrzczeni w Mojżesza”, gdy przekroczyli wodę Morza Czerwonego (1 Kor 10:2). Wydostanie się z morza było jak zrodzenie się z wody. Zostało to później potwierdzone aktem namaszczenia ich przez Mojżesza, który pokropił ich wodą i krwią, tym samym wprowadzając ich w przymierze z Bogiem, dla którego mieli żyć podporządkowani Jego prawom (2 Moj 24:3-8). Woda reprezentowała duchowe narodziny, a krew reprezentowała przymierze z Bogiem, tak że przez akt chrztu wodą i krwią Izraelici narodzili się jako syn Boży. Nie oznaczało to, że wszyscy powinni służyć jako szafarze i kapłani.

Chociaż wszyscy jako naród byli namaszczeni przez Boga (pierworodny syn, Chrystus), najpierw byli reprezentowani przez Mojżesza jako Króla i Proroka, a wraz z nim Aarona jako Najwyższego Kapłana. Głowa Izraela została namaszczona, a zatem całe ciało (lud). Oznacza to, że Bóg wlał olej do namaszczenia przez Mojżesza na głowę kapłaństwa Aarona, tym samym uświęcając całe ciało Izraela – cały lud i cielesnych Izraelitów, stających się duchowymi Izraelitami (Ps. 133:2). Ponieważ w ten sposób naród narodził się duchowo, można powiedzieć, że cały Izrael jest oddzielny, poświęcony, a zatem „namaszczony”. Z tego powodu zostali oddzieleni od innych narodów. Aby pozostać w związku przymierza z Bogiem jako jednostki i cały naród, musieli dostosować się do tej roli pomazańca (2 Moj 24:3-8). Dlatego nie mogli służyć Bogu nieczyści, a mogli się zanieczyścić na różne sposoby, aby unieważnić swój status uznanego członka duchowego Izraela. Osoby, które zostałyby skażone, nie powinny mieć kontaktu z innymi Izraelczykami. Aby znów być świętymi, zostali wezwani do odprawienia rytuału oczyszczenia wodą pokropienia lub zanurzenia, a raz w roku arcykapłan składał ofiarę za cały lud, aby oczyścić je z grzechu (3 Moj 16:29,30). Przez obmycie i poświęcenie zwierząt rola wody i krwi polegała na nieustannym oczyszczaniu i poświęceniu się Bogu, a tym samym powtarzaniu i odnawianiu duchowych narodzin pod przymierzem Prawa (Hbr 9:10).

Ponowne narodzenie było zatem czymś, co każdy żydowski rabin musiał rozumieć. Kiedy Jezus przemówił do Nikodema, wspomniał mu o „narodzeniu” przez wodę i ducha, aby wejść do królestwa Bożego, którego Nikodem nie mógł od razu zrozumieć, więc Jezus powiedział mu: „Jesteś nauczycielem w Izraelu i nie wiesz o tym?” (Ja 3:10). Rabini musieli wiedzieć, że rytuał oczyszczania wody był związany z duchem Zakonu, to znaczy z duchem Boga, który ich ciągle na nowo uświecał i był ściśle związany z krwią. Wejście do królestwa Bożego wymagało również chrztu wody i ducha, to znaczy narodzin przez wodę i uświęcenia krwią, z tą różnicą, że Jezus dokonuje tego tylko raz, to znaczy ofiary ludzkiej, ponieważ Jezus „raz na zawsze” wszedł do świątyni niebieskiej, gdzie dla nas otrzymał wieczne wyzwolenie i odkupienie (Hebr. 9:11-13). Myśląc o tym, Jezus powiedział mu: „Musicie narodzić się ponownie (z wody i ducha)” (Ja 3:5,7). (więcej na ten temat można przeczytać w ‘Dzieciach Bożych i Synach Bożych’)

Aby wejść do świątyni z czystym sumieniem i służyć Bogu, Żydzi zostali wezwani przez Jana Chrzciciela, aby zostali ochrzczeni przez zanurzenie w wodzie w celu ponownego poświęcenia się Bogu. Ponieważ taki chrzest był związany z usunięciem dawnego nieczystego stanu z powodu zaniedbania prawa Bożego, zostali przywróceni chrztem w wodzie do właściwego, czystego stanu przed Bogiem, który był również jak odrodzenie, po którym z czystym sumieniem mogli przyjść do świątyni przed Boga. Tą drogą chrztu wykonali przepisy Prawa (Hebr. 9:10). Jezus również chrzcił Żydów w ten sposób, ale wskazał im na ponowne narodzenie w duchu, który raz na zawsze uświęci tych, którzy zostali ochrzczeni w jego imię. Mianowicie, został już ochrzczony wodą i duchem świętym, czyniąc go pierwszą osobą, która narodzi się z Boga, i jako taka namaszczona i oddana Bogu osoba, ze szczególną rolą, jaką reprezentuje on cały Izrael, a zatem jest pierworodnym Boga, to znaczy pierwszym synem Izraela (Chrystusem). Wszyscy inni swoim chrztem duchowym byliby trwale uświęceni namaszczeniem, tym samym na stałe zachowując swój status duchowego Izraela, którego nie powinni byli deptać. Kiedy do żydowskich chrześcijan dołączyli nie-Żydzi, zostali również ochrzczeni w Chrystusa jako duchowi Izraelici jako część namaszczonego Izraela Bożego. W ten sposób wszyscy wierzący poprzez chrzest w wodzie i duchu zostali namaszczonymi Boga w składzie Chrystusa, tworząc w ten sposób jeden namaszczony lud, to znaczy jedno namaszczone ciało. Apostoł Jan zwraca się do wszystkich ówczesnych chrześcijan i mówi: „A wy macie namaszczenie od Świętego” (1 Ja 2:20). Wszyscy członkowie zboru, zarówno starsi, jak i wierzący, mieli to namaszczenie.

Strona 3 z 7

Nowy Izrael – namaszczony przez Boga

Zgodnie z modelem Izraela wyznaczeni starsi mieli się różnić od innych wierzących chrześcijan w ich namaszczeniu. Jaka jest różnica Hebrajskie Pisma rozróżniają między „wylewaniem oleju na głowę” komuś, kogo się postawiło na wyższym stanowisku usługiwania a kimś, kto „wylewa olej na głowę” tylko po to, aby mu okazać akceptację i uznanie.

Kiedy w czasach biblijnych na Bliskim Wschodzie ktoś namaszczał głowy, było to oznaką życzliwości lub gościnności. Zwykle dodawano jakiś zapach do oliwy z oliwek. Można powiedzieć, że jedno i drugie jest „namaszczeniem”, ale mają inny cel. Do namaszczenia kapłanów, królów i świątyń użyto specjalnego oleju, którego żaden z „zwykłych ludzi” nie mógł wytworzyć i użyć (2 Moj 30: 23-33). Każdy inny pachnący olej mógłby zostać nałożony na głowy zwykłych ludzi. W tym sensie istnieje różnica między namaszczeniem Jezusa a namaszczeniem Jego zboru. Kiedy jakikolwiek olej jest „wylewany na głowę” lub ciało, czyn ten nazywa się „namaszczeniem”, nawet jeśli nie musi ono mieć nic wspólnego z terminem „namaszczony” jako tytułem odnoszącym się wyłącznie do Jezusa lub statusem poszczególnych mężów wybranych przez Boga i w jakiejś formie świętej służby wzorowanej na Kapłaństwie Aarona.

Jezus powiedział kobiecie, która „wylała olej na głowę”, że ten cenny olej „wylała na jego ciało”, aby przygotować go do pogrzebu (Mt 26:7,12). To, że wspomniana kobieta namaściła głowę Jezusa olejem, nie było aktem mianowania ani powołania do służby. Zauważmy, że termin „wylać” odnosi się do ducha świętego, który został „wylany” na uczniów Jezusa w dniu Pięćdziesiątnicy, aby przygotować ich do świętej służby w zgromadzeniu Chrystusa (Dz 2:17). W tym dniu dom Boży Izraela (zgromadzenie Boże) zmarł w związku ze starym przymierzem i narodził się pod nowym przymierzem. Dlatego powinieneś uważać, w jakim znaczeniu w Biblii używane jest słowo „namaszczenie” i „wylanie” w związku z duchem świętym. Strażnica wyraźnie błędnie zastosowała niektóre wyrażenia związane z namaszczeniem chrześcijan, wprowadzając termin „namaszczony” tylko do jednej posługi, posługi władców Jezusa i pominęła wszystko inne. Dlatego powstało fałszywe nauczanie o namaszczonych, które stwierdza, że wszyscy chrześcijanie pierwszego wieku – zarówno mężczyźni, jak i kobiety – zostali namaszczeni na współwładców Chrystusa w przyszłości, co nie ma sensu.

Aby poprawić tę błędną interpretację, musimy zrozumieć, co stało się z uczniami zgromadzonymi, gdy Jezus „wylał na nich swego ducha świętego” w widoczny sposób poprzez „płonące języki spadające na głowy każdego” (Dz 2:1-4) ). Jak argumentowaliśmy, w Biblii termin „namaszczanie głowy olejem”, „pomazanie głowy olejem” lub „wlewanie oleju na głowę” w niektórych przypadkach odnosiło się do uznania i okazania szacunku osobie, której oddano cześć i gościnę, a nawet miłosierdzie (patrz Łk 7:37,38,46; Ps 23:5; 141:5). Kiedy Jezus „wylał Ducha Świętego na głowę” uczniów obecnych tego dnia, wylał Go na „ciało” Swojego nowego zgromadzenia. Robiąc to, spełnił obietnicę „przyjęcia ich do swego domu”, okazując im gościnność w zgromadzeniu Bożym, które po swoim odejściu do nieba, poprzez akt poświęcenia swoją krwią ofiarną, oczyścił i przygotował się do nowej roli. Jego zbór (Izrael Boży) narodził się ponownie tego dnia, ale tym razem na zawsze. W konsekwencji zgromadzenie to, złożone z małej resztki Izraelitów, odnowiło swoje oddanie Bogu pod nowym przymierzem i zostało uznane za „namaszczonego” lub „Chrystusa”, dzięki czemu wszyscy zostali włączeni w ciało Chrystusa poprzez chrzest. Jako gospodarz Jezus uhonorował ich za udział w „społeczności z Nim i ze swoim Ojcem w domu Bożym”, który był gotów przyjąć do swoich „mieszkań” wszystkich, którzy przyjmą wiarę w Niego.

To „zgromadzenie” wyznaczone jako ciało Chrystusa nie jest tym samym, co niektóre instytucje w chrześcijaństwie. Zgromadzenie Chrystusa jest czyste i bez skazy, i może być przyjęte przez wszystkich, którzy tworzą wspólnotę z Chrystusem, więc członkostwo w jakimś Stowarzyszeniu (lub denominacji- przypis tłumacza) nie jest warunkiem koniecznym (Ef. 5: 25-27). Dlatego obiecał apostołom:

„W domu mojego ojca jest wiele miejsca do życia, czy nie powiedziałem wam kiedyś, że wyruszam przygotować wam miejsce (..) Nie zostawię was sierotami, przychodzę do was,  jeszcze krótko i świat już mnie nie widzi, lecz wy widzicie mnie, bo ja żyję i wy będziecie żyć (..)W tamtym dniu wy poznacie, że ja w ojcu moim i wy we mnie, i ja w was” (1 Ja 14:2,3,18-20).

 Jak widzimy, Jezus nie szukał na ziemi instytucji, którą miałby zarządzać z nieba, ponieważ musiał „przyjąć swoich uczniów do swego domu”, jak tylko go oczyści, uświęci i przygotuje do oddawania czci. Zgromadzenie Boże (dom) istnieje już od czasu, gdy zostało zbudowane pod starym przymierzem. Czytamy o tym:

„Stąd bracia święci, powołania niebiańskiego uczestnicy, zauważcie wysłannika i arcykapłana naszej deklaracji, Jezusa pomazańca, będącego wiernym [temu] który go powołał* (*ustanowił) jak i Mojżesz w całym jego domu, bo większej chwały od Mojżesza ten jest godny, tak jak większy szacunek ten ma, który dom wyszykował, bo każdy dom jest wyszykowany przez kogoś, lecz wszystko wyszykował Bóg. Mojżesz też rzeczywiście wierny w całym jego domu, jak obsługujący, na świadectwo tego co będzie powiedziane, lecz Pomazaniec jak Syn nad jego domem, tym domem my jesteśmy, jeśli szczerość i chlubę nadziei, aż do końca mocną zatrzymalibyśmy. (Heb 3:1-6).

Kiedy przyjął pierwszych uczniów do odrestaurowanego „domu”, Jezus przywitał ich, „wylewając na ich głowy ducha świętego” namaszczenia, który również „ochrzcił”, to znaczy oczyszczając ich z grzechu. Tego rodzaju namaszczenie, poprzez które „duch święty jest wylany na ciało” zgromadzenia, należy odróżnić od indywidualnego namaszczenia tych mężów, którzy zostali wybrani i objęci szczególną formą posługi, w której reprezentują Boga i Chrystusa. To, co wydarzyło się w dniu konsekracji i namaszczenia kongregacji, wiązało się z „chrztem” i przyjęciem, a nie nadaniem imienia, ponieważ Jezus powiedział swoim uczniom:

„Gdyż Jan wprawdzie zanurzał w wodzie, lecz wy w tchnieniu świętym zostaniecie zanurzeni” (Dz 1:5).

Tak jak chrzest wodny nie był aktem przypisywania wszystkich ochrzczonych do grupy, która miałaby znaczącą władzę, tak chrzest duchem świętym nie miał tego sensu. Jan swoim chrztem w wodzie nawracał Izraelitów do owczarni Bożej (Bożego domu), gdzie Bóg miał ich przyjąć za swoje dzieci. Dlatego chrzest duchem oznaczał także nawiązanie bliskiej więzi z Bogiem, kiedy stał się on uznanym członkiem rodziny Bożej.

Ta forma „chrztu duchowego” była czymś nowym, ponieważ wiązała się z ludzką ofiarą i była związana z chrztem wodnym praktykowanym na wszystkich, którzy pokutowali i poddali się Bogu. Gdy opuszczają wodę, w której opuszczają swoje dawne życie, ochrzczeni rodzą się na nowo, aby otrzymać nowe życie, a duch święty namaszcza ich, to znaczy uświęca ich za dzieci Boże. Ten chrzest duchem świętym można uznać za „namaszczenie”, ponieważ jest to „wylanie” ducha świętego na tych, którzy stają się „członkami ciała zgromadzenia” namaszczonymi raz na zawsze, ale to namaszczenie nie ma nic wspólnego ze służbą królów i kapłanów. Fakt, że wszyscy uczniowie Jezusa Chrystusa zostali ochrzczeni duchem świętym, nie może w żaden sposób tworzyć grupy namaszczonych „szafarzy” zgromadzenia Chrystusa, nie mówiąc już o grupie 144 000 namaszczonych, którzy będą pełnić funkcje starszych szafarzy w nadchodzącym królestwie.

Paweł radził chrześcijanom, aby „nie myśleć nad miarę ponad to co konieczne myśleć, ale myśleć rozsądnie, każdy jak jemu Bóg udzielił miarę wiary”, zgodnie z darami ducha (Rz 12:3-5; 1 Kor 4:8). Gdyby Bóg dał im tę samą pozycję współwładcy, to nie potrzebowaliby tej rady, ponieważ wszystkie dary ducha i wszystkie posługi w tym duchu byłyby dowodem tego namaszczenia, aby nikt nie mógł myśleć więcej. Ale dary ducha i namaszczenie, które otrzymali przez chrzest w Duchu Świętym, nie dały żadnemu z nich prawa do myślenia, że zostali już wybrani na najwyższe miejsce w królestwie Bożym.

Chrzest w Duchu Świętym uczy chrześcijan przynależności do Chrystusa i Jego namaszczonego zboru, jak mówi apostoł Jan:

namaszczenie które otrzymaliście od niego w was pozostaje i nie macie potrzeby aby ktoś was nauczał; ale jak jego namaszczenie naucza was o wszystkim i jest prawdziwe i nie jest kłamstwem, i tak jak was nauczyło, pozostaniecie w nim” (1 Ja 2:27).

„lecz tym nas przytwierdzającym razem z wami w pomazańca, i nas namaszczającym [jest] Bóg, i opieczętowujący, i dający poręczenie* (*zadatek) tchnienia w naszych sercach” (2 Kor 1:21,22).

„Pieczęć” Ducha Bożego jest wspomniana w Objawieniu 9:4 dotyczącym wszystkich wierzących, którzy zostaną zachowani w dniu wielkiego ucisku w związku z życiem wiecznym, które otrzymają. Rozumieją przez to namaszczenie, pod którym otrzymali ducha świętego od Chrystusa. Kiedy mówi się, że „jest w nas namaszczenie”, to wyraźnie odnosimy się do trwałej cechy, którą mamy jako chrześcijanie raz na zawsze uświęceni jako „święty lud”.

Dlatego to namaszczenie 33 roku było namaszczeniem całego zgromadzenia, do którego mogą wejść tylko ci, których „Bóg przyciąga przez swego ziemskiego syna”, po czym Jezus okazuje im gościnność swego domu, „aby z nim zamieszkać” (Ja 6:44,45; patrz Ps 101:6). Dlatego Jezus obiecał Swoim uczniom:

„Jeśli ktoś by mi służył, niech podąża za mną, a gdziekolwiek ja jestem, będzie też mój sługa, jeśli ktoś by mi służył, uszanuje go ojciec” (Ja 12:26; Ps 15:4; porównaj Łuk 23:43)

Jezus był zaszczycony, ponieważ Bóg wprowadził go do swego królestwa. Bóg okaże również ten zaszczyt wszystkim, którzy służą Chrystusowi, a nie tylko niektórym. To okazanie szacunku jest jak „wylanie oleju na głowie gościa”, którego mógł doświadczyć każdy, kto został przyciągnięty do Chrystusa, by służyć w jego domu. Kiedy Jezus powiedział „przyjdźcie do mnie”, a następnie od dnia Pięćdziesiątnicy aż do teraz, kto przyszedł do niego przez akt chrztu, „wylał ducha świętego na swoją głowę”, aby przyjąć ich do swego domu, to znaczy do swego zboru. w których dzielą wspólnotę z nim i Bogiem (Mt 11:28). Ten dom modlitwy został raz na zawsze poświęcony w dniu Pięćdziesiątnicy, kiedy Duch Święty został wylany na pierwszych uczniów przez akt chrztu.

Namaszczenie zboru chrześcijańskiego było podobne do namaszczenia w formie poświęcenia świątyni jako budynku i wszystkich świętych rzeczy w niej. Mianowicie, kiedy „olej namaszczenia” została namaszczona świątynia, wtedy świątynia stała się miejscem poświęconym lub świętym, w którym kapłani (namaszczeni) wykonywali swoją świętą służbę. Ponieważ termin „świątynia” w nowej rzeczywistości duchowej odnosi się do całego zboru chrześcijańskiego jako budowli duchowej, konieczne było dokonanie namaszczenia duchem świętym, aby Jezus (arcykapłan) i wybrani mężowie (kapłani) mogli w niej pełnić swoją święta służbę (patrz 1 Kor 3:16,17; Ef 2:21,22). Dlatego ta duchowa świątynia była duchowym budynkiem lub miejscem, w którym dokonano „namaszczenia od Świętego”, aby uczynić „uczniów Jezusa jako zgromadzenie „świętą świątynią”, a tym samym „świętym ludem”.

Namaszczenie i uświęcenie zboru różniło się od nominacji, w której uczestniczyli tylko apostołowie przed wspólnym masowym chrztem duchem świętym. Mianowicie, na kilka dni przed pójściem Jezusa do nieba apostołowie otrzymali ducha świętego i autorytet od Jezusa, który powiedział im przy tej okazji:

„ ‘pokój wam, tak jak wysłał mnie ojciec i ja was wysyłam’. To powiedziawszy chuchnął im i mówi im: ‘weźcie tchnienie święte’” (Ja 20:21,22).

Od tego czasu duch pozostawał na nich aż do ich śmierci. Tak jak Bóg namaścił Jezusa i „posłał” go, aby reprezentował go przed ludźmi, tak Jezus wybrał i „posłał” swoich apostołów, dając im upoważnienie do reprezentowania Go przed ludźmi (Łk 4:18). Obdarzając ich duchem świętym w związku ze swą posługą, „namaścił” ich duchem świętym na służbę apostołom, nauczycielom i prorokom, a nie na służbę władców królestwa Bożego, ponieważ ta posługa jeszcze nie została ustanowiona.

Taki upoważnienie od Boga było im dane przez Jezusa, a zatem było równie ważne. W ten sposób Jezus przekazał im swoje namaszczenie i autorytet jeszcze przed uświęceniem całego zgromadzenia. Podobnie było w przypadku, gdy Bóg przekazał jedną część ducha świętego przeniósł z Mojżesza na siedemdziesięciu wybranym mężczyzn, którzy zostali mianowani prorokami w Izraelu przed dokonaniem uświęcenia świątyni i całego narodu (4 Moj 11:16,17,24,25). Ponadto, zanim świątynia została zbudowana i poświęcona, Bóg wybrał Aarona i jego synów na kapłanów oraz mężczyzn z lewitów, aby służyli w świątyni. Podobnie Jezus wybrał „apostołów” i „siedemdziesięciu innych mężczyzn”, aby go reprezentowali, zanim ochrzcił ich duchem świętym i uświęcił (Łukasza 8:1-3; 9:1,2; 10:1). W ten sposób stworzył wszystkie warunki, które stały się nową rzeczywistością w dniu Pięćdziesiątnicy w 33 roku, ponieważ w tym samym dniu „święte kapłaństwo” i „święty lud” zostały uświęcone jednym aktem (1 Piotra 2:9).

Namaszczenie ducha świętego jest ściśle związane z uświęceniem. Słowo „poświęcenie” zasadniczo opisuje „akt lub proces uczynienia świętym, oddzielenia bądź wyodrębnienia na służbę lub użytek dla Jehowy Boga; pozostawanie świętym, uświęconym lub oczyszczonym” (Strażnica z 1.2.2002, s. 21). Może to odnosić się do całego zboru chrześcijańskiego jako ludu Bożego, ale także do poszczególnych mężów powołanych i uświęconych przez ducha świętego do określonych posług. Zobaczmy, jak bardzo naród Izraela był poświęcony Bogu.

Strona 4 z 7

Uświęcenie

Świątynia Boga wzniesiona przez Mojżesza była w uderzający i widoczny sposób „poświęcona” Bogu, wypełniającym namiot obłokiem chwały Bożej (2 Moj 40: 33-35). Wcześniej …

„Mojżesz wziął olejek do namaszczania i namaścił przybytek oraz wszystko, co się w nim znajdowało, i to uświęcił”. „W końcu wziął nieco olejku i wylał na głowę Aarona, i go namaścił, żeby go uświęcić” (3 Moj 8:10,12).

Kapłaństwo Aarona zostało wstępnie wybrane do służby kapłańskiej i tylko raz zostało „namaszczone” w sposób nadprzyrodzony. Ceremonia namaszczenia wiecznego dekretu była raz na zawsze. W ten sposób Aaron i jego synowie zostali „uświęceni” do posługi kapłańskiej w taki sposób, że ich uświęcenie było ważne dla wszystkich, którzy po nich przystąpili do kapłaństwa. Olej do namaszczenia reprezentował świętego ducha Bożego poprzez „uświęcenie” czegoś lub oddanie kogoś do świętej posługi. Później Bóg nie musiał już potwierdzać swego namaszczenia nadprzyrodzonym przejawem swojej chwały. Wszyscy, którzy zostali następnie wprowadzeni do służby kapłańskiej, zostali „namaszczeni” na tą służbę, wylewając olej na namaszczenie na głowy. Lecz przy tym namaszczeniu nie zostali uświęceni na kapłanów królestwa Bożego, które jeszcze nie zostało ustanowione na ziemi. (W ten sam sposób w zborze Chrystusowym położeniem rąk na wybranych mężczyzn mianowano ich na przełożonych i w ten sposób byli namaszczani.

Kapłani, którzy później weszli na nabożeństwo, ubierali się w szaty noszone przez arcykapłana lub kapłana i w nich się uświęcali (2 Moj 29:1-35; 40:15; 4 Moj 20:26). Reszta ludu została „uświęcona” krwią przymierza, którą ich Mojżesz pokropił raz na zawsze (2 Moj 24: 7,8). W ten sposób przez ustanowienie świątyni cały naród Izraela został „uświęcony” i ustanowiony „sługą Bożym” (Iz. 43:10). Służyli w świątyni „uświęconej chwałą Jehowy” (2 Moj 29: 43-45). Z pomocą ducha świętego Bóg mógł „zamieszkać” wśród swego uświęconego ludu (Ez 43:7). Z powodu przymierza z Abrahamem i obietnicy, którą złożył jemu i jego potomstwu, Bóg ochronił swój „uświęcony lud” przed zniszczeniem, które groziło mu ze wszystkich stron. Świadomy tego prorok Habakuk powiedział do Boga w swojej modlitwie:

„Wyruszyłeś żeby wybawić swój lud, żeby wybawić swego pomazańca” (Hab 3:13).

Wszyscy jako duchowi Izraelici zostali namaszczeni na świętą służbę Bogu i dlatego wszyscy razem jako naród tworzyli  Bożego pomazańca, wiadomo było, że nazwani „namaszczonymi” byli ci, którzy pełnili świętą służbę w świątyni, a także ludzie, których Bóg wybrał w swoim czasie i powołał na służbę jako królów, sędziów i proroków. Gdy powiedziano synowi Jakuba, Judzie: „Berło nie będzie oddzielone od Judy, ani laska rozkazodawcy od jego stóp …”, nie oznacza to, że każdy członek plemienia Judy będzie królem (1Mo 49:10). o całym narodzie można powiedzieć, że lud ten jest „namaszczony”, ale to nie mogło postawić każdego członka tego ludu w roli tych namaszczonych, przez których Bóg wywyższył i sprawował swój autorytet.

W związku z tym musimy odróżnić namaszczenie całego ludu od namaszczenia otrzymanego tylko przez poszczególnych mężczyzn, ponieważ tylko w ten sposób będziemy mogli zrozumieć, kim są namaszczeni przez Boga w tym czy innym sensie. Chociaż całe zgromadzenie otrzymało „namaszczenie od Świętego”, nie można było uważać każdego z osobna jako namaszczonego, który będzie reprezentował Boga i Chrystusa w tych posługach, które są udzielane tylko mianowanym mężczyznom. Dlatego błędem jest traktować tych samych pierwszych chrześcijan, którzy zostali powołani do służby jako królowie i kapłani, i twierdzić, że aktem namaszczenia zgromadzenia wszyscy otrzymali takie namaszczenie i że listy zostały napisane tylko do tej klasy chrześcijan, ponieważ druga (ziemska) klasa jeszcze nie istniała. Ten pogląd jest bardzo zły i wprowadza w błąd wielu, którzy przyjęli za pewnik, że są postrzegani jako wybrani współwładcy Jezusa.

Strona 5 z 7

Lud Boży – Chrystus

Bóg zawarł przymierze z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem, a poprzez Mojżesza i wszystkich ich potomków w tej linii wprowadził w przymierze z samym sobą, aby wypełnić na nich obietnicę daną Abrahamowi. Mając to na uwadze, apostoł Paweł pisze do chrześcijan:

„Lecz pismo przewidziało, że z wiary Bóg usprawiedliwia narody, wcześniej ogłosiło nowinę Abrahamowi, że ‘będą błogosławione w tobie wszystkie narody’” (Gal 3:8).

Ale ta obietnica została złożona przez Boga, nie tylko Abrahamowi, ale także jego „potomstwu”, które stało się przez Izaaka i Jakuba, wybierając w ten sposób naród Izraela, aby przez niego błogosławił wszystkie narody. Dlatego Paweł wyjaśnia poniżej:

„Lecz obietnice dano Abrahamowi i jego potomkowi, nie mówi „i potomkom twoim”, jak na wielu, ale jak na jednego: „i potomkowi twemu”, którym jest pomazaniec” (Gal 3:16).

Chociaż na pierwszy rzut oka słowa te mogą wprowadzać niektórych w błąd, myśląc, że Paweł mówił tu tylko o Jezusie jako „Chrystusie”, głównym potomku Abrahama, kontekście i całej Biblii jasno wyjaśnia, że „Chrystus” był w rzeczywistości duchowym „Izraelem” , W szczególności Paweł nie odnosi się w powyższych słowach do „potomstwa” (równanie), ale „potomstwo” (liczba mnoga). Ponieważ Abraham miał synów oprócz Izaaka, Ismaela, Zimrana, Jokszana, Medana, Midiana, Jiszbaka i Szuaha, z których powstały plemiona i narody, apostoł Paweł wskazuje, że obietnica została złożona tylko „jednemu potomkowi” – Izraelowi, który przyszedł przez Izaaka i Jakuba, a nie „potomstwu”, które miałoby zastosowanie do innych narodów, które powstały przez Abrahama (1 Moj 21:12:13; 25:1,2,5,6).

To, że Paweł (chyba miało być Piotr – przypis tłumacza) włączył do tego „jednego potomstwa” wszystkich wiernych Izraelitów, nie tylko Jezusa jako najważniejszą osobę pochodzącą od Abrahama, jest ewidentne w jego słowach, którymi zwracał się do Żydów:

„Wy jesteście synami proroków i przymierza, które Bóg dał do naszych ojców, mówiąc do Abrahama: ‘i w twoim nasieniu zostaną błogosławione wszystkie rody ziemi’” (Dz 3:25).

Ponieważ wspomina tutaj Abrahama i linię „ojców” i „synów” jako „potomków” jego rodu, jest oczywiste, że „obietnice dane Abrahamowi” zostały dane tym „ojcom” i ich „synom” jako jedynemu „jego potomstwu”, które z góry ustalił w szczególnym celu, aby zrealizować Boży plan. W związku z tym wszyscy zostali namaszczeni tak długo, jak długo byli w lędźwiach swego ojca Abrahama, który był także namaszczony przez Boga, ponieważ Bóg wybrał go, aby wypełnił jego zadanie. Wszyscy jego potomkowie podlegali przymierzu Bożemu, który wymagał od nich spełnienia wymagań Boga. Między nimi Jehowa wziął królów i kapłanów, których „namaścił”, na jeszcze większe i dodatkowe obowiązki (Ps 28:8; 105:8-15). Tak więc Jezus, pochodzący z rodu namaszczonego ludu Bożego (Chrystusa), został mianowany Chrystusem na czele całego ludu namaszczonego przez Boga, aby „przynieść błogosławieństwo Abrahama przez Jezusa Chrystusa innym narodom” (Gal 3:14). Dlatego zakłada się, że 144 000 z nich zostało wcześniej oddzielonych od dwunastu pokoleń Izraela, ponieważ Jezus był przeznaczony na Chrystusa przed swoimi narodzinami (1 Pio 1:20; por. Ef  1:4). Widzimy ich jako „świętych Najwyższego”, gdzie wraz z Jezusem otrzymują „władzę” pod całym niebem (Da 7:14,21,27).

Wszyscy potomkowie Abrahama zostali wspólnie nazwani pierworodnym Bożym „synem”, co oznacza, że zostali z góry ustaleni jako pierworodni z ducha świętego, po czym dziećmi Bożymi mieli zostać członkowie innych narodów, którzy się do nich przyłączą (Oz 11:1). Na długo przed narodzeniem Jezusa musieli być świadomi obietnicy potomka, który powstanie między nimi i zostanie namaszczony na głowę narodu, przez którego wszystkie narody zostaną pobłogosławione (Oz 11:1). Tak jak Abraham wcześniej widział Chrystusa, tak też wszyscy jego potomkowie (Jan 8:56). Widzieć go, to znaczy go poznać dzięki obietnicom Bożym, a każdy, kto widział (poznał) Chrystusa, mógł być jego naśladowcą jeszcze zanim Jezus się urodził i stał się Chrystusem, więc możemy śmiało powiedzieć, że chrześcijanie (wyznawcy Chrystusa) również istnieli na długo przed narodzeniem Jezusa. Są to duchowi Izraelici, którzy żyli zgodnie z duchem Bożego prawa. Zostali namaszczeni przez Boga, który namaścił cały naród przez Mojżesza. Mała „resztka” duchowych Izraelitów została później namaszczona przez Jezusa Chrystusa i odtąd to namaszczenie spoczywa na nich i na wszystkich, którzy zostali ochrzczeni w Jego imię.

Kiedy jednak Paweł wspomina o potomku Abrahama, rozszerza jego znaczenie, ponieważ wskazuje, że Abraham miał zostać „ojcem wielu narodów”, aby otrzymać „dziedzictwo” Boga, to znaczy życie pod królestwem Bożym obiecane przez Boga (Rz 4:16-18) ). Tylko ci, którzy wierzą, otrzymują tę obietnicę, co oznacza, że są częścią tego „potomstwa”, którym jest „Chrystus”.

„wszyscy synami Boga jesteście przez wiarę w pomazańca Jezusa. Ponieważ którzy w pomazańca zostaliście zanurzeni, pomazańca ubraliście na siebie, nie ma Żyda ani Greka, nie ma niewolnika ani wolnego, nie ma męskiego i żeńskiego, bo wy wszyscy jeden jesteście w pomazańcu Jezusie, lecz jeśli wy jeden jesteście w Pomazańcu Jezusie, zatem więc Abrahama potomkiem jesteście, dziedzice według obietnicy” Gal 3:26-29).

Wyrażenie – „Jesteście przyodziani w Chrystusa” – potwierdza, że całe potomstwo duchowego Izraela jest namaszczone i że to Chrystus (namaszczony) składa się z Żydów i Greków. Termin grecki odnosi się do nie-Żydów, tj. Wierzących z innych narodów.

Z tego możemy wywnioskować, że „namaszczenie” mogło obejmować wspólną i świętą rolę całego narodu Izraela, a także oddzielną świętą służbę dla poszczególnych mężczyzn. Spośród uświęconego ludu Bóg wybrał i posłał proroków, którzy przekazali im objawienia Boże. Kapłani zostali namaszczeni na służbę świątynną, królowie sprawowali władzę w sprawiedliwości, a cały naród został uświęcony przez „święte namaszczenie” dla wybranego sługi Bożego pośród wszystkich innych narodów. Podobnie było w przypadku nowego, tj. odnowionego i narodzonego na nowo narodu Izraela, który składał się z wielu narodów.

Aby wyjaśnić z Pisma Świętego, co się stało w 33 r.n.e. Piotr zacytował proroctwo Joela, które mówi o „wylaniu ducha świętego” na zebranych Izraelitów. Piotr nie wiązał tego z namaszczeniem chrześcijan na władców Jezusa, ale z dowodem, że „Jezus jest wywyższony i zasiada po prawicy Boga i otrzymał Obiecanego Ducha Świętego od Ojca”, a także z obietnicą daną mu jako głównemu potomkowi, aby przez niego błogosławił wszystkim narodom (Dz 2:33; J 2:28). Paweł powiedział, że „obietnica płynąca z wiary w Jezusa Chrystusa jest dana tym, którzy wierzą” – to znaczy ludowi Izraela i wszystkim narodom, które są częścią ludu Bożego (Gal 3:22). W ten sposób wszyscy wierzący tworzą namaszczony lud Boży, Bożych synów i córki.

Jezus był upoważniony w duchu świętym do chrzczenia wszystkich, którzy chcą należeć do odrodzonej rodziny Bożej w związku z „nowym przymierzem”. Ponieważ namaszczenie w znaczeniu „uświęcenia” służyło przyjmowaniu nowych członków do wspólnego domu, to utożsamiano je z narodzinami duchowymi, a nie z mianowaniem (Heb 10:14-18). Chrześcijan nauczono następnie, aby łączyli chrzest duchem świętym z wybawieniem od ówczesnego pokolenia złego, na którym spoczywał gniew Boży, a nie ze swoim wejściem do społeczności 144 000 pierworodnych, aby utworzyć tę klasę niebieską, która będzie funkcjonować dopiero po ustanowieniu królestwa Bożego na ziemi ( Dz 2:14,37-41). Rozumieli, że Bóg przygotował dla siebie „lud dla swego imienia” (Dzieje 15:14; por. 5 Moj 7:6). Ten „lud” był wzorowany na starożytnym Izraelu, z którego się wywodził, który miał w swojej strukturze dwie klasy, jedną wewnątrz drugiej. Niektórzy uformowali „niebo”, przez które Bóg rządził jako król, podczas gdy inni uformowali „ziemię”, która miała podlegać Bożemu przewodnictwu, wzorując się na starożytnym Izraelu. W rezultacie duch święty został wylany na jednych i drugich członków odrodzonego narodu „Izraela” w sensie przyjęcia go do oczyszczonego domu Bożego, a nie w kategoriach mianowania go  na klasę władców w odległej przyszłości. Oznacza to, że możemy mówić o „namaszczeniu” całego zboru, który przez ten akt jest oddany Bogu, aby służyć mu jako „święty lud” w odrestaurowanym „domu”.

W przeciwieństwie do tego powszechnego „namaszczenia” istnieje również osobno oddzielony lud, który reprezentuje Boga w różnych formach służby. Można początkowo być namaszczonym na jedną formę służby, a później być postawionym i namaszczonym na większej pozycji służby. Jezus, idąc do nieba, został namaszczony na „arcykapłana”, tym samym wprowadzając świątynię duchową w nowym kierunku. Ale zanim przyjął tę posługę, Jezus został „namaszczony” na ziemi przez ducha świętego i tak oddany innej roli. Zastosował do siebie proroctwo Izajasza:

„tchnienie Pana nade mną, on zatem mnie namaścił głosić dobrą nowinę (…),  ogłosić rok przychylny Pana (Jehowy)” (Łuk 4:17-19).

Widzimy, że „namaszczenie” jest tutaj ściśle związane z duchem świętym, przez który człowiek jest uświęcony i upoważniony do szczególnej posługi w teraźniejszości, a nie w dalekiej przyszłości. Tutaj Jezus nie wskazuje swojej roli namaszczonego króla i arcykapłana, którą ma przyjąć w przyszłości, ale jedynie kaznodzieję i nauczyciela, którego otrzymał w teraźniejszości. Najwyraźniej Bóg najpierw „namaścił” go i umieścił w jednej formie posługi dla dobra ludzi, i dopiero po przejściu do nieba namaścił go na inną formę posługi, która wiązała się ze znacznie większymi obowiązkami. Pierwsze namaszczenie Jezusa doprowadziło go do namaszczenia na najwyższego kapłana i przywódcę ludu Bożego, który w przyszłości przejmie władzę nad ich ziemią (Da 7:13,14).

Podobnie, Bóg na ziemi najpierw namaścił i upoważnił niektórych mężów za agentów Jezusa. Namaścił ich na apostołów, proroków, ewangelistów, pastorów i nauczycieli. Pierwszymi namaszczonymi na przedstawicieli Jezusa w  ewangelizacji byli apostołowie. Jezus oznajmił im to, mówiąc:

„weźmiecie moc przychodzącego do was świętego tchnienia i będziecie moimi świadkami w Jeruzalem, i w całej Judei i Samarii, i do krańca ziemi” (Dz 1:8)

Jezus wprowadził tutaj ducha świętego w związku z przejęciem przez nich służby związanej z dziełem świadczenia, nie wiążąc tego z namaszczeniem ich na współwładców, którzy będą z nim panować w królestwie Bożym. Ich pierwotne namaszczenie miało dodatkową odpowiedzialność, ponieważ w ten sposób tworzyli oni klasę „kapłanów” wyznaczonych przez Jezusa do służby ludowi (porównaj 2 Moj 28:41; 29:9). Takie upoważnienie apostołów i innych „niewolników” Jezusa miało doprowadzić do wyboru spośród nich „synów”, których w królestwie namaści na swoich przedstawicieli. Powiedział nawet apostołom, że zawiera z nimi „przymierze królestwa”, które ustanowi ich, aby rządzili dwunastoma plemionami Izraela, ponieważ czytamy:

 „zapewniam was, że wy którzy zaczęliście mi towarzyszyć, przy odtworzeniu, zasiądziecie i wy na dwunastu tronach sądząc dwanaście plemion Izraela” (Mat 19:28).

Musieli jednak czekać na przyjście Jezusa i „przywrócenie królestwa w Izraelu” (Dz 1:6). Takie namaszczenie nastąpi w przyszłości dla innych, którzy są objęci rządem Chrystusa, więc nikt nie może jeszcze powiedzieć, że został już wybrany do tej służby, która jeszcze nie funkcjonuje. Ktoś może zostać wybrany przez Boga, bez konieczności poznania tego, dopóki nie zostanie powołany w czasie wyznaczonym na tę lub inną posługę. W rezultacie żaden z wierzących chrześcijan, nawet starsi, którzy noszą odpowiedzialność „namaszczonych”, nie są „namaszczeni” na przedstawicieli nowego nieba, zwłaszcza jeśli nie jest to określone z góry i nie spełnia wymagań zapisanych  w Objawieniu 7:4-8 i 14:4.5. Z drugiej strony, czy prawdziwi chrześcijanie mogą zaświadczyć, że „mają namaszczenie Świętego”? Co by to obejmowało w ich życiu?

Strona 6 z 7

Namaszczenie jako znak, że należymy do Chrystusa

Duch Święty miał służyć wszystkim wierzącym jako znak, że należą do Chrystusa jako dzieci Boże. Mianowicie mieli w sobie „namaszczenie”, „ducha” lub „pieczęć”, ponieważ mówi: 

„lecz tym nas umacniającym razem z wami w pomazańca, i nas namaszczającym [jest] Bóg, i opieczętowujący, i dający poręczenie* (*zadatek), tchnienia w naszych sercach. (2 Kor 1:21,22).

To przypomina nam Abrahama, o którym Paweł mówi, że …

„i otrzymał znak obrzezania, pieczęć usprawiedliwienia tej wiary w nieobrzezaniu, by on był ojcem wszystkich wierzących, (…) ku policzeniu im usprawiedliwienia” (Rz 4:11).

Obrzezanie ciała było konieczne, aby cały naród został uznany za potomstwo Abrahama. Ponieważ obrzezanie spełniło swój cel, utrzymując Izraelitów w przymierzu z Bogiem aż do czasów Mesjasza, Jezus otrzymał pieczęć ducha, jako „prawdziwe obrzezanie”. W ten sposób stał się Ojcem wszystkich wierzących, którzy słusznie mówią:

„bo my jesteśmy obrzezani tchnieniem, Bogu służący i chlubiący się w pomazańcu Jezusie, a nie w ciele mający przekonanie” (Fil 3:3).

 Dlatego nie są obcymi, lecz nowymi duchowymi „Izraelitami”, co potwierdza Paweł, gdy powiedział:

„Ale w ukryciu Żydem i obrzezanie umysłu, przez tchnienie nie literę, temu pochwała jest, nie od ludzi, ale od Boga” (Rz 2:29).

Oto dlaczego prawdziwi wierzący, ugruntowani w prawdzie, mają „…tą pieczęć: ‘Pan (Jehowa) zna tych, którzy są jego’” (2 Tym 2:19). W ten sposób Jezus także poznaje ich po pieczęci. Tych, którzy nie mają pieczęci Bożej w swoich sercach, Jezus nie może poznać. Kiedy nadejdzie czas, słusznie powie im: „Nigdy was nie poznałem” (Mt 7:21–23). Dlatego musimy uważać, aby „nie zasmucać świętego tchnienia Boga, w którego zostaliście opieczętowani do dnia odkupienia” (Ef 4:30). Oznacza to, że wszyscy chrześcijanie, którzy otrzymują tę „pieczęć”, również należą do zgromadzenia Boga, które od początku „otrzymało namaszczenie od Świętego”.

Zastanówmy się nad słowem „chrześcijanie” zaczerpniętym od słowa „Chrystus-namaszczony”. W oryginalnym sensie opisuje naśladowców Jezusa Chrystusa, którzy zostali „namaszczeni” przyjęci we wspólnocie z Chrystusem. Wszyscy razem tworzą  uświęconego Bożego „pierworodnego syna”, tak jak to było w wypadku starożytnego Izraela.

Czy można zatem powiedzieć, że jest we wspólnocie z Chrystusem, jeśli nie otrzymał od niego namaszczenia? W Biblii nie ma wzmianki, że każdy może być w tej społeczności bez namaszczenia. Jeśli Ciało Kierownicze Świadków Jehowy oświadczy, że ogromna większość ich członków nie otrzymała tego namaszczenia duchem świętym, to twierdzą, że nie są w tej społeczności z Chrystusem. Są grupą drugiej klasy naśladowców Chrystusa, którzy nie są częścią jego Ciała ani jego namaszczonego i uświęconego Zgromadzenia, co samo w sobie jest absurdalne (patrz część 10, „Dzieci Boże i Synowie Boży”).

 Poświęcenie i namaszczenie zgromadzenia Bożego i jego członków w pierwszym wieku na przykładzie Izraela dokonano raz jeszcze w sposób widoczny i uderzający. Ale zamiast namaszczającego oleju i krwi przymierza, duch święty został wyraźnie wylany na głowy tych uczniów, którzy byli na miejscu spotkania, wprowadzeni do Nowego Przymierza przez krew przymierza Jezusa (Ja 1:32,33; Dz 2:17,33; 1 Pio 1:2; Heb 9:11-22). To się nigdy nie powtórzyło w widoczny i spektakularny sposób, ale Jezus nadal chrzcił w duchu świętym wszystkich, którzy w Niego wierzyli. Nadprzyrodzone znaki były następnie obecne w Zgromadzeniu, aby potwierdzić tę nową rzeczywistość.

Było to namaszczenie na zawsze, tak że odtąd wszyscy, którzy zostali ochrzczeni i „narodzeni” duchem świętym, otrzymali „namaszczenie”, tak jak Izraelici otrzymali znak przymierza z Bogiem przez swoje narodziny i obrzezanie. Dlatego można powiedzieć, że przy tej okazji wszyscy chrześcijanie są namaszczeni i uświęceni, a każdy nowy uczeń staje się oddanym i uznanym członkiem zgromadzenia ludu Bożego „Izrael” poprzez chrzest w wodzie i „narodziny ducha świętego” (Heb 2:11). Tym, którzy zostali chrześcijanami, powiedziano: „ ale obmyliście się, ale zostaliście uświęceni, (..) i w tchnieniu naszego Boga.” (1 Kor 6:11). W ten sposób stali się „naczyniem do (celów) zaszczytnych, uświęconym i przydatnym dla władcy do każdego dobrego dzieła przygotowanym” (2 Tym 2:21).

Chrześcijanie są namaszczeni chrztem w duchu świętym, uświęceni i przyjęci do rodziny Bożej. Zostali ochrzczeni w jedno „ciało” i to ciało otrzymało „namaszczenie” od Boga, więc w tym sensie można powiedzieć, że jest „pomazańcem”  Boga (Chrystusem) jak starożytny Izrael (1 Kor 12:12,13). Jednak niektórzy mężczyźni mogą być namaszczeni w inny sposób, kiedy zostaną upoważnieni i wprowadzeni do specjalnej służby, aby Bóg i Chrystus prowadzili i nauczali ludzi przez nich (Ef 4:11). Kiedy wiemy, że po Żydach i wiele innych ludzi z innych narodów otrzymali ducha świętego, zastanawiamy się:

czy ktokolwiek może dziś powiedzieć sobie, że jest chrześcijaninem, nie mając tego ducha jako pieczęci od samego Boga?

czy ktokolwiek może żyć jako chrześcijanin, jeśli wcześniej nie został uświęcony duchem świętym do stania się częścią uświęconego ludu?

Bóg nie może przyjąć kogoś do swojej rodziny, dopóki nie zostanie ochrzczony w duchu świętym. Dlatego „namaszczenie”, o którym mówi Biblia, nie jest związane z mianowaniem poszczególnych osób na władców Jezusa, ale z uświęceniem całego zgromadzenia Bożego (Ef 1:5,11). Ten, który został przyjęty do tego zgromadzenia, również otrzymał namaszczenie od Boga. Możemy śmiało powiedzieć, że wszyscy pierwsi chrześcijanie otrzymali „namaszczenie”, bez względu na to, czy należeli do klasy „niewolników”, czy do klasy „usługujących”. Duch Święty został wylany na nich wszystkich – ducha namaszczenia. Wzięliśmy ten fakt przyjęliśmy jako coś samo przez się zrozumiałe.

Problem pojawia się jednak tylko wtedy, gdy Strażnica twierdzi, że wszyscy na początku chrześcijaństwa, zarówno członkowie „szafarzy”, jak i członkowie „sług”, są rzeczywiście namaszczeni, ale tylko na współwładców Jezusa Chrystusa – co nie może być prawdą.

Kiedy wszystko się układa, widać wyraźnie, że „nowy (odnowiony) Izrael” miał zarówno klasę niebiańską jak i ziemską od początków pierwszego wieku. Wszyscy oni, jako ciało Chrystusa, zostali namaszczeni i poświęceni Bogu i Chrystusowi. Dlatego wszyscy chrześcijanie są ochrzczeni wodą i duchem świętym, a wśród nich są ci, którzy zostali przeznaczeni i zapieczętowani na przedstawicieli królestwa Jezusa. Oznacza to, że każdy z nas może argumentować, że „ma namaszczenie Świętego”, chociaż nie wszyscy jesteśmy przygotowani do rządzenia zgromadzeniem Chrystusa. Ale żaden człowiek, który służył ludowi Bożemu do dziś, nie może twierdzić, że jest namaszczony i zapieczętowany z góry do „nowego nieba” jako współwładca Jezusa. Zostanie to ogłoszone im i nam w przyszłości, w określonym czasie.

Wylanie ducha świętego na uczniów Chrystusa powinno od samego początku oznaczać, że wszyscy zostali „ochrzczeni duchem świętym”. Kiedy na przykład duch święty zstąpił na Korneliusza i jego rodzinę, Piotr powiedział:

„została mi przypomniana wypowiedź pana jaką mówił: ‘Jan wprawdzie zanurzał wodą, lecz wy zostaniecie zanurzeni w tchnieniu świętym’” (Dz 11:15,16).

Następnie zostali najpierw ochrzczeni w duchu, co oznaczało, że narodzili się z duchem świętym jako dzieci Boże, a jednocześnie otrzymali „namaszczenie” jako znak, że zostali oddzieleni i przyjęci do zgromadzenia Bożego. Następnie zostali ochrzczeni w wodzie w publicznym wyznaniu, dzięki czemu symbolicznie opuścili swoje poprzednie życie i pojawili się jako nowo narodzone dzieci Boże. Argumentowaliśmy, że chrzest wodny nie miał na celu mianowania i stawiania każdego chrzczonego na pierwszym miejscu w zgromadzeniu ludu Bożego, dlatego w tym sensie powinniśmy również spojrzeć na chrzest duchowy.

Apostoł Paweł w jednym ze swoich listów zwraca się do starszych i wierzących ze zboru w Koryncie, którzy – podobnie jak kapłani i naród w Izraelu – byli oddani Bogu. Powiedział im:

„lecz tym nas przytwierdzającym razem z wami w pomazańca, i nas namaszczającym [jest] Bóg, i opieczętowujący, i dający poręczenie* (*zadatek), tchnienia w naszych sercach” (1 Kor 1:21,22)

Namaszczenie tutaj związane jest z „pieczęcią”, która jest umieszczana jako znak obrzezania serca na tych, którzy należą do Chrystusa. Bez tego namaszczenia ducha nie ma gwarancji wyzwolenia, ponieważ duch w nas musi świadczyć naszemu duchowi, że należymy do Chrystusa. Interesujące jest to, że Apostoł Jan zwraca się do wszystkich chrześcijan, którzy mieli żyć w „ostatniej godzinie”, kiedy mówi im:

„Dzieci (…) wy macie namaszczenie od świętego” (1 Ja 18,20).

To „namaszczenie” oznaczało również, że chrześcijanie, poprzez swoją wiarę w odkupieńczą wartość krwi Jezusa, otrzymali „pieczęć” uznania, dzięki której zostaną zbawieni. Oczywiście tego rodzaju namaszczenie powinni otrzymywać  do samego końca wszyscy, którzy zostaną ocaleni przed zniszczeniem tego porządku. W związku z tym słowa te odnoszą się również do wszystkich prawdziwych chrześcijan, którzy od tamtego czasu do dzisiaj żyją w „ostatniej godzinie”. Oznacza to, że przez akt chrztu każda osoba otrzymuje „namaszczenie” od Boga jako swego sługi, który przez ten akt zostaje przyjęty do rodziny Bożej i zapieczętowany pieczęcią uznania, dzięki której On rozpoznaje tych, którzy są jego (2 Tym 2:19). Do chrześcijan z „innych narodów”, którzy przyjęli dobrą nowinę, Paweł napisał:

„w którym i wy usłyszawszy słowo prawdy, dobrą nowinę waszego ratunku, w które uwierzywszy zostaliście opieczętowani tchnieniem świętym obietnicy. Który jest poręką naszego dziedziczenia, ku wyzwoleniu, nabyciu dla siebie, ku pochwale jego blasku” (Ef 1:13,14).

Tymi słowami Paweł twierdzi, że chrześcijanie są „zapieczętowani” przez obiecanego ducha świętego poprzez przyjęcie chrztu (namaszczenia) w duchu świętym, co jest wcześniej udzieloną gwarancją ducha, dzięki któremu stajemy się „własnością Boga” – dziećmi Bożymi. Obietnica ducha jest obietnicą lub gwarancją, że jako własność Boga uwolnimy się od okupu i odziedziczymy królestwo niebieskie, czyli królestwo Boże tutaj na ziemi. Pieczęć Ducha Świętego jest potwierdzeniem, że zostaliśmy przyjęci do rodziny Bożej. Chrzest służy zatem jako gwarancja, że jesteśmy własnością Boga. Każdy chrześcijanin otrzymuje pieczęć ducha po uwierzeniu w Chrystusa i przyjęciu chrztu w jego imieniu. Po przyjęciu do rodziny chrześcijańskiej każdy chrześcijanin musi do końca udowodnić swoją wierność, aby zostać zbawionym drogą okup.

Chociaż chrzest duchem jest konieczny, aby wejść na ścieżkę zbawienia, tylko ci, zbawieni zostaną ci, którzy wytrwają z tą pieczęcią (Mat 24:13; Obj 9:4; 13:16,17; 19:20,21). Sprawiedliwi zmartwychwstali posmakują podobnego zbawienia. Mianowicie, chociaż zarówno sprawiedliwi, jak i niesprawiedliwi powstaną z martwych, zbawienie otrzymają tylko prawi, ponieważ będą nosić na czołach pieczęć namaszczenia, która zachowali aż do śmierci. Niesprawiedliwi, w tym ci, którzy okazali się niegodni, nie otrzymają tego zbawienia. Będą nadal pod gniewem Bożym i będą nadal oddzieleni od życia jako skazani na wieczną śmierć. Sam fakt, że zostaną wskrzeszeni, jest gwarancją, że oni również mogą wypracować zbawienie poprzez odkupienie w tym okresie, co oczywiście będzie zależeć od ich woli poddania się Bogu i Jezusowi Chrystusowi i otrzymania pieczęci przez ducha świętego.

Wróćmy jednak ponownie do zgromadzenia Bożego, którego członkowie są „zapieczętowani” do zbawienia. Wśród nich wyróżniają się starsi lub mianowani mężczyźni jako członkowie „zarządcy” Chrystusa. Są oni mianowani przez ducha świętego (namaszczeni), aby służyć jako „kapłani”, którzy są zobowiązani do nauczania chrześcijan i prowadzenia ich drogą zbawienia. Jednak tylko nieliczni z nich zostaną uhonorowani, aby służyć na pierwszych miejscach z Chrystusem w królestwie Bożym. Chociaż wszyscy mogą liczyć, że jeśli staną się wiernymi szafarzami, nadal będą służyć Chrystusowi w tym charakterze, tylko 144 000 „prawdziwych Izraelitów” otrzyma tak wielki zaszczyt i zostaną „namaszczeni” i umieszczeni na pierwszych miejscach z Chrystusem (Ja 1:47). W tym celu Bóg przez aniołów kładzie taką symboliczną „pieczęć na czołach” dopiero pod koniec ich wiernej posługi, która następuje wraz z ich śmiercią lub dowodem wierności aż do samego końca tego porządku. Zatem przed wybuchem wielkiego ucisku Bóg będzie miał listę wszystkich 144 000 wybranych członków (Obj. 2:26; 3:21; 7:3). Chociaż mówi się, że 144 000 zostało oddzielonych od dwunastu pokoleń Izraela, co w sensie dosłownym może wskazywać tych, którzy są cielesnymi Izraelitami, może również ogólnie wskazywać na tych wiernych mężów z „innych narodów”, którzy podobnie jak prozelici są wszczepieni w Izraela Bożego i jego dwanaście pokoleń, aby wybrani ludzie ze wszystkich narodów weszli w tę liczbę, aby Jezus przez nich panował nad Izraelem i wszystkimi innymi narodami.

Strona 7 z 7

Gdy świadectwo ducha nie jest prawdziwe

W wydaniach Strażnicy możemy znaleźć wyjaśnienia Ciała Kierowniczego na temat tego, kto dziś może twierdzić, że jest „namaszczony” przez ducha świętego na współwładcę Jezusa. Wyjaśnienia te nie mają jednak biblijnego poparcia ani przykładów z historii biblijnej potwierdzających to, ale opierają się na próbie wyjaśnienia czegoś, co mogłoby poprzeć ich pomysł. Dlatego niektóre fragmenty Biblii zostały również wyjęte z kontekstu i dostosowane do idei. Zobaczmy: w Strażnicy z 1.2.2002, str 20 par 8 stwierdza:

„Skąd pomazańcy wiedzą o swym powołaniu niebiańskim? Otrzymują wyraźne świadectwo ducha świętego”.

Strażnica z 15.2.2003, str 19,21,22. par 7,18 pisze następująco:

W I wieku prawdziwi chrześcijanie byli namaszczeni duchem świętym. Wielu z nich korzystało z jednego lub więcej cudownych darów ducha, na przykład mówiło językami. Nietrudno więc było zauważyć, że są namaszczeni duchem i powinni spożywać emblematy na Pamiątce. W naszych czasach można to ustalić na podstawie chociażby takich natchnionych słów: „Wszyscy bowiem, których prowadzi duch Boży, są synami Bożymi. Gdyż nie otrzymaliście ducha niewoli, na nowo wzbudzającego bojaźń, lecz otrzymaliście ducha usynowienia, przez którego to ducha wołamy: ‚Abba, Ojcze!’” (Rzymian 8:14, 15). (..) Pod wpływem ducha świętego duch pomazańców, czyli ich dominujące nastawienie, sprawia, że odnoszą do siebie zawarte w Biblii wypowiedzi Jehowy o Jego duchowych dzieciach (1 Jana 3:2). Bóg poprzez swego ducha wprost narzuca im przeświadczenie, że ich usynowił, i wzbudza w nich niezwykłą nadzieję (Galatów 4:6, 7). Owszem, doskonałe życie wieczne na ziemi w gronie rodziny i przyjaciół byłoby czymś zachwycającym, ale Bóg zaszczepił pomazańcom inne pragnienie. Za pośrednictwem świętego ducha wzniecił w nich tak silną nadzieję niebiańską, że chętnie poświęcają dla niej wszelkie ziemskie perspektywy i więzi (2 Koryntian 5:1-5, 8; 2 Piotra 1:13, 14).

Strażnica tutaj przywiązywała wagę do wewnętrznego uczucia, które nigdy nie było zasadą Boga, i wyeliminowała wszelkie oczywiste znaki, które byłyby bardziej do przyjęcia zarówno dla tego, który został wybrany, jak i dla tych, którzy mogli przyjąć taką osobę w takim charakterze, i napisała:

 „Nie znaczy to, jakoby widzieli ducha (nie jest on osobą), nawiązali z nim jakiś kontakt albo słyszeli głosy z dziedziny duchowej” (Straznica 15.2.1990, str 20 par 20).

Dzięki tej interpretacji uniknęli przedstawienia jakichkolwiek dowodów. Dlatego nigdy nie przytaczali żadnego doświadczenia osoby, która w pewnym momencie otrzymała od Boga wyraźne wezwanie i znak, który potwierdzałby, że służył on jako „władca” w królestwie Chrystusa. Dlatego fragmentów biblijnych cytowanych przez Strażnicę nie można jednostronnie wykorzystać do wyjaśnienia, w jaki sposób poszczególni chrześcijanie otrzymują wyjątkową nadzieję na życie niebiańskie. W związku z tym należy zadać sobie pytanie, czy Biblia zawiera jakieś myśli, które dają prawo do twierdzenia, że ktoś został wybrany i „namaszczony” jako władca Jezusa?

Po dokładnym rozważeniu możemy ustalić, że Biblia nie przytacza żadnego przykładu, w którym Bóg wzywa kogoś w taki sposób, że człowiek musi sama odkryć to w sobie. Bóg zawsze wzywał wiernych przez swoich aniołów, którzy wyjaśniali im, dlaczego zostali wybrani do posługi i jakie zadanie mają wykonać. Wzywał innych pośrednio przez już ustanowionych i mianowanych mężczyzn na ziemi, którzy mówili wybranej osobie, czego Bóg od niej oczekuje i dlaczego została wybrana i namaszczona. Wszyscy, którzy zostali namaszczeni, otrzymali to zaproszenie ze świadectwem ducha, który potwierdził je na różne sposoby, takie jak los lub znak. Żadne z nich nie zostało powołane, by „odczuwać” swoje najgłębsze pragnienie czegoś lub nagle myśleć, że Bóg go powołał i namaścił na króla, proroka lub apostoła. Jehowa wezwał niektórych ludzi jeszcze przed ich narodzeniem, ale nie wiedzieli o tym, dopóki nie powiedziano im z nieba, że mają wykonać zadanie od Boga (Jer 1:4,5; Iz 44:28; 45:1; 2 Kro 36:22,23). Dlatego jeśli Bóg ma imiona tych osób, ujawni je im, kiedy nadejdzie czas, aby wypełnili jego zadanie. Czy wystarczy zatem twierdzić, że jest się „namaszczonym” (wchodzącym w skład 144000 wybranych królów i kapłanów) bez świadectwa, które by to potwierdziło?

Jezus miał świadectwo, które faryzeusze chcieli zakwestionować. Zobaczmy, jak Jezus im odpowiedział:

„Powiedzieli więc mu faryzeusze: „ty o sobie świadczysz, twoje świadectwo nie jest prawdziwe.14Odpowiedział Jezus i rzekł im: ‘a jeśli ja świadczę o sobie, moje świadectwo jest prawdziwe’ (..) w prawie waszym z kolei jest napisane, że dwóch ludzi świadectwo jest prawdziwe, ja jestem świadczący o sobie i świadczy o mnie posyłający mnie, ojciec’” (Ja 8:13-18).

Jezus „wiedział”, kim był i dlaczego został „namaszczony” przez ducha świętego, ponieważ Bóg zawarł z nim przymierze dla królestwa i miał wiarygodne świadectwo z nieba (Mt 19,28). Jezus nie zdobył tej wiedzy poprzez uczucia i pragnienia, które naprowadziłyby go na tą myśl. Nawet on usłyszał głos Boga, świadczący mu i potwierdzający jego mesjańską rolę (Mat 3:17; Ja 12:28).

Ponieważ aniołowie osobiście przygotowali drogę dla Jana Chrzciciela i Jezusa, zanim się urodzili, prawdopodobne jest, że ci sami aniołowie, gdy nadszedł czas, powołali jednego i drugiego, aby wykonali zadanie, do którego zostali powołani (zob. Jan 1:6). Po chrzcie Jezus poszedł na pustynię, gdzie przebywał przez 40 dni. Nie był sam, ale z Bogiem, który prawdopodobnie był reprezentowany na ziemi przez wybranego anioła. Następnie Jezus zdobył wiele wiedzy i dowiedział się wszystkiego o sobie i swojej roli drugiego Adama, dla której został z góry ustalony i zrodzony, co obejmowało jego posługę, śmierć, zmartwychwstanie, a nawet wstąpienie do nieba. Dowiedział się także o roli, jaką odegra po powrocie na ziemię. Aby mógł powiedzieć Żydom:

i [ten] który posłał mnie, Ojciec, ten zaświadczył o mnie i jego postaci [nie] ujrzeliście, i słowa jego nie macie pozostającego w was, bo [temu] którego on wysłał, temu wy nie wierzycie” (Ja 5:37,38).

Jezus, w przeciwieństwie do swoich rodaków z tego pokolenia, mógł powiedzieć, że „słyszał głos Boga do niego przemawiający i widział jego postać” jak Mojżesz. Otrzymał z nieba widzialne świadectwo namaszczenia z określonym  zadaniem. Możliwe jest, że po chrzcie Bóg przekazał mu wiele objawień poprzez wizje przedstawiające niektóre rzeczy niebiańskie. Prawdopodobnie dzięki wizjom „wstąpił do nieba”, gdzie miał niebiańskie doświadczenie i ujrzał przyszłość świata, o którym informował swoich apostołów (Ja 3:13; Mat 24).

Wszystko to było konieczne, aby Jezus nie był samozwańczym „pomazańcem”. Mianowicie samozwańczymi „pomazańcami” tamtych czasów byli ci, którzy twierdzili, że zostali powołani przez Boga i którzy nie mogli potwierdzić tego świadectwa niczym innym jak twierdzeniem, które często było wynikiem ich subiektywnych przekonań i uczuć. Wśród nich był Judasz Galilejczyk i Teudas, którzy „twierdzili, że są kimś” (Dzieje 5: 35–37). Oczywiście ich „twierdzenia” nie okazały się wiarygodnym punktem odniesienia, dzięki któremu inni mogliby ich uznać za namaszczonych, więc niektórzy ludzie szli za nimi ślepo. Tak czy inaczej, Jezus otrzymał świadectwo, z którym był w pełni przekonany, że jest Synem człowieka, o którym prorocy mówili z góry, i że został namaszczony na Syna Bożego, który wie, z jaką rolą został namaszczony. Aby to świadectwo miało moc prawdy, Bóg dał świadectwo dane Jezusowi przez potężne dzieła, które On przez niego wykonał. Jezus miał zatem wiarygodne świadectwo, dzięki któremu mógł twierdzić, kim był i dlaczego został „namaszczony” przez ducha świętego (J 8, 28).

Świadectwo Jezusa było „prawdziwe”, ponieważ nie świadczył sam o sobie o sobie, to znaczy nie tylko „twierdził” co z pewnością wiedział, ale także miał wiarygodnych świadków, którzy mogliby mu to potwierdzić. Więc przy innej okazji mógł powiedzieć:

„Jeśli ja świadczyłbym o sobie, świadectwo moje nie jest prawdziwe, inny jest świadczący o mnie i wiecie że jest prawdziwe świadectwo, którym świadczy o mnie. Wy wysłaliście do Jana i zaświadczył prawdzie, lecz ja nie przyjmuję świadectwa (..) ja z kolei mam świadectwo większe niż Jana, bo dzieła które dał mi Ojciec, abym je dopełnił, te dzieła które wykonuję świadczą o mnie, że Ojciec mnie wysłał” (Ja 5:31-38; Ja 1:32-34).

Jezus wyjaśnił, że jego świadectwo „nie byłoby prawdziwe”, gdyby tylko twierdził, że jest „namaszczony” przez Boga. W ten sposób chciał potwierdzić Bożą regułę z biblijnej przeszłości i powiedzieć, że nikt nie może twierdzić, że jest „namaszczony”, jeśli nie ma wyraźnego świadectwa od Boga i wiernych sług Bożych. Nawet jeśli ktoś nie potrzebuje świadectwa od drugiej osoby, namaszczony może dokonywać „czynów”, za którymi stoi sam Bóg. Bez tego wszystkiego ci, którzy mówią o sobie, że są „namaszczeni”, na współwładców Jezusa świadczą sami o sobie, więc ich świadectwo nie jest prawdziwe. Dlatego nikt z nas nie powinien poważnie traktować tych osób w zborze, które twierdzą, że są „namaszczone” do określonej roli, ponieważ żadne z nich nie ma świadectwa ducha. Za tym wszystkim stoi Strażnica, a nie Bóg, dlatego możemy swobodnie stwierdzić, że Strażnica, dzięki jego interpretacjom, stworzyła przestrzeń dla fałszywych namaszczonych, którzy sami siebie posadzili na tronach w oparciu o swoje uczucia.

Jezus wiedział, że w całej historii ludu Bożego było wielu samozwańczych i fałszywych proroków oraz Mesjaszy. Niektórzy z nich byli prawdopodobnie uważani za takich, ponieważ kierowali się swoimi myślami, uczuciami lub innymi wewnętrznymi wskaźnikami, które dały im przekonanie, że byli „kimś i czymś”, czym nie byli. Ale jego „namaszczenie” było „prawdziwe” z powodu trzech wiarygodnych świadków, którzy zeznawali o nim. Pierwszym świadkiem był Jan Chrzciciel, którego świadectwo można uznać za wiarygodne, ponieważ wszyscy uważali go za proroka Bożego. Powiedziano mu, że rozpozna Mesjasza, gdy zobaczy świadectwo ducha, więc powiedział:

„i ja nie dostrzegałem go, ale posyłający mnie zanurzać w wodzie, tamten mi powiedział: ‘na kogokolwiek zobaczysz zstępujące tchnienie i pozostające na nim (namaszczenie od Boga), ten jest zanurzający w tchnieniu świętym’” (Ja 1:33).

Drugim świadkiem był Bóg, który za jego pośrednictwem dokonał potężnych czynów, które mu świadczyły. Trzecim świadkiem jest Słowo Boże, które się na nim wypełniło. Chociaż nie potrzebował zeznań mężczyzny oprócz swoich potężnych czynów, świadectwo dwóch lub trzech osób jest jednak bardziej wiarygodne i można je uznać za prawdziwe. Jest to reguła Boża, która obowiązuje również w zborze chrześcijańskim (He 10:28; 2Kn 13: 1; 1 Tym. 5:19). Jezus znał pisma święte, w których znajdujemy podobne świadectwa od Boga. Paul wskazał na niektóre z tych przykładów i powiedział:

„bo w tej otrzymali świadectwo starsi (..) Dzięki wierze Abel pełniejszą ofiarę od Kaina przyniósł Bogu, przez którą otrzymał świadectwo, [że] jest sprawiedliwy, Boga świadczącego nad jego darami i przez nią umarłszy jeszcze mówi” (Heb 11:2,4).

Bóg „świadczył” swoim wiernym ludziom dawnej doby na różne sposoby, że są według jego woli. W ciągu swojego życia otrzymali od Niego świadectwo, że byli według jego woli. Stali się więc świadkami wypełnienia Bożej obietnicy złożonej im osobiście. To właśnie Bóg osobiście świadczył Ablowi w sposób nadprzyrodzony, który można przypisać tylko Bogu. Abel „otrzymał to świadectwo”, które było widoczne i oczywiste nawet dla jego brata. Kain nie otrzymał takiego świadectwa, chociaż prawdopodobnie „pomyślał”, że jest potomkiem, przez którego Bóg zniszczy głowę szatana.

Jezus nie prosił Ojca, aby sam wybrał apostołów w swoim duchu w taki sposób, aby mogli odkryć go w sobie. Apostołowie otrzymali tę wiedzę bezpośrednio od Jezusa, który wyjaśnił im, dlaczego wybrał ich i z jakim zadaniem. Kiedy później trzeba było wybrać innego apostoła, aby zastąpił  Judasza Iskariotę, ponownie potrzebne było świadectwo ducha, podobnie jak świadectwo innych zaufanych ludzi, którzy mogliby to potwierdzić. Zobaczmy, jak to było:

„I postawili dwóch, Józefa nazywanego Barsabą, który został przezwany Justusem i Matiasza. I pomodliwszy się powiedzieli: ‘Panie, znawco wszystkich serc, wskaż z tych dwóch jednego, którego wybrałeś by wziął dziedzictwo tej służby i wysłannictwa, od którego odszedł Judasz, żeby pójść ku miejscu swemu’ i dali im działy (losy), i padł dział (los) na Matiasza, i został przyłączony za dwunastego apostoła” (Dz 1:23-26).

Ponieważ Dwunastu zostało wybranych, aby zasiąść z Chrystusem na jego tronie, konieczne było obsadzenie tego wolnego miejsca nowym człowiekiem. Ponadto apostołowie mieli stać się fundamentem nowego ludu Izraela, więc numer 12 musiał wypełnić swój cel. To samo dotyczy liczby 144000, gdyby Jezus wybrał ich jako pierwszych w swoim zborze. Będzie wtedy wiadomo, kim byli, a każdy, kto zrezygnuje z pracy, zostanie zastąpiony innym. Ich namaszczenie zostanie poświadczone przez proroków i ducha świętego. Absurdem było wierzyć w interpretację Strażnicy, która twierdziła, że niektórzy z wybranych okazali się niewierni i że Bóg wybrał innych w zamian za tych, którzy teraz twierdzą, że są namaszczeni. Strażnica nie ma wiedzy o tym, kto jest namaszczony, a organ zarządzający nie jest upoważniony do wymiany za niewiernych innych spełniających warunki. Oczywiście ich pogląd nie ma nic wspólnego z zasadą pierwszego zgromadzenia chrześcijańskiego, o której mówiliśmy.

Kiedy mówimy o służbie, którą mają wybrane 144 000, mówimy o osobach, których służba nie jest jeszcze aktualna, więc nie zostaną oddani do służby, dopóki Królestwo Boże na ziemi nie zostanie ustanowione. W związku z tym nie są jeszcze namaszczeni ani nie wymagają wymiany. Oni, podobnie jak Jezus, inni prorocy i królowie, mogą zostać powołani jeszcze przed ich narodzeniem. Zaraz po namaszczeniu Jezus zaczął służyć jako Mesjasz. Tak samo oni, zaraz po namaszczeniu, rozpoczną swoją posługę, do tego czasu nikt nie może otrzymać świadectwa ducha, że jest namaszczony na tę rolę. Bóg ma prawo zachować dla siebie nazwiska tych, których wypróbował i wybrał spośród wszystkich, którzy wykonywali swą posługę na ziemi zgodnie z Jego duchem.

Czy można zatem argumentować, że pierwsi chrześcijanie „nie mieli trudności z poznaniem, że zostali namaszczeni duchem i że powinni wziąć symbole podczas ceremonii Pamięci” tylko dlatego, że wielu z nich miało jeden lub więcej cudownych darów ducha? Jeśli jest to łatwiejszy sposób na rozpoznanie się w tej roli, wówczas bez tych darów znacznie trudniej jest mieć tę wiarę, zwłaszcza gdy wiadomo, że w różnych kościołach chrześcijaństwa istnieją podobne cuda i znaki, które są uważane za dary ducha. Ponieważ niektórzy mogą dokonywać wielu potężnych uczynków i cudów w imieniu Jezusa, mimo że Jezus nie uznaje ich za swoich uczniów, oczywiste jest, że Bóg nie wykorzystał darów ducha, aby zaświadczyć komuś, że został namaszczony na przyszłego władcę Jezusa (Mt 7:22,23; 2 Tes 2:9,10).

Weźmy pod uwagę, że nie wszyscy pierwsi chrześcijanie mieli te dary ducha, ale tylko ci, przez których Jezus działał, aby głosić ewangelię i budować wiarę swoich uczniów, co było konieczne, aby zaakceptować fakt, że był Mesjaszem, że naprawdę żył i działał z nieba przez Bożego ducha świętego. Jeśli twierdzi się, że wówczas wszyscy wybrani chrześcijanie, zarówno mężczyźni, jak i kobiety zostali powołani i namaszczeni na współwładców Jezusa, wówczas wszyscy, nie tylko niektórzy z nich, powinni otrzymać te dary. Zgodnie z tą logiką ci, którzy nie mieli nadprzyrodzonych darów ducha, musieliby wątpić w swój wybór i powołanie (2 Pio 1:4,10).

Ponadto, tym samym chrześcijanom, którzy nie mieli darów ducha, nigdzie w listach nie wyjaśniono, żeby nie wątpili w to powołanie, ani nie udzielono żadnego akceptowalnego wyjaśnienia, które przekonałoby ich, że nadal będą władcami Chrystusa. Przeciwnie, do dnia dzisiejszego wszyscy chrześcijanie byli przekonywani, że należeli do rodziny Bożej w społeczności z Chrystusem, którzy oczekują wyzwolenia przy przyjściu Jezusa Chrystusa. Nadprzyrodzone dary ducha miały szczególną wartość na samym początku chrześcijaństwa, aby oddzielić wiernych Żydów z „małej trzody” od już istniejącej organizacji teokratycznej Izrael, którą Bóg zastąpił nowym Izraelem. To świadectwo opowiadało się za uświęceniem wybranego zgromadzenia, a nie osób, które uważałyby się przez te dary ducha za namaszczonych na współwładców Jezusa. Pamiętajmy, jak zareagowali Żydzi, gdy Jezus powiedział, że usiądzie po prawicy Boga. Ponieważ uważali go za niegodnego tej pozycji, zrobili wszystko, aby go zabić. Wyobraź sobie, jak zareagowaliby ci Żydzi, gdyby wszyscy uczniowie Jezusa twierdzili, że zasiądą w niebie na jego tronie? Ale nie twierdzili tego ani nie byli prześladowani przez Żydów za taką wiarę.

Co zatem powiedzieć tym, którzy dziś uważają się za „namaszczonych” na współwładców Jezusa? Gdzie jest ich świadectwo ducha? Czy ich świadectwo może być wiarygodne, jeśli po prostu powiedzą sami, że są „namaszczonymi”, którzy czują to w swoim sercu? Czy ktokolwiek może być wiarygodny, jeśli nie ma innych świadectw oprócz swoich uczuć, pragnień i nadziei? Czy ktoś może powiedzieć, że duch Boży świadczy z ich duchem, że jest on „namaszczony” poprzez fragmenty Biblii, które jak widzieliśmy, nie odnoszą się do nich, ale do wszystkich chrześcijan, którzy oczekują życia wiecznego na ziemi, a nie w niebie? W konsekwencji ci, którzy twierdzą, że napotykają myśli w Biblii, które świadczą im, że Bóg ustanowił ich dla życia w niebie, polegają przede wszystkim na słowach apostoła Pawła, który powiedział:

„Na dowód że jesteście synami Boga, posłał Bóg tchnienie swego syna* (*lub synostwa) do waszych serc, wołającego Abba, Ojcze, tak że już nie jesteś niewolnik ale syn, lecz jeśli syn i dziedzic Boga przez pomazańca” (Gal 4:6,7).

Strażnica bierze jedną część z tego akapitu, a ignoruje drugą, która określa prawdziwe znaczenie. Po pierwsze, Paweł dokonuje rozróżnienia między tymi, którzy są „synami”, a tymi, którzy są „niewolnikami”.

synowie to ci, którzy są wolni od winy i zostali adoptowani do rodziny Bożej, stając się w ten sposób dziedzicami Boga, a

niewolnicy wciąż byli w niewoli grzechu, ponieważ nie wierzyli, że zostaną wyzwoleni przez okup.

Czy można zatem powiedzieć, że wielu prawdziwych chrześcijan wciąż jest niewolnikami grzechu i śmierci i że nie mają prawa nazywać Boga swoim Ojcem ani mieć prawa do bycia spadkobiercami królestwa Bożego? Czy można argumentować, że tylko niewielka liczba chrześcijan dzisiaj i tylko w społeczności Świadków Jehowy może słusznie powiedzieć, że tylko w nich jest duch Chrystusa wołający „Abba, Ojcze”, udowadniający, że są oni wyżej niż inni chrześcijanie, ponieważ wchodzą w liczbę spośród 144000 wybranych? Nie można tego nawet zakładać, nie mówiąc już o argumentach.

„Serce jest zdradliwsze niż wszystko inne i nieobliczalne. Kto może je poznać?” (Jer 17:9).

Nawet czyjaś myśl może być złym przewodnikiem, ponieważ Paweł mówi:

„bo jeśli uważa ktoś, że jest kimś, niczym będąc, siebie samego oszukuje” (Gal 5:3; zob Joba 37:24)

Jak zatem Bóg może wykorzystać czyjeś wewnętrzne przekonanie, które może być niewiarygodne, zwłaszcza gdy wiadomo, że chrześcijanie od samego początku byli narażeni na fałszywych nauczycieli i błędne doktryny, które utrzymywały się do pewnego stopnia nawet wśród „Świadków Jehowy”, którzy śmiało twierdzą, że są z powodu tych i innych unikalnych nauk, jedynymi prawdziwymi chrześcijanami?

Świadectwo Boga zawsze było ostoją nadprzyrodzonych objawień z nieba i świadectw wiernych i godnych zaufania sług, i wtedy jest całkiem jasne, że Bóg nie mógł zastąpić tak wiarygodnego świadectwa niewiarygodną perswazją poprzez wewnętrzną myśl, która może polegać na ludzkim zwodniczym sercu i myślach oraz wprowadzać nieporozumienia. Wobec braku tych objawień Boga, których zawsze używał do tych celów, jasne jest, że Bóg nie daje nikomu „świadectwa”, że został już wybrany na władcę Jezusa. Taka osoba może zostać wprowadzona w błąd, ponieważ może polegać na nauce, która może być niedokładna, niewiarygodna lub wadliwa, co może prowadzić do wprowadzenia w błąd siebie i innych. Np. w jednej wspólnocie wierzący mają pewność, że po śmierci pójdą do nieba i żyją w tym przekonaniu. Inni wierzący twierdzą, że niektórzy z nich będą władcami Jezusa, jeśli mają już w sobie pragnienie życia w niebie i niektórzy z nich uważają, że to dotyczy właśnie ich. Jest to oczywiście kwestia pomysłów i przekonań, w które wierzy się bez pytania.

Można wywnioskować, że pragnienia i nadzieje Świadków Jehowy, którzy twierdzą, że są „namaszczeni”, opierają się na błędnie zinterpretowanych doktrynach. Na początku założenia Towarzystwa Badaczy Biblii wszyscy myśleli, że przez chrzest zostali automatycznie wybrani przez Boga do życia w niebie, ponieważ uzyskali taką wiarę poprzez interpretację Biblii. Mianowicie twierdzono, że należą do wiernych chrześcijan, podczas gdy wszyscy inni chrześcijanie byli mniej wierni i nie byli godni tej pozycji w niebie. Zrozumiałe jest, że nikt nie chce przedstawiać się innym jako mniej wierny chrześcijanin, dlatego każdy z nich automatycznie uważa się za namaszczonego, bardziej godnego wyróżnienia.

Później Rutherford zaczął opowiadać się za tym, aby mniej wierni chrześcijanie nie poszli z nimi do nieba, ale należeli do wspólnot chrześcijańskich odrzuconych przez Chrystusa i osądzonych w Dniu Sądu. W ten sposób przedstawił Badaczy Biblii, którymi kierował, jako jedyny prawdziwy zbór chrześcijański składający się wyłącznie z takich namaszczonych. W rezultacie wszyscy członkowie Badaczy Biblii zostają automatycznie uznani za namaszczonych (tj. królów i kapłanów) bez żadnego świadectwa z nieba. Kiedy jednak w połowie lat 30 XX wieku stało się jasne, że liczba takich (samozwańczych) namaszczonych przekroczy 144 000, ponieważ koniec tego porządku ustąpił, zwrócono uwagę na akapity odnoszące się do dwóch grup chrześcijan, tak że następni wchodzą do tej ostatniej grupy, która dopiero wtedy pojawiła się na ziemi. Uważano, że liczba 144000 została wypełniona, aby nowi „pomazańcy” otrzymali jakieś świadectwo o duchu tylko wtedy, gdy Bóg użyje ich jako zastępstwa dla kogoś, kto odpadł.

Do 1935 r. ta interpretacja dawała prawo, by wszyscy bezkrytycznie uważali się za władców Jezusa, bez potrzeby szczególnego przekonania, że nowi „namaszczeni” powinni zdobyć tę wiarę przez ducha Bożego, który w ich sercach i umysłach potwierdził nowe „pragnienie życia w niebie ”, którego do tej pory nie mieli we własnym przekonaniu, czytając niektóre fragmenty Biblii, które (niesłusznie) twierdziły, że zostały napisane specjalnie dla wybranej klasy niebios.

Łatwo jest zauważyć, że czuli się „badaczami Biblii”, którzy widzieli się w niebie jako współwładcy Jezusa. Pierwsze miejsca dla Chrystusa zawsze dawały chrześcijanom poczucie ważności wśród innych wspólnot chrześcijańskich, ponieważ wiemy, że sami apostołowie mieli to „pragnienie” widocznego miejsca, które uzasadnili na swój sposób (Łuk 9:46; 22:24; Mar 10:35-37). Oczywiście trudno było coś zmienić w tym względzie. Łatwiej było wyobrazić sobie, że w innych społecznościach należących do „niższej klasy” było wielu chrześcijan, niż wyobrazić sobie, że ci, którzy już widzieli się w niebie, byli w błędzie („Objawienie”, rozdz 20, str 120, par. 2). ). Na tej podstawie poszukiwano później sposobów, by wielu chrześcijan wyznawało wiarę w Chrystusa. (Inaczej mówiąc, sposobu wyjścia z ograniczenia do 144 tysięcy liczby wiernych-przypis tłumacza)

Zmiany, które nastąpiły, miały na celu przekonanie wielu przybyłych na zgromadzenie, że także dla nich jest miejsce, ale  już nie w niebie tylko na ziemi, ponieważ liczba tych pierwszych została zapełniona. Przy takiej spekulacyjnej interpretacji łatwo było przekonać nowych, że ich nadzieja dotyczy życia wiecznego na rajskiej ziemi, ponieważ każdy człowiek ma w sobie to normalne pragnienie. Jest to wskazówka, że ludzie, bez względu na to, do którego kościoła należą, zobaczą się w niebie lub na ziemi tylko wtedy, gdy ich Biblia będzie interpretowana w taki czy inny sposób. Ludzie przyznają sobie autorytet nad tymi, którzy stoją za tymi interpretacjami. W ten sam sposób chrześcijanie w innych zborach, także poprzez nauczanie swojego kościoła, rozwijają pragnienie i nadzieję na życie w niebie, znajdując biblijne dowody, które to potwierdzą. Zamiast przemyśleć nauki dotyczące „wielkiej rzeszy”, „małej trzódki” i liczby „144000” oraz sposobu, w jaki Bóg je wybiera, chodziło o dostosowanie tekstu biblijnego do własnego pomysłu i interpretacji, która ma wiele wad i oczywistych braków.

Tak jak rzekomi „pomazańcy” nie otrzymali potwierdzenia powołania wykraczającego poza własną interpretację Biblii, tak też inni, którzy byli przekonani, że Bóg zamierza, aby żyli na ziemi, nie otrzymali tego potwierdzenia poprzez świadectwo duchowe. Mianowicie, jeśli uważa się, że w 33 r.n.e. w dniu Pięćdziesiątnicy Bóg zaczął gromadzić w przywróconym Zgromadzeniu tylko tych, którzy będą panować z Chrystusem w niebie i że potwierdził to Swoim duchem oraz nadprzyrodzonymi cudami i znakami, które chrześcijanie i sami niewierzący Żydzi powinni łatwiej zaakceptować, ta nowa rzeczywistość lat 30 XX wieku także wymagałaby od Boga przedstawienia pewnych nadprzyrodzonych znaków, które świadczyłyby o tym, że odtąd gromadzi tych, którzy pozostają na ziemi i że to on stoi za wielką zmianą i nową rzeczywistością. Tak jednak nie było, chociaż można by się tego spodziewać od Boga, gdyby rzeczywiście stał za tymi nowymi wyjaśnieniami, pokazując tym wiernym chrześcijanom, a także ludziom z różnych kościołów chrześcijaństwa, tę nową rzeczywistość i nowy wybór.

Chrześcijanie wciąż mogą nie mieć pełnej wiedzy na temat niektórych rzeczy związanych z czasem, w którym królestwo Boże będzie panować nad ziemią. Więc Paweł powiedział:

„Bo z części poznajemy i z części prorokujemy lecz gdy przyjdzie dojrzałe z części stanie się bezużyteczne Gdy byłem małym dzieckiem jak dziecko mówiłem jak dziecko myślałem jak dziecko kojarzyłem lecz kiedy dorosłem dziecięce straciło znaczenie Teraz widzimy jak w lustrze niewyraźnie lecz wtedy twarzą w twarz teraz znam z udziału lecz wtedy poznam tak jak i który zostałem poznany” (1 Kor 13:9-12).

Pełna „znajomość” wielu rzeczy „nadejdzie” wraz z królestwem Bożym, w którym wola Boża zostanie w pełni spełniona. Prawdopodobnie wtedy będziemy świadkami działania ducha świętego przez tych, których wybrał w swoim ludzie do reprezentowania Chrystusa. Do tego czasu wszyscy z nas są tylko „dziećmi Bożymi” należącymi do rodziny Bożej. Nasza wiedza i wiara oparte są na Chrystusie, który umarł i zmartwychwstał i dał nam nadzieję, że będziemy „żyć jak On” na zawsze. Oto dlaczego apostoł Jan pisze do nas:

„Kochani, teraz jesteśmy dziećmi Boga, a jeszcze nie zostało ujawnione (to) czym będziemy, lecz wiemy że jeśli zostałoby ujawnione będziemy podobni do niego, bo zobaczymy go tak jak jest” (1 Ja 3:2).

Te słowa nie odnoszą się do rzekomo namaszczonych, ale do wszystkich wiernych i prawych osób. Tak jak w przykładzie Jezusa, apostołowie głosili zmartwychwstanie ciała tutaj na ziemi, tak pewnego dnia, na wzór Jezusa, wszyscy otrzymamy życie wieczne i będziemy podobni do tego, który zwyciężył śmierć. Wszyscy powinniśmy nadal w to wierzyć, jak i w to, że  będziemy podobni do Jezusa – zmartwychwstałego w nieniszczejącym ciele. Powinniśmy pamiętać, że apostołowie nie głosili na przykładzie Jezusa, że i oni zostaną zabrani do nieba, ponieważ niebo musiało tylko zatrzymać Jezusa do czasu odnowienia i powrotu na ziemię (Dz 3:21).

Z powodu niepełnej znajomości królestwa Bożego chrześcijanie często mieli błędne przemyślenia i interpretacje, jak mówi Pismo: „Lecz jeżeli ktoś uważa że poznał coś, jeszcze nie poznał tak jak trzeba poznać” (1 Kor 8:2). Ludzie wielu kościołów chrześcijańskich przyjęli interpretację, która stwierdza, że po śmierci wszyscy dobrzy ludzie idą do nieba, więc nadzieja w życiu niebieskim była kwestią interpretacji kościoła i nie miała nic wspólnego ze świadectwem ducha. Nawet „Badacze Biblii” przyjęli tę doktrynę, ale Świadkowie Jehowy, jak widzieliśmy, później ją zmodyfikowali, aby oddzielić tych chrześcijan, którzy idą do nieba, od tych, którzy pozostają na ziemi. Ponieważ w jakiś sposób konieczne jest wyjaśnienie, kim są ci, którzy idą do nieba, i skąd oni to wiedzą, znaleziono pewne dowody biblijne, które muszą to potwierdzić, więc zostały one wyrwane z kontekstu Biblii. Przyjęto ludzką interpretację, która sama w sobie jest niewiarygodna, ponieważ nie można było znaleźć tych świadectw potwierdzających swoje „namaszczenie” dla władcy Chrystusa.

Dlatego jest wątpliwa interpretacja Strażnicy, która tłumaczy tę doktrynę „pomazańców” w sposób sprzeczny z zasadą Boga dotyczącą jego świadectwa, za pomocą którego świadczy on nie tylko tej osobie, ale także innym, którzy muszą przyjąć tę osobę za wybitnego „namaszczonego”. Ponieważ nie ma takiego jasnego świadectwa, starsi nie mogą kwestionować nikogo, kto uważa się za namaszczonego, o ile jest on członkiem Wspólnoty. Takie stwierdzenie rzeczy nie ma również uzasadnienia w Biblii, ponieważ wiemy, że starsi pierwszego wieku mogli „poddać próbie nazywających siebie wysłannikami, a nie są, i znaleźć ich oszustami”, więc musiały istnieć kryteria ujawnienia pomazańców (Obj 2:2). Ponieważ wiele rzeczy jest niezgodnych z Biblią, jasne jest, że wszystko, co dotyczy 144 000 wybranych, należy ponownie rozważyć i zharmonizować z Biblią, która nam ujawnia jego wolę i cel, a także sposób, w jaki On pozwoli nam wszystkim poznać, kogo wybrał i kogo wyznaczył jako pierwszych przedstawicieli Chrystusa na ziemi.

„Świadectwo ducha”, przez które wszyscy musimy się czuć pociągnięci do Boga jako jego dzieci, nigdy nie było szczególnym uczuciem przeznaczonym tylko dla niewielkiej liczby osób. To „świadectwo” jest mocną, opartą na Biblii wiarą, poprzez którą Bóg „mówi nam”, aby zaakceptować nową rzeczywistość, w której wszyscy, którzy wierzą w Chrystusa i są ochrzczeni w Jego imię, weszli w nowe przymierze, a tym samym do rodziny Bożej (Heb 10:14-18). Nasza postawa ducha lub myśli powinna przyjąć to świadectwo, ponieważ wierzymy, że Bóg nas powołał i pociągnął do Chrystusa. W tym świadectwie musimy być przekonani, że podobnie jak Izraelici, którzy w sprawie ziemi obiecanej byli „spadkobiercami Abrahama”, my, jako dzieci Boże, w Królestwie Bożym, będziemy „dziedzicami według Boga” lub „dziedzicami Boga”, a zatem „współdziedzicami Chrystusa”. „(Ga 4:6,7; Rz 8:15-17).

Nadal nikt nie może stanowczo twierdzić o sobie ani  o innych wiernych ludziach, że zostali wybrani, powołani i namaszczeni na służbę królów i kapłanów Jezusa, a właśnie to Strażnica niestety twierdzi o tych, którzy przyjmują symbole na ceremonii Pamiątki wśród członków społeczności Świadków Jehowy. Dopiero gdy takie fałszywe przedstawianie rzeczy ulegnie zmianie, wszyscy z niecierpliwością będą czekali, aby zobaczyć, kim będą wszyscy wierni mężczyźni spośród tych, którzy zostaną zapieczętowani za tę szczególną świętą służbę. Dlatego słusznie możemy teraz twierdzić, że chrzest chrześcijański w wodzie i w duchu świętym jest przyjmowany przez wszystkich chrześcijan, otrzymując w ten sposób pieczęć ducha świętego, a przez to namaszczenie do świętej posługi w zgromadzeniu Chrystusa, która jest przeznaczony do tego celu. Biblijne jasne i proste argumenty sugerują, że pierwsi chrześcijanie nie uważali się za namaszczonych władców Jezusa. Tylko mianowani mężczyźni mogli być uważani za namaszczonych „szafarzy”, którzy służą w tym charakterze, dopóki Jezus nie ustanowi nowej administracji teokratycznej i nowego podziału na „nowe niebo” i nową ziemię ”, po czym ci szafarze, którzy okażą się wierni swojemu Panu, będą mogli liczyć na to, że Jezus wyznaczy ich na zarządców, ale tutaj na ziemi, a nie w niebie. Wszystkich innych chrześcijan można uznać za dzieci Boże, które widzą swoje miejsce w innej roli. Historyk Philip Schaff mówi, że …

„w okresie poprzedzającym sobór nicejski z roku 325 ‘rzeczą najbardziej zadziwiającą’ była ‘wiara w to, że jeszcze przed powszechnym zmartwychwstaniem i sądem Chrystus będzie przez tysiąc lat widzialnie panować w chwale na ziemi razem ze wskrzeszonymi świętymi’” (Strażnica, 1.3.1997, str 10).

Dlaczego Towarzystwo Biblijne Strażnica nie przeanalizowało tej myśli lepiej, lecz uparcie obstawało przy tym, czego nie można udowodnić. Ta myśl wyraźnie pokazuje, że nadzieja życia i zmartwychwstania w środowisku ziemskim, a nie niebiańskim, została zaszczepiona w pierwszych chrześcijanach i że akt chrztu lub namaszczenia duchem świętym nie jest świadectwem, przez które Bóg zapewnia ludziom, że są przeznaczeni do życia w niebie, w którym będą królować z Chrystusem.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *