OSTATNI ADAM

 ————————————————————————–

Ostatni Adam

Pierwszy człowiek założenia nowego świata

——————————————————–

Odkrywanie tajemnicy ponownego stworzenia

która była ukryta od założenia świata

Danijel Polanec

Split, 2016.

Tłumaczenie A.Mazurkiewicz

Ruda Śląska  –marzec 2020

SPIS TREŚCI

  1. Wstęp                                                                                           
  2. Jezus z Nazaretu                                                                           

3. Tożsamość Jezusa – jak i dlaczego został zmieniony                 

4. Chrystologia Adama i Logosa                                                    

5. Rozwój nowych doktryn                                                                                                                      

6. Jezus traci swoją tożsamość                                                                                                               

7. Konflikt dwóch punktów widzenia                                                                                      

Gdzie jest zaginiony człowiek                                                   

Wcielenie czy narodziny                                                            

Początek Jezusa                                                                         

Jeden inny człowiek                                                                  

Człowiek z nieba                                                                        

Niebiański człowiek                                                                  

Na początku było to „słowo”                                                                                                       

Prorocze „słowo”                                                                       

Potężne „słowo” stwarzania                                                      

Wcześniejsze istnienie „słowa”                                                

Pierwszy Adam                                                                         

Upadek pierwszego Adama                                                       

Podobieństwo Jezusa i Adama                                                 

Ostatni Adam                                                                            

Prawda o Ciele Jezusa                                                              

Żył w śmiertelnym ciele                                                           

Śmierć nie ma już nad nim władzy                                          

Zniósł karę śmierci                                                                    

Pierwszy doskonały człowiek                                                  

Wspólnota w „przaśnym chlebie”                                            

Wspólnota w „niebiańskim chlebie”                                         

Zmartwychwstanie i Wniebowstąpienie                                  

Co się stało z ciałem Jezusa                                                     

Czy możemy zaufać człowiekowi                                            

Koniec trwającej setki lat debaty                                            

Wstęp

   Jedna z kontrowersyjnych myśli w tej książce naruszyła spokój mojej chrześcijańskiej społeczności, zanim podjąłem decyzję o jej opublikowaniu. Prawdopodobnie przyniosłoby to taki sam skutek w innych wspólnotach chrześcijańskich, gdyby jeden z ich wierzących przed swoim duchowym przewodnictwem przedstawił to, co napisałem do nich w liście. W szczególności powiedziałem, że mi przykro, że wspólnota, do której należę „nie została jeszcze uwolniona od fałszywego nauczania o Chrystusie wprowadzonego przez pierwszych ojców kościoła ze szkoły aleksandryjskiej po śmierci apostołów”. Właśnie dlatego zostałem wezwany przed komitet sądowniczy, na którym wyjaśniłem, że fałszywe nauczanie nie odnosi się do wszystkich aspektów które określają pracę i charakter Jezusa Chrystusa, ale tylko do jego tożsamości. Przedstawiłem  im tekst tej książki, ale nigdy nie powiedzieli mi, że mój odmienny pogląd jest błędny lub fałszywy, przez co milcząco  zaakceptowali moje nowe przekonanie, przeciwko któremu nie mogli znaleźć argumentów, podczas gdy w tej książce przedstawiłem wystarczającą liczbę biblijnych oraz innych argumentów, że całkowicie kwestionuję poglądy nie tylko mojego zboru, ale także innych wyznań chrześcijańskich, które w moim głębokim przekonaniu wciąż ukrywają prawdziwą tożsamość Jezusa Chrystusa, ostatniego Adama.

    Uważam że w wielu wspólnotach chrześcijańskich jest uczony błędny obraz tożsamości Jezusa, więc kapłani, pasterze i inni chrześcijańscy nauczyciele nieświadomie przyjmują i głoszą „innego Jezusa” niż ten przyjęty przez apostołów i ogłoszony przez pierwszych chrześcijan (2 Koryntian 11:4).  W pierwszym wieku chrześcijanie pod przewodnictwem apostołów wierzyli w takiego Chrystusa, który był  zapowiadany przez proroków w pismach hebrajskich (Rzymian 16:25).                                                                                                    

   Tajemnica o Chrystusie lub Mesjaszu, który „była ukryta w ciągu mijających wieków”, została objawiona w Jezusie; w jego narodzinach, życiu, śmierci, zmartwychwstaniu i wstąpieniu do nieba. Zostało to w pełni objawione w chrześcijańskich pismach greckich i w prosty sposób ogłoszone w całym ówczesnym świecie (Kolosan 1:26; Mateusz 13:35). Ale wkrótce niektórym nauczycielom i ojcom kościoła ta objawiona prawda wydała się zbyt prosta i wadliwa, więc w drugim wieku zmodyfikowali tajemnicę, aby wywyższyć Jezusa do boskiej istoty niebiańskiej. Był to efekt tych „mędrców”, o których mówił apostoł Paweł, dla których  było „głupstwem”, wierzyć w Chrystusa objawionego przez apostołów (1 Koryntian 1:22).

   Im bardziej pasował ktoś inny, ktoś, kto nie był prawdziwym człowiekiem, ale jedną szczególnie wywyższoną istotą ze świata niebieskiego, więc wprowadzili kilka zmian na temat „innego Jezusa”. Dzięki temu nowemu bóstwu w charakterze Jezusa Chrystusa bardzo łatwo stłumili oni wszystkie inne bóstwa świata grecko-rzymskiego i w ten sposób zdobyli rzesze ludzi ze wszystkich narodów, którzy przyjęli chrześcijaństwo. Dlatego chrześcijanie, którzy starali się zachować oryginalną prawdę o Jezusie, zniknęli w tym okresie. Pod rosnącym autorytetem poszczególnych teologów i ojców kościelnych, a następnie prześladowaniami Kościoła i karą dla wszystkich, którzy myślą inaczej, doprowadzili do zaniku prawdy o Jezusie Chrystusie. Potem przyszedł okres narzuconego instytucjonalnego dogmatu, którego nikt nie mógł kwestionować. Sekret odsłonięty w pierwszym wieku został ponownie ukryty w kolejnych wiekach. Nagle została otwarta trwająca setki lat debata o Jezusie, która wciąż trwa.

   Nie chcę dołączać do żadnej debaty z tą książką, ponieważ zawsze znajdą się tacy, którzy będą bardziej trzymać się swojej tradycji i tego, co mówią wysokiej rangi „mędrcy” teologiczni, ale daję każdemu możliwość wykorzystania Biblii jako najwyższego autorytetu, aby przekonać się i zobaczyć, co jest prawdą. Każdy z nas ma swój duchowy dar, dlatego nie należy oczekiwać, że każdy poświęci się głębszemu studiowaniu Biblii. Jednak czułem w sobie ten dar, w który w pełni się zaangażowałem i chcę się nim podzielić ze wszystkimi, którzy wiedzą, jak go docenić. Dlatego nie musicie przechodzić przez cały proces eksploracji, ale możecie czerpać przyjemność z ponownego odkrywania tajemnicy, którą znali pierwsi chrześcijanie. Jest jednak smutnym faktem, że w niektórych wspólnotach chrześcijańskich wciąż istnieje inkwizycja (sąd śledczy), która ma na celu utrzymanie jedności doktrynalnej, tym samym zmniejszając jedność ducha pielęgnowanego przez apostołów i pierwszych chrześcijan. Ale nie żałuję, że przeszedłem przez to, co przeszli wszyscy, którzy cenili autorytet Biblii ponad autorytetem instytucji kościelnej. Z przyjemnością przedstawiam moje nowe i odmienne przekonania, których żaden ze starszych członków mojej społeczności nie próbował nawet kwestionować. Nie odważyli się już powiedzieć, że się myliłem, ponieważ byłoby to sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem i wszystkimi faktami, które mówiły, że nasze i inne zbory rzeczywiście, wraz ze wszystkimi prawdami biblijnymi, również opublikowały błędne poglądy, które umniejszają rzeczywistą prawdę o Jezusie i jego nauczaniu. Jednakże surowo zabroniono mi mówić komukolwiek o tym i innych spornych tematach, ponieważ zgodnie z ich zasadami każda nowa prawda, nawet ta o Jezusie, powinna pochodzić z góry, a nie od ludzi takich jak ja.

   Wszystko to przypomniało mi nakaz, który członkowie Żydowskiego Sanhedrynu nałożyli na dwóch apostołów, których przyprowadzili na rozprawę. Zdając sobie sprawę, że nie mogli zaprzeczyć autorytetowi i mocy prawdy, o której śmiało rozmawiali ci dwaj apostołowie, uwolnili ich po przesłuchaniu, ale surowo zabronili im mówić komukolwiek o Jezusie, aby niezbite fakty o nim nie były rozpowszechniane wśród ludzi. (Dzieje 4:1-17).

   Co powinienem zrobić w podobnej sytuacji? Czy powinienem milczeć na temat wszystkich rzeczy, których nauczyłem się dzięki samodzielnym i niezależnym badaniom, czy upublicznić tym, którym zależy na prawdzie? Co zrobili  apostołowie?  Pomimo zakazu wyjawili swoim braciom i reszcie świata prawdę o Jezusie. Później zrobił to apostoł Paweł. Kiedy w jednej sytuacji Żydzi z Koryntu zaczęli zaprzeczać temu, co Paweł i Barnaba mówili o Jezusie Chrystusie, Paweł powiedział im: „Słowo Boże powinno było zostać wam wypowiedziane w pierwszej kolejności. Ale gdy ją odrzucacie (…), oto idziemy do pogan ”(Dzieje 13:46). Ponieważ starsi z mojego zboru odrzucają każdą nową myśl, która pochodzi od zwykłych wierzących, a jednocześnie oficjalnie nazywają członków wszystkich innych wspólnot chrześcijańskich „poganami”, ja podobnie jak apostoł Paweł, postanowiłem pójść do tych drugich i opublikować dla nich tę książkę, a nie dla moich „braci”, z którymi przez całe życie dzieliłem duchową społeczność. Odkąd doszedłem do nowych wniosków, moje poglądy wzrosły, tak że uważam teraz, iż moimi „braćmi” są wszyscy prawdziwi chrześcijanie którzy znajdą się w innych wspólnotach chrześcijańskich.

   Dedykuję tę książkę im i wszystkim, którzy chcą poznać prawdziwe fakty, które przez długi czas były niepotrzebnie ukryte przed nami wszystkimi. Ofiaruję tę książkę członkom mojej chrześcijańskiej wspólnoty do rozważenia, ale tylko na własne ryzyko, ponieważ wiem, że surowo zabrania się czytania tekstów „braci”, którzy wyrażają inne przekonania, nawet jeśli są prawdziwe. Ale ta książka, przeciwko której starsi nie mogli znaleźć powodu oskarżenia o herezję, jest dowodem na to, że wyjawiłem jedną pełną prawdę, więc Świadkowie Jehowy mogą ją swobodnie czytać, jeśli chcą odkryć tajemnicę, która wciąż jest ukryta przed wieloma chrześcijanami. Myślę, że ważne jest, aby poznać tę tajemnicę dotyczącą tożsamości największego człowieka, zanim zostanie on osobiście objawiony światu po powrocie na ziemię i stworzeniu nowego ładu światowego.

   Chociaż wiele aspektów świętej tajemnicy Chrystusa zostało objawionych nam wszystkim poprzez Słowo Boże, wciąż jest ona niekompletna z powodu ogłaszania „innego Jezusa”. Kim więc jest prawdziwy Jezus? Możesz przeczytać o tym w tej książce, więc zacytuję apostoła Pawła, który napisał w Liście do Efezjan 3:4,5:

Dzięki czemu możecie czytając, zauważyć moje zrozumienie w tajemnicy pomazańca, która innym pokoleniom synów ludzkich nie została objawiona, jak teraz jest objawiona jego świętym wysłannikom i prorokom w tchnieniu świętym;

Danijel Polanec

Jezus z Nazaretu

lecz wy za kogo mnie macie?”

Mateusza 16:15

   KIM był Jezus – zwykłym człowiekiem, wcielonym aniołem czy wcielonym Bogiem? Pytanie o jego tożsamość było aktualne natychmiast po tym, jak zaczął działać publicznie. Jednak nikt nie kwestionował wówczas jego ludzkiej natury, ale tylko jego mesjańską rolę. W przeciwieństwie, dzisiaj jego rola nie jest kwestionowana przez wierzących chrześcijan, ale wielu z nich już nie uważa go za człowieka, ale za niebiańską boską istotę, która tylko krótki czas grała rolę człowieka, a następnie powróciła do nieba. Ale jaki był pierwotny biblijny i chrześcijański punkt widzenia? Czy błędne przekonanie może zmniejszyć jego wyjątkową rolę?  To pytanie jest bardzo ważne, ponieważ jego prawdziwa tożsamość jest związana z „tajemnicą czasów epok, która pozostała trzymana w milczeniu” (Rz 16:25).  Ujawniając tę tajemnicę, apostoł Paweł widział Jezusa jako „ostatniego Adama”, czyli drugiego ojca ludzkości (1 Kor 15:45). Właśnie taki oryginalny obraz, który wiąże Jezusa z pierwszym człowiekiem Adamem nie pasuje do doktrynalnego poglądu na jego istnienie, który został przyjęty dziś w wielu wspólnotach chrześcijańskich. Dlatego w tym względzie zrezygnujemy z jakiegokolwiek doktrynalnego punktu widzenia i staramy się zrozumieć prawdę o Jezusie w jego pierwotnym kontekście.

   Sam Jezus powiedział bezpośrednio i pośrednio, że był „człowiekiem” i nikt nie kwestionował tego w tym czasie, nawet apostoł Jan, który zacytował wypowiedź Jezusa: „Teraz chcecie mnie zabić, człowieka …” (Ja 8:40). Ale później, z powodu kilku kontrowersyjnych wypowiedzi Jezusa, kwestia ta stała się dyskusyjna, więc niektórzy tłumacze usunęli słowo „człowiek” z tego cytatu, aby pomóc w przeforsowaniu kolejnego obrazu Jezusa, obrazu narzuconego przez Ojców Kościoła natychmiast po śmierci apostoła. (patrz tłumaczenie Jerusalem B., T. Dretar, NS…)

   Jezus urodził się, potem żył, umarł i zmartwychwstał jako ludzka istota. Nikt nie może podważyć tego faktu. Ale jeszcze bardziej znaczące jest to, że w Biblii, po wniebowstąpieniu, jest on nadal opisywany jako człowiek, ale już nie jako śmiertelnik, ale jako pierwszy nieśmiertelny człowiek, co było sensem jego istnienia i misji życiowej, która otworzyła drogę do życia innym ludziom (Dz 17:31). Dlatego nie powinniśmy zaniedbywać faktu, że Jezus (hebr. Jehoszua) był i pozostaje istotą ludzką. Przekonamy się, że Biblia zawiera wystarczającą ilość informacji, które eliminują wszelkie myśli o bycie uważanym za istotę niebiańską, ponieważ takie istoty mogą przybrać postać istoty ludzkiej, ale nie mogą być uważane za „synów ludzkich” lub istoty ludzkie.

    Zauważcie, że Jezus często używał wobec siebie terminu „syn człowieka” (heb. Ben Adham – syn istoty ludzkiej), określenia używanego tylko dla ludzi, a nigdy dla Boga i istot niebieskich (patrz Ez 2:6; Da 8:17; 4 Moj 23:19). Prorocy używali tego terminu jako synonim „śmiertelnego człowieka”, syna Adama, które tylko potwierdza, że Jezus jest tylko człowiekiemzrodzonym z kobiety”, którego Bóg wyznaczył na swojego głównego przedstawiciela i posłańca (Iz 56:2; Gal 4:4; Ja 16:27; Łuk 3:23-38). Jezus zawsze używał terminu „syn człowieczy” dla siebie jako określenia dla ludzkiego Mesjasza, którego wyjątkową rolę namaszczonego króla z góry określił Bóg (Łuk 18:31; Da 7:13). Aby utożsamić się z tym najwybitniejszym człowiekiem, o którym pisali prorocy, umiał powiedzieć „ja jestem (tym)” („ἐγω εἰμί” – ego eimi; Ja 4:26; 8:58), i zamiast powiedzieć „ja” w proroczych wypowiedziach o sobie, użył imienia „syn człowieczy”, „on”, co możemy zaobserwować z następujących jego wypowiedzi:

 CZŁOWIEK, KTÓRY ŻYŁ I SŁUŻYŁ WŚRÓD LUDZI

syn człowieka ma w planie być wydany w ręce ludzi i zabiją go, i po trzech dniach powstanie” (Mat 17:22,23)

tak też syn człowieka musi wycierpieć od nich” (Mat 17:12)

oto godzina, [że] syn człowieka jest wydawany w ręce grzeszników” (Mk 14:41)

Tak jak syn człowieka nie przyszedł by być obsłużonym, ale obsłużyć i dać swą duszę, okup za wielu” (Mat 20:28)

CZŁOWIEK KTÓRY UMIERA I POWSTAJE

syn człowieka idzie według tego co ustalone” (Łuk 22:22)

tak będzie syn człowieka w sercu ziemi, trzy dni i trzy noce” (Mat 12:40)

nikomu nie powiedzcie o wizji, aż syn człowieka nie powstanie z martwych”. (Mat 17:9)

CZŁOWIEK ZABRANY DO NIEBA

lecz od teraz będzie syn człowieka siedzący po prawicy mocy Boga”. (Łuk 22:69)

bo z pewnością nie domyślacie się godziny przyjścia syna człowieka”. (Mat 24:44)

według tego będzie, którego dnia syn człowieka zostałby objawiony” (Łuk 17:30)

CZŁOWIEK KTÓRY BĘDZIE RZĄDZIĆ ZIEMIĄ

„…przy odtworzeniu,… gdy syn człowieka zasiądzie na tronie swej chwały”. (Mat 19:28)

Ale kiedy przyjdzie syn człowieka w swojej chwale i wszyscy posłańcy z nim, wtedy usiądzie na tronie swojej chwały” (Mat 25:31)

   Co ciekawe, we wszystkich tych stwierdzeniach nie używa się terminu „Syn Boży”, lecz „Syn Człowieczy”. Ponieważ jednak oba terminy są używane w odniesieniu do Jezusa, dają nam niepowtarzalny obraz jednego wyjątkowego człowieka w odniesieniu do jego roli w planie Bożym. Właśnie dlatego Jezus powiedział: „ja jestem (ego eimi) ten” podkreślił siebie jako syna człowieka, wskazując, że był to człowiek, który miał być rozpoznany i zaakceptowany jako „Syn Boży”. Spójrzmy na dwa

przykłady tego, gdzie jest to szczególnie widoczne. Pierwszy dotyczy wydarzenia na górze, w którym trzej apostołowie ujrzeli jego przyszłą chwałę. Potem z obłoku dobiegł głos Boży, który powiedział:

„‘ten jest syn mój ukochany, który sprawia mi przyjemność, jego słuchajcie’. A gdy schodzili z góry nakazał im Jezus mówiąc: ‘nikomu nie powiedzcie o wizji, aż syn człowieka nie powstanie z martwych’”. (Mat 17:5,9)

   Chociaż Bóg uznał Jezusa za swojego Syna przed apostołami, Jezus nie mówi, że „Syn Boży” powstanie z martwych, ale on – „syn człowieczy”. Zrobił to samo, gdy pojawił się przed sądem:

 „I wstawszy arcykapłan powiedział mu: … ‘zaklinam cię* (*wzywam do oświadczenia pod przysięgą) na Boga żywego, abyś nam powiedział, czy ty jesteś pomazaniec syn Boga’. Mówi mu Jezus: ‘ty powiedziałeś, ponadto mówię wam, że od teraz zobaczycie syna człowieka siedzącego po prawicy Mocy i przychodzącego na obłokach nieba’”. (Mat 26:62-64) „I mówi mu arcykapłan: ‘[czy] ty jesteś pomazaniec, syn błogosławionego’,lecz Jezus odpowiadając mówi mu: ‘ja jestem i zobaczycie syna człowieka siedzącego po prawicy Mocy z chmurami nieba’”. (Mk 14 61,62; Łuk 22:70) 

   Przy tej okazji Jezus przyznaje, że jest „Synem Bożym” i podkreśla, że on, „syn człowieczy”, usiądzie po prawicy Boga. Prawa ręka była symbolem władzy i autorytetu, i oznaczała wzniosłą pozycję. Siedzenie „po prawicy Boga” oznaczało, że był on tym człowiekiem, który wśród Izraelitów „synów Bożych” (przez małe ‘s’) został wzbudzony od Boga jako pierwszy „Syn” (przez wielkie ‘S’ – władza), ale który jeszcze nie siedzi na jego tronie (Dz 5:31; 5 Moj 14:1). Będzie siedział jako „Syn Dawida” na „Tronie Dawida” i jako „Syn Boży” na „Tronie Boga” na ziemi tylko wtedy, gdy przybędzie w Swojej chwale (Mat 12:23; 25:31; Mich 5:2 [5:1]; 1 Kro 28:5; 29:23). Jednak do dnia dzisiejszego rozwijało się kilka wersji tożsamości Jezusa ze względu na imię „Syn Boży”, dlatego konieczne jest ponowne zbadanie i zobaczenie, jak uzyskał to imię i dlaczego nie wiąże go ono w żaden sposób z niebiańską naturą istnienia i preegzystencji. Nie należy pomijać faktu, że termin „syn Boży” w Biblii odnosi się do pierwszego człowieka Adama, namaszczonych królów Izraela, całego ludu Izraela i wszystkich wybranych narodów jako dzieci Bożych (Łuk 3:38; 2 Moj 4:22). 2 Sam 7:14; Rz 8:14). Pierwszy człowiek Adam (syn Boży) uzyskał status Syna Bożego przez uświęcenie w Edenie, kiedy Bóg postawił go jako ojca ludzkości, a Jezus w tym charakterze zastąpił go aktem namaszczenia.

   Jezus pochodzi z ludu, jak jest napisane:  „Lud, który chodził w ciemności, zobaczył wielkie światło”. „Bo narodziło się nam dziecko, syn został nam dany (od Boga)” (Iz 9:2,6; 1 Mo 4:1,25, „Z pomocą Jahwe urodziłam człowieka”; Rom). Członkowie ludu Bożego mogą mu powiedzieć: „otrzymaliśmy syna” od Boga, więc Jezus w tym sensie jest Synem (od) Boga lub Synem Bożym, wychodzącym i oddzielonym od ludu. Biblia nazywa ludzi jako grupę „synami ludzkimi”, a Jezus jest nawet z góry oddzielony od tego ludu jako ten wybitny syn człowieka, który miał ich reprezentować przed Bogiem (Ps 4:2; 62:9; 90:3). Mianowicie, jako syn człowieka Jezus miał reprezentować człowieka przed Bogiem, a jako Syn Boży miał reprezentować Boga przed człowiekiem. Dlatego Bóg uczynił go królem i kapłanem dla Żydów, a dla siebie Synem, i oczekiwano, że przyjmą tego wybranego Syna Człowieczego na Mesjasza (Chrystusa, Króla), Syna Bożego (Ja 20:31; 1 Ja 5:5).

   W tym rozważaniu zobaczymy, że Jezus nie był niebiańskim Synem Bożym, który przez wcielenie stał się synem człowieka, ale że był synem człowieka, który, jak mówi Paweł, „został ogłoszony (pierworodnym) Synem Bożym” (Rz 1:4). Jezus uzyskał to wyjątkowe synostwo jako przedstawiciel i członek ludu Bożego, którego Bóg na początku powołał jako swego „pierworodnego Syna”, a Izraelitów jako ‘synów Bożych’ (2 Moj 4:22; 5 Moj 14:1). Kiedy miał się urodzić wśród ziemskich „synów Bożych”, anioł Gabriel ogłosił jego narodziny, ale nie przedstawił go jako wcześniej żyjącej osoby, ale jako osobę, która właśnie ma zacząć istnieć, więc powiedział do Marii:

„nazwiesz go imieniem Jezus, ten będzie wielki i synem Najwyższego będzie nazywany. (…) tchnienie święte nadejdzie na ciebie i moc Najwyższego da ci osłonę, dlatego też narodzone święte zostanie nazwane synem Boga. (Łuk 1:31,32,35)

   Jako pierworodny, który otworzył łono, Jezus został uświęcony Bogu, podobnie jak inni Izraelici (2 Moj 13:2; Sędz 13:5; Łuk 1:12-16). Kiedy stał się pierworodnym podczas namaszczenia, Bóg wziął go sobie i dał ludziom jako króla i kapłana (2 Moj 13:2,13; 4 Moj 3:45-47; Jak 1:17). Wiedzieli o tym z góry jego rodzice, którzy ze względu na sposób, w jaki przybył na świat, prawdopodobnie oddali go Bogu na służbę świątynną (jak chłopca Samuela), a nawet jako chłopcu wskazali mu, że pewnego dnia będzie służył w świątyni (1 Sam 1:28; 2:11). Dlatego pewnego razu powiedział swoim rodzicom: „Czy nie wiedzieliście, że muszę być w domu mego Ojca” (Łuk 2:49). Oni oczywiście to wiedzieli, więc tylko im o tym przypomniał. Dlatego też, czytając Psalmy swego ojca Dawida, rozwinął miłość do Boga i do domu Bożego. Jego rodzice uczyli go i nieustannie kierowali do Boga i do domu Bożego, w którym mógł jeszcze bardziej poznać pisma święte i rozwinąć bliskie stosunki z Bogiem, którego już nazywał „swoim Ojcem”, jak nazywał go jego pradziad Dawid, który również będąc młodym mężczyzną przez cały czas chciał być w domu Bożym (Ps 89:20,26; Ps 27:4; 84:10; 1 Sam 2:21,26).

   Jezus, jak wszyscy Izraelici, był synem Boga, ale jak anioł

Gabriel powiedział, że powinien być również nazywany „Synem Najwyższego”, to znaczy, miał otrzymać status pierwszego Syna, pierwszego dziedzica Boga, podczas gdy reszta dzieci Bożych była współdziedzicami Chrystusa (Rz 8:17). Z tego powodu często mówił o Bogu jako o swoim Ojcu, a sobie jako o jego Synu (Mat 11:27). Poza tym sama wiedza na temat jego poczęcia bardzo wpłynęła na niego, więc nic dziwnego, że jego sposób wyrażania często wskazywał na jego bliskość z Bogiem, co niektórzy teologowie wykorzystali jako dowód na jego przedludzkie życie w niebie. Jednak wcale nie wzięli pod uwagę, że pierwszy Adam podobnie postrzegał swego niebiańskiego Ojca i że taki sposób wyrażenia mógłby rozwinąć każdy człowiek, który podobnie jak Jezus „kocha Jehowę, swego Boga, całym swoim sercem i całą swoją duszą, całym swoim umysłem i z całych sił! ”(Mk 12:30).

   Rozwijając taką szczerą miłość, możliwe jest osiągnięcie przez ducha świętego wzajemnego duchowego połączenia z Bogiem, aby oprócz Jezusa inni ludzie mogli być przez Ojca niebieskiego „nazwani” i „być synami Bożymi” (Mat 5:9; Łuk 6:35). Ten oficjalny tytułlub status, Jezus uzyskał, gdy został namaszczony przez samego Boga po chrzcie w wodzie i ogłoszony Synem Bożym, jak napisano w Ewangeliach:

i oto otwarły się mu nieba, i zobaczył tchnienie Boga schodzące z nieba jak gołąb, i przychodzące na niego, i oto głos z nieba mówiący do niego: „ty jesteś mój kochany syn, który mi się spodobał.” (Mat 3:16,17; Mk 1:10.11) „ty jesteś moim synem, ja dzisiaj ciebie zrodziłem”*. (Łuk 3:22; porównaj Heb 1:5) (*wersja za kodeksem Bezy; -przypis tłumacza)

    Kiedy Bóg mówi o Jezusie, że jest według jego woli i słusznie uważa Go za swego umiłowanego Syna, to powiedział to w kontekście proroctwa, które stwierdza: „To jest mój sługa, którego wspieram! Wybrałem go i darzę uznaniem! Dałem mu swojego ducha i on przyniesie narodom sprawiedliwość”. (Iz 42:1)

   „Wybraniec” to ten, który został wybrany spośród innych synów Bożych, z tym że tylko Jezus został z góry ustalony i wybrany jako „pierworodny syn”, który spełni wszystkie warunki dla tego sługi, który zrealizuje Boży plan (Ps 89:19,20; Łuk 9:35; 23:35). Z jednej strony my, którzy akceptujemy Jezusa jako Chrystusa, Syna Bożego, możemy uważać go za syna człowieka, ponieważ otrzymaliśmy syna, który będzie nas reprezentował przed Bogiem, a z drugiej strony sam Bóg może uznać Jezusa za swego Syna, który będzie reprezentował go przed ludźmi, ponieważ w tym celu go począł i stworzył (Łuk 1:31; 2:21). Dlatego ludzie w Jezusie powinni byli zobaczyć wybranego przez Boga, Chrystusa. Jan Chrzciciel był wówczas wielkim Prorokiem i pomazańcem (chrystusem) Boga, ale nie uważał się ani za Proroka (jak Mojżesz), ani za Chrystusa Króla (Ja 1:21,25). Nauczył się już od Boga, kim może być ten człowiek, i był świadkiem jego  namaszczenia, mówiąc:

I Jan zaświadczył mówiąc, „zobaczyłem tchnienie zstępujące jak gdyby gołąb z nieba i pozostające na nim, i ja nie dostrzegałem go, ale posyłający mnie zanurzać w wodzie, tamten mi powiedział: ‘na kogokolwiek zobaczysz zstępujące tchnienie i pozostające na nim, ten jest zanurzający w tchnieniu świętym’. I ja zobaczyłem i zacząłem świadczyć, że ten jest syn Boga”. ( Ja 1:32-43)

Jan Chrzciciel po raz pierwszy publicznie stwierdził, że Jezus jest Synem Bożymwybraniec Boga, ale nigdy nie uważał go za istotę niebiańską. Wiedział, że Jezus był istotą ludzką, ponieważ był jego kuzynem. Prawdopodobnie był także świadomy jego narodzin ogłoszonych przez anioła, ponieważ był także świadomy swoich cudownych narodzin ogłoszonych przez anioła Gabriela jego ojcu Zachariaszowi (Łuk 1:8-13). Po chrzcie Jezusa stał się głównym świadkiem momentu namaszczenia go przez samego Boga. Takie namaszczenie może mieć tylko człowiek, którego Bóg wcześniej wybrał, a poprzez ten czyn oficjalnie przyjęty jako jego pierwszy Syn. Jezus spełnił nawet proroczy obraz Izraela jako sługi Bożego, przez którego Bóg miał oddzielić plewy od ziarna (patrz Iz 41:8-16).

   Jan wiedział, że Jezus był najwybitniejszym z Synów Izraela, którego Bóg wybrał na swego pierworodnego Syna, i przedstawił go swoim uczniom jako „Baranka Bożego”, mówiąc im: „on zanurzy was w tchnieniu świętym i ogniu. Już ma szuflę do odwiewania w ręku i przeczyści swoje klepisko, i zbierze swoje ziarno do spichlerza, lecz plewy spali ogniem nieugaszonym” (Mat 3:11,12; Ja 1:29). Pytanie brzmi, czy Jan był pewien, że Jezus będzie tym obiecanym Synem Bożym w roli króla mesjańskiego. Tajemnicę tę jakiś czas ukrywała jego matka Maria, przed swymi dziećmi, które wówczas nie wiedziały, że Jezus został poczęty bez woli ziemskiego ojca i że pewnego dnia zostanie mianowany królem i kapłanem (Ja 7:5; Mat 13:55) , 40 dni po chrzcie Jezus zaczął publicznie głosić i chrzcić jak Jan Chrzciciel. Jednak nie chrzcił jeszcze duchem świętym, nie przedstawiał się jako król, ale tylko dokonywał cudów, co mogło być przyczyną, że niektórzy nie mogli od razu rozpoznać go jako Mesjasza, o którym mówili prorocy. Gdy tylko zaczął głosić kazania, zgromadzili się wokół niego uczniowie. Namawiał niektórych z nich, aby poszli za nim, tak jak wcześniej Jan. Inni szanowali go tylko dlatego, że widzieli, iż Bóg był z nim. Szanowany kapłan Nikodem był jednym z nich i powiedział do Jezusa:

 „rabbi, wiemy że przychodzisz [jako] nauczyciel od Boga, bo nikt takich znaków nie może robić, jeśli nie byłby z nim Bóg”. (Ja 3:2; por Dz 10:36-38)

   Wyrażenie „przychodzisz od Boga” u Nikodema nie oznacza, że Jezus był w niebie u Boga, skąd przybył. Użył tego terminu w odniesieniu do misji lub przesłania od Boga (patrz Mat 11:18,19; Ja 8:42; 13:3). W tym sensie sam Jezus powiedział przy innej okazji:

jeśli Bóg byłby waszym ojcem, kochalibyście mnie, bo ja od Boga wyszedłem i przychodzę, bo nie sam od siebie przyszedłem, ale on mnie wysłał”. ( Ja 8:42) „od* ojca wyszedłem (*παρα-obok; przy) i przyszedłem na świat” (Ja 16:28)

[Ciekawe że tekst grecki nie pisze „εξηλθον απο (ani εξ) του πατρος” (przyszedłem od Ojca) tylko „εξηλθον παρα του πατρος” czyli właściwie „przyszedłem w towarzystwie Ojca” albo „z upoważnienia Ojca”- uwaga tłumacza]

   Tak jak on „wyszedł od Ojca” i „przyszedł na świat”, Biblia mówi, że również „fałszywi prorocy wyszli na świat” od Szatana, ich ojca, bez zamiaru mówienia, że „wyszli”, to znaczy stworzenia z niebiańskiej substancji, którzy przez wcielenie pochodzą z nieba (1 Ja 4:1; Ja 8:44). Ponadto Jezus dokonał wielkich i potężnych czynów i dla wielu ludzi było jasne, że sam Bóg „posłał Go na świat” (1 Ja 4:9). Jednak terminu „posłany na świat” nie można nawet zastąpić terminem „zesłany na ziemię”, ponieważ w tamtym czasie nie miał nawet takiego znaczenia i znajdowałby się poza kontekstem biblijnym, w przeciwieństwie do dnia dzisiejszego, kiedy wielu postrzega Jezusa jako istotę niebiańską, dosłownie zesłaną z nieba.

   Kiedy ludzie zobaczyli, że Bóg jest z Jezusem, zaczęły się rozchodzić różne pogłoski o nim, więc Jezus zapytał swoich uczniów:

 „za kogo ludzie uważają Syna człowieka?” (Mt 16:13)

   Jezus poprosił ich, by powiedzieli w jakiej roli ludzie go widzą, więc apostołowie powiedzieli mu: „Niektórzy mówią, że jesteś Janem Chrzcicielem, inni, że jesteś Eliaszem, a inni, że jesteś Jeremiaszem lub jednym z proroków” (Mat 16:14; Łuk 9:19). Oczywiście pytanie o tożsamość Chrystusa było bardzo aktualne. Początkowo ludzie tylko spekulowali, że był jednym z wielkich proroków, którzy z pomocą Boga wykonują potężne dzieła, podobnie jak wielu wielkich proroków przed nim. Kiedy Jezus obudził z martwych młodego człowieka, „ogarnął wszystkich strach i wychwalali Boga mówiąc że: ‘wielki prorok podniósł się wśród nas’” i że „wejrzał Bóg na swój lud”.  (Łuk 7:16). Niemniej jednak nie widzieli go jeszcze w roli proroka Mojżesza, a zatem nie w roli Mesjasza, którego się spodziewali. Wszyscy wiedzieli o cudach dokonanych przez proroków, więc cuda, których dokonał Jezus, wciąż nie wystarczały, by wielu mogło rozpoznać Mesjasza w Jezusie, ale tylko jednego z wielkich proroków. Prorocy byli ludźmi z ludu, których Bóg powołał do służby. Nie zostali namaszczeni olejem namaszczenia przez kapłanów, więc nie zostali oficjalnie uznani za pomazańców chociaż zostali namaszczeni. Ich służba mogła trwać tylko przez pewien czas. Ale posługa arcykapłana i króla była nieco większa i zostali oni wprowadzeni do stałej służby przez akt namaszczenia. Dlatego niektórzy w niewiedzy w Jezusie widzieli tylko Proroka, a nie Pomazańca w roli Syna Bożego – Króla.

    Zgodnie z proroczą rolą nauczania widzieli także w Jezusie wielkiego nauczyciela i nazywali go „Nauczycielu” (Mat 8:19; 12:38; 19:16 itd.). Kiedy zdali sobie sprawę, że Jezus przekazuje słowa życia wiecznego, powiedzieli mu: „my uwierzyliśmy, i poznaliśmy ciebie, że ty jesteś świętym Boga” (Ja 6:69). Chociaż nazywali go „świętym”, nie chcieli widzieć go jako wyjątkowej niebiańskiej istoty, która dosłownie zstąpiła z nieba, ale tylko jako świętego człowieka, jak Mojżesz.

   Nazwa „święty” została użyta w pismach hebrajskich w odniesieniu do jedynego Boga, tak że imię to można było nadać jedynie człowiekowi, który naprawdę reprezentował świętość Boga wśród uświęconego ludu (Iz 43:3,15; 48:17; 1 Sam 2:2). Jezus był w tym względzie święty jako „ulubiona własność” Boga, jak to byłoz Irraelem od jego przysposobienia przez Boga, do którego Bóg mówi: „Izrael jest moim pierworodnym synem” (5 Moj 7:6; 2 Moj 4:22). Wszyscy członkowie tego ludu musieli spełnić żądanie świętości, ponieważ powiedziano im: „Bo ja jestem Jehowa, wasz Bóg. Macie się uświęcić i stać się święci, ponieważ ja jestem święty” (3 Moj 11:44,45; Ja 10:36). Żaden człowiek w tym czasie nie udowodnił słowami i czynami, że został uświęcony i święty do tego stopnia, z wyjątkiem Jezusa, który przyszedł na świat jako pierwszy człowiek narodu Izraela.

   Żydzi powinni zobaczyć w Jezusie proroka, o którym Mojżesz

powiedział, mówiąc: „Jehowa, wasz Bóg, powoła spośród waszych braci proroka takiego jak ja. Jego macie słuchać” (5 Moj 18:15; 18:18,19). Po śmierci Mojżesza napisano: „Ale w Izraelu nie pojawił się już żaden prorok jak Mojżesz” (5 Mo 34:10). Mojżesz był Bożym pomazańcem w roli proroka i przywódcy, więc Żydzi oczekiwali, że Jezus będzie taki jak on – ludzkim przywódcą, który uwolni ich od ucisku Rzymian. „Więc ludzie zobaczywszy jakiego dokonał cudu, mówili że ten jest prorok (jak Mojżesz) na świat przychodzący. Jezus więc poznawszy, że zamierzają przyjść i porwać go, aby zrobić go królem, wycofał się znów na górę sam jeden i tam się modlił.” (Ja 6:14,15).

   Jezus wyraźnie nie wykazywał oznak przywódcy, którego oczekiwali, więc wielu Żydów straciło wiarę w Niego i nadal oczekiwało, że inny człowiek, taki jak Mojżesz, będzie ich królem i przywódcą. Zwłaszcza stracili wiarę w niego, kiedy został zabity. Po tym, jak został zabity, dwóch uczniów powiedziało: „O Jezusie Nazarejczyku , który został mężnym prorokiem, mocnym w słowie i czynie przed Bogiem i całym ludem, jak wydali tego arcykapłani i nasi przywódcy na śmierć i ukrzyżowali go. Lecz my mieliśmy nadzieję, że on był (człowiekiem takim jak Mojżesz) mającym odkupić* (*lub wyzwolić) Izrael” (Łk 24:19-21; Dz 7:22).

   na początku było mało tych, którzy w Jezusie widzieli Chrystusa (Proroka i wodza). Dlatego niektórzy mówili: „ten jest naprawdę prorokiem, inni mówili, że ten jest pomazańcem, inni mówili, ‘czy z Galilei pomazaniec przychodzi, czyż pismo

[nie]

mówi, że z nasienia Dawida i z miasteczka Betlejem pomazaniec przychodzi, gdzie był Dawid?’ Rozłam więc powstał w tłumie z powodu niego” (Ja 7:40-43). Te odmienne poglądy wskazują, że w tym czasie  dla poszczególnych Żydów Jezus mógł być tylko jednym z trzech możliwych wysłanników. (zobacz obrazek)

     Z czasem niektórzy ludzie, którzy poszli za Jezusem, zauważyli, że był kimś więcej niż inni prorocy, dlatego zaczęli nazywać Go „Chrystusem”. W związku z tym traktowali go jako „męża Bożego” używając imienia „Syna Bożego”, nie widząc wcielenia istoty niebieskiej w tym imieniu. Mieli nawet tę swobodę wypowiedzi, by używać w duchu biblijnego punktu widzenia tytułu „bóg”, tak jak ten tytuł był używany dla Mojżesza, którego Bóg „wyznaczył na boga faraona” (patrz 5 Moj 33:1; 1 Moj 21:22; 23:5,6; 2 Moj 7:1). Po tym, jak apostołowie zobaczyli jego cuda, powiedzieli tylko Jezusowi:

 „naprawdę jesteś Synem Boga”. (Mat 14:33)

   Po usłyszeniu, że ludzie uważali go za jednego z wielkich proroków, Jezus zapytał apostołów: „’Lecz wy za kogo mnie macie?’ Odpowiadając Szymon Piotr, powiedział mu: ‘ty jesteś pomazaniec, Syn żyjącego Boga’. Odpowiadając z kolei Jezus powiedział: ‘szczęśliwy jesteś, Szymonie synu Jonasza, bo ciało i krew nie odsłoniły ci, ale ojciec mój ten w niebiosach’”. (Mat 16:15-17)  Tutaj Piotr w końcu oświadczył, że Jezus był nie tylko prorokiem, ale kimś więcej niż prorocy, mianowicie „Chrystusem”, a jako namaszczony król z linii Dawida, także „Synem Bożym” (Łuk 9:20). Dla niego i innych apostołów Jezus był tym, który został wyznaczony na króla królestwa Bożego (Ja 1:49). Ten fakt nie został mu objawiony przez ciało i krew, czyli ludzki punkt widzenia, co inni zgadywali tylko zgodnie z ich wizjami. Rozpoznał w Jezusie króla, o którym mówili prorocy, tego któremu będą „posłuszne wszystkie narody”. (1 Moj 49:10; Iz 9:6; Ez 21:27).

   Jednak ani Piotr, ani inni apostołowie nie rozumieli, że on też jest tym jedynym Bożym sługą, który zostanie poświęcony za ich grzechy. W Jezusie rozpoznali tylko Mesjasza, a tym samym króla z rodu Dawida, który zasiądzie na tronie Bożym w Jerozolimie, więc oni i wszyscy pozostali uczniowie podświadomie oczekiwali jakiegoś innego Chrystusa, sługi Bożego, który byłby najwyższym kapłanem i prawdopodobnie będzie cierpiał dla ludzi, aby wypełnili proroctwo mesjańskie (Iz. 42: 1-4; 49: 5,6; 52: 13,14; 53). To stworzyło więcej obrazów tego, kim jest Jezus. Uznanie Jezusa za Chrystusa (Pomazańca) nie oznacza, że przyjęli Go ze wszystkimi mesjańskimi rolami.

   Pamiętajmy o Janie Chrzcicielu. Nawet na początku posługi Jezusa nie rozumiał wszystkiego o roli Jezusa, więc zapytał Jezusa poprzez swoich uczniów: „czy ty jesteś działającym lub drugiego mamy oczekiwać?” (Mat 11:3). Więc Jan przedstawił swoim uczniom Jezusa jako „baranka Bożego, który podnosi grzech świata” (Ja 1:29). Chociaż zeznał, że Jezus był Synem Bożym z plemienia Judy, prawdopodobnie sądził, że inny z plemienia Lewiego przyjdzie objąć rolę arcykapłana. Niektórzy uczniowie Jana nie poszli za Jezusem, ponieważ prawdopodobnie spodziewali się, że Jan będzie drugim Pomazańcem, ponieważ był on z plemienia Lewiego i Aarona. Mianowicie, najstarsze pisma żydowskiej społeczności Kumran z tamtych czasów pokazują, że zgodnie z proroctwem Zachariasza Żydzi oczekiwali dwóch namaszczonych, jednego od Dawida i drugiego z linii Aarona, tak więc Jezus mógł być w myślach swoich uczniów jednym z co najmniej dwóch Chrystusów, Synów Bożych (Zach. 4:14).

   Sytuacja ta pokazuje, że Żydzi używali imienia „Syn Boży” dla każdego wybitnego człowieka, który w swojej historii został wyróżniony jako pierwszy Syn i wysłany przez Boga z jakąś mesjańską rolą, a nie dla jakiejś wyjątkowej niebiańskiej inkarnacji w człowieku. Dlatego powinniśmy spojrzeć na określenie „Syn Boży” w jego pierwotnej formie, ponieważ nawet wtedy rabini mówili o nim w jego hebrajskim znaczeniu w związku z Pomazańcem (zob. Mat 26:63; Mk 14:61; Łuk 22:67-70) , To określenie w umysłach wspomnianych ludzi nie odnosiło się do istoty niebieskiej, ani nie używali tego określenia w kategoriach wcielenia i preegzystencji. Jezus nie użył tego terminu, aby udowodnić, że był Synem Bożym w naturze niebiańskiej, ale tylko, że był Synem Bożym w roli mesjanistycznej.

   Kiedy inni przyznawali, że był Synem Bożym w roli mesjańskiej, Jezus nigdy nie uzupełniał tego imienia, aby wskazać ich odmienne znaczenie (wprowadzone dziesięciolecia później), dlatego zawsze podkreślał, że był „człowiekiem” i „synem człowieka”. przez które w duchu pism świętych mówił o sobie, że jest sługą Jehowy (Ja 8:28,40, IS, DK, JB*). Prorok Izajasz wskazał jeden ważny fakt na temat tego człowieka, który mówi do siebie:

(*przekłady Chorwackie; ciekawe że z ważniejszych polskich tylko przekład Romaniuka pomija zupełnie słowo „człowieka”, „ανθρωπον” występujące w greckim tekście Jana 8:40- uwaga tłumacza)

Jehowa powołał mnie, zanim się urodziłem. Kiedy jeszcze byłem w łonie matki, nazwał mnie po imieniu. (…)  A teraz Jehowa, który już w łonie matki ukształtował mnie na swojego sługę, polecił mi z powrotem przyprowadzić do Niego Jakuba, zgromadzić przy Nim Izraela. (Ja) Zyskam chwałę w oczach Jehowy i mój Bóg będzie moją siłą. Powiedział: „Jesteś nie tylko moim sługą, który ma podźwignąć plemiona Jakuba i przyprowadzić z powrotem ocalałych z Izraela. Uczyniłem cię też światłem dla narodów, żeby wybawienie, które zapewniam, sięgnęło aż po krańce ziemi”. (Iz 49:1,5,6; PNŚ)

Izaak, Samson, Jan Chrzciciel i inni zostali powołani przez Boga w łonie matki (1 Moj 17:19; Sędz 13:2-5; Iz 44:28; Łuk 1:13-15). Wszyscy oni, tak jak Jezus, istnieli w umyśle Bożym jako jasno określone słowo i pojawili się po urodzeniu, aby spełnili swoją wcześniej określoną rolę. Ale w jakim czasie Bóg powołał Jezusa na swojego sługę? Twierdzenie, że Jezus istniał jako istota niebieska przed swoimi narodzinami oznaczałoby, że został powołany na długo przed poczęciem, byłoby to sprzeczne z  proroctwem, według którego został „powołany, gdy był w łonie matki”, to znaczy w momencie, gdy jego życie się zaczęło, a życie każdego człowieka zaczyna się od poczęcia. Psalmista mówi, że Bóg widzi człowieka, gdy jest on „zarodkiem”, i z tego punktu widzenia nazywa on człowieka, któremu nadaje imię i tym samym rolę do wypełnienia (Ps 139:16; Jer 1:5; Rz 9:11). Tak więc życie Jezusa zaczęło się od poczęcia, a jego imię zostało wspomniane przed narodzeniem, co oznacza, że jego „imię”, tj. rola została wyznaczona na długo przed poczęciem, gdy „został poczęty”, kiedy zaczął istnieć w łonie matki został uświęcony, a zatem automatycznie powołany do spełnienia swojej roli mesjańskiej (Mat 1:21-23; Łuk 1:31; 2:21; Iz 9:6). To proroctwo wyraźnie dowodzi, że Jezus nie istniał przed poczęciem, więc Bóg nie mógł nawet poprosić go o wcielenie się w człowieka. Jeśli twierdzimy, że Bóg powołał istotę niebieską przed wcieleniem i poczęciem, to Bóg w powyższym proroctwie błędnie przedstawił swojego Mesjasza. Ale jeśli nie chcemy korygować Boga, musimy przyjąć to proroctwo o tym słudze Bożym, to znaczy o człowieku, który przyjmuje swoją rolę Mesjasza, rolę która została ustalona przed jego istnieniem i narodzeniem.

   Pamiętajmy o tym, gdy później rozważymy niektóre z tajemniczych stwierdzeń Jezusa, które niektórzy interpretują poza tym kontekstem, twierdząc, że istniał w niebie przed narodzinami. Zobaczymy, co miał na myśli Jezus, zgodnie z faktem, że w pismach hebrajskich nie było pojęcia o istnieniu w dosłownym znaczeniu tego słowa, a jedynie w formie proroczego słowa, które jasno opisywało osobę przed jej narodzeniem.

   Interesujące jest to, że aniołowie niebiescy widzieli w Jezusie tylko człowieka i zgodnie z tym nazywali go „Jezusem z Nazaretu”, podkreślając w ten sposób jego ziemskie pochodzenie związane jest z przepowiednią, że będzie on nazywany „Nazarejczykiem”, zgodnie z miejscem jego rodziców, w którym żył i dorastał (Łuk 1:26,27; Mt 2:23; Mk 1:24; 10:47). „i tchnienia nieczyste, kiedy więc jego widziały, padały przed nim i krzyczały mówiąc: ‘ty jesteś synem Boga’” (Mk 3:11). Wiedzieli, że Bóg zamierza osądzić ich przez człowieka i nawet wtedy wiedzieli, że Bóg wyznaczył Jezusa na tego sędziego (1 Kor 6:3; Rdz 16:20; Mk 1:24-27). Dlatego wyrazili przed nim strach i swoim uwielbieniem uznali jedynie jego rolę Syna Bożego, przez który Bóg mógł ich potępić (Łuk 4:33-37; 8:28; por. 1 Kor 3:28; Jo 4:14). „a upominając nie pozwalał im mówić, bo wiedziały, [że] on jest pomazańcem” (Łuk 4:41). One „wiedziały, że był Chrystusem, Synem Bożym”, to znaczy człowiekiem, który urodził się w Betlejem i wychował w Nazarecie. Wielu ludzi nie potrafiło tego jeszcze opowiedzieć, więc nie byli pewni, czy Jezus jest Mesjaszem, czy tylko wielkim prorokiem.

   Pierwsi uczniowie Jezusa również postrzegali Jezusa jedynie jako człowieka, który na wiele sposobów udowodnił, że Bóg był z nim i że sam Bóg upoważnił go do głoszenia i dokonywania wielkich dzieł. Tylko oni w Jezusie widzieli, nie tylko proroka, ale także wielkiego Proroka i Wodza (króla), jak Mojżesz. Filip powiedział do Natanaela:

znaleźliśmy Jezusa, syna Józefa z Nazaretu, o którym napisał Mojżesz w Prawie i prorocy”. „Odpowiedział Natanael i powiedział mu: ‘rabbi, ty jesteś synem Boga, ty jesteś królem Izraela’”. (Ja 1:45,49)

Król   – dla narodu

Syn Boży – dla Boga

Jak widzimy, Natanael, który dobrze znał Pisma, doszedł do wniosku, że mógłby nazwać Jezusa Synem Bożym ze względu na jego rolę króla nadaną mu przez Boga (zob. 2 Sam 7:5,12-14). Nie mógł wyciągnąć z Pism świętych żadnej idei, że Chrystus, Syn Boży, był osobą która żyła w niebie przed swoim narodzeniem, tak więc on i inni apostołowie wiązali początek życia Jezusa z człowiekiem z Nazaretu. Zaakceptowali rolę Jezusa jako króla, ponieważ zdali sobie sprawę z jego królewskiej linii przez Józefa i Marię prowadzących do króla Dawida.

   Kiedy zdali sobie sprawę, że Jezus jest przyszłym królem, powiązali proroctwa o wielkim Proroku i wielkim Wodzu, i w przeciwieństwie do innych Żydów oczekiwali dwóch zamiast trzech posłańców. Jezus był dla nich prawdziwym człowiekiem. Przypisali jego ziemskie pochodzenie rodowi Dawida: „I cały lud dziwował się, mówiąc: „Czy to nie jest syn Dawida?” (Mt 12:23; 15:22). W Jezusie rozpoznali Obiecanego Proroka i Króla, ale jeszcze nie widzieli tego sługi Bożego, Najwyższego Kapłana, który raz na zawsze zakryje grzechy. Nie było czegoś takiego jak u Marty, która powiedziała do Jezusa:

Mówi mu Marta: ‘wiem że wstanie we wstaniu w ostatnim dniu’. Powiedział jej Jezus: ‘ja jestem powstaniem i życiem, wierzący we mnie choćby też umarł będzie żył, a każdy żyjący i wierzący we mnie, na pewno nie umrze do wieku* (*epoki), wierzysz temu?’ Mówi: ‘tak panie, ja uwierzyłam że ty jesteś pomazaniec, syn Boga do świata przychodzący’”. (Ja 11:24-27)

   Jezus wskazał tutaj swoją rolę pośrednika życia, ale z tego powodu Marta nie postrzegała go jako istotę niebiańską, ale jako człowieka o szczególnym autorytecie od Boga. Wiedziała z Pisma, że był on tym mężem Bożym, który przyszedł na świat. Ale pytanie brzmi, czy w tych słowach mogła rozumieć, że Jezus będzie świętym Boga, który umrze za lud. Jezus wskazał na to, gdy powiedział, że jest zmartwychwstaniem, ale ani ona, ani apostołowie nie zrozumieli wtedy, że musi umrzeć i zmartwychwstać, aby Bóg przez ofiarę swego umiłowanego „pierworodnego” mógł umożliwić zmartwychwstanie i pośrednictwo w życiu wszystkim, którzy w niego wierzą.

   Jezus został jednak aresztowany, skazany i ostatecznie zabity, co rozczarowało i zmyliło jego uczniów, prawdopodobnie dlatego, że mówił o śmierci i zmartwychwstaniu syna człowieczego w trzeciej osobie (Mt 17:12,22,23; 12:40). W tym czasie nie zaakceptowali jeszcze faktu, że Jezus zostanie zabity, chociaż słyszeli, że mówi o sobie, a nie o innym synu człowieczym. Dla nich ten inny syn człowieczy mógł istnieć jako inna opcja. Bali się nawet zapytać o to Jezusa, więc możliwość jego męczeństwa i zmartwychwstania była dla nich zupełnie nieznana (Łk 9:44,45). W końcu zaakceptowali jego śmierć jako śmierć człowieka. Piotr nawet wyrzekł się go wcześniej, twierdząc: „Nie znam tego człowieka” (Mt 26:71-74).

   Kiedy podświadomie oczekiwali na Jego zmartwychwstanie, w końcu ich to zaskoczyło, ponieważ Jezus powiedział wiele zagadek. Dopiero wtedy zdali sobie sprawę, że całe proroctwo mesjańskie dotyczyło jednego człowieka, sługi Bożego, pełniącego różne role mesjańskie (Iz. 53: 8-12). Zrozumieli, że Jezus zjednoczył wszystkie prorocze obrazy, dlatego nie trzeba było oczekiwać pojawienia się dwóch Mesjaszy, ale tylko jednego.

   Jezus był jednym i jedynym Mesjaszem, którego Żydzi mieli przyjąć i nie tylko oni, ale wszystkie inne narody. W święto Pięćdziesiątnicy Piotr powiedział zgromadzonemu tłumowi:

Mężczyźni, Izraelici, posłuchajcie tych słów Jezusa nazarejczyka, mężczyzny od Boga do was, sprawdzonego mocami i cudami i znakami jakie wykonał przez niego Bóg pośród was, jak sami wiecie. Tego który jest ustanowiony postanowieniem i prognozą Boga, wydanego przytwierdziwszy zabiliście, wziętego przez ręce nieprawych, którego Bóg wzbudził, rozwiązawszy poród krainy umarłych, ponieważ nie było mocy, by był trzymany przez nią”. (..) „Niezawodnie niech wie cały dom Izraela, że i panem i pomazańcem, Bóg postawił tego [człowieka] Jezusa, którego wy ukrzyżowaliście”. (Dz 2:22-24, 36)

   Piotr nie zmienia tutaj swojego punktu widzenia. Nadal uważa go za istotę ludzką, a nie za wcielenie istoty niebiańskiej (zob. Mat 26: 71-74). Dlatego tłumaczy przed wieloma ludźmi, że Bóg swego sługę, człowieka Jezusa, „uczynił Panem i Chrystusem” przez  namaszczenie. Kilka dni później on i Jan powiedzieli tłumowi ludzi, którzy widzieli cud uzdrowienia:

Bóg naszych ojców otoczył chwałą swego sługę Jezusa pomazańca, którego wy wydaliście sądowi i wyrzekliście się go przed obliczem Piłata, (…) którego Bóg podniósł z martwych, czego my jesteśmy świadkami. (…) Lecz Bóg przepowiedział przez usta wszystkich proroków, [że] jego pomazaniec wycierpi, tak też wypełnił”. (Dz 3:13 – 18)

   Z tych słów jasno widać, że Żydzi zabili wybitnego człowieka. Nawet Jezus powiedział im wcześniej: „Teraz chcecie  mnie zabić, człowieka …” (zob. Dz 5:28; Jana 8:40; większość polskich przekładów). Ale zmartwychwstanie „tego człowieka” było najważniejszym dowodem na to, że Jezus był Chrystusem, Synem Bożym.

   W związku z tym uczymy się na podstawie tych wszystkich oświadczeń pierwszych naocznych świadków, że w Jezusie widzieli tylko człowieka, którego można by uznać za Syna Bożego, ponieważ był on sługą Boga, którego Bóg wybrał dla swego szczególnego dzieła. Tylko takiego człowieka Bóg mógł uznać nie tylko za swego sługę ale i syna, ponieważ takich mogło być więcej w Izraelu, ale ten jego umiłowany, tj. jednorodzony Syn był najcenniejszym dobrem. Potem uczynił Jezusa, podobnie jak króla Dawida, pierworodnym narodu, i nie mógł to być nikt inny niż jeden wyjątkowy człowiek (Ps 89:26,27). Tak jak Dawid został pierworodnym Synem, który królował w imieniu Boga, tak też jego syn Salomon, gdy Bóg powiedział do Dawida: „Będę mu Ojcem,

on będzie moim Synem ”(2 Sm 7:14).

   Bycie Synem Bożym w tym czasie oznaczało być ogłoszonym jako pierworodny, to znaczy pierwszym synem Izraela, który reprezentował Boga i dom Boży i zasiadał po prawicy Boga na ziemskim tronie (1 Kro 28:5; 29:23). Ale namaszczeni królowie (Pomazańcy) z rodu Dawida od tego czasu tylko tymczasowo królowali, ci synowie Boży nie zostali wyznaczeni ani ogłoszeni jako wybitni królowie, przez których Bóg „umocni tron jego królestwa na zawsze” (2 Sam 7:16). Przez pewien czas Izraelici nie mieli ani jednego człowieka z rodu Dawida siedzącego na tronie Bożym, więc z niecierpliwością oczekiwali tego syna, pierworodnego, który obejmie władzę. Z powodu zmartwychwstania tego człowieka wielu Żydów uwierzyło w niego i zaakceptowało go jako obiecanego Mesjasza, Króla.

   Wszyscy, którzy rozpoznali Jezusa jako syna Dawida w pierwszym wieku, przyznali również, że był on Chrystusem, Synem Bożym – tym, którego Bóg i Ojciec uczynił jego „pierworodnym” (Ps. 89:27). Jezus przemawiał i działał jako przedstawiciel Boga, aby ludzie mogli poczuć, że jest wśród nich Bóg, którego nie mogli zobaczyć (Ja 10:30). Nosił imię Boga w swoim imieniu (hebr. Jehoszua – „Jehowa jest zbawieniem”), a ludzie mieli ujrzeć w nim Ojca i Boga, więc uczniowie traktowali go z szacunkiem. Musieli go słuchać, ponieważ był dla nich widoczną manifestacją obecności Boga. W tym czasie był jedyną osobą, która złożyła o sobie świadectwo, że Mesjasz został z góry ustalony przez Boga, aby był wiecznym Królem i Kapłanem (Hebr. 3:1). W tym imieniu mogli go czcić i czcić jako króla Dawida i arcykapłana Melchizedeka (1 Kro 29:20; Ps. 110:4). Jednak wielu nie zaakceptowało tego, ponieważ oczekiwali, że ich Mesjasz natychmiast zasiądzie na tronie Dawida.

   Jezus ostrzegł nawet, że pojawią się „fałszywi Chrystusowie

starając się przejąć rolę króla. Mianowicie wiedząc, że nie od razu „zasiądzie na swoim chwalebnym tronie” na ziemi, ale dopiero wtedy „gdy przybędzie w swojej chwale”, ogłosił, że w międzyczasie pojawią się ci, którzy będą pozować na Mesjasza – namaszczonego „króla”. podczas gdy Jezus w oczach ludzi byłby tylko tym sługą Boga, który umarł za grzechy. Istniało niebezpieczeństwo, że nawet wybrani nie zaakceptują Jezusa jako króla, lecz zaczekają na kolejnego Mesjasza, króla (Mat. 24:24; 25:31). Jednym z fałszywych Mesjaszy był Simeon Bar Kohba, o  którym rabin Akiba ben Joseph w 132 r. mówił „To jest król Mesjasz!” Był także tylko człowiekiem. Dlatego musimy zadać sobie jeszcze raz pytanie: Czy wszyscy ci, którzy w tym czasie wyznawali Jezusa jako Syna Bożego, wyobrażali go sobie jako istotę niebiańską, ponieważ nawet aniołowie w Biblii są nazywani „synami prawdziwego Boga”? (1 Moj 6:1,2; Job 1:6). Czy też „Syn Boży” w tym czasie w duchu Pism Hebrajskich był jedynie honorowym imieniem dla człowieka, którego Bóg wybrał na swojego wybitnego ziemskiego sługę, człowiek któremu Bóg wyznaczył szczególne miejsce wśród wszystkich synów Bożych?

   Wniosek, że dotyczy tego drugiego twierdzenia. Często podkreślał to sam Jezus. Nigdy nie wskazał, że jako Syn Boży został uczyniony Synem Człowieka, lecz jako Syn Człowieka został uczyniony Synem Bożym, Chrystusem, co później potwierdzili sami apostołowie (Rz 1:4; Dzieje 2:36; 1 Tym. 3:16; Ja 20:31; 1 Ja 5:5).

   Dla żydów tytuł „Mesjasz, Syn Boży” nie był dyskusyjny, ani nie był bluźnierczy, ponieważ jest synonimem „Mesjasza, syna Dawida” (Mk 12:35; 14:61). Niektórych z nich Jezus niepokoi, kiedy oświadcza, że „usiądzie po prawicy Boga i przyjdzie z obłokami nieba”, kiedy ich zdaniem wstąpił na tron Boży (Dawida) (Ja 5:17-23; Mt 26:63,64; 1 Kro 28:5; 29:23; 14:12-14). Byli jeszcze bardziej zdziwieni, kiedy powiedział im:

ja i ojciec jedno jesteśmy”. Podnieśli więc kamienie Żydzi, aby go kamienować. Odpowiedział im Jezus: „wiele wspaniałych dzieł pokazałem wam od ojca, dla jakiego [z] tych dzieł mnie kamienujecie?” Odparli mu Żydzi mówiąc: „za wspaniałe dzieła nie kamienujemy ciebie, ale za bluźnierstwo, i że będąc człowiekiem, robisz siebie bogiem”. (Ja 10:30-33)

( Tytuł „bóg” był synonimem tytułu „Syn Boży”)

   Dla faryzeuszy i uczonych w Piśmie „robienie siebie bogiem” nie było uważaniem się za Boga, Stwórcę, ale za Syna Bożego. Oni wszyscy byli „synami Boga”, ale tylko jeden mógł być pierwszym, który dotrze do Boga, Ojca. Ale dla nich Jezus był zwykłym człowiekiem, cieślą bez reputacji, członkiem zwykłego ludu, którym głęboko gardzili i przeklinali, nazywając ich „ludem ziemi”, heb. „Am haar” (Ja 7:47-49). Dla nich był przestępcą prawa, „tym, który przyjmuje grzeszników i z nimi jada”, co było poniżej ich godności (Łuk 15:2).

   Z powodu tej postawy wobec Jezusa nic dziwnego, że niektórzy postrzegali go jako zwykłego człowieka i grzesznika, który bezzasadnie kreuje się na boga (syna Bożego), więc nie chcieli szanować takiego zwykłego człowieka jak boga w związanego z ich jedynym Bogiem Jehową (patrz 1 Kro 29:20; Ja 8:40).

Ale Jezus powiedział, że się mylili, ponieważ był naprawdę namaszczony przez Boga na ich przyszłego króla (tj. boga). Wykonał dzieła Ojca, więc nie zamierzał podszywać się pod wybranego Bożego króla, a przez to udawać fałszywego boga  (Syna Bożego), ale poprzez czyny w łączności z Bogiem udowodnić swoją uświęconą rolę jako Syna Bożego, to znaczy boga wyznaczonego nad nimi. (Ja 10:34-39; porównaj 2 Moj 7:1).

   Zwolennicy preegzystencji Jezusa utożsamiają Jezusa z „mądrością” Boga, która jest w wieczności z Bogiem, chociaż Paweł mówi, że tylko Bóg jest w prawdziwym znaczeniu tego słowa „mądry” (Rz 16:27). Biblia mówi, że „mądrość” mówi sama od siebie: „Dzięki mnie panują królowie, a wysocy urzędnicy wydają sprawiedliwe decyzje. Dzięki mnie panują książęta …” (Prz 8:15,16). Gdyby tę „mądrość” utożsamić z wcześniej istniejącym Jezusem, jak wielu, to przeczy to tej sytuacji. Gdyby Jezus wiedział, że w przeszłości był uosobieniem „mądrości”, dzięki której szatan i królowie rządzą za jego pozwoleniem, to szatan nie zaoferowałby mu tego, co od niego otrzymał. Tak było z pokusą szatana, kiedy zaoferował, że da mu wszystkie królestwa tego świata, mógł słusznie zareagować, informując go, że jest ponad nim i że należy do niego (świat-?) znacznie bardziej niż to, co mu oferuje. (Mt 4:8 -10). Ale Jezus tak nie zareagował, ponieważ nie mógł udawać przed szatanem. Ponadto, gdyby Jezus wiedział, że należą do Niego, nie tylko  wszystkie królestwa, ale i cały wszechświat ze wszystkimi aniołami, to znaczyłoby to, że przed zejściem na ziemię porzucił swoje prawo, które należało do niego jako jego pierworodnego. Gdyby jednak zrzekł się tego prawa, jego Ojciec nie nazwałby go swoim Synem podczas chrztu, podobnie jak apostoł Paweł nie powiedziałby, że Bóg wyprowadził na świat „swojego pierworodnego” (Hbr 1:6; Ja 10:36). Ale jeśli Bóg (zgodnie z teorią wcielenia) nadal rozpoznaje go jako swego Pierworodnego, wówczas Jezus automatycznie znowu stał się współwłaścicielem wszystkiego, a Szatan nie mógł mu zaoferować czegoś, co już do niego jako pierworodnego i spadkobiercy wszystkiego należało. Aby rozwiązać tę sprzeczność, pojawiła się nowa idea, że był zwykłym aniołem, ale stał się wyższy od innych, ponieważ był gotów stać się człowiekiem i poświęcić się. Ale zobaczymy, że jedyną prawdą jest fakt, że on zaczął istnieć tylko jako człowiek i że zanim się urodził, nie żył w niebie, nie mówiąc już o tym, że byłby najpierw Bogiem. Oczywiste jest, że Jezus był pierworodnym, pierwszym w znaczeniu swego istnienia, ale nie tym, który zaczął istnieć przed założeniem świata, ale tylko podczas namaszczenia.

    Szatan znał prawdę o Jezusie, więc mógł go wypróbować, aby go oszukać. Jako wybitny anioł, Cherubin, na początku zbuntował się przeciwko Bogu, ale nie zakwestionował suwerenności Boga, ponieważ przyznał przed Jezusem, mówiąc, że suwerenny Bóg dał mu władzę nad wszystkimi królestwami (Łk 4:6). Początkowo zaatakował pierwszego człowieka Adama, odwodząc go od prawa do rządzenia ziemią jako syn Boga i reprezentowania Boga jako władcy, co prawdopodobnie zmniejszyłoby rolę tego cheruba. Bóg pozwolił Szatanowi być bogiem tego świata i pozyskać swoje potomstwo od ludzi, których zorganizował w niezależne władze, ale dał mu do zrozumienia, że w przyszłości inny człowiek (hebr. adham) sprzeciwi się mu, który uzyska prawo do otrzymania władzy nad swoją ziemią. Tuż przed tym doświadczaniem przez szatana Jezus otrzymał od Boga wiedzę, że był tym drugim Adamem, Synem Bożym.

   Szatan chciał obudzić wątpliwości u Jezusa i dlatego dwukrotnie powiedział do Jezusa: „Jeśli jesteś Synem Bożym”, rób to i to, aby udowodnić, że naprawdę jesteś wyznaczonym przez Boga na jego prawdziwego Syna. Gdyby Jezus był niebiańskim Synem Bożym z prehistorii, który uzyskał o wiele większy autorytet w niebie, nie musiałby udowadniać kim jest i takie pokusy byłyby niepotrzebne. Nawet twierdzenie, że nie miał większej władzy, nie dowodzi, że żył jak anioł, ponieważ ta próba była skierowana do człowieka, który musiał mieć pewność, że był prawdziwym Synem, któremu nadano wielką władzę (Łk 23:35). Przypomnijmy przykład Mojżesza i Gedeona, który poprosili Boga o jakiś dowód, że Bóg był z nimi, prosząc Boga aby dokonał jakiegoś nadprzyrodzonego cudu, aby się o tym upewnić (2 Moj 4:1-9; Sędz 6:36 -40). Bóg zapewnił ich o tym, ale Jezus nie prosił o potwierdzenie, ponieważ dzięki spotkaniu z Bogiem, który go bezpośrednio przedtem powołał i wysłał na świat, zyskał pełny wgląd w „świętą tajemnicę” i swoją rolę w tej najważniejszej misji. (Iz 7:10-12; Ja 5:37; 8:26; Ef 1:8-10).

   To, że Szatan naprawdę uważał go za człowieka, jest widoczne w ich dialogu. Wcześniej zadał Jezusowi trudne pytanie: „Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz tym kamieniom, aby stały się chlebem!” Gdyby dokonał tego cudu dla swej własnej chwały, udowadniając, że jest tym Synem Bożym, zachowałby się jak Mojżesz, który zlekceważył Boga (4 Mo 20:9-12; 5 Mo 32:51). Jezus jednak odpowiedział: „jest napisane, nie na samym chlebie będzie żył człowiek, ale w każdej wypowiedzi Boga” (Mat 4:3,4). Jak każdy człowiek, Jezus polegał przede wszystkim na każdym słowie Bożym, nie tylko na fizycznym jedzeniu. Dlatego przedstawił się tutaj jako „człowiek”, a nie jako istota niebiańska, która jak niektórzy uporczywie twierdzili, istniała przed swoimi narodzinami. Gdyby Jezus był tą niebiańską istotą, Szatan odpowiedziałby na powyższe stwierdzenie, wskazując Jezusowi, że nie był prawdziwym człowiekiem, więc nie powinien być traktowany jak człowiek z ludzką zależnością od Słowa Bożego.

   W innej próbie szatan powiedział mu:  „jeśli jesteś synem Boga, rzuć się w dół, bo jest napisane że, ‘swoim posłańcom nakaże o tobie i na rękach cię poniosą byś nie uderzył o kamień stopy swojej’” (Mt 4:6). Należy tutaj zauważyć, że wyzwanie to skierowane jest również do człowieka, który musiał mieć pewność, że Bóg jest z nim i odtąd będzie gotów strzec go przed śmiercią, tak jak w przeszłości strzegł swoich wiernych sług (Ps 91:11,12). Szatan nie wypróbował jego nadprzyrodzonej zdolności poruszania się w powietrzu jak anioła poruszającego się w powietrzu, ponieważ żaden człowiek nie ma takiej zdolności, podobnie też Jezus. Chce tu zapewnić Jezusa, że aniołowie go poniosą, a tym samym zachowają go, aby nie umarł, ponieważ Bóg, jeśli wybrał go na Syna Bożego, nie pozwoli mu umrzeć. Widzimy, że Szatan postrzegał Jezusa jako człowieka, który w krytycznych momentach polegał na ochronie aniołów Boga, a nie na własnych nadprzyrodzonych zdolnościach (Mt 26:53).

   Wróćmy teraz do trzeciej próby, w której Szatan pokazał wszystkie królestwa świata i powiedział do niego: „to wszystko ci dam, jeśli upadłszy pokłonisz mi się.” (Mt 4: 8,9). Gdyby Jezus był najwyższą istotą od Boga, Szatan nie mógłby ani szukać możliwości, ani oczekiwać że będzie czczony i uznany przez Jezusa za władcę świata. Wiedząc, że Jezus był tylko człowiekiem, który był w takiej sytuacji, że Bóg da mu wszelką władzę na ziemi w przyszłości, wtedy próbował to udaremnić. Jezus nie powiedział: „To ty musisz się mi pokłonić a nie ja tobie”, ponieważ nie został jeszcze wyniesiony do tej pozycji władzy. Więc mógł tylko powiedzieć: „odejdź przeciwniku, bo jest napisane, ‘Jehowie Bogu twojemu się pokłonisz i tylko dla niego będziesz pełnił świętą służbę’ ” (Mat. 4:10). Jezus w ten sposób poinformował Szatana, że „Najwyższy panuje nad królestwami ludzkimi. Daje je, komu chce, i ustanawia nad nimi nawet najmniej znaczącego z ludzi”. (Da 4:17).

   Szatan wiedział, że Bóg tego drugiego człowieka (ostatniego Adama), którego ogłosił swoim Synem, chciał postawić nad swoją ziemią. Szatan miał swoich synów na ziemi. Do jednego z nich Paweł powiedział: „Synu diabła”, nie myśląc, że ten człowiek był wcieleniem niebieskiego anioła (Dz 13:8-10). Zatem imię „Syn Boży” nie jest dowodem na to, że Jezus jest wcieleniem istoty niebiańskiej.

   Kiedy Szatan oczekiwał od Jezusa, aby mu się pokłonił (gr. proskyneo), wtedy oczekiwał od Jezusa uznania jego władzy nad ziemią, którą sam Bóg mu początkowo dał. Szatan uważał się za boga, który rządzi ludźmi za zgodą Boga, dlatego chciał, aby Jezus oddawał mu cześć (1Mo 18:1-3; 2 Mo 34:8; Hio 5:13-15). Jak Jezus zareagował na ten fakt? Jezus przyznał że ma władzę nad światem, nazywając go „władcą tego świata”, ale nie chciał pokłonić się mu jako prawowitemu władcy sprawującemu władzę za Boską aprobatą (Ja 8:44).

   Kłanianie się szatanowi oznaczało oddawanie mu czci, nie jako jedynemu suwerennemu Bogu, ale jako bogu tego świata, ponieważ powiedział Jezusowi: „Dam ci władzę nad nimi wszystkimi i ich chwałę, ponieważ jest mi dana (przez Boga) i daję ją komu chcę.” (Łk 4:6). Ta adoracja nie miała sensu uwielbienia, który należy tylko prawdziwemu Bogu, ale miała na celu okazać cześć temu, któremu Bóg oddaje część rządzenia. Szatan nadużywał go, szukając dla siebie większej władzy niż ta, którą otrzymał.

   Jezus, chociaż był człowiekiem, pozwolił czcić go zarówno ludziom, jak i aniołom* (gr. proskyneo). (*-?) Nie było to bałwochwalstwo, ale akt uznania Jego władzy, którą otrzymał od Boga (patrz 1 Moj 43:26-28; 2 Moj 4:29-31). Kłanianie się Jezusowi jako królowi oznaczało kłanianie się samemu Bogu, bo był czczony  w związku z Bogiem, podobnie jak w podobnych sytuacjach Izraelici „kłaniali się przed Jehową i przed królem” (Mat 14:33; 1 Kro 29:20 ). Izraelici nie widzieli Boga, ale czcili króla jak Boga, ponieważ zasiadał on na tronie Boga. Nie wielbili króla, ale Boga. Oddając cześć Jezusowi, pierwsi chrześcijanie nie uważali Jezusa za Boga, ani też nie chcieli go zamienić z Bogiem Ojcem, którego ludzie mają wielbić jako Suwerena. Oto dlaczego apostoł Paweł mówi, że Jezus Chrystus …

który w kształcie Boga rozpoczynający, nie uznał to [za] cenną zdobycz, być równym Bogu, ale siebie pozbawił znaczenia, kształt niewolnika wziąwszy, w podobieństwie ludzi będący i  sposobem bycia znaleziony jak (zwykły) człowiek, poniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci, ale śmierci na palu męki. I dlatego Bóg go wywyższył ponad wszystko i obdarzył go imieniem  ponad wszelkie imię, aby w imię Jezusa się ugięło każde kolano, niebiańskich i ziemskich, i będących pod ziemią  i by każdy język wyznał, że panem Jezus pomazaniec, ku chwale Boga, Ojca”. (Fil 2:5-11)

   Jezus był w postaci Boga, ale nie jako anioł, ale jako Adam. Był człowiekiem stworzonym na obraz Boga i człowiekiem, który zgodnie z wyznaczonym autorytetem odzwierciedlał chwałę Boga (1 Moj 1:26; 1 Kor 11:7). Potężne czyny, których dokonał z pomocą ducha świętego, wywyższyły go jako wyjątkowego Syna Bożego, jako największego człowieka na obraz Boga. Ale nie chciał odebrać władzy Bogu, tak jak zrobił to Szatan i niektórzy władcy. Uświadomił sobie, że urodził się, aby zostać królem (bogiem), ale nie zachowywał się jak Adam i przed czasem sięgnął po swoją chwałę, ale pokornie był posłuszny. Do tego czasu wielu władców utożsamiało się z Bogiem w słowach i czynach. W pierwszym wieku tak uczynił król Herod Agryppa, który nie oddał chwały Bogu, ale zachował ją dla siebie (Dz 12:21-23). Jezus nigdy o tym nie myślał, ale całkowicie oddał się Bogu i zawsze oddawał Mu chwałę. Pomimo wielkości i mocy, jaką otrzymał od Boga, wyrzekł się siebie i przybrał formę niewolnika. Dlaczego?

    Przepowiedziano o Mesjaszu: „Nie będzie mieć okazałej postaci, nie będzie odznaczać się wspaniałością. Gdy go zobaczymy, jego wygląd nie przyciągnie nas do niego” (Izajasz 53:2). To proroctwo jasno mówi, że Żydzi mogli oczekiwać Mesjasza tylko jako człowieka, a nie istoty niebiańskiej, która odegrałaby rolę króla ludzi. Zamiast przedstawiać Żydom postać godnego króla w tamtych czasach, Jezus przybrał postać zwykłego biednego niewolnika. Żydzi spodziewali się innego człowieka w roli słynnego króla. Jezus nawet przyznał Piłatowi, że urodził się, aby być królem (Ja 18:37). Ale wielu, a nawet jego uczniowie, nie od razu wiedziało, że najpierw musi iść ścieżką, która zakończy się haniebną śmiercią. Nieustannie oznajmiał swoim apostołom, że czasowo wyrzekł się siebie i chwały, która należała do niego jako wybranego króla, i upokorzył się do tego stopnia, że wziął pal męki i „upodobnił się do ludzi”, to znaczy „dlatego powinien był we wszystkim braciom zostać upodobniony, aby stać się miłosiernym i wiernym arcykapłanem przed Bogiem, do przebłagania grzechów ludu” (Hbr 2:17; Rz 15:8; Mat 16:24).

   Niewolnicy byli poddanymi swoim panom, więc Jezus, chociaż namaszczony król, któremu w wyniku namaszczenia miała przypaść cała władza i wszystkie bogactwa świata, stał się tym niewolnikiem jak jego bracia, którzy w takiej sytuacji społecznej cierpieli w różnych trudach przez niesprawiedliwych panów i władców (Iz 14:10; 2 Kor 8:9; Mat 2:2; 8:20). Ludzie chcieli nawet uczynić go królem i zamiast cieszyć się królewską chwałą i bogactwem, świadomie zgodził się być taki jak oni, a nie chwalebnym królem (Ja 6:14,15). To najlepszy przykład wyrzeczenia się.

   Pamiętajmy o Davidzie. Chociaż był namaszczonym królem, nie walczył o tron, ale upokorzył się do tego stopnia, że żył jako sługa, a później nawet jako zbieg w śmiertelnym niebezpieczeństwie od  króla Saula. On również wyrzekł się siebie i przyjął postać niewolnika i stał się jak jego bracia, którzy dołączyli do niego na wygnaniu. Widzieli w nim przyszłego króla. Jedyną różnicą było to, że później uczyniono go królem, podczas gdy Jezus najpierw musiał umrzeć, aby otrzymać koronę królewską po swoim zmartwychwstaniu (1 Sam 16:13; 22:1,2). Czy zatem Jezus przybrał postać niewolnika przy narodzinach czy podczas chrztu? Zgodnie z teorią wcielenia Jezus przeszedł z wyższego etapu istnienia do niższego i w tym momencie stał się niewolnikiem. Jednak Biblia pokazuje, że było to widoczne w czasie, gdy wyrósł z młodego człowieka na mężczyznę w wieku 30 lat (4 Moj 4:3; 1 Kro 23:3; Łukasza 3:23). Następnie, zgodnie z żydowskim prawem, osiągnął pełnoletność, to znaczy stał się mężczyzną, dzięki czemu jest wystarczająco dojrzały, aby wziąć na siebie odpowiedzialność za swoją misję. Mianowicie wtedy, „kiedy stał się człowiekiem, upokorzył się i stał się posłuszny aż do śmierci”.

    Ktoś tutaj natychmiast uczepiłby się słowa „stał się człowiekiem” i twierdził, że Jezus nie był wcześniej istotą ludzką zanim się urodził. Ale czy to wyrażenie dla zwolenników wcielenia może być wystarczającym dowodem na istnienie Jezusa? Ponieważ apostoł Paweł to stwierdził, spójrzmy na to, co naprawdę miał na myśli, kiedy to powiedział. W jednym liście Paweł napisał o sobie: „Kiedy byłem dzieckiem, przemawiałem jak dziecko, myśląc jak dziecko, rozumując jak dziecko. A kiedy stałem się mężczyzną, odrzuciłem to, co dziecinne” (1 Kor 13:11). Kiedy Paweł stał się mężczyzną, nie znaczyło to, że wcześniej nie był człowiekiem. Mianowicie był człowiekiem, ale nie był człowiekiem uznanym społecznie, dopóki nie stał się taka osobą. Stać się mężczyzną to stać się osobą fizycznie dojrzałą.

    Ludzka forma odróżnia mężczyznę od kobiety, a także dorosłego mężczyznę od dziecka. Jezus przeszedł od rozwoju dziecka do człowieka, jak każdy inny człowiek. Byłoby absurdalnie myśleć, że największa istota we wszechświecie o zdolnościach duchowych i umysłowych ponad jakąkolwiek istotą ludzką zachowuje się jak niemowlę i dziecko która mieści duszę w pełni rozwiniętej osobowości. Kiedy dziś słyszymy wypowiedzi dzieci i ludzi, którzy twierdzą, że żyli w przeszłości, to tylko ci, którzy wierzą w reinkarnację i nieśmiertelność duszy lub o przenoszeniu dusz z jednego ciała do drugiego. Faktem jest, że Biblia nie popiera takiej doktryny, ani nie pozwala prawdziwym wierzącym ją zaakceptować, więc byłoby dziwne, gdyby Jezus był uważany przez jego uczniów za reinkarnację kogoś, czyja dusza przeniosła się w ciało dziecka od urodzenia. Ale Szatan chce przekonać ludzi do takich doktryn o nieśmiertelności duszy, używając nawet Biblii, z której czerpią pewne fragmenty na temat takich przewrotnych doktryn. Zanim Jezus został wzbudzony do nieba, niektórzy w drugim wieku zaczęli głosić ideę, że jest reinkarnacją pierwszego człowieka Adama.

   Uczymy się, że w tych przypadkach rzekomej reinkarnacji widzimy pracę Szatana w taki sposób, że manipuluje on w świadomości takich ludzi niektórymi obrazami z przeszłości innych ludzi, aby przekonać ich, że żyli przed swymi narodzinami. Dlatego te mentalne obrazy nie mogą stanowić poważnego dowodu na poparcie reinkarnacji. Czy Jezus byłby zatem w stanie udowodnić sobie i innym poprzez takie obrazy ze swojej podświadomości, że żył w przeszłości, gdyby wiedział, że takie obrazy są możliwą manipulacją? Oczywiście, że nie. Nie ma dowodów na to, że Bóg aktywował ukryte przedziały mózgowe w Jezusie, w których ukryte są obrazy z przeszłości, aby udowodnić mu, że żył w niebie i Jezus miałby prawo w to wątpić. Widzieliśmy jednak z Ewangelii, że nie musiał tego udowadniać nawet Szatanowi, ponieważ ani ten nie uważał go za niebiańskiego syna Bożego, ale za ziemskiego.

   Gdyby Jezus zawsze żył w niebie, musiałby się ukorzyć przed wcieleniem. Ale upokorzył się dopiero w wieku 30 lat, kiedy złożył ślub przed Bogiem przed chrztem. Musiał zawrzeć takie przymierze jak Izraelita zgodnie z prawem, według którego żył (3 Moj 27:2-5; 4 Moj 6:2-8). Zamiast podkreślać przypisaną mu przy tej okazji królewską rolę, najpierw upokorzył się, okazując posłuszeństwo Bogu aż do męczeństwa. Bóg zawarł z nim przymierze dla królestwa, przez które wyrzekł się siebie, aby być ofiarowanym Bogu „jako ofiara całopalna” na służbę jako najwyższy i wieczny kapłan, podczas gdy inni arcykapłani złożyli zastępczą ofiarę (2 Moj 13:2,13; Heb 7:11-25; przykład „ofiary” córki Jeftego (Sędz 11:30-35,38,39). Jego pokora nie odnosi się do transformacji z niebiańskiej w ludzkie ciało lub od wyższego stopnia bytu do niższego. Dlatego możemy powiedzieć, że wtedy, gdy Jezus stał się człowiekiem zgodnie z żydowskim prawem i kiedy ochrzcił się wziął na siebie odpowiedzialność sługi Bożego, który pokornie oddaje się w służbę Bogu, Bóg „stał się” jego Ojcem w szczególnym znaczeniu i potwierdził to przez wskrzeszenie go z martwych (Mk 1:11; Ps 2:7; Dz 13:33; 17:31).

   Po zmartwychwstaniu Bóg wywyższył go ponad każde imię i pozwolił wszystkim czcić go w tym imieniu. Nie ma innego Boga ponad Jehową (JHVH – JeHoVaH; JaHVeH), ale pod Nim mogą istnieć bogowie w hierarchii, w której Jezus stał się największym i będzie tam do końca Jego ziemskich rządów (por. Tak 11:36). Jezus jako „pierworodny” miał tymczasowo zastąpić rolę Boga na ziemi, a „w miejsce Boga” być Panem domu Bożego (2 Moj 4:12,16; Heb 3:5,6). Dlatego stale wyróżniał się jako syn człowieka w stosunku do domu Bożego (Izraela) i całej ludzkości. Ten syn człowieczy otrzymał od Boga najwyższy autorytet na ziemi, a Żydzi mieli to zobaczyć, aby zaakceptować go jako przyszłego króla. Dlatego Jezus wyjaśnił im, mówiąc: „[czy] nie jest napisane w prawie, ‘ja powiedziałem bogami jesteście’, jeżeli o tamtych powiedział ‘bogami’, do których słowo doszło Boga, a pismo nie może zostać uchylone, [tego] którego ojciec uświęcił i wysłał na świat, wy mówicie że bluźnisz bo powiedziałem, jestem synem Boga?”  (Ja 10:34-36). On zacytował jeden Psalm, w którym napisano między innymi:

Bogami jesteście….Synami Najwyższego” (Ps 82:1-7)

   Gdyby powiedziano to tylko jednemu z tych ludzkich dygnitarzy, np. Królowi Dawidowi lub Salomonowi, można by powiedzieć, co następuje:

„Jesteś bogiem (królem i sędzią), Synem Najwyższego (Synem Bożym)”.

   „Bóg” jest w tym wyrażeniu równoważnikiem tytułu wybitnego „syna Bożego”.

→ ‘bogowie’ = Synowie Boga (l. mn) → ‘bóg’ = Syn Boży (l. poj)

   W tamtym czasie Żydom nie przeszkadzało, że Jezus nazywał siebie „Synem Bożym”, ponieważ Pisma Hebrajskie dopuszczały takie wyrażenia dotyczące królów Dawida i Salomona, którzy zasiadali po prawicy Boga na tronie w Jerozolimie (1 Kro 28:5; 29:23). Powiedzieliśmy już, że wrogo nastawieni Żydzi doszli do błędnego wniosku, że Jezus niesłusznie wziął dla siebie tą moc, którą Bóg zamierzał przekazać tylko prawdziwemu Chrystusowi. Według nich niewłaściwe i bluźniercze było dla „zwykłego człowieka” i grzesznika, który był dla nich przestępcą Prawa, bezpodstawnie wywyższać się na tronie Bożym jako „Syn Boży” (Łuk 6:7,8). Jezus wyjaśnił im, że królów i sędziów Pismo nazywa „bogami”, co oznacza, że dzięki władzy, którą otrzymali od Boga, reprezentowali Boga na ziemi i że ludzie mogą szanować ich i być im posłusznymi w tym imieniu (Rdz 29:20). Udowadniał im, że otrzymał od Boga znacznie większy autorytet, dlatego mógł powiedzieć: „bo ani Ojciec nie osądzi kogo, ale cały sąd oddał Synowi, aby wszyscy szanowali syna, tak jak szanują Ojca,” (Ja 5:22,23).

   Uczczenie Ojca było uwielbieniem go zgodnie z Jego imieniem. Podobnie Jezus miał być czczony i uwielbiony zgodnie ze swoim nowym imieniem i chwalebną rolą pierworodnego Syna, którą otrzymał od Boga (Iz 29:13; Mk 7: 6: Ps 7:17; 86: 9; Rz 3:23) . Tak jak trzeba było być posłusznym Bogu, odtąd trzeba było także słuchać Jezusa, którego Bóg wyznaczył jako swojego jedynego przedstawiciela i ich króla, sędziego i wybawcy. W tym sensie Jezus wyjaśnił im, że ma władzę i autorytet na ziemi większy niż inni ziemscy „bogowie”. O ludziach, których Pismo Święte określa w Psalmach jako „bogów”, mówi się, że są „Synami Najwyższego”, więc nie było potrzeby atakowania Jezusa za to, że powiedział, że jest Synem Bożym, to znaczy bogiem. To było dopuszczalne  równanie z Bogiem, w przeciwieństwie do „władcy Tyru”, „zwykłego człowieka”, który nie został uświęcony przez Boga, ale „zrównywał swój umysł z umysłem Boga” i powiedział: „Jestem bogiem i siedzę na tronie Boga”. W tym sensie wrodzy Żydzi nie chcieli zaakceptować Jezusa jako pomazańca, Syna Bożego, ponieważ uważali go za zwykłego człowieka (Ez 28:1-9; 1 Kron 29:20).

   Ponieważ w tym czasie żaden z ludu nie miał takiej władzy, konieczne było, aby lud zaakceptował Jezusa nie tylko jako syna Bożego, ale także jako najwyższego z ziemskich bogów. Apostołowie przyjęli go jako króla i sędziego, a zatem „jako boga”, dlatego Tomasz, przekonany o swoim zmartwychwstaniu, zwrócił się do Jezusa, mówiąc: „pan mój i bóg mój” (Ja 20:28). Jak więc zauważyliśmy, termin „bóg” można uznać za tytuł, który może odnosić się do człowieka jako przedstawiciela Boga, i że termin ten odnosi się do wyjątkowych „synów Boga”, a potem Tomasz po prostu przyznał go Jezusowi. Nie mógł powiedzieć: „pan mój i [Syn Boży] mój”, ponieważ nie można tego wyrazić gramatycznie, ale po prostu powiedział „… i mój bóg” („bóg” = „Syn Boży”) bez traktowania Jezusa jako niebiańskiego Boga (przez duże „B”).

   Tutaj termin „bóg” ma również to samo znaczenie, co „Syn Boży”. Po drugie, Tomasz był obecny, gdy Filip powiedział do Jezusa: „Pokaż nam Ojca”, a Jezus powiedział do niego: „Ten, który mnie widział, widział Ojca” (Ja 14:8,9). Dzięki temu stwierdzeniu Tomasz mógł jedynie potwierdzić, że teraz widział w Jezusie jego Ojca, Boga, ponieważ reprezentował go we właściwym świetle. Po trzecie, dla Tomasza Jezus mógł być „bogiem” w taki sam sposób, jak Mojżesz był „bogiem” faraona (2 Moj 7:1). Ponieważ przez zbudzenie go z martwych Bóg potwierdził, że Jezus jest Jego Synem, który będzie rządził światem, to na miejscu Tomasza było właściwe nazywać Jezusa „bogiem”, ponieważ zastąpi szatana, którego Jezus nazwał „bogiem tego świata”. Niektórzy twierdzą nawet, że powiedział z zachwytem „Mój Panie i mój Boże”, ale że istnieje problem z tłumaczeniem. W każdym razie Jezus zrozumiał, co powiedział Tomasz, i dlatego go nie poprawił. Dla niego Jezus nie był niebiańskim bóstwem, ale widzialnym bogiem na ziemi, to znaczy jedynym człowiekiem który jest postawiony Panem (czytaj: postawiony bogiem), przez którego suwerenny Bóg będzie panował na ziemi (Rz 1:4; Dz 2:36; 1 Tym 3:16; Ja 20:31; 1 Ja 5:5). Bez względu na to, ilu jest ludzkich bogów na ziemi, Jezus mając ten tytuł był ponad nimi wszystkimi i najwybitniejszym wśród nich (Mat 9:6-8; 2 Sam 7:9).

   Wszystko, co Jezus zrobił i powiedział, było tym co zrobi lub powie sam Bóg, ponieważ był on przedstawicielem Boga. Wszystko, co wyjaśniał, to bliska więź i społeczność, którą rozwinął jako człowiek z Bogiem, którego słusznie uważał za swojego Ojca, ponieważ Bóg przypisał mu rolę pierworodnego. Ponadto pozostawał w szczególnie bliskim związku z Ojcem Niebieskim, a zatem jest „jednorodzonym (gr. monogenes – jedyny w swoim rodzaju, ukochany, jedyny prawowity) synem”, który ma prawo reprezentować swojego Ojca w miejsce Adama, tak jak Izaak otrzymał ten zaszczyt zamiast pierworodnego Ismaela (1 Jana 4:9; Mat. 17:5; Hbr 11:17; 1Mo 16:15; 17:18-21; Gal 4:22,23).

   Różne kościoły używają terminu „jednorodzony” tylko dla Jezusa, twierdząc, że to znaczy, że jest on jedynym zrodzonym z Boga, podczas gdy wszyscy inni są stworzeni. Ale takiej interpretacji brakuje biblijnego poparcia, ponieważ termin ten był również używany w odniesieniu do Izaaka, chociaż nie był on jedynym synem urodzonym z Abrahama. Abraham miał innych synów przed i po urodzeniu Izaaka (1 Moj 25:1,2). Dlatego termin „jednorodzony” nie może oznaczać, że Jezus jest z natury wyjątkowym synem i dlatego różni się od innych rozumnych istot. Jego natura bycia jest taka sama jak nasza. Dzieli z nami ludzką naturę, podobnie jak Izaak i jego bracia, przez ich wspólnego ojca Abrahama, byli z natury ludźmi i byli do siebie podobni. Tak jak Izaak był jedynym spośród wszystkich synów Abrahama, który się urodził (jednorodzony syn) dzięki obietnicy wprowadzenia ludu Bożego przez niego, tak Jezus był jedynym synem urodzonym przez obietnicę, że Bóg wprowadzi swoją rodzinę na ziemię przez niego (Łk 10:22; J 16:15; Heb 1:2).

   Pozycja i autorytet „pierworodnego” i „jednorodzonego” syna pozwala mu być pierwszym z wielu ludzkich synów przyjętych przez Boga do swojej rodziny, z tą różnicą, że stał się pierwszym Synem na podstawie prawnej, a my adoptowani poprzez niego synowiedzieci Boże.

   Jezus widział siebie w tej wyjątkowej pozycji, która ze wszystkich ludzi jest dana tylko jemu, tak że wszystkie Jego wypowiedzi w tym kontekście nie mogły wydawać się równoznaczne z Bogiem w nieuprawniony sposób, ani nie zaprzeczały Mu jako istocie ludzkiej całkowicie podporządkowanej Bogu. Podczas gdy w Jezusie, w swoich działaniach i słowach, widzieli Boga, którego On doskonale reprezentował, wrogowie Jezusa błędnie zinterpretowali wszystkie wypowiedzi Jezusa i dlatego interpretowali nawet imię Syna Bożego poza jego  prawdziwym znaczeniem. Podczas procesu powiedzieli Poncjuszowi Piłatowi: „Mamy prawo i zgodnie z naszym prawem powinien on umrzeć, ponieważ twierdził, że jest Synem Bożym (bogiem)” (Ja 19:7). Należy tutaj zauważyć, że samo imię „Syn Boży”, które nie powinno niepokoić Żydów, stało się jednak cierniem w oczach żydowskich kapłanów, którzy nie chcieli, aby imię Jezusa łączyło się z Bogiem i ich mesjańskim królem. Uważali, że wypowiedzi Jezusa wykraczały poza prawne granice, ponieważ według nich tytuł Syn Boży był niewłaściwie wykorzystywany, aby zrobić z siebie boga, sędziego i króla. Ponieważ mogło to oznaczać własną inicjatywę powoływania się na autorytet Boga, wówczas samo jego twierdzenie: „Jestem Synem Bożym (bogiem)” w tym kontekście sugerowało bluźnierstwo karane prawem Mojżesza (Mt 27:43; 3 Moj 24:16; 5 Moj 13:1-5). Ale się mylili. Jezus nigdy nie chciał, aby jego uczniowie myśleli lub doznawali takiego wrażenia, więc nieustannie dowodził Swego autorytetu (Ja 5:3,32; 8:14). Pomiędzy tymi dwoma wyrażeniami – Synem Człowieczym i Synem Bożym – stale znajdował akceptowalną równowagę, podkreślając, że był tylko człowiekiem, który reprezentował Boga w roli wybitnego Syna.

   Piłat dorastał w środowisku pogańskich ludzi, którzy mogliby przynajmniej uważać Jezusa za niebiańskie bóstwo, gdyby wiedzieli o jego nadprzyrodzonym dziewiczym poczęciu, ponieważ natychmiast skojarzyliby takie narodziny z mitologicznymi bogami. Wydaje się, że żydowscy rabini i kapłani niewłaściwie używali terminu „Syn Boży”, ponieważ wiedzieli, że zgodnie z rzymskim prawem Jezus może zostać oskarżony na podstawie politycznej, ponieważ synowie Boży byli spadkobiercami rzymskiego tronu. Kiedy przybyli do Piłata z tym oskarżeniem i „gdy Piłat usłyszał te słowa (że Jezus jest uważany za Syna Bożego, to znaczy boga), jeszcze bardziej się przestraszył, wrócił do pałacu i powiedział do Jezusa:„ Skąd jesteś?”( Ja 19:8,9). Piłat wiedział, że spadkobiercy Juliusza Cezara uważani są za synów Bożych. W tym czasie tylko rzymski Cezar nosił tytuł Syn Boży (‘divi filius’).

   Religia egipska, a później greckie i rzymskie podniosły władców do bóstw, tak że uważano ich za potomków bogów urodzonych przez ludzi. Jezus nigdy nie prezentował takiego mitologicznego obrazu siebie, ani też nie dowodził, że jest wyższą istotą od człowieka. W tak mitologicznej scenerii nic dziwnego, że Piłat zapytał Jezusa: „Skąd jesteś?” Prawdopodobnie nawiązując do faktu, że może on być jednym z bogów zstępujących na ziemię w ludzkiej postaci. Jezus nie odpowiedział na to pytanie, ponieważ powiedział mu wcześniej: „Właśnie dlatego się urodziłem (aby być królem) i dlatego przyszedłem na świat, aby świadczyć o prawdzie” (Ja 18:37).

   Jezus pośrednio powiedział mu, że nie pochodzi z nieba, ale z ziemi, ponieważ „urodził się” jak każdy inny człowiek, ale z góry określoną rolą Boga. Słowo „urodził się” w tym kontekście nie miało znaczenia w mitologii rzymskiej, według którego byłby bogiem, lecz oznaczało narodziny człowieka. Jego narodziny, o których wspomniał Piłatowi, nie miały innego znaczenia, jak odrzucić całą myśl, że dosłownie zstąpił z nieba jako istota niebieska. Nie powiedział więc, że „przybył z nieba”, jak to symbolicznie powiedział Żydom, ani że dosłownie zstąpił na ziemię, ale że „przyszedł na świat” jak wszyscy inni prorocy Boga przed nim (Ja 6:14; Ja 6:38-42). Piłat przyjął ten fakt i przedstawił Jezus tłumowi, mówiąc: „Oto człowiek!” (Ja 19:5). Oczywiście nie miał powodu kojarzyć Jezusa z mitologicznymi bogami.

   Ewangelista Łukasz pisze na ten temat. Kiedy był na Malcie z Apostołem Pawłem, Paweł został ukąszony przez jadowitego węża, więc wszyscy myśleli, że umrze. Ale kiedy tak się nie stało, mieszkańcy Malty „po długim oczekiwaniu zobaczyli, że nie spotkała go żadna krzywda … i zaczęli mówić, że jest bogiem” (Dz 28:5,6). Jednego razu przybyli do Listry, gdzie Paweł uzdrowił kulawego człowieka. „A tłumy zobaczywszy co Paweł zrobił, podniosły głos po likaońsku mówiąc: ‘bogowie w postaci ludzi zstąpili do nas’. Nazwali Barnabę Zeusem, a Pawła Hermesem, bo on był tym przemawiającym”. (Dz 14:11,12) Ludzie zawsze byli skłonni do tworzenia bogów i kosmitów z celebrytów, ponieważ Biblia opisuje także czas przed potopem, gdy wcielili się niektórzy synowie Boga (aniołowie) i żyli na ziemi jako ludzie, płodząc  potomstwo Nefilim. Z biegiem czasu powstało wiele mitów, które doprowadziły do kultu tych obcych bogów i ich potężnych synów. Wspomniani wyżej ludzie, pod przewodnictwem kapłanów, chcieli złożyć ofiary Pawłowi i Barnabie. „Lecz słysząc Barnaba i Paweł, rozdarłszy swoje szaty, wyskoczyli do tłumu krzycząc i wołając: „ludzie, dlaczego to robicie i my jesteśmy ludźmi tej samej natury, głoszącymi wam dobrą nowinę Boga, żeby od tych próżnych nawrócić się do żyjącego Boga, który stworzył niebo i ziemię, i morze i wszystko co w nich”. (Dz 14:14,15)

   Wyobraźmy sobie, że Jezus znalazł się w tej sytuacji jako Paweł. Czy zachowałby się również w podobny sposób i powiedziałby: „Ludzie, co robicie? I ja jestem tylko człowiekiem, tak jak wy!” Ponieważ nigdy nie twierdził, że jest boską istotą z nieba, wydaje się, że powiedziałby tym ludziom, że był tylko człowiekiem, jak powiedział Poncjuszowi Piłatowi, i także kapłanom żydowskim (Ja 8:40). Ten obraz Jezusa jako człowieka podzielił sam Paweł. Nie skorzystał z okazji, by powiedzieć, że Jezus wcielił się i zstąpił na ziemię, i że był prawdziwym bóstwem, które należy czcić zamiast mitycznego Zeusa i Hermesa. Zamiast tego Paweł odwraca uwagę tych ludzi od próżnych bogów mitologicznych w kierunku jedynego żyjącego Boga, który stworzył niebo i ziemię, mając Jezusa jedynie za człowieka, przez którego Bóg wypełnia wszystkie swoje obietnice zbawienia dla ludzkości.

  Żydzi mogli, w ramach Pisma Świętego, traktować namaszczonego człowieka jako Syna Bożego. W judaizmie mógł to być człowiek, którego Bóg osobiście wybrał i namaścił na swojego króla. Zgodnie z prawem żydowskim, Jezus miał zostać ukamienowany jak Szczepan z powodu bluźnierstwa, ale został zabity przez ukrzyżowanie zgodnie z prawem rzymskim, ponieważ żydowscy kapłani wskazali, że Jezus powstał bez autorytetu, nie tylko od ich Boga, ale także od Cezara, który jedynie zgodnie z prawem rzymskim mógł być uważany za Syna Boga – władcę Rzymu. Z tego powodu Piłat został zmuszony do zabójstwa zgodnie z rzymskim prawem, dlatego nakazał, aby na palu napisać: „Jezus z Nazaretu, król żydowski” (Ja 19:19; Mt 27:37; Dz 7:54-58). Kiedy potępili i zabili Jezusa, dla wielu z nich był to dowód, że Jezus, syn człowieczy, nie był Chrystusem, Synem Bożym i Królem, za którego go uważano, więc musieli czekać na kolejnego Mesjasza. W ogóle nie rozumieli Pisma Świętego i tego, że wszystko musiał wypełnić tylko jeden człowiek. Kiedy Jezus umierał:

„… przechodzący rzucali obelgi, kręcąc swymi głowami i mówiąc: ‘hej, obalający świątynię i w trzy dni budujący, ratuj siebie samego, jesteś synem Boga i zejdź od krzyża!’, … ‘jeśli zyskał przychylność Boga, niech teraz wyratuje jeśli go chce, bo powiedział że,’ jestem synem Boga’”. (Mt 27:39,40,43)

   Jak widzimy, można tu również zrozumieć, że syn Boży dla Żydów mógł być człowiekiem, który musiał udowodnić, że Bóg był z nim, a nie kimś, kto zamanifestuje swoją moc jako potężna niebiańska istota. W tym sensie „setnik i strzegący Jezusa wraz z nim widzieli trzęsienie ziemi i to, co się działo, byli przerażeni i mówili:„ Ten człowiek był naprawdę Synem Bożym!”(Mt 27:54). Ten centurion usłyszał, że uważali Jezusa za Syna Bożego, więc Łukasz pisze, że w rzeczywistości ten centurion powiedział: „Ten człowiek jest naprawdę sprawiedliwy” (Łk 23:47). Te stwierdzenia pokazują, że mogli jedynie potwierdzić, że ten człowiek był Synem Bożym lub Mesjaszem, nie nawiązując do istoty niebieskiej.

   Terminy „Syn Boży” i „Chrystus” (Mesjasz) definiują się nawzajem. Żydzi nigdy nie wierzyli, że ich Mesjasz będzie niebiańską istotą, która zstąpi z nieba w ludzkiej postaci, więc nigdy nie widzieli w Jezusie wszechmogącego Boga (widzianego przez Trynitarzy) lub anioła (widzianego przez niektóre inne wspólnoty chrześcijańskie), chociaż on dokonywał potężnych dzieł. Nigdy nawet nie sprzeciwiali się mu na tej podstawie. W szczególności nigdy nie powiedzieli mu: „Nie możesz być synem Bożym, ponieważ nie jesteś istotą niebiańską, która zstąpiła z nieba. Jesteś człowiekiem jak my wszyscy”. Dlatego Jezus nigdy nie doszedł do sytuacji, w której Żydzi patrzą na niego przez wcielenie, ponieważ w jego cudach rozpoznali tylko człowieka Bożego, przez którego Bóg dokonuje wielkie czyny, tak jak wcześniej zrobił to przez proroka Mojżesza, Eliasza, Elizeusza. itd. Nigdy nie twierdził, że cuda były odzwierciedleniem jego potężnej i nadprzyrodzonej mocy, ale że były odzwierciedleniem potężnego działania Boga za jego pośrednictwem (Ja 3:2; 5:36; 14:10). Dlatego nawet te cuda nie mogły udowodnić, że był potężną istotą niebiańską, a jedynie śmiertelnym człowiekiem, który we wszystkich rzeczach słucha i reprezentuje Boga (Iz 56:2). Gdyby dokonał tych cudów wśród innych narodów, prawdopodobnie ogłosiliby go niebiańskim bóstwem. Tak jak Paweł był w stanie wytłumaczyć Grekom o sobie i Barnabie, że nie byli oni bogami z nieba, ale zwykłymi ludźmi reprezentującymi jednego i jedynego Boga, tak Jezus był w stanie zachować obraz siebie jako człowieka – Namaszczonego, przeznaczonego do wykonania Boga przez niego Bożego planu zbawienia.

   Taki prosty obraz wydaje się trudny do zachowania w środowisku mitów greckich i rzymskich o różnych bogach schodzących na ziemię i półbogach urodzonych na ziemi, z których niektórzy nawet ukrywali swoją boskość. Niektórzy widzą dziś podobieństwa, ponieważ twierdzą, że Jezus był świadomy swojego istnienia, ale że je ukrywał. Poprzez pogańskie religie Szatan był w stanie zrównać człowieka z Bogiem i boskim autorytetem, jak  powiedział do Ewy, a przez nią do Adama, że będą „jak Bóg”, będą decydowali o swoim życiu niezależnie od Boga (1 Moj 3:1,2). Wygląda na to, że chciał zrobić to samo z Jezusem, zachęcając go do kuszenia Boga i wywierając na niego presję by był dla siebie bogiem, a ponieważ tego nie zrobił, starał się doprowadzić ludzi do bałwochwalstwa, czcząc Jezusa jako wszechmocnego Boga i w końcu mu się udało.

   Faktem jest, że chrześcijaństwo w późniejszym rozwoju często opierało się na naukach i poglądach religii greckiej i rzymskiej, z których czerpano filozoficzne spekulacje i pomysły na interpretację Biblii. Apostoł Paweł ostrzegł przed tym wielkim błędem. Wiedząc, że ludzie mają skłonność do nadawania mitologicznego wymiaru rzeczywistości, która nie do końca ich satysfakcjonuje, powiedział: „i od prawdy uszy będą odwracać, lecz do bajek będą się zwracać”. (2 Tym 4:4) „Odrzucaj jednak fałszywe opowieści, które kalają to, co święte — podobne do opowieści starych kobiet”. (1 Tym 4:7)

   Należy założyć, że w takim środowisku istniało niebezpieczeństwo, że człowieka Jezusa uczyni się boską istotą, która zstąpiła na ziemię w ludzkiej postaci, co było wówczas łatwe do zaakceptowania przez wielu. Była to idealna konkurencja dla wszystkich mitycznych bogów religii greckiej i rzymskiej. Mało tego, dzięki doktrynie trójcy, Jezus został wstawiony na miejsce Boga, nadając Jezusowi pozycję, o której on nawet nie myślał. W przeciwieństwie do Adama, jeśli chodzi o dobro i zło, życie i śmierć, nie chciał mieć większej swobody decydowania i bycia „jak Bóg”. Ale kiedy Jezus nie chciał być zrównany z Bogiem pod tym względem, niektórzy z jego naśladowców zrobili to, ponieważ było to bardziej odpowiednie dla ich wizerunku osoby, która może odkupić ludzkość od grzechu i śmierci. Według nich śmiertelny człowiek w ogóle nie mógł tego zrobić, więc musiał to być ktoś znacznie większy od człowieka. Według teorii chrystologii Logosa potrzebny był pierwszy i najwyższy anioł, lub nawet sam wieczny Bóg. Ale obie teorie opierają się na nauce dosłownego istnienia i wcielenia, o których hebrajskie pisma Starego Testamentu w ogóle nie mówią.

   Biorąc pod uwagę, że Żydzi w swoich hebrajskich pismach o Mesjaszu otrzymali tylko jeden obraz, obraz człowieka jako potomka linii Dawida, to na samym początku chrześcijaństwa ten drugi obraz jego przedludzkiej egzystencji powinien być jednym z głównych tematów, aby stworzyć nowy i pełniejszy fundament wiary w Chrystusa. Apostołowie najpierw musieli przekonać żydowskich chrześcijan, a później innych o czymś, czego nie można znaleźć i udowodnić z pism hebrajskich. Wiemy, że w Berei wielu Żydów „przyjęli słowo z całą gotowością, każdego dnia rozsądzając pisma, czy to tak by się miało” (Dz 17:11). Kiedy przyjęli wiarę w Jezusa jako Mesjasza, pytanie brzmiało, czy mogliby Go przyjąć na podstawie pism świętych jako boską istotę, która istniała w niebie, zanim zstąpiła na ziemię w innym niższym wymiarze. Najprawdopodobniej nawet nie słyszeli tego, apostołowie nie mogli ich przekonać o tym na podstawie Pisma, bo ono nigdzie o tym nie mówiło. Gdyby niektórzy nauczyciele twierdzili, że sam Jezus przedstawił się jako niebiańska istota, która przybyła z nieba na Ziemię, Berejczykom  trudno byłoby uwierzyć, nawet gdyby apostołowie byli za takimi twierdzeniami. Każde pojęcie poza hebrajskimi pismami świętymi mogłoby być mitem, który czerpałby swoje powszechne wyobrażenia z mitologii grecko-rzymskiej o bogach i półbogach schodzących na ziemię w ludzkiej postaci. Jezus miał być postrzegany tylko jako najważniejszy człowiek Boga. Prawdopodobnie ktoś by wskazał teraz na proroctwo proroka Micheasza, które stwierdza:

A ty, Betlejem Efrata, choć jesteś zbyt małe, by się znaleźć między miastami Judy, to z ciebie wyjdzie władca, który w moim imieniu będzie panował w Izraelu, ten, którego początek sięga zamierzchłych czasów, dni pradawnych”. (Mich 5:2)

   Słowa te są używane przez niektórych teologów, aby udowodnić, że Jezus sięga swoimi narodzinami dawnych dni. Ale ta sama księga mówi o obietnicy Mesjasza, którą Bóg dał Abrahamowi „za dawnych dni” (Mich 7:20). Mianowicie, skoro obietnice o Mesjaszu pochodzą z dawnych czasów, tak samo z czasów starożytnych istnieje sam obraz Mesjasza, władcy którego Bóg obiecał powołać do istnienia za pośrednictwem Dawida, który z punktu widzenia proroka wyłonił się w Betlejem z dawnych czasów, skąd powinna pochodzić nowa ‘odrośl’. Kiedy uczeni w Piśmie wskazali na proroctwo Micheasza Herodowi, nie widzieli w nim, że potomek Dawida żył w niebie przed jego narodzinami, ale że jego pochodzenie było mocno zakorzenione w linii Dawida w dawnych dniach. Jednak te słowa nie są dziś odczytywane w ich pierwotnym znaczeniu, więc nabierają niewłaściwego sensu.

   W powyższych proroczych słowach Żydzi mogli jedynie rozpoznać sposób, w jaki prorocy wyrazili się odnośnie Mesjasza. Prorocy mówili o nim jako o prawdziwej osobie, która pojawi się na ziemi. Mogli wiele o nim wiedzieć, ponieważ był zapowiadany  od czasów pradawnych. Np. jeśli władca w Izraelu zostanie koronowany przez lud, który wybierze go zgodnie z kryteriami obecnej sytuacji politycznej na ziemi, to nie można powiedzieć, że pochodzi on z czasów starożytnych. Jednak wybór Jezusa na króla nie był uwarunkowany ludzkim wyborem i ludzkimi standardami, ale uniwersalnym obrazem i standardami, które Bóg ustanowił od samego początku ludzkości. Dlatego jego początek jest od czasów pradawnych. Zanim powstał świat, już było zapowiedziane, że pojawi się na ziemi. Ponieważ zostało to jasno określone w Biblii, Żydzi mogli to zobaczyć i rozpoznać na podstawie zapisów historycznych i proroczych. Dlatego wszyscy czekali na jego narodziny, a nie wcielenie lub inkarnację (Łuk 2:25-31). Podobnie astrologowie zdenerwowali Heroda wiadomością, że król Izraela już się „urodził” (Mat 2:2). Ich reakcją na tę wiadomość jest to, że widzieli to dziecko tylko jako istotę ludzką, która przyszła na świat, aby zostać królem. Właśnie dlatego Żydzi i pierwsi chrześcijanie w tym czasie nie mogli wyczytać z proroctwa Micheasza ani znaleźć pisma starotestamentowego, które mówiłoby o dosłownej niebiańskiej preegzystencji Mesjasza.

   „Dzieje Apostolskie”, napisane przez Łukasza, opisują rozprzestrzenianie się chrześcijaństwa poza Judeę aż do granic  Cesarstwa Rzymskiego. Chrześcijanie wszędzie przekazywali swoją wiarę w Jezusa Chrystusa, uważając go za człowieka, którego Bóg wzbudził do życia wiecznego. Głoszenie zmartwychwstania nie miałoby sensu, gdyby nie zmartwychwstanie człowieka, a nie istoty niebieskiej. Nie „wstąpił do nieba”, jak robią to aniołowie, ale z ich pomocą „został zabrany do nieba”, „którego niebo musi zachować do czasu odnowienia” (Dz 1:11; 3:21; por. 1 Mo 5:24; 2 Król 2:9-11).  Pierwszy męczennik Szczepan powiedział przed sądzącymi go: „oto widzę niebiosa otwarte i syna ludzkiego (ludzką istotę) stojącego po prawicy Boga” (Dz 7:56).

   Apostoł Paweł podróżował po wielu rzymskich prowincjach. Publicznie mówił o Jezusie Chrystusie do wieloma Żydów, Greków i Rzymian. Dostosowywał się do wszystkich, aby zdobyć ich dla Chrystusa. Powiedział, że „dla Żydów był jak Żyd”, a „dla tych bez prawa (dla Greków) był jak bez  prawa” po to, by ich pozyskać (1 Kor 9:20-23). Czy mógłby przekonać Żydów mówiąc, że Mesjasz był najpierw niebiańską boską istotą, która zstąpiła z nieba na ziemię i narodziła się jako ludzki Jezus? Trudno, ponieważ nie mógł potwierdzić tego w Pismach Hebrajskich, więc po prostu powiedział, że Jezus „narodził się z kobiety”, nie podkreślając jego dziewiczego poczęcia, ponieważ nawet tak cudowne narodziny nie mogły go postawić poza ludzkimi wymiarami (Gal 4:4). Żydzi, którzy wierzyli w Jezusa, zaakceptowali fakt, że był on tylko najważniejszym człowiekiem, Synem Bożym, ponieważ tego się spodziewali.

   Z drugiej strony, kiedy apostoł Paweł przybył do Aten, centrum greckiej kultury i religii, zobaczył że poganie czczą wielu bogów. Prawdopodobnie dobrze znał ich kulturę i religię z wieloma bogami w ludzkiej formie, ale nie przedstawił Jezusa jako innej boskiej ludzkiej postaci, ale jedynie jako „człowieka” używanego przez Boga do swoich celów (Dz 17:23-31). Czytamy o tym:

„Apostoł Paweł przykuł uwagę słuchaczy, ponieważ mówił o sprawach, które byli w stanie zaakceptować. Stoicy mogli się z nim zgodzić, że Bóg jest Źródłem ludzkiego życia, że wszyscy ludzie stanowią jedną rodzinę, że Bóg nie jest od nas daleko i że od Niego zależy nasze życie. Tę ostatnią myśl Paweł poparł, cytując dzieła stoickich poetów Aratosa z Soloj (Fajnomena) i Kleantesa (Hymn do Zeusa). Również epikurejczycy mogli dostrzec w naukach Pawła wiele wspólnych wątków. Uważali na przykład, że Bóg jest żywy i można Go poznać, że jest samowystarczalny i nie potrzebuje niczego od ludzi oraz że nie mieszka w świątyniach zbudowanych ludzkimi rękami”. (Strażnica, 1.12.2008. str 20)

   Gdyby Jezus zstąpił na ziemię jako istota niebiańska w ludzkim ciele, Paweł mógłby zastosować wspólne idee aby przybliżyć im Jezusa. Idea preegzystencji i inkarnacji byłaby idealną podstawą do zdobycia pogan, ponieważ mieli wiele mitów na ten temat. Ale Paweł nigdy o tym nie wspominał, a powinien jeśli było to fundamentem wiary chrześcijańskiej. Jednak później niektórzy inni samozwańczy nauczyciele, zwłaszcza po śmierci apostołów, przy wsparciu filozofii greckiej, poszli o krok dalej i zbliżyli Chrystusa w ten sposób do pogan, jako niebiańskie bóstwo w ludzkiej postaci. W czwartym wieku rozwinęli już chrystologię niebiańskiej istoty w ludzkiej postaci, a rozwój ten był możliwy dzięki silnemu fundamentowi ideologicznemu tamtych czasów i środowiska religijnego. Jezusa było wtedy znacznie łatwiej zastąpić istotą niebiańską niż w dzisiejszym środowisku chrześcijańskim sprowadzić go na poziom człowieka.

Podsumowanie: Z tych rozważań wynika, że Jezus był istotą ludzką ze szczególną rolą nadaną mu z góry przez Boga, to znaczy synem ludzkim w roli sługi Bożego. Cytując Psalmy, apostoł Paweł utożsamiał termin „syn człowieczy” z terminem „syn śmiertelnego człowieka”, który odnosi się do syna Adama (patrz Ps 144:3; Heb 2:6; Łuk 3:38). Jezus był także „Synem Bożym”, który był z góry określony i oddzielony wśród innych synów Boga (Izraelitów). W przeciwieństwie do innych, został poświęcony i mianowany pierwszym Synem jeszcze w łonie matki i urodził się jako pierworodny w swojej rodzinie.

   Każdy pierworodny miał zostać poświęcony Bogu, a Bóg uznałby go za swego syna, ponieważ powiedział do Mojżesza: „Poświęć mi każdego pierworodnego płci męskiej w Izraelu… Wszyscy pierworodni należą do mnie”(…) „Macie też wykupić każdego swojego pierworodnego syna” (2 Moj 13:2,13; 4 Moj 3:13).  Przez tych pierworodnych lub adoptowanych synów Bożych Izrael był uważany za pierworodnego syna Bożego (2 Moj 4:22). Nawet jeśli jeden z Izraelitów nie był w sensie fizycznym pierworodny, Bóg mógł zrobić go pierworodnym, tak jak Dawida, i przekazać mu wszystkie prawa pierworodnego, aby każdy człowiek którego Bóg wybierze i namaści, mógł być uważany za przybranego syna Bożego.

   Każdy pierworodny Izraela „należał do Boga” i miał zostać poświęcony na służbę świątynną jako kapłan, ale na rozkaz Boga pierworodny został odkupiony w taki sposób, że ludzie z Lewitów przyjęli pierworództwo wszystkich dzieci Izraela (2 Moj 13:2; 4 Moj 3:13,45). Jezus nie należał do rodziny kapłańskiej, ale podczas namaszczenia został „pierworodnym”, podobnie jak Dawid, przez co zostało anulowane jego odkupienie i całkowicie należał do Boga, który mianował go „najwyższym kapłanem” i jako takiego darował go ludziom (Łuk 2:22-24; Heb 2:17). Jezus w ten sposób przestrzegał wszystkich przepisów prawnych dotyczących pierworodnego z narodu Izraela i został namaszczony jako Syn Boży, który został wysłany, aby wybawić Izraela od grzechów i jako człowiek został wywyższony nad wszystkich, żeby Bóg postawił go jako władcę wszystkich narodów (Mat 1:21). Żydzi mieli go przyjąć nie tylko jako wielkiego Nauczyciela i Proroka, ale także jako najważniejszego Bożego Syna – Króla i Kapłana.

   Pisma hebrajskie mówiły o Mesjaszu tylko jako o człowieku, tak że jego uczniowie i apostołowie widzieli w nim tylko człowieka, a nie wcielenie istoty niebieskiej. Jeśli chodzi o Jezusa, zauważymy, że w Ewangeliach termin „Syn Boży” definiuje termin „Chrystus” i vice versa (zob. Łuk 22:66,70). Terminy te opisywały tego, którego Bóg wybrał na króla swego królestwa na ziemi. Taki boski wybór może automatycznie oznaczać w umysłach Żydów, że tylko taki człowiek, przez swoje namaszczenie od Boga, był uważany za Syna Bożego, pierworodnego, tak jak to określenie może odnosić się do Dawida i jego syna Salomona.

   Słowo „pomazaniec” (Chrystus, Mesjasz) ogólnie odnosiło się do każdego człowieka, który mógł zostać namaszczony do  konkretnego dzieła Bożego, ale w żydowskim pojęciu odnosiło się do najwybitniejszego syna Boga, Bożego pierworodnego. Chociaż takich namaszczonych można uznać za wybitnych synów Boga, tylko jeden z nich miał być „pierworodnym”, który będzie rządził wiecznie. Kiedy Jezus został zapytany „Czy jesteś Chrystusem”, zasugerowano, że mieli na myśli Obiecanego Syna Bożego i odwrotnie, gdy zapytali Go „Czy jesteś Synem Bożym”, mieli na myśli „Bożego pierworodnego”? (zob. Hbr 1:6). Spójrzmy na kilka takich stwierdzeń:

czy ty jesteś Chrystus (Pomazaniec), Syn Boży (pierworodny)!” Mt 26:63)

Ty jesteś Chrystus (Pomazaniec), Syn Boga żywego (pierworodny)!” (Mt 16:16)

„Ty jesteś Chrystus (Pomazaniec).” (Mk 8:29)

Jeżeli jesteś Chrystusem (Pomazańcem) powiedz nam!…Czyż więc ty jesteś Synem Bożym (pierworodnym)?”(Łuk 22:67,70;BW)

 „jeśli jesteś synem Boga, powiedz aby te kamienie stały się chlebami”. (Mt 4:3)

Tak jak termin „duch święty” mówi o duchu, który jest święty sam w sobie, ponieważ pochodzi od Boga, tak z jednej strony termin „syn człowieczy” mówi o synu, który jest sam w sobie człowiekiem ponieważ narodził się z człowieka, ale z drugiej strony imię „Syn Boży” odnosi się do syna zrodzonego z Boga, więc termin syn człowieczy i syn Boży można wspólnie wyrazić jako Syn (człowieczy zrodzony z) Boga.

 SYN CZŁOWIECZY  DUCH ŚWIĘTY
Syn [człowieczy zrodzony] od Boga  Syn [od] Boga Duch [święty pochodzący] od Boga  Duch [od] Boga
SYN BOŻY  DUCH BOŻY

W dniu zmartwychwstania Jezus został potwierdzony jako Syn Boży. Ponieważ termin „Syn Boży” jest używany w dzisiejszej terminologii dla jego niebiańskiego synostwa, niektórzy, nie kwestionując pierwotnego znaczenia tego terminu, mogą powiedzieć, że chrześcijanie, którzy nie zaakceptowali Jezusa jako wcześniej istniejącej boskiej istoty (a była to większość z nich w pierwszych dwóch wiekach), nie wierzyli, że był „Synem Bożym”, co nie jest prawdą. Wierzyli, że był „Synem Bożym”, ale tylko w swoim pierwotnym hebrajskim znaczeniu, którego można było użyć dla wybitnego męża Bożego, ale nie wierzyli, że był „synem Bożym” zgodnie z terminologią grecko-rzymską.

Tożsamość Jezusa –

jak i dlaczego została zmieniona

Jestem tylko jednym z tych naśladowców Jezusa, którzy chcieli  zbadać podstawy swojej wiary i historii chrześcijańskiej, splecione z różnymi doktrynami i teoriami na temat Jezusa, niezależnie od swoich wcześniejszych wierzeń. Chciałem zobaczyć, jak to się stało i o co kłócili się różni nauczyciele i teologowie chrześcijaństwa. Nie wierzyłem w Trójcę i preegzystencję Jezusa jako Boga, ale w naukę, że Jezus miał swoją przedludzką egzystencję jako pierwsze anielskie stworzenie, jak mówią to w wydaniach mojej Wspólnoty:

„Zanim ów Syn przyszedł na ziemię jako człowiek, najwyraźniej nosił imię Michał. W Księdze Daniela został nazwany księciem narodu izraelskiego”. (Strażnica, 15.09.2010. str 21)

„Jezus, zanim urodził się w Betlejem, żył w niebie jako istota duchowa. Był pierwszym stworzeniem Bożym. Tylko on został powołany do istnienia bezpośrednio przez Boga i dlatego słusznie jest nazywany Jego jednorodzonym Synem. W niebie często przekazywał innym stworzeniom informacje od Boga, nic więc dziwnego, że Biblia nazywa go Słowem. Poza tym był Bożym pomocnikiem i brał udział w stwarzaniu. Na przykład Bóg posłużył się nim do stworzenia ludzi. Nim jednak do tego doszło, Jezus spędził u boku Ojca niezliczone wieki”. (Strażnica, 1.12.2012. str 16)

   Wydaje się, że tej interpretacji nie można niczego zarzucić, więc wraz z moimi chrześcijańskimi braćmi chętnie zaakceptowałem ją jako jedyne rozsądne wyjaśnienie, którego nie zamierzałem kwestionować. Jednak czytając i badając Biblię, zdałem sobie sprawę, że niektóre aspekty tej interpretacji nie pasują do kontekstu biblijnego. Znalazłem wiele dowodów na to, że Jezus nie był archaniołem Michałem i wiele o tym napisałem w mojej książce “Tajne nebeskog kraljevstva” (Tajemnica królestwa niebiańskiego) zanim zacząłem badać ten temat. (Nie opublikowałem tej książki, mającej 20 rozdziałów, ale można ją przeczytać na stronie www.biblijske-tajne.com). Później poszedłem o krok dalej i doszedłem do wniosku, że Jezus żył w śmiertelnym ciele, co również nie zgadzało się z nauczaniem mojej Wspólnoty. Dużo o tym pisałem i włączyłem do dyskusji, która zostanie omówiona poniżej. W tych tekstach skonfrontowałem Jezusa z Adamem i znalazłem wiele podobieństw, które powiedziały mi, że Jezus nie może być istotą niebiańską, ale nadal nie mogłem tego zaakceptować z powodu następujących stwierdzeń, które wskazywały na jego możliwe istnienie przedludzkie:

Na początku był Słowo a Słowo był u Boga i Słowo był bogiem. Ten był na początku u Boga. Wszystko zaczęło istnieć przez niego, a bez niego nic nie zaczęło istnieć. Tym, co zaczęło istnieć”, (Ja 1:1-3; PNŚ-1997)

Na początku było słowo i słowo było do Boga, i Bóg był słowem, ono było na początku do Boga. Wszystko przez nie powstało, co powstało”  (Ja 1:1-3)

A słowo było ciałem i zamieszkało w nas, i zobaczyliśmy jego chwałę, jak jedynaka od Ojca. Pełen łaski i prawdy”. (Ja 1:14)

I nikt nie wstąpił do nieba, jeśli nie ten z nieba który zstąpił, syn człowieka”. (Ja 3:13)

bo zstąpiłem z nieba, nie aby wykonywać moją wolę, ale wolę tego który mnie posłał, ojca”. (Ja 6:38)

wy z dołu jesteście, ja jestem z wysoka, wy z tego świata jesteście, ja nie jestem z tego świata”. (Ja 8:23)

od ojca wyszedłem i przyszedłem na świat, znowu opuszczam świat i idę do ojca” (Ja 14:28)

jeśli więc widzielibyście syna człowieka wstępującego gdzie był wcześniej?” (Ja 6:61,62)

zapewniam was, że zanim Abraham zaczął istnieć, ja już byłem” (Ja 8:58; PNŚ)

Teraz więc Ty, Ojcze, otocz mnie przy sobie chwałą, jaką miałem przy Tobie, zanim powstał świat”. (Ja 17:5; PNŚ)

Ojcze…bo ukochałeś mnie przed założeniem świata”. (Ja 17:24)

   Oprócz tych wypowiedzi Jezusa wspomnę również wypowiedź Jana Chrzciciela:

To o nim powiedziałem: ‚Idzie za mną ten, który wysunął się przede mnie, bo istniał przede mną’”. (Ja 1:30; PNŚ)

   Takie wypowiedzi, napisane w Ewangelii przez apostoła Jana pod koniec I wieku, prawdopodobnie były również częścią chrześcijańskiej tradycji ustnej i mogły mieć inne znaczenie w różnych kontekstach. Ale potem nie myślałem o tym zbyt wiele, więc w poszukiwaniu właściwej wiedzy o Jezusie Chrystusie zatrzymałem się, zanim osiągnąłem cel. Chociaż zdałem sobie sprawę, że moje rozumienie Jezusa w żaden sposób nie zgadzało się z nauczaniem mojej Wspólnoty, nadal podtrzymałem wiarę w przedludzkie istnienie Jezusa. Coś musiało otworzyć mi oczy, aby zobaczyć ich prawdziwe znaczenie w tych słowach.

   Próbowałem sobie udowodnić, że doskonała osobowość Jezusa, którą rozwinął w niebie przez tysiące lat, może stać się integralną częścią śmiertelnego ciała człowieka, ale nie mogłem zrozumieć, jak Jezus mógł się rozwinąć jako człowiek, gdyby miał już w swojej świadomości i podświadomości obrazy swojej niebiańskiej przeszłości. Zbór nauczył mnie, że dopiero wtedy, gdy został ochrzczony, Bóg przypomniał mu jego przedludzkie istnienie, ale nawet to nie wystarczyło, abym zrozumiał, co to mogło oznaczać dla tego, kto nigdy wcześniej nie myślał o takiej możliwości.

   Dzisiaj niektórzy wierzą w reinkarnację, że wszyscy żyli kiedyś w innej żywej istocie, więc sama myśl o istnieniu Jezusa przypomniała mi bardziej o tym nauczaniu, które jako inkarnacja weszło do interpretacji Biblii. Inkarnacji, to znaczy wcielenia, również nie mogłem zrozumieć, ponieważ oznaczało to, że (niebiański) syn Boży musiał opuścić ciało niebiańskie, aby jego dusza przeniosła się następnie do ciała dziecka, w którym hibernowała (spała). Z powodu stłumionej pamięci Jezus był w stanie rozwinąć swoje ludzkie, świadome „ja”. W tym przypadku ta niebiańska istota i jego „ja” zostały całkowicie stłumione i dopiero po chrzcie zaczął znowu żyć jako istota samoświadoma, ale z człowiekiem, który do tego czasu w pełni rozwinął swoje niezależne ludzkie „ja”. Więc były dwie istoty w jednym ciele.

   Jak zobaczymy później, w pierwszym wieku naszej ery starali się wyjaśnić tą ideą, że Jezus i Chrystus byli dwiema różnymi osobami, podczas gdy inni próbowali wyjaśnić to jako istnienie dwóch natur w jednej osobie, ale oba poglądy tylko zatarły rzeczywistą prawdę o Jezusie. Pojawiały się pytania, na które nie mogłem odpowiedzieć od razu, ale podczas moich badań spisałem stwierdzenia, w których nieświadomie poparłem tezę, że Jezus był tylko człowiekiem. Był to ślad tej ukrytej prawdy, z której jeszcze nie zdałem sobie sprawy. Dopiero gdy zdałem sobie sprawę, że po zmartwychwstaniu Jezus pozostał tylko jako istota ludzka i że on jako człowiek przyjdzie i będzie sądził świat, wtedy głębiej rozważyłem wszystkie kontrowersyjne stwierdzenia biblijne, aby zobaczyć ich pierwotne znaczenie.

   Kontynuując tę książkę, postaram się wyjaśnić wspomniane wypowiedzi Jezusa w kontekście hebrajskich pism, w których te słowa są przedstawione, pamiętając że Jezus często używał obrazowych, a nawet symbolicznych wypowiedzi, aby podkreślić ich przenośne znaczenie w związku z jego mesjańską rolą i rzeczami niebiańskimi ukrytymi przed ludem (Ps 78:2; Mat 13:35; 1 Kor 2:13). Pozostaje nam jednak w pełni zrozumieć to w duchu motywu biblijnego. Istnieją dwa sposoby interpretacji wypowiedzi Jezusa. Jednym ze sposobów jest nieświadomie lub pod wpływem pewnych obrazów oddzielić je od ogólnego obrazu, a tym samym stworzyć własny obraz, w którym chcemy uwzględnić te stwierdzenia jako potwierdzenie zrozumienia, które uzyskaliśmy od naszych nauczycieli religii.

   Drugim sposobem jest poznanie obrazu, który Bóg dał nam poprzez Swoje Słowo, a tym samym zrozumienie głębszego znaczenia wszystkich wypowiedzi Jezusa, które mogą mieć przenośne znaczenie. Pytanie tylko, w jakim sensie wypowiedział się Jezus, ponieważ fakt, że hebrajskie teksty dopuszczały jedynie preegzystencję w sensie Boskiego planu, dzięki któremu ktoś był jasno określony w Boskim umyśle i planie, zanim Bóg go powołał i posłał po latach lub wiekach do konkretnego zadania.

   Symboliczny i duchowy sposób wyrażania się Jezusa ma związek z jego rolą określoną w niebie przed stworzeniem świata. Używał pytań, aby ułatwić znajdowanie odpowiedzi w wypowiedziach, których ludzie nie mogli natychmiast zrozumieć. Wymaga również od nas zadania konkretnego pytania dla każdego stwierdzenia, które na pierwszy rzut oka może mieć dosłowne lub dwojakie znaczenie, aby znaleźć odpowiedź w samym kontekście, w którym to stwierdzenie zostało sformułowane, a tym samym zobaczyć jego prawdziwe znaczenie. Ale to nie była jedyna droga do prawdy o Jezusie.

   Aby być całkowicie pewnym, przystąpiłem do zbadania historii powstania tego nauczania, które datuje się na aleksandryjskiego prezbitera Ariusza (Arian lub Ariusz; z 256-336 AD), który twierdził, że Jezus był pierwszym i najwyższym stworzeniem niebieskim. Uświadomiłem sobie, że Ariusz nie był pierwszą osobą, która to twierdziła, ponieważ dyskutowano o tym jeszcze przed końcem I wieku, po którym powstały sprzeczne teorie o istnieniu Jezusa w ciele. Ponieważ Chrystus był „w ciele” człowieka, zastanawiano się, czy mógłby wypełnić swoją rolę w tym śmiertelnym i podatnym na niszczenie ciele, czy też musiał zostać oddzielony od ciała ludzkiego.

   Niektóre z tych sprzecznych poglądów zostały wyrażone przez „fałszywych nauczycieli” i „fałszywych apostołów, którzy oszukiwali innych” i „głosili innego Jezusa” (2 Pio 2:1; 2 Kor 11:4,13; 1 Tym 3:13) , Ich pociągające doktryny miały zostać poznane i odrzucone, ponieważ były sprzeczne z apostolskim nauczaniem o tożsamości Jezusa. Widziałem, że ariańskie  nauczanie o wcieleniu anioła w człowieka prowadzi do nierozwiązywalnych problemów, a niektóre teksty, które odkryłem, właśnie to potwierdziły. Doszedłem do wniosku, że wcielenie nie jest nauką biblijną, chociaż istnieją pewne stwierdzenia i „trudne do zrozumienia myśli” samego Jezusa i apostołów, że „ignorancja” może odwrócić to, co się naprawdę wydarzyło (2 Pio 3:16).

   Kiedy zdałem sobie sprawę, że Jezus musi być tylko człowiekiem pod względem ciała i roli, wtedy przyjrzałem się bliżej wypowiedziom Jezusa na temat jego rzekomej niebiańskiej egzystencji. Jak w przypadku wszystkich moich badań, w tym przede wszystkim zacząłem od tego, że Jezus był naprawdę tylko człowiekiem i nie istniał jako istota niebiańska przed swoimi narodzinami. Wyszedłem z tego punktu widzenia, ponieważ dokładnie tego Mesjasza oczekiwali Żydzi na podstawie pism hebrajskich i wszystkiego, o czym mówili prorocy (Iz 52:13 – 53:12).

   Fałszywi mesjasze pojawili się w historii przed i po Jezusie, a ludzie poszli za nimi na śmierć, chociaż byli tylko ludźmi, co wskazuje, że Żydzi rzeczywiście zaakceptowali Mesjasza jako mężczyznę zrodzonego z kobiety (Dz 5:36,37). Widziałem, że pierwsi uczniowie Jezusa widzieli w Jezusie tylko człowieka. Nawet sam Jezus wskazał, że idąc do nieba, powinien opuścić swój dom i udać się do odległej krainy, tj. do obcego kraju (Mk 13:34; Łuk 19:12).

   Gdyby Jezus, przez to co powiedział, naprawdę miał na myśli swoją nadprzyrodzoną zdolność życia w dwóch wymiarach, niebiańskim i ziemskim, to apostołom znacznie ułatwiłoby to przyjęcie jego śmierci w ciele człowieka, wiedząc, że nie stracili osoby, której śmierć ciała nie mogła zniszczyć. Ale doświadczyli jego śmierci jak każdej innej ludzkiej śmierci; jako śmierć wybitnego sprawiedliwego, ich wielkiego Nauczyciela i przywódcy, co mówi nam tylko, że we wszystkich jego kontrowersyjnych wypowiedziach wspomnianych powyżej widzieli raczej symboliczne niż dosłowne znaczenie.

   Próbowałem sprawdzić, czy taki ludzki Mesjasz mógłby w pełni wypełnić swoją rolę zbawiciela, odkupiciela i przyszłego ziemskiego króla. Chciałem zachować tę ideę, dopóki nie natknę się na solidne dowody biblijne, których inaczej nie da się wyjaśnić, tylko dzięki wyższemu etapowi egzystencji przedludzkiej Jezusa. Tylko w takim przypadku taka rzecz powinna zostać zaakceptowana bez żadnych wątpliwości. Jednak podczas badania Biblii natknąłem się na jedną dziwną sytuację. Faktem jest, że nikt w historii ludu Bożego nie kwestionował możliwości, że jeden człowiek ze szczególną władzą Boga będzie Królem wszystkich narodów, a także ich Zbawicielem i Odkupicielem. Nie spodziewali się, że niebiańskie istoty zstąpią na ziemię przyjmą te role. Ponadto żadne proroctwo nie mówi o konieczności, by istota niebiańska stała się człowiekiem, aby odkupić grzeszną ludzkość. Dlatego było całkiem zrozumiałe, że wypowiedzi Jezusa, które mogą brzmieć jak możliwe wcześniejsze istnienie, są jednak nieco lepiej rozumiane w duchu Pisma Świętego, ponieważ są one przede wszystkim wypowiedziane w celu bezpośredniego powiązania Jezusa ze wszystkimi proroctwami mesjańskimi, opisującymi Mesjasza jako prawdziwą osobę, którą można było zobaczyć i poznać w pismach świętych, zanim się urodził.

   Zauważyłem to w Biblii, że Jezus był najpierw uważany za człowieka, który odzwierciedlał w sobie wszystkie te boskie atrybuty i właściwości, które sam Adam miał przelać we wszystkie istoty ludzkie stworzone na obraz Boży (Kol 3:10). To nie uczyniło go aniołem ani Bogiem, ale prawdziwym człowiekiem – drugim Adamem. Od samego poczęcia i narodzin istniała w nim boska natura, która podobnie jak Adam, musiała odzwierciedlać obraz Boga. Ta oryginalna biblijna nauka może być uważana za  chrystologię Adama ugruntowaną przez apostołów. Apostoł Paweł rozpoznał w Jezusie obraz Adama, w którego ciele mieszka cała pełnia boskiej natury (Kol 1:19; 2:3,9; Ja 1:16). Ale wkrótce ten równoległy obraz został zniekształcony, więc Jezusa zaczęto  identyfikować z pierwszą i najwyższą niebiańską istotą, którą Bóg stworzył lub dosłownie zrodził, a później z jedynym Bogiem w trzech rolach lub jedną z trzech boskich osób trójjedynego Boga. Pojawiło się wiele pytań dotyczących jego prawdziwej natury, co doprowadziło do przyjęcia różnych doktryn.

   Jezusowi jako istocie ludzkiej, chciano za wszelką cenę dodać kolejny wymiar egzystencji, który wykracza poza człowieka, więc chrześcijaństwo rozwinęło ideę jego przedludzkiej egzystencji lub preegzystencji, zgodnie z którą Jezus nie powstał z początkiem cielesnej substancji, ale istniał wcześniej jako Logos. Chrystologia Logosa była sprzeczna z Chrystologią Adama w niektórych kluczowych sprawach.

Chrystologia Logosa i Adama

 Aby ustalić, jak rozpoczął się rozwój chrystologii Logosu, musimy ponownie zapoznać się z pierwotnym zrozumieniem Żydów. Żydowski monoteizm lub wiara w jednego Boga nie pozwoliły im uznać Mesjasza za Boga lub jakąkolwiek inną istotę niebiańską, pomimo jego reprezentatywnych nazw „Bóg Mocny” i „Wieczny Ojciec”. Nie ma dowodów na to, że spodziewali się wcielenia anioła, który stanie się ich Mesjaszem. Nawet apostołowie nie uważali Jezusa za anioła lub Boga, ale za śmiertelnego człowieka, który został wskrzeszony ze stanu śmiertelnego do nieśmiertelnego, jako pierwociny takiego zmartwychwstania, umożliwiając w ten sposób słuszne odkupienie. Pismo Święte wyraźnie to wyjaśniło, szczególnie proroctwo Izajasza (52:13 – 53:12).

   Należy pamiętać, że w tym czasie niektórzy rabini mówili o innej boskiej mocy opartej na wierze w inny boski przejaw w interakcji z ludźmi jako anioł Jehowy lub Boże „słowo” (aramejskie: „memra”). Bóg powiedziałby coś, co zostało powiedziane i zrobione przez Jego przedstawiciela – anioła. Obecność Boga często objawiała się w przeszłości przez ogień, wiatr, chmurę, światło szechina, ale za nim zawsze stałby jego anielski przedstawiciel. Np. w książce „Zbliż się do Jehowy” czytamy:

„Rozważmy pewne niezwykłe wydarzenie z życia Abrahama. Patriarcha ten gościł trzy osoby. Do jednej z nich zwracał się jak do Jehowy. W rzeczywistości miał do czynienia z aniołami, ale jeden przybył i działał w imieniu Boga. Kiedy coś mówił lub czynił, reprezentował samego Jehowę”. (rozdział 20)

    Zakłada się, że Bóg nigdy nie komunikował się bezpośrednio z ludźmi. Jego anioł mówił te słowa, jakby wypowiedział je sam Bóg, podczas gdy ludzie mówili do tych aniołów, jakby rozmawiali z samym Bogiem (1 Mo 18:2,3; Sędz 2:1). Ten sposób wyrażenia pokazuje tylko, że w tamtym czasie postrzegali przedstawiciela Boga jako Boga. Podobnie Mojżesz rozmawiał z Bogiem przez pewnego przedstawiciela anielskiego. Mojżesz nie widział żadnej postaci, tylko nadprzyrodzoną wizję, z której usłyszał głos w imieniu Boga: „Ja jestem Bogiem twojego ojca, Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba”. (2 Moj 3:2,6; Dz 7:30,31).

   Ten, który reprezentował Boga (człowiek lub anioł), miałby władzę jak Bóg, tak jak Bóg wyznaczył Mojżesza, aby był „bogiem” faraona (2 Moj 7:1,2). To, co Bóg zamierzał uczynić, zostało dokonane w jego imieniu przez wybranego przedstawiciela – człowieka lub anioła, w taki sposób, że można w końcu stwierdzić, że Bóg to zrobił, a nie oni (1 Mo 19:1,13,14,18,24).

   W Biblii jest wiele przykładów, w których ludzie utożsamiali aniołów z Jehową, ponieważ reprezentowali Boga byli postrzegani jako Bóg (1 Mo 24:40; 48:15,16). Kiedy Izraelici opuścili Egipt, Bóg powiedział Mojżeszowi: „mój anioł pójdzie przed tobą”, aby „anioł prawdziwego Boga poszedł na czele obozu Izraela”. Kiedy ten anioł przemówił do nich przez proroków, powinni być mu posłuszni jak Bogu, ale nie powinni czcić go jak Boga (2 Mo 14:19; 32:34). W związku z tym niektórzy żydowscy rabini zaczęli uważać to anielskie stworzenie za kolejną boską osobę, którą nazwali „memra” (słowo Boże), a z czasem niektórzy Żydzi nawet czcili go jako boską istotę godną tej czci (por. Kol 2:18).

   Jednak pod wpływem filozofii platońskiej żydowski pisarz i filozof Filon z Aleksandrii (zmarł około 50 r. Ne) wprowadził tą naukę „memra” jako „logos”. Należy pamiętać, że nauczanie  logosu rozpoczęło się od greckiego filozofa Heraklita około 500 r pne. Aby zdefiniować tajne prawo harmonii, według którego światem najwyraźniej rządzą tylko nieporządek i chaos, Heraklit – pierwszy w historii – użył terminu logos, który będzie charakteryzował całą filozofię grecką. Należy tutaj zauważyć, że dla Greków „logos” był boskim powodem i kosmiczną zasadą, która działa na ludzi. Został on opracowany przez Platona i innych filozofów w pierwszym wieku, a Filon nadał temu logosowi niebiański charakter najważniejszego „anioła”, poprzez którego Bóg stworzył świat i komunikował się z ludźmi. Filon wziął grecką filozofię kosmicznej zasady logosa  obecną w całym stworzeniu i przystosował ją do rabinicznego nauczania o aniele Bożym, pisząc o nim jako o „pierworodnym synu Boga”.

   Logos, zdaniem Filona, był pierwszym aniołem Boga i jedynym pośrednikiem i przedstawicielem Boga. W swoich pismach mówił o nim jak o „drugim Bogu, który wywodził się od Najwyższego Boga i poddał się Jego woli”. Dla niego i innych Żydów „logos” (heb. „memra” – „słowo”) wcale nie był synonimem Mesjasza, więc nie wspomniano o jego wcieleniu i jego wcześniejszym istnieniu. Odwołując się do „Logosu” jako drugiego Boga, otworzył dla chrześcijańskich teologów możliwość łatwiejszego dostosowania takiej żydowskiej koncepcji do nauk świata grecko-rzymskiego, w których istniały już poglądy na temat wielu różnych bogów i bóstw w niebiańskiej hierarchii. W broszurze Imię Boże opublikowanej przez Towarzystwo Strażnica napisano:

 „Niektórzy podają inną przyczynę: Żydzi mogli ulegać wpływowi filozofii greckiej. Na przykład Filon, żydowski filozof z Aleksandrii, żyjący mniej więcej w tym samym czasie co Jezus, był pod wielkim wpływem greckiego filozofa Platona, którego uważał za natchnionego przez Boga. W Lexikon des Judentums (Leksykon judaizmu) pod hasłem „Filon” czytamy: „Połączył język i pojęcia filozofii greckiej (Platona) z objawioną wiarą Żydów” i to początkowo wywierało wyraźny wpływ na chrześcijańskich ojców kościoła”. (Imię Boże, str 14)

„Apologeci, na przykład Tertulian, forsowali też pogląd, że istnieje związek między Jezusem a boskim bytem znanym w greckiej filozofii jako Logos, co popchnęło chrześcijan w stronę dogmatu o Trójcy” (Strażnica 1.06.2010 str 30)

Podobnie można go przeczytać na Wikipedii:

Filon urodził się w bogatej i wpływowej żydowskiej rodzinie aleksandryjskiej. Poszukując kompromisu między religią żydowską a hellenistycznym rozumieniem życia i filozofii, a zwłaszcza swoim nauczaniem na temat logo, przygotował grunt pod zbieżność teologii chrześcijańskiej i filozofii greckiej. Logos jest pośrednikiem między Bogiem a naturą, a także między Bogiem a człowiekiem ”. (Wikipedia)

   Jeśli Świadkowie Jehowy związani ze Towarzystwem Strażnica wiedzą, że filozofia platońska poprzez nauczanie Filona o Logosie wpłynęła na chrześcijańskich Ojców Kościoła, dziwne jest dla mnie, dlaczego nie zastanowili się nad tym, co ma korzenie w tej filozofii. Zamiast tego przyjęli oświadczenia Filona, które brzmią między innymi następująco:

„Obraz Boga jest Słowem, przez które wszystkie rzeczy są stworzone”. Temu Słowu posłanemu przez Ojca dał specjalne przywileje żeby był między Stwórcą a stworzeniem”. „Logos został nazwany sędzią i pośrednikiem, zwanym„ aniołem ”. (…) (Logos jest) … pierworodnym Boga, który ma starszeństwo wśród aniołów.”

   Filon w ogóle nie był chrześcijaninem, ani też nie mógł wywnioskować z pism hebrajskich, że ten Logos (anioł Boży) może być wcielony w człowieka, ale poprzez swoje nauczanie przygotował drogę do zbieżności teologii chrześcijańskiej i filozofii greckiej. Oznacza to, że ojcowie apostolscy i kościelni polegali w całości lub w części na jego wyjaśnieniu „Logosa” i utożsamiali go z terminem „Słowo” (gr. logos) w Jana 1:1.

   Z jego dzieł wiadomo, że nigdy nie wyznawał Jezusa Mesjasza (Chrystusa) i zmarł kilkanaście lat po śmierci Jezusa. Biorąc pod uwagę, że nie wspomina o Jezusie w swoich dziełach, chociaż był on współczesny, dla niektórych może to być dowodem, że Jezus nawet nie istniał. Ale jak było powiedziane wcześniej, Filon nie mógł zgodzić się z chrześcijańską nauką, że Jezus, jako zwykły człowiek, stał się wyższy od aniołów i głównym pośrednikiem między Bogiem a ludźmi.

   Chrześcijański pogląd na Jezusa siedzącego po prawicy Boga nie zgadzał się z jego ideą Logosu, innej boskiej istoty, która w całej historii była pierwsza dla Boga. Dlatego nie jest niczym niezwykłym, że nie wspomina o tym w swoich pismach, co można przypisać powszechnej niewierze, która doprowadziła do zabicia i wymazania Jezusa z ich historii przez żydowskich przywódców religijnych. W wysokich kręgach rabinicznych nie było mądre wyznawać Jezusa Chrystusa, syna Bożego. „Jednak chociaż i z przywódców wielu uwierzyło w niego, ale z powodu faryzeuszy nie przyznawali się, aby [nie] zostać poza zgromadzeniem, bo ukochali chwałę ludzi bardziej niż chwałę Boga”. (Ja 12:42,43). Czytamy o tym:

[Nie zdarzało się, żeby uczony w Piśmie własnym autorytetem popierał swe wypowiedzi; świadczy o tym następujący komentarz: „W swoich naukach znawcy Pisma powoływali się na tradycję i autorytet jej twórców. Kazanie uczonego w Piśmie nie było autorytatywne ani nie miało żadnej wartości bez [formuły nawiązującej]: (…) Zgodnie z tradycją rabinów bądź: (…) Mędrcy powiadają, albo bez powołania się na kogoś innego, kto w tej dziedzinie uchodził za wyrocznię. Hillel Wielki nauczał zgodnie z prawdą i tak, jak o danej rzeczy mówiła tradycja. ‛Ale chociaż rozprawiał cały dzień, (…) nie przyjęto jego nauki, dopóki w końcu nie powiedział: „To usłyszałem od Szemai i Awtaliona [wcześniejszych autorytetów]”’” (John Lightfoot, A Commentary on the New Testament From the Talmud and Hebraica).] (Strażnica,1.10.1990 str 24)

   Nic dziwnego, że „uczeni w piśmie” i inni żydowscy nauczyciele byli największymi przeciwnikami Jezusa, ponieważ publicznie nazwał ich obłudnikami i fałszywymi nauczycielami (Mat 7:29; 15: 1-3; 21:15,23). Kiedy zobaczyli, że lud podąża za Jezusem  głoszącym z autorytetem, którego nigdy wcześniej nie widzieli, był to cios dla ich autorytetu. Autorytet Filona jako żydowskiego nauczyciela został zaatakowany, ponieważ ruch chrześcijański podniósł człowieka Jezusa do pozycji Boga, tym samym podważając jego nauczanie o Logosie, innej boskiej istocie. Chociaż Żydzi wiedzieli, że człowiek taki jak Dawid może być Synem Bożym, pierworodnym i zasiąść po prawicy na tronie Bożym, niektórzy faryzeusze mogli zaakceptować interpretację Pisma od Filona na temat tego innego bóstwa, który jedynie ma prawo siedzieć w niebie obok Boga, więc w tym świetle stwierdzenie Jezusa, że on jako człowiek będzie tym który w niebie „usiądzie po prawicy Boga i przyjdzie z obłokami nieba”, zostało uznane za bluźniercze, twierdząc że takie i podobne stwierdzenia były równaniem się z Bogiem (Ja 5:17-23; Mt 26:64 ). Ale Jezus nigdy nie utożsamiał się z kimś, kto był wcześniej u Boga w poprzednim życiu, lecz z kimś, kto będzie w przyszłości wtedy, gdy Bóg przekaże Swą władzę w jego ręce. Jednak pod silnym wpływem filozoficznego punktu widzenia późniejsi chrześcijańscy nauczyciele w swoich dziełach, takich jak Księga Henocha i Księga Ezdrasza, utożsamiali Jezusa z niebiańskim synem Bożym, na którym Filon oparł swoją doktrynę o drugiej boskiej istocie, łącząc w ten sposób swoją chrystologię z jego nauczaniem na temat Logosu.

   To co było wspólne u Filona, który zapoczątkował żydowską  teologię Logosu w I wieku naszej ery i u  Ariusza i Atanazego,   którzy opracowali swoje nowe doktryny w swoim nauczaniu w IV wieku, jest miasto Aleksandria. To miasto w tym czasie było centrum hellenizmu i platonizmu. To tutaj rozwinęła się chrystologia Logosu, która tłumiła apostolską chrystologię Adama. Z Ewangelii i listów spisanych w drugiej połowie I wieku jasno wynika, że chrześcijanie nie chcieli dowodzić, że Jezus był inkarnowanym, czyli wcielonym niebiańskim bytem, ponieważ w ich myślach i zrozumieniu był tylko wybitnym człowiekiem. Podkreślili i udowodnili swoją wiarę poprzez to, że jest wybranym przez Boga Mesjaszem, w którym ucieleśnione było słowo Boże (memra, logos), w którym „zamieszkuje każde wypełnienie boskości organicznie” (Kol 1:19; 2:9). Dlatego nie twierdzili, że on się wcielił, ale boska natura ucieleśniła się w nim. Chrześcijańscy historycy potwierdzają, że adopcjonizm był cechą wczesnej chrystologii, dlatego czytamy na Wikipedii:

„Charakterystyczną cechą wczesnej chrystologii jest jej adopcyjny charakter. Wczesna społeczność (chrześcijanie) wierzyli w Jezusa, który urodził się jako człowiek, i stał się „Mesjaszem” i „Synem Bożym” przez akt woli Bożej. Jezus z Nazaretu jest Mesjaszem obiecanym przez proroków. Został umieszczony po prawicy Boga po śmierci przez boskie przebudzenie i wkrótce powróci, aby ustanowić imperium na Ziemi. Ta wczesna chrystologia opiera się na judaistycznej koncepcji Mesjasza wybranego przez Boga, aby zapoczątkować królestwo sprawiedliwości i miłości. Doktryna ta została nazwana „Adopcjonizm”, ponieważ zakłada akt adopcji – człowiek jest wywyższony przez Boga; jest adoptowany przez Boga. Ta najstarsza doktryna Jezusa Chrystusa została później stłumiona przez inne, bardziej rozpowszechnione doktryny ”.

Rozwój nowych doktryn

   Tak długo, jak o Jezusie Chrystusie mówiono tylko o wybitnym człowieku, istniała przeszkoda w zakotwiczeniu filozofii greckiej w chrześcijańskiej nauce o Chrystusie. Dopiero pod koniec pierwszego stulecia Jerozolima została spustoszona i było oczywiste, że Jezus nie spodziewał się ustanowić swego ziemskiego królestwa, doszło do przejęcia apokryficznej księgi o Enochu i Ezdraszu (napisanych w tym czasie), w której Jezus był boską istota, której królestwem nie jest ten świat. To było tło i powód przyjęcia nauki Filona przez niektóre ruchy chrześcijańskie, w których dostrzegali możliwość, że Jehoszua (Jezus) może być tą inną boską istotą i w ten sposób nowe poglądy na temat tożsamości Jezusa Chrystusa zostały zaakceptowane. Dlatego zmiany, które miały miejsce po raz pierwszy wśród żydowskich chrześcijan w Judei i poza nią, powinny być monitorowane, a także stopniowa akceptacja idei greckiej filozofii przez hellenizowanych i nieżydowskich chrześcijan, którzy całkowicie tłumili pierwotne rozumienie mesjańskiej roli Jezusa.

   Po śmierci Jezusa jego uczniowie i apostołowie utworzyli pierwotny zbór chrześcijański w Jerozolimie (grecka eklezja, wspólnota). Początkowo byli małym żydowskim ruchem religijnym znanym jako wyznawcy „Drogi”, który wkrótce przerodził się w religię chrześcijańską, którą zaakceptowało wielu Żydów, a później ludzie z innych narodów. Naśladowcy Jezusa z Nazaretu zostali nazwani w Judei Nazarejczykami, prawdopodobnie dlatego, że nazywali swojego przywódcę Jezusem z Nazaretu, a dopiero później otrzymali nazwę „chrześcijanie” (lub chrystianie- przypis tłumacza) poza Judeą (Dz 9:2; 11:26). Paweł był zatem uważany za przywódcę „stronnictwa nazarejczyków” (Dz 24: 5).

   Należy podkreślić fakt, że przez pierwszych kilka dziesięcioleci wśród wierzących Żydów nie było sporu o tożsamość Jezusa Chrystusa, ani też nie różniły się one z punktu widzenia chrześcijan z innych narodów. Wszyscy początkowo byli zgodni co do tego, ponieważ Jezus był najważniejszym człowiekiem, którego zaakceptowali jako wybranego i namaszczonego przez Boga. Zrozumiałe jest, że żydowscy chrześcijanie zabrali ze sobą taką pierwotną wiarę, gdy po pierwszym oblężeniu w 66 roku uciekli z Jerozolimy i Judei do gór Pelli w Transjordanii, gdzie założyli swoją wspólnotę chrześcijańską (Mt 24:15-18). Zostawili cały swój dobytek, aby uniknąć kłopotów i uratować swoje życie. Źródła historyczne świadczą o tym, że ci chrześcijanie byli znani jako Nazarejczycy. Mówili po aramejsku i mieli własną ewangelię. Nadal gorliwie przestrzegali Prawa, ale nie byli skłonni zaakceptować nowych i odmiennych poglądów na Chrystusa, które w tym czasie zaczęły być publikowane przez poszczególnych nauczycieli, aby pozostać w zgodzie z wczesnym nauczaniem apostolskim. Nie wiadomo dokładnie, czy wszyscy zaakceptowali dziewicze narodzenie Jezusa, ale wszyscy wierzyli, że Chrystus był tylko człowiekiem.

   Wielu współczesnych teologów ignoruje to i wychodzi poza ten fakt i nadal twierdzi, że oryginalne chrześcijańskie nauczanie zawierało w sobie elementy boskości Chrystusa, jego preegzystencji, wcielenia i trójcy. Ale faktem jest, że apostołowie nigdy nie przekonali Żydów i innych wierzących o innym Jezusie, to znaczy Jezusie, który dosłownie zstąpił z nieba, aby narodzić się jako człowiek. Wcale nie było o tym mowy ani żadnych dowodów na to, że przekonywali kogokolwiek o takim rozwiązaniu. Gdyby w to uwierzyli i głosili, spowodowaliby spory z Żydami, którzy mieliby powód do sprzeciwu wobec takiego poglądu na Mesjasza. Ale nie było takiego twierdzenia, bo chrześcijanie mieli takie samo przekonanie co do ludzkiego Mesjasza jak ortodoksyjni Żydzi. Nic więc dziwnego, że żydowscy chrześcijanie podtrzymali to przekonanie po ucieczce z Jerozolimy i Judei. Naprawdę nie można sobie wyobrazić, że do tego czasu wierzyli w niebiańskiego Mesjasza, a po uwolnieniu się od wielkiego ucisku wszyscy razem zrezygnowali z takiego Mesjasza, aby zdegradować go do postaci człowieka. To byłoby nie do pomyślenia.

   Czy w takim razie, po okazaniu posłuszeństwa i wierności jego proroczym słowom w tej trudnej sytuacji, wszyscy wyrzekliby się swojej chwalebnej niebiańskiej i boskiej natury i zaakceptowali pogląd niewierzących Żydów, którzy ich nienawidzili i prześladowali? Fakty pokazują, że ci żydowscy chrześcijanie zabrali ze sobą tylko tę wiedzę o Jezusie, o której apostołowie ich przekonali i pogląd ten został utrzymany wśród nich, dopóki nie zostali całkowicie stłumieni przez Kościół, który narzucił odmienny obraz Jezusa.

   Uważa się, że ebionici wyłonili się z nich, podczas gdy inni uważają, że ebionici byli odrębną grupą, która również uciekła z Jerozolimy, która przeciwstawiła sie się apostołowi Pawłowi, uważając go za odstępcę od Prawa. Nazwa „ebionici” (ebion – biedny) została prawdopodobnie przyjęta na podstawie słów Jezusa: „Szczęśliwi ubodzy” (Mt 5:3). Być może pod tym imieniem okazywali szacunek Jakubowi, bratu Jezusa, który troszczył się o biednych (por. Jak 2:1-9). Rozczarowani faktem, że Jezus jeszcze nie powrócił, niektórzy z nich później zwrócili się ku gnostycyzmowi, dzięki któremu wprowadzili do swojego nauczania jedno uaktualnienie w rozumieniu Chrystusa oparte na dziełach apokryficznych. Pod wpływem mnichów Qumran, którzy byli wśród nich, podtrzymywali pogląd, że Jezus był człowiekiem, ale zaczęli głosić, że jako przybrany syn Boży podczas chrztu zjednoczył się z niebiańskim Chrystusem, który jest ponad wszystkimi aniołami. Takie przekonanie łatwo było zaakceptować, ponieważ Jezus był jeszcze człowiekiem. W Biblii znaleźli nawet podstawę do rozwinięcia takiego poglądu na Chrystusa jako innego, to znaczy na osobę niebiańską, która podczas namaszczenia Jezusa przejęła jego ciało, ale pytanie brzmiało, jak dokładne może to być i jaką naukę próbowano udowodnić. Nauka ta była łatwa do rozpoznania, ponieważ zawierała poglądy żydowskiego filozofa Filona o drugim bogu (innej potężnej istoty), tak że pod wpływem ich nauczycieli przyjęli to nowe nauczanie, tak rozumiejąc mesjanistyczną rolę Jezusa.

   Zgodnie z tym nowym nauczaniem Jezus zachował swoją ludzką naturę, ponieważ nie można jej było porzucić, ale jego mesjańska rola otrzymała niebiański wymiar po niebiańskim najwyższym Chrystusiedrugiej istocie, synu Bożym, który przejął jego ciało. Jezus był dla nich wciąż największym nauczycielem i prawym człowiekiem, synem człowieka, którego Bóg przyjął w czasie chrztu w Jordanie, więc mimo wszystkich zaszczytów był dla nich tylko człowiekiem, ale nie naturalnym synem Bożym według pogańskiego zrozumienia. Mówili o Jezusie jako nowym Mojżeszu i nowym Adamie, w którym chwała Boża była obecna, ale wciąż nie był dla nich istotą niebiańską. Twierdzili, że Chrystus, który osiadł w nim, był tą niebiańską istotą, największym z archaniołów, jedną z dwóch najwyższych istot stworzonych przez Boga (drugą jest szatan), między których Bóg podzielił władzę nad światem: szatanowi dał władzę nad teraźniejszością świata i Chrystusowi nad przyszłością (Ez 28:14). Takie nowe nauki były również rozpowszechniane wśród pogan.

   Ebionici utrzymywali dwa odmienny punkt widzenia aż do IV wieku i w tym czasie napotkali sprzeciw ze strony tych, którzy wprowadzili także nowe i nieco odmienne poglądy na temat Jezusa. Ojcowie Kościoła od Ireneusza do Orygenesa, a potem od Epifaniusza do Hieronima, bezlitośnie krytykowali Ebionitów i innych, którzy nie zaakceptowali ich zrozumienia niebiańskiej natury Jezusa.

   Pod wpływem filozofii Filona dotyczącej Logosu inne grupy judeochrześcijańskie również zaakceptowały nowe poglądy na temat Chrystusa. Jednym z nich byli Ceryntianie od Cerynta, uważanego za pseudo-apostoła. Był nawrócony z gorliwej sekty. Był uważany za przebiegłego heretyka, który utrudniał działalność apostolską, a apostołowie przemawiali przeciwko takim samozwańczym nauczycielom. Jest trochę informacji o nim i jego chrystologii od ówczesnego ojca kościoła, Ireneusza. Wiadomo, że nauczał, że Bóg nie stworzył niedoskonałego świata, ale stworzenie było dziełem jego podległego boga – Demiurga. Odrzucił narodziny Jezusa z dziewicy, aby można było łatwiej przyjąć nauczanie o człowieku, na którego boska natura zstąpiła z nieba posłana od Ojca i z powodu której Jezusowi przypada pierworodztwo.

   Ceryntianie, tak jak niektórzy Ebionici, uwierzyli, że człowiek Jezus i boski Chrystus to dwie różne osoby. Wierzyli, że Chrystus był istotą niebiańską, która jako duch zstąpiła na człowieka Jezusa podczas chrztu i pozostawiła go na śmierć, aby nie umarł Chrystus niebieski, ale Jezus ziemski. Twierdzili, że na palu męki cierpiał człowiek Jezus, podczas gdy Chrystus nie mógł cierpieć. Poprzez takie gnostyczne nauczanie starali się pogodzić fakt, że Jezus był synem człowieka w ciele, które jest grzeszne i śmiertelne samo w sobie, a jednocześnie przyjmując boskiego Chrystusa, który jest oddzielony od takiego ciała. Wierzyli, że Jezus umarł i nie powstał, i że Chrystus opuścił ciało Jezusa, pojawił się w ludzkiej postaci i wrócił do nieba. Ciało Jezusa zniknęło, ponieważ podobno Bóg ukrył je tak jak ciało Mojżesza. Ale Paweł ostrzegał chrześcijan przed takimi nauczycielami, prosząc ich, by „nie przyjmowali żydowskich bajek” (Tyt 1:14).

   Później jednak podobne poglądy zostały zaakceptowane przez niektórych ojców kościoła, którzy wierzyli, że boska natura nie jest poddawana cierpieniu, lecz ludzka, i że ziemski Jezus był świadomy swego oddzielenia od boskiej natury Chrystusa, kiedy powiedział: „Boże mój, czemuś mnie opuścił!” Oparli się również na oświadczeniu Jezusa: „Zniszczcie tę świątynię, a ja ją wzniosę za trzy dni” (Ja 2:9,21; Mat 27:46). Wierzyli, że On (niebiański Chrystus) pozwolił ludowi zniszczyć jego świątynię, tj. Ciało, które on sam (Chrystus) wzbudził trzeciego dnia, to znaczy zmartwychwstał i ponownie połączył się z nim, co sprawiło, że pogląd ten nieco różni się od ceryntiańskiego i ebionicznego, ale odbywa dotrwały do dziś.

   Elkesaici byli jeszcze znani w drugim wieku, którzy nosili wiele podobieństw z ebionitami. Przestrzegali niektórych żydowskich obrzędów (obrzezanie, obchodzenie szabatu itp.) I odrzucali apostoła Pawła, który pomniejszał wartość przestrzegania prawa. Czcili jedynego Boga, zwracając się do Jerozolimy w modlitwie. Czcili Chrystusa jako proroka i uważali go za człowieka zrodzonego z dziewicy. Wierzyli w reinkarnację Chrystusa, z których Adam był pierwszy. Trzymali się Tory i obrzezania.

   Symachianie mieli pochodzenia judeochrześcijańskie, o których wspominali tylko pisarze latyno-chrześcijańscy. Pochodzili z sekty faryzeuszy. Nazwa pochodzi od Symmacha, greckojęzycznego tłumacza Starego Testamentu, o którym mówiono, że był judeochrześcijaninem skłaniającym się do ebionizmu.

   W każdym razie należy zauważyć, że żydowscy chrześcijanie wierzyli, że Jezus był tylko człowiekiem. Taki był ich pierwotny punkt widzenia i zrozumienie, które później niektóre wyznania judeo-chrześcijańskie rozszerzyły o nową doktrynę Chrystusa jako innej istoty. Ponieważ apostoł Jan, jako ostatni apostoł pod koniec życia, spogląda wstecz na przełom różnych nauk o Chrystusie, pokazuje to, że to zostało już zaakceptowane przez niektórych chrześcijan w Azji Mniejszej. Mamy w Biblii dowody na to, że sprzeciwiał się także tym chrześcijanom, którzy nawrócili się z pogaństwa, którzy również zaprzeczali ludzkiej naturze Chrystusa, twierdząc, że nie miał on prawdziwego ciała. Nazywano ich doketstami. Faktem jest, że zbór chrześcijański w Azji Mniejszej był w tym czasie podważony przez doketystów, którzy zaprzeczali, że Jezus był człowiekiem w prawdziwym ciele. Zmiany są w popularnym kierunku filozoficznym znanym jako gnostycyzm. W tym kierunku wielu zwolenników rozpowszechniało swoje nauki w pierwszym wieku. Czytamy o nich:

„Gnostycy… Utrzymywali na przykład, że cała fizyczna materia jest z natury zła i dlatego Jezus nie przyszedł w ciele, lecz w czymś, co przypominało ludzkie ciało. Pogląd ten nazwano doketyzmem. ”. (Strażnica, 1.12.2006, str 5)

   Gnostycyzm pasował tylko do wizerunku Jezusa jako niebiańskiego syna Bożego, który był ponad człowiekiem i istniał przed człowiekiem i który w ludzkiej postaci zstąpił na ziemię. Pomysł ten został opisany przez ich chrześcijańskie dzieła apokryficzne. Dlatego dzięki ich nowym naukom doketyści zaprzeczyli, że kiedykolwiek miał prawdziwe fizyczne ciało, więc argumentowali, że był on pozorną istotą ludzką w pozornym ciele, takim jak aniołowie po zejściu na ziemię i nie mógł znosić cierpień. Według nich materialne ciało było złe i grzeszne, dlatego nie mogli uwierzyć, że ten, kto umarł za nasze grzechy i wstąpił do nieba i usiadł po prawicy Boga, może być prawdziwą istotą ludzką w śmiertelnym ciele ludzkim. Oparli się na tekstach z Ewangelii Łukasza (4:30; 24:31), które opisują, jak Jezus niepostrzeżenie poszedł między Żydami, a także jak zniknął na oczach dwóch uczniów z Emaus.

   Wygląda na to, że pod koniec I wieku chrześcijańscy nauczyciele kierunku filozoficznego zajęli już miejsca w niektórych zborach chrześcijańskich i rozpoczęli spory o prawdziwą tożsamość Jezusa. Już wcześniej Paweł sprzeciwiał się niektórym chrześcijanom w Koryncie gotowym poddać się tym nauczycielom i apostołom, którzy zaczęli „głosić innego Jezusa” (2 Kor 11:4,5). Nauczyciele ci byli konwertytami z pogaństwa lub być może hellenistami (Żydzi greckojęzyczni), którzy przynieśli ze sobą pewne filozoficzne punkty widzenia. I jedni i drudzy mogli łechtać uszy wierzących filozofią Filona o Logosie jako drugim bogu. Jest to dowód na to, że w tym czasie niektóre chrześcijańskie kierunki wywodzące się z judaizmu i pogaństwa były rzeczywiście związane z ludzkim „ciałem” z grzechem, i dlatego chrześcijanie debatowali o tym, czy Jezus Chrystus istniał w takim podlegającym zepsuciu i śmierci ciele.

   Fakt o ludzkim ciele, którym rządzą inne prawa przeciwne temu co dobre, często podkreśla sam apostoł Paweł, ale w inny sposób. To, co prawdopodobnie niepokoiło myślących gnostycko chrześcijan, to to, że sam apostoł Paweł głosił, że Jezus, jako posłaniec przyszedł w „formie grzesznego ciała” rządzonego śmiercią i zepsuciem (Rdz 6:9; 8:3; Dzieje 13:34). Fakt ten nie mógł być obalony przez nic, ale mimo to mógł zostać zmodyfikowany zgodnie z zasadami filozofii Filona o innej boskiej istocie, która była oddzielona od tego ludzkiego śmiertelnego ciała. Można, podobnie jak ebionici, uważać Chrystusa za boską istotę, a Jezusa za istotę ludzką, podczas gdy doketyści całkowicie odrzucają ludzką naturę Jezusa.

   Należy pamiętać, że w swoich listach apostoł Jan atakuje doketyzm, który neguje Jezusa jako prawdziwego człowieka, ponieważ taka interpretacja atakuje samo sedno ewangelii:

bo gdyby Chrystus nie był prawdziwym człowiekiem, ale istotą niebiańską w widzialnym ciele, to nie ma dla nas żadnej nadziei, ponieważ wciąż jesteśmy w grzechach i zgubieni. „Ale jeżeli nie ma powstania martwych, [to] ani pomazaniec nie jest obudzony” (1 Kor 15:12-19). Pod koniec pierwszego wieku apostoł Jan próbował bronić oryginalnej nauki apostolskiej o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym, jako prawdziwym człowieku, który był potomkiem Dawida w ciele; który żył, umarł i zmartwychwstał i w którym „zamieszkuje całe wypełnienie boskości cieleśnie” (Kol 2:9; Rz 1:1-4; Heb 1:3).

   Kiedy apostołowie mówią o boskiej naturze, po prostu twierdzą, że każdy człowiek nosi w sobie obraz Boga i że podobnie jak Jezus, może rozwinąć boskie atrybuty, które utożsamiają go z obrazem Boga. Dlatego chrześcijanie zostali powołani do bycia uformowanym przez Jezusa Chrystusa, to znaczy przez jego boską naturę, którą rozwinął. „Bo miał upodobanie, [by] w nim cała pełnia zamieszkała”, abyśmy przez Niego mogli budować obraz Boga, przez który zostaliśmy stworzeni (Kol. 1:19; 3:10; Rz 8:29; Ef 1:19,22,23; 3:19; 4:20-24; Ga 2:20).

   Jest to ta pełnia życia i chwała egzystencji w niezniszczalnej formie, której nie osiągnął pierwszy człowiek, Adam. Jednak niektórzy ówcześni chrześcijańscy nauczyciele podkreślali zamiast tego boską naturę która wyróżniała Jezusa, o której Biblia nigdy nie wspomina, i którą pod wpływem swoich nowych nauk chcieli oddzielić od  istnienia w ludzkiej naturze. Dla nich ciało samo w sobie było czymś grzesznym i złym. Dlatego doketyści z Azji Mniejszej chcieli go przedstawić jako niebiańską istotę o pozornym ludzkim ciele, a nie jako prawdziwą istotę ludzką w prawdziwym ciele, więc apostoł Jan był zmuszony zachować prawdę o Jezusie Chrystusie przed takimi fałszywymi naukami (Ja 20:30,31) ). Pod koniec pierwszego wieku musiał napisać:

Po tym znacie tchnienie Boga, każde tchnienie które wyznaje Jezusa pomazańca w (stworzonym) ciele przychodzącego jest z Boga, a każde tchnienie które nie wyznaje Jezusa pomazańca w ciele przychodzącego Boga nie jest i to jest przeciwnik pomazańca” (…)  „bo wielu błądzących wyszło do świata, nie przyznających że Jezus przyszedł w (stworzonym) ciele, to jest zwodzący i przeciwnik pomazańca” (1Ja 4:2,3; 2 Ja 7)

   „Jezus” i „Chrystus” to dwa imiona dla jednej osoby. Pierwsze imię to imię osobiste, a drugie imię to boska rola którą wykonywał, a nie nazwisko. Ponieważ w tym czasie niektórzy judeochrześcijańscy przywódcy (Ceryntianie i ebionici) zaczęli już twierdzić, że Jezus był człowiekiem, podczas gdy Chrystus (istota niebieska) zstąpił z nieba, Jan był zmuszony powiedzieć, że „Jezus Chrystus przyszedł w ciele”, to znaczy, że Jezus, który stał się Chrystusem, był prawdziwą ludzką istotą w swoim ludzkim ciele, które otrzymał od Boga tak, jak my (1 Kor 6:19,20). Dlatego powiedział, że powinniśmy „uznać Jezusa” za Chrystusa, a nie patrzeć na niego oddzielnie od Chrystusa, jak na inną istotę (1 Jana 2:22). Robiąc to, pokonał także doketystów, którzy twierdzili, że Jezus Chrystus był w pozornym ciele człowieka. Na podstawie nauk Filona o Logosie jako niebiańskiej istocie, niektórzy nauczyciele doszli do wniosku, że Chrystus (Mesjasz) nie „przyszedł w ciele”, ale zstąpił z nieba i w ten sposób przyszedł do ludzkiego ciała, w którym się osiedlił. Ale Jan przeciwstawił się tym fałszywym nauczycielom i wyjaśnił, że „słowo (życia) stało się ciałem” i dlatego Jezus Chrystus był istotą ludzką, która pochodzi od Boga i że w nim Bóg ucieleśnia swoje „słowo” z szacunkiem do życia (Ja 1:14; porównaj 1 Ja 1:1; 4:2; Rz 8:2; Kol 2:9).

   Wierzących którzy nie zaakceptowali faktu, że Jezus Chrystus był „w (prawdziwym ludzkim) ciele” jak każdy inny człowiek, Jan utożsamił z tymi, którzy nie uznali prawdziwego Jezusa i rzeczywistej prawdy o nim. Byli dla niego antychrystami lub przeciwnikami prawdziwego Chrystusa. Kiedy nie można było obalić faktu, że Jezus był prawdziwym człowiekiem, niektórzy zaczęli teoretyzować, twierdząc, że był zjednoczony z niebiańską istotą lub że miał dwoistą naturę, co sprawiło, że teologowie Kościoła po prostu skomplikowali chrystologię.

   Faktem, że Jan bronił ludzkiej natury Jezusa, a nie natury niebiańskiej, automatycznie pokonał doketystów i innych w ich koncepcji Chrystusa jako istoty niebiańskiej. Mianowicie, gdyby Jezus był istotą niebiańską, Jan w swoich listach musiałby bronić jego niebiańskiego statusu przed Nazarejczykami i innymi, którzy przyjęli go jedynie jako istotę ludzką, a wówczas było wielu takich chrześcijan. Nigdzie jednak nie dowiadujemy się, że Jan miał problem z chrześcijanami, którzy postrzegali Chrystusa tylko jako istotę ludzką i nie musiał ich przekonywać, więc nie musiał pisać: „każda wypowiedź przyznająca, że Jezus Chrystus był pierwszą niebiańską istotą nie jest natchniona przez Boga”. Nic nie wskazuje na to, że ktoś musiał w to wierzyć.

    Jeśli Żydzi, jako zagorzali zwolennicy ludzkiego Mesjasza, odmówiliby uznania przedludzkiej egzystencji i inkarnacji Jezusa, apostołowie poprosiliby ich, by wyznali to (jako grzech) przed chrztem. Ale nie było takiej potrzeby, ponieważ apostołowie przedstawiali także tylko oryginalny hebrajski pogląd na ludzkiego Mesjasza. Dopiero wraz z pojawieniem się hellenistycznych nauczycieli, którzy chcieli ujrzeć boską istotę w Chrystusie oddzieloną od grzesznego ludzkiego ciała, Jan znalazł się w sytuacji, aby bronić Jezusa Chrystusa, który mieszkał „w ciele” jak każdy człowiek (zob. 2 Kor 5:6; 10:3) Flp 1:22). Był tylko jeden niezaprzeczalny fakt dla Jana, że Jezus, jako apostoł (wysłannik od Boga), przyszedł w prawdziwym ciele, a nie w pozornym, to znaczy był człowiekiem, a nie istotą niebiańską. Twierdził, że Bóg posłał go jako człowieka, a nie jako istotę niebiańską. Sam Bóg mówi, że człowiek jest „ciałem”, to znaczy istotą ludzką z pewnymi ograniczeniami, sam Jezus żył w takim ciele (1 Moj 6:3). Paweł także powiedział o sobie, że był „w ciele”, więc i on, apostoł (wysłannik Chrystusa) przyszedł w ciele (Fil 1:24).

   Rozważając fakt, że Ewangelia Jana i listy zostały napisane tuż przed końcem pierwszego wieku, dochodzimy do wniosku, że broni on prawdy o ludzkiej naturze Jezusa, walcząc z naukami, które w tym czasie starały się oddzielić Mesjasza (Chrystusa) od jego pierwotnego istnienia w ludzkim śmiertelnym ciele. Dlatego w swojej Ewangelii zapisał dokładnie te wypowiedzi Jezusa, które były przekazane ustnie, a którym niektórzy nauczyciele prawdopodobnie nadali dosłowne znaczenie w związku z naukami gnostyckimi. Ale wspomina te stwierdzenia bez ich interpretacji, ponieważ w kontekście, w którym są wypowiadane, mają one coraz głębsze znaczenie i byłoby absurdalne, gdyby próbował je poprzeć naukami doketystystów i niektórych nauczycieli, którzy oparli swoje nauki o Chrystusie na Logosie, kiedy wiemy że był przeciwny ich gnostyckim naukom o Chrystusie jako niebiańskiej przedwiecznej boskiej istocie. Ale niektórzy samozwańczy nauczyciele jako nawróceni z judaizmu i pogaństwa znaleźli sposoby na wprowadzenie swoich hellenizowanych nauk.

   Żydowscy chrześcijanie polegali na pismach hebrajskich, które dopuszczały możliwość opętania człowieka przez istotę niebiańską jako ducha lub anioła Jehowy. Widzimy tu przykład króla Saula, do którego prorok Samuel powiedział: „Jehowa namaścił cię na wodza nad swoim dziedzictwem. (…) I zacznie na ciebie oddziaływać duch Jehowy, i przemawiać z nimi będziesz jak prorok, i zmienisz się w innego człowieka. A gdy przyjdą na ciebie znaki, czyń, co będzie mogła twoja ręka, gdyż prawdziwy Bóg jest z tobą. (…) A gdy tylko odwrócił ramię, by odejść od Samuela, Bóg zaczął przemieniać jego serce w inne”. (1 Sam 10:1-9; PNŚ,1997) Istnieją również negatywne przykłady, w których ludzie mają obsesję na punkcie złego ducha (złego anioła), który powoduje, że jedna osoba zmienia swoje serce i staje się inną. W takich przykładach widzieli możliwość, że Bóg użyje jakiegoś niebiańskiego anioła jako Chrystusa, który spełni konkretne zadanie poprzez człowieka.

   Etno-chrześcijanie, tj. nawróceni z pogaństwa, chętnie przyjęli drugą opcję. W swoim dziedzictwie religijnym mieli mity o bogach, którzy wcielili się i zstąpili na ziemię i mogli mieć swoje potomstwo z ludzkimi kobietami. Jednym z przykładów jest najwyższy bóg Zeus i jego synowie urodzeni z ziemskich matek, którzy wyróżniali się różnymi mocami i zdolnościami. Ci mityczni bogowie z czasem zniknęli wraz z innymi pogańskimi wierzeniami, ale zostali całkowicie zastąpieni przez nową i interesującą historię w obrazie wcielonego bóstwa greckiego imienia – Jezus.

   Wydaje się, że na tym świecie trudno było utrzymać religię, w której głównym bohaterem był zwykły człowiek niższy od mitycznych bogów i wciąż Żyd. Właśnie dlatego chrześcijański nurt doketystów wywodzący się z pogaństwa całkowicie odrzucił  naukę o tym, że Jezus był zwykłym człowiekiem, tak że boski Chrystus, którego niektórzy członkowie judeochrześcijańskiej wspólnoty ebionitów uważali za niebiańską istotę, powiązali z niebiańskim Logosem w pozornym ciele, który jest tym samym co istnienie  przedludzkie.  Według nich Chrystus nie był drugą istotą oddzieloną od Jezusa, co samo w sobie było prawdą, ale według  nich ta jedna istota miała naturę niebiańską a nie ziemską, dlatego, zgodnie z ich ideą, Jezus swój początek miał w niebie z którego zszedł i nie mógł pierwotnie być Żydem.

  W tych filozoficznych zawirowaniach widzimy początki nauki o dosłownej preegzystencji Chrystusa. Przeciwnicy ludzkiego Mesjasza tłumili swymi naukami oryginalną biblijną prawdę o stworzonym ciele Jezusa, które uważali za złe i grzeszne, forsując tym samym swoją ideę oddzielenia Jezusa od śmiertelnego ciała, którą wielu z czasem zaakceptowało. Dodatkowy nacisk na rozwój chrystologii Logosa wywierał Rzym, który był wrogi Żydom i chrześcijanom. Rzymianie prześladowali chrześcijan, ponieważ wielbili człowieka, który został wywyższony przez Boga ponad ich Cezara i wszystkich ludzkich władców. Taki pogląd był sprzeczny z Rzymem, który wyróżniał swojego człowieka poprzez kult cezara.

   Pierwszym rzymskim cesarzem był Oktawian August, pasierb  Juliusza Cezara, który został ogłoszony „boskim Augustem” (Divus August), aby mógł nosić tytuł „Divi Filius” (syn Boży). Cezar Rzymski był człowiekiem i poganie nie uważali go za bóstwo. Z drugiej strony Jezus był także człowiekiem, którego chrześcijanie uważali również za wybitnego syna Bożego, co mogło stanowić zagrożenie dla chrześcijan. Mianowicie, Żydzi mogli czcić swojego jedynego Boga Jehowę (JHVH), a jednocześnie podlegać rzymskiemu władcy – Cezarowi. Mogli żyć bezproblemowo w całym Cesarstwie Rzymskim i czcić swojego Boga, nie zagrażając oficjalnej religii Cesarstwa Rzymskiego. Władze rzymskie nie mogły zaprzeczyć istnieniu tak wszechmogącego Boga czczonego przez Żydów, ale sprzeciwiły się tym ludziom, którzy jako „bogowie” mogli równać się z ich Cezarem.

   Ponieważ Cezar, choć był człowiekiem, był uważany za syna Bożego, to znaczy boga, który trzyma w swoich rękach całą władzę i moc, jaką dali mu bogowie, więc jego rywalem był człowiek Jezus, a nie żydowski niebiański Bóg Jehowa (Jahwe). Oficjalny Rzym dostrzegł wówczas niebezpieczeństwo, że chrześcijanie wywyższają Jezusa jako jedynego królasyna Bożego. Od chrześcijan oczekiwano ofiarowania kadzidła na ołtarzu Cezarowi, aby uznać go za ludzkie bóstwo, a nie Jezusa, czego wielu odmówiło kosztem życia. Dla nich Jezus (człowiek) był większy niż Cezar (człowiek), więc było całkiem normalne, że chrześcijanie uważali Jezusa, a nie Cezara, za swojego króla, a jednocześnie boga, który otrzymał wszelką władzę i moc od najwyższego Boga. Chwalenie kogoś jako Syna Bożego oznaczało, że poganie mogli czcić człowieka jako bóstwo, to znaczy jako boga, więc w tym sensie źle interpretowali chrześcijańską koncepcję Jezusa jako Syna Bożego. Wtedy Pliniusz, gubernator Bitynii, napisał do Trajana list dotyczący prześladowań chrześcijan:

„Chrześcijanie … Zapewniali zaś, że największą ich winą czy też błędem było to, że mieli zwyczaj w określonym dniu o świcie zbierać się i śpiewać na przemian pieśni ku czci Chrystusa jako (quasi-jakby, tak jak) Boga, i że związali się przysięga dotyczącą nie jakichś występków, lecz że nie będą popełniać kradzieży, rozbojów, cudzołóstwa, itp”. (List Pliniusza Młodszego do cesarza Trajana,  przeł. A. Świderkówna, w: „Pierwsi świadkowie”, Kraków 1998, s. 361-363.) (księga 10, nr 96,97)

   Chrześcijanie czcili Jezusa, bez wielbienia go jak Boga. Ale wraz ze wzrostem prześladowań Cezara przeciwko chrześcijanom wzrastał obraz Chrystusa większy niż Cezara. Faktem jest, że w tym czasie przeciwnicy chrześcijaństwa wywyższali swoich mitycznych bogów i półbogów jako bóstwa, więc niektórzy chrześcijańscy nauczyciele zareagowali na to w ten sposób, że oni również wywyższyli Jezusa do bóstwa, wspomagani filozofią greckiego Logosa. Pod tym wpływem niektórzy ojcowie apostolscy i kościelni przekroczyli granicę rzeczywistości i coraz bardziej umniejszali ludzkość Jezusa, widząc Go jako wcieloną istotę niebiańską, a nawet jako samego Boga.

   Taki nowy i odmienny pogląd na Jezusa nie mógł osłabić wiary w Mesjasza, więc chrześcijanie, nawet przy tak odmiennych wierzeniach, byli gotowi na prześladowania. Dla nich Jezus był nadal synem Boga, nie biorąc pod uwagę różnych teorii na temat jego prawdziwej tożsamości. Z tego powodu jako filozof platoński Celsus z Aleksandrii (zm. 178 r.) często krytykował chrześcijan i pisał:

„Jaki bóg, jaki syn Boży, skoro Ojciec (najwyższy Bóg) nie mógł go uratować przed karą i sam nie był w stanie jej uciec? Nie, wasze narodziny, wasze czyny, wasze życie pokazuje, że jesteście ludźmi (…). Co to za bóg, skoro nie wiedział, jak podporządkować sobie swoich uczniów, którzy go zdradzili lub wyrzekli się go ”.

   Tytuł „bóg” dla najwyższego człowieka miał takie samo znaczenie u pogan i Żydów, a mianowicie „Syn Boży”.Przeciwnicy chrześcijaństwa uważali Jezusa za zwykłego śmiertelnego człowieka, którego nie można uznać za Syna Bożego, ponieważ w ich rozumieniu, w przeciwieństwie do Hebrajczyków, syn Boży może być tylko boską istotą. Zamiast bronić człowieczeństwo Jezusa jako najważniejszego Bożego człowieka, chrześcijańscy teologowie przekroczyli tutaj granicę hebrajskiego poglądu i wynieśli go, w kategoriach pogańskich, do najwyższego bóstwa, aby uczynić go łatwiej dostępnym dla pogańskiego świata. Zamiast wywyższać Jezusa jako jedyną prawdziwą istotę ludzką, drugiego Adama, zaczęli wychwalać go jako niebiańską istotę, która zstąpiła na ziemię, aby udowodnić sobie i innym, że jest przecież większy od wszystkich ludzkich władców i ich mitycznych bogów. Po śmierci apostołów coraz więcej chrześcijańskich nauczycieli przyjęło wiele pogańskich cech i zabarwiło je chrześcijańskimi wierzeniami, więc sam Jezus Chrystus otrzymał nowy obraz, który najlepiej odpowiadał ludziom tamtych czasów i nie miał nic wspólnego z rzeczywistością. Jeden obraz był w formie najwyższego anioła w związku z niektórymi „żydowskimi bajkami”, a drugi w formie pogańskich „fikcyjnych opowieści” o bogach i półbogach (Tyt 1:14; 1 Tym 1:3,4). Te różne punkty widzenia pozostały do dnia dzisiejszego i łatwo je rozpoznać w naukach różnych kościołów chrześcijańskich.

   W rozwoju nowych doktryn dostrzegamy dwie możliwości, które pojawiły się niezależnie od siebie, w zależności od środowiska religijnego i filozoficznego, w którym się one rozwinęły. Obie  zaakceptowały wcielenie, na którym oparli swoją chrystologię Logosa, podczas gdy chrystologię Adama zaakceptowały tylko na tyle, na ile nie zakłócała ich nowych poglądów filozoficznych. Jak dobrze wiadomo, apostołowie nigdy nie zajmowali się interpretowaniem i dowodzeniem wcielenia Jezusa i przedludzkiej egzystencji jako Logosa, ani też nie była to oficjalna doktryna apostolska, więc zrobili to później apologeci – chrześcijańscy nauczyciele kierunku filozoficznego opartego na dwuznacznych wypowiedziach, które zawierały elementy do konstruowania nowych doktryn na temat Jezusa jako najwyższego anioła lub drugiego Boga.

   Należy zobaczyć, w jakim kontekście interpretowali niektóre biblijne stwierdzenia i czy świadomie, z powodu sprzeciwu wobec judaizmu i wrogiego żydowskiego stosunku do chrześcijan, zaniedbali swoje prawdziwe hebrajskie znaczenie, aby sformułować pozabiblijne doktryny na temat greckich idei filozoficznych, które mogły powstać z pewnych dwuznacznych biblijnych pojęć. Z wczesnych pism chrześcijańskich było oczywiste, że wśród pierwszych chrześcijan przeważała  chrystologia Adama, o której Paweł pisał wiele lat przed Ewangelią Jana, podczas gdy później z ewangelii Jana mogli  stworzyć doktrynę chrystologii logosu, ale tylko na podstawie ówczesnych nauk Filona o logosie, a nie na podstawie hebrajskich pism świętych i wiary apostolskiej. Apostoł Paweł zdawał sobie sprawę z negatywnego wpływu stoickiej i platońskiej filozofii i nieustannie ostrzegał wiernych chrześcijan przed niebezpieczeństwem, jak to pisze:

„Paweł uprzedził, że po śmierci apostołów chrystianizm zostanie skażony fałszywymi naukami (odczytaj 2 Tesaloniczan 2:3, 7). Wśród tych, którzy nie zniosą „zdrowej nauki, mieli też być chrześcijanie piastujący odpowiedzialne funkcje (2 Tym. 4:3). Paweł ostrzegł ówczesnych starszych: „Spośród was samych powstaną ludzie mówiący rzeczy przewrotne, aby pociągnąć za sobą uczniów” (Dzieje 20:30). W encyklopedii Britannica — edycja polska opisano jeden z głównych czynników, które doprowadziły do pojawienia się przewrotnego rozumowania: „Chrześcijanie znający filozofię grecką odczuli potrzebę wyrażenia wiary w kategoriach właściwych dla filozofii, zarówno dla własnej intelektualnej satysfakcji, jak i w celu nawrócenia wykształconych pogan”. Ważną nauką biblijną, którą skażono pogańskimi wierzeniami, była prawda o tożsamości Jezusa Chrystusa. ” (Strażnica, 15.1.2012, str 6)

   W dalszym rozwoju tej doktryny Jezusa widać, że judeochrześcijańska gnostycka idea dwóch boskich osób i dwóch odrębnych natur (Jezusa człowieka i archanioła Chrystusa) z czasem przegrała bitwę, a druga idea jednej boskiej osoby zwyciężyła, jako pierwsza i najwyższa niebiańska istota stworzona przez najwyższego Boga w niebie i zesłana na ziemię w postaci ludzkiego ciała. Taki pomysł przyszedł od niektórych chrześcijańskich nauczycieli nawróconych ze świata pogańskiego. Ojcowie apostolscy, ale nie wszyscy, ale tylko niektórzy z nich, którzy nadali jej początkowy impuls natychmiast po śmierci apostołów Jezusa, przyczynili się najbardziej do przyjęcia takiego poglądu. Ugruntowali następnie ideę przedludzkiego życia Jezusa w niebie, ale najważniejsze pytanie brzmi, czy wyjaśnili rzeczywistą prawdę o Jezusie Chrystusie, czy też się wprowadzili w błąd. Czytamy o nich:

„Na początku II wieku n.e. fałszywe nauki zaczęły zanieczyszczać krystaliczną wodę prawdy chrześcijańskiej. (…) Niektórzy ojcowie apostolscy traktowali teksty pozabiblijne, jakby były natchnione. (…) W II wieku fałszywe ewangelie upowszechniały zmyślone informacje o życiu Jezusa, a ojcowie apostolscy często dawali im wiarę i się do nich odwoływali. (..) Ojcowie apostolscy utorowali drogę napływowi błędnych nauk, bo wyjaśniając chrześcijańskie wierzenia, odwoływali się do mitów, mistycyzmu i filozofii.” (Strażnica, 1.7.2009 str 28)

    Jeśli istnieje choćby najmniejsze podejrzenie, że przynajmniej niektórzy ojcowie apostolscy wprowadzili własne nauki, znajdując pewne podobieństwa z ówczesną filozofią i religią, powinniśmy ponownie zbadać i zobaczyć, jak to się naprawdę wydarzyło i czy zmienili niektóre szczegóły tożsamości Jezusa, wokół których pojawiła się pierwsza kontrowersja i debata. Należy tutaj zauważyć, że nie wszyscy ojcowie apostolscy reprezentowali chrystologię Logosa, ale tylko ci, którzy znaleźli się pod wpływem hellenizmu i gnostycyzmu.

   Gdy etno-chrześcijanie zdystansowali się od żydowskich chrześcijan, coraz trudniej było udowodnić nauki Jezusa jako istoty ludzkiej, więc wszystko opierało się na teoriach, które oddalały się w stronę tych nowych i bardziej ludzkich pomysłów na temat wcześniejszego istnienia Jezusa jako boskiej istoty, od pozycji  akceptującej niezgłębioną naturę Boga oraz zbawczą i pośredniczącą rolę Jezusa. Poglądy te najprawdopodobniej wynikają z niezrozumienia ducha Pisma Świętego, ponieważ są one sprzeczne z hebrajskimi (starotestamentowymi) proroctwami i trzema Ewangeliami (Mateusz, Marek i Łukasz), które wykazują wzajemną harmonię i zgodność,a  opierają się na kilku przenośnych i dwuznacznych wypowiedziach zapisanych w Ewangelii Jana, które od stuleci wykorzystali do rozwoju swojej doktryny przedludzkiej egzystencji i inkarnacji Jezusa. Świadkowie Jehowy polegają również na Ewangelii Jana w tej kwestii:

„W Ewangelii według Jana zwrócono uwagę na jego przedludzki byt, kiedy to pełnił funkcję „Słowa”, czyli Rzecznika Bożego”. (Strażnica, 15.2.2000, str 11)

   Nie wiem, czy wiodący ludzie w tej społeczności kiedykolwiek próbowali zastanowić się i sprawdzić, czy wypowiedzi Jezusa w Ewangelii Jana odnoszą się do dosłownego czy przenośnego istnienia przedludzkiego? Czy kiedykolwiek widzieli jego tekst w szerszym kontekście biblijnym, który nadaje tym słowom przenośne i jeszcze głębsze znaczenie? Jak to możliwe, że tylko Ewangelia Jana zwraca uwagę na przedludzkie istnienie Jezusa dopiero w końcu I wieku? Dlaczego inni ewangeliści nie włączyli wcześniej tych samych wypowiedzi do swoich tekstów, aby dać Jezusowi znacznie wyższy status niż człowieka?

   Faktem jest, że nauczanie Jezusa jako istoty ludzkiej bardzo szybko zostało stłumione przez fakt, że późniejsi teologowie Jezusa postrzegali go jako istotę, która była w niebie od swego wniebowstąpienia. Według jakiejś logiki, niebo zostało określone przez Boga dla istot niebiańskich, a ziemia dla ludzi (Ps 115:16). To nie musi być ścisła zasada. Faktem jest, że aniołowie zstępowali  na ziemię i najwyraźniej przybierali ziemskie ciała, które nie unieważniały ich niebiańskiej natury (zob. 1 Moj 3:24). Dlaczego zatem Jezus, jako człowiek, nie miałby być wywyższony w ciele do nieba i pozornie przybrany do ciała niebieskiego, które nie unieważniłoby jego ludzkiej natury? Możliwe jest jednak, że wciąż znajduje się w ludzkim ciele, więc nie możemy wiedzieć, czy znajduje się on teraz na niebie materialnym czy niematerialnym. W jednym z proroctw widzimy go jako syna człowieka, który najwyraźniej po kilku stuleciach oczekiwania:

 „Pozwolono mu zbliżyć się do Istniejącego od Dni Pradawnych i przyprowadzono go tuż przed Niego. I dano mu władzę, chwałę oraz królestwo, aby służyły mu wszystkie ludy, narody i grupy językowe.” (Da 7:13,14)

   Wydaje się, że tylko Jezusowi, jako człowiekowi, „zabranemu” spośród ludźmi pozwolono udać się do „nieba”, gdzie rozpoznaje się go jako wyniesionego na najwyższą pozycję, w oczekiwaniu na czas jego powrotu na Ziemię. Nawet apostoł Paweł w jednym stwierdzeniu dopuszcza możliwość, że człowiek „znajdzie się w ciele” w trzecim niebie (2 Kor 12:2). Gdzie jest teraz Jezus i co robi przed swoim powrotem, nie wiemy. Ale może nie być w niematerialnym niebie, ponieważ w niedalekiej przyszłości aniołowie „na obłokach nieba” go podniosą i stanie przed Bogiem, który da mu władzę nad całym światem (Dz 1:11; Fil 2:9). W związku z tym Bóg mógł spowodować wyjście jednego człowieka poza ziemię, ale nie uczyniło go to istotą niebiańską, a jedynie sługą Bożym. Potwierdza to jedno z najwcześniejszych stwierdzeń wiary chrześcijańskiej, które znajduje się w słynnej księdze Didache lub Nauki Dwunastu Apostołów. Niektórzy historycy datują to przed około 100 rok n.e. Między innymi w rozdziale 10 zawiera wyznanie wiary w formie modlitwy o treści:

„Dziękujemy Ci, święty Ojcze, za Twoje święte Imię, które rozbiło namiot w naszych sercach, i za poznanie, wiarę oraz nieśmiertelność, którą dałeś nam poznać przez Jezusa, Twego Sługę”.

   Tekst wspomina o Jezusie, który jest imieniem człowieka, którego pierwsi chrześcijanie uważali za sługę Bożego, Chrystusa. Był dla nich człowiekiem, a nie stwórcą nieba i ziemi. Dlatego w tych najwcześniejszych tekstach nic nie wskazuje na to, że Jezus był stworzeniem, które stworzyło wszystko z Bogiem, ponieważ apostołowie poprzez swoje nauki poparli proroctwo, które mówi o tym, że przychodzi na świat po urodzeniu przez kobietę. Niektórzy ojcowie apostolscy również to potwierdzili.

Jezus traci swoją tożsamość

Ojcowie apostolscy byli rówieśnikami apostołów Jezusa i starali się zwalczyć powszechne nauczanie, z którym apostoł Jan najbardziej spotykał się pod koniec swojego życia. Był ostatnim apostołem i w przeciwieństwie do innych, zmarł śmiercią naturalną, podczas gdy wszyscy inni apostołowie zostali zabici przez władze rzymskie i żydowskie.

   Jego współczesnym był Klemens Rzymski (zmarł około 100 r ne). Był jednym z tych apostolskich ojców, którzy reprezentowali oryginalną naukę apostolską o Jezusie jako człowieku i sługi Boga. Niektórzy uważają, że był asystentem Pawła, chociaż nie można tego potwierdzić (Flp 4:3). Uważa się, że był pochodzenia żydowskiego i pochodził z judeo-chrześcijaństwa. Między innymi napisał w swoim przesłaniu:

Bóg przede wszystkim stworzył najwspanialszą i najwyższą istotę, człowieka, odcisk swojego obrazu poprzez swoje święte i nieskazitelne ręce”.(33:4)

Z Jakuba są kapłani i lewici, słudzy ołtarza Bożego. Z niego (Jakuba) jest Pan Jezus według ciała.” (32:2)

Chrystus jest od Boga, apostołowie od Chrystusa. Jedno i drugie wydarzyło się według woli Bożej” (42:2)

Wszystko stało się słowem Jego majestatu (Boga) i to może zniknąć wraz ze słowem. „Kto powie mu, co zrobiłeś lub kto oprze się potędze jego mocy?” Bóg robi wszystko, kiedy chce i jak chce, i nic nie przechodzi przez Niego z tego, co ustanowił” (27:4,5)

Chodzi o to, że (Boże) ufamy Twojemu imieniu, początkowi całego stworzenia. Otworzyłeś oczy naszego serca, aby poznać ciebie jedynego Najwyższego na wysokościach, (…) pomnażającego narody na ziemi i wszystkich twych wybranych, którzy ciebie kochają przez Jezusa Chrystusa, twojego  umiłowanego Sługę, przez którego zostaliście wzbudzeni, uświęceni i cenieni.” (59:3)

Niech wszystkie narody wiedzą, że jesteś jedynym Bogiem, że Jezus Chrystus jest twoim sługą” (59:4)

Niech Bóg, który wszystko widzi i który jest Władcą każdego ducha i Panem każdego ciała – który wybrał naszego Pana Jezusa Chrystusa i nas przez Niego, abyśmy byli szczególnym ludem – obdarza każdą duszę, który wzywa Jego chwalebnego i świętego Imienia, wiary, strachu, pokój, cierpliwość”.

Ponieważ on (Jezus jako człowiek zmartwychwstały) odzwierciedla chwałę Boga, przewyższa aniołów, ponieważ jego tytuł jest o wiele bardziej chwalebny niż ich.” (36:2)

Czyż jeden Bóg do nas nie jest, jeden Chrystus i jeden Duch łaski wylany na nas i jeden wzywający w Chrystusie?” (46:6)

   Jak widzimy, Klemens wspomniał  „słowo” (logos), za pomocą którego wszystko powstało, ale jego wypowiedzi pokazują, że to „słowo” jest w składzie Boga jako jego woli, której nikt nie może się sprzeciwić. „Początkiem” tworzenia dla niego nie był Jezus, ale Bóg i jego imię, co implikuje Jego wolę, z której pochodzi „słowo”, z którego wszystko pochodzi. Ojciec jest jedynym Bogiem w niebie, co oznacza, że Klemens nie widzi Jezusa jako niebiańskiej boskiej istoty. Chrystus też jest jeden, ale w pozycji syna, z tym wyjątkiem, że jest tylko człowiekiem, wybranym przez Boga aby zbawić swój lud i usiąść na ziemskiej pozycji, przewyższającej wszystkich aniołów tytułem. Klemens nigdy nie napisał, że Jezus był istotą niebiańską, ponieważ uważano go za człowieka tak jak ogromna większość ówczesnych chrześcijan. Mówi nawet, że człowiek został stworzony jako najwspanialsza i najwyższa istota, więc Jezus nie musiał się wznosić ponad to, ponieważ ponad wszystkim był sam Bóg. Jezus, całkowicie oddając się Bogu, podniósł siebie, a tym samym człowieka, do swojej pierwotnej pozycji, którą Bóg dla niego ustalił.

   Wydaje się, że inny obraz człowieka był kluczowy dla przyjęcia lub odrzucenia prawdziwej tożsamości Jezusa. Faktem jest, że w tym czasie na obraz człowieka i jego ciała wpłynęła grecka filozofia gnostycyzmu, dla której człowiek jest jedynie śmiertelną istotą żyjącą w złym i grzesznym ciele jako niewolnik cielesności, tak że prawdziwy obraz człowieka jest zaburzony do tego stopnia, że Jezusa nawet nie chcieli postrzegać jako prawdziwą istotę ludzką, która swój początek miała od urodzenia w ciele. W związku z tym istniały dwa poglądy na człowieka. Jeden był w duchu mądrości Bożej, która była szaleństwem dla filozofów, a drugi w duchu ludzkiej mądrości, która była szaleństwem dla Boga. Chrześcijańscy nauczyciele, którzy patrzyli na człowieka w duchu Słowa Bożego, nie byli obciążeni faktem, że Jezus był śmiertelnym człowiekiem przed zmartwychwstaniem. Ale ci, którzy patrzyli na człowieka oczyma greckich mędrców i myślicieli, pomniejszali jego pierwotny wizerunek, więc swoją mądrością zmuszeni byli dać Jezusowi inną rzeczywistość, aby wznieść go ponad ludzki wymiar. Ale co mówi Pismo:

Jak napisano: „zgubię mądrość mądrych i zrozumienie rozumnych pominę”. Gdzie mądry, gdzie wyuczony, gdzie badacz tej epoki, czyż Bóg nie wykazał głupotę mądrości świata, bo jako że w mądrości świat nie poznał Boga, z powodu mądrości Boga upodobał sobie Bóg, z powodu ogłaszania głupoty ratować wierzących, jako że Judejczycy proszą o znaki, a Grecy szukają mądrości, lecz my ogłaszamy pomazańca zawieszonego na palu, dla Judejczyków przeszkoda, dla narodów z kolei głupota, ale dla samym powołanych, Judejczyków jak i Greków, moc pomazańca Bożego i Boża mądrość, gdyż głupie Boga, mądrzejsze jest od ludzkiego i słabe Boga, silniejsze jest od ludzkiego”. (1 Kor 1:19-25)

   Ta „słabość” w obliczu człowieka była szaleństwem, którego wielu nie mogło wówczas zaakceptować z powodu silnego wpływu gnostycyzmu. Ale Bóg zamanifestował swoją „moc” i swoją „mądrość” w Jezusie, człowieku który był slaby w ciele (Iz 11:1,2). „ponieważ nawet jeśli został ukrzyżowany ze słabości, ale żyje z mocy Boga, bo i my jesteśmy słabi w nim, ale będziemy żyć w nim z mocy Boga” (2 Kor 13:4). Słabość jest formą lub ciałem, w którym człowiek żyje pod ciężarem śmiertelności (1 Moj 6:3; Ps 78:39). Jezus nosił taką słabość w swoim ciele, ponieważ był naturalnie przywiązany do ludzkiej rodziny, którą zniewoliła śmierć. Paweł wskazał na słabość ciała jako cechę każdego człowieka, którego zniewala grzech i śmierć, ale który przez swój wybór jest posłusznym Bogu niewolnikiem sprawiedliwości, co prowadzi do świętości (Rz 6:19). Jezus, choć słaby w ciele, wybrał ścieżkę świętości, dając nam przykład, że my także możemy osiągnąć życie wieczne przez Niego. Robiąc to, pokazał, że słabość Boża zamanifestowana w ludzkim ciele jest silniejsza niż ludzie i silniejsza niż ciało.

   To informuje nas, że Bóg mimo to pokazał swoją siłę ducha poprzez właściwego człowieka. Gdyby zostało to zrobione przez jakąś niebiańską doskonałą istotę, która miała tylko ludzką postać, wówczas ludzie nie mieliby żadnej prawdziwej nadziei i prawdziwej motywacji. Mogli zobowiązać się do posłuszeństwa, ale nie będąc pewni swojego sukcesu, ponieważ sukces Jezusa, zgodnie z wyżej wspomnianą teorią, polegał najbardziej na jego przedludzkiej egzystencji, kiedy był tak doświadczony doskonały w umyśle i sercu, że mógł zobowiązać się do całkowitego posłuszeństwa Bogu. Ludzie nie mogą być naśladowcami takiej istoty, która jest zupełnie inna niż ich ziemskie życie w śmiertelnym i grzesznym ciele. To ci chrześcijańscy nauczyciele, którzy w tym czasie według swojej ludzkiej mądrości widzieli człowieka znacznie niższym niż aniołowie niszcząc człowieczeństwo, narażając się na niebezpieczeństwo ogłaszania Jezusa jako niebiańską istotę wystarczająco silną aby zastąpić upadłego człowieka w pokonaniu słabości ciała, grzechu i śmierci. Gdzie zatem jest „Boża słabość”, którą Bóg może się chwalić? Nie ma jej, ponieważ została wcześniej zmanipulowana i przewartościowana.

   Jezus został po raz pierwszy nazwany „bogiem” przez pierwszych naśladowców biblijnego słownictwa, ale przede wszystkim był uważany za wielkiego człowieka uprawnionego do noszenia tego tytułu. Apostolski ojciec Ignacy (który zmarł jako męczennik w 107 r.) Nazwał Jezusa „bogiem”, ale nie po to, by uważać go za niebiańskiego Boga, ani potężnego anioła, ale tylko potężnego człowieka, to znaczy boga, podczas gdy orędownicy Trójcy tłumacząc go termin „bóg” piszą wielkimi literami. Pisze:

Jest jeden Bóg, który objawił się przez Jezusa Chrystusa, swego Syna, który jest Jego słowem, które wyszło z ciszy i pod każdym względem podoba mu się [Bogu], który go posłał. (…) Jezus Chrystus jest poddany Ojcu ”.

Boga naszego Jezusa Chrystusa, z nasienia Dawida i Ducha Świętego, którego w łonie nosiła Maria. Urodził się i ochrzcił się, aby męką oczyścić wodę”.

Tylko jeden lekarz, cielesny i duchowy, urodzony i nienarodzony, bóg w ciele, prawdziwe życie w śmierci, zrodzony z Maryi i Boga, najpierw zdolny do cierpienia, a następnie (po zmartwychwstaniu) nie podlegający cierpieniu, Jezus Chrystus, nasz Pan”.

Kiedy bóg pojawił się w ludzkiej postaci, z nowością życia wiecznego, każda magia została rozpuszczona i każde ogniwo zła rozpadło się; … zaczęło się to, co Bóg przygotował”.

… zinterpretuję wyżej wspomniane postanowienie dotyczące nowego człowieka, Jezusa Chrystusa, które polega na jego wierze i miłości, śmierci i zmartwychwstaniu”.

Bądźcie głusi, gdy ktoś mówi wam coś poza Jezusem Chrystusem, tym, który pochodzi z rodu Dawida, tym, który jest z Marii, który naprawdę się urodził, jadł i pił …

   Ten apostolski ojciec bronił doktryny chrześcijańskiej, szczególnie w Azji, przed gnostycką sektą doketystów i niektórymi nauczycielami, którzy twierdzili, że Jezus nie urodził się naprawdę jako istota ludzka, ale jako istota niebiańska, która przeszła tylko przez Marię, która sprowadziła go na świat. Kiedy powiedział, że Jezus, jako Syn Boży, był „cielesny i duchowy, urodzony i nienarodzony”, wówczas powiązał go z innymi chrześcijanami – „dziećmi Bożymi” – którzy są cieleśni, ponieważ zrodzeni są ciałem takim jak on, i duchowi według ducha, bo i oni się nie narodzili, to znaczy „nie narodzili się z krwi i woli ciała, ale z Boga” (Ja 1:13). Nic nie wskazuje w zapisie Ignacego, że Jezusa należy postrzegać jako istotę niebiańską, ale tylko jako „nowego człowieka” (lub nowego Adama), urodzonego najpierw z kobiety przez nasienie Dawida, a następnie z Boga przez akt namaszczenia w duchu świętym. Zwolennik Trójcy i teolog Millard Erickson przyznaje, że w tamtym czasie miał silny wpływ Filon na myślenie religijne post-nowotestamentowe i stwierdza, że „twierdzenie Ignacego, że synostwo Jezusa powstaje przez poczęcie w łonie Marii, powinno być po prostu uważane za powszechne zastosowanie teologii przed Orygenesem”, ponieważ był to oczywiście pierwotny apostolat chrystologii.

   Dla Ignacego Jezus był „słowem Bożym”, które pochodziło z ciszy. Cisza ustała z chwilą, gdy Wszechmogący Bóg objawił się przez Niego w I wieku, to znaczy, że słowoChrystus, Syn Boży” („drugi Adam”, „Baranek Boży”, „Zbawiciel”, „Odkupicielitd.) jako Boża oryginalna idea w pełni ucieleśniła się w Jezusie – Synu Człowieczym. Wtedy zaczęło się to, co Bóg zamierzył jako cel. W ten sposób zgadza się z apostołem Pawłem, który powiedział, że Bóg zwrócił się do nas przez Syna w tym ostatnim czasie, a nie przed jego narodzinami (Hbr 1:2). Ignacy mówił także o jednym prawdziwym Bogu, a nie o dwóch. Wszyscy, łącznie z Jezusem, bardzo dobrze znali słowa Jezusa, które skierował do uczonego w piśmie, który zapytał go: „nauczycielu, jakie jest pierwsze przykazanie”. Lecz Jezus odpowiedział mówiąc mu: „[ze] wszystkich pierwsze, ‘słuchaj Izraelu, Pan (Jehowa) Bóg nasz, Pan (Jehowa) jeden jest,” (Mk 12:28,29)

   Ustaliliśmy już, że Żydzi i Rzymianie używali tytułu „bóg” jako synonim „syna Bożego”. Ponadto w jego pismach Jezus był nazywany „bogiem w ciele”, to znaczy w ludzkiej postaci, ponieważ nosił w sobie autorytet i duchowy obraz Boga, który przez niego objawiał się ludziom . Ludzie widzieli w nim swojego Ojca, Boga. Służył jako orędownik Boga, dlatego Ignacy nazwał go „bogiem” w sensie metaforycznym. Biorąc pod uwagę, że patrzył na Jezusa w ten sposób, podobnie opowiadał się za poglądem, że zgromadzenie powinno być prowadzone przez biskupa, który, jak mówi w jednym ze swoich listów, będzie służył „w miejsce Boga”. Najwyraźniej miał na myśli boski autorytet, jaki człowiek może uzyskać od Boga. Ten, kto jest „na miejscu Boga”, poniekąd nosi w sobie autorytet Boga, aby w tym czasie mógł być utożsamiany z bogiem na ziemi, jak miało to miejsce w przypadku Mojżesza (zob. 2 Moj 4:16). Filon napisał o Mojżeszu:

„Czy Mojżesz, który cieszył się jeszcze większą współpracą z Ojcem i Stwórcą wszechświata, nie był godny tego tytułu? Z tego powodu nazywany jest bogiem i królem całego narodu”.

( bóg – nazwa i tytuł, który mógłby nosić człowiek, którego Bóg mianował królem)

   W duchu judaizmu Jezus również był godny tego tytułu. Kiedy jednak uważa się go dziś za boga, ma to zupełnie inny ton i znaczenie niż w początkach chrześcijaństwa z powodu ogólnie przyjętej idei, że Jezus jest Bogiem niebiańskim, a także jego Ojciec, to znaczy, że zarówno Ojciec, jak i Syn są częścią jednego Boga. Oto dlaczego niektórzy teologowie mylnie cytują zapisy ojców apostolskich na rzecz dwójcy i trójcy, twierdząc, że uważali Jezusa za innego niebiańskiego boga. Fakt, że pierwsi chrześcijanie postrzegali Jezusa „jako boga”, ale nie jako Boga niebiańskiego, ale jako tytuł, który mógłby słusznie nosić tylko jeden największy człowiek, biorąc pod uwagę najwyższą pozycję ziemskiego króla i sędziego otrzymaną od Boga. Dlatego w tym czasie wypowiedzi niektórych ojców apostolskich, którzy nazywali Jezusa „bogiem” w formie, która nie była bluźniercza nawet dla żydowskich chrześcijan, nie mówiąc już o chrześcijanach z innych narodów, w których słowo „bóg” w znaczeniu „syn Boży” było używane dla Juliusza Cezara i innych władców świata. Np. Clement napisał:

„Bracia, tak musimy rozumieć o Jezusie Chrystusie jak o bogu, jak o sędzim żyjących i martwych, i nie musimy nisko rozumieć naszego wybawienia” (drugi list Klemensa do Koryntian 1:1)

   To tylko okazja, aby powtórzyć to, co już stwierdziliśmy podczas naszego badania terminu „bóg”. Dowiedzieliśmy się, że psalmista ludzkich sędziów nazywał „bogami”, dlatego nic dziwnego, że niektórzy chrześcijanie mieli swobodę myślenia i mówienia „jak o bogu” (Ps 82:1-7). Apostoł Jan nazywa Jezusa „jednorodzonym bogiem” (tj. jednorodzonym synem Bożym) (Jana 1:18; 1 Jana 4:9; por. Hebr 11:17).

   Gdy Jezus otrzymał moc i autorytet od Boga, Ojca, słusznie można go nazwać „Synem”, co w gruncie rzeczy oznacza „boga” (Mt 28:18; 1 Kor 8,6; Heb 1:2). „Bóg” był tytułem oznaczającym moc i autorytet, a Jezus otrzymał całą władzę i moc (Mat 28:18). Paweł powiedział, że „nie ma Boga oprócz jednego, bo nawet jeśli są nazwani bogami i panami, czy to w niebie czy to na ziemi, tak jak są bogowie liczni i panowie liczni, ale dla nas jeden Bóg Ojciec (1 Kor 8:4-6). Ludzcy sędziowie byli bogami, a stawianie się przed sędziami było jak stawanie przed Bogiem. Ponieważ Bóg będzie sądził cały świat „przez człowieka”, wtedy ludzie staną przed Bogiem, którego Jezus będzie reprezentował jako „sędzia żywych i umarłych” (Dz 10:42; 17:31; Ja 5:27).

   Jak mówi się, że najwyższy Bóg jest „ponad wszystkimi innymi bogami”, tak Jezusa można porównać do ludzkich władców (Ps. 97:9; Ja 16:27). Ponieważ Jezus został wywyższony ponad wszystkich ludzkich władców uważanych przez ludzi za bogów, niektórzy z jego wyznawców nazywali go bogiem przeciwnym Cezarowi, aby podkreślić jego wywyższenie jako jedynego ludzkiego Pana na całym świecie. Był dla nich Królem królów i Panem panów, a zatem Bogiem bogów (por. Ps 95:3). Oczywiście nie ma innego Boga poza Jehową, który byłby Mu równy, ale pod Nim mogą istnieć bogowie z taką mocą i autorytetem, jaki im powierzył.

   Bóg oczekiwał od Izraelitów, aby nie wielbili innych bogów, których ludzie sami sobie wystawili, ponieważ był on „Bogiem, który wymaga wyłącznego oddania” (2 Moj 20:5). Dlatego mówi się, że jest Bogiem zazdrosnym; Bóg który nie zakłada, że nikt nie będzie jego rywalem. Być rywalem to być na tym samym poziomie, ale ponieważ Jezus nie postawił się na tym samym poziomie co Ojciec, a jednak uzyskał wielki autorytet i władzę nad wszystkimi ludźmi, jedyny prawdziwy Bóg nie może być tutaj zazdrosny, jeśli Jezusowi okaże się należny szacunek i cześć, którym Bóg go obdarzył. Pierwsi chrześcijanie wychwalali Jezusa jako boga, w przeciwieństwie do rzymskiego Cezara (boga), ale w stopniu, który nie oznaczał bałwochwalstwa, które oddałoby wyłączną cześć człowiekowi, a nie Bogu. W tym sensie też Ignacy  uważał Jezusa za boga, nie zaprzeczając faktowi, że Ojciec Jehowa był jedynym Bogiem. Sam fakt, że uważał Jezusa za boga, ma podobieństwo z Logosem, którego Filon przedstawił jako drugiego boga. Różnica polega jednak na tym, że dla Ignacego Syn Boży miał swój początek na ziemi, podczas gdy Logos Filona był najwyższym aniołem, który był z Bogiem od samego początku. Tę niewielką różnicę łatwo zlikwidować, utożsamiając Jezusa z terminem „słowo” (greckie logo) w Jana 1:1. Na usuwanie tej różnicy największy wpływ mieli apologeci, którzy utożsamiali Jezusa z Logosem Filona (najwyższego anioła).

   Apologeci byli poganami nawróconymi na chrześcijaństwo i zostali pierwszymi teologami. W kontakcie z kulturą grecką rozpoczęli filozoficzne przedstawianie prawd chrześcijańskich, w imię rozumu formując zasady teologiczne. Uczestniczyli w obradach teologicznych, które miały na celu pogodzenie dwóch pozornie niemożliwych do pogodzenia rzeczywistości między niezgłębionym Bogiem i kosmosem, a połączeniem, które im umożliwiło, był Logos. Stoicyzm i platonizm zapewniły im obraz Logosu jako rozsądnej zasady rządzącej i podtrzymującej istnienie wszechświata. Jak ustaliliśmy, przed próbą pogodzenia żydowskiego wzorca wiary i filozofii greckiej Filon utożsamił  kosmiczną siłę twórczą i boskie „słowo” z istotą o niezbyt sprecyzowanych cechach, którą jednak nazywa „pierworodnym synem Boga”.

   Idąc tą drogą rozumowania, apologeci rozpoznali Logosa jako kosmicznego Objawiciela przed wcieleniem i Jezusa Chrystusa Zbawiciela po wcieleniu, jednocząc w nim różne funkcje. Korzystali z samej Biblii, co do pewnego stopnia dawało im oparcie dla takich poglądów. W szczególności w jej tekstach mogli przeczytać, jak Boże „słowo” stwarza, ponieważ mówią one: „Słowem Jehowy stworzono niebiosa, a tchnieniem jego ust cały ich zastęp … Gdyż powiedział, i rozkazał, i stało się”. (Ps 33:6,9). Utożsamiali to „słowo” pochodzące z ust Bożych z preegzystującą mądrością, to znaczy boską istotą, którą Bóg zrodził w niebie w funkcji tworzenia (Prz 8:12,22).

   W końcu Logos zajął miejsce „drugiego boga” w filozoficznym otoczeniu II wieku. W ich koncepcji ten  Logos narodził się z Ojca i mógł być rozpoznany tylko w Synu. Istniał przed każdym stworzeniem. Zostało wypowiedziane i w ten sposób wytworzony lub „wyszedł od Ojca”. Odgrywał rolę pośrednika. Orzy pełni czasu Logos przybył na Ziemię. Ta nauka o Logosie jest interesująca jako doktryna, w której apologeci spotkali się z pogańską filozofią i szukali z nią wspólnego wątku, szukając błędów, by je naprawić i nawrócić na chrześcijaństwo.

   Chociaż Jezusa można było postrzegać w kontekście biblijnym jedynie jako człowieka o szczególnym autorytecie danym od Boga, w II wieku po śmierci apostołów jednak zwyciężył pogląd, że on jako Syn Boży jest istotą ze wzniosłego świata anielskiego, który został uczyniony synem człowieczym, do czego się przyczyniło kilka źle zrozumianych wypowiedzi zapisanych w Ewangelii Jana. Ojciec apostolski Hermas pisał o tym w pierwszej połowie drugiego wieku. Między innymi napisał:

„Syn Boży jest starszy od wszystkich swoich stworzeń”.

   J. N. D. Kelly w swojej książce Early Christian Doctrines pisze o poglądach Hermasa na Syna Bożego:

„W licznych fragmentach czytamy o aniele, który jest postawiony wyżej od sześciu aniołów, którzy tworzą wewnętrzną radę Boga i którzy są regularnie opisywani jako „najbardziej godni ”, „święci” i „chwalebni”. Temu aniołowi nadano imię Michał i trudno jest uniknąć wniosku, że Hermas widział w nim Syna Bożego i zrównał go z archaniołem Michałem.” (…). „Istnieją również dowody (…) na próbę interpretacji Chrystusa jako pewnego rodzaju wyższego anioła”.

   Chociaż Hermas nigdy nie powiedział, że Jezus był archaniołem Michałem, można stwierdzić, że właśnie o to mu chodziło. Nawet jeśli nie miał tego na myśli, inni mogliby wydedukować to z jego pism i zaakceptować taki pomysł jako możliwą rzeczywistość.

  Był to czas, kiedy człowieka postrzegano jedynie jako istotę znacznie niższą niż anioł, więc niektórzy nauczyciele, zgodnie z logiką rzeczy, sądzili, że Bóg tak wysokiej roli Zbawiciela nie przeznacza dla jakiegoś człowieka , ale dla kogoś znacznie bliższego Bogu. Tak więc Jezus miał być „starszy” niż wszystkie stworzenia, nie tylko w pionie władzy, ale także w horyzontalnej linii czasu. Wczesne pisma obejmują apokryficzny list Barnaby napisany przez nieznanego autora pod koniec I wieku. Stwierdza, że ten Syn Boży był obecny przy stworzeniu pierwszego człowieka. Biorąc pod uwagę, że Barnaba był towarzyszem Pawła, można by pomyśleć, że otrzymał takie zrozumienie od apostoła Pawła. Ale list został prawdopodobnie napisany przez aleksandryjskiego chrześcijanina w czasach, gdy pod koniec I wieku w Aleksandrii i w innych ośrodkach filozofii greckiej zaczęto już mówić o Chrystusie jako drugim bogu, najwyższym ze wszystkich niebiańskich stworzeń. W tym czasie apologeci nadal interpretowali pewne biblijne elementy w tym kierunku, jeszcze zanim pojawiła się idea Jezusa jako wiecznej istoty w Trójcy.

   Justyn Męczennik (110–165 ne) jest najbardziej znanym ze wszystkich ówczesnych apologetów, ponieważ w szerokim zakresie korzystał z filozofii greckiej, którą uważał za prawdziwą, ale niekompletną. Według niego cała prawda, która istniała w różnych systemach filozoficznych, należała do chrześcijan, którzy ją w pełni posiadali, ponieważ poznali „Słowo” (Logosa), podczas gdy filozofowie postrzegali je w sposób niejasny w stworzeniu. Justin urodził się w pogaństwie i wychował w kulturze swoich czasów i uczęszczał do różnych szkół filozoficznych. Nawrócił się na chrześcijaństwo około 130 roku n.e. W Rzymie około 140 roku ne założył własną szkołę, w której wprowadzał uczniów w wiarę chrześcijańską. Chociaż walczył z gnostykami, przyjął filozofię Logosa, zgodnie z którą Logos był początkowo synem nieba, dając uosobionej mądrości (w Księdze Przysłów 8:22-30) obraz Jezusa Chrystusa „zrodzonego z Ojca, zanim wszystko zostało stworzone”.

   W swojej pracy „Dialog z żydem Tryfonem” możemy śledzić jego dialog, w którym między innymi pisze:

TRYFON: Ponieważ powiedzieć, tak jak ty (Justyn), że ten Chrystus istniał przed wiekami jako (inny) Bóg, to że przyjął się urodzić i stać się człowiekiem, i że nie narodził się z człowieka, wydaje mi się nie tylko dziwne, ale nawet szalone.”.

JUSTYN:  Odpowiedziałem mu na to: „Wiem, że to stwierdzenie wydaje się paradoksalne, zwłaszcza dla tych z waszego ludu, którzy zawsze są niechętni w rozumieniu czy wypełnianiu woli Bożej, a tacy są właśnie waszymi nauczycielami, jak to sam Bóg powiada. Otóż z pewnością, Tryfonie – ciągnąłem dalej – mam niezawodny dowód, że ten Człowiek jest Mesjaszem Bożym, nawet gdybym nie umiał udowodnić, że istniał On dawniej jako Syn Stwórcy wszystkiego, będąc Bogiem i że narodził się jako Człowiek z Dziewicy. Ale skoro udowodniłem z całą pewnością, że ten Człowiek jest Mesjaszem Bożym, kimkolwiek by był, nawet gdybym nie udowodnił, że istniał On wcześniej i uniżył się, by narodzić się jako Człowiek, podobny do nas w cierpieniu, mający ciało, zgodnie z wolą Ojca, jedynie w tej ostatniej sprawie można by zarzucić mi, że się pomyliłem, ale nie można zaprzeczyć, że jest On Chrystusem, choćby zdawało się, że narodził się On jako człowiek z człowieka i nie udowodniono by nic ponad to, że został On wybrany na Mesjasza. Są bowiem też tacy, moi przyjaciele – powiedziałem – z naszego pokolenia, którzy twierdzą, że jest On Chrystusem, sądząc jednocześnie, że jest On człowiekiem z ludzi, z czym ja się nie zgadzam i się nie zgodzę, a również większość tych, którzy podzielają moje poglądy, powiedziałaby to samo; przecież zostaliśmy pouczeni przez samego Chrystusa, by nie pokładać ufności w ludzkich poglądach, ale w tych, które zostały ogłoszone przez błogosławionych proroków i tych, których On sam nas nauczył”.

   Zauważamy w tym stwierdzeniu, że w tym czasie rzeczywiście byli chrześcijanie, którzy wciąż wierzyli, że Jezus Chrystus był tylko człowiekiem i wcześniej nie istniał w niebie. Nie chcieli uznać, że Logos był osobą, ponieważ (według niektórych tekstów) uważali boskie „słowo” (Logos) za coś odmienne od Boga, podobnie jak „światło” różniło się od słońca. Justin nie mógł zgodzić się z tą doktryną, chociaż nie podał powodów takiego braku zgody. Oczywiście doktryna Chrystusa jako człowieka była tak prosta, że nie wymagała dyskusji filozoficznej i mogła być zaakceptowana przez każdego laika. Ale dla Tryfon nauka Justyna o Chrystusie wydawała się czystym paradoksem, jeśli nie nonsensem.

   Co ciekawe, proste prawdziwe nauczanie o Jezusie jako istocie  ludzkiej bardzo szybko, ale niezauważalnie, stało się „fałszywym nauczaniem”, podczas gdy fałszywe nauczanie stało się „prawdziwym”, ponieważ można je wyjaśnić w języku platońskim, który nie był językiem zwykłych ludzi. Celem takiej filozofii jest udowodnienie, że zwykli ignoranci nie mogą niczego udowodnić bez niezbędnych szkół teologicznych. Jednak takie dowodzenie w wysoko wykształconych kręgach napotykało różne interpretacje, więc Justin wyraźnie nie zgadzał się z nauczycielami, którzy wierzyli, że Jezus istniał w pozornym ciele. Ale chociaż uważał swoją naukę za dziwną, było do przyjęcia dla niego i innych, którzy wierzyli, że Jezus istniał w niebie jako Syn-Bóg, ale mimo to urodził się jako człowiek w prawdziwym ciele.

   Justyn nie mógł udowodnić preegzystencji Jezusa, ale zgodził się z tymi, którzy wierzyli, że ich nauczanie zostało ogłoszone przez proroków Starego Testamentu, co samo w sobie było niespójne, ponieważ prorocy głosili narodziny człowieka o boskiej władzy, a nie bogo-człowieka. Chociaż wierzy, że sam Jezus dał swoim uczniom naukę o sobie jako o bogo-człowieku, może to być jedynie owoc filozoficznych interpretacji niektórych biblijnych przedmiotów. Zgodnie ze swoją wiedzą zdobytą w różnych szkołach filozoficznych mówił o prawdziwym założeniu, że Jezus jest inną osobą od Boga, a nie o pierwotnym założeniu bezosobowego „słowa”, poprzez które wszystko zostało stworzone. Justin zmodyfikował nauczanie Filona o Logosie, tak że teraz zastąpił Jezusa swoim Logosem i drugim Bogiem i napisał:

„Istnieje (…) drugi Bóg i Pan, podlegający Stwórcy wszystkich, zwany także Aniołem, ponieważ ogłasza ludowi wszystko, co Stwórca wszystkich – ponad którym nie ma innego Boga – chce objawić. (…) “

„ Zarówno Jemu samemu, jak Jego Synowi, którego do nas posłał, by nas o tym wszystkim pouczył, a także zastępom otaczających Go i podobnych doń innych dobrych aniołów, wreszcie Duchowi proroczemu, składamy uwielbienie i pokłon”.                                                                                                           

„Udowodnimy, że wielbimy [Jezusa] z jakiegoś powodu; dowiedzieliśmy się bowiem, że On jest Synem samego prawdziwego Boga, że ma drugie miejsce, a Duch proroctwa jest trzeci. Z tego powodu oskarżają nas o szaleństwo mówiąc, że dajemy ukrzyżowanemu człowiekowi drugie miejsce po niezmiennym i wiecznym Bogu, Stwórcy wszystkich rzeczy, ale nie znają tajemnicy, która się w nim kryje ”.

„[Syn] różni się od Tego, który wszystko stworzył – mam na myśli, że liczbowo, nie [w innej] woli”.

(Pierwsza apologia 13,5-6 [ad 151])

   Justyn mówi o dwóch Bogach, chociaż sam wie i potwierdza, że jest tylko jeden najwyższy Bóg, Stwórca wszystkich i Chrystus, jego pierwszy Syn, stworzony jako anioł. To po prostu mówi nam, jak w tym czasie Jezusa można było uważać za drugiego Boga, nie odnosząc się do jego jedności z jednym Bogiem. Jednak dla Justyna i innych Jezus nie był człowiekiem (o tytule „bóg”) zrodzonym z człowieka, ale pierwszą istotą anielską (Logos-bóg), która stała się człowiekiem. Pogląd ten został z czasem zaakceptowany przez innych chrześcijańskich nauczycieli we wczesnych stuleciach chrześcijaństwa, a ostatnio przez niektóre wspólnoty chrześcijańskie, takie jak Świadkowie, którzy przyjęli tę interpretację od adwentystów. Kiedy Justyn mówi o Stwórcy, że nie ma innego Boga ponad nim, to pozwala, aby pod nim był inny Bóg, który jest tylko niższy, ponieważ jako najwyższy anioł – Bóg, służy swojemu Ojcu. Pokazuje to wpływ Filona i szkoły aleksandryjskiej na Logosa, który przez niego doprowadził do kultu aniołów, a tym samym Jezusa jako boskiej istoty, która została później rozszerzona przez chrześcijaństwo (Kol 2:18). Oto dlaczego termin „bóg” trynitarianie tłumaczą i piszą wielkimi literami, aby postrzegać Jezusa jako niebiańskiego Boga.

   Justin sprzeciwiał się Żydom i tym chrześcijanom, którzy w tym czasie nadal uważali Jezusa za człowieka. Nauczał, że boski logos jest pośrednikiem między Bogiem a światem, tym samym głęboko uzasadniając doktrynę Logosa w nauce chrześcijańskiej. Twierdził, że logos przed początkiem był jednym z Bogiem, ale przed stworzeniem świata wyszedł od Boga. Początkowo przebywał w Bogu jako siła, ale na krótko przed stworzeniem świata „wyszedł” lub powstał z Boga i stworzył świat. W ten sposób Logos stał się osobą boską, ale podporządkowaną Ojcu.

   Twierdził również, że Bóg nie komunikował się bezpośrednio ze światem, ale tylko poprzez Swojego pośrednika. Logos był nauczycielem i przewodnikiem człowieka, który prowadził do Boga. Twierdził, że w teofanii starotestamentowej Logos ukazał się Mojżeszowi, Abrahamowi i prorokom, co było sprzeczne z oświadczeniem z Hebrajczyków 1:1,2, a jednocześnie było dowodem niezauważalnej zmiany w oryginalnej nauce apostolskiej. Tak więc, poprzez swoją doktrynę o Logosie, Justyn zamierzał ustanowić pomost między chrześcijaństwem a pogańską filozofią, ale tylko ułatwił poganom łatwiejsze przyjęcie Chrystusa jako wcielonego niebiańskiego Boga, który nie jest zwykłym człowiekiem.

   Niektórzy poszli jeszcze dalej i przeszkadzało im uważać Jezusa za innego i gorszego Boga, jak Justyn próbował udowodnić, ponieważ Bóg jest tylko jeden, co jest dowodem, że teologia grecko-rzymskiego myślenia w tym czasie sama sobie stwarzała konflikty, jednocześnie odrzucając biblijną prostotę, o którą pierwsi chrześcijanie się nie kłócili. Ponadto prąd Justyna poszedł w kierunku, który uwielbiał nie tylko Boga, ale także Syna i aniołów, podczas gdy jeden nowy prąd starał się aby udowadniać, że powinni czcić Syna, ale jako tego, który był w składzie jednego Boga. Ten nowy prąd był później reprezentowany przez niektórych ojców kościoła. Zaakceptowali poglądy Justyna, ale nieco je zmodyfikowali, co doprowadziło do rozwoju nauki o Trójcy, która również zawdzięczała swój rozwój filozofii tego czasu. Wszystkie te prądy były napędzane przez nauczycieli religii, którzy uczęszczali do szkół teologicznych pod wpływem filozofii greckiej, podczas gdy pierwotny nurt chrześcijański pozostawał wśród zwykłych ludzi, którzy nie sięgnęli w tym społeczeństwie wiedzy i nie uczęszczali do takich szkół, aby studiować teologię Pisma Świętego. Wydaje się, że z biegiem czasu niewielu chrześcijan pozostało wiernych pierwotnej prostocie nauczania apostolskiego, której nie można było nauczać w szkołach specjalnych i to był jeden z powodów, dla których oryginalna doktryna Jezusa jako człowieka została tak bardzo stłumiona, że nie była już dyskutowana w szkołach filozofii.

   W drugiej połowie II wieku pojawiła się grupa chrześcijan kierowanych przez Montana, nazwanych jego imieniem Montanistami. Chcieli przywrócić wczesne chrześcijaństwo i chrześcijańskiego ducha, który z powodu niespełnionych oczekiwań tracił moc ducha Bożego w tym czasie.

   Montan uważał się za ucieleśnienie ducha świętego i porównał to z ucieleśnieniem słowa Bożego w Jezusie, i z tego wynika, że nie zaakceptował preegzystencji Jezusa, tak jak on nie istniał przed wcieleniem się w niego ducha świętego. Powszechnie wiadomo, że nie byli gnostykami, doketystami, a zatem nie byli zwolennikami wcześniejszego istnienia Jezusa. Nie wprowadzili żadnych nowych treści do doktryny chrześcijańskiej, nie zaangażowali się w filozoficzne dyskusje na temat chrystologii logosu, ani nie przywiązywali do niej zbytniej wagi.

   W przeciwieństwie do nich inne nurty chrześcijańskie w tym czasie podkreślały ich ideę, że Jezus był „synem Bożym”, który po raz pierwszy żył w niebie jako istota niebiańska przed stworzeniem, i że kiedy zszedł na ziemię, „stał się synem człowieka”. Ku wielkiemu rozczarowaniu wszystkich prawdziwych chrześcijan, z czasem, pod zwierzchnictwem Ojców Kościoła, prawdziwy obraz Jezusa Chrystusa został częściowo zniekształcony. Podczas moich badań natknąłem się na inne pisemne dowody wskazujące, że w 2. i 3. wieku istnieli jeszcze chrześcijanie, którzy wierzyli, że Jezus był tylko „Synem Człowieczym”, który „stał się Synem Bożym”. Jedna taka grupa chrześcijan została nazwana Paulistami od Pawła z Samosaty, który był biskupem Antiochii (od 260 do 272). Opowiadał się także za poglądem, że Jezus urodził się jako człowiek, który po chrzcie zostaje namaszczony przez ducha świętego i staje się Chrystusem (Namaszczonym). Nauczał, że Jezus doskonalił się w swoim zachowaniu i stał się podobny do Boga, z którym był w bliskim związku. Uważał swoje nauczanie za ortodoksyjne. Ale takie nauczanie już dawno zostało stłumione i zostało potępione jako herezja w 264 i 269 na podstawie chrystologii Logosu. Z czasem zarówno Pauliści, jak i Montaniści zostali całkowicie wyniszczeni przez Kościół Rzymski, podobnie jak Nazarejczycy i Ebionici.

   Chrystologia Logosu była studiowana w Szkole Aleksandryjskiej i była ważną podstawą do zaakceptowania wcześniejszego istnienia Jezusa w „słowie”, które było u Boga, więc dla niektórych Jezus miał swój początek, ponieważ pochodzi od „słowa”, podczas gdy dla innych było to „Słowo”, a zatem bez początku, ponieważ w ich rozumieniu był integralną częścią Boga. Najgłośniejsze prądy ożywiały dyskusje na ten temat, szczególnie w 3 i 4 wieku. Tak jak powiedział Klemens Aleksandryjski (zmarł 215 r ne), że „syn Boży” zawsze był z Bogiem:

„Wtedy to Słowo weszło w wieczność bez początku, tak jak samo Słowo, to znaczy Syn Boży, który zgodnie z równością zjednoczenia z Ojcem jest wieczny i niestworzony”. (Klemens, część I, sekcja III, 190)

   Z drugiej strony Tertulian (160–230 ne) całkowicie się z tym nie zgodził. Powiedział, że Bóg był sobą i że Logos, tj. Rozum jako jego własna myśl lub świadomość, był z nim wiecznie, podczas gdy Syn w czasie powstał z Ojca, więc napisał:

„Był czas, kiedy Syn jeszcze nie istniał … Zanim wszystko zostało stworzone, Bóg był sam – był w sobie i w sobie wszechświat, przestrzeń i wszystko. Poza tym był sam, ponieważ nic nie było. ale nawet wtedy nie był sam, bo miał ze sobą to, co posiadał w sobie, to znaczy swój własny rozum, bo Bóg jest rozumny, a rozum był w nim pierwszy; Dla Niego. Ten powód to Jego własna myśl, którą Grecy nazywają Logosem, przez co również określiliśmy termin Słowo lub Mowa, i dlatego obecnie nasz lud mówi, że Słowo było u Boga na początku ”. (Tertulian, Przeciw Prakseaszowi, 216 p.n.e.)

  Używając terminu „logos” używanego w filozofii greckiej, stwierdził, że to „Słowo początkowo było u Boga”, ale pytanie, o którym mowa, kiedy to „Słowo” stało się Synem Bożym – czy przed stworzeniem świata, czy tylko podczas namaszczenia Jezusa. Jezus powiedział kiedyś: „Dlatego (powiedziała mądrość Boga– brak tych słów w kodeksie Bezy-przypis tłumacza): „poślę do nich proroków i apostołów, a niektórzy z nich zostaną zabici i będą prześladowani … ” (Łk 11:49).

  Ta mądrość jest rozumem Boga, a nie Jezusem, ponieważ powyższe proroctwo zostało wypowiedziane przez Boga w jego mądrości (Rz 16:27). Jezus był prorokiem, którego Bóg w swojej mądrości posłał temu ostatniemu pokoleniu Żydów, na którego spadła wina za wszystkich zabitych proroków. Biblia wyjaśnia, że Bóg przemawiał przez proroków, których posłał w przeszłości, i dopiero w ostatnich dniach przemówił przez Jezusa Chrystusa, którego posłał po nich jako swoje ostatnie „słowo” dla ludzkości przed ustanowieniem swego królestwa na ziemi (2 Kro 24:19; Jer 7:25; 25: 4; Hbr 1:1,2). Ten ważny dowód zostanie omówiony później. Dopiero po namaszczeniu Jezus reprezentował mądrość Bożą i zgodnie z nią był również upoważniony do wysłania do ludu wybranych przez siebie proroków i apostołów. Tak więc w swoim liście do Koryntian Klemens napisał również: „Chrystus jest od Boga, apostołowie od Chrystusa” (42:2)

   Orygenes (185–253) w swoich czasach był największym interpretatorem pism świętych i napisał wiele dzieł. Opowiadał się za równaniem Jezusa z Bogiem, nazywając teologię popieraną przez innych nauczycieli religii „Jezus jest stworzeniem” jako heretycki:

Nie trzymamy się tego, co wyobrażają sobie herezje: że jakaś część istoty Boga została przemieniona w Syna i że Ojciec stworzył Syna z niczego, to znaczy z istoty spoza siebie, tak że (według nich) był czas, kiedy [Syna] nie było”.

„… skoro Ojciec jest nazywany wszechmogącym, nikt nie powinien być obrażony, że Syn Boży jest nazywany wszechmogącym”. (Orygenes, podstawowe prawdy, o Chrystusie)

Czcimy jednego Boga, Ojca i Syna”. (Orygenes, Przeciw Celsusowi, Księga VIII, rozdział 12) – (Orygenes mówi raczej o dwójcy niż o trójcy)

   Orygenes wskazał na herezje w odniesieniu do swojego punktu widzenia, chociaż jego twierdzenia były również heretyckie w stosunku do innych punktów widzenia. Jednak Kościół katolicki akceptuje to, ponieważ w swoich wypowiedziach pozostaje poza heretyckimi konotacjami z czasów, gdy rozwijała się doktryna o Trójcy. Orygenes nauczał o bóstwie Logosu (Chrystusa) i Duchu Świętym, ale nie przyrównał ich do bóstwa. Nauczał, że Syn w swej istocie jest równy Ojcu i że jest od początku, ale tylko Ojciec jest „Bogiem z siebie”, podczas gdy Logos jest „drugim Bogiem”, a Duch Święty jest jeszcze mniejszy niż Syn. Nauczał więc, że Syn jest Bogiem, ale nie w pełni równym Ojcu, ale jakoś mniejszym.

Konflikt dwóch punktów widzenia

  Do tej pory opisywaliśmy rozwój chrystologii w dwóch kierunkach. Jezus jako stworzenie, według pierwszych chrześcijan, według chrystologii Adama, swój początek miał przez urodzenie na ziemi, a dla chrześcijan z 2 i 3 wieku, przez chrystologię Logosu, od urodzenia w niebie przed stworzeniem świata. Kiedy chrystologia Adama została stłumiona, wówczas interpretacje Jezusa Chrystusa zmierzały w kierunku skrajnego zrozumienia chrystologii Logosu, która rozwijała się w dwóch kierunkach. Z jednej strony Chrystus jest umieszczony na poziomie niebiańskiego stworzenia, a z drugiej jest w pełni zrównany z Ojcem.

   Mianowicie, kiedy „słowo” (gr. logos) z Jana 1:1 zostało po raz pierwszy zinterpretowane jako istnienie niebiańskie, automatycznie chrystologia Logosu stała się pomostem między nauką apostolską z jednej strony a teologią grecką reprezentowaną przez niektórych apostolskich i przed-nicejskich ojców kościoła z drugiej strony. Tak jak przepowiedział Paweł, „zwodzili innych i sami dali się zwieść” (2 Tym 3:13). Niektórzy starali się, aby Jezus został przyjęty jako wcielone niebiańskie stworzenie, które miało swój początek w niebie, a inni jako wcielony Bóg, który nie miał początku. Według wszystkich relacji, trzecia i najstarsza linia chrześcijańska, która twierdziła, że „słowo” (gr. logos) było tylko zawarte w Jezusie jako człowieku, była wtedy całkowicie marginalizowana i odrzucana  więc nie było wielu, którzy broniliby go w kręgach teologicznych ponieważ w tym filozoficznym otoczeniu brzmiało to jak „szaleństwo” (1 Kor 1:18; Dz 17:18).

   W rozwoju Chrystologii Logosu dwa prądy teologiczne, prowadzone przez Arian i Atanazjan, były najbardziej widoczne w ich poglądach filozoficznych. Mircea Eliade (zm. 1987), autorka Encyklopedii Religii, wyjaśnia, że teologia ariańska – iż Jezus był pierwszą i jedyną bezpośrednio stworzoną istotą Bożą – nie była oryginalną nauką apostolską, ale miała własny rozwój. To samo można powiedzieć o teologii Atanazego, więc w IV wieku doszło do konfliktu między nimi.

   Ten konflikt mógł zasadniczo podzielić chrześcijaństwo. Świadomy tego rzymski cesarz Konstantyn zwołał sobór w Nicei w 325 r., Na to wezwanie odpowiedziało około 300 biskupów z mniej więcej 1800 biskupów tego czasu. Nie wiadomo, czy wśród obecnych byli biskupi, którzy nauczali, że Jezus był tylko człowiekiem, ponieważ ożywione dyskusje odbywały się tylko między dwoma wspomnianymi nurtami, które od początku odrzucały to nauczanie. Dzięki sile władzy, za którą stał Konstantyn, doszli do następującego wniosku:

Ale ci, którzy mówią: „Syn nie zawsze istniał” i „Nie istniał przed urodzeniem” oraz „Ponieważ został stworzony z niczego, ma albo inną naturę, albo innego ducha”, a ci którzy mówią, że „Bóg, Syn Boży jest zmienny i niestabilny„ ; takich Kościół katolicki (powszechny) wyklina”. (Pierwszy Sobór Nicejski, załącznik do poglądów Nicejskich [325 rok])

   Z tego wypływa wniosek, że sobór nawiązywał do tych chrześcijan (nazarejczyków, ebionitów i innych), którzy opowiadali się za nauczaniem, że Jezus „nie istniał przed urodzeniem”, co oznacza, że Jezus wciąż był tylko człowiekiem dla takich chrześcijan. W tym czasie ich i ariańskie poglądy zostały oficjalnie ogłoszone za herezję przez trzeci pogląd, który nie był większościowy, ale posiadał moc samego cesarza Konstantyna. Na soborze najbardziej niezdecydowani biskupi pod tym naciskiem sprzeciwili się poglądowi ariańskiemu, który uważał Jezusa za pierwsze i najwyższe stworzenie niebiańskie, i przyjął stanowisko biskupa Atanazego, który twierdził, że Jezus był w pewien sposób równy Bogu i nie miał początku. Pod koniec życia Konstantyn stanął po stronie Ariusza. ( W przypadku Konstantyna nic nie jest pewne, nawet jego chrzest- przypis tłumacza)

   Kiedy Kościół stał się instytucją Państwa Rzymu wkrótce po tym Soborze, tłumił, mocą swojego autorytetu, każdą inną doktrynę, aby podtrzymać coś, co uważa za fundament wiary chrześcijańskiej opartej na Soborze Nicejskim. Wydaje się, że wszystko miało na celu patrzeć na Jezusa poza jego prawdziwą ludzką egzystencję. Dzisiaj prawie wszystkie kościoły – katolicki, prawosławny i najbardziej protestancki – twierdzą, że to jest credo atanazjańskie:

Ojciec jest Bogiem, Syn jest Bogiem i Duch Święty jest Bogiem. A jednak nie są trzema Bogami, ale tylko jednym Bogiem”.

   Uważa się, że przekonanie to nie zostało zdefiniowane przez samego biskupa Atanazego, ale definicja została stworzona znacznie później. Tak więc dzisiaj wiele kościołów chrześcijańskich twierdzi, że Jezus jest integralną częścią wiecznego (dwujedynego lub trójjedynego) bóstwa i że kiedy przybył na ziemię, był czymś więcej niż człowiekiem. Według dostępnych dowodów nauczanie to jest heretyckie w stosunku do nauczania apostolskiego, zgodnie z którym Jezus był jedynie człowiekiem, który jak każdy inny człowiek rozpoczął swoje życie od narodzin na ziemi i stał się „Chrystusem, Synem Bożym” przez akt namaszczenia duchem świętym.

  Teza o wcieleniu Jezusa wywołała pytanie o jego rzeczywiste ciało. Czy było całkowicie podobne do śmiertelnego ciała, czy też było przeciwne temu wszystkiemu, co predysponowało go do odmienności od ludzkiego śmiertelnego ciała? Aby uczynić Jezusa boską istotą według zwycięskiej wersji Atanazego, oddzielono go od śmiertelnego ciała, wchodząc później w samą istotę pojawienia się jego ziemskiego ciała i mówiąc o bezgrzeszności Chrystusa w wyniku jego dziewiczego poczęcia.

   Biskup Ambroży (337-397 ne) ustanowił związek przyczynowo-skutkowy między dziewiczym poczęciem Chrystusa a jego bezgrzesznością, który starał się usunąć możliwość przeniesienia grzechu pierworodnego przez zjednoczenie seksualne. Taki pogląd został oczywiście stworzony pod wpływem gnostycyzmu, zgodnie z którym ciało jest z natury złe i grzeszne. Aby być wolnym od grzechu, w tym świetle Jezus musiał być oddzielony od zwykłego poczęcia. Zwrócił także uwagę na Psalm 51:5: „w grzechu się urodziłem; w grzechu poczęła mnie moja matka.” Chrystusa, według niego, można nazwać prawdziwym sprawiedliwym człowiekiem „dlatego, że nie był w żaden sposób związany przepisami przeciwko grzesznemu sposobowi narodzenia”. Łącząc Psalm 51:5 z wariantem tekstowym Jana 1:13, Ambroży podsumował relację między grzechem a narodzinami Chrystusa przez dziewicę w następujący sposób:

„Mimo że przyjął naturalną substancję naszego prawdziwego ciała, nie został poczęty w złu, ani nie narodził się w grzechu – ten, który nie narodził się z krwi, nie z woli ciała, ani z woli ludzi, ale przez Ducha Świętego z dziewicy”.

  Przywilej narodzenia się z dziewicy w tej interpretacji oznaczał, że Chrystus różnił się od wszystkich innych ludzi, ponieważ był chroniony przed „naturalną plamą” grzechu. Z tego można wywnioskować, że ci, którzy zostali poczęci i urodzeni w zwykły sposób, byli podatni na taką plamę i nie mogli się od niej uwolnić inaczej niż przez Chrystusa, który urodził się z dziewicy. Stanowiło to jeden prosty i nieunikniony logiczny wniosek. Jednak koncepcja biblijna ma tylko jedno znaczenie – aby ją wprowadzić w życie. W późniejszym refleksji zobaczymy, że istnienie Jezusa było spowodowane z jednej strony stworzeniem innej istoty ludzkiej, jak Adam, a z drugiej strony, biorąc na siebie karę Adama na swoje cielo i rozwiązując ją w ciele, aby Bóg poprzez człowieka „pojednał świat z sobą” (2 Kor 5:19).

   Augustyn (354–430 ne), uczeń Ambrożego, jako pierwszy użył terminu „grzech pierworodny” i przedstawił model genetyczny w celu wyjaśnienia przeniesienia grzechu pierworodnego na wszystkich ludzi poprzez poczęcie. Oczywiście powszechny grzech miał być związany ze związkiem seksualnym, który był uważany za przekaźnik grzechu poczętego dziecka.

   Poczęcie w grzechu jest wyrażeniem wskazującym, że grzech został poczęty automatycznie przez poczęcie dziecka. Jak jednak można sobie wyobrazić, że grzech ten występuje tylko u męskiej połowy płci, a nie w płci żeńskiej. Jeśli grzech jest przenoszony przez poczęcie, wówczas kobieca płeć zawierała również plamę podczas nadprzyrodzonego poczęcia. Dlatego też, jeśli czysty jest połączony z nieczystym, nie można usunąć nieczystości, ani nie można powiedzieć, że ciało Jezusa nie było związane przepisami przeciwko grzesznemu trybowi narodzin. Taka wersja genetyczna, na początku chrześcijaństwa, nie mogła zadowolić tych, którzy chcieli zobaczyć Chrystusa całkowicie oddzielonego od prawdziwego lub grzesznego ciała, które było specyficzne tylko dla zwykłych śmiertelników. Tak samo chrześcijanie znani jako Albigensi w XII wieku zaprzeczali, że Jezus miał ludzkie ciało.

   Później niektórzy teologowie, którzy zaakceptowali fakt, że Jezus przyszedł w prawdziwym ciele, próbowali jednak całkowicie oddzielić ciało Jezusa od grzechu Adama i stworzyli dogmat o bezgrzesznym poczęciu jego matki Marii, która została uwolniona od grzechu pierworodnego dzięki szczególnej łasce i przywilejowi. tak, że w ten sposób Jezus, przez swą ziemską matkę nie został skalany grzechem Adama, narodził się więc w bezgrzesznym ciele. Taki dogmat bierze pod uwagę fakt, że „każdy człowiek zrodzony z kobiety żyje krótko” z powodu śmierci, a także fakt, że niemożliwe jest by „czysty pochodził od nieczystego” (Job 14:1,4). Dlatego według nich jedyną możliwością było to, że sama Maria została poczęta i narodziła się w sposób bezgrzeszny. Jednak taki dogmat naruszył podstawową zasadę eliminowania grzechu poprzez odkupienie, ponieważ Maryja nie była wymagana do bezgrzesznego poczęcia. Dlaczego zatem Jezus jest namaszczony na Odkupiciela, skoro Bóg był w stanie udzielić miłosierdzia każdemu człowiekowi od urodzenia i tym samym oczyścić go z plamy grzechu?

   Udowodniając, że takie bezgrzeszne narodziny warunkowały doskonałe ciało, które nie było śmiertelne, wprowadzono dogmat o wniebowstąpieniu Marii w ciele, ponieważ podobno nie umarła. Takie nauczanie twierdziło, że Jezus musiał mieć bezgrzeszne, a zatem odmienne ciało od Adama, aby być odpowiednim okupem. Istnieją jednak inne podobne teorie o „grzesznym” ciele Chrystusa. Jedna z nich jest reprezentowana w nauce, którą Towarzystwo Strażnica promuje poprzez swoje publikacje, pisząc:

„Czy dziecko poczęte w ten sposób przez niedoskonałą kobietę mogło być pod względem fizycznym doskonałe i wolne od grzechu? Jak działają prawa dziedziczności, gdy połączy się doskonałość z niedoskonałością? Należy pamiętać, że w przeniesieniu doskonałej siły życiowej Syna Bożego oraz w samym poczęciu brał udział duch święty. To doprowadziło do wymazania z komórki jajowej Marii wszelkich znamion niedoskonałości i stworzenia genetycznego wzorca, który dzięki temu od samego początku był doskonały”. (Strażnica, 15.3.2002, str 19)

(„Duch święty stworzył zatem jak gdyby barierę ochronną, która spowodowała, że ani niedoskonałość, ani żaden inny szkodliwy czynnik nie mógł skazić rozwijającego się embrionu”.- zdanie z następnego paragrafu tej Strażnicy)

   Tutaj próba polega na wyjaśnieniu, że matka Jezusa, Maria, była w grzesznym (śmiertelnym) ciele, ale duch święty w jej łonie chronił ciało Jezusa przed plamą, którą mógłby odziedziczyć po niej. Chodzi o to, że wiele wspólnot chrześcijańskich, w tym Świadkowie Jehowy, twierdzą, że Jezus nie urodził się w prawdziwym grzesznym ciele, i dlatego chcą wyjaśnić słowa Pawła, gdy napisał, że „Bóg posłał Swego Syna w formie podobnej do grzesznego ciała” ( Rz 8:3). Dlatego należy sprawdzić i zbadać, czy termin „podobny” oznacza, że jako posłaniec „przybył w (prawdziwym) grzesznym ciele”, a może oznacza, że „przybył w (pozornie) grzesznym ciele”, co zostanie omówione później. Apostoł Jan uważał tych, którzy nauczali, że Jezus „nie przyszedł w (prawdziwym) ciele” za zagrożenie dla prawdziwej wiary, i dlatego bardzo ważne jest zbadanie tego, co twierdzili i wierzyli apostołowie.

   Wszystkie nauki, mimo że były w błędzie, były zgodne z faktem, że Jezus był człowiekiem, przynajmniej na ziemi, i nie było wielkiej debaty na ten temat w I wieku, z wyjątkiem tego, że niektórzy nie uważali go za Chrystusa w prawdziwym tego słowa znaczeniu, ponieważ dla nich Chrystus był istotą niebiańską, która korzystała z ziemskiego ciała Jezusa tylko od chrztu aż do śmierci. Ale największe debaty powstały dlatego, że samego Jezusa, sługę Bożego,  utożsamiono z istotą niebiańską z powodu niektórych wypowiedzi, które dały miejsce dla różnych interpretacji sprzecznych i konkurujących ze sobą.

    Podsumowanie: W pierwszych wiekach chrześcijaństwa przekonania o Jezusie uległy znaczącym zmianom, które można nazwać rozwojem chrystologii. Rozwój chrystologii polegał na wyniesieniu Jezusa z człowieka przez anioła do Boga. Decydującym elementem była zmiana idei o człowieku, który staje się bogiem (tytuł) na ideę niebiańskiej istoty która staje się człowiekiem. Wraz z rozwojem chrystologii Jezus nie był już człowiekiem wywyższonym przez Boga, ale aniołem lub Bogiem, który stał się człowiekiem. Wprowadzenie chrystologii Logosu w okresie apologetów przekształciło chrześcijaństwo w doktrynę z greckimi naukami filozoficznymi i zastąpiło prawdziwego Jezusa wyimaginowanym Chrystusem, którego pojmować można jedynie filozoficznie.

   Faktem jest, że na najwcześniejszym etapie chrześcijaństwa apostołowie mówili o Jezusie jako o człowieku, który narodził się z rodu królewskiego. Następnie niektórzy chrześcijańscy nauczyciele dodali inną osobę do ludzkiej natury Jezusa w obrazie Chrystusa, który osiadł w ciele Jezusa, podczas gdy inni nauczyciele odrzucili ludzką naturę Jezusa, twierdząc, że on jako całość był niebiańską istotą w pozornym ludzkim ciele. Obydwie teorie postawiły Chrystusa (Jezusa) na miejscu drugiego Boga, którego Filon wcześniej opisał jako pierworodnego syna Bożego w charakterze Logosu.  Aleksandryjscy teolodzy przyjęli takie teorie jako podstawę swojej chrystologii, przyjmując Jezusa jako człowieka, ale także nadając mu boską naturę w roli Logosu.

   Dla nich Logos był pierwszą i najwyższą istotą pochodzącą od Boga i nadali mu charakter pierwszego i najwyższego stworzenia Bożego. Doprowadziło to wkrótce do rywalizacji z teologami, którzy nadali Logosowi charakter identyczności natury z Bogiem, z którym dzieli wieczne istnienie, odrzucając w ten sposób ideę, że Jezus jest stworzeniem.

   Zwolennicy Trójcy twierdzą, że prezbiter Ariusz wprowadził  herezję dopiero w IV wieku, aby podkreślić, że ich nauczanie jest starsze, a zatem ortodoksyjne. Ale przed Ariuszem Tertulian, uważany przez Kościół katolicki i prawosławny za jednego z ojców kościoła, a nawet Justyn Męczennik, uważany za świętego, twierdził, że Jezus był stworzeniem i miał swój początek. Kiedy na Soborze w Nicei niektórzy biskupi stanęli w obronie koncepcji Atanazego o jedności Jezusa z Bogiem, zaatakowali tylko naukę ariańską, przez którą Jezus był uważany za stworzonego i najwyższego anioła. Nauczanie ariańskie, że „Syn nie zawsze istniał”, ale że został stworzony jako najwyższy anioł, i nauczanie Atanazjańskie, że „Syn nie jest stworzeniem i nie ma początku”, który wynosi go na równego z Bogiem i rozwija go w duchu filozoficznego klimatu czasu i różnych prądy, zaniedbały prawdziwe znaczenie dziewiczych narodzin człowieka, który został stworzony z prochu ziemi przez bezpośrednią interwencję Boga, aby przybył na świat inny Adam, syn Boży.

   Ten spór o Jezusa Chrystusa i jego przedludzkie istnienie nie został zainicjowany przez apostołów, ale przez jakichś innych chrześcijańskich nauczycieli pod wpływem ówczesnej filozofii platonizmu, stoicyzmu i gnostycyzmu. Jan nie uważał takich wypowiedzi za natchnione przez Boga, ale przez antychrysta, to znaczy przeciwnika prawdziwego Chrystusa (1 J 4:2,3). Po śmierci apostołów nie było już tych, którzy siłą swojej władzy mogliby bronić oryginalnej hebrajskiej nauki Jezusa Chrystusa jako człowieka. Jeśli tacy istnieli, pozostali mniejszością, która nie miała silnego wpływu w tak religijnym i filozoficznym środowisku, w którym obraz człowieka pozostawał na poziomie śmiertelników.

   Jedno z największych wydarzeń tamtych czasów zostało całkowicie usunięte z historii ludzkości. Jezus był pierwszym człowiekiem, którego Bóg wyniósł ze stanu śmiertelnego do życia wiecznego i nieskazitelnego, o czym jest oczekiwana dobra nowina pierwszego wieku i stworzono mocną nadzieję na realizację Bożego planu dla człowieka. Ale wkrótce, z powodu niespełnionych oczekiwań na przyjście Jezusa, rozprzestrzeniła się na świecie kolejna ewangelia, zgodnie z którą Jezus nie był pierwotnie człowiekiem, co nieco zmniejszyło moc dobrej nowiny, która mówiła o zwycięstwie nad grzechem i śmiercią przez jednego człowieka, człowieka, którego został wybrany przez Boga jako nowy ojciec ludzkości. Biorąc to wszystko pod uwagę, z Biblii i zapisów historycznych można wywnioskować następujące zmiany w chrystologii:

Kolejność pojawiania się pewnych punktów widzenia tożsamości Jezusa: 

I   – Człowiek

II  – Anioł (drugi Bóg)

III – Człowiek – Jezus

        Anioł   –  Chrystus

IV – Stworzony Bóg-Syn

V  – Niestworzony Bóg-Syn

Gdzie jest zaginiony człowiek

W całej historii pojawiały się niektóre osoby i grupy, które starały się głosić oryginalną ewangelię Jezusa Chrystusa, ale zawsze były tłumione przez Kościół. Miguel Servet był jednym z nich. Servet nie zgodził się z niektórymi naukami kościołów katolickich i protestanckich, więc sam poszukiwał prawdy biblijnej i zyskał wielu przeciwników z jednej i drugiej strony. Napisał pracę „Przywrócenie chrześcijaństwa”, która została opublikowana w 1533 r. W tym samym roku został stracony przez spalenie na stosie, a na liście zarzutów przeciwko niemu Jan Calvin dodał, że Servet twierdził, iż Jezus był tylko człowiekiem stworzonym przez Boga w łonie kobiety Marii i że uważał za niewłaściwe wierzyć, że jest aniołem Jehowy wspomnianym w Starym Testamencie, w rzeczywistości preegzystującym Chrystusem.  Servet obalił takie twierdzenia, nie tylko doktrynę Trójcy, ale wszystkie inne nauki oparte na wcześniejszym istnieniu i wcieleniu Jezusa. Zobaczmy, co o tym czytamy w numerze Towarzystwa Strażnica:

[Analizując historię i Pismo Święte, Servet nabrał przekonania, że w ciągu trzech pierwszych stuleci naszej ery chrystianizm uległ skażeniu. Dowiedział się, że cesarz Konstantyn i jego następcy propagowali fałszywe poglądy, czego rezultatem było uznanie doktryny o Trójcy za oficjalną naukę Kościoła. W wieku 20 lat Servet opublikował dzieło De Trinitatis erroribus libri septem (O błędach Trójcy ksiąg siedmioro), którym ściągnął na siebie gniew inkwizycji. Servet (…), Boga poznajemy przez Chrystusa, a nie przez nasze zarozumiałe koncepcje filozoficzne”.] (Przebudźcie się, 1.5.2006, str 19)

   W tym artykule Świadkowie Jehowy traktują go jako przykład uczciwego badacza Biblii, który obalił doktrynę Trójcy, ale w ogóle nie wspominają, że przyjętą przez nich naukę o Chrystusie także uznał za fałszywą. W wydaniach Towarzystwa znalazłem kolejną informację o XVI-wiecznych anabaptystycznych socjalistach, którzy chcieli przywrócić prawdziwe chrześcijaństwo. Nie wierzyli również w preegzystencję Jezusa, co zostało wskazana w tym czasopiśmie jako błąd doktrynalny (Awake, 8.10.1989, s. 23). Uważam jednak, że ich czasopismo prezentuje błąd doktrynalny, który powstał z ariaństwa, to znaczy ze szkoły aleksandryjskiej, która polegała na naukach Filona o Logosie. Dziwne jest zatem, że  ciało kierownicze Świadków Jehowy popiera tę doktrynę, chociaż sami napisali, że „Filon połączył język i idee filozofii greckiej (Platona) z objawioną wiarą Żydów” i „że doprowadziło to do widocznego wpływu na chrześcijańskich ojców Kościoła”.

   Jak widzieliśmy, początkowo wrogowie Jezusa w pierwszym wieku w jego słowach, których nie rozumieli poprawnie w duchu pism świętych, znaleźli powód, aby oskarżyć go o bluźnierstwo, podczas gdy z drugiej strony niektórzy naśladowcy Jezusa w tych samych słowach, których również nie zrozumieli poprawnie, znaleźli powód, aby podnieść go do niebiańskiej anielskiej i boskiej istoty.

   Na przykład Świadkowie Jehowy mogą wskazać innym, że Jezus nigdy nie mówił sam o sobie, że jest Bogiem lub częścią Trójcy, ale powinni zaakceptować fakt, że On również nigdy nie mówił o tym, że jest aniołem z nieba. Ale zawsze mówił, że  jest człowiekiem lub synem człowieka, więc nawet sam apostoł Paweł mógł dojść do wniosku, że został „ogłoszony Synem Bożym” podczas chrztu. Jezus był zatem, według słów Piotra, „uczyniony zarówno Panem, jak i Chrystusem” (Rz 1:4; Dz 2:36). Podobnie jak wielu innych ludzi, Jezus został „uznany za prawego”, co również mówi o jego ziemskim pochodzeniu, które miało swój rozwój fizyczny i duchowy na pełny obraz człowieka, który był według woli Boga (1 Tym 3:16; Jak 2:21,24). W szczególności, jak może być ogłoszony  sprawiedliwym, jeśli jest już sprawiedliwy? Jak można zostać Panem (heb. „Adoni”), jeśli w niebiańskiej hierarchii był już pierwszym po Bogu, a zatem Panem lub Władcą wszystkiego?

   Najważniejszym powodem, dla którego twierdzi się, że Jezus jest Bogiem lub aniołem Bożym, jest to, że uważa się, iż śmierć jednego człowieka nie wystarczy, aby zapłacić karę za grzechy całego świata. Dla nich człowiek był sam w sobie śmiertelny i grzeszny, więc nie mógł być godny zadania, które musiał wykonać Chrystus (Mesjasz). Ale dzięki Bożej prawości wystarczył na to jeden człowiek, ale nie dowolny, lecz tylko wybrany, który na mocy przymierza weźmie na siebie odpowiedzialność, jaką Bóg dał Adamowi (Rz 5:14).

   Aby pojawił się taki nowy człowiek wystarczyło, aby przyszedł na świat w twórczym duchu Bożym, który dokonał się w łonie jego matki, aby jego ciało, podobnie jak ciało Adama, nie zostało stworzone przez ludzką wolę, ale przez Boga, przyczynę jego istnienia, przez którego Bóg jako „odkupiciela” miał prawo odkupić upadłą ludzkość, którą wydał na śmierć (Iz. 43:4; 44:24). Dlatego Jezus miał taki sam początek jak Adam, ponieważ był poza karą, co wystarczyło, aby tak wyjątkowy człowiek wziął na siebie poprzez swoje ciało z linii rodowej Dawida, odpowiedzialność za karę, jaka po  Adamie spadła na całe jego potomstwo.

   Kiedy ojcowie kościoła odrzucili takiego człowieka, wówczas obraz jedynego doskonałego człowieka ciągle przegrywa bitwę, tak że zwycięstwo nad grzechem i śmiercią zostało przez nich wygrane przez kogoś, kto pierwotnie nie był człowiekiem, ale doskonałą boską istotą. Tak więc człowiek nadal był w położeniu, które najbardziej odpowiadało szatanowi, ponieważ od samego początku chciał poniżać człowieka przed Bogiem, doprowadzając ludzi do odrzucenia Jezusa jako człowieka, a tym samym faktu, że Bóg – jak powiedział Klemens – „stworzył najwspanialszą i najwyższą istotę, człowieka. ”

   Szatan, jako wysoka rangą niebiańska istota, przegrał bitwę przed człowiekiem Jezusem, a strata ta została zmniejszona przez późniejsze nauczanie, że Jezus w rzeczywistości nie był pierwotnie człowiekiem, ale znacznie potężniejszą istotą niż Szatan, a zatem porażka Szatana nie była już szczególną porażką. Klęska zraniła Szatana bardziej, gdy wśród pierwszych chrześcijan powiedziano, że został pokonany przez człowieka. Jezus był tego świadomy i powiedział swoim uczniom: „Patrzyłem, jak szatan spada z nieba jak błyskawica” (Łuk 10:18). Zwycięstwo Jezusa spowodowało, że Szatan upadł pod nogi człowieka, więc Jezus powiedział poniżej, żeby nie byli zaskoczeni, że im „duchy są posłuszne”, ponieważ: „Oto dałem wam władzę stąpać po wężach i skorpionach i po całej mocy wroga i nic wam nie zaszkodzi” (Łuk 10:19,20). W ten sposób szatan upadł i przegrał bitwę z człowiekiem. Ten sam człowiek, Jezus Chrystus, wyrzuci go na zawsze z jego tronu, z którego wciąż rządzi światem.

   Dzisiaj może być trudno głosić pewne poglądy, które różnią się od tego, co chrześcijańscy teologowie narzucili w całej historii jako doktrynalną prawdę o Chrystusie. Ludziom trudno jest zmienić zdanie, dlatego mają oni tendencję do znajdowania w Biblii tego, co według nich, wzmacnia ich dotychczasowe przekonania, które są akceptowane do tego stopnia, że automatycznie odrzucają odmienny pogląd bez pytania. Niektórzy ludzie mieli ten sam problem przed końcem I wieku, a zwłaszcza później, kiedy już ogłosili Jezusa Bogiem Niebios. Ci, którzy chcieli zobaczyć Jezusa jako anioła lub bóstwo oddzielone od ludzkiego śmiertelnego ciała, nawet nie chcieli usłyszeć tych, którzy twierdzili, że Jezus był i pozostał człowiekiem, ponieważ ten pogląd był dla nich szalony.

   Reformacja miała na początku powrócić do pierwotnego chrześcijańskiego nauczania i praktyki, ale sama zaniedbała niektóre ważne fakty o Jezusie, tak że zatrzymała się w połowie drogi i spowodowała nowe podziały. Co ciekawe, prawie wszystkie nowe wspólnoty chrześcijańskie nadal zachowywały doktrynę przedludzkiej egzystencji Jezusa, przy czym większość pozostała wierna dogmatowi Atanazego o Trójcy, tylko kilka wspólnot zaakceptowało ariański dogmat o Jezusie jako pierwszej i najwyżej stworzonej boskiej istoty, tym samym wszyscy poprzez swoje nauczanie nadal głosili innego Jezusa. Ale dzisiaj są jeszcze jednostki i grupy chrześcijan, którzy nie wierzą w Trójcę lub wcielenie Jezusa, a zatem w jego przedludzkie istnienie. Spójrzmy na niektóre z powodów.

Wcielenie czy narodziny

Wcielenie nie może odpowiedzieć na wiele pytań, powoduje jedynie zamieszanie i złudzenia, w które mogą wierzyć tylko ci, którzy nie są dobrze zorientowani w Piśmie Świętym. Np. jak osoba, która wcześniej istniała jako istota niebieska, mogła przestać istnieć w tej formie i stać się istotą ludzką w pełnym tego słowa znaczeniu, którą każdy, nawet jego matka i bracia, postrzegają tylko jako człowieka?

   Mianowicie, jeśli osoba wcieliła się lub ubrała w zwierzę, nadal byłaby istotą ludzką, a nie zwierzęciem. Tylko wyglądem swojego ciała przypominałby zwierzę. Jest to możliwe tylko w bajkach i baśniach, więc takiej interpretacji nie akceptuje się w rzeczywistości. Paweł ostrzegł pierwszych chrześcijan, aby nie przyjmowali baśni odwracających uwagę od prawdy (Tytusa 1:14; 1 Tym. 1: 3,4).

   Czy zatem Jezus mógłby być w pełni człowiekiem, gdyby  wcielił się i ubrał w ludzkie ciało? Czy mógłby się urodzić całkowicie porzucony jako osoba boska i kształtować się jako osoba zupełnie nowa, to znaczy jako człowiek? Wówczas ten syn Boży miałby dwa początki i dwie różne osobowości, a w konsekwencji w historii istniałoby dwóch różnych synów Bożych – niebiański, który nie był już obecny w czasie wcielenia, i ziemski, który zajął jego miejsce przez wcielenie. Ten ziemski miał być kompletną ludzką istotą, oddzieloną od swojego wcześniejszego życia. Próbuje się to pogodzić, nauczając, że Jezus miał dwie natury, które połączył w jedną. Mianowicie miał on istniejącą naturę i wzbogacił ją o życie w ludzkiej postaci. Ale znowu nie mówi to o Jezusie jako o istocie ludzkiej, ale raczej o istocie niebieskiej na wyższym poziomie, która miała jedynie ludzką postać z ulepszonym ludzkim doświadczeniem, które wpłynęło na rozwój jego osobowości. Oznaczałoby to, że Jezus był istotą niebiańską w roli człowieka, ale nie człowiekiem w pełnym tego słowa znaczeniu.

   Wyobraźmy sobie tę sytuację. Bóg decyduje, że jakiś najwyższy anioł powinien wcielić się w człowieka i odgrywać jedną ważną rolę. Ale aby to zrobić, Bóg decyduje, że przestanie istnieć w niebie i włączy swoją duszę do ciała dziecka, z którą narodzi się na ziemi. Po urodzeniu istota ta nie pamięta swojego pierwotnego życia i żyje na ziemi w fałszywym przekonaniu, że jest jak każdy inny człowiek, okłamuje siebie i innych. Czy to nie przypomina bajki?

   Później w jego umyśle Bóg aktywuje następnie wszystkie wspomnienia, które zdobył w niebie przed wcieleniem, i w pewnym momencie pozwolił mu zacząć pamiętać swoje drugie „ja” związane z poprzednim życiem. Do jakiego wniosku mógł dojść w tym momencie w pełni świadomy swojego prawdziwego ja jako anioł. Pewnie pomyślałby i powiedział: „Więc nie jestem człowiekiem, ale aniołem! Zasadniczo żyję teraz życiem człowieka, ale w rzeczywistości jestem aniołem uwięzionym w ludzkim ciele”.

   Trudno byłoby mówić o człowieku, który jest całkowicie człowiekiem, gdyby jego początek był w niebie, gdzie nabył i rozwinął swoją prawdziwą osobowość. Ciało, w którym się znajduje, nie zmienia faktu, że był istotą niebieską, ale obecne „ja” uczyniło go również człowiekiem. Życie w ziemskim ciele nie mogło już uczynić go prawdziwym człowiekiem, ponieważ istniał jako anioł przed swoim ziemskim życiem. Człowiekiem mógł być tylko pod względem potrzeb fizycznych i cielesnych, ale ponieważ jego osobowość rozwinęła się w roli anioła i jako taka stała się jego dominującym „ja”, trudno byłoby uznać go za człowieka lub syna człowieka. Naprawdę zawiły obraz wcielenia. Jak zatem można uznać Jezusa za człowieka, jeśli twierdzi się, że nie była to jego prawdziwa natura istnienia? O Jezusie można byłoby zatem mówić jedynie jako o istocie niebieskiej w ludzkim ciele, a nie o istocie ludzkiej w pełnym tego słowa znaczeniu.

   Wcielenie niesie ze sobą jeszcze więcej problemów. Twierdzi się, że Jezus miał swój nowy początek przez kobietę, która go urodziła. Mieć swój początek oznacza mieć „ja”, które zaczęło rozwijać twoją osobowość od narodzin do śmierci. Czy Bóg z takim „ja” mógłby być w stanie włączyć „ja” wcześniej istniejącej istoty, która już w pełni rozwinęła swoją osobowość. Pamiętanie samego poprzedniego życia nie może zmienić obecnego „ja”, może jedynie zakłócić je w takim stopniu, w jakim osoba żyje z podwójną osobowością. On może postrzegać siebie jako człowieka w jednym czasie, podczas gdy obrazy z poprzedniego życia niebieskiego mogą obudzić w nim uczucia i wiedzę, którą kiedyś miał jako anioł. Ale pytanie brzmi: czy można go uznać za człowieka czy anioła? Takie zaburzenie tożsamości, zdefiniowane przez psychologów, naznaczone jest zmianami w poczuciu tożsamości, pamięci lub świadomości.

   Osoba z tym zaburzeniem może zapomnieć o ważnych wydarzeniach ze swojej przeszłości lub tymczasowo zapomnieć, kim jest, a nawet uzyskać nową tożsamość. Czy syn Boży musiał stracić pamięć z poprzedniego życia, aby nie zakłócać zdobywania ludzkiego doświadczenia i pełnej ludzkości? Powszechnie wiadomo, że osoby z tym zaburzeniem często nie są w stanie zapamiętać ważnych danych osobowych, zwykle po stresującym epizodzie. Utrata pamięci najczęściej odnosi się do wszystkich zdarzeń w krótszym lub dłuższym okresie po pewnym traumatycznym doświadczeniu. Rzadziej amnezja odnosi się tylko do wybranych zdarzeń w ograniczonym okresie stresu i trwa nieprzerwanie od traumatycznego zdarzenia do teraźniejszości; albo jest kompletna, albo obejmuje cale jego życie.

    Jeśli Jezus przeżył tak traumatyczne wydarzenie, jak wcielenie, to znaczy przejście z jednej wyższej sfery życia do innej niższej, wówczas dla niektórych może to być rozwiązanie zagadki dotyczącej niego i jego życia na ziemi oraz odpowiedź, dlaczego nie mówił o swojej przedludzkiej egzystencji.

   Psychologowie twierdzą, że w trakcie amnezji zachowanie osoby nie wykazuje znaczących zmian, z wyjątkiem tego, że utrata pamięci może prowadzić do dezorientacji i bezcelowej wędrówki. W przypadku całkowitej amnezji pacjent nie rozpoznaje krewnych, przyjaciół, ale nadal może rozmawiać, czytać, myśleć i prawdopodobnie zachować talenty i wcześniej zdobytą wiedzę o świecie oraz o tym, jak nim się poruszać. Psychologowie twierdzą, że epizod amnezji może trwać kilka godzin, a nawet kilka lat i zwykle traci się tak nagle i szybko, jak się pojawił, z całkowitym wyzdrowieniem i bardzo niewielką szansą na nawrót.

   Oznaczałoby to, że syn Boży całkowicie zapomniał, kim jest i kim jest jego prawdziwy ojciec. Narodziny z kobiety były mylące, więc myślał o sobie tylko jako o człowieku, nie pamiętając o swoim życiu w niebie. Mógł odkryć w sobie niektóre wnioski wyciągnięte z przeszłości, które mógł przypisać wyłącznie talentowi. Jeśli wszystko to miało uczynić Jezusa w pełni i duchowo i duszewnie człowiekiem, to taki epizod amnezji trwał aż do jego chrztu, kiedy uświadomił sobie, kim był i dlaczego urodził się jako człowiek. Teraz, gdy odzyskał pamięć, mógł mieć obrazy, które narzucały mu inne uczucia i wiedzę, które wykraczały poza to, co nabył dzięki ludzkiemu doświadczeniu. Ale czy w ten sposób można wyjaśnić całe życie Jezusa Chrystusa? Czy można mieć człowieczeństwo z preegzystencją istoty niebieskiej? Trudne, ponieważ oznaczałoby to, że Jezus przyjął ludzką naturę ciała, ale tak naprawdę nie był człowiekiem. Ale z Ewangelii możemy odczytać to, że jeszcze wobec aniołów uważał się za człowieka, więc wydaje się, że nawet nie pamiętał swojej wcześniejszej przeszłości.

   Powszechnie wiadomo, że istoty niebiańskie, takie jak aniołowie, należą do kategorii innej niż istoty ludzkie ze względu na ich różne pochodzenie i stopień istnienia. Właśnie dlatego niebiański Syn Boży, wchodząc do rodzaju ludzkiego przez Marię, nadal należałby do kategorii istot bardzo odmiennych od reszty rodzaju ludzkiego. Nawet dziewicze narodziny z kobiety nie mogły wyeliminować tego faktu ani udowodnić, że taka osoba, której dusza została przeniesiona do ludzkiego ciała, może być prawdziwym człowiekiem. Nadal byłby niebiańską istotą w ludzkim ciele. Ale ciało ludzkie bez istoty ludzkiej nie ma wartości, która była konieczna, aby Bóg mógł zrealizować swój wieczny plan z człowiekiem.

   Człowiek miał być najwspanialszą istotą we wszechświecie. Potrzebował chwały, która przejawiałaby się na wiele innych sposobów niż ta w posiadaniu aniołów. Mianowicie, nie trzeba mieć cech, które mają aniołowie, aby być większym od nich. Np. różne zwierzęta są znacznie większe i potężniejsze niż ludzie, szybsze niż ludzie; mogą żyć pod wodą, latać, mogą mieć znacznie lepszy wzrok, słuch, węch, instynkt itp., ale to nie czyni ich większymi od człowieka jako rozumnej istoty.

   Człowiek ma zdolność naśladowania swego Stwórcy i tworzenia dla siebie narzędzi, dzięki którym może osiągnąć wszystko, co zamierza, a tym samym przewyższyć zwierzęta, które nadal służą człowiekowi. Podobnie też aniołowie. W przeciwieństwie do zwierząt są inteligentnymi i rozumnymi istotami jak ludzie. Mają wspaniałe zdolności, których człowiek nie posiada, np. Mogą przyjąć ludzkie ciała i poruszać się w przestrzeni, ale są również przeznaczeni do służenia człowiekowi. Biblia stwierdza, że „siłą i mocą przewyższają” człowieka (2 Piotra 2:11). Ale kiedy człowiek osiągnie swoją chwałę i cel swojego istnienia, będzie mógł przekroczyć zdolności posiadane przez aniołów i za pozwoleniem Boga i przy pomocy twórczego ducha świętego będzie mógł wykorzystać je do granic, których nasz obecny umysł nie jest w stanie pojąć. Jezus, jako człowiek, ma już tę zdolność, a zatem, pod pewnymi względami, jest jak anioł. Jest pierwszym człowiekiem, który osiągnął doskonałość, a imię, które mu nadano, jest większe od nich.

   To, co możemy teraz zrozumieć, to faktyczny początek Jezusa, mimo że został stworzony w sposób nadprzyrodzony bez woli jego cielesnego ojca. To samo w sobie nie jest już cudem, ponieważ dzisiaj można osiągnąć sztuczne zapłodnienie. Naukowcom udało się nawet stworzyć samicę myszy bez naturalnego poczęcia, tj. Bez zapłodnienia jaja, z którego je poczęto, poprzez przeniesienie materiału genetycznego z nierozwiniętego jaja do dojrzałego jaja, które miało własne chromosomy. Nadal nie chcą stosować tej metody u ludzi, chociaż doszli do wniosku, że przy niewielkiej i prostej modyfikacji genetycznej zarodki można rozwijać bez roli ojca. Ta metoda jest poza tym obecna u niektórych istot i jest znana jako partenogeneza lub dzieworództwo.

   Jako wspaniały Stwórca Bóg mógł spowodować poczęcie Jezusa w łonie matki za pomocą chromosomu jego matki i stworzyć materiał genetyczny w chromosomie, który odpowiadałby genetyce ojca i tak jako Stwórca miał prawo uważać go za swego ziemskiego syna od urodzenia, tak jak uważał pierwszego człowieka Adama. Stworzenie człowieka w sposób nadprzyrodzony jest Bożym cudem stworzenia. Np. Adam został stworzony z elementów ziemi, przez które został nazwany „człowiekiem”. Jego imię zwraca naszą uwagę na to, z czego został wykonany, ponieważ brzmi „adhám”. Hebrajskie słowo „adham” oznacza „człowiek”, „ziemski (człowiek)”. Ziemia lub gleba, z której jest wykonana, nazywa się „adhamáh”. W związku z tym można powiedzieć, że imię osobiste pierwszego człowieka – Adama – znaczy „człowiek ziemski”.

   Ewa została stworzona tak samo z żywiołów ziemi, ale przez ciało Adama, z którego Bóg wziął „jedno żebro” lub jedną parę żeber (1 Moj 2:21-22). Kiedy Adamowi powiedziano i wyjaśniono, w jaki sposób została stworzona, powiedział: „Oto w końcu kość moich kości i ciało mojego ciała. Niech będzie nazywana kobietą, bo została zabrana z mężczyzny!”(1 Moj 2:23). Nazwa „kobieta” u źródła hebrajskiego słowa dosłownie oznacza „człowieczyca” (człowiek – isz; człowieczyca – iszsza). Pochodziła z ciała z męskich chromosomów autosomalnych, ale Bóg włączył w jej ciało chromosom płci żeńskiej, który odróżniał ją od Adama. Ewa mogła podziękować za swoje istnienie Bogu i uważać się za córkę Boga, podobnie jak Adam uważał się za syna Bożego. Chociaż Jehowa Bóg był jej ojcem, powstała z człowieka, z jego kości i ciała. Jezus powstał również z człowieka, w łonie człowieka. Bóg stworzył go z ciała i kości zgodnie z genetyką Dawida, która stanowiła podstawę jego ciała fizycznego. Chociaż jego ciało mogło być utworzone jedynie przez autosomalne chromosomy jego matki, z których żeński chromosom płciowy xx zostałby przekształcony w męski xy, Bóg mógł wziąć materiał genetyczny od Józefa i spowodować poczęcie bez woli ojca i matki. Po narodzinach Jezus zaczął żyć jako zupełnie nowa istota i to był jego prawdziwy początek.

   Jak każdy rozsądny człowiek, Jezus mógł zadać sobie pytanie: Dlaczego przyszedłem na świat? Jaka jest moja rola i znaczenie w istnieniu? Otrzymał odpowiedź na te pytania od swego niebiańskiego Ojca, gdy został powołany, by przyjąć rolę drugiego Adama. Potem prawdopodobnie poznał prawdę o swoich narodzinach, którą jego matka mogła jedynie potwierdzić. Kiedy zrozumiał znaczenie swego istnienia, przyjął rolę, którą Bóg, jego Ojciec w niebie, dla niego z góry ustalił. Dlatego na przedludzkie istnienie Jezusa w znacznie prostszy sposób należy odnosić się w pierwotnym znaczeniu biblijnym, to znaczy jego istnieniu w planie Bożym od samego początku, kiedy myśl o człowieku narodziła się w umyśle Boga. To był początek człowieka, zanim powstał prawdziwy świat.

Początek Jezusa

Już na początku Bóg ogłasza proroctwo i mówi do cherubina, który zaatakował plan Boży z człowiekiem: „I wzbudzę wrogość

między tobą a kobietą i między twoim potomstwem a jej potomstwem“(1 Moj. 3:15). O wszystkich ludziach i o każdym mężczyźnie w Biblii mówi się, że „zrodzili się z kobiety”, to znaczy przyszli na świat przez „kobietę” (Job 14:1; 1 Kor 11:12; Gal 4:4) Ewa była pierwszą kobietą, i reprezentuje wszystkie kobiety rodzące potomstwo. Ona wydała na świat mężczyznę, od którego wywodzi się linia rodowa Chrystusa, a także mężczyznę, przez którego Szatan pozyskał swoje potomstwo na ziemi. Tylko niektóre kobiety miały ten przywilej, że wydały na świat synów Bożych, którzy zawarli przymierza z Bogiem. Te wybrane kobiety razem reprezentują tę „kobietę”, która urodzi Bogu jego „synów”, z których jeden zostanie wybrany do zmiażdżenia głowy szatana.

   Niektóre z tych kobiet miały zaszczyt być częścią drzewa genealogicznego, z którego pochodził ten wybitny mężczyzna. Kobiety te były jednocześnie orędowniczkami symbolicznej kobiety Boga zwanej „Górnym Jeruzalem” (Gal 4:26). Dlatego Bóg postrzegał Izrael nie tylko jako swoją symboliczną „żonę”, ale także jako „pierworodnego syna”, w zależności od statusu i roli, jaką niektórzy Izraelici pełnili przed Bogiem (Iz 54:5; Jer 3:14; Oz 2:16; 2 Moj 4:22). Ponieważ od samego początku istniała linia, która miała prowadzić do narodzin najważniejszego człowieka od  Boga, więc od samego początku był człowiekiem i niczym więcej. Proroctwo wskazywało, że będzie on potomkiem kobiety jako pośrednika w stworzeniu człowieka z nasienia Dawida, co otworzyło możliwość, że jego przyczyną istnienia nie był mężczyzna, ale Bóg. Ale, jak widzieliśmy, takie narodziny bez cielesnej woli ojca i matki nie są dowodem więzi z niebiańską istotą, ale z wyjątkowym Adamemsynem Boga.

   Chrześcijański uczeń i ewangelista Łukasz rozpoczyna swoją pierwszą relację o Jezusie Chrystusie słowami:

„Skoro liczni próbowali poukładać opowieść o wypełnionych u nas faktach, tak jak przekazali nam ci, którzy od początku naocznymi świadkami i pomocnikami stali się tego słowa. Rozważyłem i ja towarzyszący, od początku wszystkie (fakty) starannie, po kolei tobie napisać, dostojny Teofilu, abyś poznał niezawodność słów, o których zostałeś pouczony.” (Łuk 1:1-4)

   Łukasz zamierzał sporządzić relację o Jezusie na podstawie tego, czego matka Jezusa, jego bracia i apostołowie świadczyli jako naoczni świadkowie i przedstawił wiele ważnych szczegółów i wydarzeń, które miały być podstawą wiedzy i wiary w Mesjasza.

   Jego relacja została napisana dla czcigodnego i szanowanego Teofila, który prawdopodobnie później został chrześcijaninem w oparciu o wiarygodność tego, co słyszał o Jezusie. Co Teofil i inni ludzie w najwcześniejszym okresie chrześcijaństwa mogli usłyszeć o Jezusie? Gdyby usłyszeli od apostołów i innych, że Jezus był istotą niebiańską przed swoimi narodzinami, Łukasz musiałby to zbadać i udowodnić. Ale Łukasz nawet o tym nie pisał, nawet w drugim opisie wydarzeń po zmartwychwstaniu Jezusa. Dlatego każdy czytelnik jego tekstów może postrzegać Jezusa jako istotę ludzką, odróżniającą się od innych ludzi jedynie nadprzyrodzonym biologicznym poczęciem. Ten sam wniosek można wyciągnąć z lektury innych Ewangelii, w których widzimy, że poczęcie duchem  świętym była początkiem życia człowieka, który okazał się wyjątkowym synem Bożym, jak napisano:

’i oto poczniesz w łonie i urodzisz syna, i nazwiesz go imieniem Jezus, ten będzie wielki i synem Najwyższego będzie nazywany i da mu Jehowa, Bóg tron Dawida jego ojca. I będzie królować nad domem Jakuba na wieki a jego królestwu nie będzie końca’. I powiedziała Maria do posłańca: ‘Jak to będzie, skoro z mężczyzną nie współżyję?’ I odpowiadając posłaniec powiedział jej: ‘tchnienie święte nadejdzie na ciebie i moc Najwyższego da ci osłonę, dlatego też narodzone (tz, efekt tego poczęcia) święte zostanie nazwane synem Boga.’” (Łuk 1:31-35; Mat 1:20)

    Te narodziny Jezusa nie są przedstawiane jako pozaziemskiej istoty i w tych słowach nie ma wzmianki o wcieleniu, tj. przejściu z jednego wymiaru do drugiego. Jedyny wniosek, który Maria mogła wyciągnąć z tych słów, to to, że Jezus miał się narodzić jako w pełni człowiek, jak każda inna istota. Marii nie powiedziano, że urodzi wcieloną istotę, ale dziecko będzie jej synem, który w pewnym sensie będzie nazwany Synem Bożym. Miała być jego matką, a Dawid (przez nią i Józefa) jego ojcem. Anioł powiedział jej, że będzie Synem Bożym, ponieważ w jej łonie zostanie uświęcony na Syna Najwyższego, tak jak Salomon (Chrystus, Syn Boży), przez którego Jezus miał się urodzić w królewskiej linii, aby zasiąść na tronie Dawida (1 Kro 22:9,10). Według słów Gabriela nic nie wskazuje na to, że obcy rządzi z nieba, ponieważ Bożą zasadą było, że ziemią i ludzkim społeczeństwem rządzą ludzie, a nie aniołowie (Mat 25:31; zob. Mich 5:2).

   Podczas swojego życia na ziemi Jezus rozwijał się od dziecka do dojrzałego dorosłego, który w pełni podlegał wszystkim warunkom ludzkiej egzystencji. Podobnie jak Samuel „wzrastał, rozwijał się w mądrości i cieszył się łaską u Boga i ludzi” (Łuk 2:52; por. 1 Sam 2:26; Da 2:20,23). Nie miał w sobie rozwiniętej mądrości i poznania, ale robił postępy poprzez naukę i obserwację w stopniu, który był zauważalny dla wszystkich. Jego bracia, krewni i sąsiedzi nie uważali go za wszechwiedzącą istotę niebiańską.

   Przynajmniej w niektórych obszarach wiedzy i umiejętności Jezus mógł być geniuszem; mógł mieć wyraźną duchowość, ale coś takiego jest możliwe w przypadku innych dzieci z wysokim ilorazem inteligencji i duchowości i umysłu. Jego rodzeństwo uważało go za brata, który nie różnił się zbytnio. Kiedy opuścił swój dom i zakład stolarski i zaczął publicznie głosić kazania, wtedy jego krewni, najprawdopodobniej jego bracia, przyszli zabrać go do domu, ponieważ powiedzieli: „Oszalał” (Mk 3:20,21). Dla nich był tylko istotą ludzką, więc ani jego bracia, Juda i Jakub, nie przedstawiliby go jako istoty niebieskiej w swoich listach. W związku z tym członkowie jego najbliższej rodziny nie mieli powodu patrzeć na niego poza ludzkimi wymiarami.

   Kiedy Jezus się urodził, szatan chciał go zabić rękami króla Heroda (Mat 2:1-16). Szatan może zabić człowieka i uniemożliwić mu stanie się Mesjaszem. Ale gdyby Jezus był boską istotą w ludzkiej postaci, każda próba byłaby daremna, ponieważ nie mógłby zabić kogoś, kto ma niezniszczalne życie. Może mógłby zabić jego ziemskie ciało, ale nie zabiłby go, ponieważ Jezus mógł automatycznie powrócić do swego niebieskiego ciała, tak jak on (w teorii inkarnacji) wszedł do ziemskiego ciała. Przypomnijcie sobie, że w potopie aniołowie porzucili ludzkie ciała i nie zginęli, w przeciwieństwie do Nefilim (istot ziemskich) zrodzonych z kobiet (2 Piotra 2:4). Nefilim nie byli wcieleniem istot niebieskich, chociaż ich ojcowie byli aniołami, ale przez narodziny ze  śmiertelnej kobiety byli tylko śmiertelnymi mężczyznami, nad którymi śmierć miała władzę. W związku z tym, gdy później dowiedziano się, że Jezus narodził się z nadprzyrodzonego poczęcia bez fizycznej woli ojca i matki, można go również postrzegać jako śmiertelnego człowieka, mimo że przyczyną jego poczęcia był Bóg niebiański. Aby mógł umrzeć i zostać zabity w ciele, jak każdy inny człowiek.

   Szatan wiedział również, że przewidywane potomstwo jest tylko człowiekiem – drugim Adamem i że może spróbować z nim walczyć. Kiedy nie udało mu się udaremnić jego narodzin i dorastania, pozostawił go kusić mając nadzieję, że podobnie jak Adam zwątpi w słowa Boże i zakwestionuje przykazanie Boga, tracąc zaufanie Boga i pozostając jako śmiertelna istota jak Adam, bez możliwości zyskania życia wiecznego dla siebie i ludzkości. Zatem po raz drugi próbował pokrzyżować nie suwerenność Boga, ale Boży plan, aby dzięki człowiekowi zyskać większą władzę nad ziemią, niż otrzymał przed Adamem jako syn Boży, cherubin (Łuk 4:6; Ez 28:12 -15). Od samego początku Szatan wydawał się chcieć ustawić rzeczy inaczej niż Bóg, to znaczy, że on i jego aniołowie rządzą człowiekiem i dziełami Boga według jego wzoru, podczas gdy w Biblii widzimy, że aniołowie są sługami dla człowieka (Heb 1:14; Obj 22:8,9). Tak więc cherubini mieli służyć Adamowi, a nie rządzić nim.

   Po tym jak sprawił, że człowiek stracił zaufanie Boga i pierwsze miejsce jako przedstawiciel, później nieustannie oskarżał ludzi przed Bogiem, chcąc udowodnić Bogu, że nikt nie zasługuje na nieśmiertelność i zaufanie, nie mówiąc już o tym, aby mieć władzę nad ziemią i jej stworzeniem większą niż wybitni aniołowie (Job 1: 9-11; Zach 3: 1; Ob 12:10). Jednak Biblia wyraźnie stwierdza:

Bo nie posłańcom podporządkował zamieszkiwany [świat], mający nastąpić o którym mówimy, lecz zaświadczył ktoś gdzieś mówiąc: “czym jest człowiek że go pamiętasz lub syn człowieczy że go doglądasz umniejszyłeś go niewiele od aniołów*          chwałą i szacunkiem uwieńczyłeś go postawiłeś go nad dziełami twoich rąk wszystko poddałeś pod jego stopy”. (*tekst hebrajski ma „od Boga, lub „od bogów”) Bo w tym podporządkowaniu mu wszystkiego, niczego nie pozostawił jemu niepoddanego, lecz teraz  jeszcze nie widzimy wszystkiego mu poddanego.” (Heb 2:5-8)

   Mężczyzna był i pozostał trochę niżej niż anioły, ponieważ nie osiągnął całkowitej doskonałości. Z powodu Adama pozostał na poziomie śmiertelnych istot. Ale kiedy stanie się nieśmiertelny „jak aniołowie”, jak mówił Jezus, pewne rzeczy się zmienią, ponieważ dzięki temu zostanie zrównany z aniołami (Mt 22:30). Ponadto aniołowie nie otrzymali władzy, by rządzić człowiekiem. Według posługi byli na poziomie proroków (Obj. 22:8,9). Gdyby Adam pozostał poddany Bogu, wówczas Bóg jego i jego potomków  mógłby osiedlić go nie tylko ziemi, ale w całym materialnym wszechświecie, ponieważ termin „przyszły świat” odnosi się do nowego społeczeństwa ludzkiego jako istot materialnych, które mogą zamieszkiwać i żyć na wszystkich egzoplanetach. Paweł mówi nawet że „będziemy sądzić aniołów”, a „sądzenie” obejmuje rządzenie nimi przez uprawomocnionych ludzi, takich jak Jezus (1 Kor 6:3; Mat. 19:28). Szatanowi najwyraźniej nie podobało się, że Bóg wynosi człowieka tak wysoko, ani też nie chciał, aby w całej tej historii człowiek zyskał tyle mocy, która zmniejszyłaby jego niebiańską pozycję, więc w swoim przebiegłym planie był zdołał zdegradować człowieka, który stracił swój pierwotny status i pozostał w pozycji śmiertelnika istot. Dlatego ciągle oskarżał człowieka przed Bogiem. Gdyby Bóg zamierzał dzieła Swoich rąk  położyć pod nogami człowieka, wówczas postąpiłby wbrew Swemu planowi gdyby Jezus jako drugi Adam był istotą niebiańską.

   Kiedy powiedziano, że Bóg złożył wszystko pod nogi człowieka, a my wciąż nie widzimy, że to się stało, wtedy ta myśl wskazywała na pierwotny plan Boga, który ma zostać zrealizowany w przyszłości. Adam miał być człowiekiem, któremu wszystko zostało poddane. Dlatego można śmiało powiedzieć, że zanim Jezus się urodził i zanim przyjął rolę Adama, Bóg już „postawił wszystko pod jego nogi”. Ale teraz „nie widzimy”, że wszystko podlega jemu, ponieważ jeszcze nie doszło to do skutku. Kiedy myślimy w ten sposób, zrozumiemy, jak sam Jezus mógł powiedzieć, że już w jakiś sposób istniał i że wszystko mu podlegało, nawet jeśli jeszcze się nie narodził lub nie mógł mieć takiej władzy. Ale zostanie to omówione później.

   Aby usprawiedliwić człowieka, którego stworzył, Bóg stworzył nowego człowieka – drugiego Adama, aby wypełnić swój cel. Wiedząc, że Jezus jest tylko człowiekiem o wolnej woli, Szatan kiedy nadarzyła się okazja …

„.. bierze go oszczerca na bardzo wysoką górę i pokazał mu  wszystkie królestwa świata i ich chwałę i mówi mu: 9 „to wszystko ci dam, jeśli upadłszy pokłonisz mi się.” 10 Wtedy mówi mu Jezus: „odejdź przeciwniku, bo jest napisane, ‘Jehowie Bogu twojemu pokłonisz się i tylko dla niego będziesz pełnił świętą służbę’ Wtedy opuszcza go oszczerca, a oto posłańcy przyszli i usługiwali mu.” (Mt 4:8-11)

   Szatan zawsze chciał być ponad człowiekiem, ale nie nakłonił Jezusa, syna człowieczego, głównego przedstawiciela ludzi, do oddawania mu czci. Zamiast tego został uderzony, ponieważ aniołowie, którzy w tym czasie byli nieco wyżsi od ludzi, przybyli i zaczęli służyć mężczyźnie, Jezusowi. Prawdopodobnie ukłonili mu się na znak poddania się władzy, którą następnie otrzymał od Boga, jak to mówi:

Lecz kiedy znowu będzie wprowadzał pierworodnego na zamieszkały [świat] mówi: “niech mu się pokłonią wszyscy posłańcy Boga“. (Heb 1:6)

   W chwili, gdy Jezus odmówił przyjęcia oferty szatana i kiedy niektórzy aniołowie przyszli do Jezusa, aby mu usługiwać, szatan przegrał największą bitwę przeciwko człowiekowi, otrzymując w ten sposób cios „w głowę”, ale także możliwość gryzienia Jezusa „w piętę”. Jeszcze bardziej bolało, gdy zobaczył, że demony czczą Jezusa jak Chrystusa (Mk 3:11; 1 Moj 3:15). Dlatego Jezus powiedział, że widział „Szatana spadającego z nieba jak błyskawica” (Łuk 10:18). Pokonał go, ponieważ jako człowiek pozostał wierny do śmierci i …

zasiadł na wysokościach po prawicy Majestatu, i stał się o tyle znaczniejszym od aniołów, o ile uzyskał przewyższające od nich Imię.” (Heb 1:3,4; NBG)

   To, o co Szatan nieustannie walczył i czego nie chciał, aby się stało po zdominowaniu Adama, żeby wypełniło się w drugim człowieku takim jak Adam. Po swoim wyjątkowym zmartwychwstaniu z powodu chwały Jezus stał się większy od aniołów, co oznacza, że nie był wcześniej od nich większy, ponieważ był dla nich jedynie sługą Bożym (por. Obj. 22:8,9). Był na tym samym poziomie co pierwszy Adam w stosunku do aniołów, więc teraz, gdy pozostał wierny śmierci, otrzymał imię  wyższe od aniołów.

Lecz niewiele mniejszym coś od aniołów widzimy Jezusa, z powodu doznania śmierci chwałą i (teraz) czcią zwieńczonego, żeby łaską Boga za każdego zakosztował śmierci. (Heb 2:9)

   Czy fakt, że Jezus został „uczyniony nieco niższy od aniołów” oznacza, że był wyższy niż oni przed swoimi narodzinami, czy to znaczy, że jako anioł czy Bóg był wcześniej w niebie. Nie, ponieważ wcześniej czytaliśmy, że Bóg „uczynił człowieka (Adama) nieco niższym niż aniołów” bez twierdzenia, że Adam dosłownie żył wcześniej w niebie i był wyższy od nich. W tym kontekście oznacza to, że Jezus, podobnie jak Adam, został uczyniony, to znaczy stworzony jako człowiek, a nie jako istota niebieska. Gdyby Jezus żył wcześniej w niebie i miał w sobie, to znaczy w swoim ziemskim ciele, wcześniejsze życie, które determinuje jego pierwotne „ja”, wówczas byłby większy niż anioł jako istota, zdeterminowany jego pierwotnym „imieniem”. Jednak dopiero po swoim zmartwychwstaniu Jezus stał się większy niż anioł, dzięki czemu historia cofnęła się do czasów, gdy Adam zachowując swoją lojalność mógł uzyskać od Boga autorytet, władzę i moc, która nie została udzielona żadnemu aniołowi. Ale teraz wszystko wróciło do początku, a aniołowie pokłonili się mężczyźnie, który zasłużył, by „usiąść po prawicy Boga” w miejscu, które nigdy nie było wyznaczone dla anioła, nawet Lucyfera (Heb 1:13). To było tylko dla jednego człowieka.

   Na początku Jezus, podobnie jak Adam w swoim stworzeniu, był  śmiertelny, a przez to nieco niższy od aniołów, ale w przeciwieństwie do Adama doszedł do końca swojej drogi i zyskał nieśmiertelność, i został ukoronowany chwałą i szacunkiem. Został zrównany z aniołami pod względem nieśmiertelności. Aby otrzymać tę chwałę większą niż aniołowie, Jezus musiał pozostać w pełni uległy i posłuszny Bogu. Ale Adam nie musiał umrzeć śmiercią męczennika, ale aby otrzymać i cieszyć się niezniszczalną chwałą musiał jedynie pozostać posłuszny do końca próby. Z powodu jego grzechu przeciwko prawom życia, które doprowadziły ludzkość na śmierć, Bóg chciał zrealizować swój plan i wynieść człowieka na należne jemu miejsce, które należało do niego od samego początku, ponownie przez innego człowieka, a nie przez istotę niebiańską.

   Gdyby Bóg próbował zrealizować swój pierwotny plan za pośrednictwem doskonałej i potężnej istoty niebieskiej, przyznałby się do porażki przed szatanem. Dlatego Jezus był człowiekiem, dla którego zostało określone i ustanowione szczególne miejsce władzy i tylko tymczasowo, ponieważ Jezus jako człowiek

„…potem koniec, kiedy przekazałby królestwo Bogu i Ojcu, kiedy utraci znaczenie każda zwierzchność i każda władza, i moc, bo jest konieczne by on królował, aż do czasu, gdy położy wszystkich wrogów pod jego stopy, bo wszystkie poddał pod jego stopy, ostatni wróg traci znaczenie, śmierć. Lecz gdyby powiedział, że wszystkie są mu poddane, oczywiste że oprócz tego (Boga), który mu poddał wszystkie, ale kiedy zostaną mu poddane wszystkie, wtedy sam syn zostanie poddany temu, który mu poddał wszystkie, aby Bóg był wszystkie we wszystkich.” (1 Kor 24-28)

   Nigdzie w Biblii nie znajdujemy żadnej konkretnej myśli o tym, jak Jezus Chrystus przestał istnieć jako człowiek po swoim zmartwychwstaniu i że rzekomo powrócił do pierwotnej niebiańskiej natury egzystencji, którą zawsze odróżniał od ludzi. Zamiast tego był postrzegany jako człowiek i syn człowieka po zmartwychwstaniu. Apostoł Paweł pisze o Jezusie:

„Bo jest jeden Bóg, jeden też pośrednik Boga i ludzi, człowiek pomazaniec Jezus” (1 Tym 2:5)

   Pośrednikiem nie był archanioł Michał ani żadna inna istota niebieska, ale ktoś, kto był w pełni człowiekiem po zmartwychwstaniu. Apostoł Paweł powiedział do Greków w Atenach:

ponieważ postanowił dzień Jezusa, [by] osądzić zamieszkaną ziemię w mężczyźnie sprawiedliwości którego ustanowił, ufności przydawszy wszystkim podniósłszy go z martwych”. (Dz 17:31)

   W myślach Pawła Jezus był i pozostaje człowiekiem, ponieważ Bóg postanowił, że człowiek będzie sądził świat, a nie jakąś niebiańska istota. Sam Jezus stwierdził, że Bóg dał mu władzę osądzać tylko dlatego, że był „synem człowieka”, który stał się „synem Bożym” (Ja 5:22,27). Zanim został wywyższony, wiele mówił o królestwie Bożym apostołom, a po jego zmartwychwstaniu zapytali go: „Panie, czy w tym czasie przywrócisz Izrael do królestwa?” (Dz 1:3,6). Nie zapytaliby go, gdyby nie zdali sobie sprawy z tego, że był człowiekiem, którego Bóg wyznaczył, aby zasiadł na tronie Dawida tutaj na ziemi. Chociaż zapowiedział im, że ich opuści i pójdzie do nieba, nie było to dla nich obce, ponieważ wiedzieli, że Eliasza zabrano tymczasowo do nieba. Myśleli, że Jezus szybko powróci i zasiądzie na tronie, aby przywrócić królestwo Boże na ziemi (Mt 25:31; Mich 5:2).

   Według biblijnej terminologii człowiek jest członkiem ludzkości,

składa się z pierwiastków chemicznych ziemi (heb. „adham”). Człowiek jest również nazywany hebrajskim słowem „basar” (ciało) i oznacza jego kruchość fizyczną (1 Moj 6:3 Ps 78:39). To ciało, choć śmiertelne, mogło zostać uświęcone i wzniesione do życia wiecznego. Jezus Chrystus, jako człowiek, mógł zostać podniesiony do nieba w ludzkim ciele przez interwencję Boga, aby pozostał człowiekiem mocno przywiązanym do swoich ziemskich korzeni, ponieważ terminy „człowiek” i „syn człowieka” oznaczają osobę, która zaczyna swoje istnienie jako ludzka istota materialna. Zakłada się, że jego ziemskie ciało przekształca się, aby wejść do duchowej królestwa niebieskiego, aby mógł czasowo żyć w warunkach, w których żyją istoty niebieskie, ale to nie może unieważnić jego ludzkiej natury egzystencji, ponieważ przemiana w ludzkie ciało nie może doprowadzić anioła do sytuacja, w której traci swoją anielską naturę istnienia.

   Przypomniałem to wszystko, aby podkreślić fakt chwalebnej roli człowieka w Bożym planie. Boski plan został tymczasowo opóźniony z oczywistego powodu, że nowy człowiek pojawi się na ziemi zamiast Adama, który z powodzeniem spełni wspaniałą rolę, która rozpoczęła się ponad 6000 lat temu. Aby ta rola była kontynuowana tam, gdzie się skończyła, człowiek podobny do Adama musiał pojawić się na ziemi, ponieważ „Adam, będący obrazem tego, który miał przyjść” jako zastępca (Rzym. 5:14). Jezus nie był podobny do Adama pod względem rysów twarzy, ale celu. Obaj zostali stworzeni na ziemi, a ich pochodzenie znajdowało się w planie Boga, zanim świat się stał. Pierwszy człowiek zgrzeszył, a inny podobny do niego powstał w planie Bożym jako plan zastępczy, którym miał zastąpić pierwszego człowieka, przyjmując na siebie całą odpowiedzialność, jaką miał jako ojciec ludzkości.

   Np. kiedy człowiek popełnia błąd i traci pozycję i zadanie, które mu zlecił, Bóg stawia na jego miejsce inną osobę, a nie anioła, ponieważ anioła nie można zrównać z człowiekiem (przykład król Saula zastąpiony przez Dawida). Gdyby anioł lub sam Bóg musiał wziąć na siebie odpowiedzialność za ludzką porażkę, doprowadziłoby to do niemożliwej do pozazdroszczenia sytuacji, z której byłoby oczywiste, że nie można osiągnąć obrazu Boga i pełni doskonałości. Adam mógł od razu żałować za swój grzech, ale jego pokuta nie mogła mieć siły chroniącej go przed karą. Dlatego tylko jeden człowiek, człowiek taki jak Adam, który przez swoje własne stworzenie i istnienie i który nie popełnił grzechu podobnego do niego, mógł stanąć na jego miejscu i wziąć pełną odpowiedzialność za sytuację. Dlatego zgodnie ze Swoim wiecznym planem Bóg przygotował i przewidział narodziny takiego człowieka na ziemi, a nie inkarnację kosmity.

   Ktoś może teraz powiedzieć, że jeden człowiek nie może drugiego zbawić i odkupić człowieka od grzechu i kary, która spadła na całą ludzkość. To stwierdzenie jest zacytowane w Psalmie: „Nie polegajcie na władcach ani na żadnych innych ludziach, bo nie mogą zapewnić wybawienia. Duch człowieka uchodzi, a on wraca do ziemi. Tego dnia giną jego myśli.” (Ps 146: 3,4). Tak, to prawda, że śmiertelny człowiek nie może uratować drugiego człowieka przed wieczną śmiercią, ale Jezus został odkupiony od kary i ogłoszony  sprawiedliwym, który nie wrócił do prochu, ale wstał do życia nieśmiertelnego, i dlatego „Jezus z Nazaretu” jest jedynym człowiekiem, który nas mógł odkupić go od grzechu i ocalić go od śmierci, którą zwyciężył w swoim ciele (1 Tym 3:16; Jak 2:21,24; Dz 4:10-12). Adam stracił zaufanie i życie wieczne z powodu swojego wielkiego błędu i ostatecznie umarł, ale Ewangelie, wraz ze wszystkimi innymi faktami historycznymi, dowodzą, że Jezus umarł, został wzbudzony i wstąpił do nieba jako człowiek mający zaufanie – jako drugi Adam, który będzie naszym nowym ojcem. Więcej zostanie omówione na końcu książki.

Jeden inny człowiek

Żydzi nie oczekiwali niebiańskiego Mesjasza, ale uświęconego  człowieka, który mógłby pochodzić z linii Aarona lub Dawida. Oto dlaczego niektórzy w Jezusie widzieli zmartwychwstałego proroka Eliasza, Jeremiasza i Jana Chrzciciela, którzy byli z kapłańskiej rodziny Aarona (Mt 16,14). Inni, którzy wiedzieli, że pochodzi z rodu Dawida, mogli pomyśleć, że to Dawid piszący w psalmach:

Rozgłoszę postanowienie Jehowy. Powiedział On do mnie: ‘Jesteś moim synem. Dzisiaj zostałem twoim ojcem. Proś mnie, a dam ci jako dziedzictwo narody i na własność — całą ziemię. Potłuczesz je żelaznym berłem, roztrzaskasz je jak gliniane naczynie’. Teraz więc, królowie, wykażcie wnikliwość. Sędziowie ziemi, dajcie się skorygować. Służcie Jehowie z bojaźnią, służcie Mu z drżeniem i radością. Złóżcie hołd synowi...” (Ps 2:7-12) Przez proroka Jeremiasza Bóg powiedział Izraelitom: „Mój lud będzie służył swojemu Bogu, Jehowie, i swojemu królowi Dawidowi, którego nad nim ustanowię” (Jer 30:9) Następnie prorok Ezechiel prorokował: „I ustanowię nad nimi jednego pasterza, swojego sługę Dawida, i on będzie je pasł. On sam będzie je pasł, zostanie ich pasterzem. Ja, Jehowa, będę ich Bogiem, a mój sługa Dawid — ich przewodnikiem. Ja, Jehowa, to powiedziałem.” (Ez 34:23,24) Dawid był uważany za Namaszczonego Syna Bożego, podobnie jak jego syn Salomon, ponieważ zasiadali na tronie Bożym. Dlatego wszystko wskazywało, że wybitny człowiek zasiądzie na tronie Dawida, który miał mieć związek z Dawidem, Synem Bożym. Nie powinien to być sam Dawid, ale ktoś, kto przejmie jego rolę Syna Bożego, króla. ( Dawid – Chrystus,Syn Boży)

   Kiedy niektórzy Żydzi w Jezusie rozpoznali tego Syna Bożego, można się było spodziewać, że będą mogli myśleć, że był to zmartwychwstały Dawid. Ale apostoł Piotr powiedział im: „Mężczyźni, bracia, można powiedzieć z otwartością do was o patriarsze Dawidzie, że i umarł i został pogrzebany, a jego grobowiec jest przy nas aż do tego dnia. Więc będąc prorokiem i wiedząc, że przysięgą przyrzekł mu Bóg, z owocu jego serca według ciała, wzbudzi pomazańca i posadzi na jego tronie, [o] powstaniu pomazańca, że ani pozostawiony do grobu, ani jego ciało zobaczyło zepsucie. Tego Jezusa podniósł Bóg, czego my wszyscy jesteśmy świadkami. Więc prawicą Boga wywyższony i obietnicę świętego tchnienia  wziąwszy u ojca, wylał wam co też widzicie i słyszycie. Bo nie Dawid wstąpił do niebios, bo sam powiedział: ‘mówi Jehowa do mego pana, siądź po mojej prawicy, aż położę twoich nieprzyjaciół [jako] podnóżek twoich nóg’. Niezawodnie niech wie cały dom Izraela, że i panem i pomazańcem, Bóg postawił tego Jezusa, którego wy ukrzyżowaliście”. (Dz 2:29-36)

   Przy tej okazji Piotr wyjaśnił obecnym Żydom, że Mesjaszem nie może być Dawid. W proroctwie Daniela Żydzi mogli czytać wizję, w której aniołowie sprowadzają do nieba przed Boga jednego syna człowieka, gdzie Bóg dał mu władzę, ale nie byli pewni, kim byłby ten człowiek (Da 7:13,14). Mogli jedynie spekulować na podstawie Pisma Świętego, że być może Dawid został wskrzeszony. Lecz Piotr wyjaśnił tutaj, że Dawid nie wstał ani nie wstąpił do nieba, ponieważ jego ciało jest w grobie. Wyjaśnił, że mowa jest o potomku Dawida Jezusie, który został wskrzeszony przez Boga w ciele i wyniesiony do nieba jako spadkobierca tronu Dawida. Czy osoby obecne przy przemowie Piotra mogły dojść do wniosku, że Jezus żył już w niebie przed swoim życiem na ziemi? Nie, ponieważ Piotr mówi, że Jezus jest człowiekiem, potomkiem Dawida. Nie musiał mówić, że Dawid nie wstąpił do nieba tylko dlatego, że był człowiekiem. Nie byłoby to dowodem, ponieważ wiedzieli, że dzięki interwencji Boga człowiek może wstąpić do nieba jak Eliasz. Piotr jedynie wskazał im prawdziwe znaczenie mesjańskich proroctw Boga, w których król Dawid, jako Syn Boży, był jedynie symbolem człowieka, Syna Bożego, który zostałby wywyższony na tron Dawida. W związku z tym pierwsi chrześcijanie przyjęli Jezusa jako człowieka z rodu Dawida, którego, według słów Piotra, ich Bóg „wywyższył” i „uczynił Panem i Chrystusem”, a zatem Synem Bożym-królem.

   Termin „Syn Boży” w żaden sposób nie może podważyć faktu, że Jezus jest „synem człowieka”, a nie wcieloną istotą niebiańską. Chociaż aniołowie byli również nazywani synami Boga, nie mogło to zrównać Jezusa z nimi, ponieważ byli istotami niebiańskimi, a zatem różniącymi się od synów ludzkich (Job 38:7). Jezus jest zaliczany do „ludzkich synów Bożych” których Bóg „przewidział i zaplanował, mających ten sam kształt co obraz jego syna, by był pierworodnym wśród wielu braci” (Rz 8:29).  Sprawiedliwych można uznać za dzieci Boże i synów Bożych, ponieważ Paweł mówi: „ilu właśnie tchnieniu (oddechowi) Boga daje się prowadzić, ci są synami Boga” (Rz 8:14-16). Jezus był wśród nich najważniejszy. „Bo przystało temu, przez którego wszystko i z powodu którego wszystko, wielu synów do chwały doprowadzającego, przewodnika ich wyzwolenia, przez cierpienia być doprowadzonym do dojrzałości, bo zarówno uświęcający i uświęcani z jednego wszyscy, z tego powodu nie wstydzi się nazywać ich braćmi” (Heb 2:10,11). Syn Boży Jezus i wszystkie dzieci Boże w duchu świętym pochodzą od jednego – Boga (Heb 2:11). Każdy z nich jest indywidualnie człowiekiem i synem Boga. Dlatego Paweł utożsamia Jezusa jako Syna Bożego z innymi ludźmi, którzy przez działanie Boga stają się dziećmi Bożymi, z tym że Bóg  Jezusa jako najważniejszego człowieka uprawomocnia jako głównego orędownika ich zbawienia, to znaczy Syna pierworodnego. Spośród wielu synów Boga ziemskiego pochodzenia Jezus jest pierwszy i najważniejszy. Dlatego nosi tytuł i imię „Syn Boży”.

   W związku z tym apostoł Piotr odniósł się także do terminu „syn Boży” w tym kontekście, odnosząc się do szczególnej relacji, jaką może mieć wybrany człowiek, którego Bóg z góry przewidział przed jego narodzinami i ogłosił i wysłał na świat. Ponieważ Bóg namaścił go i „ustanowił Panem i Chrystusem”, w tym akcie ustanowił go swoim Synem (Dz 2:36). Synowie Izraela również mieli to synostwo, Bóg uznał ich za swego syna, ponieważ powiedział: „Izrael jest moim pierworodnym synem”, pierwszym spośród narodów (2 Moj 4:22). Dawid również został pierworodnym, z tym wyjątkiem, że nie został wyznaczony na wiecznego króla (Ps 89:27; 2 Sam 5:12). Ten 89 Psalm ostatecznie odnosi się do tego, że Jezus został pierworodnym. Piotr mógł dojść do wniosku, że tylko Jezus może być Synem Bożym w wyższym stopniu niż Dawid i inni wybitni członkowie wybranego ludu Bożego, ponieważ jego poczęcie przez samego ducha świętego może zrównać go jako człowieka z Adamem, uważanym za pierwszego syna Bożego (Łuk 3:38). Ze względu na ich wyjątkowe początki tylko Adam i Jezus mogli uważać Boga za swego Stwórcę – Ojca.

   Adam był pierwszym, a Jezus drugim człowiekiem, którzy powstali przez bezpośrednią interwencję Boga, przy czym Jezus jest ostatnim Adamem, ponieważ wraz z nim plan Boży z człowiekiem realizuje się na zawsze. Przejął pierworodztwo od pierwszego człowieka. Jedyną różnicą jest to, że pierwszy mężczyzna został stworzony z żywiołów ziemi poza łonem kobiety, podczas gdy drugi został stworzony z żywiołów ziemi w łonie kobiety, aby ciałem mógł pochodzić z przodka Dawida (1 Moj 3:19; Kaz 3:20). Różnica polega także na tym, że Adam jest poniżony, a Jezus wywyższony. Z powodu tych podobieństw i różnic faktem jest, że Jezus nie miał ponieść kary oddzielenia od życia wiecznego, ale mimo to przez narodziny w linii Dawida stał się częścią ludzkiej rodziny pod karą. Nie potrzebował odkupiciela, ponieważ Bóg, jako jego Stwórca, miał prawo osobiście odkupić go od grzesznej ludzkości (Iz 44:24). Dlatego Bóg mógł nagrodzić go życiem wiecznym, tak jak Adama, bez konieczności umierania, ponieważ nie zgrzeszył przeciwko prawu Bożemu, i tylko on mógł zostać poświęcony Bogu jako odkupiciel ludzi. Jeśli taki obraz wyjaśnia wszystko, powstaje pytanie, czy było potrzeba przez filozoficzne i inne spekulacje przypisywać Jezusowi niebiańskie pochodzenie i wcielenie niebiańskiej istoty do człowieka?

   Apostołowie Jezusa i pierwsi uczniowie mogli mówić o Chrystusie jako Synu Bożym, nie wskazując, że wyrażenie to odnosi się do Jego preegzystencji w przeszłości, ponieważ i inni nosili to wyróżniające imię. Według Pisma Świętego wierzyli tylko w to, co prorocy próbowali odkryć na temat ostatniego i najważniejszego Mesjasza, o którym pisali. „badając do jakiej lub której pory wskazywało w nich tchnienie, pomazańca zaświadczające, na pomazańca cierpienia i po nich chwały”. (1 Pio 1:10,11)

   Prorocy nie pisali i nie odkrywali nic o Mesjaszu sprzed jego narodzenia, lecz jedynie to co jest z nim związane jako człowiekiem, który po urodzeniu, służbie, cierpieniu i śmierci powinien był otrzymać chwałę, jakiej nikt wcześniej nie miał. Gdyby ich Mesjasz był żywą osobą w niebie, aby wcielić się w człowieka, Bóg objawiłby nam ten ważny fakt za ich pośrednictwem. Zamiast tego apostoł Piotr przedstawił  zgromadzonemu tłumowi Żydów w dniu Pięćdziesiątnicy Jezusa jako człowieka, mówiąc im:

Mężczyźni, Izraelici, posłuchajcie tych słów Jezusa nazarejczyka, mężczyzny przez Boga poświadczonego wam mocami i cudami i znakami, jakie wykonał przez niego Bóg pośród was, jak sami wiecie. Tego (człowieka) który jest ustanowiony decyzją i wcześniejszą wiedzą Boga, wydanego przytwierdziwszy zabiliście, wziętego przez ręce nieprawych,  którego Bóg wzbudził,  rozwiązawszy poród krainy umarłych, ponieważ nie było mocy, by był trzymany przez nią.” (Dz 2:22-24)

   Dlaczego Piotr miałby przy tej okazji milczeć na temat faktu, że Jezus żył kiedyś w niebie jako boska istota, gdyby był to fundament wiary w Chrystusa? Można by pomyśleć, że Jezus i inni apostołowie jeszcze tego nie odsłonili, ponieważ powiedział im: „Wciąż mam wam wiele do powiedzenia, ale nie możecie tego teraz znieść. Ale kiedy on, duch prawdy, przyjdzie, poprowadzi was do całej prawdy… ”(Ja 16:12,13). Czy z tego powodu apostołowie w tym czasie mogli nie zrozumieć prawdy o istnieniu Jezusa? Jeśli tak, to we wczesnych dniach zboru chrześcijańskiego ta prawda powinna być podstawą apostolskiej doktryny odkupienia. Wyobraźcie sobie reakcję, gdy jeden z apostołów później ogłosi tym samym ludziom, że Jezus nie był prawdziwym człowiekiem, ale niebiańską istotą w ludzkiej postaci. Takie późniejsze objawienie szczególnie zdenerwowałoby Żydów, którzy zabili Jezusa, ale nie znajdujemy doniesień, że Żydzi prześladowali chrześcijan za takie nauczanie o Mesjaszu (zob. Dz 5:28). Ponadto apostoł Piotr podkreślał by to nowe objawienie w swoich listach. Ale jedyna prawda o Jezusie, którą powiedział wiele lat później, jest wyrażona słowami:

Przewidzianego wprawdzie przed założeniem świata lecz ujawnionego w ostatnich czasach dla nas,” (1 Pio 1:20)

   Po trzydziestu latach Piotr nie wspomina w swoim liście o tym, że duch święty objawił mu coś nowego o Jezusie. Nie powiedział więc, że Jezus żył przed założeniem świata, ale w duchu pism świętych powiedział, że pojawił się w swoim czasie, który Bóg dla niego z góry przewidział. Przed stworzeniem świata Bóg przewidział, że nowy człowiek, inny Adam, powinien pojawić się na ziemi, co samo w sobie wyklucza ideę, że Jezus istniał już jako osoba przed swoimi narodzinami.

    Bóg z góry określił, że niektórzy inni ludzie przed jego  narodzinami wykonają jakieś szczególne zadanie dla dobra swego wybranego ludu. Gdyby Jezus istniał wcześniej, Piotr powiedziałby to dokładnie, a nie tylko że został przewidziany przed ukazaniem się. Apostoł Paweł wyraża to samo, gdy mówi, że Bóg wybrał nas „przed założeniem świata (…) i przeznaczył nas, abyśmy z powodu Jezusa Chrystusa zostali adoptowani jako synowie” oraz że „przeznaczył sprawiedliwych, aby zostali ukształtowani na obraz Jego Syna” (Rz 8:29; patrz Ef 1:4:5). Piotr mówi o tych sprawiedliwych, wśród których napisał listy, że zostali „wybrani zgodnie z tym, co Bóg wiedział wcześniej” i postanowili (1 Piotra 1:1,2). Ponieważ w tych wersetach używa tych samych słów i pojęć, co o Jezusie, łatwo stwierdzić, że interpretuje on istnienie Jezusa w tym samym sensie w Bogu przed założeniem świata.

   W związku z tym Piotr nie mówi, że (Jezus) dosłownie istniał przed wszystkimi innymi ludźmi, ale że Bóg miał go wcześniej w umyśle i planie, ponieważ z góry go predestynował, tj. przeznaczył go, zanim powstał świat, na Chrystusa Syna Bożego – drugiego Adama i w ten sposób nowego ojca ludzkości. Taka myśl wpisuje się w to, co napisał apostoł Jan, rolę i istnienie Chrystusa wiążąc z pojęciem „słowo życia”, które było u Boga na początku, które miało być wysłane w widocznej formie cielesnej przez Jezusa (Jehoshua), największego człowieka i proroka (Ja 1:1; 1 Ja 1:1,2; zob. 5 Moj 18:18; Dz 10:36).

   Biblia jasno określa miejsce Jezusa w planie Boga i Jego prawdziwą tożsamość. Obala wszystkie ludzkie idee, które nie pasują do tekstu i kontekstu biblijnego. Wystarczy, że zaakceptujemy tylko jedną myśl, która czyni wyraźne rozróżnienie między Jezusem Chrystusem a boskim „słowem”. Mianowicie, jeśli „słowem” w Ew. Jana 1:1 była ta inna osoba skierowana do Boga, i jako taka odnosiła się do pierwszego rzecznika Boga, przez którego Bóg objawił ludziom na ziemi wszystkie Swoje cele i przykazania, to Jezus musiał być pierwszym niebiańskim posłańcem który przekazywał ludziom słowa Boże poprzez natchnionych proroków.

   Powszechnie wiadomo, że ci, którzy chcą widzieć Jezusa w niebie przed Jego faktycznym pojawieniem się na ziemi, twierdzą i zakładają, że Jezus był aniołem Bożym, a może archaniołem Michałem, który prowadził lud Boży przez całą jego historię i wielokrotnie zstępował na ziemię jako główny orędownik Boga, który przemawiał w imieniu Boga przez proroków.

   Ten pozornie interesujący pomysł wysunął Justyn Męczennik, który twierdził, że Rzecznik zwrócił się najpierw do greckich filozofów jako syn Boży na długo przed przybyciem na ziemię jako Jezus. Podobny pogląd na temat Jezusa jako pierwszego i najważniejszego anioła – Rzecznika – został zaakceptowany przez Świadków Jehowy i piszą:

[Dlaczego Jezusa nazwano „Słowem” (po grecku Logos)? Tytuł ten wskazuje na funkcję, którą pełnił od czasu, gdy zostały stworzone inne istoty rozumne. Jehowa posługiwał się swym Synem, by przekazywać różne informacje i wskazówki pozostałym duchowym synom, a potem także ludziom na ziemi. Jako Słowo, czyli Rzecznik Boży, Jezus słusznie mógł powiedzieć do Żydów: „To, czego nauczam, nie jest moje, lecz należy do tego, który mnie posłał. Jeżeli ktoś pragnie wykonywać jego wolę, będzie wiedział, czy ta nauka jest od Boga, czy też ja mówię sam z siebie” (Jana 7:16, 17). Po powrocie do chwały niebiańskiej Jezus zachował tytuł „Słowo Boga” (Obj. 19:11, 13, 16).] (Strażnica, 15.12.2008, str 12)

    Tego rodzaju interpretacja ma sens tylko wtedy, gdy Jezus naprawdę żył w niebie przed swoimi narodzinami. To znaczy, jeśli był synem Boga w niebie i największym ze wszystkich aniołów, i jeśli służył jako przedstawiciel Boga w roli „Słowa Bożego”, powinien otrzymać od Boga wszystkie słowa, prawa i przykazania i przekazywać je przez proroków innym ludziom. Jednak apostoł Jan, który powiedział, że z początku Bóg miał słowo, nie uwierzył ani nie zażądał tego. Wręcz przeciwnie. W tym samym rozdziale powiedział:

Bo prawo przez Mojżesza zostało dane, lecz łaska i prawda przez Jezusa pomazańca się stała.” (Ja 1:17)                                                                                        

   Opisuje tutaj kilka ważnych rzeczy. Po pierwsze, Jezus i Mojżesz byli ludźmi mianowanymi prorokami. Oni byli pośrednikami Bożego „słowa”, a nie tym „słowem”. Po drugie, prawo które Bóg dał narodowi Izraela, było dane za pośrednictwem aniołów. Tak samo męczennik Szczepan wspomniał przed sądem o Jezusie, którego zabili, ale nie powiedział, że otrzymali prawo przez niego, ale „przez aniołów” (Dz 7:52,53). Jeśli Jan mówił o Jezusie Chrystusie jako pośredniku niezasłużonej dobroci, tj. Pośredniku „słowa życia”, to dlaczego nie wspomniał o nim jako o pośredniku Prawa? Apostoł Paweł napisał o tym: „Czym więc jest to dodane prawo, zostało położone jako dar łaski, dodane w ręku pośrednika, rozporządzone przez posłańców, aż do czasu przyjścia potomka, któremu jest obiecane” (Ga 3:19). Pośrednikami między ludźmi a Bogiem byli aniołowie i prorocy. Prawo zostało następnie przekazane ludziom poprzez taką komunikację:

& BógAniołowieProrok (Mojżesz)

   Gdzie był wtedy Jezus i dlaczego nikt nie wspomina o nim jako rzeczniku Boga? Czy Bóg by go pominął, gdyby był pierwszym rzecznikiem w tej linii pośredniczącej komunikacji? Paweł wspomina w tym fragmencie, że do tego czasu Jezus był „potomkiem”, który miał przyjść (urodzić się), co oznacza, że nie istniał wcześniej ani nie mógł być pierwszym pośrednikiem w dawaniu ludziom Bożych praw i przykazań. Ponownie potwierdza to twierdzenie, ponieważ pisze:

W wielu częściach i na wiele sposobów dawno Bóg powiedziawszy ojcom przez proroków, na końcu tych dni powiedział nam przez syna…” (Heb1:1,2)

   Tutaj przeszłość wyraźnie odróżnia się od teraźniejszości, a także sposób, w jaki Bóg komunikuje się z ludźmi. Apostoł Paweł daje niewiele miejsca na założenie o wcześniejszym istnieniu Jezusa, ponieważ wyraźnie stwierdza, że Bóg zwracał się do ludzi i przemawiał przez swego ziemskiego Syna dopiero po wszystkich prorokach Starego Testamentu. Wskazuje przez to, że przed narodzinami Jezus nie był potężnym słowem (mocny, silny = grecki theós, „bóg”) w obrazie istoty niebiańskiej, więc określenie Syn Boży odnosi się również do wyjątkowego człowieka, który pojawił się po wszystkich natchnionych prorokach i który dopiero po uwielbieniu wspiera wszystko potężnym, to znaczy Bożym słowem. Ponieważ aniołowie również służyli Chrystusowi jako prorokowi, byli w linii komunikacji:

& BógAniołowieProrok (Jezus)

   Jezus, jako Syn, oczywiście nie może być związany z przeszłością, ponieważ Bóg przekazał swoje słowo przez proroków, a te przesłania zostały im przekazane przez aniołów. Ale od pierwszego wieku, kiedy Jezus wstąpił do nieba jako nieśmiertelny człowiek, przyjął rolę rzecznika słowa Bożego, tak że odtąd został umieszczony w linii mediatora ponad aniołami. Najlepiej widać to w ostatniej proroczej księdze napisanej przez Jana, zaczynającej się od słów: „Objawienie Jezusa pomazańca, które dał mu Bóg, by pokazać jego niewolnikom co musi się stać w pośpiechu i zaznaczył wysławszy przez swego posłańca, swemu słudze (prorokowi) Janowi” (Obj 1:1). W związku z tym dopiero od tego czasu Słowo Boże podążyło zgodnie z linią komunikacji:

 BógJezus ChrystusAniołowieProrok

  „Słowo” jako takie oznacza dokładnie wymyślony i w pełni sensowny plan przed jego realizacją, tak że to „słowo” (które samo w sobie nie jest bytem, lecz duchem umysłu Boga) miało swój nowy początek, kiedy stało się „ciałem” w Jezusie, który się pojawił na koniec czasu. Już przed jego narodzinami Bóg postawił pod jego stopami cały świat, chociaż nie widzimy tego w rzeczywistości, więc sam Jezus nie istniał w rzeczywistości, ale tylko w planie Bożym. Jeśli Jezus Chrystus nie istniał przed stworzeniem świata, to jak Paweł mógł powiedzieć o Jezusie:

„...którego ustanowił dziedzicem wszystkiego, przez którego wykonał* epoki (*dokonał, spełnił). Ten będący odblaskiem chwały i odwzorowaniem jego charakteru, przynoszący także wszystkie wypowiedzi jego mocy…” (Heb 1:2b,3a)

{Według BW i większości innych brzmi: „którego ustanowił dziedzicem wszechrzeczy, przez którego także wszechświat stworzył”- (ale stara BG czy Rakowska mają „wieki uczynił”) jednak jest to nieuzasadnione tłumaczenie, greckie wyrażenie „tous aionas epoiesen” co najwyżej można tłumaczyć „wieki (lub ‘wieczność”) uczynił”- przypis tłumacza}

   Greckie słowo świat może oznaczać eony czasu, porządku społecznego, wieku, okresu. Bóg ustanowił eony i granice przedziałów czasowych, w których człowiek odgrywał najważniejszą rolę Boskiego planu (Dz 17:26,31; 5 Moj 32:8). Przez Adama cały świat miał być stworzony i rządzony. Ponieważ Bóg nie zna porażki, można powiedzieć, że przez człowieka, ale przez drugiego Adama, cały świat został stworzony. W szczególności Paweł mówi, że „cały świat jest rządzony słowem Boga”, więc Jezus został wyznaczony na jego stwórcę, ponieważ Bóg wydał „wszystko [cały świat] w jego ręce”, aby mógł go kształtować zgodnie z wolą Boga (Heb 11:3; Ja 3:35). Boski plan z Adamem wpłynął na wiele wydarzeń w historii ludzkości i wpłynie również na przyszłość. Realizując ten plan, Bóg usuwał i mianował królów i pozwolił na rozwój sceny światowej do punktu kulminacyjnego, który powinien oznaczać autorytet Mesjasza, można więc powiedzieć, że poprzez tego człowieka, swego pierworodnego, Bóg stworzył świat, który ostatecznie zrealizuje Boży plan.

   Ponadto stulecia, lub eony czasu, odnoszą się do początku stworzenia wszechświata, ponieważ czas, jaki znamy, może płynąć tylko wraz z stworzeniem wszechświata materialnego, a swoje istnienie zawdzięcza pierwszemu człowiekowi, dla którego stworzono Ziemię i cały wszechświat. Mianowicie, jak by to było, gdyby Bóg najpierw stworzył planetę Ziemię, a dopiero potem zaczął myśleć o istocie, która mogłaby tam mieszkać? Nie, Bóg najpierw zaprojektował człowieka, aby przez niego i zgodnie z jego miarą powstało wszystko, co miało być dla niego i jego podwładnych. Cały wszechświat jest materią, a jedna rozsądna istota z tej samej materii ma wartość samą w sobie ponad tym wszechświatem.

   Ponadto w słowach: „On wyznaczył Syna (człowieka) na spadkobiercę wszystkich rzeczy i przez który stworzył cały świat” – możemy rozpoznać ten sam sposób wyrażania się, co w słowach „postawił go nad dziełami twoich rąk, chociaż jeszcze tego nie widzimy”. Jak zauważamy, Paweł najpierw mówi, że Bóg „wyznaczył Syna na spadkobiercę wszystkich rzeczy”, a stało się to dopiero po Wniebowstąpieniu, a następnie powiedział, że „stworzył (i opanował) cały świat przez Syna”, co mówi, że  mowa jest o czymś, co będzie później, czego jeszcze nie widzimy, ponieważ w rzeczywistości tak się jeszcze nie stało. Jezus miał być początkiem nowego świata i nowej epoki. Syn (drugi Adam) został już ustanowiony spadkobiercą Boga w planie Bożym, zanim pojawił się na scenie, ponieważ wszystko zostało mu poddane przed stworzeniem świata, chociaż w rzeczywistości miało to nastąpić w przyszłości (porównaj Ef 1:4 5). Możemy uważać Jezusa za drugiego Adama, który pośredniczy w określaniu eonów, to znaczy wszystkich czasów i okresów życia ludzkiego, które go poprzedzały, a zwłaszcza nowej ery, która wyznaczy jego panowanie nad ziemią. Według pierwszego człowieka Adama powstał świat grzesznych i śmiertelnych ludzi, to znaczy okresy, w których mieli żyć do nadejścia nowej epoki.

  Swoim pojawieniem się i stanięciem w roli drugiego Adama, Jezus wywrócił wszystko, co zaszło przez pierwszego Adama. Zamiarem Boga było stworzenie świata i panowanie nad nim poprzez Adama jako doskonały porządek społeczny, który odzwierciedlałby chwałę Boga we wszystkich okresach (eonach). Nie zostało to zrealizowane przez niego, z powodu tego co przydarzyło się pierwszemu człowiekowi. Jezus zamiast Adama został mianowany spadkobiercą wszystkich rzeczy, a zatem spadkobiercą świata. Dlatego sam Jezus mówił do swoich uczniów „przy odtworzeniu (lub nowym stworzeniu), zasiądziecie i wy na dwunastu tronach sądząc dwanaście plemion Izraela, gdy syn człowieka zasiądzie na tronie swej chwały.” (Mt 19:28)

   Już umożliwił ludziom że staną się „nowym stworzeniem”. Wchodząc w przymierze z Chrystusem – jak mówi Paweł – „to, co stare, jest przeszłością, a oto nowe się stało”, a to zostanie pokazane tylko w Królestwie, gdy cały świat przez niego zostanie stworzony (2 Kor 5:17 Ef 4:24). W wizji apostoł Jan widział „nowe niebo i nową ziemię, ponieważ poprzednie niebo i poprzednia ziemia zniknęły” (Obj. 21:1). Biblia oczywiście mówi nam o Jezusie (drugim Adamie), przez którego Bóg stworzył stulecia ludzkiego życia, tak jak pierwotnie to przewidział i tak będzie na zawsze, ponieważ wszystko, co powstało po pierwszym człowieku będzie zniszczone przez „położenie nowego fundamentu”: „Ponieważ oto tworzę nowe niebiosa i nową ziemię”- mówi Bóg. „Minione wydarzenia nie będą już przychodziły na myśl ani nie będzie się ich wspominać w sercu. Dlatego weselcie się, już zawsze cieszcie się z tego, co stwarzam” (Iz 65:17,18; 51:16). Zgodnie z tym, słowami „przez Syna stworzył cały świat”, widzimy realizację Boskiego planu stworzenia nowego świata, który zniszczy dzieła starego świata. Będzie to doskonałe ludzkie społeczeństwo, które będzie istniało przez Chrystusa (Adama) na zawsze, chociaż jeszcze go nie widzimy.

   W II wieku jeden kapłan z Azji Mniejszej w swojej książce Dzieła Pawła chciał zachować pamięć o jego misyjnych podróżach i męczeństwie z miłości do Pawła. Napisał że męczeństwo Pawła nie było spowodowane głoszeniem czystości, ale ogłoszeniem Chrystusa jako władcy eonów, z tego powodu Neron uważał, że jego autorytet jest zagrożony, i dlatego stracił go, odcinając mu głowę. Neron był człowiekiem czczonym przez ludzi jako bóstwo. Z zazdrością strzegł swojej wybitnej pozycji jako największego człowieka, przez którego miał prawo do tytułu Syna Bożego, który  rzucił wyzwanie Jezusowi. Według niego rzymscy cesarze mieli być władcami eonów, a nie Jezus. Ale Paweł mówił, że prawdziwym władcą eonów może być tylko ten, który został mianowany władcą żywych i umarłych, to znaczy władcą wszystkich ludzi, którzy żyli od narodzin świata i tych, którzy będą żyć w przyszłości. Jezus nie mógł być władcą eonów, dopóki nie osiągnie nieśmiertelności i nie wstąpi do nieba, gdzie Bóg ma dać mu władzę.

   Neron wierzył, że istnieje jedna boska zasada, dzięki której wszystko zostało stworzone. Żydzi w jego królestwie wierzyli, że Bóg jest jeden, co zbiegło się z filozoficzną świadomością kultury pogańskiej, która doszła do wniosku, że boska zasada może być tylko jedna. Dlatego nie sprzeciwiał się wierze żydowskiej, ale chrześcijańskiej, która stawia Jezusa w opozycji do ludzkich władców (bogów). Dlatego jeden taki człowiek, Syn Boży, o którym głosił Paweł, może na zawsze zagrozić władzy, ale nie tylko jemu samemu, ale także samemu Imperium Rzymskiemu, co spowodowało, że zabił Pawła i znienawidził naśladowców Chrystusa. Kiedy Jezus pojawił się wśród ludzi jako Mesjasz i wybrany władca, swoimi myślami, słowami i czynami udowodnił, że był „odbiciem chwały Bożej i dokładnym obrazem jego istoty”. Zachował w sobie tę chwałę do końca życia, kładąc podwaliny pod swoją wyjątkową i chwalebną rolę jako nowego ojca ludzkości.

Przez niego oczyszczenie grzechów dokonawszy, posadził w prawicy Majestatu na wysokościach. O tyle (on jako człowiek)  użyteczniejszy stał się od posłańców, o ile przewyższające ich odziedziczył imię, bo jakiemu z posłańców powiedział kiedy: ‘jesteś moim synem ja dzisiaj ciebie zrodziłem’  i znów: ‘ja będę mu za ojca a on z kolei mi za syna’” (Heb 1:3-5)

     Gdyby Jezus był Synem Bożym przed narodzinami, Bóg nazwałby Go swoim Synem na długo zanim „przyprowadzi Go na świat” (Heb 1:6)  Jednak fakt, że Bóg ogłosił to dopiero „po” namaszczeniu, pokazuje, że ten Syn nie istniał w niebie przed Swymi narodzinami na ziemi. To, co Jezus zrobił i osiągnął dla ludzkości, nie może być porównane do żadnej wysokiej pozycji ani imienia żadnego z aniołów. To, co on objawił i osiągnął, jest większe niż to, co objawili ludziom, więc w tym sensie on, choć człowiek, stał się większy od nich (Hebr 2:2-4). Ponieważ miał swój początek jako jeden z ludzi, którzy ze względu na swój obecny status byli niżsi niż aniołowie, stał się większy od nich dzięki odziedziczonemu imieniu, które jest wyższe niż ich. Wyższego niż aniołowie uczyniło go odziedziczone imię, a nie natura istnienia. Aniołowie zostali stworzeni przed człowiekiem, ale żaden z nich nie otrzymał zaszczytu bycia pierworodnym czegoś w sensie bycia spadkobiercą świata materialnego, a zatem całego wszechświata. Wyobraźmy sobie, że Bóg nigdy nie powiedział aniołom: „ty jesteś moim Synem”, mimo że aniołowie są synami Boga. Nie powiedział do żadnego z nich: „Usiądź po mojej prawej stronie”. Dlaczego? Ponieważ żaden z nich nie pełni roli pierwszego syna, to znaczy syna pierworodnego, ponieważ pierwsi aniołowie jako archaniołowie rządzą Niebem jako radą aniołów, tak że żaden anioł nie jest pierworodnym ani najwyższym ani pierwszym dla Boga, podczas gdy Jezus został dany na ziemi jako pierwszy i jedyny król „zamiast Boga” (Heb 1:13; 2 Moj 4:16).

    Niektórzy ludzie próbowali w tym sensie „zrównać się z Najwyższym”, ale żadnemu z nich się nie udało, ponieważ Bóg z góry ustalił, że człowiek będzie rządził „królestwem ludzi” w jego imieniu z Izraela (Iz 14:12-14; Da 4:17; Obj 1:5; Mich 5:2). Fakt, że jeden człowiek, jako niższy od aniołów, otrzymał ten honor pierworodnego, a nie któryś z wybitnych aniołów, mówi jeszcze więcej o człowieku i jego chwalebnej roli w planie Boga. Oznacza to, że Jezus rzeczywiście pozostał człowiekiem po wstąpieniu do nieba i ta rzeczywistość nie musiała być zmieniana, ponieważ aniołowie mieli służyć człowiekowi w realizacji Boskiego planu. W związku z tym Paweł kontynuuje:

 „’Ja będę mu za ojca (Bóg mówi o tym człowieku) a on (będzie) z kolei mi za syna’. Lecz kiedy znowu będzie wprowadzał pierworodnego na zamieszkały świat mówi: ‘niech mu się pokłonią wszyscy posłańcy Boga’. Wprawdzie i do swoich zwiastunów mówi: ‘czyni zwiastunów swoich wiatrami, a wykonujących jego służbę płomieniem ognia’, jednak do syna (pierworodnego): ‘tronem twoim Bóg na wieki wieków, laska prostolinijności laską twego królestwa, ukochałeś sprawiedliwość znienawidziłeś bezprawie, dlatego namaścił ciebie Bóg, Bóg twój oliwą radosnego uniesienia przy twoich towarzyszach’”. (Heb 1:5-9)

   Aniołowie mieli być istotami duchowymi, aby służyć Bogu i ludziom, a nie rządzić światem. Adamowi powiedziano, aby rządził całym stworzeniem na ziemi i podporządkował sobie całą ziemię (1 Moj 1:28). Aby mógł panować nad ziemią, otrzymał niezbędną władzę od Boga. Autorytet nadany przez Boga jest równoznaczny z namaszczeniem czynem, poprzez który Bóg upoważnia kogoś do reprezentowania go jako władcy. Dlatego był pierwszym namaszczonym, tj. Chrystusem, Synem Bożym. Adam stracił ten autorytet, ale on i jego potomkowie mieli pewien autorytet nad stworzeniem Boga, a niektórzy ludzie mieli nawet władzę od Boga, aby reprezentować go jako władcy i sędziowie (bogowie). Spośród wszystkich umocnionych ludzi tylko Jezus był namaszczony na tyle, na ile przekraczał swoich towarzyszy, to znaczy królów z rodu Dawida, który jako pierworodny nosił także tytuł Syna Bożego. Jak powiedzieliśmy, ten zaszczyt powinien był zostać przyznany pierwszemu człowiekowi – Adamowi.

   Adam przeoczył cel swojego istnienia jako pierworodnego, ale Bóg już miał na myśli drugiego człowieka, którego zamierzał uczynić pierworodnym, ponieważ ogłosił to Adamowi (1 Moj 3:15). Ta myśl Boga była również jasno zdefiniowanym „słowem”, które przepłynęło przez mesjańską obietnicę. Dlatego apostoł Paweł wspomina ostatni czas gdy Jehowa Bóg, teraz po raz ostatni „wprowadza na świat swego pierworodnego” (Heb 1:6). Zamiast Adama, który wypowiedział posłuszeństwo Bogu na oczach Boga i aniołów, Jezus jako drugi Adam i ostatni Mesjasz zasłużył na miejsce tego „Pierworodnego”, któremu „wszyscy aniołowie Boży” powinni „podporządkować się” w tym imieniu (1 Pio 3:22). Heb 1:6).

   Z listu Pawła do Hebrajczyków, tj. Żydów i żydowskich chrześcijan, z których wzięliśmy te najważniejsze szczegóły, widzimy, że Paweł wyraźnie nie wierzy w przedludzką egzystencję Jezusa, ani nie chce przekonać Żydów, ponieważ w powyższym oświadczeniu nie twierdził, że Jezus był już synem Boga przed urodzeniem , ale wskazuje prorocze słowa Boga, w których mówi: „Będę dla niego (to znaczy, Jezusa, obiecanego potomstwa, od teraz), Ojcem, a on będzie dla mnie Synem”. Ta relacja między Bogiem a Jezusem miała być wieczna, poczynając od momentu, w którym Jezus został ochrzczony i „uświęcony” (zob. Jana 10:36).

Człowiek z nieba

Jezus wiedział, że umrze i zmartwychwstanie, ale nie powiedział, że straci Swój ludzki charakter, ani że odrzuci go na zawsze. Powiedział do Żydów: „zapewniam was, od teraz zobaczycie niebo otwarte i posłańców Boga wstępujących i zstępujących do syna człowieka” (Ja 1:51). Powiedział tutaj, że nadal będzie człowiekiem, a nie byłym człowiekiem. Więc był i pozostał człowiekiem. Kiedy mówi, że aniołowie zejdą do niego, widzi siebie nie tylko w niebie, ale także na ziemi, nad którą będzie panował jako człowiek – syn człowieczy. Poszedł do nieba, aby przed wszystkimi aniołami Bóg dał mu całą władzę tuż przed zejściem na ziemię. Mianowicie, musiał opuścić ziemię i poczekać gdzieś na niebie (materialnym lub niematerialnym) na swój czas. Gdyby pozostał na ziemi do dziś, byłby pod ciągłą presją ludzi, którzy uczynią go żywym bóstwem. Oczywiście, przed przejęciem władzy nad tym światem, musiał żyć wystarczająco długo poza naszą planetą, aby wykonać nowe trudne zadanie, które uczyniłoby go odnoszącym sukcesy władcą Ziemi. Kiedy się pojawi, nadal będzie człowiekiem. Fakt ten pomaga zrozumieć niektóre przenośne stwierdzenia, które na pierwszy rzut oka mogą zostać źle zrozumiane. Rozważmy niektóre z dwuznacznych stwierdzeń, które już cytowaliśmy. W swojej Ewangelii Jan zapisał jedno z oświadczeń Jezusa, gdy powiedział swoim słuchaczom:

wy z dołu jesteście, ja jestem z wysoka, wy z tego świata jesteście, ja nie jestem z tego świata” (Ja 8:23)

   Gdyby to zdanie miało dosłowne znaczenie, brzmiałoby: „Jesteście istotami ziemskimi, a ja istotą niebiańską. Jesteście ludźmi, a ja nie jestem istotą ludzką”. To dosłowne znaczenie jego wypowiedzi byłoby bezproduktywne i dezorientujące, biorąc pod uwagę ludzką naturę Mesjasza, tak jak oczekiwali Żydzi. Gdyby to stwierdzenie miało dosłowne znaczenie, to doketyści i inni gnostycy słusznie twierdzą, że Jezus żył w pozornym, a nie w prawdziwym ciele człowieka, ponieważ naprawdę nie był człowiekiem.

   Ponieważ apostoł Jan był przeciwny doketystom, zdawał sobie również sprawę, że wypowiedź Jezusa, którą napisał w swojej ewangelii, nie miała dosłownego znaczenia. Kiedy więc wchodzimy w sam kontekst tego stwierdzenia, musimy zastanowić się, jak mogło ono zabrzmieć dla słuchaczy zgodnie ze słowami, które wypowiedział przy tej okazji. Mianowicie powiedział następnie: „gdybyście wywyższyli (zaakceptowali i uznali) Syna człowieka, wtedy poznalibyście, że ja jestem” – Mesjasz, Syn Boży (8:28). (op. „ego eimi” – „Ja jestem” ten – Mesjasz)

   Następnie Jezus powiedział im o tym, który go namaścił i posłał, ale, jak głosi relacja, faktem jest, że „nie rozumieli, że mówił im o Ojcu” (8:26,27). Oczywiście nie rozumieli nawet, co znaczy „z góry”. Jednak pod koniec tej debaty z Żydami „gdy mówił, wielu w niego uwierzyło” (8:30). Jeśli weźmiemy pod uwagę, że apostołowie i ci, którzy w Niego wierzyli, nie zaczęli postrzegać go jako istoty niebieskiej, lecz jedynie jako ich Mesjasza, który jest „z góry”, tj. „od Boga”, wówczas musimy przyznać, że Jezus rzeczywiście powiedział myśli które miały znaczenie przenośne. Aby to zrozumieć, przyjrzymy się również konstrukcji jego zdania, w której zauważamy hebrajski styl rytmiczny stosowany przez niektórych pisarzy biblijnych.

[Układ ten polega na tworzeniu rytmicznych członów zawierających równoległe myśli lub pojęcia. Owa rytmiczność przydaje tej poezji piękna oraz potęguje siłę oddziaływania wyrażonych myśli. Mogą one być bliskoznaczne lub przeciwstawne, a paralelne ich zestawienie służy ich rozwinięciu, wzbogaceniu lub uściśleniu.] (Całe Pismo, str 107, par 7)

   Myśl pierwszego wersu często rozwija się w drugim, z pewnymi obrazami i szczegółami. Taki sposób wyrażania wskazuje, że w drugiej części zdania Jezus wyjaśnił pierwszą część, tak że wyrażenie „z dołu” odnosiło się do „tego świata”, który jest „pod władzą Złego”, a nie do planety Ziemia (1 Ja 5:19). Robiąc to, starał się oddzielić siebie i swoją mesjanistyczną pozycję oraz sprzeciwić się tym Żydom, którym przeciwstawił się przy tej okazji, tak aby jego słowa „jesteście z dołu” nie odnosiły się do jego uczniów, a jedynie do niewierzących, do których powiedział: „Wy jesteście z tego świata, ja nie jestem z tego świata, dlatego powiedziałem wam, że umrzecie w swoich grzechach” (Ja 8:21-24). Jezus najwyraźniej mówi tylko tym, którzy w Niego nie wierzyli, że byli „z dołu”, to znaczy od szatana lub z ziemi (Mat. 23:13; Jana 8:44). Nie różnił się od swoich słuchaczy w dosłownym miejscu zamieszkania, ponieważ niebo różni się od ziemi, ale w inny sposób. Mianowicie, kiedy powiedział, że „nie jest z tego świata”, nie chciał powiedzieć, że nie jest istotą ludzką. Użył tej duchowej różnicy między sobą a nimi, aby wskazać tym, którzy są „z tego świata”, że jako grzesznicy nie mogą przyjść do Boga, aby otrzymać życie. Musieli zrozumieć, że był on „światłością świata”, a zatem z góry (J 8,12; Mt 4,16).

   Jezus nie jest jedynym z góry, ponieważ powiedział także do swoich uczniów: „Wy jesteście światłością świata” (Mt 5:14). Powiedział swoim uczniom, którzy w niego wierzyli: „Gdybyście byli ze świata (który jest z dołu), świat by was kochał jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo Ja was wybrałem (i zabrałem) sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi” (Ja 15:19, BT; zob. 1 Ja 4:5: Łuk 16:8). Jezus Chrystus i oni „nie są częścią tego świata”, podobnie jak jego „królestwo nie jest częścią tego świata” (Ja 18:36). Tak jak jego ziemskie królestwo jest z góry lub z nieba, tak też są i oni, jako  ziemscy z góry lub z nieba (patrz 1 Kor 15:48,49). Byli jak on z góry, to znaczy od Boga, ponieważ ich „obywatelstwo (królestwo) jest niebiańskie” (1 Ko 15: 47,48; Flp 3:20). Możemy powiedzieć, że są z góry, ponieważ praktykują „mądrość z góry”, a nie z dołu –  ziemską (Jak 3:15,17; Fil 3:18,19). Nie mogą przyjść do nieba przed Boga jak Jezus, ale mogą dojść do miejsca, w którym Jezus miał wejść pierwszy, czyli do królestwa Bożego (tj. Niebiańskiego) (Ja 8:21; 13:33). Jezus ich przyjmie, ponieważ powiedział: „Jeśli ktoś chce mi służyć, niech idzie za mną. A gdzie ja będę, będzie mój sługa”. Następnie modlił się do Ojca: „Ojcze, chcę, aby ci, których mi dałeś, byli ze mną tam, gdzie ja jestem” (Ja 12:26; 14:3,4; 17:24; Ja 6:37).

   Wspomniany powyżej sposób wyrażania był często używany przez Jezusa i apostołów, aby podkreślić różnicę między rzeczami niebieskimi i ziemskimi. (np. Boży, tj. syn nieba; Boże, tj. nieba dzieci ; Boża, tj. niebiańska mądrość itp.). Dlatego przyjrzyjmy się, do jakiego wniosku doszedł sam apostoł Jan:

który od ziemi (z dołu), z ziemi jest i z ziemi mówi, z nieba przychodzący (z góry, od Boga) jest ponad wszystkimi (ten jest niebiański)” (Ja 3:31).

   Czy Jan mówi tutaj o różnicy między istotami niebiańskimi i ziemskimi? Nie. Wiemy, że Szatan również pochodzi z góry, ale to, co mówi, nie jest niebiańskie, lecz demoniczne, podczas gdy niektórzy ludzie, chociaż są istotami ziemskimi, mogą przejawiać niebiańską mądrość, a zatem być niebiańscy, ponieważ należą do nieba, tj. Do Boga (Jak 3:15). Dlatego Jan rozróżnia powyższe stwierdzenie między nauczycielami, którzy mówią o tym, co ziemskie, a prorokami którzy świadczą o sprawach niebieskich, które widzieli i słyszeli (3:32,33). Jan Chrzciciel, podobnie jak Jezus Chrystus, przyszedł (został posłany) z nieba i „świadczył” o tym, co widział i słyszał od Boga (Ja 1:7,34; 3:26). Oto jaki wniosek z tego można wyciągnąć:

„…ich zamianowanie pochodziło z nieba, od samego Boga.” (Strażnica, 1.10.1992, str 7)

Jakub napisał: „Każdy dobry dar i każdy doskonały dar pochodzi z góry, ponieważ pochodzi on od Ojca świateł niebieskich” (Jak 1:17). Każdy dobry dar, który pochodzi od Boga pochodzi z nieba, nie dosłownie, ale w znaczeniu przenośnym. Prorocy są darami z ludzi posyłanymi od Boga i dlatego przyszli z nieba.

   Jezus jest największym darem, jaki Bóg dał ludziom, ale to nie znaczy, że Jezus dosłownie zstąpił z góry, tak jak inni prorocy dosłownie nie zstąpili z nieba. Pokazuje nam to zarówno węższy, jak i szerszy kontekst. W tej relacji Jana Chrzciciela są zacytowane kilka zdań wcześniej słowa, które powiedział swoim uczniom o Jezusie: „człowiek (ten i każdy inny) nie może wziąć niczego, jeśli nie zostanie mu dane z nieba (z góry)” (Ja 3:27). Jan identyfikuje tutaj Jezusa jako człowieka. Co zostało dane Jezusowi z góry? To samo, co Janowi Chrzcicielowi, ponieważ ta myśl została wypowiedziana po tym, jak Jan jego uczniowie powiedzieli: „rabbi ten będący po tobie z drugiej strony Jordanu, o którym ty świadczyłeś, oto ten zanurza i wszyscy przychodzą do niego” (Ja 3:26). Jezus potwierdził, że chrzest Jana został dany z nieba, gdy zapytał: „skąd było zanurzenie Janowe, z nieba (z góry) czy z ludzi (z dołu)?” (Mt 21:25)

   Jan Chrzciciel był świadomy swego niebiańskiego powołania. Jego wielkość zmniejszyła się wraz z pojawieniem się Jezusa, ale wciąż był większy niż inni prorocy, ponieważ był największym ze wszystkich poprzednich proroków (Mt 11:11). Ponieważ zarówno Jan, jak i Jezus zostali upoważnieni od Boga z nieba by chrzcić, można powiedzieć, że byli oni również darami z góry i pochodzą od Boga – z nieba (patrz Mt 11,18,19; Ja 8:42 13:3). W swoim liście apostoł Jan wyjaśnił tę różnicę między tymi prorokami, którzy są ziemscy, ponieważ mówią to, co ziemskie, a tymi prorokami, którzy są wywyższeni ponad wszystkich innych, ponieważ otrzymali z nieba, aby reprezentować i mówić to, co widzieli i słyszeli od Boga. Dlatego rozwinął tę myśl, mówiąc:  „Wy jesteście dziećmi z Boga (z góry) i zwyciężyliście ich (którzy są z dołu), bo większe jest to w was niż to w świecie, oni są ze świata (tj. z dołu), dlatego ze świata mówią i świat ich słucha, my jesteśmy z Boga (tj. jesteśmy z góry), znający Boga słucha nas, z tego znamy tchnienie prawdy i tchnienie błędu.” (1 Ja 4:4-6)

   Bóg mógł zesłać anioła z nieba, ale zawsze przemawiał przez swoich ziemskich przedstawicieli. Rola prorocka utożsamia proroka z tym co mówi, więc można powiedzieć, że pochodzi on z góry, z nieba, to znaczy przychodzi i pochodzi od samego Boga, który go posłał. Apostoł Jan miał na myśli nie tylko Jezusa, który przyszedł lub zstąpił z nieba od Boga, ale także wszystkich proroków, których Bóg posłał do swego ludu w przeszłości. Oni, podobnie jak Mojżesz, byli ponad ludźmi, a nawet nad wszystkimi królami w ich zadaniach, ale Jezus był ostatecznie największym z nich wszystkich. Kiedy Jezus powiedział o sobie, że jest z nieba, to  takim obrazowym stwierdzeniem chciał jedynie potwierdzić swoją mesjańską rolę, określoną przez samego Boga, który Go posłał.

   Każde stwierdzenie lub myśl, w których Jezus wspomina o niebie i rzeczach niebiańskich, należy postrzegać w kontekście, w którym utożsamiał się z mesjańską rolą otrzymaną z nieba od Boga. Kiedy widzimy w jego słowach, że wspomina on o niebie i ziemi, o tym co jest na górze, a co na dole, wtedy musimy zobaczyć co chciał przez to powiedzieć, zwłaszcza jeśli użył innych słów o przenośnym znaczeniu. Nigdy nie chciał wywrzeć na swoich słuchaczach wrażenia, że był istotą niebiańską, która była od nich inna, ale niebiańskim posłańcem, to znaczy człowiekiem, który mówi to, co zostało mu dane z nieba. Zobaczmy, jak następujące słowa Pawła pasują do jego obrazu:

stał się pierwszy człowiek Adam do duszy żyjącej, ostatni Adam w tchnieniu  ożywiającym, ale pierwsze nie w tchnieniu ale zmysłowe, potem w tchnieniuPierwszy człowiek z ziemi, gliniany, drugi człowiek z nieba,  jakiego też rodzaju gliniany (ziemski), takiego rodzaju też gliniani (ziemscy), a jakiego rodzaju [człowiek] niebiański (który stał się nieśmiertelny), takiego rodzaju też [ludzie] niebiańscy i tak jak nieśliśmy obraz glinianego (ziemskiej niszczejącej substancji), będziemy też nosić obraz ( niebiańskiej nieniszczejącej substancji) [człowieka] niebiańskiego.” (1 Kor 15:45-49)

Niektórzy mogą myśleć, że Paweł mówi tutaj o istnieniu Jezusa w ciele niebiańskim. Jednak w kontekście terminologii biblijnej i tematyki, słowa te mają inne i pełniejsze znaczenie. Te kilka zdań może wyjaśnić człowiekowi cały plan Boga. Ponieważ pierwszy człowiek miał być podstawą dla wszystkich ludzi aby uzyskali dostęp do życia wiecznego, a on tego nie spełnił, wówczas drugi człowiek spełnił jego rolę. Dla obu ludzi Paweł ustanawia tę samą zasadę istnienia w ciele ziemskim, która miała ich poprowadzić w kierunku boskiej natury.

    1 faza istnienia     Kształt cielesny  Życie z widokiem śmierci
    2 faza istnienia     Kształt duchowy Życie z widokiem życia    

   Zgodnie z tą zasadą pierwszą fazą życia była „forma cielesna” uformowana z kruszącej się ziemi. Takie rozpadające się życie jest oddzielone od życia wiecznego, a Adam jako „żywa dusza” jako  pierwszy miał życie z widokiem śmierci. W pełnym tego słowa znaczeniu, aby być dzieckiem Bożym i synem Bożym (tj. Niebiańskim) synem, który odzwierciedla w sobie boskie nieskazitelne życie jako boską naturę życia, Adam musiał mieć niezbywalny dostęp do żywego ducha Bożego. Prawdopodobnie stałby się również „duchem dającym życie” dla swego potomstwa, ponieważ „Tchnienie jest ożywiające, ciało nic nie pomaga” (Ja 6:63)

   Aby móc żyć wiecznie, a tym samym być synem Bożym, odzwierciedlając naturę Boga w życiu, Bóg dał również Adamowi „duchową formę” wykonaną z niebiańskiej nieprzemijalnej substancji. W ten sposób mógł jedynie nawiązać połączenie ze źródłem życia wiecznego. Miał się w tym odróżnić od innych żywych dusz z niższej klasy, które były doskonałe fizycznie, ale z ziemską cechą gnijącego życia w znaku śmierci. Forma duchowa, jak mówi Paweł, przychodzi po stworzeniu fizycznym, to znaczy w drugiej wyższej fazie życia. Adam miał tę zasadę jako pierwszy

           (1) życie w formie fizycznej

         a potem

          (2) życie w formie duchowej

   Duchowa forma Adama rozpoczęła funkcjonowanie dzięki wejściu do Edenu, gdzie miał dostęp do „drzewa życia”. Potem, w pewnym momencie, przeszedł z życia śmiertelnego do nieśmiertelnego. Utrzymywał swoją formę cielesną z elementami ziemskimi, a duchową z niebiańskimi. Dopóki miał dostęp do drzewa życia, w jakiś sposób utrzymywał swoją formę duchową w stanie „nieniszczejącego życia” (Heb 7:16). Ale z powodu grzechu, który oddzielił go od źródła życia, stracił życie duchowego ciała. Umarł w tym samym momencie z powodu utraty duchowej formy, która w duchu Bożym daje takie niezniszczalne życie i powrócił do życia w formie zepsucia i śmierci. Odszedł od nieniszczejącego życia do śmierci, to znaczy do śmiertelnej natury niszczejącego życia, w której był wcześniej i pozostawił ludzkości jedynie życie w cielesnej, niszczejącej formie – życie śmierci, z którą został stworzony.

   Gdyby Adam został natychmiast stworzony jako nieśmiertelna istota, umarłby tego samego dnia, w którym zgrzeszył i umarł fizycznie, ponieważ Bóg powiedział mu: „W dniu, w którym go zjecie, na pewno umrzecie” (1 Moj 2:17). Ponieważ nie umarł tego dnia, ale nadal żył w formie fizycznej, udowadnia że w tym dniu coś innego umarło, coś co następnie otrzymał jako dar, który jest boską zasadą życia wiecznego ciała duchowego, które utrzymywał w ogrodzie Eden. Po grzechu, który oddzielił go od źródła życia, natychmiast zmarł w swym duchowym ciele, ale nadal istniał tylko w formie, w której został stworzony jako istota śmiertelna, aż w końcu umarł fizycznie.

   Jezus Chrystus jako „drugi człowiek” miał tę samą zasadę istnienia w ciele i ten sam początek co pierwszy Adam, najpierw o cielesnej charakterystyce życia w śmiertelności, a następnie w duchowym nieśmiertelnym charakterze. Mianowicie, w powyższych akapitach apostoł Paweł nie czyni rozróżnienia między Adamem a Jezusem Chrystusem, aby nie ustanowił dla Jezusa żadnej innej odmiennej zasady egzystencji, co dowodzi również, że Jezus był tylko człowiekiem.

   O istnieniu Jezusa w ciele Paweł nie powiedział:

       (1) pierwsze duchowe

       (2) potem cielesne

       (3) na koniec znowu duchowe

   Podkreślił nawet „najpierw nie duchowe, ale cielesne, a potem duchowe”, aby ta sama zasada życia, którą Adam miał, była prawdą o Jezusie. Oznacza to również, że ciało duchowe nie jest dosłownie ciałem niebiańskim, ale oznacza duchową zasadę życia wiecznego nieniszczejącego. Wszyscy sprawiedliwi będą mieli tę samą zasadę przez Chrystusa (drugiego Adama). W przeciwieństwie do niesprawiedliwych, którzy będą nadal istnieć tylko z ziemską cechą śmiertelnego ciała podczas panowania Chrystusa, sprawiedliwi otrzymają kiedyś duchowy atrybut, za pomocą którego otrzymają życie wieczne.

   Zmartwychwstanie jest uważane za ponowne stworzenie lub ponowne życie. Tego ponownego życia Jezus nie miał w podatności na niszczenie i śmiertelności, z którym się urodził, ale w nieniszczejącym życiu wiecznym po zmartwychwstaniu do nowego, pełniejszego życia jako „pierwszy człowiek” z tymi boskimi cechami życia na znak nieskazitelności i wieczności (Dz 26:23; Kol 1:18) ). W ten sposób otrzymał chwałę, którą stracił pierwszy człowiek. Był pierwszym takim nieśmiertelnym człowiekiem, ale dopiero po zmartwychwstaniu: „pomazaniec obudzony z martwych już nie umiera, śmierć nim już nie rządzi” (Rz 6:9). Wszyscy inni ludzie, którzy w cudowny sposób zmartwychwstali, ostatecznie umarli ponownie, ponieważ nie otrzymali duchowej formy wiecznego nieskazitelnego życia. Jezus był pierwszy. W chwili zmartwychwstania Jezus miał ciało fizyczne, ponieważ zmartwychwstał w swoim ciele, ale wraz z nim ciało duchowe ożywiło się jako cecha wiecznego nieskazitelnego życia. W przeciwieństwie do Adama, który zmarł tego dnia zgodnie z „prawem grzechu i śmierci”, Jezus został wskrzeszony tego dnia zgodnie z „prawem ducha, który daje życie” (Rz 8:2,6). Osiągnął ostatni lub wyższy etap życia, którego Adam nie utrzymał w pokusie.

   Adam miał dostęp do drzewa życia, dzięki któremu utrzymywał swój duchowy obraz, ale nie było to gwarancją życia wiecznego, ponieważ nie mógł automatycznie otrzymać życia wiecznego jako nieprzemijającego daru bez spełnienia przymierza między nim a Bogiem. Aby Bóg upoważnił go jako swego pierworodnego syna do bycia ojcem ludzkości, musiał zdobyć pełne zaufanie do niego poprzez pewną próbę, aby przymierze między niebem a ziemią miało mocny fundament. Stawką było nie tylko życie wieczne, ale także życie wieczne całej ludzkości. Podobnie Jezus miał dostęp do życia wiecznego w duchu świętym po chrzcie, gdy „żył dzięki Ojcu”, przez którego „miał życie w sobie” (Ja 6:57; 5:26). Następnie „przeszedł ze śmierci do życia”, a jego naśladowcy mają taki dostęp do życia wiecznego, o których powiedział, że oni też w duchu Bożym „przeszli ze śmierci do życia” (Ja 5:24; 6:53,54; 1 Ja 3:14; Rz 8:1,2).

   Aby otrzymać życie bez śmierci, tj. nieśmiertelność, dla siebie i wszystkich innych ludzi, Jezus musiał przejść podobną próbę jak pierwszy Adam, a dopiero potem mieć nierozerwalny związek ze źródłem życia wiecznego. Ponieważ do końca próby udowodnił swoje całkowite poddanie się Bogu, został upoważniony do tego, by być pośrednikiem wiecznego życia dla wszystkich prawych ludzi. Wszyscy inni ludzie, którzy otrzymali dostęp do życia wiecznego w duchu świętym, mogą być uważani za dzieci Boże przez Chrystusa, których ten dar życia wiecznego czeka tylko w królestwie Bożym, ponieważ świat, w którym dowodzą swojej wierności, wciąż znajduje się w okresie badania i próby.

   Apostoł Jan mówi o nich, że otrzymali od Jezusa „prawo dziećmi Boga stać się, tym wierzącym w jego imię, nie z krwi ani z woli ciała, ani z woli mężczyzny, ale z Boga zostali zrodzeni” (Ja 1:12,13). Zasadniczo rodzą się najpierw w formie cielesnej, ale nie czyni ich to dziećmi Bożymi, ale raczej rodzą się w duchu, dzięki któremu otrzymują inną, to znaczy formę duchową, dzięki której mają dostęp do życia wiecznego, zanim zostaną wskrzeszeni lub przekształceni w życie nieskazitelne. Nawet śmierć fizyczna nie przerywa tej duchowej łączności z Bogiem, źródłem życia wiecznego, aby automatycznie wzniosła się do życia niezniszczalnego jak Jezus według „prawa ducha, który daje życie” (Rz 8:2; Tyt 3:4-7). Jezus jest pośrednikiem ducha ożywiającego, dzięki któremu stał się duchem ożywiającym.

   Ciało duchowe otrzymane przez odrodzenie, które mają teraz jako przyrzeczenie, nie unieważnia cielesności, lecz uświęca dla Boga, który da ich ciału fizycznemu zmartwychwstanie lub nada duchową formę życia niezniszczalnego. W przeciwieństwie do Jezusa, który zmartwychwstał trzeciego dnia, aby podjąć się roli pośrednika, wszyscy inni ludzie, którzy „przeszli ze śmierci do życia”, ale umarli w Chrystusie, muszą jeszcze czekać na czas zmartwychwstania do życia wiecznego, kiedy Jezus przyjmie swoje całkowite panowanie nad Ziemią, podczas gdy inni, którzy żyją w tym czasie, przejdą transformację ze śmiertelności i rozkładu w życie i nieskazitelność. Ten proces transformacji będzie odwrotny do tego, jakiego doświadczył Adam, gdy przechodził ze stanu nieskazitelności do rozkładu.

Niebiański człowiek

Paweł w swoim liście w cytowanych przez nas wersetach (1 Kor. 15: 45-49) mówi, że drugi człowiek pochodzi z nieba. Jak możemy to zrozumieć? Po pierwsze, człowiek nie może dosłownie pochodzić z nieba, ponieważ nikt, kto powstał w niebie, nie może być człowiekiem, a jedynie istotą niebiańską jak anioł. Po drugie, człowiek może powstać na ziemi jedynie z ziemskiej substancji, ale może pochodzić z nieba symbolicznie, jeśli jego istnienie jest związane z planem Boga i rzeczami niebiańskimi.

   Zaraz po zmartwychwstaniu Jezusa apostoł Piotr powiedział Żydom, że Bóg „wysłałby ogłoszonego wcześniej wam Jezusa pomazańca (namaszczonego człowieka), którego niebo musi wprawdzie przyjąć, aż do czasów przywrócenia wszystkiego” (Dz 3:19-21). Ponieważ nasza nadzieja na przyszłość opiera się na zmartwychwstaniu Jezusa w nieśmiertelnym życiu, odtąd w ludzkiej formie „stał się duchem ożywiającym”, nie odrzucając materialnej cechy swego ludzkiego ciała. Odtąd jako człowiek  przebywa w niebie jako tymczasowej siedzibie, a skoro przyjdzie z nieba, zrozumiałe jest, że jest on dla nas człowiekiem, którego oczekujemy z nieba, więc w tym sensie metaforycznym pochodzi z nieba. Dlatego Paweł w swoich listach nie koncentruje się zbytnio na przeszłości, ale głównie na przyszłości, nasza nadzieja wiąże się z tym, co nadchodzi z nieba i z tej pozycji patrzy na Jezusa, który jest teraz w niebie, aby potwierdzić naszą nadzieję na człowieka, który pochodzi z nieba albowiem z nieba pochodzi także życie wieczne, które Jezus otrzymał i które da wszystkim sprawiedliwym ludziom. W związku z tym Jezus jako człowiek nie dosłownie przyszedł z nieba, ale może pochodzić z nieba, ponieważ jego prawo do życia pochodzi z nieba, które później stało się jego tymczasowym domem.

   Kiedy powiedział, że drugi człowiek pochodzi z nieba, wówczas Paweł nie chciał powiedzieć, że Jezus jest istotą niebiańską, która dosłownie zstąpiła z nieba i wcieliła się w człowieka. Dlaczego możemy tak twierdzić? Cóż, z tego prostego powodu, że sprowadza innych ludzi na tę samą pozycję, dla których mówi: „kim jest ten (Jezus), który jest niebiański (tj. Boży), podobnie jak inni (ludzie), którzy są niebiańscy (tj. Boży)”. Jezus jest więc niebiański w tym samym sensie, co niektórzy ludzie, którzy podobnie jak on „narodzili się z Boga” przez chrzest duchem świętym (Ja 1:13). Paweł oczywiście nie mówi, że ludzie niebiańscy dosłownie zstąpili z nieba, ale raczej mówi o niebiańskim (błogosławionym) stanie, w jakim znajdują się tutaj na ziemi po tym, gdy Bóg uznał ich za swoje dzieci. Tak jak mówi się, że królestwo Boże na ziemi jest niebiańskie, tak również dzieci Boże na ziemi można nazwać niebiańskimi, ponieważ oba pochodzą z Nieba, to znaczy od Boga.

   Sprawiedliwi dzięki duchowi świętemu zapewnili sobie mieszkanie niebiańskie (namiot), który symbolizuje duchową formę życia wiecznego. Ciało duchowe, o którym mówił Paweł, nie powstaje z zepsutego „nasienia” ziemi, ponieważ jego pochodzenie jest niebiańskie (1 Pio 1:23). Połknie nasze materialne ciało i w ten sposób doprowadzi je do nieśmiertelności. W tym sensie tylko ci, którzy mają w sobie niebiański dar lub obietnicę życia wiecznego, mogą, podobnie jak Jezus, być niebiańskimi (tj. Bożymi) (2 Kor 5: 1-5; Heb 6:4). „Każdy dobry dar i każdy doskonały dar pochodzi z góry, ponieważ pochodzi od Ojca niebiańskich świateł” (Jak 1:17: Mt 6:1). Żydzi byli świadomi tego, bo Bóg im powiedział, że „otworzy niebiańskie upusty” (Mal 3:10). Błogosławieństwa, którymi mogli się cieszyć, nie dosłownie zstąpiły z nieba, ale objawiły się w żyznej ziemi, która dała im chleb życia.

   O tym „chlebie z nieba” można powiedzieć, że jest chlebem niebiańskim, a także manną, którą otrzymali na pustyni, ponieważ za tymi darami stał Bóg niebiański (Ja 6:31-33). Wszystko, co dotyczy przyszłych błogosławieństw na ziemi, jest z góry przygotowane w niebie. To są niebiańskie rzeczy, o których Jezus mówił (Ja 3:12). Królestwo, które będzie rządzić ziemią, jest niebiańskie, ponieważ, jak mówi Jezus, „jest ono przygotowane dla nas od założenia świata” przez Boga w niebie (Mt 25:34). Dlatego można powiedzieć, że duchowe narodziny mają charakter niebiański i że ci, którzy narodzili się z Boga, są w ten sposób niebiańscy, ponieważ takie wzniosłe życie może mieć swoje źródło tylko w niebie „od Boga”.

   Dzieci Boże już mają swoje duchowe ciało związane z życiem wiecznym, przygotowane dla nich przez Boga w niebie. Otrzymują je z nieba w duchu świętym jako obietnicę lub „gwarancję ich dziedzictwa”, aby można było o nich mówić jako o ludziach z nieba, a o Jezusie jako o człowieku z nieba, ponieważ z racji formy duchowej wszyscy są niebiańscy (Ef 1:13,14; 2 Kor 1:22). Oto dlaczego inni ludzie niebiańscy pochodzą z nieba jak i Jezus, ponieważ zrodzili się z Boga, z tym wyjątkiem, że Jezus jest jedyną istotą ludzką, która stała się pierworodnym synem, takim jak Adam i posiada specjalne moce, które należą do niego, dopóki Bóg nie zniszczy przez niego śmierci, która weszła na świat z pierwszym człowiekiem. W związku z tym ci, którzy są niebiańscy, nie dosłownie żyli w niebie jako dusze wcześniej istniejące, które od chwili poczęcia przeniosły się z nieba na ziemię w ciele ludzkim. Ta doktryna o preegzystencji dusz została wprowadzona przez Orygenesa w III wieku i nie jest powszechnie akceptowana w kręgach kościelnych, ale jest pod pewnymi względami akceptowana przez nauczanie o preegzystencji duszy Jezusa, który zamieszkał w ludzkim ciele.

   Ponieważ życie wieczne zostało zaoferowane wszystkim ludziom, wszyscy powinni mieć nie tylko ziemską, ale także niebiańską naturę, zgodnie z obrazem przeznaczonym dla Adama. Mianowicie, przed wszystkimi ludźmi naprzód był określony pierwszy człowiek – Adam. Miał być nie tylko ziemski, ale także niebiański. Ale pozostało tylko ziemskie, bo utracono nieniszczejące życie niebiańskie. Ponieważ Adam stracił niebiańskie nieniszczejące życie i pozostał jedynie z ziemską cechą życia z widokiem śmierci, które posiadają niższe istoty, wszyscy jego potomkowie odziedziczyli tylko tę cechę ziemskiej śmiertelnej istoty. Aby stać się niebiańskimi, musieli mieć, podobnie jak Jezus, innego Ojca, przez którego w swoim ziemskim ciele otrzymaliby niebiańską cechę nieniszczejącego życia. Właśnie dlatego Jezus musiał mieć naturę ziemską i naszego brata, razem z nami dziećmi Adama, ponieważ Bóg tak „zdecydował” (Dz 17:31). Dlatego nie było konieczne, aby ten drugi Adam miał w sobie coś, co zmniejszyło ludzki charakter. Mianowicie, gdyby Jezus był istotą niebiańską, sam w sobie zmniejszyłby wartość istoty ludzkiej.

    Gdyby drugi Adam był niebiańską istotą, wówczas można by dojść do wniosku, że pierwszy ludzki Adam był wadliwy na samym początku i że aby odnieść sukces w realizacji Bożego planu, Adam najpierw musiał zostać stworzony w niebie jako istota niebieska, gdzie uzyskałby pełne duchowe i nierozerwalne połączenie z Boże, i dopiero wtedy musiał zejść na ziemię w materialnej formie, gdzie stworzył ludzkie potomstwo. Ale Biblia odrzuca tę możliwość, ponieważ mówi o aniołach, którzy zbuntowali się przeciwko Bogu, tak że niebiańska przedludzka egzystencja nie daje żadnej gwarancji. W związku z tym drugi Adam miał być jedynie człowiekiem rozpoczynającym swoje wyjątkowe życie na ziemi, co dowodzi, że Bóg nie pomylił się, tworząc pierwszego człowieka. Przypisywanie Jezusowi doskonałego życia i miłości do Boga i człowieka, którego wcześniej nabył w niebie, zmniejsza jego człowieczeństwo i ludzką ofiarę. Ale Biblia wyjawia nam, że nie anioł niebiański ani Bóg  został złożony w ofierze za ludzi, ale człowiekBoży ziemski syn (Ja 3:16; 15:13; Ef 5:2; Mat 17:5).

   Przez całą historię Bóg pozwolił ludziom nabyć niebiańskie cechy życia i stać się niebiańskimi z perspektywą życia wiecznego. Takie życie nie mogło się urzeczywistnić przed nadejściem innego człowieka – ostatniego Adama. W tej roli ziemskiego Ojca Jezus miał być pierwszym, a zarazem ostatnim człowiekiem po Adamie, aby zyskać dla siebie i ludzkości prawo do życia wiecznego, czyli nieśmiertelnego. Zmartwychwstanie w formie duchowej nie mogło znieść jego ziemskiej postaci, ponieważ zmartwychwstał jako człowiek w ziemskim ciele o cechach duchowego (niebieskiego) nieskazitelnego życia. Ci, którzy twierdzą, że Jezus nie powstał w ciele materialnym (wśród nich Świadkowie Jehowy), kwestionują zmartwychwstanie ciała ziemskiego, ponieważ według nich nie nastąpiła ani zmiana ciała z niszczejącego w stan nieniszczejący, ani Jezus nie był pierwociną ze zmartwychwstałego ludu.

   Pierwsza kwestia to pierwsza część całego żniwa zmartwychwstania, a Jezus miał być pierwszym z ludu wyznaczonego przez Boga do powstania w nieskazitelnym ciele fizycznym. Tylko w ten sposób prawdziwi chrześcijanie mogą być w pełni przekonani, że ich nadzieja na zmartwychwstanie się spełni. Dlatego, kiedy Paweł mówi, że „najpierw nie jest duchowe, ale fizyczne, potem duchowe”, oznacza to, że duchowa forma została dodana do fizycznej, a nie że zastąpiła fizyczną. To tak, jakby powiedziano, że nie było to pierwsze niebo (atmosfera), lecz Ziemia, a następnie niebo. Niebiańska atmosfera, taka jak „płótno namiotowe”, zostało stworzone, aby umożliwić życie na Ziemi i utrzymać go w wiecznej egzystencji (Ps 104:2). Gdyby to niebo lub niebiańska cecha Ziemi zniknęła, Ziemia stałaby się martwą planetą, podobnie jak inne planety, które nie mają swojej niebiańskiej cechy ani atmosfery. Tak więc w człowieku, a więc w Adamie i Jezusie, najpierw stworzono cielesną formę, a następnie niebiańską lub duchową formę.

   Pierwszy Adam stracił swój duchowy (lub niebiański) wizerunek i naraził się na śmiertelność, podczas gdy Jezus, drugi Adam, zachował prawo do ciała duchowego, w którym został wskrzeszony, tak że jego cielesny wygląd przez ciało duchowe był na zawsze chroniony przed śmiercią i miał niezniszczalny dostęp do ciała niebiańskiego, nieniszczejącego życia od Boga. Dlatego Paweł odnosi się do chrześcijan z podobnymi określeniami, które można przypisać Jezusowi, ponieważ poszli drogą, którą on nakreślił, a poprzez chrzest w duchu świętym stali się tak niebiańscy, jak on. Oni, podobnie jak Chrystus, otrzymają życie wieczne dzięki substancji duchowej, czyli niebiańskiego ciała, bez konieczności opuszczania ciała fizycznego. Będą nosić zarówno ziemską, jak i niebiańską formę, jak to mówi: „i tak jak nieśliśmy obraz glinianego, będziemy też nosić obraz niebiańskiego.” (1 Kor 15:49 – nacisk na „też”).

   Pierwsi chrześcijanie nie kultywowali nadziei ani pragnienia opuszczenia ciała fizycznego i wcielenia się do nieba. Najlepiej wyraził to apostoł Paweł, gdy w liście do Koryntian powiedział: „bo też w tym (fizycznym) wzdychamy, pragnąc przyoblec nasze mieszkanie z nieba (duchowe), jeśli tylko też ubrani, nie nadzy zostaniemy znalezieni, a ponieważ będąc w tym (fizycznym)  namiocie, będąc obciążeni, wzdychamy z powodu niego, nie chcemy się rozebrać (z ziemskiego ciała) ale ubrać (niebiańskie), aby śmiertelne zostało pochłonięte przez życie (ciało duchowe)” (2 Kor 5:2-4). Kiedy wielka ryba połknęła Jonasza, nie stracił fizycznej śmiertelności, ale był chroniony przed śmiercią w głębinach morskich. Podobnie duchowe ciało, w którym jesteśmy ubrani, pochłonie, a tym samym chroni nasze fizyczne ciało przed śmiercią i rozkładem. Mieli taką nadzieję pierwsi chrześcijanie, przez co doktryna  o odejściu sprawiedliwych do nieba traci sens.

   Jest to tylko jeden z wielu przykładów, w których pewne pojęcia przenośnego znaczenia, takie jak człowiek z nieba, ciało niebiańskie lub duchowe, można wyjaśnić w kontekście biblijnym, nie nadając tym terminom dosłownego jednostronnego znaczenia, które wychodzi poza kontekst biblijny. Wyjście z kontekstu biblijnego bardziej sprzyjało ludziom znajdującym się pod wpływem filozofii greckiej i religii pogańskiej, dla których Jezus był bardziej odpowiedni jako niebiańska i boska istota niż jako człowiek.

   Poniżej przyjrzyjmy się, w jaki sposób termin „człowiek z nieba” (człowiek niebiański) można wyjaśnić terminem „chleb z nieba” (chleb niebiański), o którym właśnie wspomnieliśmy. To wyrażenie zostało zapisane przez apostoła Jana w rozmowie między Jezusem a Żydami, kiedy powiedzieli:

 „Ojcowie nasi mannę jedli na pustyni, jak jest napisane: ‘chleb z nieba dał im jeść’. Powiedział więc im Jezus: ‘zapewniam was, nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale ojciec mój daje wam chleb z nieba’” (Ja 6:31,32).

Chleb, który Izraelici otrzymali, żyjąc na pustyni, nie dosłownie zstąpił z nieba, ani nie został stworzony daleko w kosmosie, ani też nie istniał w niebie jako taki. Został stworzony na ziemi z ziemskiej substancji, która zstąpiła na ziemię wraz z rosą (2 Moj 16:14,15; 4 Moj 11:9). Ten chleb schodził z nieba, więc niebo w tym sensie wskazuje na boskie źródło tego chleba, które oznaczało życie dla Izraelitów w tym momencie. Jezus również zstąpił z nieba w ten sposób, mówiąc:

 „’jest prawdziwy chleb Boga, który przychodzi z nieba i życie daje światu’. Powiedzieli więc do niego: ‘panie, każdej chwili daj nam chleba tego’. Powiedział więc  im Jezus: ‘ja jestem chlebem życia….’” (Ja 6:33-35)

Tutaj Jezus najpierw wspomina o „tym chlebie Bożym” (3 osoba), który zstępuje z nieba, a następnie utożsamia go z samym sobą, ponieważ mówi: „Ja (1 osoba) jestem chlebem życia”. To pokazuje, że Jezus utożsamiał się tylko z tym chlebem zstępującym z nieba. Czasownik „schodzi” (czasownik czasu teraźniejszego) nie ma tutaj znaczenia fizycznego przejścia z wyższej sfery egzystencji do niższej, lecz działania, poprzez które Bóg codziennie wylewa swoje błogosławieństwo z nieba na ziemię. Jednak słuchacze Jezusa nie zwracali na to uwagi, więc:

 „Szemrali więc Judejczycy z powodu niego, bo  powiedział, ‘ja jestem chlebem który zszedł z nieba’ i mówili: ‘nie ten Jezusem  synem Józefa, którego my znamy, [także] ojca i matkę, jak więc tak mówi, on z nieba schodzący” (Ja 6:41.42).

Zgodnie z logiką rzeczy ten, kto urodził się na ziemi, nie mógł zejść z nieba, ani nie mógł żyć przed swoimi narodzinami. Jezus wcale nie sprzeciwia się tej logice, ani nie próbuje jej obalić, ale już pośrednio wyjaśnił im tę symbolikę, gdy termin „zstąpił” był związany z faktem, że jego Ojciec niebieski „posłał” go, aby przez niego żyli. Dał im również odpowiedź w oświadczeniu, mówiąc:

bo nie zstąpiłem z nieba aby wykonywać moją wolę, ale wolę tego który mnie posłał” (Ja 6:38; zszedł z nieba = posłany od Boga; Ja 6:44.57).

W ogóle nie powiedział, że dosłownie zstąpił z nieba, ale że był tym niebiańskim chlebem od Boga i że nosił słowo życia, które zstępuje z nieba każdego dnia. Poniżej Jezus wspomina o tym i mówi: „Tchnienie jest ożywiające, ciało nic nie pomaga, wypowiedzi które ja mówię  wam, są tchnieniem i są życiem,” (Ja 6:63). Ciało Jezusa samo w sobie nie mogło dać życia światu, ale duch, który zstąpił z nieba od Boga. Ten duch słowa Bożego był w Jezusie, a zatem w ciele Jezusa, który został uświęcony przez tego ducha. Możemy otrzymać tego samego „dającego życie ducha” („chleb”) przez Jezusa, naszego pośrednika, który w przypadku śmierci przez tego ducha ożywi również „[nasze] śmiertelne ciała w jego duchu, który mieszka w [nas]” (Rzym. 8:9-11).

   Ze względu na swoją rolę mediatora Jezus mógł utożsamić się z tym chlebem i powiedzieć: „Ja jestem chlebem życia”. Ponieważ w jego ciele był duch, który daje życie światu, czyli duch, który pochodzi od Boga, Jezus powiedział do tych samych ludzi:

Ten (słowo życia które objawiam) jest chleb z nieba zstępujący, aby każdy z niego jadł i nie umarł…. a chleb który ja dam ciało  moje jest, które ja dam za życie świata” (Ja 6:50,51).

Tutaj Jezus po raz pierwszy mówi: „chlebem Bożym jest ten, który zstępuje z nieba”, a teraz ten „chleb”, który zstępuje z nieba, również utożsamia z jego „ciałem”, więc dosłowna interpretacja tych słów doprowadziłaby do wniosku, że fizyczne „ciało” Jezusa zstąpiło z nieba. Ale czy jego ciało spadło z nieba? Nie, ponieważ Biblia wyjaśnia, że zostało stworzone na ziemi. Dlatego Jezus dosłownie nie zstąpił z Nieba, ponieważ On również został stworzony na ziemi wraz ze Swoim ciałem. To, co pochodziło z nieba, to duch Boży, który po namaszczeniu zstąpił na Jezusa i poświęcił go do tego, o czym świadczył Jan, mówiąc: „Widziałem, jak duch zstąpił z nieba i pozostał na nim” (Ja 1:32). David miał podobne doświadczenie, gdy został namaszczony na króla (1 Sam 16:13). Jezus potwierdził swoje namaszczenie, mówiąc: „Duch Pański spoczywa na mnie” (Łuk 4:18; Iz 11:1,2). Dlatego utożsamił się z duchem (lub chlebem), który zstępuje z nieba i daje życie światu, i w tym sensie ten, reprezentuje chleb życia, który zstąpił z nieba. Duch ten nosił w sobie szczególny obraz duchowy i rolę człowieka, z którym Jezus miał się identyfikować. Jezus przyjął tego ducha i w ten sposób stał się innym człowiekiem, drugim Adamem.

   Gdyby Żydzi tamtych czasów chcieli zrozumieć słowa Jezusa o przenośnym znaczeniu, zrozumieliby, jak to rozumieli apostołowie, że nie powiedział, że dosłownie zstąpił z nieba. Dziś możemy z całą pewnością wiedzieć, jak powstał Jezus, ponieważ wystarczy nam porównać go z pierwszym człowiekiem Adamem. Dlatego został stworzony z prochu ziemi i podobnie jak Adam „stał się duszą żywą” po tym, jak tchnął w niego ducha życia (1 Kor 15:45; 1 Moj  2:7). Adam miał otrzymać innego ducha, którym jest duch życia wiecznego. Otrzymał go gdy został przyprowadzony do Edenu, ale w końcu go stracił. Jezus, drugi Adam, podczas namaszczenia przyjął ducha życia i zachował go aż do śmierci, która była największą pokusą i wraz z nim wstąpił do życia wiecznego. Potwierdzono następnie, że jako „ostatni Adam (w ciele) stał się duchem (chlebem), który daje życie” (1 Kor. 15:45). Porównajmy do:

chleb Boga, ten zstępujący z nieba i życie daje światu” (Ja 6:33)  (chleb = wypowiedzi życia)

„wypowiedzi które ja mówię wam, są tchnieniem i są życiem” (Ja 6:63) (tchnienie = wypowiedzi życia)

   Aż do namaszczenia i uświęcenia Jezus nie mógł nikomu dać życia, a do tego czasu nie był to nawet „duchem” ani „chlebem życia”. Kiedy Bóg namaścił go duchem świętym i dał mu słowo życia, otrzymał ducha ożywiającego w ten sposób „stając się duchem” („chlebem”), który daje życie. Dlatego Piotr mógł powiedzieć Jezusowi: „ty masz słowa życia wiecznego” (Ja 6:68). Jezus przekazuje nam to słowo, a zatem życie w nim zamanifestowane. Dlatego reprezentuje „życie” lub „chleb życia”, który nieustannie schodzi od Boga, a każdy kto żywi się tym „chlebem”, który zstąpił na niego od Boga, będzie żył wiecznie.

   Spróbujmy odnieść sposób wyrażania się Jezusa do faktu, że był on największym Mistrzem. Często używał porównań i innych wyrażeń mówionych, które miały głębsze i bardziej symboliczne, duchowe znaczenie. Nie oczekuje się od takiego nauczyciela mówienia w sposób niepowiązany, w środku tego tematu wyrzucając bezpodstawne fakty i idee, których biblijnie nie można udowodnić, co tylko dezorientuje słuchacza i podważa jego misję i nauczanie. Gdyby jednak wypowiedź przekazała sens, nadałby on wymiar duchowy, który nadałby podmiotowi głębsze znaczenie dla tych, którzy chcą zrozumieć (Ps 78:2; Mt 13:10-15, 35). Spójrzmy na ten jeden przykład.

   Załóżmy, że bierzemy udział w seminarium nowej medycyny, w którym biorą udział różni lekarze, studenci medycyny i inni ciekawi słuchacze. Wykład prowadzony jest przez najbardziej znanego lekarza i profesora medycyny w naszej okolicy, którego wszyscy znają nie tylko z imienia, ale i z wielu wyróżnień. Stał się autorytetem w dziedzinie nowego leku. W pewnym momencie, w środku swojego wystąpienia, mówi: „nie przybyłem z Chin, aby leczyć ludzi klasyczną medycyną, ale tą, której nauczył mnie mój ojciec, który mnie przysłał”. Jak słuchacze mogli to zrozumieć? Ktoś mógłby zapytać: „Czy to nie ten, którego znamy, ojca i matkę? Jak mówi teraz: ‘Przyjechałem z Chin” i „mój ojciec jest lekarzem, a on mnie przysłał’”.

   Taka wypowiedź oczywiście ich zmyli. Jeszcze inni zdawaliby sobie sprawę, że chciał powiedzieć coś innego w sensie przenośnym. Zrozumieliby, że mówił o wiedzy, którą zdobył od jednego z największych nauczycieli w Chinach, którego uważał za ojca nowej medycyny, a zatem za swojego ojca duchowego, ponieważ jego wiedza pochodziła od tego Mistrza, którego książki starannie studiował i przez którego był upoważniony do mówienia ludziom o tym nowym leku, który leczy każdą chorobę duchową, psychiczną i fizyczną. Jeśli ten lekarz w środku tego tematu na temat medycyny myślał o przedstawieniu się ludziom jako Chińczyk, który przybył z Chin z krótkim oświadczeniem, byłby świadomy, że spowodowałoby to wielki problem i debatę, ponieważ wie że ludzie znają go tylko jako swojego rodaka.

   Czy z takim niezwiązanym ze sobą stwierdzeniem chciałby zakwestionować temat, o którym mówił? Jako prawdziwy nauczyciel powinien powiedzieć coś takiego we wstępie do swojej prezentacji, aby później uniknąć tworzenia spornej kwestii na podstawie jednego wstawionego stwierdzenia, które zakłócałoby przekaz myśli. We wstępie powinien był powiedzieć więcej o sobie i swoim życiu w Chinach oraz o tym, jak przybył do Chorwacji i dlaczego był uważany za Chińczyka, mimo że się tutaj urodził. Dopiero wtedy jego oświadczenie, bez względu na to, kiedy wypowiedział je podczas prezentacji, byłoby możliwe do zaakceptowania i nie spowodowałoby niepotrzebnej debaty i dylematu. Ale jeśli zostaną przyjęte wszystkie założenia, że ludzie go akceptują, nie jako zwykłego człowieka, ale jako najwyższego lekarza, wówczas może sobie pozwolić na tak niewielką swobodę wypowiedzi, by używać słów o przenośnym znaczeniu, które pozwolą ludziom go zaakceptować i uznać go za dyplomowanego lekarza nowej medycyny chińskiej, nie jako Chińczyka, który dosłownie przyjechał z Chin. Dlatego też, gdyby to oświadczenie, że przybył z Chin, z których został wysłany, powiedział zgodnie ze swoim przemówieniem na temat chińskiej medycyny, wówczas takie oświadczenie nie miałoby literalnego ani dosłownego znaczenia, ale zostałoby przenośne.

   Jeśli przeanalizujemy słowa Jezusa i przebieg rozmowy, zobaczymy, że w środku tematu mówi: „bo nie przyszedłem z nieba, aby pełnić moją wolę, ale wolę Tego, który Mnie posłał”. Ta myśl, jeśli miała dosłowne znaczenie, zakłada, że Jezus jako dobry Nauczyciel, już wcześniej powiedział ludziom, że dosłownie zstąpił z nieba, ale w początkowych słowach nie było takiego stwierdzenia, więc oczywiście miało ono przenośne znaczenie. Czy Jezus, jako największy Nauczyciel, niepotrzebnie doprowadziłby ludzi do dylematu, mówiąc „z nieba między żebra*” (*jak cios z zaskoczenia), że dosłownie „przyszedł z nieba”? Jako u prawdziwego nauczyciela takie stwierdzenie nie miałoby sensu z dwóch powodów.

   Po pierwsze, jego słuchacze doskonale zdawali sobie sprawę z pism hebrajskich, które mówią o ludzkim Mesjaszu, który miał pochodzić z plemienia Dawida, a nie dosłownie z nieba, więc takie dosłowne stwierdzenie wykracza poza zakres Biblii. Łukasza 24:27 stwierdza: „Poczynając od Mojżesza i wszystkich proroków, tłumaczył im, co odnosi się do niego we wszystkich Pismach.” Czy jest jakieś biblijne odniesienie do jego niebiańskiej egzystencji? Nie. Dlaczego więc miałby wszczepić ludziom myśl, której nie mógłby poprzeć Biblią, a tym samym siebie ukazać podobnym do fałszywych nauczycieli? Po drugie, wiele osób go znało. Wiedzieli, że był ich rodakiem, Izraelitą który urodził się wśród nich w mieście Betlejem i mieszkał w Nazarecie. Jeśli chciał powiedzieć coś, co nie może być biblijnie uzasadnione i które wygląda na baśnie i mitologię, to jako prawdziwy Nauczyciel powinien najpierw wyjaśnić wszystkie niewiadome swojego rzeczywistego pochodzenia, aby żadne stwierdzenie zrozumiane dosłownie nie stwarzało problemu dla słuchacza.

   Gdyby jego (sporne) stwierdzenie, że przybył z nieba, miało dosłowne znaczenie, powinien był wyjaśnić przed swoim kazaniem, najpierw apostołom, a później innym, że w prawdziwym znaczeniu tego słowa jest istotą niebiańską; że żył w niebie z Bogiem i stwarzał z nim; że reprezentował Boga, dopóki nie wcielił się w człowieka, to znaczy w dziecko urodzone przez jego matkę. Dopiero wtedy to oświadczenie mogło zapaść w umysły  ludzi, ale także postawić wiele ciekawych pytań dotyczących jego życia w niebie, ponieważ byłoby to szczególnie interesujące dla jego apostołów. Ale ponieważ to stwierdzenie zostało sformułowane w ramach innego tematu przenośnego znaczenia, mogło to zabrzmieć dziwnie tylko dla niektórych, którzy nie rozumieli tematu, podczas gdy inni nadal zdawaliby sobie sprawę, że robiąc to, chciał podkreślić myśl, która jest kluczowa dla zrozumienia jego niebiańskiej misji. Wydaje się, że apostołowie zrozumieli symboliczne znaczenie jego wypowiedzi („przyszedł z nieba” = przyszedł od Boga), ponieważ nie zastanawiali się nawet nad tym, by zapytać go z ciekawości o jego rzekomym istnieniu przedludzkim.

   Chciałbym zwrócić uwagę na to, czego Jezus nigdy nie powiedział przy tej okazji, czego potrzebowałby gdyby żył wcześniej w niebie. W szczególności nie powiedział, że „zstąpił z nieba w ludzkiej postaci”, przez co termin „zstąpił z nieba” miałby jedynie dosłowne znaczenie. W przypadku Pawła i Barnaby niektórzy ludzie powiedzieli właśnie: „Bogowie w ludzkiej postaci zstąpili do nas” (Dz 14:11). To było dosłowne wyrażenie, a w oświadczeniu Jezusa, że „zstąpił z nieba”, dostrzegamy przenośne znaczenie, które nie wskazuje na przemianę w „ludzką formę”, tak że nawet ludzie, którzy go słuchali, nie widzieli w nim automatycznie wcielonej niebiańskiej istoty, która zstąpiła na ziemię w ludzkiej postaci. Ludzie, którzy słuchali tych wypowiedzi Jezusa, nie musieli ich nawet rozumieć dosłownie, ponieważ wypowiadano je w kontekście wspomnianego niebiańskiego chleba, który miał przenośne znaczenie. Gdyby przyjęli to dosłownie, prawdopodobnie natychmiast pomyśleliby, że Jezus przedstawia się jako istota niebiańska, ponieważ w historii biblijnej aniołowie Boży zstąpili na ziemię i przybrali ludzką postać.

   Z poniższego tekstu widzimy, że po tej wypowiedzi nikt nie postrzegał go jako istoty niebieskiej, nawet apostołowie, ani nie było o tym dyskusji wśród apostołów. Uświadomili sobie, że jego słowa mają głębsze i bardziej symboliczne znaczenie. Ponieważ wiedzieli, że urodził się tutaj na ziemi i jak wszyscy ludzie, został stworzony z substancji ziemskiej, dlatego dla słów Jezusa musieli znaleźć prawdziwy sens, aby zrozumieć, co miał na myśli, mówiąc, że „zstąpił z nieba”. Nikodem wiedziałby, że znaczy to „pochodzić od Boga” (Ja 3:2). Twierdzenie, że oznaczało to, że zanim się urodził i został namaszczony, naprawdę żył w niebie, z którego zstąpił, wykraczałoby poza to, co tu naprawdę powiedziano.

   Przy tej okazji niektórzy słuchacze słów Jezusa rozumieli dosłownie, że przy tej okazji kiedy powiedział poniżej, że powinni jeść jego ciało i pić jego krew, poczuli się urażeni (Ja 6:60; porównaj termin „świątynia” Ja 2:19; Mt 27:40). Ale wszystko, nawet zstąpił z nieba, było wyrażeniem symbolicznym o przenośnym znaczeniu. Jezus zobaczył reakcję swoich uczniów i powiedział im:

 „to was gorszy, co więc jeśli widzielibyście syna człowieka wstępującego gdzie był wcześniej?” (Ja 6:61,62)

Nie zwraca się do wszystkich obecnych tutaj, ale tylko do swoich uczniów, którzy znali podstawowe fakty na jego temat. Nigdy nie powiedział im, że żył w niebie, więc nie mogli nawet pomyśleć, że powiedział, iż ujrzą go wstępującego do nieba, ponieważ nie mogli skojarzyć takiej myśli z pewnymi faktami z jego życia. Ponadto pierwszeństwo widzenia go wstępującego do nieba mieli tylko apostołowie, a nie ci uczniowie, z którymi rozmawiał przy tej okazji, co eliminuje myśl, że była mowa o niebie (Łk 24:44-52; Dz 1:9-12). W niektórych tłumaczeniach zamiast słowa „tam” wstawiono słowo „w górę”, aby wskazać, że Jezus „idzie lub odchodzi w górę” (w polskich przekładach nie znalazłem, w wielu nie ma nawet słowa „tam”; tylko słowacki Rohaček tłumaczy „w górę”). Tego rodzaju tłumaczenie nie jest złe, z wyjątkiem tego, że niektórzy tłumacze i czytelnicy odnoszą się do tego wyrażenia – „w górę” – w dosłownym niebie, w którym podobno Jezus był wcześniej (patrz tłumaczenie „Ivan Šarić’”, „Daničić-Karađić”). Ale czy Jezus miał na myśli dosłownie niebo lub inne miejsce, w którym był wcześniej? To zależy od tego, jak ludzie postrzegali go, jako istotę ludzką lub niebiańską.

   Wyobraźmy sobie, że wyrażasz się w ten sam sposób i mówisz komuś, że wstąpisz lub wespniesz się tam, gdzie byłeś wcześniej. Ponieważ inni postrzegają cię jako człowieka, może to albo odnosić się do dosłownie wysokiego miejsca, w którym odniesiesz sukces, albo odnosić się do pozycji w społeczeństwie, którą miałeś wcześniej i do której znów będziesz się wspinać. Aby w ogóle móc wszystko naprawić w odniesieniu do wypowiedzi Jezusa, musimy wziąć pod uwagę, że używa on tutaj terminu „syn człowieczy”, a zatem mówi o sobie jako o człowieku.

   Argumentowaliśmy, że człowiek nie został stworzony z ziemskiej substancji w niebie, ale na ziemi, i dlatego przed jego narodzinami syn człowieczy nie mógł dosłownie być w niebie, ale na jakimś innym wysokim miejscu, do którego musiał ponownie wstąpić lub wspiąć się na szczyt swojej służby. Dlatego od samego początku powinieneś wyeliminować wszelkie myśli o dosłownym niebie, ponieważ ludzie mogą wspinać się w inne miejsca, które są dla nich szczególnie ważne. Np. Jerozolima ze świątynią na Syjonie i góra Synaj jest nazywana w Biblii „niebem” (Ne 9:13; Iz 14:12-14; Ps 132:13). Kiedy Jezus powiedział, że idzie tam, gdzie był wcześniej, najpierw musiał określić, gdzie jest i że jego uczniowie wiedzą, a następnie zobaczyć, co to znaczy, że wróci do tego samego miejsca. Zanim zdefiniujemy, gdzie był Jezus, spójrzmy na znaczenie greckich słów użytych w tym stwierdzeniu.

   Greckie słowo ἀναβαίνω (anabainó) oznacza: idź w górę, wspinać się i jest zdefiniowane w kategoriach wspinania się na wyższe miejsce. Może mieć dosłowne lub przenośne znaczenie. W ten sposób Jezus wielokrotnie „wspiął się” lub „wstąpił na górę” (zob. Mt 5,1; Łuk 9:28; Mk 3:13). Mówi się, że Mojżesz „wstąpił na górę” przed Boga (2 Moj 24:18). W niektórych stwierdzeniach tego słowa (ἀναβαίνω) nawet nie trzeba używać, ponieważ z kontekstu wynika, że dane miejsce znajduje się na wysokości lub wzgórzu, takie jak Jerozolima i jej świątynia (Iz 10:32).

   Jerozolima znajduje się na wzgórzach, które są częścią środkowego pasma górskiego Judy. Centralna część miasta znajduje się na szczycie góry Syjon, wokół której zbudowano osadę miejską. Niedaleko Syjonu znajduje się wzgórze Moria, na którym znajdowała się świątynia Boga. W ten sposób Jezus wraz ze swymi apostołami „podróżował” i „udał się do Jerozolimy” (Mt 20:17; Mk 10:32; 11:11). Cytaty te nie wykorzystują myśli o wstępowaniu lub wspinaniu się do miasta i świątyni, ale są domyślne i można je łatwo zrozumieć z kontekstu.

   Np. Etiopczyk poprosił Filipa, aby „wspiął się do niego”, co sugerowało z kontekstu, że był to „wóz”, na który trzeba się wspinać (Dz 8:31). Kiedy Ewangelia Marka 8:30 (?) mówi, że „lud wstąpił do góry”, kontekst wskazywał na miejsce w mieście, w którym znajdował się „pałac” gubernatora. Paweł pisze, że „wstąpił”, co oznacza, że poszedł do Jerozolimy (Dzieje 18:22; patrz przypis w PNŚ). Podobnie w omawianym oświadczeniu Jezus nie wspomniał o miejscu, na którym miał wstąpić, więc jego uczniowie musieli znać kontekst, aby wiedzieć co miał na myśli. Czy to było Jeruzalem, ponieważ ktokolwiek tam poszedł, musiał się tam wspinać lub wstępować? Np. o Elizeuszu jest powiedziane: „stamtąd wstąpił do Betel” (2 Kró 2:23, LXX). Betel było na wzgórzu, więc Abraham był w stanie zobaczyć całą dolinę Jordanu z jednego wzniesienia w pobliżu Betel. Jezus musiał także „wstąpić” do Jeruzalem, położonego kilkaset metrów nad poziomem morza, ponieważ wypowiedział te słowa na wybrzeżu Morza Galilejskiego. To prowadzi nas do innego greckiego słowa, które wskazuje, gdzie Jezus był wcześniej i do którego miał się wspinać lub wspinać.

   Greckie słowo πρότερον (proteron) oznacza: przed, wcześniej. Czy Jezus był wcześniej w Jerozolimie? Tak, ponieważ poprzednie rozdziały mówią, że „Jezus poszedł do Jerozolimy” po raz drugi, gdzie przedstawił się mieszkańcom tego miasta jako Mesjasz (Ja 2:13; 5:1). Jego uczniowie byli świadkami tych wydarzeń, zwłaszcza gdy wypędzał kupców z dziedzińca świątyni, mówiąc: „nie róbcie domu mojego Ojca domem targowym”. W ten sposób wywołując gniew i nienawiść wielu kapłanów, faryzeuszy i saduceuszy (Ja 2:16). Dlatego mogliby pomyśleć, że miał na myśli dokładnie to znaczące miejsce, w którym wcześniej był i w którym miały mieć miejsce ważne wydarzenia związane z Mesjaszem. Ale nikt nie oczekiwał, że ich Mesjasz zostanie zabity w tym mieście.

   Jezus, u szczytu swej posługi, miał udać się do Jeruzalem po raz trzeci i ostatni. Jego uczniowie wiedzieli, że podróż do tego miasta było jak narażanie się na śmierć, ponieważ zaledwie kilka linijek później pisze: „Potem chodził Jezus w Galilei, bo nie chciał chodzić w Judei, gdyż Judejczycy chcieli go zabić” (Ja 7:1). Natomiast Mesjasz w Jerozolimie miał zostać koronowany na króla, więc każde wydarzenie, które nie doprowadzi do oczekiwanej koronacji, było dla niektórych tak skandalicznych, że go zostawili. Jezus wiedział o tym i powiedział obecnym uczniom:
jeśli więc widzielibyście syna człowieka wstępującego gdzie był wcześniej?” (Ja 6:62).

   Sposób, w jaki to powiedział, może wskazywać na dwa różne wyniki. Albo to, co tam nastąpi, stanie się dla nich skandalem, gdy zostanie zabity w Jerozolimie przez haniebną śmierć, albo dopiero wtedy zrozumieli znaczenie jego ciała i krwi. Chociaż nie powiedział im, co się z nim stanie, gdy wróci do miejsca, w którym był wcześniej, ale z powodu skandalicznych słów, które słyszeli wcześniej, Jan pisze: „Przez to więc wielu jego uczniów odeszło i już z nim nie chodziło” (Ja 6:66).

   Apostołowie pozostali ze swoim Mistrzem aż do końca, a on „Odtąd zaczął Jezus ukazywać swoim uczniom, że on ma odejść (wstąpić) do Jerozolimy i wiele wycierpieć od starszych i arcykapłanów i znawców pisma, i zostać zabity, a po trzech dniach zostać podniesionym” (Mt 16:21). , Wskazał nawet na to, gdy był po raz pierwszy w Jerozolimie, wskazując na swoje ciało jako świątynię, która ma zostać zniszczona przez wrogów, którą wzniesie po trzech dniach (Ja 2:17-19). Gdyby inni uczniowie chcieli zrozumieć słowa Jezusa, nie byliby zgorszeni, ale byliby wśród tych Żydów, którzy chwalili Jezusa w Jerozolimie. „Lecz to stało się, aby wypełniło się powiedziane przez proroka mówiącego: ‘powiedzcie córce Syjonu oto król twój przychodzi do ciebie łagodny zasiadający na ośle i oślęciu potomku jucznego zwierzęcia (Mat 21:4.5). Syjon był albo wzgórzem, albo wzniosłym miejscem i dlatego Jezus na osiołku „wstąpił” do Jerozolimy jako król i wtedy wielu go widziało, nie tylko apostołowie. Tak oczywiste, że Jeruzalem było miejscem, w którym Jezus był wcześniej i wskazywało na to, co mu się przydarzy, kiedy znowu tam pójdzie, ponieważ to miejsce musiało być ściśle związane z Jego ciałem, dlatego powiedział: „a chleb który ja dam ciało moje jest, które ja dam za życie świata” (Ja 6:51). Aby oddać swoje ciało, musiał „udać się” do Jerozolimy.

   Kiedy przyszedł czas więc po raz ostatni czytamy: „A Jezus wchodząc ku Jerozolimie, wziął ze sobą dwunastu na osobności w drodze i powiedział im: ‘oto wchodzimy ku Jerozolimie i syn człowieka będzie wydany arcykapłanom i znawcom pisma, i zasądzą go na śmierć, i wydadzą go narodom na wyśmianie, i ubiczowanie i ukrzyżowanie, i trzeciego dnia podniesie się’” (Mt 20:17-19).

   Jeśli niektórzy ludzie ignorują to wszystko o Jerozolimie i nadal chcą twierdzić, że Jezus miał zamiar udać się do „nieba”, gdzie był wcześniej, wówczas takie twierdzenie należy rozważyć ponownie w kontekście biblijnym. Przede wszystkim należy pamiętać, że Jezus nie wspomina dosłownie o niebie w tym (spornym) stwierdzeniu, ponieważ w poprzednich akapitach mówił o symbolicznym „chlebie” lub Bożym słowie życia, które nieustannie zstępuje z nieba, które było w nim ucieleśnione, gdy otrzymał upoważnienie do reprezentowania tego chleba życia. Dlatego powiedział im: „Zdobywajcie nie pokarm ginący, ale pokarm trwający dla życia wiecznego, który syn człowieka daje wam, bo tego ojciec opieczętował, Bóg” (Ja 6:27). Tak jak niebiański chleb lub chleb z nieba nie pochodzi dosłownie z nieba, tak też Jezus jako ten niebiański człowiek nie przyszedł dosłownie z nieba. Zignorujmy więc powyższe wyjaśnienie i załóżmy, że Jezus naprawdę miał na myśli „niebo”, gdzie był wcześniej. W takim przypadku należy zauważyć, że nie precyzuje on w tym stwierdzeniu dokładnie, kiedy tam był; czy przed urodzeniem, jak niektórzy myślą, czy później. Nie określa nawet, czy jest to prawdziwe mieszkanie w niebie, czy mieszkanie pozorne. Nigdy nie mówił o tych sprawach. Dlatego jeśli jest to niebo, to w takim przypadku nie trzeba z góry wnioskować, że jest to dosłowne niebo, dopóki nie można zobaczyć w Biblii, że można być w niebie bez opuszczania ziemi.

   Aby przyjąć swoją rolę i misję od Boga, Jezus rzeczywiście był w niebie, gdzie miał podobne doświadczenie niebiańskie, jak Mojżesz na pustyni na górze Synaj, kiedy „wstąpił do Jehowy (do nieba)”, gdzie został mianowany Prorokiem i Wodzem. (2 Moj 32:30; Łuk 4:1). Jezus naprawdę miał to doświadczenie, więc powiedział Żydom: „Ojciec, który mnie posłał, świadczył o mnie. Nigdy nie słyszeliście Jego głosu ani nie widzieliście Jego twarzy” (Ja 5:37). Oczywiście Jezus, w przeciwieństwie do nich, doświadczył głosu Boga i Jego charakteru, podobnie jak Mojżesz. Mógł wtedy przejść transformację i wyraźnie zobaczyć, dokąd przyjdzie po swoim powstaniu. Bóg musiał dać mu okazję, by zobaczył i doświadczył swojej przyszłości, aby dla niego mogła być rzeczywistością, dla której musiał żyć i umrzeć. Dowodem na to były wizje przyszłych wydarzeń, które szczegółowo opisał swoim apostołom (Mt 26:64; 24:29-31; Łk 17:22-30).

   To nadprzyrodzone doświadczenie, o którym powiemy później, mogło dać mu powód do mówienia o sobie jako o człowieku, który już wstąpił do nieba i doświadczył spotkania ze swoim Ojcem, czego nie doświadczyli jego rodacy. Nie mówił im o tym, ale z tej perspektywy mógł również powiedzieć, że idzie tam, gdzie już był. Z proroczej perspektywy syn człowieczy był już w niebie, a Żydzi mogli go tam zobaczyć w jednej wizji. W szczególności, w wizji opisanej przez proroka Daniela, pokazano mu, że przychodzi przed Boga, mimo że jeszcze się to nie wydarzyło, tak że Jezus został przeznaczony, by wstąpić do nieba, gdzie był widziany (Dn 7:13,14).

   Weź pod uwagę, że ani prorocze oświadczenie, ani ta prorocza wizja nie przedstawiały Syna Bożego, który najpierw zstąpił z nieba na ziemię, a następnie powrócił tam. Nie, ta wizja opisuje tylko zdarzenie, w którym aniołowie jednego człowieka przyprowadzają przed Boga. To, co miało być w przyszłości w Biblii, zostało opisane jakby „już się wydarzyło”, tak że Jezus, nawet w tym proroczym znaczeniu, był już tam, gdzie miał się teraz pojawić (Rz 4:17). Każdy, kto czyta to proroctwo, widział jak jeden człowiek szedł przed Boga, ale nikt nie wiedział, kim był ten człowiek. Nawet niektórzy uczniowie Jezusa nie byli pewni, czy ta wizja odnosi się do niego. Dlatego Jezus powiedział im: „Ale są wśród was tacy, którzy nie wierzą” (Ja 6:64).

   Istnieje możliwość, że Jezus był w niebie w inny sposób, chociaż nigdy wcześniej w nim nie mieszkał. Biblia daje nam rozwiązanie, jak to było możliwe. Nie musiał żyć ani dosłownie mieszkać w niebie, aby tam być. Gdy Bóg powiedział o sobie, że „zstąpił” na ziemię, chociaż to nigdy dosłownie się nie wydarzyło, Jezus mógłby również powiedzieć o sobie, że „wstąpił do nieba” i „zstąpił z nieba” bez konieczności dosłownego bycia tam ( 2 Mo 3:2,8; 19:18,20; 33:9; 34:5; Iz 64:3). Trzeba tylko zastanowić się, jak to było możliwe. Czego Jezus doświadczył podczas tego niebiańskiego doświadczenia? Faktem jest, że doświadczył czegoś nadprzyrodzonego przed i po chrzcie, ponieważ to doświadczenie wyjaśnia wszystko, co Jezus później objawił z całą pewnością o swojej z góry określonej roli, którą następnie w pełni zrealizował. Czytamy o tym w Ew. Jana 13:3:

Wiedzący, że ojciec wszystko oddał mu w ręce, i że od Boga wyszedł, i że do Boga odchodzi”.

   Jezus przyszedł od Boga, gdy dowiedział się, że został przeznaczony do bycia Mesjaszem, ponieważ Bóg z góry ustalił dla niego rolę, która ma go rozsławić. Całkowicie podporządkował się Bogu i roli, do której został przydzielony, ponieważ powiedziano: „Gdy Bóg jest na coś zdecydowany, kto zdoła Mu się przeciwstawić? Gdy chce coś zrobić, po prostu to robi. Całkowicie więc wykona to, co względem mnie postanowił, a ma tego wiele.” (Job 23:13,14, por. Dz 9:15). Jezus był tak przyciągany do Boga przez miłość, jaką okazywał dla Niego i całej ludzkości, że nawet nie myślał o przeciwstawieniu się Mu, ale był Mu posłuszny aż do swego męczeństwa. Okazywał postawę, podobnie jak jego matka, która powiedziała: „Oto służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa Bożego” (Łuk 1:38; Mt 26:39). W ten sposób słowo Boże w Jezusie spełniło swój cel. Dowiedział się, co Bóg chciał przez niego osiągnąć, a on sam chciał to osiągnąć, co tylko okazało się prawdą w stosunku do tego, co Bóg powiedział: „tak samo słowo, które wychodzi z moich ust, nie wróci do mnie, jeśli nie osiągnie swojego celu, ale na pewno wykona wszystko, czego pragnę, i spełni to, z czym je posłałem” (Izajasza 55:11)

   Jezus wyszedł między swoich braci jak Mojżesz i został mianowany prorokiem i głównym orędownikiem Słowa Bożego. Według żydowskiego filozofa Filona, Mojżesz był ucieleśnieniem Prawa, więc Jezus mógł być według Jana ucieleśnieniem słowa Bożego, ponieważ Jezus powiedział o sobie: „bo nie powiedziałem z siebie samego, ale posyłający mnie, ojciec, sam dał mi nakaz, co mam powiedzieć i co mówić” (Ja 12:49; 5 Mk 18:18; Ja 5:37). Musiał doświadczyć czegoś nadprzyrodzonego, aby pojąć wszystko o Bożym planie z Adamem, którego zastąpił i jasno widzieć swoją przyszłość. Musiał wznieść się w duchu do nieba, gdzie miał później przybyć. W ten przekonujący sposób Bóg musiał pozwolić mu wyraźnie zobaczyć i doświadczyć jego roli i przyczyny jego misji. Dla Jezusa musiała to być rzeczywistość podobna do tej doświadczanej przez Mojżesza rozmawiającego z Bogiem twarzą w twarz (2 Moj 33:11; 4 Moj 12:8; Ja 5:37). To niebiańskie doświadczenie, które według wszystkich relacji Jezus miał, nie jest wyjaśnieniem Jana 6:62, lecz jedynie opisem innej sytuacji, w której mógłby powiedzieć, że wstąpi tam, gdzie był wcześniej.

   Pamiętajmy, że sam Mojżesz powiedział, że wybrany prorok będzie podobny do niego, i powiedział do ludu: „Jehowa, wasz Bóg, powoła spośród waszych braci proroka takiego jak ja. Jego macie słuchać” (5 Moj 18:15,18). Sednem jest to, że Jezus nie był jedynym takim prorokiem, którego trzeba słuchać, ale musiał być prorokiem takim jak Mojżesz. Żydzi spodziewali się, że między ich braćmi powstanie „większy Mojżesz”, co sugeruje, że ma on być istotą ludzką taką jak on, a nie symbiozą istoty niebieskiej i ziemskiej (Dz 3:19-22; Obj 15:3a). Podobieństwo polega na tym, że Jezus rozpoczął swoją posługę jak Mojżesz, gdy Bóg go powołał. Mojżesz wspiął się na górę Synaj, która reprezentowała niebo, jak mówi: „Zstąpiłeś na górę Synaj i rozmawiałeś z nimi z nieba” (Ne 9:13). Widzimy, że termin „z nieba” oznacza „z góry Synaj”. Na tej górze, która reprezentowała niebo, Bóg wyznaczył Mojżesza, a później zawarł przymierze z Izraelem na tej górze (5 Moj 5:2). Może na tej górze lub górze Hebron (prawdopodobnie góra  przemienienia) Jezus przebywał w obecności Boga, gdzie Bóg umieścił go w służbie i zawarł z nim „przymierze królestwa” (Łuk 22:29). Po tym, jak Jezus poszedł do Jana, aby go ochrzcić, Bóg namaścił go, mianował go swoim Synem i prowadził go przez pustynię przez 40 dni, gdzie, podobnie jak Mojżesz, mógł mieć dodatkowe doświadczenie w niebie (Łuk 4:1). W Biblii czytamy o tym możliwym podobieństwie: „a pod jego stopami jakby twór z płyt szafirowych, błękitny jak samo niebo; Mojżesz wszedł w środek obłoku i wstąpił na górę. A był Mojżesz na górze czterdzieści dni i czterdzieści nocy” (2 Moj 24:10,15-18; BW) Kiedy wrócił „z nieba”, Mojżesz roztrzaskał tablice przymierza w gniewie, ponieważ ludzie zgrzeszyli. Potem powiedział: „’Teraz (znowu) wejdę na górę  i stanę przed Jehową (w niebie). Może uda mi się coś zrobić, żeby wam przebaczył’. Mojżesz wrócił więc do Jehowy  (do nieba)” (2 Moj 32:30,31)

   Dlatego kiedy Mojżesz wspiął się na górę Synaj po raz drugi, gdzie spotkał się z Bogiem, mógłby powiedzieć ludziom, że wspiął się (do nieba) do Jehowy, gdzie był wcześniej. Następnie Mojżesz zwrócił się do Boga i powiedział mu: „’Pokaż mi, proszę, swoją chwałę’. Ale On mu odrzekł: „Przejdę przed tobą i zobaczysz całą moją dobroć (…) Dodał jednak: ‘Nie możesz zobaczyć mojej twarzy, bo żaden człowiek nie może mnie zobaczyć i pozostać przy życiu’. Jehowa mówił dalej: ‘Stań tutaj, na tej skale. A gdy będę przechodzić obok ciebie, żebyś zobaczył moją chwałę, ukryję cię w rozpadlinie skały i osłonię swoją ręką, dopóki nie przejdę. Potem zabiorę rękę i zobaczysz mnie z tyłu. Lecz mojej twarzy nie będziesz mógł zobaczyć’” (2 Moj 33:18-23) Kiedy później wszedł do namiotu „Jehowa rozmawiał z Mojżeszem twarzą w twarz, tak jak człowiek rozmawia z drugim człowiekiem” (2 Moj 33:11).  Podobnie jak Góra Synaj, tak samo namiot reprezentował niebiańskie królestwo, w którym Bóg mieszka ze swoimi aniołami, więc Mojżesz w tym sensie wszedł do nieba przed Boga i wszedł do namiotu, ponieważ „Jehowa (przez swego przedstawiciela) zstąpił do słupa obłoku” (4 Moj 12:5).

   Jan powiedział o Jezusie, że jest jak „jednorodzony bóg (syn) najbliższy Ojcu”, dlatego należy się spodziewać, że Jezus w podobny sposób jak Mojżesz, rozmawiał ze swym Ojcem, którego widział w niebiańskiej wizji w świętym miejscu (niebie) gdzie Bóg spotkał się z nim. Na to spotkanie Bóg ponownie spuścił niebo na ziemię, aby Jezus wstąpił do nieba bez konieczności dosłownego opuszczania samej planety. W pewnym sensie Jezus znalazł się tam, gdzie miał wstąpić po zmartwychwstaniu. To najlepiej odzwierciedla przemianę, kiedy przed trzema apostołami został przemieniony w niebiańską chwałę. Jezus przed tym powiedział do apostołów: „Zapewniam was, są niektórzy tu stojący, którzy na pewno nie skosztują śmierci, aż zobaczą syna człowieka przychodzącego (z nieba) w swym królestwie” (Mt 16:28).

   Piotr był jednym z nich, a w swoim pierwszym liście wspomniał o tym, co wszyscy troje widzieli i słyszeli, gdy byli z Chrystusem, który przyszedł z nieba z tej okazji przed pójściem do nieba (2 Pio 1:16-18) , Na tej górze spotkali Pana, który przybył z przyszłości i ujrzeli jego chwałę, zanim ją otrzymał. W jaki sposób? Mianowicie u Jezusa „zmienił wygląd jego twarzy, a szaty stały się jaskrawo białe”. Czego wtedy doświadczyli trzej Apostołowie? Potem „pojawiła się chmura i przysłoniła ich, więc przestraszyli się w tamtym wejściu do chmury” (Łuk 9:34; Mk 9:7; Mt 17:5). Ci trzej apostołowie nie weszli w przestrzeń powietrzną, aby spotkać Chrystusa, który w jakiś sposób przybył z nieba, chociaż w rzeczywistości tak się jeszcze nie stało, ponieważ nie wstąpił do nieba. Następnie weszli do chmury bez konieczności opuszczania planety Ziemia. Oznacza to, że „weszli na górę” (Łuk 9:28; por. 2 Moj 24:18). Potem znaleźli się w chmurze, gdy chmura ich przysłoniła i zakryła.

   Ponieważ była to chmura wypełniona nadprzyrodzonym światłem, mogli poczuć się, jakby byli „w powietrzu”, ponieważ nie widzieli niczego poza chmurą. Możemy powiedzieć, że znaleźli się w chmurze w obecności samego Jezusa w odległej przyszłości, kiedy rzeczywiście spotkają się z nim podczas zejścia na ziemię.  Doświadczyli czegoś podobnego do wybranych starszych, którzy wspięli się na górę Synaj z Mojżeszem. Oni w bezpośredniej bliskości ujrzeli Boga Izraela (tj. jego chwałę). Pod Jego stopami zobaczyli coś, co wyglądało jak płyty z szafiru i było czyste jak bezchmurne niebo” (2 Moj 24:9,10; Ne 9:13). Ta scena pokazuje, że w oczach ludzi ziemska powierzchnia świętej góry wyglądała „jak niebo, gdy jest jasno (bezchmurnie)” (tłumaczenie BG), to znaczy, że niebo zstąpiło na ziemię. Gdy później Mojżesz wspiął się nieco wyżej na górę, chmura go zakryła, tak że znalazł się w obszarze wypełnionym tym samym efektem świetlnym (2 Moj 24:15). Szedł po powierzchni, która z niższej perspektywy wyglądała jak „niebo” pod jego stopami (2 Moj 24: 15-18). Kiedy wrócił z góry, jego twarz jaśniała światłem (2 Moj 34:29).

   Jezus mógł również przebywać „w niebie” przed i podczas swego pobytu na pustyni, pozostając tam w obecności Swego Ojca niebieskiego, tak jak Mojżesz, aby później oczekiwać swego wstąpienia do nieba tam, gdzie już był. To jest jak ambasada. Możesz przebywać na terenie innego kraju bez opuszczania granic swojego kraju. Jezus wstąpił do nieba, chociaż przy tej okazji był na ziemi. Po zmartwychwstaniu wstąpił do miejsca, w którym był przedtem, do miejsca, które już nie było niebieską ambasadą, ale prawdziwym niebem. Faktem jest, że apostołowie ujrzeli Jezusa w niebiańskiej chwale, zanim została prawdziwie oddana Jezusowi, mówi więc, że i sam Jezus mógł być w niebie, zanim tam wstąpił i w związku z tym mógł powiedzieć, że wstąpi tam, gdzie był wcześniej. (Mat 17:1-13). Ci trzej apostołowie mogli również powiedzieć innym apostołom, że wstąpią i będą z Chrystusem tam, gdzie byli wcześniej. Wszyscy inni nie byliby w stanie tego powiedzieć, ponieważ nie mieli tego niebiańskiego doświadczenia, więc to prawdziwe spotkanie „w powietrzu” nastąpi razem po raz pierwszy tylko wtedy, gdy Jezus naprawdę zstąpi z nieba (1 Tes 4:17). Ponadto ci trzej apostołowie mogli powiedzieć, że znów będą z Mojżeszem i Eliaszem na świętej górze, co byłoby dziwne dla innych, ponieważ ci prorocy nie żyli od wieków.

   Paweł przebywał również w niebie, ponieważ został w duchu przeniesiony do trzeciego nieba, o którym nie wolno mu było mówić. Powiedział, że zabrano go do raju, aby mógł również powiedzieć, że pójdzie tam, gdzie był wcześniej (2 Kor 12:2,3). Nadprzyrodzone doświadczenie niektórych apostołów dowodzi, że Jezusa można było oczywiście zobaczyć w niebie w roli króla, zanim stał się królem w rzeczywistości. To przeobrażenie, w którym Jezus przychodzi z nieba jako król dowodzi, że Jezus mógł doświadczyć swojej przyszłej chwały przed swoją misją i znaleźć się w niebie, zanim tam naprawdę przyszedł.

   Oczywiście węższy i szerszy kontekst definiuje znaczenie wszystkich słów Jezusa, więc błędem byłoby dosłowne ich zrozumienie, ponieważ straciliby z oczu to, co było z nim związane i o czym jemu (jak apostołowi Pawłowi) prawdopodobnie „nie wolno mu było mówić” publicznie (2 Kor 12:2,4). Wspominał te ważne myśli w ukrytym znaczeniu i dawał swoim uczniom możliwość zrozumienia ich z pomocą ducha świętego, który łączy jego słowa z mesjańskimi i proroczymi obrazami i wydarzeniami. Dlatego Jan mógł zrozumieć, że Jezus nigdy nie mówił o swoim dosłownym wcześniejszym istnieniu. Dlatego z wypowiedzi Jezusa nie można kategorycznie twierdzić, że dosłownie był w niebie przed narodzinami. Mówił (zgodnie z Jana 6:62), że wcześniej był w Jeruzalem i pójdzie znowu. Ponadto wydawał się być w obecności swego Ojca tutaj na ziemi, a nie dosłownie w niebie, tuż przed i po namaszczeniu (Łuk 4:1,14). To, co wtedy zobaczył i doświadczył, było dla niego rzeczywistością, więc mógł powiedzieć:

wstępuję do mojego ojca i waszego ojca, do mojego Boga i waszego Boga” (Ja 20:17)

   W tych słowach niektórzy chcą zobaczyć różnicę między Jezusem a ludźmi, ponieważ Jezus nie powiedział, że idzie do naszego Boga, dlatego twierdzą, że Jezus oddziela się od ludzi, ponieważ jako istota boska ma inny status od nich. Jednak Jezus wyraża się w ten sposób, bo wyraża się jako pierworodny syn Boży, dlatego niektórzy Żydzi chcieli go zabić (Ps 89:26,27; zob. Ja 5:17-23). Np. w patriarchalnej rodzinie pierworodny reprezentował dom ojca przed braćmi. Miał większe uprawnienia i prawa niż inni bracia, ponieważ był panem domu. Dlatego nie jest niczym niezwykłym, że mówi przed braćmi o ich wspólnym ojcu, jak o swoim i ich ojcu, zwłaszcza jeśli, w przeciwieństwie do nich, był z woli swego ojca (zob. 1 Moj 44:16,24). W tym sensie możemy zrozumieć, dlaczego Jezus przed Żydami mówił o Bogu jako swoim Ojcu, a nie naszym Ojcu. Kiedy Jezus naprawdę wstąpił do Ojca w niebie, wielu uczniów uświadomiło sobie wieczną chwałę Jezusa. Trzej apostołowie do zmartwychwstania milczała o tym, a teraz świadczyli przed innymi, co widzieli i doświadczyli na górze przemiany, kiedy widzieli Jezusa w czasie Jego przyszłej chwały. Tam, gdzie na pozór byli, w rzeczywistości ponownie spotkają się z Chrystusem tylko w przyszłości. Jezus poszedł do nieba w tym sensie, co widział i doświadczył wcześniej. Więc powiedział swoim uczniom:

„…uwierzyliście, że ja od ojca wyszedłem i przyszedłem do świata, znowu opuszczam świat i idę do ojca” (Ja 16:27,28)*

* Co znamienne, Jezus nie mówi tutaj, że „powraca do swego Ojca” (w żadnym miejscu ewangelii tak nie mówi), ale raczej, że „idzie do Ojca”, co może być również wskazówką i dalszym dowodem, że nigdy wcześniej nie był w niebie.

   Jezus „wyszedł” od Boga jako przedstawiciel Ojca w swoim namaszczeniu, kiedy stał się Chrystusem. Wcześniej urodził się jako człowiek z dobrze przygotowaną rolą zaplanowaną w niebie. Dlatego powiedział do Poncjusza Piłata: „Właśnie dlatego się urodziłem i dlatego przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie” (Ja 18:37). Jak każdy człowiek, Jezus przyszedł „na świat” z urodzenia i „do świata” jako posłaniec przez swoje namaszczenie (Iz 45:10; Ja 16:21; 10:36; Heb 10:5-9). Tylko wtedy mógł reprezentować Boga jako prorok. „Kiedy ludzie ujrzeli cuda, których dokonał, powiedzieli: ‘To naprawdę jest prorok, który ma przyjść do świata’” pośród nas (Ja 6:14). Świat jest ludzkim porządkiem społecznym. Jezus żył w tym świecie wśród grzesznych ludzi, a kiedy nadszedł czas, Bóg „posłał go na świat”, aby zaświadczył mu o prawdzie (Ja 3:17). Jezus nie został posłany na ten świat przez wcielenie, ponieważ termin „posłany”, jak już powiedzieliśmy, odnosi się do misji lub autorytetu, który Bóg daje wybranemu człowiekowi w chwili namaszczenia i posłania (Ja 1:6; Mat. 23:37).

   Apostoł Jan mówi: „Prawdziwa światłość, która oświeca każdego człowieka, przyszła na świat” (Ja 1:9;BW, 3:19). To światło nie przyszło z narodzinami Jezusa, ale z jego namaszczeniem, ponieważ dopiero wtedy zaczęło świecić ludziom poprzez jego słowa i czyny. W tym wszystkim widzimy prawdziwe znaczenie terminu „przyszedł do świata”, ponieważ Jan nie powiedział, że Jezus żył jako światło poza planetą Ziemią, a następnie zszedł na dół i przyszedł na świat. Jako przedstawiciel Ojca Jezus przyszedł do świata, aby być świadkiem prawdy, po czym miał opuścić świat. Wyrażenie „opuść ten świat” może oznaczać śmierć, ale Jezus miał na myśli nie tylko to (Ja 13:1). Opuścił świat, kiedy jego zadanie względem świata zostało całkowicie zrealizowane. Nie miał wracać do nieba, ponieważ przed narodzinami jeszcze nie był w niebie, ale miał „iść do Ojca”, ale tylko na pewien czas (Ja 7:33). Jezus chciał również powiedzieć Piłatowi, że nie przyszedł na próżno, to znaczy, że nie narodził się na próżno (Prz 6:4). Dlatego „słowo” związane z mesjańską rolą Jezusa, które początkowo było u Boga, nie wróciło do Boga nie wykonawszy dzieła.

   Apostoł Piotr mówi: „słowo które wysłał synom Izraela, głosi dobrą nowinę pokoju przez Jezusa pomazańca: ‘ten jest Panem wszystkich‘” (Dz 10:36). Dlatego Bóg powiedział do Mojżesza: „I włożę swoje słowa w jego usta. Będzie mówił im wszystko, co mu nakażę” (5 Moj 18:18). To „słowo” przez Jezusa Chrystusa zostało powołane do życia i objawione Izraelowi i całemu światu. Kiedy umieszczamy słowa Jezusa w tych biblijnych ramach, łatwo jest zaakceptować fakt, że nie miał on dosłownie na myśli, że „przyszedł” i „zstąpił z nieba” jako istota niebiańska. Jezus nigdy nie chciał tego udowodnić, ale ciągle wskazywał, że „słowo” Boga zstąpiło z nieba i że Bóg przemówił przez niego jako Bożego posłańca słowami, które oznaczają życie. W tym sensie był rozumiany przez apostołów i innych uczniów.

   Nikodem był jednym z tych, którzy chcieli się przekonać o jego misji. Kiedy spotkał się z Jezusem, powiedział: „wiemy że przychodzisz

[jako]

nauczyciel od Boga, bo nikt takich znaków nie może robić, jeśli nie byłby z nim Bóg” (Ja 3:2). Ale do tego czasu wielu proroków przychodziło od Boga i niektórzy dokonali cudowne znaki, ale żaden z nich nie był ostatnim zapowiadanym wodzem i prorokiem tylko Jezus (5 Moj 18:15,18). Nikodem, jako nauczyciel w Izraelu, znał proroctwo Daniela, o synu człowieczym w niebie, ale nie był pewien, czy to jest ten człowiek z którym rozmawiał, czyli że Jezus będzie ostatnim, Mesjaszem (Chrystusem, Synem Bożym), który pójdzie do nieba przed Boga. Dlatego Jezus chciał powiedzieć Nikodemowi, że przed nim był ktoś większy niż poprzedni Namaszczeni i że cudowne znaki, które dokonuje potwierdzają, że to o nim pisali prorocy że przyjdzie. Aby podkreślić swoją przewidzianą rolę, powiedział do Nikodema:

„I nikt nie wstąpił do nieba, jeśli nie ten który z nieba zstąpił, syn człowieka” (Ja 3:13).

   Od razu można by pomyśleć, że Jezus powiedział Nikodemowi przy tej okazji, że dosłownie zstąpił z nieba. Jednak Jezus powiedział tutaj również, że z nieba zstąpił syn człowieczy lub człowiek z krwi i kości. Gdyby syn człowieczy dosłownie zstąpił z nieba, oznaczałoby to, że jako człowiek najpierw został stworzony w niebie, a następnie zstąpił z nieba. Oczywiście Jezus Chrystus przemawiał tu również w sensie przenośnym, ponieważ określenie syn człowieczy określa prawdziwe znaczenie terminów „wstąpił” i „zstąpił z nieba”. Ponadto konstrukcja tego zdania pokazuje, że do tej pory tylko Jezus „wstąpił do nieba”, tj został wywyższony do nieba i jako syn człowieczy „zstąpił z nieba”, tzn. przyszedł od Boga jako obiecany Mesjasz (por. Mt 11:23). On nie dosłownie wstąpił do nieba, mimo że pierwsza część zdania mówi nam, że tak się stało. Nie mogło to jednak nastąpić w dosłownym znaczeniu, ponieważ później powiedział: „ponieważ jeszcze nie wstąpiłem (do nieba) do Ojca” (Ja 20:17). Oczywiście jest to łamigłówka, która ukrywa inne znaczenie.

   Wcześniej Jezus wyjaśnia Nikodemowi rzeczy, których nie mógł zrozumieć w duchu słowa Bożego, gdy mówił o odrodzeniu. Potem mówi do niego: „zapewniam ciebie, że co wiemy mówimy (liczba mnoga) i co widzieliśmy świadczymy, a naszego świadectwa nie przyjmujecie” (Ja 3:11). Wspomina on nie tylko o sobie, ale także o innych mesjańskich prorokach przed nim, którzy widzieli i słyszeli, co miało służyć jako świadectwo dla innych, aby przyjąć proroctwa mesjańskie. Jezus wtedy mówi: „jeśli o ziemskich wam powiedziałem a nie wierzycie, jak uwierzycie jeśli powiem wam o niebiańskich?” (Jan 3:12). Teraz Jezus mówi w liczbie pojedynczej, ponieważ jest ostatnim mesjańskim prorokiem, który ogłasza ostatnie słowo Boże.

   Jezus nie chce przekonać Nikodema, że syn człowieczy jest istotą boską, która zna wszystkie rzeczy niebiańskie. Użył jedynie przenośni: „wstąpił do nieba” i „zstąpił z nieba”. Nikodem znał ten przenośny język, którym Bóg mówił niektórych ludziach, którzy „wstąpili do nieba”, „spadli z nieba”. Tak powiedział o królu Babilońskim: Runąłeś aż z nieba, jaśniejący, synu jutrzenki! Ty, który podbijałeś narody, zostałeś powalony na ziemię. Powiedziałeś sobie w sercu: ‚Wstąpię do nieba. Wyniosę swój tron ponad gwiazdy Boże i zasiądę na górze spotkania, na samych krańcach północy. Wzniosę się ponad szczyty chmur (do nieba) i stanę się taki jak Najwyższy’” (Iz 14:12-14). Wielu władców świata próbowało wspiąć się tak wysoko do nieba i rządzić światem, jak najwyższy bóg (zob. Ez 28:1-9). Niektórzy tylko częściowo osiągnęli to, rządząc znaczną częścią ludzkości. U Mesjasza musiało być inaczej.

   Mesjasz, którego oczekiwali Żydzi, miał być najbardziej wzniosłym człowiekiem, jaki kiedykolwiek rządził ziemią. Powiedziano mu: „Najwyższy rządzi królestwem ludzi i daje je komu chce, i ustanawia nad nim najniższych spośród ludzi” (Da 2:21; 4:17). Tylko ten, kto w przenośnym sensie zstąpił z nieba jako niebiański „dar” dla ludzi i otrzymał władzę od samego Boga, mógł wstąpić tak wysoko do nieba i być wiecznym władcą, z tym że według proroctwa miał być istotą ludzką (Jak 1:17; Ja 6:27). To proroctwo, jak wszystkie inne, wypełnione na Jezusie, wskazuje, że nie był on archaniołem ani przeznaczonym na władcę aniołów, ale że był człowiekiem przeznaczonym do rządzenia w imię Boga w „królestwie ludzi”, który ma imię lub stanowisko, które nie zostało dane żadnemu aniołowi, lecz jemu jako człowiekowi. Dlatego jego „imię”, które miał otrzymać, stało się większe niż ich (Heb 1:3-5; Da 4:17). Dlatego jako człowiek według czci miał stać się większy niż aniołowie.

   Jezus nie mógł wtedy dosłownie wstąpić i odpowiednio zstąpić z nieba, ale tylko w przenośnym sensie. Ponieważ zstąpił z nieba, to znaczy został posłany przez Boga, oznacza to, że wcześniej sam wstąpił do nieba przed Boga, aby otrzymać od Boga autorytet dla swojej misji, którą Bóg ogłosił. Nie było to doświadczenie podobne do przeżycia Pawła, który nie był pewien, czy „w ciele czy z ciała został przeniesiony do trzeciego nieba” (2 Kor 12:2). W przeciwieństwie do Pawła Jezus był pewien, że wstąpił do nieba, bo był tego świadomy, jak i Mojżesz wstąpił na górę Synaj, która reprezentowała niebo. Z pewnością miał dosłowne doświadczenie niebiańskie, o którym pisałem wcześniej, będąc jak Mojżesz, tylko on widział chwałę swego niebieskiego Ojca na górze i na pustyni (Ja 5:37). Dzięki temu niebiańskiemu doświadczeniu „powrócił w mocy ducha” i przyniósł ludziom światło i „słowo” Boga, które było w nim ucieleśnione (Łuk 4:1,14; 5 Moj 18:18).

   W tym czasie Jezus Chrystus mógł, z autorytetem i mocą Boga mówić ludziom coś, czego nikt inny nie mógłby powiedzieć. Mianowicie, pewnego razu stwierdził: „I wiem że jego nakaz jest wiecznym życiem, więc co mówię, mówię tak jak rzekł mi ojciec” (Ja12:50; 5 Moj 18:18).

   Ta rozmowa między Jezusem a Bogiem nie została zapisana w Biblii, a Jezus nie powiedział nikomu o swoich niebiańskich doświadczeniach. Ale wszystko co powiedział, nie zostało wypowiedziane z jego ziemskiej perspektywy, ale z woli Boga. Jak to później cytował Pismo swoim uczniom po zmartwychwstaniu: „A poczynając od Mojżesza i wszystkich proroków wyjaśnił im, co zostało napisane o nim we wszystkich Pismach”, tak więc w tamtej rozmowie również jego Ojciec otworzył mu umysł, aby widział siebie we wszystkich tych proroczych oraz obrazach mesjańskich (Łk 24:26, 27, 44). Potem uświadomił sobie wszystko, czego prorocy przed nim nie mogli wiedzieć, mimo że to badali. Aniołowie również chcieli przyjrzeć się tej wiedzy (1 Piotra 1:10-12). Kiedy przez Boga został upoważniony do mówienia wielkich rzeczy i robienia wielkich czynów i kiedy mówił o tych rzeczach, których nie mógł sam poznać, mógł spojrzeć w oczy niektórym ludziom, aby postawić się na miejscu Boga.

   Np. tylko Bóg może odpuszczać grzechy, a nie człowiek. Można ufać tylko Bogu, a nie człowiekowi. Lecz kiedy Jezus powiedział do ludzi: „Ale wiedzcie, że syn człowieczy ma na ziemi władzę (upoważnienie) do odpuszczania grzechów!” Ci ludzie „wychwalali Boga, który dał tę wielką władzę człowiekowi” (Mt 9:6-8). Należy o tym wspomnieć, ponieważ zwolennicy preegzystencji Jezusa twierdzą, że Jezus nie był człowiekiem, ponieważ jako taki nie mógł odkupić ludzi od grzechu. Ale tutaj widzimy że obserwowanie człowieka w tej roli nie było ani kontrowersyjne, ani bluźniercze, ponieważ zdali sobie sprawę, że Bóg dał Jezusowi tak wielką władzę.

   Podobnie jest z wiarą. Wierzyć w niego nie znaczyło wierzyć w niego jako we wszechmogącego Boga, ponieważ byłoby to bałwochwalstwem, ale oznaczało „wierzyć w jego imię” lub rolę, dzięki której ludzie mogliby wierzyć w samego Boga, który dał mu to wielkie „imię” (Ja 8:24; Dz 3:16). Początkowo wielu, nawet najbliżsi członkowie jego rodziny, „nie chcieli w Niego wierzyć”, to znaczy nie wierzyli, że On jest Chrystusem, Synem Bożym (Ja 7:5; Mat. 13:57; Ja 6:35,40; 11:25 ,26). W związku z tym Jezus był jedyną osobą upoważnioną, która mogła wybaczać grzechy jako arcykapłan i prosić ludzi, aby uwierzyli w niego lub uwierzyli w jego rolę rzecznika, aby przez niego otrzymać przebaczenie grzechów i życie wieczne. Wiedział, że nie był on źródłem życia wiecznego, ale że to jego Ojciec jedynie „dał mu życie w nim” (Ja 5:26). Kiedy odniesiemy do tego, słowa Jana (Ja 1:4), który stwierdza, że „w nim (słowie Boga) jest życie”, widzimy, że wywodzi się ono z tego, co Jezus powiedział o „przykazaniu (słowie) Boga, które oznacza wieczne życie” (Ja 12:50).

   Istnieje inne logiczne wytłumaczenie, jak Jezus zstąpił z nieba, bez dosłownego wstępowania. Jezus powiedział Nikodemowi, że syn człowieczy wstąpił do nieba, jakby to się już wydarzyło, wskazując że zostanie wzbudzony dla zbawienia ludzkości. Dlatego dodał: „I tak jak Mojżesz podniósł wysoko węża na pustyni, tak musi być podniesiony syn człowieka, aby każdy ufający mu nie zginął, ale miał życie wieczne” (Ja 3:14,15). Zgodnie z tą zasadą Boga, tylko ten syn człowieka, który zstąpił z nieba lub który przyszedł od Boga, aby być zbawcą, musi być „podniesiony” (do nieba), aby ludzie mogli postrzegać go jako środek zbawienia. A kiedy wprowadzimy zasadę Boga we właściwe ramy czasowe, możemy sparafrazować wypowiedź Jezusa i powiedzieć: „Nikt nie wstąpił do nieba (przed Boga lub został wywyższony do nieba, aby przynieść ludziom zbawienie), z wyjątkiem tego, który zstąpił z nieba (przyszedł od Boga), syna człowieka, który musi zostać podniesiony (wywyższony na króla)”. Jezus już widział siebie w tej roli rzecznika, więc było to dla niego jak zrobione. Tylko on wstąpił do nieba przed Boga, ponieważ tylko on został przeznaczony na króla nowego porządku świata, i tylko on zstąpił z nieba, to znaczy zesłany przez Boga z tym autorytetem (Łuk 4:1).

   W przeszłości Izraelici dostępowali także zbawienia z nieba przez ludzi, którzy reprezentowali Boga. Bóg sam mógł powiedzieć, że zszedł na ziemię. „Dlatego zstąpiłem, aby wyzwolić ich z rąk Egipcjan” (2 Moj 3:8). Bóg zstąpił na ziemię przez Mojżesza. Izraelici Mojżesza musieli zobaczyć boga, tj. tego który zstąpił z nieba, ponieważ przyszedł od Boga, który wyznaczył go na swojego przedstawiciela na górze Synaj. Tylko w przenośni wstąpił do nieba i stanął przed Bogiem, aby przyjąć swoją rolę zbawiciela Izraela. Nikt inny wcześniej nie wspiął się do nieba oprócz niego. Mojżesz zstąpił ze świętej góry, to znaczy z nieba, gdzie ujrzał chwałę Boga i wcześniej otrzymał rozkaz uwolnienia Izraelitów. Ale nie musiał urodzić się na tej górze, żeby można powiedzieć, że z niej zstąpił. Urodził się wśród Izraelitów, a gdy nadszedł czas, wspiął się na świętą górę. Tak samo Jezus. Nie musiał urodzić się dosłownie w niebie, żeby można było powiedzieć, że zstąpił z nieba, ale w duchu wspiął się na wysokość, która wyobrażała niebo, w którym Bóg zawarł z nim przymierze królestwa, które obejmowało wyzwolenie ludzkości z niewoli grzechu i śmierci. Tylko on zstąpił z nieba jako wybawiciel w imieniu Boga i stał się bogiem dla ludzi.

   Faktem jest, że do tego czasu żaden z ludzi dosłownie nie wstąpił do nieba, aby otrzymać autorytet od Boga, nawet Jezus (Dz 2:29-36). W symboliczny sposób wstąpił do nieba, gdy po raz pierwszy spotkał Boga, od którego przyjął swoją rolę Mesjasza, Syna Bożego. Potem zstąpił z nieba jako posłaniec Boży i dar Boży dla ludzkości, co potwierdził chrztem, po czym znów przeżył niebiańskie doświadczenie na pustyni (Łk 4:1).

   Ewangelie nie podają takiego opisu spotkania Jezusa z Bogiem, ale to nie znaczy, że tak się nie stało, ponieważ byłoby nielogiczne, na przykład, że Mojżesz miał tak bliskie spotkanie z Bogiem na Górze Horeb, a Jezus nie. Dlatego stwierdzenia Jezusa o znaczeniu symbolicznym należy postrzegać i interpretować zgodnie z jego rolą jako większego Mojżesza i drugiego Adama. Czy czy w takim razie Jezus Chrystus istniał przed swoimi narodzinami? Używając biblijnej terminologii, można powiedzieć, że naprawdę istniał przed swoim ziemskim życiem, ale nie jako żywa istota, ale jako obraz drugiego człowieka w Bożym planie zastąpienia Adama. Pisma hebrajskie zawierają tło i kontekst dla tego zrozumienia, dlatego można powiedzieć, że wszystkie ewangelie i listy są napisane w duchu i środowisku takiego zrozumienia.

Na początku było to „słowo”

W tym rozumieniu powstała również Ewangelia Apostoła Jana (napisana około 98 r.) Ale kiedy niektórzy nauczyciele zostali oddzieleni od hebrajskiego rozumienia Mesjasza, wtedy o Jezusie zaczęto mówić jak o osobie, która dosłownie istniała w niebie przed swoimi narodzinami na Ziemi. Dlatego nadal zastanawiamy się nad Ewangelią Jana, ponieważ jak widzieliśmy, tylko w niej znajdujemy pewne kontrowersyjne stwierdzenia, o których można dyskutować, biorąc pod uwagę styl i ducha wyrażania pism hebrajskich. Jedno z tych stwierdzeń napisano w prologu do jego Ewangelii (wersety 1 i 14), które brzmią następująco:

Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo. (…) A Słowo ciałem się stało.” (BW)

„Na początku było słowo i słowo było do Boga, i Bóg był słowem.” (NT amatorski)

Pytanie brzmi: co to za „słowo” – czy to jest pojęcie, czy prawdziwa osoba? W pewnym sensie już odpowiedzieliśmy na to pytanie. Pierwszą rzeczą, która przychodzi na myśl każdemu, kto nie jest obciążony dogmatem o istnieniu Jezusa, gdy czyta to stwierdzenie jest to, że „słowo” odnosi się do jasno określonej myśli i woli Boga. Taki wniosek narzuca się każdemu, kto uznaje ducha Pisma Świętego. Mianowicie, kiedy wypowiadamy słowo, w tym przypadku rzeczownik, musi ono mieć w umyśle jakąś formę, która go definiuje. Np. słowo „człowiek” zostało już jasno zdefiniowane w umyśle Boga i człowiek jako taki istniał już w Bogu przed założeniem świata. Samo to słowo, jeśli miałoby być w pełni opisane, mogłoby wypełnić wiele encyklopedii. Bóg widział tego pierwszego człowieka, a zatem Jezusa, drugiego człowieka, na długo zanim zostali stworzeni i powołani do życia (Ps 139:16). Widzieliśmy, jak trzej apostołowie w wizji przemienienia widzieli Jezusa z przyszłości. Czy Bóg nie mógłby zatem stworzyć dla siebie takich wizji przyszłości i widzieć człowieka, którego zamierzał stworzyć? Mógłby nawet kochać go jak siebie samego.

   Znając tło tego, co Jan wiedział o Jezusie, nie mógł dosłownie powiedzieć, że zanim świat został stworzony, Jezus Chrystus był prawdziwą osobą, ale że było „słowo” z Bogiem. To „słowo” było bogiem, to znaczy miało boski autorytet, ponieważ Bóg za nim stał. Np. ktoś może powiedzieć o Jehowie:

       „On jest Prawem”          lub     „Jego słowo jest prawem

       „On jest Alfa i Omega”  lub      „Jego słowo jest alfą i omegą

       „On jest Światłem”         lub     „Jego słowo jest światłem

       „On jest Bogiem”           lub     „Jego słowo jest bogiem

   W związku z tym jego „słowo jest bogiem”. Słowo nie jest żadną inną osobą lub inną istotą skierowaną do Boga. Ono nie jest drugim BogiemLogosem wprowadzonym do żydowskiego zrozumienia przez Filona z Aleksandrii. Nawet on nie mógł „słowa” (heb. Memra; greckie logos) utożsamić z Mesjaszem ogłoszonym przez proroków. Jednak różni tłumacze, którzy popierają chrystologię Logosu, piszą to „Słowo” wielkimi literami i utożsamiają je z Jezusem. Tak samo w przekładzie „Nowego Świata” opublikowanym przez Watchtower Bible Society dla Jana 1:2,3 zamiast oryginalnego zaimka żeńskiego „ona” (dla „słowa”) brzmi następująco:

On był na początku u Boga Wszystko zaczęło istnieć poprzez niego

Przypis dla tych pozycji dotyczący tej zmiany brzmi następująco:

„Zaimek ‘on’ odnosi się do ‘Słowa’ wymienionego w wierszu 1. Chociaż w języku chorwackim ‘Słowo’ jest gramatyczne żeńskie, używa się tutaj zaimka męskiego, ponieważ greckie słowo Logos (Słowo) odnosi się do Jezusa.” (w języku polskim jest to „ono”)

   Tak sformułowana wypowiedź ze słowami zastępczymi automatycznie narzuca czytelnikowi myśl, że w oświadczeniu Jana widzimy dwie osoby, a nie jedną. Widzą drugą osobę w pojęciu „słowo”, które utożsamiają z Jezusem i która, zgodnie z ich interpretacją, istniała przed stworzeniem świata jako „Słowo”, tj. Logos. Jednak rozsądne jest stwierdzenie, że Jan nie chciał tego powiedzieć lub poprzeć taki pomysł. Mianowicie, Jan walczył z tymi, którzy twierdzili, że Logos był Chrystusem, który zstąpił z nieba i wszedł do Jezusa. Walczył również z Doketystami, którzy twierdzili, że Chrystus nie był prawdziwym człowiekiem w prawdziwym ludzkim ciele, ale wcieloną istotą niebiańską w pozornym ciele. Byłoby dziwne, gdyby Jan w swojej relacji „na początku było słowo” popierał ich roszczenia, dając im prawo, że to „słowo” było inną boską istotą. Nigdzie w Biblii wyraz „słowo” nie odnosi się do osoby. „Słowo” jest pojęciem na wieczny plan Boga z człowiekiem, który miał być realizowany przez Adama, więc Jezus, po drugim Adamie, został nazwany „Słowem Bożym” dopiero po namaszczeniu (Obj. 19:13).

   Wielu tłumaczy mówi w swoich tłumaczeniach, że „Słowo było u Boga”, a nie „w Bogu”. Wielka litera „S” i wyrażenie „u Boga” wskazują również na istnienie innej osoby u Boga, podczas gdy wyrażenie „w Bogu” przede wszystkim wskazuje na myśl Boga lub „świętą tajemnicę”, która może być obecna w umyśle Boga (Ef 3: 9). Różnica jest widoczna. Co miał na myśli Jan?

   Nawet jeśli tłumaczy się jego wypowiedź z „Słowo było u Boga”, nie można kategorycznie twierdzić, że chodzi o inną osobę, ponieważ nawet o proroku Elizeuszu można było powiedzieć: „Z nim jest słowo Pana”; (BW), choć nie uważano go za Słowo Boże skierowane do innej osoby, która była z nim lub u niego (2 Kr 3:12). W ten sam sposób „prawda” może być „w nas” i może być „z nami”, jak pisze apostoł Jan: „Kochamy was za prawdę, która pozostaje w nas wszystkich i będzie z nami (lub u nas) na zawsze” (2 Jan 2). Prawda, która jest z nami, nie jest nikim innym, tylko duchem słowa Bożego w nas. Słowo, które było przed powstaniem świata było u Boga, miało swoją manifestację poza Bogiem. Aby to zrozumieć w kontekście zrozumienia Jana, musimy odnieść to stwierdzenie ewangelii (1:1-9) do jego pierwszego listu (1:1,2), aby zrozumieć, co Jan tak naprawdę rozumiał przez słowo „słowo” ( logos).

               Jana 1:1-4,9              1 Jana 1:1-5
„Na początku było SŁOWO i SŁOWO było u (w ) Boga i SŁOWO było bogiem.   ONO na początku było u (w) Bogu.   Wszystko przez NIE powstało, a bez NIEGO nic nie powstało.   Tym, co stało się przez NIE, było ŻYCIE, a ŻYCIE było światłem dla ludzi.   I światło (SŁOWO ŻYCIA) świeci w ciemności i ciemność go nie pokonała. (…)   Prawdziwe światło, które świeci na wszelkiego rodzaju ludzi, miało przyjść na świat (przez Jezusa Chrystusa) ”. KTÓRE było od początku, które słyszeliśmy, które widzieliśmy naszymi oczami, czemu przyglądaliśmy się i nasze ręce dotknęły o SŁOWIE ŻYCIA. A ŻYCIE zostało objawione i widzieliśmy i świadczymy, i oznajmiamy wam ŻYCIE WIECZNE, które było u (w) Ojcu i zostało nam objawione, KTÓRE widzieliśmy i słyszeliśmy wam oznajmiamy, abyście i wy mieli wspólnotę z nami.   A z kolei nasza wspólnota z ojcem i z jego synem, Jezusem pomazańcem. A to wam piszemy aby wasza radość była wypełniona.   A jest to WIEŚĆ którą słyszeliśmy od niego i oznajmiamy wam, że Bóg jest światłem i nie ma w nim żadnej ciemności.
Bóg jest ‘słowem życia’ – światłem’ Bóg jest ‘światłem‘słowem życia’

    Widzimy tutaj, że termin „słowo” (logos) nie jest pomyślany przez Jana jako inna osoba, która była z Bogiem. Było bogiem w Bogu (greckie „theós” – „potężni”), ponieważ posiadało boską moc stworzenia, aby wszystko przez nie powstało. Początkowo, to znaczy zanim Bóg zaczął stwarzać, było w Bogu, aby później wywierać swój wpływ poza Bogiem.

   Jan oczywiście odnosi się zatem do „słowa życia”, które jako takie było od samego początku u Ojca, ponieważ życie wieczne pochodzi od Ojca, a nie od Jezusa. Jezus jest tylko pośrednikiem, jak sam powiedział: „Odrzucający mnie i nie przyjmujący moich słów ma sądzącego jego, słowo które powiedziałem ono osądzi go w ostatnim dniu, bo nie powiedziałem z siebie samego, ale posyłający mnie, ojciec, sam dał mi nakaz, co mam powiedzieć i co mówić. I wiem że jego nakaz („słowo”) jest wiecznym życiem” (Ja 12:48-50); porównaj 5 Moj 18:18,19).

   Bóg jest tym „słowem życia”, ponieważ ono w nim jest. Jan powiedział, że dzięki temu słowu powstało życie, które w ciemnościach tego świata zawsze było dla ludzi „światłem”, jeszcze zanim Jezus przyszedł na świat, jak mówi w psalmie: „Twoje słowo jest lampą dla moich nóg i światłem na mojej ścieżce.” i „mój Boże, który rozświetlasz moją ciemność” (Ja 1:3-5; Ps 119:105; 18:28). „Bóg jest światłem” i miał na celu ucieleśnić to światło w Jezusie, aby dać ludziom nową ścieżkę życia, którą otworzył przez innego Adama (1 Ja 1:5). Dlatego Jezus wywodził się z tego „słowa”, podobnie jak Adam.

   W swoich listach apostoł Jan często używa słowa „początek” w różnych przedziałach czasowych, o których wspomniał (1 Ja 2:24; 3:11; 2 J 6). Jednym z tych początków jest umiejscowienie Jezusa jako tego, który przyniósł „słowo życia”. Od samego początku w odniesieniu do życia było „słowo” (Ja 1:1) lub przesłanie życia (1 Jana 1:1,5). To „słowo” lub przesłanie życia, które początkowo było ukryte „w Bogu”, zostało usłyszane przez apostołów na początku posługi Jezusa i objawione światu (Ja 1:1; 1 Ja 2:24; Ef 3:9). Wiadomość brzmiała: „Bóg jest światłem” i „Bóg jest słowem”. Jego słowo i światło, które były z nim, przyszło na świat przez Jezusa, który stał się „światłością świata” (Ja 8:12).

   Jezus otrzymał od Boga „słowo” i „światło”, a zatem po zmartwychwstaniu był „odbiciem jego chwały i dokładnym obrazem jego istoty, i wspiera wszystko potężnym słowem” (Hebr. 1:3; theós = bóg – słowo Boże, mocne – potężne słowo ). Jako odbicie chwały Bożej słowo życia stało się przez niego widoczne. Jezus nie był tym „słowem”, ale po prostu je reprezentował. Jezus nie był „życiem”, ale „orędownikiem życia”, które objawił przez swoje zmartwychwstanie (Dz 3:15). Chociaż powiedział: „Ja jestem światłem”, on nie był źródłem światła, ale Bóg. Przedstawił jedynie to światło Boga. W ten sam sposób napisano, że wino jest krwią Jezusa, a chleb jest jego ciałem pod względem tego, co reprezentują te symbole (Mt 26:26-28).

   Jako człowiek, Jezus jako pierwszy powstał do życia wiecznego, więc Jan słusznie powiedział, że wraz z innymi apostołami mógł zobaczyć i poczuć w Jezusie to, co było na początku w odniesieniu do słowa życia. Tak więc po zmartwychwstaniu Jezusa ujrzeli i odczuli potężne słowo i „życie wieczne”, ponieważ to niezniszczalne życie zostało po raz pierwszy objawione przez człowieka w tak widoczny i namacalny sposób (Dz 10: 36-40). W tym sensie był prawdziwym światłem, które świeciło na wszystkich ludzi z widokiem na życie. Życie nie przyszło od niego, ale od wszechmogącego Boga i potężnego słowa Bożego. Był jedynie widzialnym przejawem tego słowa życia, które reprezentował, objawiając w ten sposób samo życie wieczne przez swoje zmartwychwstanie. Słowo Boże zostało objawione światu przez niego, który je w pełni ożywił i ucieleśnił. Właśnie dlatego jest tym pośrednikiem, drugim Adamem, który pośredniczył słowu i światłu Boga, a tym samym życiu wiecznemu ludzi (1 Ja 5:11,20; Ja 10:28; 12:50; 17:2; Rz 5:21 6:23; Heb 5:9). To życie, które Jezus zapowiedział, można uzyskać i utrzymać tylko poprzez przestrzeganie Bożych praw i nakazów.

Prorocze „słowo”

Apostoł Jan, na początku swojej Ewangelii, wyjaśnił w zaledwie kilku wersetach treść słowa Bożego lub świętą tajemnicę o życiu wiecznym, która się przewijała przez hebrajskie pisma, zapoczątkowana proroctwa wypowiedzianymi przez Boga w Edenie. Bóg zwrócił się następnie do swego zbuntowanego Syna niebiańskiego i powiedział mu:

„I wprowadzę nieprzyjaźń między ciebie a kobietę i między twoje potomstwo a jej potomstwo. Ono zmiażdży ci głowę, a ty zranisz je w piętę” (1 Moj 3:15)

Jest to pierwsze słowo prorocze w połączeniu z potężnym słowem, na którym opierały się wszystkie inne proroctwa mesjańskie. Tak jak potomstwo Węża nie jest jednym mężczyzną (antychrystem), tak również potomstwo kobiety nie jest namaszczonym mężczyzną Boga (Chrystusem, Mesjaszem), lecz większą ich liczbą, z których ostatni Chrystus będzie nosił moc życia wiecznego, którzy zadadzą śmiertelny cios wężowi. Dzięki mocy otrzymanej od Boga zniszczy śmierć, która nastąpiła w wyniku działania szatana przeciwko pierwszemu człowiekowi. Z myślą o tym proroczymsłowie”, które spełniło się w Jezusie, Jan napisał:

Na początku było słowo…” (Ja 1:1a)

   Na początku, tj zanim nastał świat, Stwórca w Edenie przepowiedział nadejście innego człowieka. Zanim Jezus się urodził i stał się Mesjaszem, było tylko „słowo życia” w formie proroctwa lub świętej tajemnicy, która była w Bogu (Ef 3:9; Rdz 16:25). Cały ten czas …

„…słowo było u Boga (w Bogu)…” (Ja 1:1b)

   Słowo, tj. święta tajemnica o Chrystusie, była w Bogu (Ef 1:8-10; Kol 1:25,26). Bóg zrobił wszystko, aby to się stało, kontrolując pewne wydarzenia prowadzące do narodzin ostatniego potomka kobiety, który stanie na głowie węża. Wąż reprezentował boga tego świata, a mężczyzna, który by go pokonał, miał być potężniejszy od niego, a tym samym „bogiem” (grecki theos – potężny). Mógł osiągnąć tę moc nie dzięki własnej mocy, ale dzięki Bożemu potężnemu słowu życia, które trzymał w sobie. Dlatego Jan stwierdza:

„… a słowo było bogiem” (Ja 1:1c)

   Słowo pierwotnie wymyślone i wypowiedziane przez Boga pochodzi tylko od Niego. Jego pochodzenie jest boskie. W sensie przenośnym jest bogiem, ponieważ reprezentuje 1) Boga jako swego właściciela i 2) człowieka, którego Bóg ustanowił, aby wypełnił to prorocze słowo, w którym zamanifestuje się potężne słowo życia. Zawierało w sobie główną cechę Mesjasza, jaką jest jego moc od Boga do zniszczenia Szatana i jego dzieła – grzechu i śmierci. Dlatego prorocze słowo o Mesjaszu było tak potężne, że można o nim mówić jako o bogu, i postrzegało Jezusa jako boga, który ucieleśnia to prorocze słowo. Tak więc poprzez namaszczenie Jezusa duchem świętym „słowo” przeniosło się do ciała, to znaczy:

„…słowo stało się ciałem” (Ja 1:14)

   W pismach hebrajskich pojęcie „słowo” zawsze odnosiło się do Boga i jego umysłu, z którego pochodzi stworzenie wszystkiego, co zamierzał. Nigdy to „słowo” nie kojarzyło się z jakąkolwiek inną boską osobą, ale z samym Bogiem i świętą tajemnicą, która była w nim ukryta, dopóki się nie zamanifestowała ani nie ucieleśniła w Jezusie. Kiedy czytał i studiował pisma święte, apostoł Jan mógł doświadczyć tego „słowa” tylko w ten sposób, ponieważ jest napisane:

Słowem Jehowy zostały uczynione niebiosa a duchem (dosł. ‘tchnieniem’) Jego ust — wszystko, co w nich jest (dosł. ‘całe ich wojsko’). „Bo On przemówił i się pojawiło, On nakazał i wszystko powstało” (Ps 33:6,9).

Tchnienie Boga jest tutaj dosłownie związane z duchem Bożym, a zatem z jego umysłem. „Słowo” nabrało szczególnego charakteru przez to, co zostało wypowiedziane oddechem i które odzwierciedlało ducha Bożego, to znaczy Bożą myśl, ideę, plan, który przyszedł mu do głowy. Pisarze pism greckich opierali się również na znaczeniu ‘słowa’ z pism hebrajskich, więc apostoł Paweł i Piotr napisali:

Dzięki wierze, sięgając wzrokiem do niewidocznego, w umocnione wypowiedzią Bożą, epoki stają się widziane”(Heb 11:3)

Bo nie zauważają sami tego pragnąc, że od dawna były niebiosa i ziemia z wody, i przez wodę współstanęła dla zamysłu Boga” (2 Pio 3:5).

Słowem Bożym, to znaczy przez Boga, a nie przez żadną inną osobę, wszystko jest stworzone, więc apostoł Jan uzupełnia taki wgląd w stworzenie pisząc o nim:

Wszystko przez nie powstało, co powstało, w nim jest życie, a życie było światłem ludzi”. (Ja 1:3,4)

Słowo” Boga jest czyste, poprawne, niezawodne, ale też potężne. Ono jest odzwierciedleniem jego samego (Ps 33:4). Jest zatem bogiem, ponieważ mówi się o nim jako o potężnym słowie Boga (theos-potężny, bóg), które spowodowało wszystko, co zostało stworzone, zarówno niewidzialny, jak i widzialny wszechświat i życie w nim. Przez to „potężne słowo” wszystko powstało i dzięki niemu powstało życie. Przez te „słowo” niektórzy aniołowie i ludzie wykonywali określone zadania, wspierając w ten sposób wolę Boga i cel Boga w ich roli. Dlatego „słowo” w pismach hebrajskich zawsze wskazywało na myśl lub tajemnicę Boga, którą zamierzał osiągnąć i objawić w określonym czasie, jak mówi:

„tak samo słowo, które wychodzi z moich ust (Boże słowo), nie wróci do mnie, jeśli nie osiągnie swojego celu, ale na pewno wykona wszystko, czego pragnę, i spełni to, z czym je posłałem” (Iz 55:11)

Słowo Boże w tym wersecie nie jest osobą, ale może być wysłane i wykonane przez wybranych przedstawicieli, zarówno niebiańskich, jak i ziemskich. Lecz spośród wszystkich istot w niebie i na ziemi, Jezus, jako istota ludzka, został upoważniony do bycia pierwszym przedstawicielem i poprzez swoją mesjańską rolę „wszystko podtrzymywać potężnym słowem (lub: ‘przynoszący także wszystkie wypowiedzi jego mocy’-przypis tłumacza)” (Hebr. 1:3a). W swojej roli doskonałego człowieka Jezus łączy niebo i ziemię, i w przeciwieństwie do Adama, jego osiągnięcie celu może wspierać wszystko co Bóg zamierzał stworzyć i urzeczywistnić przez człowieka. Dlatego o Jezusie, który zastąpił Adama, można powiedzieć:

ten będący odblaskiem chwały i odwzorowaniem jego charakteru, przynoszący także wszystkie wypowiedzi jego mocy, przez niego oczyszczenie grzechów dokonawszy, posadził w prawicy majestatu na wysokościach” (Heb 1:3).

(Jako że jest to sporny tekst jeszcze dwa tłumaczenia oprócz mojego:

„On jest odbiciem chwały Boga i dokładnym odzwierciedleniem Jego osobowości, on też podtrzymuje wszystko mocą Jego słowa. Kiedy oczyścił nas z grzechów, zasiadł na wysokości po prawej stronie Majestatu”; PNŚ

„On, który jest odblaskiem chwały i odbiciem jego istoty i podtrzymuje wszystko słowem swojej mocy, dokonawszy oczyszczenia z grzechów, zasiadł po prawicy majestatu na wysokościach”; BW – Przypis tłumacza)

Również tutaj widzimy, że on jako osoba usiadł po prawicy dopiero po wykonaniu zadania na ziemi związanego z proroczym słowem Boga. Nigdzie nie jest podana myśl, że wcześniej siedział po prawicy i dlatego był prawą ręką Boga w stworzeniu (porównaj 1 Moj 1:1; Iz 44:24). W tym słowie został ogłoszony nowym początkiem stworzenia ludzkości, ponieważ „na początku była święta tajemnica, a święta tajemnica była (ukryta) w Bogu, a ona była (prorokowanym) bogiem (Synem Bożym, Chrystusem)”. Ta wspólnota człowieka i Boga jest widoczna w obrazie, w którym Bóg mieszka w człowieku swoim duchem, aby go kształtować, a także człowiek jako doskonała istota w duchu Boga mieszka w Bogu, przez którego został stworzony. Dlatego Jezus zamiast Adama był obrazem Boga, który jego uczniowie mogli obserwować, więc powiedział:

„Jeśli poznaliście mnie i mego ojca poznacie, i od teraz znacie go i widzieliście go”. Mówi mu Filip: „panie, pokaż nam ojca i wystarczy nam”. Mówi mu Jezus: „tyle czasu z wami jestem i nie poznałeś mnie Filipie, kto widział mnie widział ojca i jak ty mówisz, ‘pokaż nam ojca?’ Nie wierzysz że ja w ojcu i ojciec we mnie jest. Wypowiedzi które ja mówię wam, od siebie samego nie mówię, lecz ojciec we mnie pozostający wykonuje swoje dzieła” (Ja 14:6-10).

Wiedząc, że Jezus miał w sobie ten obraz Boga, Filip poprosił Jezusa, aby pokazał mu Ojca, ale nie widział go dosłownie, ponieważ było to niemożliwe, ale doświadczył go praktycznie. Prawdopodobnie miał na myśli słowa Hioba: „(Boże) Kiedyś jedynie o Tobie słyszałem, ale teraz widzę Cię na własne oczy.” (Job 42:5). Filip chciał zabezpieczyć swoją wiarę osobistym doświadczeniem, które pozwoliłoby mu zobaczyć jeszcze lepiej, to znaczy poznać swojego Ojca tak, jak go Jezus poznał. Ale Jezus powiedział, że wystarczy, aby mogli zobaczyć Boga, to znaczy przez Tego, który objawił Go słowami i czynami. To również powinno wystarczyć, abyśmy byli w pełni ukształtowani na obraz Boga.

Potężne „słowo” stwarzania 

Rozważmy teraz nieco szerzej niektóre stwierdzenia, które należy roZwikłać zgodnie z Pismem Świętym i jego symboliką. Pierwsze dwa, które zacytuję, zostały napisane przez apostoła Jana, a trzecie przez apostoła Pawła:

1) „Wszystko powstało przez nie…co powstało przez nie było życiem” (Ja 1:3,4)

2) „… świat powstał przez niego (Ja 1:10).

3) „On jest …pierworodnym wszystkiego co jest stworzone… przez niego jest wszystko stworzone” (Kol 1:14-17). 

(1) Pierwsze stwierdzenie mówi o potężnym słowie Bożym, które spowodowało wszystko, co stworzone, zarówno niewidzialny i widzialny wszechświat, jak i życie w nim (zob. Ps 33:6,9; Heb 11:3; 2 Pio 3:5) , Rozmawialiśmy o tym wcześniej, ale to nie wszystko.

Wszystko przez nie powstało (Boże słowo), co powstało w nim zaczęło być życiem, a życie było światłem ludzi” (Ja 1:3,4).  

Tutaj z jednej strony widzimy słowo życia, a z drugiej strony życie, które pochodzi od tego słowa. Ponieważ życie było światłością ludzi, a „światłością świata” był sam Jezus, Jezus powstał od tego słowa, które jest w Bogu (1 Tym 6:13; Ja 8:12). On nie jest tym słowem, ale po swoim uwielbieniu jest upoważniony do „podtrzymywania wszystkiego potężnym słowem” (Heb 1:3a; Ja 6:27). Dlatego Jan opisuje tutaj jasno określoną myśl Boga jako plan wszystkiego, co Bóg zamierzał stworzyć. Bóg najpierw zamierzał i powiedział, a następnie stworzył. 

    Wiemy, że dana osoba może mieć najpierw u siebie jasno zdefiniowane słowo. Np. każdy kto chce stworzyć produkt, taki jak samochód, samolot, robot, dom itp., musi przenieść swoje pomysły na papier lub komputer za pomocą animacji 3D. Może również stworzyć model tego, co zamierza stworzyć. Wtedy jego słowo (idea), które było w nim, było teraz na jego oczach lub blisko niego, zanim zaczął tworzyć. Tak jak u człowieka mądrość i moc są integralną częścią osobowości w celu ożywienia jego twórczości, tak samo „w Bogu jest mądrość i moc”, które towarzyszą mu we wszystkich jego ideach i stworzeniu (Job 12:13; Da 2:20; Rz 16:27). Apostoł Jan prawdopodobnie wykorzystał opis księgi Przysłów, aby mówić o mądrości Bożej, ponieważ wiedział, że Bóg był „jedynym mądrym” (Rz 16:27). Jego mądrość opisana jest jako personifikowana istota, która mówi sama za siebie: „Jahwe stworzył mnie jako początek drogi swojej, jako pierwsze z dzieł swoich — od przedawnych czasów. Od prawieków zostałam stworzona , od początku, jeszcze zanim ziemia powstała” (Prz 8:22,23; BP) Hebrajskie słowo „kanani” oznacza „posiadać”, „mieć”, niektórzy tłumaczą słowem „stworzyć” (hebr. „bara”), które gubi ideę, że „mądrość” jest integralną częścią Boga, a nie odrębną istotą.

   W całym tym rozdziale pisarz mówi o uniwersalnej zasadzie mądrości Boga, poprzez którą wszystko jest tworzone. Tutaj mądrość zyskuje osobowość, a więc przedstawia się tak, jakby była osobą, mimo że z samego tekstu wynika, że nie chodzi o inną od Boga żywą istotę, która trzyma cały wszechświat w swoich rękach. W ten sam sposób mogli uosabiać inne cechy Boga. Jeden brat i przyjaciel zwrócił mi uwagę na powiedzenie w tych wersetach, że „mądrość mieszka z roztropnością”, więc jeśli ona była drugim Bogiem lub pierwszym aniołem, to kim była ta „roztropność” (Prz 8:12).

   Wydaje się, że mogliby wyliczyć wiele Bożych przymiotów i powiedzieć za każdym razem, że to osoba, która początkowo była w Bogu i zaczęła istnieć poprzez stworzenie. Ale to nie ma sensu. Nawet mądrość Szatana opartą na kłamstwie można opisać w spersonalizowany sposób. On jest „ojcem kłamstwa”, a „kłamstwo” w tym sensie „rodzi się” z niego (Ja 8:44; zob. Ps 7:14; Jak 1,15). A spersonalizowane „kłamstwo” może powiedzieć, w jaki sposób jej ojciec posiadał je na początku jej niezależnego bytu, zanim powstał świat. Oczywiście, jego mądrość może być ucieleśniona w ludziach przeciwnych Bogu, a swoje ostateczne ucieleśnienie ma w „człowieku bezprawia”, który reprezentuje antychrysta. Niesprawiedliwość była określana w pierwszym wieku jako „tajemnica, która już działa, ale nie została jeszcze objawiona na świecie” (2 Tes 2: 3,7). Podobnie Jezus, syn człowieczy, działał na świecie, zanim wyraźnie objawił się jako Chrystus, Syn Boży. Jeśli chodzi o plan szatana, to jest to tajny plan stworzenia antychrysta, który ma wyobrażać (imitować) Chrystusa na ziemi.

   Szatan sam w sobie jest bogiem tego świata i antychrystem, ale ani on, ani żaden z jego aniołów nie musi ucieleśnić ani zmaterializować się w człowieku, aby działać jako człowiek bezprawia, który w domu Bożymprzedstawi się jako bóg (2 Tes 2:3,4). „Człowiek bezprawia” nie istniał w niebie, ani nie musi wcielać się na ziemi w człowieka, który kiedyś ukryłby swoją prawdziwą tożsamość, dopóki nie objawi się światu, gdy będzie siedział w świątyni Boga. Wystarczy dla Szatana, że fałszywe słowo lub idea będzie ucieleśnione w ludziach, a zwłaszcza w człowieku, którego zamierza użyć do swego wielkiego i ostatecznego planu realizacji złego zamiaru dla swojego nowego porządku światowego. Podobnie dzieje się z mądrością Boga, która jest źródłem twórczej ścieżki Boga w realizacji jego wiecznego planu z człowiekiem i jego nowym porządkiem światowym.

   Kiedy pisarz mówi o mądrości, którą Bóg zrodził, nie możemy tego dosłownie rozumieć, bo nie może być stworzona, ponieważ to ona jest podstawą stwarzania i początkiem całego stworzenia. Np. „Strach [przed Bogiem] jest początkiem mądrości” (Prz 9:19). Człowiek jest istotą miłości, ale miłość w nim może się kiedyś narodzić. W związku z tym Bóg jest mądry sam w sobie i ta mądrość istnieje w nim przez całą wieczność, ale jej początek można prześledzić od początku jego planu wobec człowieka, ponieważ został on wcielony w życie. Mogła się tylko narodzić (stworzyć) i przyjąć swoją formę poprzez Boży plan. Plan może powstać w umyśle lub zrodzić się w umyśle, więc w ten sposób jest stworzony w umyśle. Można powiedzieć, że Jezus narodził się z Boga, ponieważ zrodził się w umyśle Bożym. Pomysł może zrodzić się w umyśle, który z czasem jest całkowicie ukształtowany. Np. kiedy ktoś chce coś stworzyć, najpierw tworzy plan, który może przybrać formę projektu książki. Ta książka jest odzwierciedleniem jego mądrości, a zatem mądrość jest w niej zawarta i ukształtowana. Powstała wraz z książką i od tego czasu jest postrzegana przez tworzenie wszystkiego, co jest już zdefiniowane w tym projekcie koncepcyjnym. Ponieważ plan jest całkowitym odzwierciedleniem mądrości Bożej, dlatego dzięki temu planowi mądrość przybrała formę i została powołana do życia poprzez swoje działania w tworzeniu i utrzymywaniu Bożego stworzenia (Iz 44:24). Jezus zrodził się w Bogu, to znaczy w umyśle Bożym. Był prawdziwy, zanim przyszedł czas na narodziny na ziemi. Dlatego pisarz opiera się na spersonalizowanej mądrości i mówi o „słowie”: „Ono było na początku u Boga (w Bogu). Wszystko przez nie powstało, a bez niego nic nie powstało,” (Ja 1:2,3).

   W związku z tym apostołowie mogli wywnioskować ze słów Jezusa, że słowo Boże zawsze było u Boga jako integralna część jego mądrości, z której wszystko pochodzi, podczas gdy Jezus otrzymał od Boga władzę do wspierania tego potężnego słowa życia w swoim namaszczeniu i przekazywania go ludziom jako światło, które mieli otrzymać przez ducha świętego (Prz 2:1; 11:2; Da 2:20,23; Iz 11:1,2).

   Podobnie „mądrość świata” stworzona przez Szatana nie jest osobą, lecz ideą, która stworzyła ten niesprawiedliwy świat i wszystko, co na nim jest. Wszystko, co dzieje się w historii ludzkości, związane ze złem, kłamstwem i niesprawiedliwością, stało się przez nią, a bez niej nic się nie stało, ponieważ Szatan jest planistą, budowniczym i bogiem swego świata (Ez 28:12-17; 1 Kor 1:20).

   Kiedy Jan powiedział, że wszystko „stało się przez słowo Boże”, miał na myśli samego Stwórcę, w którym obecne było „słowo”, poprzez które wszystko zostało stworzone. Robiąc to, z pewnością oparł się na poglądach apostoła Pawła, który napisał o Bogu wiele lat przed jego oświadczeniem: „bo z niego i przez niego i ku niemu wszystko …” (Rz 11:36). Napisał także: „temu, (Bogu) przez którego wszystko i z powodu którego wszystko” (Heb 2:10). Te słowa należy wziąć pod uwagę, ponieważ mówią o samym Bogu, przez którego wszystkie rzeczy zostały stworzone, przez Niego i dla Niego. Ale kiedy Paweł i Jan wskazują na Jezusa, przez którego świat nastał i dla którego wszystko zostało stworzone, ma on inny wymiar związany z nowym stworzeniem. Rozważmy zatem ich wypowiedzi w tym innym wymiarze.

(2) Drugie stwierdzenie mówi o Jezusie. W szczególności Jan (w. 9) najpierw wspomina o Bożym „świetle”, które przyszło na świat przez Jezusa i w tym kontekście stwierdza:

W świecie był i świat przez niego powstał, a świat go nie poznał” (Ja 1:10)

Słowo i światło, które było w Bogu, było teraz w Jezusie (pośredniku), więc jego uczniowie uważali go za boga, jako przedstawiciela Boga. W roli Adama Jezus położył prawdziwy fundament życia, aby po wniebowstąpieniu tym potężnym słowem mógł podtrzymać (utrzymać w istnieniu) wszystko, co zostało stworzone (*-?). Dlatego w innym stwierdzeniu Jan mógł napisać, że „świat stał się przez niego”, ponieważ wziął na siebie to słowo życia, przez które stał się świat (Hbr 1:3). Kiedy mówi, że świat stał się przez niego, ma na myśli ludzkie społeczeństwo, które nastało po pierwszym człowieku Adamie. Jezus zastąpił Adama i tym samym przejął cały świat. Dla wszystkich, którzy otrzymują życie przez Niego, niezależnie od czasów, w których żyli przed Nim, staje się „Ojcem wiecznym” lub „duchem ożywiającym” (Iz 9:6; 1 Kor 15:45; Tyt 3:4-7) ). Tym, którzy je przyjmują, „daje im to prawo stać się dziećmi Bożymi” (Ja 1:12). Ostatecznie wszyscy z nich staną się nowymi stworzeniami, kiedy zostaną ponownie stworzeni, tak że będzie on prawdziwie „początkiem, pierwszym, który [otrzymał życie wieczne]”, a przez niego przyszłością, to znaczy nowym światem, nowym społeczeństwem ludzkim (Mt 19:28; 2 Kor 5:17; Gal 6:15; Ef 2:10; Kol 1:18; Hbr 2:5). Początek ludzkości zostanie ostatecznie potwierdzony w Chrystusie, drugim Adamie. Dlatego w tym sensie Jezus Chrystus powiedział o sobie, że jest potwierdzeniem Boskiego planu wobec nowych stworzeń Bożych, tzn. Że jest „Amen, … początkiem stworzenia Bożego” (Obj. 3:14).

   Gdyby drugi Adam (Chrystus) nie był w planie Boga, świat nie powstałby. Ale świat istnieje dzięki Temu, który oddał za niego życie, które Bóg przewidział i zarządził. Wszystko, co Jezus powiedział o sobie w związku z niebem i Bogiem, miało związek z wydarzeniami, które z góry określały jego miejsce w planie Boga, zanim naprawdę istniał jako osoba.

(3) Trzecie zdanie odnosi się również do Jezusa i jest nieco podobne do drugiego zdania Apostoła Jana, które apostoł Paweł napisał:

„w którym (Jezusie) mamy odkupienie grzechów, który jest obrazem (jako człowiek) Boga niewidzialnego, pierworodnym każdego stworzenia. Gdyż w nim jest stworzone wszystko w niebie i na ziemi, widzialne i niewidzialne, czy to trony, czy to panowania, czy to zwierzchności, czy to władze, wszystko z powodu niego i do niego są stwarzane. I on jest przed wszystkimi, i wszystko w nim razem stoi,” (Kol 1:14-17).

Ponieważ we wcześniejszych Listach do Koryntian, Efezjan i Galatów Paweł napisał o nowym stworzeniu, które zaczęło się dziać przez Chrystusa, przez którego zostaliśmy stworzeni na nowo, to było to tłem powyższych słów do Kolosan, którzy wcześniej czytali tamte listy (Kol 4:16). Dlatego Paweł nie odnosi się do pierwszego stworzenia wszechświata i człowieka, który został stworzony przez Boga i dla Boga, ale do nowego stworzenia świata, który Bóg  stwarza „przez Jezusa” i „dla niego ”, ponieważ „my (nowe stworzenia) jesteśmy stworzeni w Chrystusie Jezusie” (Ef. 2:10; 2 Kor 5:17). On został z góry określony jako przywódca nowego stworzenia, więc Bóg „przez niego” stworzył wszystko, co wiąże się z Królestwem na ziemi, obejmując trony, administracje, zwierzchnictwo i władzę. Wszystko to zostało stworzone i zaaranżowane przez Boga dla „tego”, który miał być pierwszym posiadaczem władzy tego ziemskiego królestwa. Ponieważ jest on „pierworodnym każdego stworzenia”, jest według autorytetu pierwszym wśród wszystkich nowych stworzeń.

   Aż do śmierci Jezusa wszystko było ułożone przez Adama w sposób, który wymagał zmiany, a kiedy Jezus wstąpił do nieba i usiadł po prawicy Boga, Bóg zaczął wszystko stwarzać nowe przez niego. Paweł wyraził to jako gotowy fakt, jakby już został stworzony, chociaż jeszcze go nie widzieliśmy. W odniesieniu do tego stworzenia opisuje miejsca przedstawicielskie w panowaniu Bożym dane wybranym ludziom i aniołom, przez które Jezus kieruje teraz swoim zgromadzeniem, którym jest jego „królestwo” (Kol. 1:13). Słudzy tego królestwa, którzy okażą się wierni i roztropni, w przyszłości otrzymają nowe i większe moce, gdy on zasiądzie na swoim ziemskim tronie (Mt 25:31). Ale jeśli chcemy  powiedzieć dosłownie, że Bóg stworzył wszystko przez Chrystusa, wówczas ta myśl niekoniecznie oznacza, że Jezus musiał istnieć, aby wszystkie rzeczy zostały stworzone przez Niego.

   Od samego stworzenia aniołom niebiańskim powierzono rolę służenia człowiekowi, dla którego wszystko zostało stworzone. Dlatego uświadomili sobie, że swoje istnienie zawdzięczają człowiekowi i w tym sensie można powiedzieć, że nawet zostali stworzeni z powodu człowieka i dla człowieka. Człowiek był główną przyczyną stworzenia, więc w jakiś sposób musiał istnieć ponad wszystko, aby wszystko mogło być stworzone z powodu niego i dla niego. Bóg dał do zrozumienia, że liczba „144” (12 x 12) jest „miarą człowieka, która jest także anioła” (Obj 21:17). Świat anielski jest ułożony w taki sam sposób, w jaki Bóg zaplanował porządek ludzkości, który ostatecznie nastąpi przez Chrystusa i 144 000, którzy będą uczestniczyć w tworzeniu i organizacji nowego porządku świata (Obj 7:4; 14:1).

   Bóg nie musiał najpierw dosłownie stworzyć człowieka w niebie, aby według jego miary stworzyć niebo, ziemię i wszystko inne, co było konieczne. Człowiek urodził się lub powstał przede wszystkim w jeden szczególny sposób jako środek, przez który powstały warunki jego pojawienia się, w których powstał świat anielski, ponieważ one również były warunkiem stworzenia człowieka, któremu mogłyby służyć. Mianowicie człowiek narodził się z Boga, który powołał go do istnienia. Biblia mówi, że ojcowie są przyczynami poczęcia, przez które rodzą swoich synów (zob. 5 Mo 32:18; Prz 23:22). W ten sposób Bóg zrodził lub doprowadził do zaistnienia Adama, a następnie Jezusa (Job 15:7).

   Jezus Chrystus odegrał rolę zastępczą, bo nie mógł dosłownie istnieć przed Adamem, nie mówiąc już o niczym innym. Ale istniał w Bogu. Adam i Jezus reprezentują tego Bożego wyjątkowego człowieka, Syna Bożego, który powstał w umyśle Boga przed innymi istotami, ponieważ ten człowiek był głównym powodem, dla którego wszystko się wydarzyło. Można powiedzieć, że Jezus był początkiem Bożego stworzenia, ale tylko wtedy, gdy jest postrzegany jako substytut Adam. Bóg miał Adama na początku, zanim został stworzony i zanim powstał świat. Zanim został stworzony, wszystko zostało już stworzone dla niego i wszystkich jego potomków.

   To, że człowiek został stworzony jako ostatni, nie oznacza, że był najniższym podporządkowanym, aby służyć aniołom. Nie, człowiek został stworzony jako ten, dla którego wszystko zostało stworzone, więc wydaje się, że wszystko, co stworzono wcześniej w niebie i na ziemi, było z powodu człowieka i dla człowieka. Ponieważ był on w planie Bożym przed stworzeniem, można więc powiedzieć, że jest „przed wszystkim” tym, co zostało stworzone. W tym sensie Bóg „wszystko robi” bez pomocy, ale „z powodu [Syna Bożego, na jego miarę] wszystko zostało stworzone, a my przez niego, [według jego pełni] żyjemy” (1 Kor 8:6; Iz. 44:24; 45:12; Ef 4:13).

   Np. kiedy dziecko się rodzi, a nawet wcześniej, rodzice robią, co mogą, przed jego narodzinami. Przygotowują dach nad głową, sprzątają jego pokój i zapewniają niezbędne ubrania, jedzenie, a tym samym jego życie i przyszłość. Chociaż to dziecko jeszcze się nie urodziło, można powiedzieć, że zostało zaplanowane i że wszystko zostało zrobione i przygotowane przez (z powodu) niego i dla niego, to znaczy wszystko zostało stworzone zgodnie z jego miarą i potrzebą. Narodziny oznaczają jedynie początek rozumnego bytu, który został zaplanowany wcześniej, a później zdefiniowany przez genom jego rodziców. Bóg mógł mieć w umyśle człowieka dzięki swojej ogromnej mądrości i spojrzeć na rzeczywistość, zanim ją stworzył. Wyobraził sobie mężczyznę jako swoje dziecko, które będzie wychowywał i szkolił do wielu twórczych zadań, i podporządkował wszystko temu, który miał przyjść na ziemię. Adam miał swój początek przed wszystkim, co zostało stworzone, ponieważ został w pełni określony w Bogu jako pierworodny wszystkiego, co zostało stworzone. Chociaż nie istniał jeszcze jako żywy obraz niewidzialnego Boga, Bóg „kochał go jak siebie samego”, ponieważ w jego oczach żył do tego stopnia, że wszystko zostało stworzone dla niego i dla niego (Mat. 22:39).

   Wniosek: W poprzednim rozdziale mogliśmy dowiedzieć się, że zanim stworzono człowieka, aniołowie mieli służyć Bogu i człowiekowi. W ich hierarchii tylko kilka z nich zajmowało miejsce blisko Boga, ponieważ cherubini są opisywani czterema głównymi atrybutami – miłością, sprawiedliwością, mądrością i mocą. W biblijnej wizji widzimy ich stojących wokół tronu Boga, abyśmy mogli uznać ich za pierwszy autorytet w radzie niebieskiej. Żadne z nich nie jest większe od innych, ale razem tworzą radę, z którą Bóg komunikuje się przy podejmowaniu decyzji. Bóg, gdy nadszedł czas stworzenia człowieka, mógł im powiedzieć: „Uczyńmy człowieka na nasz obraz, podobnego nam…” (1 Moj 1:26). Ta możliwość była i pozostaje w pamięci wszystkich Żydów, ponieważ ci w piśmie Świętym nigdy nie widzieli żadnej innej możliwości, więc wyrażenie „zróbmy”, podane w liczbie mnogiej, może wskazywać, że Bóg rozmawiał z niektórymi z wybitnych aniołów, a nie z jedną istotą, która w razie niepowodzenia powinna stać się człowiekiem i przyjść jako Mesjasz. Jeśli na przykład Jezus był stwórcą, z którym Bóg stworzył, miał okazję to powiedzieć, ale nigdy tego nie powiedział, ponieważ nie stworzył człowieka. Zamiast tego powiedział do Żydów: „Czy nie czytaliście, że ich stwórca (Ojciec Jehowa) początkowo uczynił ich mężczyzną i kobietą” (Mt 19:4).

   Apostołowie nigdy nie uważali Jezusa za stwórcę nieba, więc nawet nie pytali go o te i wiele innych niebiańskich rzeczy, w których uczestniczyli tylko aniołowie, a ponieważ uważali go za człowieka, ich pytania dotyczyły tylko tego, co mógł poznać dzięki objawieniu Bożemu , nie przez to, co mógłby znać jako istota niebieska z odległej przeszłości. A jego odpowiedzi zawierały się tylko w tych świętych „tajemnicach”, które Bóg mu objawił, a nie w tym, co sam mógł wiedzieć (Ja 12:49; Mat 24:36; Am 3:7). Jego osobista wiedza i zdolności umysłowe były na poziomie człowieka. Jego prawdziwe doświadczenia życiowe obejmowały tylko czas od urodzenia, a nie czas wcześniejszy.

   Jezus reprezentował mądrość Boga i słowo Boże. Na pierwszym spotkaniu („twarzą w twarz”) Bóg dał mu polecenie co ma mówić ludziom, tak więc jego słowa były w Bogu, zanim świat powstał. Nie mówił tego, co mógł powiedzieć ze swojej ziemskiej perspektywy, ale tylko to, co poznał od Boga i co wykroczyło poza jego wiedzę. Czynił cuda, które wykraczały poza jego moc, ponieważ były odzwierciedleniem Bożego działania poprzez niego (Ja 3:2; 5:36; 14:10). Gdy powiedział, że Bóg dał mu co ma mówić, to mogło się kojarzyć z Prawem i przykazaniami przekazanymi ludziom przez Mojżesza, które Mojżesz wypowiedział przed ludźmi.

   Według relacji Mojżesz „wszedł w obłok i wspiął się na górę. I pozostał na górze przez czterdzieści dni i czterdzieści nocy”. Mówi także, że „wstąpił do prawdziwego Boga” i po 40 dniach zszedł z góry Synaj i ludziom „przedstawił wszystko, co mu Bóg nakazał” (2 Moj 19:3-7; 24:18). Jezus był także z Bogiem przez 40 dni, po których objawił ludziom wszystkie przykazania Boże. Czy wtedy Jezus widział Boga? Jezus mówi, że go widział, więc powiedział swoim uczniom: „Jest napisane w prorokach: ‘i będą wszyscy wyuczonymi [przez] Boga’; każdy który usłyszał od ojca i przyjął pouczenie przychodzi do mnie. Nie że ojca ktoś widział, tylko będący od Boga, ten widział Ojca.” (Ja  6:45,46). Jak mógł zobaczyć Boga, skoro Bóg dał jasno do zrozumienia, że człowiek nie może go zobaczyć i pozostać przy życiu?

   Żaden człowiek nie widział Boga do tej pory, podobnie ani Jezus. Dlaczego więc powiedział, że widział Ojca i dlaczego to stwierdzenie nikogo nie zaniepokoiło? Kiedy patriarcha Jakub powiedział: „Widziałem Boga twarzą w twarz”, wiedział, że widział tylko anioła Bożego, który reprezentował Boga (1 Moj 32:30; Sędz 6:22). Podobnie Jezus widział tylko przedstawiciela Boga, a zatem swego Boga, ponieważ ten przedstawiciel był z nim zamiast Boga. Kiedy jednak analizujemy słowa Jezusa w kontekście, widzimy, że chciał powiedzieć coś innego.

   Jezus mówi, że kto słucha Ojca nie oznacza, że dosłownie go widzi. Słowo „widzieć” oznacza znać go takim, jakim jest. W tym sensie widział go, tj. poznał go tylko ten, który przyszedł od Boga. Jezus był wówczas jedynym człowiekiem, który został stworzony w duchu świętym, a później duchowo narodził się bezpośrednio z Boga. Był jedynym, który miał szczególne doświadczenie w rozmowie ze swoim Ojcem i dlatego był jedynym, który spotkał go blisko. Miał bliskie spotkanie ze swoim Ojcem tuż przed i po chrzcie, ale prawdopodobnie nie widział go dosłownie, ponieważ nie jest możliwe, aby człowiek widział Boga i pozostał przy życiu. On, podobnie jak Mojżesz, widział jego chwałę i „rozmawiał z nim twarzą w twarz” o wszystkim, a przede wszystkim o sposobie, w jaki Ojciec przez niego umożliwi uwolnienie ludzi od grzechu i śmierci (2 Moj 32:30; 33:11).

     Wyrażenie „twarzą w twarz” oznacza intymną rozmowę. Jezus

spotkał swego Ojca Niebieskiego w sposób, w jaki tylko mógł, ponieważ tylko On miał ten przywilej, że reprezentował Go jako pierworodny syn. Jan potwierdził to, mówiąc:

Żaden człowiek nigdy nie widział Boga. Jednorodzony bóg (Syn Boży, człowiek Jezus Chrystus), który jest najbliżej Ojca, objawił go”* (Ja 1:18) (*przekład chorwackiego cytatu- przypis tłumacza)

    To stwierdzenie nie mówi, że Jezus dosłownie widział Ojca, ale że objawił go, co oznacza, że widział go w sensie poznania. Gdyby Jezus widział tylko obraz swojego Ojca, niekoniecznie oznaczałoby to, że dobrze się z nim zapoznał i nie byłby nawet w stanie przekazać go światu. Ale objawił go, ponieważ spotkał go jako osobę. Jezus użył terminu „widzieć” w tym symbolicznym znaczeniu zaledwie kilka zdań wcześniej, kiedy powiedział: „Bo to jest wolą mego ojca, aby każdy oglądający syna i wierzący w niego miał życie wieczne, a ja podniósł bym go w ostatnim dniu” (Ja 6:40).  Ogromna większość ludzi nie była w stanie dosłownie zobaczyć Syna, ani nie jest to warunkiem otrzymania życia wiecznego. Apostoł Piotr powiedział do chrześcijan: „Chociaż nigdy nie widzieliście Jezusa, kochacie go” (1 Pio 1:8). Nie widzieliśmy go dosłownie, ale możemy go zobaczyć duchowymi oczami, jeśli kochamy go tak, jak Jezus Chrystus umiłował Ojca. Intymna miłość jest jedynym sposobem, aby dobrze się poznać, zarówno naszego Boga, jak i Jego Syna, Jezusa Chrystusa. 

    Aby ktoś mógł zobaczyć Syna, a przez niego i Ojca Niebiańskiego, musi kochać i poznać te dwie osoby, jak później Jezus powiedział modlitwie do Ojca: „Lecz to jest wieczne życie aby poznawali ciebie jedynego prawdziwego Boga i którego wysłałeś na ten świat, Jezusa pomazańca” (Ja 17:3). Poprzez pisma święte, a zwłaszcza przed powołaniem, Jezus Chrystus dobrze poznał swego Ojca, aby mógł mówić za siebie, że on i Ojciec są w jedności. Mógł powiedzieć, że widzenie (tj. poznawanie go) jako syna człowieka jest tym samym, co widzenie (tj. poznawanie) zarówno jego, jak i naszego Ojca. Wielu Żydów widziało Jezusa w pierwszym wieku, ale go nie znało, ponieważ nawet go nie kochali. Dosłowne widzenie nie ma wpływu na naukę, ale nasz umysł kształtuje wiedza o cechach Boga, które są przede wszystkim ukryte w słowie Bożym oraz Jego przykazaniach i prawach.

   Jezus dorastał w bogobojnej rodzinie, w której poprzez słowo Boże poznał swego Ojca, jak i wszyscy inni Izraelici. Ale on jest jedynym, który poznał lub zobaczył Boga w znacznie bardziej intymny sposób, ponieważ go umiłował. Wystarczyło mu 40 dni, aby lepiej go poznać, gdy prowadził go przez pustynię (Łk 4:1). Bóg dał mu swoje słowo, prawa i przykazania. Zawarł z nim przymierze dla królestwa i dlatego musimy przyjść do Jezusa, aby być nauczanym przez Boga (Łk 22:29).

   Jan nazwał Jezusa jednorodzonym synem, a także jednorodzonym bogiem (wybranym przez Boga królem, sędzią), ponieważ tylko przez tego szczególnego Syna płynie życie wieczne od Boga dla wszystkich ludzi. Napisał: „Ojciec (Bóg) dał … swojemu Synowi, aby miał życie w Sobie. I dał mu władzę do osądzania, ponieważ jest on synem człowieka” (Ja 5:26,27). Tylko On ma prawo dzielić z Bogiem wszystko, co Jego Ojciec stworzył w związku z człowiekiem (1 J 4,9; Jana 1:18; Hbr 11:17).

   Rzeczownik „bóg” ma zastosowanie u osób, które reprezentują Boga, jego słowo, jego moc i autorytet. Zatem Bóg powiedział do proroka Mojżesza: „Oto ja uczynię cię bogiem faraona … Będziesz mówił wszystko, co ci rozkazuję” (2 Moj 7:1,2). Mojżesz reprezentował Jehowę jako Boga i Zbawiciela. Wszystko, co Mojżesz powiedział i zrobił, miało autorytet w Bogu. W tym momencie nie było większego człowieka na ziemi niż Mojżesz. Nawet faraon, który rządził wielkim światowym imperium, nie był większy od Mojżesza. Tylko Bóg był ponad Mojżeszem. Sam Mojżesz nie był Bogiem, ale to, co mówił i robił, pochodziło od Boga. Był na ziemi „zamiast Boga” (2 Moj 4:12,16). Faraon widział w nim fizyczną manifestację Boga. Dlatego Mojżesz mógł być bogiem faraona, ponieważ za nim był autorytet większy niż faraon.

   W ten sam sposób Jezus został wyznaczony, aby być „zamiast Boga” bogiem dla wszystkich ludzi, ponieważ przez niego Bóg zamanifestował swój autorytet i moc. Tylko Bóg jest ponad nim. Jezus przemawiał także jako ten, który ma autorytet Boga. „Ludzie byli zdumieni jego nauką, ponieważ nauczał ich jak ci, za których słowami stoi Bóg”* (Mt 7:28, 29). (*przekład chorwackiego cytatu- przypis tłumacza)

Wcześniejsze istnienie „słowa”

Żaden z Żydów i pierwszych chrześcijan nie odrzucał wcześniejszego istnienia Mesjasza przez Boże „słowo”, ponieważ istniał w Bogu i w jego słowie, zanim świat powstał. Dlatego napisano, że Bóg „uratował nas i wezwał do świętego powołania,… według własnego zamysłu i łaski danej nam w pomazańcu Jezusie, przed czasami epok” (2 Tym 1:9). Paweł nie mówi, że Jezus Chrystus istniał w czasach starożytnych, ale że Bóg w swoim planie przedstawił Chrystusa, przez którego wybawi nas od niewoli grzechu i śmierci. Bóg Chrystusa już wcześniej objawił Adamowi, tak że nawet pierwsi synowie Adama wiedzieli, że ten wybawiciel  będzie jednym z ludzi. W tym sensie można mówić o Jezusie przed istnieniem, ponieważ został uświęcony i wyświęcony jako osoba, zanim powstał świat, również niektórzy prorocy zostali powołani przed jego narodzeniem. Istnieli przed narodzeniem, ale tylko w planie Bożym, a po urodzeniu zostali wysłani na świat między ludzi.

   Problem pojawił się, gdy niektórzy samozwańczy nauczyciele chrześcijańscy to „słowo” wcielili w niebie przed ziemskim wcieleniem. Taka interpretacja, podobnie jak wszystkie inne oparte na przedludzkiej egzystencji Jezusa, napotyka problemy i sprzeczności. Np. kiedy Jan pisze: „Słowo stało się ciałem”, wówczas zakłada, że przedtem słowo to nigdy nie było ciałem. Czy Jezus mógłby istnieć przed swoimi narodzinami w tym sensie, że nie miał ciała?

   Apostoł Paweł napisał: „Nie każde ciało to samo ciało, inne wprawdzie człowieka, inne z kolei zwierzęcia, inne ciało ptaków, inne z kolei ryb, i organizmy na niebie, i organizmy na ziemi, ale inna [tych] na niebie chwała, inna z kolei [tych] na ziemi,” (1 Kor 15:39,40). Mówiąc ogólnie, ciało jest czymś, co odnosi się do żywej istoty, w tym przypadku do istoty ludzkiej. Aniołowie, jako istoty niebieskie, są znani z posiadania ciała niebiańskiego, które jest niematerialne z natury. Jeśli Jan mówi, że słowo to zostało wcielone tylko w ludzką postać Jezusa, to przed swoim wcieleniem istniało ono w formie pozaziemskiej, co oznacza, że nie był to człowiek, ponieważ nie miał ciała.

   Dlatego, jeśli twierdzi się, że słowo (logos) poprzednio przebywało w ciele niebiańskiej istoty, to robiąc to zaprzecza się faktowi, że po raz pierwszy zostało wcielone w Jezusie na ziemi, a nie w niebie w jakiejś niebiańskiej istocie. Zaniedbuje się także to, że po zmartwychwstaniu Jezusa Bóg „wywyższył i nadał imię -„ Słowo Boże ”- które jest ponad wszelkimi innymi imionami” (Obj. 19:13; Flp 2:9; Dzieje 2:33).

   Ci, którzy wierzą we wcześniejsze istnienie Jezusa, muszą zamknąć oczy i zlekceważyć to, co napisał Jan i wbrew temu  twierdzić, że „logos” jest boską osobą w swoim niebiańskim ciele, przez co wypowiedź Jana „Słowo stało się ciałem” traci prawdziwe znaczenie. Gdyby Jezus miał już ciało niebiańskie, mógłby się jedynie zmaterializować i byłoby to pozorne, a nie stworzone  ludzkie ciało. Ale Jezus był od początku ludzkim ciałem, które w skutek namaszczenia ucieleśniało słowo Boże było. Zostało w nim zawarte, ponieważ Jezus świadomie i dobrowolnie wziął na siebie to słowo, które doprowadziło go najpierw do męczeństwa, a po zmartwychwstaniu do nieskazitelnej chwały życia wiecznego.

   Jeśli Jezus istniał w ciele niebiańskim, wówczas jego ciało niebiańskie musiało najpierw umrzeć w niebie, po czym Bóg przeniósłby jego duszę do ciała poczętego dziecka, gdzie nadal będzie żył, ale w taki sposób Bóg ukrył w mózgu tej ludzkiej istoty wcześniejsze wspomnienia z życia w niebie, ponieważ byłoby dziwne, gdyby dziecko od razu znało wszystkie tajemnice świata i mówiło ludzkim i anielskim językiem. Dziwnie byłoby, gdyby w pełni ukształtowana osoba żyła w ciele dziecka i działała dziecinnie, aby ukryć swoją prawdziwą twarz.

   Pierwszy Adam, jako osoba, miał być człowiekiem i jako taki miał swój początek w niebie u Boga jako dokładnie zdefiniowane „słowo”. Z definicji Adam był człowiekiem już w niebie, zanim naprawdę istniał jako osoba, więc można śmiało powiedzieć, że żył  u Boga, zanim został stworzony na Ziemi. Można powiedzieć, że został poczęty w umyśle Bożym i że zstąpił lub narodził się z Boga jako wyraz ogromnej mądrości Boga i że jest on sam w sobie synem Bożym, który był w formie Boga. Miał być pierworodnym dzieckiem Boga na ziemi – pierworodnym synem. Po tym jak pierwszy Adam zawiódł, drugi człowiek miał przyjść na jego miejsce i być doskonałym obrazem, który ludzie musieli kształtować. Tym drugim człowiekiem mógł być Jezus, ponieważ tylko on był przeznaczony do tej roli (Rz 8:29).

   Tak jak pierwszy Adam przybył z nieba, tak też można było powiedzieć o drugim Adamie, wydaje się więc, że wiele rzeczy na temat Jezusa można zrozumieć i wyjaśnić w tak prosty sposób. Dlatego często przeglądam te myśli w świetle tej księgi, aby podkreślić tę świętą tajemnicę, która była ukryta przez wieki.

   Pierwszy i drugi Adam mieli swoje istnienie w Bogu, w jego umyśle i mądrości, zanim zostali stworzeni na ziemi. Adam był również pierworodnym w sensie fizycznym, ponieważ jako pierwszy był powołany do istnienia przez stworzenie z prochu ziemi. Był na osi czasu starszy niż Jezus – drugi Adam. Ale on zmarnował swoje pierworodztwo, które później w horyzoncie czasu, przypadło innemu podobnemu człowiekowi, Jezusowi Chrystusowi. Przypomnijmy przykład, o którym już wspominaliśmy, kiedy Patriarcha Jakub przejął prawo pierworodnego swojego starszego brata Ezawa (Rdz 25:32,33). Podobnie stało się z synem Jakuba Rubenem, o którym mówi: „Synowie Rubena, pierworodnego Izraela. Wprawdzie był on pierworodnym, lecz ponieważ skalał łoże swego ojca, pierworodztwo jego dane było synom Józefa, syna Izraela, więc nie podawało się rodowodów według pierworodztwa” (1 Kro 5:1; BT) Kiedy mamy na myśli to tło, a więc całą historię Adama i Jezusa, od razu możemy zrozumieć, co Jezus miał na myśli, gdy powiedział:

„…zanim Abraham (stał się) ja jestem” (Ja 8:58).

„…nim jeszcze pojawił się Abraham, Ja już byłem; (Romaniuk)

Tutaj znowu Jezus nie zdefiniował jasno swojej myśli, więc nie można od razu zgodzić się z jedną i całkowicie odrzucić inną opinię. Termin „istniał” nie istnieje nawet w oryginalnym tekście, a jedynie „Ja jestem” („ego eimi”), więc łatwo jest wydedukować, co miał na myśli, ponieważ tuż przed tym zapytano go: „Za kogo się podajesz?” (8:53). Zadali to pytanie, ponieważ użył dla siebie słów, których nikt wcześniej nie mówił, więc pośrednio powiedział do nich: „Zanim urodził się Abraham, ja (on, obiecany Mesjasz)”. Patrząc w kontekście, zdanie to kryje zagadkę wokół jego tożsamości. Wiedział o swojej zastępczej roli, to znaczy, że został powołany do życia zamiast Adama i w tym sensie istniał (w Bogu) jako Mesjasz przed narodzinami Abrahama. Aby ułatwić akceptację, musimy rozważyć kilka podobnych stwierdzeń. W szczególności apostoł Paweł mógł postrzegać Jezusa jako kolejnego Adama w tych słowach Jezusa, ponieważ on sam używał takiego sposobu wyrażania się. Np. powiedział o sobie: „lecz ja zacząłem żyć niegdyś bez prawa, przyszło z kolei przykazanie, grzech ożył, lecz ja umarłem” (Rz 7:9) Zobaczmy, jak można interpretować jego słowa:

„Następnie Paweł zaznaczył, że ‛niegdyś żył poza Prawem’. Kiedy? Wtedy, gdy niejako był w lędźwiach Abrahama, a więc zanim Jehowa ustanowił Prawo Mojżeszowe.” (Strażnica, 1.09.1991, str 31)

   Stąd prosty wniosek, który się nasuwa, że Paweł zastosował model wypowiedzi podobny do Jezusa. Z tej perspektywy mógł istnieć przed Mojżeszem, więc żył i umarł, zanim naprawdę istniał. Oczywiście jeszcze się nie urodził, ale po prostu użył pewnego sposobu wyrażenia siebie, aby wyjaśnić niektóre ważne prawdy i wydarzenia, z którymi sam był bezpośrednio lub pośrednio związany przed swoim narodzeniem. W ten sam sposób Jezus mógł użyć takiego sposobu wyrażania się. Dlatego sposób, w jaki wyrażali się Jezus, apostoł Paweł i inni natchnieni pisarze, mówi o ich słownictwie, co można zrozumieć tylko wtedy, gdy pewną myśl ujrzy się z niebiańskiej perspektywy i będzie ona połączona z całym kontekstem biblijnym. Tak jak Paweł mógł żyć i umierać przez stulecia, zanim rzeczywiście się narodził, nawet przed wprowadzeniem Prawa, tak Jezus mógłby być Mesjaszem przed Abrahamem, a nawet przed stworzeniem świata. Mógł być postrzegany jako żywy człowiek przez Słowo Boże, zanim został ochrzczony na ziemskiej scenie jako Mesjasz (namaszczony), ponieważ, jak pisze Jan, umarł jako baranek przed stworzeniem świata (Obj 13:8).

   W pismach hebrajskich pisarze w 1 osobie piszą to, co Jezus mógł powiedzieć i doświadczyć dopiero wieki później, aby nawet przed narodzinami Jezusa Żydzi mogli doświadczyć Chrystusa jako żywej osoby, która myśli, mówi i działa zgodnie z wolą Bożą. Jezus żył, zanim się urodził, ponieważ został ożywiony przez prorocze Słowo Boże, które przez przekaz i Pismo słyszało wiele pokoleń Żydów. „Słowo Boże jest żywe”, więc Mesjasz żył w tym sensie na długo zanim przyszedł na świat (Hebr. 4:12). Wielu w Słowie Bożym mogło go zobaczyć i usłyszeć z daleka. Sam Jezus Chrystus widział siebie w tych proroczych pismach. Wszyscy ci wierni słudzy Boga – Noe, Izaak, Jakub, Józef, Mojżesz, Dawid i inni – którzy nosili jedną część Jego mesjanistycznej osobowości, żyli setki lat przed jego narodzeniem, a przez nich wciąż żył, ponieważ byli częściowym obrazem tego, co Jezus zrobił jako Mesjasz.

   W planie Bożym wielu proroków i innych prawych ludzi żyło jeszcze przed narodzeniem. Np. Bóg powiedział do Jeremiasza proroka: „Poznałem cię, zanim cię ukształtowałem w matki łonie, poświęciłem cię, nim z wnętrzności matki wyszedłeś, i ustanowiłem cię prorokiem narodów” (Jer 1:5; Romaniuk). Chociaż istnieli w planie Bożym, nie słyszano o nich, dopóki nie rozpoczęli swojej służby. Znali jednak szczegóły o Mesjaszu. Chociaż jeszcze się nie urodził, wielu mogło go poznać (tj. widzieć go), ponieważ Bóg objawił go światu. Dlatego został już poświęcony i powołany, aby służyć jako Mesjasz, nie tylko przed swoimi narodzinami, ale także przed wszystkimi sługami Boga, którzy mieli przygotować drogę na Jego przyjście.

   W związku z tym Jezus powiedział, że jego rola Mesjasza (Chrystusa) została z góry ustalona, jeszcze przed narodzinami Abrahama, aby nikt nie mógł uzyskać tej roli. Dzięki temu istniał przed Abrahamem. Aby rozpoznali w Jezusie tego Chrystusa, który żył na kartach Słowa Bożego przed jego narodzeniem, Jezus mógł używać tego samego słownictwa, mówiąc o sobie z tej niebiańskiej perspektywy. On już widział w Piśmie swoje cierpienie, śmierć i zmartwychwstanie. Widział siebie w niebie i chciał, aby inni widzieli go w chwale, która była dla niego przeznaczona. Dlatego istniał od początku, od chwili, gdy Adam został w pełni zdefiniowany w Bogu, ponieważ go zastąpił. Mianowicie, jeśli ktoś chce powiedzieć coś w związku z wiecznym planem Boga, wówczas można zastosować sposób wyrażenia, który może być niezrozumiały tylko dla niektórych, którzy dosłownie go rozumieją. Ale Jezus patrzył na sprawy z perspektywy Boga, więc wcześniej powiedział Żydom:

„’Abraham ojciec wasz rozweselił się, że mógł zobaczyć mój dzień, i zobaczył, i ucieszył się’. Powiedzieli więc Judejczycy do niego: ‘pięćdziesięciu lat jeszcze nie masz i Abrahama widziałeś?’” (Ja 8:56,57).

Dla nich Jezus nie mógł być współczesny Abrahamowi, ponieważ urodził się daleko po nim. Ale gdyby użyli słownictwa natchnionego pisarza biblijnego, zrozumieliby, co Jezus chciał powiedzieć. Tak jak Abraham mógł postrzegać Jezusa jako Mesjasza w obietnicach Boga, chociaż Jezus jeszcze się nie narodził, tak w tych samych proroczych słowach Jezus mógł zobaczyć siebie w roli Mesjasza przed narodzinami Abrahama, ponieważ był przeznaczony do tej roli na długo przedtem ale Abraham istniał.

   W poprzedniej dyskusji wspominaliśmy o wydarzeniu, w którym trzej apostołowie na górze przemienienia widzieli Jezusa w przyszłości, kiedy rozmawiał z Mojżeszem i Eliaszem. Oni widzieli jego dzień, to znaczy czas Jego przyjścia w chwale. Tak samo Abraham mógł zobaczyć dzień Jezusa. Mógł widzieć przyszłość. Kiedy ją ujrzał, ta przyszłość przedstawiała chwałę Mesjasza. Dlatego widział Jezusa, mimo że nie urodził się jeszcze jako jego potomek. Z tej perspektywy Jezus został powołany do życia na jego oczach, więc Jezus stwierdził jedynie, że Abraham mógł go postrzegać jako patrzącego na rzeczywistość tego, co miało nadejść. W tym sensie Jezus istniał przed narodzinami Abrahama.

   Wielu Żydów nie mogło zrozumieć takich słów Jezusa, ponieważ patrzyli ziemskimi oczami na Jezusa i na to co mówił. Nikodem miał podobny problem, kiedy na słowa Jezusa o odrodzeniu powiedział: „jak może człowiek zostać zrodzonym będąc starcem, nie może do łona swojej matki drugi raz wejść i zostać zrodzonym?” (Ja 3:4). Jezus mu odpowiedział: „nie powinieneś się dziwić, że ci powiedziałem….ty jesteś nauczycielem Izraela, a a te [rzeczy] nie znasz?” (Ja 3:7,10).

   Jezus, jako wielki nauczyciel, używał biblijnego przenośnego sposobu wyrażania tego, co nauczyciele żydowscy mieli zrozumieć. Fakt, że nie rozumieli znaczenia słów Jezusa, wskazuje jedynie, że nie znali dobrze ducha Pisma Świętego, więc Jezus sprawdzał ich „dawnymi zagadkami” i porównaniami, aby „objawić to, co było ukryte przed założeniem świata” (Ps 78:2; Mt 13:35). W ten sposób naprowadzał ich, aby rozpoznali Mesjasza w jego zagadkowych słowach, ponieważ tylko on mógł mówić o sobie w ten sposób i identyfikować się poprzez słowo Boże. Jednak tylko osoby takie jak Nikodem mogły poprosić go o zrozumienie tego, co mówił w porównaniach i łamigłówkach, podczas gdy w przytoczonym przez nas przykładzie, w którym Jezus mówi, że istniał przed Abrahamem, ci faryzeusze i uczeni w Piśmie w ogóle nie szukali wyjaśnienia, ale natychmiast chwycili kamienie, aby go zabić (Ja 8:59). Nie oznacza to, że my również zostaliśmy pozbawieni odpowiedzi, ponieważ znajdujemy ją w duchu pism hebrajskich. Np. gdyby Jezus powiedział Nikodemowi, że jako syn człowieka został mianowany Mesjaszem przed narodzeniem Abrahama, Nikodem prawdopodobnie zapytałby: „Jak to możliwe? Czy człowiek może istnieć przed swoimi narodzinami?” Jezus powtórzyłby mu: „Nie dziw się. Jesteś nauczycielem w Izraelu i nie wiesz o tym!” Jak widzieliśmy, Paweł jako wcześniejszy Faryzeusz rozumiał ten sposób wyrażania się, więc używał go w swoim nauczaniu o głębszych prawdach.

  W tym oświadczeniu drażniło Żydów, że Jezus powiedział, że patriarcha Abraham widział go i jego dzień. Oznaczałoby to, że Jezus miał około 2000, a nie miał nawet pięćdziesiąt lat. Ponieważ mieli już wyraźny obraz Mesjasza, że pojawi się po Abrahamie i po Dawidzie, dlatego przy tej okazji w Jezusie nawet nie widzieli Mesjasza, na którego czekali, ponieważ było sprzeczne z tym, że Mesjasz istniał przed Abrahamem, a nie po nim i Dawidzie jako ich potomek.

   Szczególnie niepokoiło ich twierdzenie Jezusa, że „nikt, kto zachowuje jego słowa, nie zobaczy śmierci”. Dla nich było to nie do pomyślenia, ponieważ umarł Abraham i wszyscy prorocy, i brzmiało to tak, jakby on był „większy niż Abraham”. Nie mogli zrozumieć takiej zagadki i zapytali: „Za kogo się uważasz?” (Ja 8:51-53). Nie podawał się za bóstwo ani anioła, ani też nie mógł to być jedyny logiczny sposób, by zrozumieli, że jest Mesjaszem. Oni sami musieli dojść do wniosku o tym, kim był, poprzez dobrą znajomość pism świętych i tego, co reprezentował w słowach i czynach, którymi oddał cześć i uwielbienie swojemu i ich Bogu. Ale z całej tej rozmowy łatwo jest wywnioskować, co Jezus powiedział. Tak jak wyrażenie „nie ujrzy śmierci” nie jest dosłowne, ponieważ Jezus wiedział, że nawet apostołowie trzymający jego słowo umrą, tak samo wyrażenie, że Abraham „widział jego dzień”, nie ma dosłownego znaczenia.

   Wyrażenie „nie zobaczą śmierci” nie oznacza dosłownej fizycznej śmierci fizycznej, którą ludzie umierają codziennie. Jezus miał tu na myśli wieczną śmierć, ponieważ gdy ludzie zostaną odkupieni od kary śmierci, ci którzy okażą wiarę, mogą umrzeć jako istoty śmiertelne, ale przy tym nie zobaczą ani nie doświadczą skazania na wieczną śmierć  Oni przechodzą ze śmierci do życia i umierają bez kary śmierci, która zostaje unieważniona i zmartwychwstaną do życia, a nie do sądu (Ja 5:24). Jezus mówił także o sobie i Abrahamie o głębszym i ukrytym znaczeniu poprzez prorocze obrazy, które przekraczają doczesne i przestrzenne granice, co jednocześnie uniemożliwiało niektórym zrozumienie ich prawdziwego znaczenia.

   Jak już powiedzieliśmy, zanim narodził się Abraham, Jezus istniał  jako obiecany Mesjasz, mimo że jeszcze się nie narodził. Dla Abrahama był prawdziwy, jakby już istniał i czekał na pojawienie się w przyszłości. Potwierdził to również apostoł Paweł, gdy powiedział, że Dawid „widział naprzód” zmartwychwstanie Jezusa w chwale (Dz 2:31). Abraham widział naprzód (w przyszłości) Jezusa. W rzeczywistości wielu wiernych ludzi widziało Jezusa od czasów Abla, syna Adama. „Wszyscy umarli w wierze, nie otrzymując tego, co im obiecano, ale widząc to z daleka” (Hbr 11:13). Oczywiście nie widzieli go dosłownie i jego królestwa, ponieważ jeszcze się nie narodził ani nie otrzymał władzy. Właśnie dlatego Jezus chciał powiedzieć tym ludziom o swoich czasach, że to, co Abraham i inni widzieli z daleka, jest teraz, po tylu latach i stuleciach, rzeczywistością, ponieważ jest Mesjaszem, którego widzieli i oczekiwali. Dlatego Jezus mógł powiedzieć, że istniał przed Abrahamem, ponieważ gdyby nie istniał w planie Bożym, nikt w przeszłości by go nie widział ani go nie oczekiwał, nawet Abraham.

   Faktem jest, że Abraham wielokrotnie spotykał się z aniołem Bożym, ale nie przekonywał swojego potomstwa, że widział w nim Chrystusa, i że ten anioł – przedstawiciel Boga, którego pewnego dnia nazwał „Jehową”, wcieli się w człowieka i urodzi się jako jego potomek (1 Moj 18:3,22). Ponadto ten anioł nie przedstawił się mu jako przyszły potomek. Dlatego nie oczekiwał Chrystusa jako istoty niebieskiej, ale jako swego ludzkiego potomka.

   Dlatego gdy Abraham ujrzał oczami wiary swojego potomka, który pojawiłby się w jego linii, zobaczył tylko człowieka, to znaczy człowieka, którego miał w biodrach, a nie kogoś, kto już istniał w niebie przed nim. Dlatego Jezus nie chce dosłownie powiedzieć, że istniał przed narodzeniem Abrahama, ale że żył już w oczach Boga i Abrahama, od czasu, gdy Bóg obiecał Adamowi, że to „potomstwo” zmiażdży głowę wrogowi Boga (1 Moj 3:15). Abraham widział rzeczywistość, chociaż nie została jeszcze powołana do życia na ziemi. Spójrzmy na jeden przykład, który najlepiej to ilustruje.

   Poprzez proroka Izajasza Bóg przewidział pojawienie się króla Cyrusa. Przygotował koronę dla Cyrusa i przez niego wybawił swój lud z niewoli babilońskiej. Kiedy Cyrus dowiedział się, że prorok Izajasz napisał o nim 200 lat wcześniej, w taki sposób, że już wtedy żył, Cyrus mógł również powiedzieć, że w jakiś szczególny sposób „istniał” w roli króla przed swymi narodzinami, to znaczy jeszcze przed królem Babilonu Nabuchodonozorem, który żył przed nim na osi czasu (Iz. 44:28; 45:1; 2 Kron 36:22,23).

   Mamy inną podobną scenę w Biblii. Czy myślimy, że syn Jakuba, Lewi istniał przed swoim pradziadkiem Abrahamem, czy też istniał przed swoimi narodzinami? Wszyscy powiedzą, że to niemożliwe. Ale jeśli ktoś chce podkreślić swoją kapłańską rolę, którą Bóg z góry ustalił, to i tak istniał, ponieważ rola ta została mu powierzona przed jego narodzeniem. Zobaczmy, jak to jest opisane w Biblii.

   Kiedy Abraham przekazał swój wkład kapłanowi Melchizedekowi, wówczas Paweł zobaczył inny obraz tego w Bożej perspektywie. Pisze: „i można powiedzieć, przez Abrahama i Lewi dziesięciny przyjmujący, jest obłożony dziesięciną, bo jeszcze w biodrach ojca był, gdy wyszedł mu na spotkanie Melchizedek” (Heb 7:9,10). Levi nawet się nie urodził, a już zapłacił dziesięcinę Melchizedekowi, który przybył mu na spotkanie. Paweł wyjaśnia tutaj, że Melchizedek reprezentował znacznie większą posługę kapłańską niż kapłaństwo lewickie, a zatem reprezentował Chrystusa, który miał zostać arcykapłanem. Można powiedzieć, że Lewi (który jeszcze się nie urodził) płacił dziesięcinę Jezusowi Chrystusowi (który jeszcze się nie urodził) przez patriarchę Abrahama, pokazując w ten sposób, że lewickie, tj. Aarona, duchowe przymierze kapłaństwa było mniejsze niż Chrystusa i że było to tylko tymczasowe w stosunku do Chrystusa, które miało być oparte na wiecznym przymierzu (Hebr. 7:11-17). Dlatego można powiedzieć, że z góry określony Mesjasz, który pojawił się na scenie dopiero w I wieku, istniał przed Abrahamem, i że w tamtych czasach, zamiast Jezusa, Najwyższego Kapłana, Bóg miał kapłanów lewickich jako tymczasowy substytut, przez który przyjął ofiary za grzech. Innymi słowy, Mesjasz w jakiś sposób żył dzięki mesjańskiej roli arcykapłana, która została mu przewidziana.

   On od samego Edenu, został jasno zdefiniowany przez „słowo” Boga jako wybitny Mesjasz (Chrystus). Przez niego, który jeszcze nie pojawił się na ziemskiej scenie, Bóg oddał plemię Lewiego w posługę kapłańską. I wszystko inne, co Bóg przygotowywał do realizacji swojego planu, przyszło przez Jezusa Chrystusa, mimo że jeszcze się nie narodził. Jego z góry określona rola była podstawą wszystkiego, co Bóg stworzył, mimo że on jako człowiek jeszcze nie został stworzony.

   Gdy uznamy to za kręgosłup mesjanistycznej roli, Jezus mógł być przyczyną stworzenia, nawet jeśli jeszcze nie istniał. Mógł być również przyczyną swego zmartwychwstania, gdy był martwy. Najlepiej widać to, gdy Jezus mówi niektórym Żydom: ”’rozwiążcie ten przybytek, a w trzy dni go podniosę’ . Powiedzieli więc Żydzi: ‘czterdzieści i sześć lat był budowany ten przybytek, a ty w trzy dni go podniesiesz?’ Lecz tamten mówił o przybytku swego organizmu” (Ja 2:19-21). Jak to możliwe, że Jezus sam siebie wskrzesił, skoro martwy człowiek nie może nic zrobić? Oczywiście na niektóre rzeczy należy spojrzeć z perspektywy Boga.

   Tak jak Lewi (który wtedy nie istniał) płacił dziesięcinę Melchizedekowi przez Abrahama, tak Jezus (martwy) zmartwychwstał, tzn. podniósł swoje ciało przez Boga. Mianowicie, podobnie jak Abraham płacił dziesięcinę, a nie Lewi, tak też Bóg wskrzesił Jezusa, a nie Jezus sam siebie. Niektórzy teologowie próbowali postrzegać Jezusa jako Boga w tych słowach, ponieważ nie wierzą, że Jezus naprawdę umarł, ale że jego dusza opuściła ciało, w które on sam ponownie wszedł i ożywił go. Właśnie dlatego w pierwszym wieku niektórzy wpadli na pomysł, że namaszczając Jezusa, archanioł Chrystus, który opuścił ciało Jezusa po śmierci, wprowadził się do Jezusa. Jezus umarł według nich i Chrystus go wskrzesił. Inni twierdzili, że Jezus nigdy nie powstał, ale Chrystus pojawił się w pozornym ciele, dopóki nie powrócił do nieba. Ale Paweł nie powiedział, że Chrystus powrócił do nieba, ale że „poszedł do nieba” (1 Piotra 3:22; porównaj ze słowami Jezusa Jana 7:33).

   Zobaczyliśmy, że były to pierwsze próby nadania Chrystusowi niebiańskiego wymiaru i oddzielenia go od ludzkiego śmiertelnego ciała. Być może wpłynęły na to również niektóre z przedstawionych przez nas figuratywnych stwierdzeń Jezusa, które niektórzy nauczyciele dosłownie interpretowali poza hebrajskim sposobem myślenia. Uwzględniając filozoficzne rozważania ówczesnych czasów, całkowicie odeszli od ducha Pisma Świętego tylko po to, aby poprzeć swoje postrzeganie Boga i preegzystencji Jezusa jako syna Bożego. Dlatego, kiedy Jezus powiedział, że był przed Abrahamem, Żydzi w tych słowach powinni rozpoznać ich głębsze i prorocze znaczenie w duchu rabinicznego zrozumienia ówczesnych tekstów mesjańskich, co nadało Mesjaszowi szczególne znaczenie w wiecznym planie Boga. Mesjasz został częściowo powołany do życia przez ludzi ze starożytnej przeszłości, którzy odgrywali role mesjanistyczne przez całe życie. Niektórzy z nich, jak Abel i Noe, żyli przed Abrahamem. Adam zaczął także w swoim życiu coś, co ostatecznie miało się spełnić na Jezusie, drugim Adamie. Nawet jeśli zignorujemy to wszystko, Jezus jako doskonały obraz człowieka, w szczególny sposób narodził się z Boga. Był żywy w umyśle i planie Boga przed założeniem świata.

   Wspominaliśmy już, że zmarł nawet ofiarną śmiercią przed narodzinami świata. Kiedy tak mówi Biblia, nic dziwnego, ponieważ my także zostaliśmy dziećmi Bożymi przed założeniem świata (Ef 1:4,5). Apostoł Jan pisze w jednej wizji: „I  wszyscy, którzy mieszkają na ziemi, pokłonią się jej (bestii). Od początku świata żaden z nich nie został zapisany w zwoju życia Baranka, który został zamordowany” (Obj. 13: 8; 5:12). Jeśli od powstania świata istniał „zwój życia Baranka, który został zamordowany”, ważne było, aby Abel zaakceptował Chrystusa jako Baranka ofiarnego. Aż do I wieku istniał tylko w proroczym obrazie, a nie w rzeczywistości. Prorok Izajasz również napisał o tym wydarzeniu, które jeszcze się nie wydarzyło, jakby miało to miejsce już w przeszłości, ponieważ mówi: „był prowadzony jak owca na rzeź

i jak baranek wobec postrzygacza, tak bez głosu, nie otwiera swych ust” (Iz. 53:7; własne z LXX).

   W związku z tym Jezus widział siebie samego „przed założeniem świata”, aby mógł powiedzieć, że Bóg „umiłował Go przed założeniem świata” (Ja 17:24). Bóg również „umiłował świat”, zanim pierwsi ludzie urodzili się z Adama i dlatego umożliwił pojawienie się na ziemi temu, który będzie jego najdroższą własnością (Ja 3:16; 1 Ja 4:10). Zanim umarł za ludzi, Jezus widział siebie jako Baranka, który został zabity przed narodzinami świata i w tym sensie istniał przed Abrahamem, ale tylko w Bożym planie i słowach, które miały swoją manifestację w rzeczywistości  w prawdziwym życiu Jezusa. Apostoł Piotr nigdy nie powiedział, że Jezus istniał przed narodzeniem, lecz sam mówi, że „został przewidziany wprawdzie przed założeniem świata lecz ujawniony w ostatnich czasach dla nas” (1 Piotra 1:20). To, co było z góry określone, istniało w Bogu jako jego cel. Miał wolę i pragnienie urzeczywistnienia wszystkiego co zamierzał, w czasie który wcześniej ustalił (Obj. 4:11).

Jezus miał swój początek na Ziemi. Więc wcześniej nie mógł

dosłownie przebywać z Ojcem w niebie i siedzieć przy Nim. Powiedział na sali sądowej kapłanom:

od teraz zobaczycie syna człowieka siedzącego po prawicy mocy i przychodzącego na obłokach nieba” (Mat 26:64)

lecz od teraz będzie syn człowieka siedzący po prawicy mocy Boga” (Łuk 22:69)

   Ci, którzy uważają Jezusa za wiecznego Boga lub anioła Bożego, twierdzą, że Jezus zawsze siedział po prawej stronie Boga jako Jego główny Przedstawiciel. Prawdą jest, że był jeden lub więcej aniołów, którzy w przeszłości reprezentowali Boga przed ludźmi. Biblia wymienia anioła Jehowy, ale to nie był Jezus. Ze słów Jezusa wyraźnie widać, że w przeszłości nikt nie widział go w roli tego anioła Bożego. Męczennik Szczepan też tego nie powiedział, chociaż wspomniał o tym aniele, który ukazał się Mojżeszowi i Abrahamowi (Dz 7:1,35).

   Gdyby Jezus był tym aniołem Jehowy, który był pierwszym Bogiem, mógłby nadać ciężar swoim słowom i powiedzieć tym Żydom, że „usiądzie ponownie po prawicy Boga”. Mógł powiedzieć, że to on zstąpił na Ziemię w chmurach; ten, który rozmawiał z Mojżeszem i Abrahamem i ten, który poprowadził Izraelitów przez pustynię. Ale Jezus nigdy tego nie powiedział, ale wyjaśnił, że Jego czas dopiero nadchodzi. Odtąd Jezus, po swoim wniebowstąpieniu, siedzi po prawicy Boga i tylko od tego czasu może być postrzegany jako główny pośrednik Boga dla ludzi, a nie dla aniołów (Hbr 2:16). Do tego czasu w niebie nikt nie siedział po prawej stronie, ponieważ istniała rada aniołów, nikt nie był najważniejszy (Da 7:9; Obj. 4:4-6). Dlatego każde inne stwierdzenie odnoszące się do czasu przeszłego nosi proroczy obraz jednego szczególnego człowieka, który istniał w wiecznym planie Boga. Chociaż pojawił się na osi czasu w wyznaczonym momencie, istniał przed wszystkimi sługami Boga.

  Np. Abraham mógł żyć i umrzeć jak każdy inny człowiek. Ale Bóg wybrał go z góry, aby Zbawiciel ludzkości mógł przez niego przejść. Chociaż Abraham zajął pierwsze znaczące miejsce wśród ludzi jako ojciec narodu Izraela, w którym błogosławione będą wszystkie narody ziemi, to jednak Mesjasz, dla którego został wybrany, był już większy od niego, mimo że jeszcze się nie narodził. Ponieważ Bóg z góry ustalił, kogo użyje w swoich planach, więc Abraham był w myślach Boga, zanim się narodził. Lecz Jezus, zgodnie z tą linią czasu, był w planie Boga przed Abrahamem, ponieważ wszyscy słudzy Boży, w tym sam Abraham, zostali wybrani z powodu Mesjasza.

   Gdybyście nigdy nie studiowali Biblii w ten sposób i gdyby zapytano was, czy Lewi żył przed swoim dziadkiem Abrahamem, powiedzielibyście, że to niemożliwe, nawet jeśli tak powiedział apostoł Paweł. Gdybyś został zapytany, czy apostoł Paweł żył przed Mojżeszem, ponownie usłyszałbyś, że to nie może być prawda, nawet jeśli pośrednio to powiedział. Ale gdybyście zastanawiali się, czy Jezus Chrystus żył przed Abrahamem i przed Mojżeszem, a nawet przed narodzinami świata, co byście powiedzieli? Jeśli nigdy nie czytałeś Biblii w jej węższym i szerszym kontekście, ani nie kwestionowałeś faktów o których mówi Biblia, ale z pełną dawką przekonania przyjąłeś nauki mówiące o jego preegzystencji i wcieleniu, natychmiast powiedziałbyś, że żył przed swoimi narodzinami, ponieważ  powiedział coś na ten temat. Teraz po tym prawdopodobnie masz dylemat. Ale to nie wszystko. Poprzez proroka Izajasza Bóg ogłosił coś jeszcze, co mówi nam o duchowej linii czasu. Dla Mesjasza prorokował: „Tego dnia korzeń Jessego stanie jako znak dla ludów. Narody będą szukały jego (mesjasza) przewodnictwa, a miejsce jego przebywania będzie pełne chwały” (Iz 11:10). Skoro Jezus przyszedł zarówno z Jessego, jak i Dawida, dlaczego nazywany jest „korzeniem” swoich przodków, Jessego i Dawida?

   Na to pytanie wszyscy odpowiadają w podobny sposób, ponieważ starają się postępować zgodnie z logiką w duchu Pisma Świętego. Spójrzmy na jedną taką odpowiedź:

Słowo „korzeń” na ogół przywodzi na myśl fragment drzewa lub innej rośliny, który rozwija się wcześniej niż pień czy gałęzie. Mogłoby się więc wydawać, że to Jesse (albo jego syn Dawid) powinien być uznany za korzeń, z którego potem wyłonił się Jezus. W Księdze Izajasza 11:10 przepowiedziano jednak, że oczekiwany Mesjasz będzie „korzeniem Isajego”, a w Liście do Rzymian 15:12 odniesiono owo proroctwo do Jezusa Chrystusa. Później w Księdze Objawienia 5:5 nazwano go „Lwem, który jest z plemienia Judy, korzeniem Dawida” (NW). Określenia te mają swoje uzasadnienie.

(….)

Słowa użyte w Księdze Izajasza 37:31 i Malachiasza 3:19 nawiązują do tego, iż konary (oraz owoce na gałęziach) czerpią życiodajne soki z korzenia. Pomaga nam to zrozumieć, dlaczego Jezus jest „korzeniem Isajego” i „korzeniem Dawida”.

Jesse oraz Dawid byli cielesnymi przodkami Jezusa — korzeniami, których był odroślą bądź konarem. W Księdze Izajasza 11:1 napisano o Mesjaszu: „I wyrośnie różdżka z pnia Isajego, a pęd z jego korzeni wyda owoc”. Podobnie w Księdze Objawienia 22:16 Jezus nazwał siebie „potomkiem Dawida”. Jednakże powiedział też, że jest „korzeniem Dawida”. Dlaczego?

(…)

Jezusowi Chrystusowi powierzono też urząd Sędziego. Podczas nadchodzącego Millennium również Jesse i Dawid skorzystają z wartości jego okupu. Ich życie na ziemi będzie uzależnione od Jezusa, usługującego w roli ich „Wieczystego Ojca” (Izajasza 9:6, NW 9:5).

A zatem chociaż Jezus wyłonił się z linii rodowej Jessego i Dawida, jego obecna pozycja oraz to, co uczyni w przyszłości, uzasadniają nazywanie go „korzeniem Isajego” i „korzeniem Dawida”. (Strażnica, 15.8.1994, str, 31)

Żydzi mieli patrzeć na Mesjasza na dwa sposoby – zarówno jako potomek Dawida, jak i jego ojciec; jako korzeń i jako pęd. Jan Chrzciciel był tego szczególnie świadomy. Na pytanie: „’kim ty jesteś ?’ I przyznał się i nie zaprzeczył, i przyznał się: ‘ja nie jestem pomazańcem. (…) A wysłani byli z faryzeuszy i zapytali go, i powiedzieli mu: ‘więc czemu zanurzasz, jeśli ty nie jesteś pomazańcem,…?’ Odpowiedział im Jan mówiąc: ‘ja zanurzam w wodzie, lecz między wami stoi, którego wy nie znacie, ten jest za mnie przychodzący, który przede mnie wysunął się, któremu ja nie jestem godny aby rozwiązać jego rzemyk sandała’.(‘za mną przychodzący jest potężniejszy ode mnie’ – Mat 3:11)  Nazajutrz Jan widzi Jezusa przychodzącego do niego i mówi: ‘oto baranek Boga podnoszący grzech świata ludzi!’”

„Ten jest o którym ja powiedziałem za mną przychodzi mężczyzna, który przede mnie się wysunął, bo pierwszy ode mnie zaczął być (Ja 1:19-30)

   Czytelnicy, którzy wierzą w przedludzką egzystencję Jezusa, nie patrzą na kontekst ani nie zastanawiają się nad prawdziwym znaczeniem tego stwierdzenia, myśląc, że dowodzi ono, że Jezus istniał przed Janem, a zatem przed wszystkimi ludźmi. Jeśli jednak weźmie się pod uwagę kontekst, okaże się, że Jan Chrzciciel podkreśla tutaj rolę mesjanistyczną Jezusa, a nie jego rzekome życie przed narodzinami. Dlatego należy wziąć pod uwagę cały kontekst i prawdziwe znaczenie słów Jana, które oczywiście nie dezorientują słuchaczy tamtych czasów.

   To stwierdzenie mówi przede wszystkim o przyjściu Proroka z plemienia Judy, który był ważniejszy od Jana Chrzciciela – Proroka z plemienia Lewiego. Jan przyszedł, aby chrzcić w wodzie, ale ten, który przybył po nim, został ogłoszony na długo przed tym, zanim przybędzie ze znacznie większą władzą. Dlatego Jan udowadnia, że jest inny człowiek, który „idzie za nim” i jest od niego większy. Czy Jan mógłby udowodnić wielkość tego człowieka, gdyby twierdził, że jest urodzonym przed nim, to znaczy tym, który powstał przed nim na osi czasu? Nie, ponieważ Jan był starszy,  urodził się sześć miesięcy przed Jezusem. Co Jan chciał powiedzieć? Gdyby chciał powiedzieć, że jest lata starszy od niego, niczego by nie osiągnął. Gdyby chciał powiedzieć (ale tego nie powiedział), że istniał przed nim przez setki i tysiące lat, nie osiągnąłby nic więcej, ponieważ nie istniał wśród nich taki nieśmiertelny człowiek, ani pismo święte o tym nie mówiło i zdyskredytowałby takie bezpodstawne twierdzenie jako prorok. Ponadto Jan nie zidentyfikował Mesjasza jako niebiańskiego anioła, ale jako „człowieka” przed nim, a zatem pierwszego. Np. chociaż wielu zmarło przed Jezusem, mówi się, że jest on „pierworodnym (pierwszym wśród ludzi), z umarłych”, co wskazuje jedynie na jego wielkość i znaczenie w śmierci (1 Kor 15:20). Oczywiście wielkość i siła osoby nie zależy od tego, czy ona istniała dosłownie w czasach przed inną osobą, ale jest umieszczana ‘przed’ innymi jako ważniejsza.

   Jan wiedział, że poprzedni Joszua (Jezus syn Josadaka z plemienia Lewiego) został mianowany królem po powrocie z  Babilonu, ale musiał zostawić koronę w świątyni dla następnego Mesjasza z plemienia Judy (Zach. 6:14). Właśnie dlatego Joszua (Jezus, syn Józefa) w tym sensie był już przed Janem, ponieważ od samego początku rodzina Dawida, reprezentowana przez Jezusa, była umieszczana przed rodziną Lewiego, z której Jan pochodził. Wiedząc o tym, Jan mówi Żydom, że za nim idzie człowiek, który według ważności jest przed nim, co po kilku stuleciach przywraca rodzinę Lewiego na inną pozycję, więc teraz ten umyślny błąd z przeszłości został naprawiony, ponieważ Joszua (Jezus), syn Józefa z plemienia Judy jest postawiony przed Janem, synem Zachariasza z pokolenia Lewiego (Mt 3:11). Dlatego Jezus przyszedł z pokolenia Judy, aby wyprzedzić Jana z pokolenia Lewiego.

   Widać to wyraźnie w sytuacji, gdy Jakub pobłogosławił synów Józefa, Efraima i Manassesa. Chociaż Manasses był starszy, Jakub położył prawą rękę pierwszeństwa na głowie młodszego Efraima i powiedział do Józefa: „Jego młodszy brat będzie większy od niego”. Relacja kończy się słowami: „W ten sposób postawił Efraima przed Manassesem” (Rdz 48:17-20). Zatem Jezus został „postawiony przed Janem”, mimo że Jan z urodzenia był dosłownie starszy od Jezusa. Mianowicie, aby jeden mógł być większy od drugiego, nie ma znaczenia, kto istniał wcześniej w czasie i przestrzeni, czy kto pierwszy się urodził. Aby pozycje dwóch proroków w tamtym czasie zajęły ich pierwotne miejsce, Jan powiedział swoim uczniom: „On musi wzrastać, a ja umniejszać się” (Ja 3:30).

   Słowa „z przodu mnie” i „przede mną” nie muszą oznaczać pierwszego w czasie, ale pierwsze znaczenie w oczach Boga. Gdyby to było dosłowne wyrażenie, wówczas Jan powiedziałby, że ten, który nadchodzi, istnieje przed nami wszystkimi (liczba mnoga). Ale kiedy mówi, że ten, co następuje po nim, jest przed nim (l.poj.), wtedy podkreśla tylko swoją proroczą rolę, która była mniej ważna niż mesjańska rola Jezusa. Jan najwyraźniej mówił o wielkości i roli tego, którego Bóg już od początku ogłosił, że jest przed nim. W tej znaczącej roli Mesjasza Jezus był z przodu niego lub przed nim. W szczególności, kiedy Jan wskazał na swoich uczniów w Jezusie, oświadczył: „To jest ten, o którym powiedziałem …” (Ja 1:30a). Co Jan powiedział wcześniej o Jezusie, że mogło się powiedzieć, że Jezus był przed nim?

   Jan powiedział wcześniej swoim uczniom, że Jezus był silniejszy lub większy od niego, ponieważ on chrzci duchem świętym, który jest o wiele ważniejszy i silniejszy niż chrzest wodny. Tylko ten, który został postawiony przed nim przez Boga, który jest najważniejszy, mógł to zrobić. Innymi słowy, powiedział: „Nie jestem Chrystusem-królem, ale jest nim Jezus, ponieważ jest przede mną (większy ode mnie”). Jan był tego świadomy, podobnie jak jego matka Elżbieta, gdy powiedziała Marii, która była w tym czasie w ciąży, „A skąd mi to, aby przyszła matka mego pana do mnie?” (Łuk 1:43). Elżbieta uważała go za swego Pana, to nienarodzone dziecko, co wskazywało na jego wysoką pozycję króla, określoną przez Boga. Jan również rozważył to, nie wyobrażając sobie, że autorytet Pana był związany z jego przedludzką egzystencją. Biblia wyraźnie stwierdza, że Bóg jego „ustanowił Panem i Chrystusem” podczas chrztu, ale nawet wcześniej można go było postrzegać jako Pana, biorąc pod uwagę, że był on z góry przewidziany na tę rolę (Dz 2:36). W związku z tym Żydzi w Jezusie mieli rozpoznać mesjańskiego króla z rodu Dawida i uważać go za pierwszego człowieka, który ze względu na swoje królewskie pochodzenie w Słowie Bożym, został już postawiony przed Lewicką rodziną Jana.

   W tym sensie Jan mógł powiedzieć, że Jezus był przed nim, ale także przed wszystkimi, którzy uważali go za swego Pana. Jezus chciał, aby inni Żydzi zrozumieli ten ważny fakt, więc powiedział im:

 „jak mówią znawcy pisma, że pomazaniec jest synem Dawida, a ten Dawid powiedział w tchnieniu świętym:

 ‘powiedział Jehowa memu panu

 siedź (czekaj) po mojej prawicy

 aż wygładzę twoich wrogów

 pod twoimi stopami’, (Ps 110:1)

Sam Dawid mówi mu ‘panie’ i z jakiej racji jest jego synem?” (Mk 12:35-37).

Jezus chciał powiedzieć o sobie, że rzeczywiście jest synem Dawida i że w tym sensie był młodszy od swego ojca Dawida, ale że Bóg ustanowił go panem lub władcą, któremu sam Dawid podda się zgodnie z zasadą „starszy będzie służył młodszemu” (1 Moj 25:23; por. 24:27). Z powodu tej relacji Jezus, choć czasem młodszy, stał się ważniejszy niż jego ojciec Dawid. Bóg jest tym, który ustanowił Jezusa Pomazańcem, a zatem swoim Synem. Dawid może nazywać Jezusa jako swego potomka swoim synem, ale swoim Synem nie może nazywać go jako swojego Pana (Mesjasza), ponieważ „Chrystus, Syn Boży” to tytuł, pod którym Jezus jest „Panem” dla każdego człowieka, w tym Dawida. Podobnie Jezus fizycznie nie istniał dosłownie przed Dawidem, ale jego rola króla mesjańskiego istniała przed wszystkimi prorokami, którzy zostali później powołani, aby ogłosić jego przyjście.

   Z powodu Mesjasza (Chrystusa), którego Bóg miał na początku w swoim planie, Jan został nazwany prorokiem i wysłany na świat. Wszyscy prorocy, którzy prorokowali o Mesjaszu, zostali powołani do służby z powodu tego Chrystusa, który już został jasno określony w planie Bożym jako nowy człowiek, przez którego Bóg spełni swój cel. Właśnie dlatego istniał w Bogu przed nimi, a oni istnieli w swoim ojcu Abrahamie jak Lewi i wszyscy inni Izraelici. W związku z tym Jan Chrzciciel nie chciał powiedzieć swoim uczniom, że Jezus istniał przed nim w sensie fizycznym, ponieważ nie podkreślałoby to mesjańskiej roli Jezusa. Wielkość mierzono ważnością misji. W tym przypadku ten, który pochodził z rodu królewskiego i zaczął działać po Janie z linii kapłańskiej, został już z góry wyświęcony na jego Pana i jako taki był przed Janem, a według rangi, był starszy od niego. Jan spodziewał się, że Jezus jako Pomazaniec, Syn Boży, zostanie królem, ale nie był pewien, czy będzie ostatnim Królem mesjańskim, dopóki Jezus tego nie potwierdzi (Mat 11:4-6).

   W kontekście tego wszystkiego my także powinniśmy postrzegać Jezusa jako drugiego Adama i z tej perspektywy patrzeć na cały plan Boga z Jezusem. Adam miał być ojcem nas wszystkich, a przez to przed wszystkimi ludźmi. Gdybyśmy spojrzeli na Jezusa tylko z powodu jego ziemskiego pochodzenia, wówczas wielu było przed Nim, ale kiedy patrzymy na Niego jak na drugiego Adama, otrzymujemy obraz, jaki Bóg miał w swoim planie, zanim powstał świat.

   W świetle tych rozważań powinniśmy również zrozumieć następujące słowa Jezusa, o których wspominał w swojej modlitwie:

teraz wsław mnie ty Ojcze u siebie chwałą którą miałem przy tobie zanim świat był” (Ja 17:5)

Te słowa, jeśli wyrwane z kontekstu, brzmiałyby również dla niektórych tak, jakby Jezus dosłownie istniał w niebie przed swoimi narodzinami. Ale spójrzmy na kontekst, w którym odkrywamy, co Jezus miał na myśli przez to wyrażenie. Przede wszystkim Jezus używa w tym stwierdzeniu myśli o czasach, gdy świat jeszcze nie istniał. Świat odnosi się do ludzkości pochodzącej od Adama. Przed powstaniem świata Adam cieszył się chwałą, której żaden z jego potomków nie miał po nim, a Jezus utożsamia się z Adamem, ponieważ oczekuje, że Bóg go uwielbi chwałą, którą jako ziemski człowiek miał w Adamie. Dlatego Jezus mówił o sobie jako o Adamie, którego chwałę miał otrzymać i którą tylko Adam miał na początku. Po drugie, Jezus nie mówi o tej chwale po powstaniu świata, ponieważ ta chwała została unieważniona przez grzech Adama. W związku z tym jest to niezniszczalna chwała życia wiecznego, z której korzystał Adam przed tym, zanim powstał świat. Została ona zniszczona aż do czasów drugiego człowieka, więc Jezus, który wie, co Bóg dla niego zamierzał, prosi Ojca (nie zgodnie z teorią wcielenia, aby przywrócił go do ciała niebiańskiego, ale), aby wsławił go teraz, pod koniec jego drogi życia tą chwałą, którą „miał w Bogu” jako jego nowy Syn – drugi Adam.

   Ta wieczna i trwała chwała synów Bożych została przeznaczona przez Boga dla całej ludzkości, ale teraz dla niego. Jest to niezniszczalna korona chwały – życie wieczne, którym mogą cieszyć się tylko dzieci Boże (1 Kor 9:25; 2 Tym 4:8; 1 Pio 5:4; Jak 1:12). Dlatego kontynuując swoją modlitwę, Jezus wskazuje na Ojca wszystkich wierzących i mówi: „I dałem im chwałę, którą mi dałeś (umożliwiłeś)” (Ja 17:22). Chwała ta oznacza doskonałą jedność w łączności z Bogiem, którą Adam utracił dla siebie i swego potomka (Ja 17:23). Jezus dał nawet nam, tym którzy nie urodzili się w tym czasie (możliwość cieszenia się nim) taką chwałą i nazywania się dziećmi Bożymi (1 Ja 3:1).

  Jednak wciąż nikt z ludzi nie otrzymał tej chwały, ponieważ otrzyma ją dopiero w przyszłości, ale według słów Jezusa „już ją mieliśmy w Bogu” zanim istnieliśmy, tak jak on, ponieważ „przed powstaniem świata” zostaliśmy adoptowani przez Boga jak jego dzieci (patrz Ef 1:4,5). Otrzymawszy tę chwałę z wyprzedzeniem, możemy teraz również w modlitwie prosić Boga, aby nas wsławił tą chwałą, którą „mieliśmy w Nim”, zanim powstał świat. Jezus oczekiwał tej chwały od Boga, która od początku na niego czekała. Gdyby Jezus miał tę chwałę u Boga, zanim świat został stworzony, wszyscy ludzie powinni mieć tę chwałę przed stworzeniem świata, ale nie otrzymali jej po pierwszym Adamie.

   Oczywiście chwała, którą Jezus miał na myśli, była tą która powinna była należeć do Adama i całego jego potomstwa, ponieważ jest to ta sama chwała, którą mieliśmy na początku jak i  Jezus i na którą teraz czekamy. Jezus dostał to pierwszy, a my jeszcze nie. Jest to z góry ustalone dla nas wszystkich przez pierwszego człowieka. Jako taka istnieje już w Bogu, ponieważ została przygotowana dla człowieka przed stworzeniem świata (Mat 5:12). Jezus udzielił tej chwały lub ją umożliwił, ponieważ miała ona płynąć przez niego jako nowego Adama.

   Teraz, gdy Jezus umożliwił nam tą niezniszczalną chwałę, wówczas w królestwie Bożym, w którym będziemy się cieszyć tą chwałą, będziemy mogli powiedzieć, że otrzymaliśmy chwałę, którą mieliśmy u Boga, zanim powstał nowy świat. Apostoł Paweł mówi o tej chwale wierzącym: „Aby Bóg naszego pana, Jezusa pomazańca, Ojciec chwały, dał wam tchnienie mądrości i objawienia w jego poznaniu, oświecając oczy waszego umysłu, byście wiedzieli jaka jest nadzieja jego powołania, jakie bogactwo chwały jego dziedzictwa wśród świętych” (Ef 1:17,18). Chwała nieśmiertelności (nieumierania), z góry ustalona dla nas jako takich, istnieje już w niebie jako niezniszczalny budulec naszego wiecznego domu (2 Kor 5:1,2). Ta chwała życia wiecznego została dla nas zachowana od samego początku stworzenia. Mamy ją u Boga, ale jeszcze nie cieszymy się nią, tak jak Jezus nie cieszył się nią aż do swego zmartwychwstania. Teraz postrzegamy to jako żywą nadzieję, która spełni się w przyszłości. Jest, jak mówi Paweł, „nadzieją, że my z nim (Jezusem) będziemy dzielić jego chwałę”, tak jak Adamowa chwała życia wiecznego miała być dzielona przez wszystkich jego potomków (Kol. 1:27). Kiedy patrzymy na Jezusa jako człowieka, drugiego Adama, a nas jako jego przybrane dzieci, rozumiemy, że jest to życie wieczne, z którego pochodzi chwalebne bogactwo, które będziemy dzielić z Jezusem. Jest ono nadal zachowane dla wszystkich sprawiedliwych, a Jezus już otrzymał tę chwałę, powstając z martwych do życia, nad którym „śmierć nie ma już władzy” (Rz 6:9).

   Jezus uzyskał chwalebne ciało, w którym mieszka życie wieczne. W ten sposób osiągnął poziom egzystencji, który Adam stracił dla siebie i swoich potomków. Dlatego teraz patrzymy na Jezusa jako na naszego wiecznego ojca „wyczekujemy wybawiciela, pana Jezusa pomazańca, który zmieni postać organizmu naszego poniżenia, na podobny kształtem organizmowi jego chwały przez działanie, bo on może podporządkować sobie wszystko” (Fil 3:20,21). Dlatego Jezus przed swoją śmiercią nie cieszył się jeszcze chwałą, którą cieszył się jego poprzednik Adam, ale „miał” ją u Boga, zanim powstał świat. Spowodował, ze ta chwała stała się możliwa i dał nam moc ducha świętego, którego otrzymał od Boga. Teraz też ją ‘mamy’, ale jeszcze się nie cieszymy nią. Dlatego z niecierpliwością oczekujemy „królestwa, które zostało dla nas przygotowane od założenia świata” (Mat 25:34; 1 Pio 1:4).

Pierwszy Adam

   Jezusa i jego rolę w Bożym planie można postrzegać tylko z jednego punktu widzenia, mianowicie z Adama. Powodem istnienia Jezusa jest Adam. Gdyby Adam nie wybrał złej ścieżki dla swojej chwały, Jezus nie narodziłby się i nie pojawiłby jako Mesjasz. Apostoł Paweł rozpoznał świętą tajemnicę Bożego planu, więc widział w Jezusie Adama, ponieważ powiedział:

Stał się pierwszy człowiek Adam ku duszy żyjącej, ostatni Adam w tchnieniu ożywiającym” (1 Kor 15:45).

(1) W pierwszej fazie Adam został stworzony z żywiołów ziemi w symbiozie z duszą. Wtedy był po prostu martwy. Mianowicie, kiedy powstało ciało Adama, osobowość rozumnej istoty została osadzona w jego mózgu ze wszystkimi zdolnościami, które miały odróżniać ją od niższych gatunków życia. Ta dusza w stanie nieświadomości spała w nowo stworzonym ciele, które było nieaktywne (martwe) i musiało zostać aktywowane i uruchomione.

(2) W drugiej fazie tchnął oddech życia w Adama, to znaczy w jego ciało, a on ożył i stał się żywą duszą. Pierwsze uderzenie serca  poruszyło krew, która przekazała energię witalną, a mózg został obudzony, a wraz z nim świadomość istnienia rozumnej istoty z materialnym ciałem. Wtedy zarówno ciało, jak i dusza zostały ożywione, można więc powiedzieć, że na pierwszym etapie człowiek, który był duszą martwą, na drugim etapie „stał się duszą żywą”, która ożyła wraz z ciałem (1 Moj 2:7). Adam nie otrzymał duszy, ponieważ sam człowiek jest „duszą” z cechami rozsądnego bytu w ludzkim fizycznym „ciele” opisanym przez Biblię jako „dom”, w którym przebywamy (1 Kor 5:1-4). Nie otrzymał więc duszy, ale zamiast tego, jako z góry określona racjonalna dusza, otrzymał doskonałe materialne ciało jako „dom”, w którym miał odzwierciedlać Boży obraz rozumnej istoty. Jego Stwórca określił i wybrał wszystkie fizyczne cechy jego ciała. Spośród różnych opcji Bóg wybrał wygląd twarzy, kolor oczu, kolor włosów, wysokość, kształt ciała itp. Gdyby wybrał jakikolwiek inny wariant ludzkiego ciała, Adam byłby taki w duszy, jak Bóg sobie wyobrażał przed stworzeniem.

    Tak jak człowiek jest nierozerwalnie związany z ziemią, na której żyje, tak jego dusza jest nierozerwalnie związana z ciałem, w którym żyje. Innymi słowy, Adam, jako dusza ludzka, był w swoim ciele, które powstało przez stworzenie z żywiołów ziemi, podczas gdy wszyscy inni ludzie, to znaczy ich dusze, rodzą się z ciałem, które powstaje przez poczęcie. Dusza bez ciała jest jak oprogramowanie bez sprzętu. Każda dusza musi być częścią jakiegoś ciała, ziemskiego lub niebieskiego.

   Przed stworzeniem tych rozumnych istot Bóg poddał ich ciała pewnym prawom, zarówno naturalnym, jak i nadprzyrodzonym. Np. anioł jest przywiązany do swego ciała niebieskiego, a człowiek jest przywiązany do ciała materialnego. Bóg stworzył prawa, dzięki którym ciało niebieskie mogłoby się zmaterializować, podczas gdy ciało ludzkie mogłoby być prawdopodobnie zdematerializowane, tylko za zgodą Boga, aby coś mogło zostać osiągnięte na tym innym poziomie. Po stworzeniu Adam był tak kompletny i doskonały pod względem fizycznym, jak każda inna ziemska istota przed nim. Ale w przeciwieństwie do niższych istot, został stworzony z predyspozycją do życia wiecznego, ponieważ mechanizm utrzymywania życia bez śmierci jest osadzony w komórkach jego ciała.

   „Ze względu na swoją zdolność do regeneracji każda komórka ludzka nosi zarodek nieśmiertelności” – powiedział naukowiec Miroslav Radman, członek Chorwackiej Akademii Nauk i Sztuki oraz członek Francuskiej Akademii Umiejętności. Somatydy są  najmniejszą cząsteczką żywej materii i znajdują się we wszystkim,  u ludzi, zwierząt i roślin. Somatydy żyją same i można powiedzieć, że są nieśmiertelne i niezniszczalne. Znajdują się w ludzkiej krwi, gdzie przekształcają materię w energię. Człowiek jest zatem nadal fizycznie doskonały, ponieważ ma predyspozycje do długowieczności, a nawet życia wiecznego, ale nie może osiągnąć takiego życia bez dostępu do źródła życia wiecznego. Np. można kupić akumulator do urządzenia, ale co dobrego, jeśli mieszka w miejscu, w którym nie ma prądu elektrycznego do naładowania akumulatora. Urządzenie zasilane przez taką baterię będzie działało przez chwilę, aż do wyczerpania baterii i dalej nie może, chociaż ma baterię, która mogłaby ją uruchomić, jeśli będzie ciągle ładowana.

   Starzenie się organizmu wiąże się z naturalną korozją, tj. Utlenianiem białek – cząsteczek, nosicieli wszystkich funkcji życiowych, co z czasem niszczy ich funkcje i powoduje deregulację czynności komórkowych. Nie można tego uniknąć ze względu na podatność materii na naturalne prawo rozpadu, jest to tylko kwestia czasu i szybkości, z jaką rozpad ten zachodzi w pewnych okolicznościach. Adam, chociaż fizycznie doskonały, początkowo był śmiertelny, a zatem niekompletny, ponieważ prawo materii miało władzę nad jego życiem, tak jak nad innymi ziemskimi stworzeniami. Został stworzony w śmiertelnym ciele i mógł wiedzieć, że istoty materialne mają swój koniec. Ta sytuacja nie była karą Bożą, ale czymś zrozumiałym sama w sobie. Ale to, co odróżniało człowieka od niższych istot, to fakt, że Bóg zaszczepił pragnienie wieczności w ludzkim sercu i umyśle, które można zrealizować jedynie poza prawem materii. W związku z tym mądry Salamon napisał: „Prawdziwy Bóg pięknie uczynił każdą rzecz w odpowiednim czasie. Nawet włożył wieczność w serca ludzi, chociaż i tak nigdy w pełni nie zgłębią Jego dzieł” (Kaz 3:11).

   Dla racjonalnej istoty, która może zrozumieć sens życia i możliwości, jakie niesie ze sobą życie, naturalne jest pragnienie życia wiecznego. Karą dla niego byłoby odrzucenie tego pragnienia. Zamiarem Boga było związanie Adama na zawsze z prawem i źródłem życia. Dlatego dokonał jednego przygotowania, które musiało fizycznie powiązać człowieka ze źródłem wieczności. Jest to „drzewo życia”, które zostało oparte na prawie nierozpadającego się życia. Zanim mógł czerpać korzyści ze skosztowania tego drzewa, musiał zrozumieć, że jest śmiertelny i że życie wieczne było darem od Boga, w którym mógł odzwierciedlać chwałę i obraz Boga. Dlatego obudziło się w nim pragnienie wieczności.

(3) W trzeciej fazie Adam został zabrany do Ogrodu Eden, który prawdopodobnie różnił się od reszty planety. W ogrodzie było wspomniane „drzewo życia” (1 Moj 2:8,9,15-17). Dopiero gdy uzyskał dostęp do tego drzewa, z którego owocu skosztował, stał się kompletny, ponieważ dzięki temu owocowi został duchowo związany z prawem Bożym, które miało chronić jego ciało przed utlenieniem i rozkładem. W przekonujący sposób uświadomił sobie cel swojego istnienia jako syna Bożego i członka rodziny Bożej. Moglibyśmy swobodnie powiedzieć, że został on przekształcony ze stanu śmiertelnego w nieśmiertelny. Podobne doświadczenie transformacji zostanie podzielone przez wszystkich, którzy żyją, ustanawiając królestwo Boże na ziemi (1 Kor 15:52). Transformacja najprawdopodobniej zachodzi we krwi, która jest podstawą życia materialnego.

(4) W czwartym etapie Adam przez swój błąd powrócił do śmiertelnego stanu, w którym został stworzony. Ponieważ zjadł owoc z zakazanego „drzewa poznania dobra i zła” (drzewa z prawem śmierci), wpływ prawa życia został unieważniony w jego ciele (1 Moj 2:9,16,17). Swoją złą decyzją przegrał boskie prawo życia i utracił zdolność do życia wiecznego w swoim ciele. Tego dnia Adam przeszedł kolejną przemianę, przechodząc od życia do śmierci i wyrzucony z Ogrodu Eden, a zatem z rodziny Bożej. W przeciwieństwie do stworzenia w śmiertelnym ciele, po którym uzyskał dostęp do życia wiecznego, była to kara dla Adama, ponieważ oddzielił się od Boga i źródła życia. Oddzielając się od źródła i prawa życia wiecznego, pozwolił, aby prawo materii odzyskało władzę nad sobą i ciałem.

(według mnie, Adam nie skosztował z ‘drzewa życia”- przypis tłumacza)

Upadek pierwszego Adama

Wraz z grzechem przeciwko Bogu Adam oddzielił siebie i swoje potomstwo od Boga – źródła życia, a życie wieczne stało się niedostępne dla niego i wszystkich jego potomków. Tak więc człowiek, potomek Adama, chociaż nie musiał grzeszyć przeciwko Bogu, (po) został tak samo śmiertelny według prawa ciała, jak wszystkie inne niższe istoty ziemi.

   Bóg najpierw wyprowadził pierwszego człowieka w stan nieskazitelności, a ten człowiek sam spadł z wyższego etapu istnienia na niższy. Dawid napisał o siebie: „Matka moja poczęła mnie w grzechu” (Ps 51:5). Wszyscy moglibyśmy to powiedzieć, ponieważ żyjemy w stanie oddzielenia od życia wiecznego, który zaczyna się od poczęcia. To zupełnie różni się od popełnienia grzechu. Nie odziedziczyliśmy skłonności do grzechu od Adama, ponieważ wtedy moglibyśmy powiedzieć, że on również miał skłonność, którą odziedziczył po Bogu, który go stworzył. Śmiertelne ciało nie czyni człowieka wyobcowanym od Boga, ponieważ nasza osobowość może poświęcić takie ciało Bogu i uczynić go świętym.

   Grzech Adama jest porażką naszego istnienia w ciele, które nie przestrzega uniwersalnego Bożego prawa życia, dlatego starzejemy się i umieramy zgodnie z prawami podatnej na psucie materii. Skłonność ciała do gnicia i śmierci jest sprzeczna z tym, do czego dąży dusza ludzka, więc taki stan jest dla człowieka całkowicie nie do przyjęcia i nienaturalny. To, co nienaturalne, jest sprzeczne z naturą, to znaczy sprzeczne z naturalnym prawem życia wiecznego, a ciało, które jest przeciwne temu prawu, można swobodnie uznać za „grzeszne”. Ciało ma swoje naturalne prawa rozkładu, które nie poddają się Bożemu prawu nieśmiertelności, a zatem człowiek, który mieszka w takim ciele, znajduje się w niekorzystnej sytuacji, dopóki nie będzie miał dostępu do życia wiecznego.

   Nadal nie mamy kontroli nad naturalnym procesem, który kończy się śmiercią. Niemniej jednak, dopóki podlegamy prawu moralnemu Boga, możemy panować nad grzechem, który prowadzi do śmierci na wieki. Paweł mówi: „Niech więc nie króluje grzech w waszych śmiertelnych organizmach” (Rz 6:12). Grzech osobisty i śmiertelne lub grzeszne ciała to dwie odrębne rzeczy. Ciało śmiertelne samo w sobie jest grzeszne, ponieważ bez naszej woli nie osiąga celu swego istnienia i umiera wraz z śmiercią naturalną. Śmiertelne jest w wyniku kary oddzielenia od Boga, którą potomstwo Adama nosi w swoim ciele jako znak. W takim ciele rozpad i śmierć panują nad nami i naszym życiem. W tym ciele nie musimy popełniać grzechu śmiertelnego, aby umrzeć, ponieważ umieramy także jako sprawiedliwi.

   Oczywiście pod względem prawnym jesteśmy grzesznikami od urodzenia, ponieważ narodziny w Adamie nie spełniły celu ani sensu naszego istnienia w ciele. Adam miał być ojcem i twórcą doskonałej rasy ludzkiej, a aby móc to uczynić, sam musiał być przykładem poddania się prawu Bożemu. Ale jego potomstwo nie miało szansy mieć takiego ziemskiego ojca, więc stracił okazję, by doprowadzić ich do Boga – źródła życia. Bóg ukarał go życiem w śmiertelnym ciele, w którym został stworzony i pozwolił aby tak niedoskonały i śmiertelny stan panował nad jego potomstwem przez pewien czas, aż pojawił się inny Adam.

   Drugi Adam, zgodnie z Bożym planem, miał skierować ludzkość ku życiu wiecznemu i połączyć ją z Bogiem, źródłem życia. Oddzielenie się od źródła nieskazitelnego życia jest jak życie pod karą. Mianowicie, jako rozumna istota, człowiek jest stworzony na duchowy obraz istoty boskiej, która dąży do wieczności, ale jego materialne ciało, w którym przebywa, podlega prawom rozkładu, tak jak wszystkie inne ziemskie istoty.

   Adam został stworzony przez słowo Boże, ale skierował nas w przeciwnym kierunku od życia. Ponieważ dusza stara się przestrzegać prawa Bożego, ciało nie może. Dusza może z czasem zostać udoskonalona na obraz Boga, podczas gdy ciało idzie jednocześnie w przeciwnym kierunku. Z prawnego punktu widzenia nie jesteśmy osobiście przeciwni prawu Bożemu, jeśli nie popełnimy grzechu, który popełnił Adam, ale nasze ciało nie będzie Mu posłuszne. Dlatego żyjemy w tym ciele, przez które wzdychamy i żyjemy w strachu przed śmiercią. W tym sensie ponosimy grzech Adama, jakbyśmy sami zgrzeszyli, więc można powiedzieć, że tak „wszyscy zgrzeszyli i są pozbawieni chwały Boga” (Rz 3:23).

   O ile staramy się żyć zgodnie z prawem Bożym, żyjemy w warunkach wyznaczonych śmiertelnikom, a nie synom Bożym. W tym rozpadającym się stanie, przeznaczonym tylko dla niższych istot, nie odbijamy chwały Bożej, to znaczy chwały nieśmiertelności. Ten grzech, to znaczy oddzielenie od właściwego życia, rządzi naszym ciałem i nie możemy go stłumić sami. Krótko mówiąc, jesteśmy oddzieleni od Boga, źródła życia. Spróbujmy pokazać to w jednej sytuacji.

   Z powodu swojego przestępstwa niektórzy ludzie w przeszłości zostali wypędzeni ze swoich domów do odizolowanych miejsc z dala od reszty świata, takich jak Syberia. Żyli jako niewolnicy pod stałym nadzorem strażników, nie mogli poczuć prawdziwego życia w wolności. Pozwolono im nawet założyć własne rodziny. Ich dzieci żyły pozornie normalnym życiem, ale nadal były w niewoli, ponieważ żyły w takich samych okolicznościach jak ich rodzice. Dzieci te wiedziały, że ich rodzice cieszyli się prawdziwym życiem, zanim zostali wydaleni, ale nie mogli się nim cieszyć, dopóki mieszkali w miejscu, z którego nie można było uciec. W związku z tym wszystkie dzieci urodzone w niewoli nie nosiły w swoich ciałach odziedziczonej genetycznie plamy swoich rodziców, ale odziedziczyły stan uwarunkowany karą rodziców, mimo że nie zgrzeszyli. Żyjąc w niewoli, sami zostali ukarani, ponieważ cierpią w swoich ciałach takie samo cierpienie oddzielenia od prawdziwego życia w wolności.

   Na tym przykładzie chcę udowodnić fakt, że ludzkie ciało nie nosi żadnej plamy, która jest przekazywana z pokolenia na pokolenie poprzez poczęcie i narodziny.

    Ciało, które opiera się naszemu wszczepionemu pragnieniu życia wiecznego, jest niezaprzeczalnym dowodem naszego upadku na poziom niższych żywych istot, które podlegają prawom rozkładającej się materii. My, jako ludzie, rodzimy się i żyjemy w tym stanie, to znaczy w grzesznym ciele, w którym nie możemy wypełniać prawa życia, ponieważ nasze ciało jest temu przeciwne. Czy zatem Jezus począł się w grzechu jak Dawid i my wszyscy, jak już wiele razy wspominałem? Wielu twierdzi że nie, dlatego że nie mogą sobie tego wyobrazić w grzesznym i śmiertelnym ciele.

Podobieństwo Jezusa i Adama

Paweł mówi, że „Adam (…) jest jak ten, który miał przyjść” (Rz 5:14). Adam nie był wcieleniem istoty niebieskiej, ale ucieleśnieniem Bożego planu zwanego „człowiekiem”, który został w pełni zdefiniowany w umyśle Boga przed stworzeniem. Misja, która rozpoczęła się po pierwszym człowieku i która została przerwana na początku, zostanie ukończona przez drugiego człowieka, „ostatniego Adama”, który również został określony przed stworzeniem świata. Z powodu tych dwóch ludzi, którzy są do siebie podobni, nasza przeszłość, teraźniejszość i przyszłość są określone, na które możemy patrzeć w zupełnie nowym świetle. Spójrzmy więc, w jakim sensie pierwszy Adam jest jak ostatni Adam.

(1) Jeden i drugi Adam zostali stworzeni przez Boga ze statusem wybitnego lub pierwszego „syna Bożego. Rozpoczęli swoje życie jako z góry ustaleni i uświęceni ojcowie ludzkości. Jeśli chodzi o ciało, byli oni całkowicie zrównani z tą różnicą, że Adam został stworzony, a Jezus się urodził.

   Adam pochodził bezpośrednio z pierwiastków chemicznych ziemi, tak że ziemia była jego matką, podczas gdy Jezus pochodził z tej samej substancji w sposób, w jaki jego ciało zostało stworzone w łonie kobiety Marii, która była jego matką i pośrednicząca w dostarczaniu budulca jego organizmu. Ponieważ Adam nie urodził się z rodzica przez kombinację genów (22 + 22 autosomów + gonosomy xy), mógł, według logiki, mieć tylko 22 autosomy chromosomów, które określają cechy fizyczne, oraz dwa chromosomy płciowe, tj. Gonosomy (xy), które określają płeć męską. Łącznie 24 chromosomy (22 + xy = 24) zamiast 46. W ten sam sposób komórki ciała Jezusa mogły mieć tylko 22 autosomy chromosomów i dwa chromosomy płci (xy) określające jego płeć męską. Jest to tylko założenie, które miałoby sens tylko wtedy, gdyby Jezus nie miał genów autosomów ziemskiego ojca.

   Jeśli był to Boski model stworzenia w pierwszej osobie, żeńskie jajo zostało wykorzystane do stworzenia fizycznego połączenia Jezusa z ludzkością, ponieważ dziecko nie może się rozwijać, dopóki nie ma chromosomów autosomowych swojej matki, które określają wszystkie cechy ciała.

   Taki model genetyczny można jednak osiągnąć za pomocą niektórych genów jego ziemskiego ojca w taki sposób, że jeden chromosom x jest kształtowany w chromosom y przez Boga, który bierze lub tworzy chromosom y Józefa, za pomocą którego

zastąpiony jest jeden chromosom x. Tak więc, w momencie nadprzyrodzonego poczęcia, matka Jezusa dała swoje 22 autosomy chromosomowi i jeden x chromosom płci, który pochodził z linii Dawida, podczas gdy jej drugi chromosom x został zmodyfikowany w chromosom płci przez samego Boga, aby urodzić dziecko płci męskiej poprzez linię genetyczną Józefa w obrębie linii Dawida i siła życiowa od Boga z ducha świętego spowodowała poczęcie. Duch Święty zainicjował proces rozwoju zarodka jedynie od chromosomu żeńskiej komórki płciowej i od stworzonego przez Boga chromosomu y, który mógł pochodzić od Józefa. Mianowicie, tak jak Bóg wziął materiał genetyczny z żebra Adama (ciała i krwi) wraz z modyfikacją genomu płci, mógł wziąć materiał genetyczny od Józefa.

   Dziecko Marii miało zatem kombinację genów z niej i rodziny Józefa, które pochodziły z linii Dawida, tak że ciało Jezusa było określone przez wspólne geny ojca i matki. Co ciekawe, w Biblii Józef jest uważany za ojca Jezusa i nikt nie próbował temu zaprzeczać, nawet sam Jezus, niezależnie od narodzin z dziewicy (Ja 1:45).

[przypis autora:  Archeolog Ron Wyatt
podobno znalazł jaskinię pod ziemią pod miejscem, w którym zginął Jezus, w
którym ukryto arkę przymierza. Przez skałę, która pękła pękła podczas
trzęsienia ziemi, krew Jezusa przepłynęła przez 6-metrową szczelinę i namaściła
wieko arki, wypełniając w ten sposób proroctwo Daniela o siedemdziesięciu
tygodniach lat. Arka jest również nazywana „Arką Świadectwa”, dlatego uważa
się, że stanowi świadectwo krwi Jezusa, która została przelana tego dnia, gdy
została namaszczona pokrywa ziemskiego tronu Bożego (2 Moj 26:34; 30:26; Ja
19:34; 1 Ja 5:6-8; Heb 9:19). Krew rzekomo została pobrana do analizy i okazało
się, że wciąż żyje i zawiera tylko 24 chromosomy, co potwierdza, że to Jezus przyszedł
na świat z dziewiczych narodzin spowodowanych przez Boga. Archeolog wspomniał,
że nie wolno mu upubliczniać swoich odkryć, wierzy więc, że będą one nadal
publikowane na samym końcu tego świata. Informacje te na razie trudno
zweryfikować.]

   Dzięki materiałowi genetycznemu Jezus urodził się w doskonałym ciele fizycznym, bez żadnych wad fizycznych. Chociaż sam Bóg spowodował jego poczęcie, jego ciało wciąż było śmiertelne i podatne na zepsucie, nawet gdy otrzymał obietnicę życia wiecznego, gdy został namaszczony duchem świętym. Musimy pamiętać, że pierwszy człowiek Adam został stworzony tak fizycznie doskonały, jak każda inna ziemska istota przed nim. Najpierw był śmiertelną istotą w ciele podatnym na rozkład i śmierć. Aby jednak nie być utożsamianym ze zwierzętami, Bóg pozwolił mu uświadomić sobie, że może żyć wiecznie, wprowadzając go do Ogrodu Eden, gdzie miał dostęp do świętego miejsca i „drzewa życia” (1 Moj 2:7-9).

   Jak już powiedzieliśmy, gdyby Adam został stworzony jako nieśmiertelna istota, wówczas w Ogrodzie Eden nie potrzebowałby „drzewa życia”, które pozwoliłoby mu „żyć wiecznie”. Ale kiedy pozwolił mu jeść z tego drzewa, Bóg uświadomił mu w przekonujący sposób, że przy tej okazji jego fizycznie rozpadliwe i śmiertelne ciało przemieniło go lub ubierało w niebiańskie, tj. duchowe ciało którym rządzi „nieskazitelność” i „nieśmiertelność”. Musiał zachować to ciało niebiańskie jako najcenniejszy dar, dopóki życie wieczne nie zostanie w nim potwierdzone. Jednak utracił ten niebiański dar jako przyrzeczenia życia wiecznego w taki sposób, że biorąc owoc z zakazanego „drzewa śmierci”, zniweczył działanie „drzewa życia” w sobie, przez co umarło jego ciało niebiańskie, w którym było życie wieczne. Kara wydalenia z Edenu, który zawierał drzewo życia, dokonana na nim, dotknęła jego i jego potomków, którzy nie mieli już dostępu do życia wiecznego (1 Moj 3:22-24; 2 Kor 5:2,3).

   W ten sam sposób Jezus, jako drugi Adam, został stworzony w doskonałym ciele bez żadnych wad fizycznych, ale nie otrzymał automatycznie nieśmiertelności i nieskazitelności w chwili narodzin. Ten dar życia otrzymał dla siebie i potomstwa Adama dopiero po namaszczeniu, otrzymując od ducha świętego przysięgę lub gwarancję życia wiecznego, po czym będąc posłuszny do śmierci zwyciężył śmierć i był całkowicie zwolniony z prawa śmiertelności. Przed śmiercią miał nieograniczony dostęp do życia wiecznego przez ducha świętego, przez który musiał przeciwstawić się prawu śmierci podczas próby. Zgodnie z zadaniem, które zostało dla niego z góry określone, miał on do końca zachować tę obietnicę życia wiecznego poprzez doskonałe posłuszeństwo prawom Bożym i spełnianie Jego woli.

   U Boga nie było nawet konieczne, aby Jezus miał dar nieśmiertelności i nieskazitelności w swoim ciele od urodzenia, aby był właściwym okupem. To nie był wymóg. Stawką było coś znacznie ważniejszego niż jego ciało, a to był jego „duch” lub jego nienaganna osobowość, które wykraczały poza jego „śmiertelne ciało”.

(2) Jezus, podobnie jak Adam, został wprowadzony na obszar Bożej ziemi wybranej przez Boga, która była „jak ogród Eden” (Ezech 36:35; 1 Moj 13:10). W tej części Izraela rządziły Boskie prawa życia i śmierci, które Bóg dał przez Mojżesza. Jezus musiał przestrzegać tych praw, aby przyjąć rolę drugiego ojca. Przed wiekami Bóg przyprowadził Adama do rajskiego ogrodu dla pierwszego człowieka, gdzie istniały także prawa życia i śmierci zapisane duchem Bożym w dwóch drzewach. Te dwa drzewa zostały tam zasadzone, aby Bóg położył fundamentalne zasady dotyczące życia wiecznego w umyśle i sercu pierwszych ludzi przed stworzeniem świata. Te wysokie zasady miały ustanowić przymierze między niebem a ziemią, aby zrealizować Boży plan dla ludzkości.

(3) Tym, co uczyniło Jezusa podobnym do Adama, jest to, że obu postawiono przed podobnym wyborem. Z „drzewa życia” Adam mógł swobodnie jeść (1 Moj 2:9,16,17). To drzewo uświadomiło Adamowi, że może żyć wiecznie tylko w łączności ze swoim Ojcem, źródłem życia. Drugie drzewo było „drzewem poznania dobra i zła”, z którego Bóg zabronił mu jeść. Tak więc Bóg postawił prawo przed Adamem, aby można było wytłumaczyć grzech. Gdyby nie było  prawa o „życiu i śmierci”, Adam zgrzeszyłby w związku z Bożym planem, bez obciążania go grzechem. Paweł mówi, że człowiek „nie zrozumiałby, czym jest grzech, gdyby nie prawo” (Rz 7:7). Adam nie zrozumiałby zasady śmierci i życia, gdyby Bóg nie dał przykazań, że „nie może jeść” z „drzewa poznania dobra i zła”. Miał być posłuszny prawu Bożemu z korzyścią dla wszystkich ludzi. Bóg nie ustanowił Prawa, aby sprawdzić, czy Adam miał doskonałe ciało czy nie, ale by sprawdzić, czy jego osobowość okaże się doskonała.

   Takie jest prawo życia, które Bóg ustanowił przed Jezusem. Mianowicie, prawo przymierza dane Izraelitom zawierało „życie i śmierć”, „błogosławieństwo i przekleństwo”. Bóg dał „Izraelowi, swemu pierworodnemu synowi” nakazy prawa, w którym wszystkie narody mogły być błogosławione (2 Moj 4:22). Powiedział do niego: „Oto dziś stawiam przed tobą życie i dobro, śmierć i zło (…) Dziś biorę niebo i ziemię za świadków przeciwko tobie, aby postawić przed tobą życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Dlatego wybierajcie życie (…) dla  siebie i swojego potomstwa” (5 Moj 30:15,19). Dlatego Jezus, pierworodny narodu, otrzymał ten sam wybór co Adam. Miał dostęp do życia wiecznego przez ducha świętego w stopniu, który pozwalał mu nigdy nie umrzeć, ale podobnie jak Adam, nadal był związany prawem materii aż do końca okresu próby.

   W dniu, w którym Adam skosztował owocu zakazanego drzewa, w zasadzie posmakował grzechu i śmierci. W ten sposób automatycznie zniweczył efekt przyrzeczenia życia wiecznego, w którym pośredniczyło „drzewo życia”, co spowodowało, że rozkład przejął władzę nad jego materialnym ciałem (1Mo 2: 9,16,17; 3:22). Robiąc to, umarł dla życia wiecznego i powrócił do stanu rozkładu, z którym został stworzony. Ponieważ uniemożliwiono mu dostęp do drzewa życia, on swoim nieposłuszeństwem skazał swoje nienarodzone potomstwo na oddzielenie od życia wiecznego, a w ten sposób na stopniowy rozkład i śmierć. Dlatego, jak pisze Paweł „zapanowała śmierć, od Adama aż do Mojżesza i nad tymi [którzy] nie zgrzeszyli na podobieństwo przestępstwa Adama” (Rz 5:14). Bóg przed drugim człowiekiem znowu postawił podobny wybór – symboliczne ‘drzewo życia i drzewo śmierci’. Z prawnego punktu widzenia było to integralną częścią prawa, które Bóg postawił przed tym człowiekiem. Prawo służyło przede wszystkim do tego, aby żyć zgodnie z zasadami, które są w nas osadzone. Z drugiej strony miało pokazać, co jest grzechem przeciw Bogu.

   O Prawie jest napisane: „bo aż do prawa grzech był w świecie, lecz grzech nie jest liczony, jeśli nie ma prawa (…) Prawo z kolei weszło, aby stał się wyraźnie widoczny występek” (Rz 5:13,20). I to Prawo miało potępiać nie samo śmiertelne i podatne na psucie się ciało, ale tylko grzech w ciele. Ten, kto mógł w pełni żyć zgodnie z tym Prawem, nie grzeszyłby przeciwko Bogu, więc wyraźnie  mógłby mieć w sobie wartość życia, które Bóg wykorzystałby do odkupienia ludzkości. Ale nawet gdyby ktoś był w stanie przestrzegać całego Prawa, jego życie byłoby odkupione tylko wtedy, gdyby Bóg zawarł przymierze z tym człowiekiem w tym szczególnym celu, tak jak to uczynił z Adamem i odkupił je od ludzkości. Właśnie dlatego Izraelici powinni byli oczekiwać, że Mesjasz zostanie wyróżniony spośród ludzi w tej kwestii jako doskonały twórca Prawa. Dlatego Jezus, jako pierworodny narodu, otrzymał podobny wybór jak Adam, aby sam mógł powiedzieć, że przyszedł, aby wypełnić Prawo, aby przez niego wszyscy zostali pobłogosławieni (Mat 5:17). Żydzi często próbowali go złapać na  grzechu przeciwko Prawu. Ale w niczym nie złamał Prawa. To tak, jakby nie złamał przykazania Bożego dotyczącego zakazanego drzewa. Nie smakował grzechu w tym sensie, że w przeciwieństwie do Adama był posłuszny.

   Jezus, jak każdy człowiek, powinien podporządkować się Bogu, ponieważ pod względem autorytetu ludzie odzwierciedlają „obraz i chwałę Boga” (1 Kor 11:7). W przeciwieństwie do Adama, który starał się być równym Bogu, Jezus, „chociaż był w formie Boga (jak Adam), nie myślał o uprowadzeniu – aby być równym Bogu” (Fil 2:6). Nie chciał przejąć autorytetu Boga jak Adam i sam ustalić, co jest dobre, a co złe. Całkowicie podporządkował się woli Bożej (Ja 5:19; por. Iz 14:12-14).

(4) Podobnie jak Adam, Jezus miał na sobie taką samą odpowiedzialność, jaka została im postawiona, a mianowicie stworzenie doskonałego potomstwa ludzi, którzy podporządkują się woli Bożej. Adam utracił prawo do życia wiecznego z powodu nieposłuszeństwa, jego ciało padło pod wpływ śmierci, a przez posłuszeństwo Jezus nabył prawo do „życia wiecznego”, a ponieważ był człowiekiem genetycznie spokrewnionym ze wszystkimi ludźmi, zyskał w ten sposób prawo i dla wszystkich, którym Bóg dał nowy początek i życie wieczne po nowym ojcu. Aby jednak odkupić ludzkość, musi najpierw zdobyć dla siebie życie wieczne, a następnie umrzeć jako ofiara pojednania dla wszystkich ludzi (Rz 6:10). Jezus swoją ofiarą dawał ludziom nadzieję i możliwość odzyskania dostępu do ziemskiego raju i „drzewa życia” (Obj. 2:7). Podczas gdy Adam uniemożliwił swemu potomstwu dostęp do wiecznego źródła życia, Jezus umożliwił swoją ofiarę abyśmy wszyscy byli uczestnikami życia wiecznego. W ten sposób nasze ciało, które zgodnie z prawami natury jest podatne na rozkład i śmierć, będzie miało możliwość, że prawo nieskazitelności i nieśmiertelności będzie nieustannie „odnawiać” naszego wewnętrznego człowieka (2 Kor 4:16).

   Początkowo człowiek został stworzony na obraz Boga w sprawiedliwości i prawdziwej świętości, jako dobry i prawy byt. Doskonałe życie Jezusa w związku z Prawem odpowiadało doskonałemu człowiekowi Adamowi i miało taką samą wagę. Był to „odpowiedni okup”, ponieważ Jezus był „posłuszny aż do śmierci i śmierci na palu męki”, uzyskując w ten sposób prawo do życia wiecznego, które Adam stracił dla siebie i swoich dzieci (Flp 2:8; 1Tym 2:6).

   Adam stracił prawo do bycia uważanym za pierworodnego, więc drugi Adam przejął to prawo. W tym sensie Jezus zyskał jako „ostatni Adam” prawo do bycia, zamiast pierwszego Adama, „Ojcem” dla wszystkich, którzy wierzą w wartość jego ofiarnej śmierci i dając im drogę do nieniszczejącego duchowego

ciała pośredniczy w doskonałym „życiu wiecznym” (1 Kor 15:45-47). Na tej podstawie będzie możliwe, aby ludzie zostali stworzeni przez swoje zmartwychwstanie lub transformację do jego „kształtu”, a zatem do „kształtu” Boga, który całkowicie wyeliminuje grzech i śmierć (1 Moj 1:26,27). Aby stać się częścią nowego królestwa Bożego, musimy narodzić się z Boga przez ducha świętego. Musimy doświadczyć nowego narodzenia i stać się nowym stworzeniem (Rz 8:19-23; 2 Kor 5:17).

   Wszyscy naturalnie rodzimy się jako synowie pierwszego Adama, ale musimy również narodzić się ponownie jako synowie drugiego Adama. Pismo mówi: „A gdy nosimy [skażoną] formę tego, który jest z prochu, będziemy również nosić

[niezniszczalną]

formę tego, który jest w niebie” (1 Kor 15:49). Jako dzieci Adama podlegamy śmierci i rozkładowi. Ponieważ ciało Jezusa po zmartwychwstaniu nie było już podatne na rozkład, wkrótce też my będziemy mieli nieniszczejącą formę Jezusa Chrystusa, ponieważ będziemy jego prawowitymi dziećmi.

    Ostatni Adam (Jezus) był pierwszym człowiekiem, który zmartwychwstał w taki sposób, że śmierć i niszczenie nie rządziły już jego ciałem (2 Kor 5:1-5; 1 Kor 15:20; Obj 1:18). Zatem my, jako istoty materialne, będziemy nosić nie tylko materialną formę, z którą jesteśmy stworzeni, ale także formę tego, który jest niebiański  ponieważ przez Jezusa, naszego nowego Ojca, otrzymamy ‘też’ nieniszczejącą formę życia wiecznego, w której będziemy odziani i chronieni przed zepsuciem. 

Ostatni Adam

 Jezus jest z powodu Adama, a jego rola jest związana z Adamem. Gdyby Adam nie zgrzeszył Jezus jako zbawcą świata nie istniałby, ponieważ był planem awaryjnym: „stał się pierwszy człowiek Adam do duszy żyjącej, ostatni Adam w tchnieniu ożywiającym” (1 Kor 15:45). Jezus mówi o sobie: „Ja jestem pierwszy i ostatni” (Ob 1:17). On jest „pierwszy”, ponieważ zastąpił pierwszego człowieka zmartwychwstaniem do życia wiecznego. Jest także „Ostatnim”, ponieważ po nim nie może być już nikogo, kto zrealizowałby Boży plan (Obj 2:8).

   Aby zrozumieć znaczenie nadprzyrodzonych narodzin Jezusa, musimy postrzegać go jako ostatniego Adama, przez którego Bóg realizuje swój plan, i rozumieć podstawowe rzeczy związane z pierwszym Adamem, dokładnie tak rozumie to apostoł Paweł, który napisał w Liście do Rzymian 5:12-21:

„Dlatego to, tak jak przez jednego człowieka do świata wszedł grzech i z powodu grzechu śmierć, tak też na wszystkich ludzi przeszła, na który wszyscy zgrzeszyli, …

Bo jeśli tego jednego upadkiem, wielu umarło, o ile bardziej

łaska Boga i dar w łasce tego jednego człowieka, Jezusa pomazańca, do wielu zaobfitowała i nie jak przez jednego, który zgrzeszył ten dar…

Bo jeśli w jednym występku zapanowała śmierć przez jednego (człowieka), o ile bardziej otrzymujący obfitowanie łaski i daru usprawiedliwienia w życiu, będą królować przez jednego (człowieka), Jezusa pomazańca, i nie jak przez jednego, który zgrzeszył ten dar…

Bo jak przez nieposłuszeństwo jednego człowieka, grzesznikami zostali uznani liczni, tak przez posłuszeństwo jednego człowieka, sprawiedliwymi zostaną uznani liczni”

Wszyscy zobaczą w tych słowach, że drugi człowiek musiał zrównoważyć pierwszego człowieka, aby mógł być jego odpowiednim zastępcą. Dlaczego więc Bóg umieściłby w tym miejscu wcielenie niebiańskiej istoty, skoro jeden człowiek wystarczył, aby cofnąć przestępstwo Adama?

   Biorąc pod uwagę to, co stało się z Adamem, nie byłoby rozsądne, aby Bóg powiedział Szatanowi: „Pokrzyżowałeś mój plan, ponieważ Adam był tylko człowiekiem, ale dla tego na wroga daję ci kogoś potężniejszego od ciebie. On dobrze zna mnie i ciebie i będzie gotowy, aby stać się człowiekiem i umrzeć za mnie, więc zobaczysz, że człowiek z miłości do mnie jest gotów mnie słuchać i całkowicie mi się podporządkować.

   Czy Szatan i inne istoty niebieskie zobaczyliby, że taki plan sam w sobie jest niespójny? Dlaczego jakakolwiek inna istota, o wyższej randze niż człowiek bierze na siebie odpowiedzialność spoczywającą na człowieku? Czy Bóg nie dałby takiej sugestii, że nie ufa człowiekowi, co byłoby dowodem, że Szatan miał rację, gdy chciał przedstawić człowieka jako mniej wartościową istotę, która nie jest godna chwały, która została mu wcześniej przygotowana. Szatan swoim podstępem wprowadził nieufność między Boga i człowieka, a zaufanie to mógł przywrócić tylko człowiek. Byłoby to całkowicie nielegalne, gdyby istota niebiańska to robiła, a następnie przypisywała tę zasługę człowiekowi. Apostoł Paweł nigdy nie zaakceptowałby czegoś takiego, ponieważ w Koryntian 15:20-22 napisał:

Lecz teraz jeśli pomazaniec jest budzony z martwych, pierwszy plon z zasypiających, bo skoro przez człowieka śmierć, przez człowieka powstanie martwych. Bo tak jak w Adamie, wszyscy umierają, tak też w pomazańcu, wszyscy zostaną ożywieni, lecz każdy we własnym szyku*. (*oddziale)

Dlatego jedynym rozsądnym, sprawiedliwym i akceptowalnym rozwiązaniem było stworzenie innej istoty ludzkiej, która działałaby w zupełnie inny sposób w podobnej sytuacji, otwierając w ten sposób drogę życia dla ludzkości, która została zamknięta przez pierwszą istotę ludzką, która odmówiła posłuszeństwa Bogu. Tak jak nieposłuszeństwo pierwszego człowieka sprowadziło na świat grzech i śmierć, tak posłuszeństwo drugiego człowieka musiało sprowadzić życie na świat. Do tego życia można było wejść jedynie przez zwycięstwo nad śmiercią, a miała zostać zwyciężona w ciele człowieka, który miał zostać zabity, a następnie wskrzeszony do życia wiecznego. To przywróci ludzkości to, co utracone po pierwszym człowieku, czyli chwalebne życie w łączności z Bogiem.

   Pierwotnym planem Boga było stworzenie człowieka, który miał odzwierciedlać Jego chwałę i jest całym procesem stwarzania, od materialnego wszechświata do niebiańskich istot. W końcu, kiedy wszystko przygotował, stworzył również człowieka – istotę, która dzięki swoim zdolnościom mogła przekształcić ziemię, a nawet cały wszechświat, w miejsce, które zdominuje życie w pełnym tego słowa znaczeniu. Możemy śmiało powiedzieć, że Adam początkowo istniał w umyśle Bożym jako „słowo” lub idea, która miała być ożywiona i ucieleśniona, i że wszystko było podporządkowane jego przyjściu.

Prawda o ciele Jezusa

Wierzący, którzy w wąskim kontekście, koncentrują się wyłącznie na śmierci Jezusa, są w stanie zaakceptować doktrynę odkupienia tylko wtedy, gdy widzą Jezusa jako istotę niebieską, a jego ziemskie ciało jest oddzielone od grzesznego ciała, w którym znajduje się prawo przyczyny i skutku śmierci i grzechu. Wiedzą, że przez grzech Adama wszyscy oni, jako jego potomkowie, mogli odziedziczyć jedynie rozpadliwość i śmiertelność. Dlatego jest dla nich niezrozumiałe, że Jezus miał takie ciało, które jest całkowicie podobne śmiertelnemu człowiekowi. Jednak ci chrześcijanie, którzy patrzą na szerszy kontekst życia i śmierci Jezusa, rozumieją, dlaczego musiał być tylko człowiekiem i żyć z grzesznym (śmiertelnym) ciałem, które umarło wraz z nim na palu męczeństwa. Apostołowie widzieli Jezusa w tym szerszym kontekście i sprzeciwiali się tym, którzy w tym czasie chcieli zdewaluować prawdę o Jezusie i jego ciele.

   Samozwańczy nauczyciele, których Jan nazywa zwodzącymi, działali w kierunku osłabienia tezy, że Mesjasz (Chrystus) naprawdę musiał być człowiekiem w prawdziwym grzesznym ciele, ponieważ Biblia uczy, że tylko w takim ciele może przezwyciężyć śmierć, a tym samym zabić grzech, aby dać śmiertelnym ludziom nadzieję na transformację w życie. Chrześcijanie musieli mieć obraz tej przemiany ze stanu śmierci i rozkładu w stan nierozpadliwego i nieniszczejącego życia, jakim był Jezus, „pierwszym człowiekiem, który w ten sposób powstał z martwych” i otrzymał nieśmiertelne życie. W tym wyjątkowym przykładzie apostołowie głosili zmartwychwstanie ciała i dali wszystkim wierzącym nadzieję na życie wieczne na ziemi (zob. Dz 4:2; 26:23).

   Dlaczego więc dzisiejsi chrześcijańscy nauczyciele w swoich wspólnotach wciąż próbują uzasadnić tradycyjny pogląd na bezgrzeszne poczęcie Jezusa i bezgrzeszne ciało? Mogą nie być świadomi, że źródło tej wiary pochodzi od niektórych wczesnych nauczycieli, którzy pod wpływem poglądów o ludzkim ciele w tym czasie nie mogli zaakceptować prawdy o prawdziwym ciele Jezusa. Dlatego rada apostoła Jana, który powiedział: „nie każdemu tchnieniu wierzcie, ale poddajcie analizie tchnienia czy są z Boga, bo wielu fałszywych proroków wciąż wychodzi w świat” (1 Ja 4:1). Jest to szczególnie ważne dzisiaj, aby zobaczyć, kto w przeszłości inspirował pewne wypowiedzi o Chrystusie, czy są natchnione przez Boga, czy przez człowieka.

   Chociaż niektóre wspólnoty chrześcijańskie są przekonane, że mają czystą prawdę, mogą nieświadomie popierać oświadczenia, które nie są natchnione przez Boga. Niemniej chrześcijanie powinni przyjąć całą prawdę o Jezusie, a nie tylko niektóre fakty. Ci, którzy trzymają się izolowanych (wyjętych z kontekstu) faktów, nie są w stanie wyjaśnić wszystkiego w Biblii na temat Jezusa, więc sięgają po interpretacje pozabiblijne.

   Dopóki nie zaakceptuje się faktu, że Jezus urodził się z grzesznym ciałem, nie można wyjaśnić ani zrozumieć niektórych biblijnych elementów, tj. natchnionych wypowiedzi apostołów i innych nauczycieli, którzy wierzyli, że Chrystus istnieje nie tylko w ciele materialnym, ale także w ciele, które jest śmiertelne i podatne na zepsucie, a które po zmartwychwstaniu zostało uwolnione od zepsucia. Mianowicie, jak mówi apostoł Jan:

Po tym znacie tchnienie Boga, każde tchnienie które wyznaje Jezusa pomazańca w (ludzkim śmiertelnym) ciele przychodzącego jest z Boga” (1 Ja 4:2).

Napisał także: „Nie napisałem wam, że nie znacie prawdy, ale że ją znacie i że wszelkie kłamstwo nie jest z prawdy” (1 Ja 4:2). Jaka jest zatem rzeczywista prawda o ciele Jezusa? Czy był istotą ludzką i dlatego żył w podatnym na zepsucie i śmierć materialnym ciele, czy też, z gnostyckiego punktu widzenia, był istotą niebiańską w tymczasowym i pozornym ludzkim ciele oddzielonym od zepsucia? Aby odpowiedzieć na te pytania, najpierw postarajmy się zrozumieć powyższe stwierdzenie Jana w kontekście, w którym zostało sformułowane.

   Należy zauważyć, że w Biblii słowo „ciało” jest zawsze używane w odniesieniu do „grzesznego” stanu ludzkiego ciała, które podlega prawu rozkładu i śmierci. Hebrajskie słowo „basar” (ciało) oznacza fizyczną kruchość i śmiertelność (1 Moj 6:3 Ps 78:39). Paweł stwierdza nawet, że „myślenie ciała wrogiem ku Bogu, bo prawu Boga nie jest poddane, bo ani nie może” (Rz 8:7). Z tego powodu w dowolnym momencie życia ludzie mogą być świadomi swojej śmiertelności, co powoduje, że cierpią, ponieważ muszą ponieść konsekwencje kary śmierci w swoim „ciele”.

   Apostoł Paweł pisze: „Bo zawsze my żyjący na śmierć jesteśmy wydawani z powodu Jezusa, aby też życie Jezusa pomazańca zostało ukazane w naszym śmiertelnym ciele” (2 Kor 4:10,11). Wspomniano tutaj o śmiertelności ciała, ale nawet jeśli nie wspomniano o śmiertelności, jest to rozumiane. Paweł przedstawia nawet naszą „krew i ciało” w tym negatywnym znaczeniu, ponieważ uwzględnia „grzeszny” stan, który odziedziczyliśmy po urodzeniu Adama. Więc powiedział, że taki śmiertelnik i „ciało i krew królestwa Boga odziedziczyć nie mogą, ani zepsucie nieskazitelności [nie] dziedziczy” (1 Kor 15:50).  Jezus natomiast zwraca uwagę, że jego naśladowcy w ciele „odziedziczą królestwo Boże”, ale tylko wtedy, gdy podobnie jak on zostaną uwolnieni z niewoli zepsucia (Mt 25:34).

   W swoich wypowiedziach apostoł Jan i inni pisarze chrześcijańscy nigdzie nie podkreślają, że Jezus miał specjalne „ciało”, które odróżniałoby go od śmiertelnych ludzi. Pisarze powinni byli z pewnością podkreślić to w swoich oświadczeniach, aby dać do zrozumienia, że było to „ludzkie ciało”, które nie było podatne na choroby, starość i śmierć (Kol 1:22). Dlatego „ciało” i związek z Jezusem zostały zetknięte z prawem materii ulegającej zniszczeniu, mimo że miał on dostęp do życia wiecznego, co miało zostać potwierdzone po jego zmartwychwstaniu do życia.

(uwaga tłumacza– powyższa argumentacja dotyczy greckiego słowa „σαρξ” (sarks), jest drugie słowo greckie też tłumaczone na „ciało” – “σωμα” (soma), które w tłumaczeniu na język polski powinno być odróżnione od ‘sarks’, Widać to w cytowanych wersetach z 2 Kor 4:10,11, gdzie w w.10 jest dwa razy ‘soma’ a w w.11 ‘sarks’. Dobrze widać ten problem w Kol 1:22, gdzie tekst grecki mówi „εν τω σωματι της σαρκος”, to wyrażenie nie jest już tłumaczone dosłownie ‘w ciele ciała’ ale jako ‘w doczesnym ciele’; ‘w ziemskim ciele’; ‘w ludzkim ciele’, przy okazji sugerując, ze Jezus miał też inne ‘ciało’.)

   Ponieważ w ich umysłach pojęcie „ciało” odnosiło się głównie do stanu człowieka, który z powodu grzechu Adama pozostawał śmiertelny i podatny na zepsucie, powyższe oświadczenie Jana powinno być sformułowane w sposób, który wyjaśni, że chrześcijanie powinni przyznać, że Jezus przyszedł w „chwalebnym ciele”, które oznaczałoby stan nieśmiertelności i nieskazitelności przed śmiercią, a nie tylko po zmartwychwstaniu (Fil 3:21). W tym przypadku apostoł Jan i Paweł musieli użyć terminu „ciało” w jednym rozszerzonym znaczeniu, aby podkreślić różnicę. Powinni używać odpowiednich terminów, takich jak „bezgrzeszny”, „nieśmiertelny” i „nieniszczejący”. Jan powinien zatem napisać: „Każde oświadczenie, które wyznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w (bezgrzesznym, nieskazitelnym) ciele, było natchnione przez Boga”.Ale Jan nie zwrócił na to uwagi, więc termin „ciało” może odnosić się tylko do (podobnego do nas) ciała ludzkiego, w którym znajduje się prawo rozkładu.

     Dni życia Jezusa, aż do śmierci, nie są nigdzie określane jako okres, w którym ciało było całkowicie oddzielone od grzesznego ludu, lecz raczej jako „dni przebywania w [grzesznym] ciele”, tak jak to określenie wspomina w związku z innymi ludźmi, którzy również „żyją w [grzesznym] ciele, ale nie żyją zgodnie z wolą ludzi, ale zgodnie z wolą Boga”, tak jak Jezus (Heb 5:7; 1 Tym 3:16; porównaj 2 Kor 10:3; 1 Pio 4:2). Celowo wstawiłem tutaj słowo [grzeszne], aby wskazać, że w obu przypadkach zostało ono rozumiane domyślnie zarówno dla Jezusa, jak i dla innych ludzi, nawet jeśli nie zostało wspomniane w zdaniu.

    Wyobraźmy sobie, że apostołowie wierzyli i nauczali, że ciało Jezusa przed śmiercią różniło się od innych ludzi, to znaczy było nieśmiertelne i nieskazitelne. Przede wszystkim powinni wyjaśnić, w jaki sposób było to możliwe pomimo narodzin ze śmiertelnej kobiety. Wtedy termin „ciało” w kontekście, w którym mówili i pisali, miałby to rozszerzone znaczenie. Będą nawet musieli często używać różnych terminów, aby uniknąć nieporozumień na temat tego, co rozumieli przez termin „ciało”. Ale nie ma ani jednego stwierdzenia, które opisywałoby ciało Jezusa w tym innym kontekście niż to, w którym odnosiły się one do ludzkiego ciała, bez względu na to, czy był to Jezus, czy inni ludzie.

   Jan sprzeciwiał się tym samozwańczym nauczycielom, którzy twierdzili, że Chrystus nie przyszedł w rzeczywistym ciele, ponieważ dla nich ciało było grzeszne i śmiertelne samo w sobie. Nie próbował nawet zaprzeczyć ich twierdzeniu, że ludzkie ciało jest grzeszne, ale potwierdza to, mówiąc że Jezus „przyszedł w ciele”, to znaczy, że był ludzkim posłańcem wybranym z ludzi, a nie niebiańską istotą oddzieloną od ludzkiego ciała, jak twierdzą gnostycy. Inni chrześcijańscy nauczyciele, pod wpływem gnostycyzmu, najwyraźniej nie chcieli zaakceptować

istotnej prawdy o Jezusie, a nawet zaczęli narzucać ideę, że doskonały Chrystus był archaniołem, który zstąpił na Jezusa, śmiertelnego człowieka, jako duch, a następnie pozostawił go po jego śmierci. Taki pomysł nie przyszedł od apostołów.

   Dla apostołów Jezus był człowiekiem, to znaczy ciałem, które żyło w śmiertelnym ciele takim jak oni. W swojej ewangelii Jan mówi prostym i zrozumiałym językiem: „Słowo (życia) (przez Jezusa) stało się ciałem” (Ja 1:14; 1 Ja 1:1,2). Żadne słowo nie rozszerza tej myśli, by powiedzieć, że „słowo życia” osiadło w nieniszczejącym ciele. Nie, on tego nie twierdzi. Jezus żył pod tym prawem grzesznego ciała, ale miał w sobie prawo ducha, którym walczył, aby nie stać się niewolnikiem ciała. Pomimo tego ludzkie grzeszne ciało Jezusa było jednak doskonałe. W jaki sposób? Biblia wskazuje nam, że Jezus miał „ciało”, które było „bez skazy”, a zatem doskonałe według standardów prawa Bożego. Mianowicie jako „Baranek Boży”, który ma zostać złożony w ofierze, Jezus nie miał „wad fizycznych” ani „braków” (3 Moj 21:17-23; 22: 21-25; 2 Moj 12:5; Ja 1:29; patrz 1 Pio 1:19; Jak 1:4). Tylko w tym sensie jego ciało fizyczne było „doskonałe”, bez skazy i wad genetycznych.

   Biblia nigdzie nie naucza, że narodziny ze śmiertelnej kobiety mogą genetycznie stworzyć dziecko, które nie ma nic wspólnego z ludzkim ciałem rządzonym prawami śmierci i rozkładu, dlatego sensowne jest, że niektórzy próbowali zakwestionować nawet poród z kobiety, która nosiła w swoim ciele prawo śmierci, aby narzucić ideę, że Jezus nie przyszedł w „śmiertelnym ciele”. W każdym razie nadal istnieją twierdzenia, że Jezus przyszedł w pozornym, nie realnym śmiertelnym ciele. Inni, jak Świadkowie Jehowy, twierdzą, że jego ciało było prawdziwe, ale nadal pozornie grzeszne.

Żył w śmiertelnym ciele

Jezus nigdy nie twierdził, że różni się od ludzi w kwestii „fizycznego ciała”. Dlatego nie udowodnił swojej mesjańskiej roli przez ciało, lecz poprzez czyny zgodne z jego i Bożym duchem (Ja 10:36-38,41). Biblia mówi, że On, jako wysłannik Boga, „pojawił się w ciele” i to ciało było śmiertelne. Może niektórzy nie mogą po prostu zaakceptować tego faktu, ponieważ uczy się ich inaczej? Co byś wtedy powiedział o Pawle? Napisał:

Ponieważ bezsilność prawa, na którą chorowało z powodu ciała, Bóg zasądził* (*uznał winę) grzech w ciele posławszy swego syna w podobieństwie ciała grzechu i bliskiego grzechowi” (Rz 8:3).

(εν ομοιωματι σαρκος αμαρτιας – przypis tłumacza)

Paweł mówi tutaj, że Bóg posłał Jezusa „w formie podobnej do grzesznego ciała”, wskazując, że forma była podobna do grzesznego ciała lub że niektóre tłumaczenia mówią, że Bóg go posłał:

…w postaci grzesznego ciała (BW;EIB)

...w ciele podobnym do ciała grzesznego (BT; BWP-katolickie i PNŚ)

…w podobieństwie grzesznego ciała (Brzeska; Toruńska)

   Jak możemy zrozumieć to stwierdzenie, nie kwestionując mesjanistycznej roli Jezusa jako odkupiciela? W jakim sensie ciało Jezusa „przypominało” ciało grzeszne? Gdyby konieczne było, aby termin „grzeszne ciało” nie był związany z ludzką grzeszną i śmiertelną naturą, wówczas Paweł powinien był powiedzieć, że Jezus przyszedł w postaci nieskazitelnego i bezgrzesznego ciała. Ale nie musiał mówić więcej niż to, co powiedział. Wspomniał powyższe słowa w kontekście rozdziałów 7–9, w których termin „ciało” odnosi się do stanu, w którym dana osoba cierpi z powodu śmiertelności ciała. Kiedy Paweł to stwierdził, wiedział że Jezus urodził się w sposób nadprzyrodzony, ale utrzymywał, że to samo w sobie nie odróżnia go od innych ludzi, ponieważ, podobnie jak my wszyscy, urodził się z kobiety, więc jego ciało w linii rodzinnej było podobne do naszego, aż do zmartwychwstania (Gal 4:4).

   Gdybyśmy powiedzieli, że z uwagi na naturę swego poczęcia Jezus miał ciało podobne do ludzkiego, czy to znaczyłoby, że to ciało nie było z natury ludzkie, a jedynie przypominało Go? W żadnym wypadku. Podobnie, gdybyśmy powiedzieli, że Jezus ze swej natury miał ciało podobne do grzesznego ciała, czy to oznaczałoby, że to ciało nie było grzeszne, a jedynie robiło je podobnym do niego? Nie, ponieważ gdyby jego ciało nie było grzeszne, Jezus nie byłby w stanie mówić o sobie jako o synu człowieka, ponieważ do tego czasu synowie ludzcy urodzili się tylko w ciele śmiertelnym. Podobnie jak podobieństwo do ludzkiego ciała, pomimo jego nadprzyrodzonego poczęcia, oznaczało, że miał on ludzkie ciało, tak podobieństwo do grzesznego ciała oznaczało, że miał śmiertelne ciało. Jezus był w formie grzesznego ciała, co oznacza, że Jego śmiertelna postać jako jednostki była podobna lub identyczna ze śmiertelną formą grzesznego ciała wszystkich innych osób. Paweł nie mówił o zewnętrznym wyglądzie, ponieważ wszyscy jesteśmy w tym różni, ale o jedynym wyjątkowym podobieństwie, które Jezus podzielił z wszystkimi ludźmi, jakim jest stan życia w śmiertelnym ciele.

   Termin „syn człowieka” odnosi się do „mężczyzny” urodzonego z kobiety, a zatem do „syna śmiertelnego człowieka” (porównaj Ps 144:3; Iz 56:2; Heb 2:6). Termin „człowiek” od samego początku świata ma tylko jedno znaczenie w związku z prawem rozpadliwej materii, więc w innym kontekście Paweł nawet podkreślił to, mówiąc, że ludzie „zmienili chwałę niezniszczalnego Boga, na podobieństwo obrazu zniszczalnego człowieka” (Rzym. 1:23). Nawet gdyby Paweł nie wspominał o przymiotniku „zniszczalne” z rzeczownikiem „człowiek”, zrozumielibyśmy go, ponieważ jest rzeczą oczywistą, podobnie jak tą samą myśl wskazuje rzeczownik „ciało”. Ale powyższe stwierdzenie wyraźnie kontrastuje między Bogiem, który z natury jest „nieniszczejący”, a człowiekiem który sam w sobie jest „niszczejący”. Jezus narodził się zatem w „formie niszczejącego człowieka” i w tym sensie można powiedzieć, że przyszedł w „formie, która pod każdym względem jest podobna do grzesznego ciała” innych ludzi.

   Słowo „forma” odnosi się do faktycznego stanu Jezusa lub cechy ciała fizycznego, które ze względu na cechy fizyczne było podatne na rozkład i śmierć, a więc całkowicie „podobne” ludzkiemu „grzesznemu ciału”. Być podobnym oznacza „przypominać kogoś lub coś, być jak ktoś lub coś”. Ciało Jezusa było jak nasze grzeszne ciało. Tak jak człowiek w duchowym „obrazie” miał być „podobny” do Boga i odzwierciedlać jego boskie atrybuty, tak Jezus miał być „podobny” lub jak śmiertelny człowiek, odzwierciedlając w swoim ciele ludzką śmiertelną naturę, która była podobna do naszej. Jego ciało zostało uwolnione ze śmierci dopiero po zmartwychwstaniu i nie jest już podobne do naszego grzesznego ciała, ale wszyscy mamy nadzieję, że otrzymamy ciało podobne do jego własnego lub – jak mówi Paweł – „jak jego” (Fil 3:21).

   W przeciwieństwie do innych ludzi Jezus miał możliwość przejścia ze śmierci do życia bez umierania jak Adam, ale wyrzekł się tego, więc w tym sensie „kształt niewolnika wziąwszy, w podobieństwie ludzi będący i sposobem bycia znaleziony jak człowiek” któremu „odłożone jest raz umrzeć” (Fil 2:7; Heb 9:27). Zawierając przymierze z Jezusem, Bóg mógł powiedzieć: „Stworzyłem cię i jako twój ojciec mam do ciebie pełne prawo. Mam prawo wyzwolić ze śmiertelnego stanu i pozwolić przejść od śmierci do życia w duchu świętym. Od ciebie zależy czy utrzymasz  życie, które ci daję jako zastaw. Ale w przeciwieństwie do twojego starszego brata Adama, który przegapił tę okazję życia bez śmierci, powinieneś zająć miejsce Adama i umrzeć za ludzi pod karą śmierci, aby zerwać kajdany śmierci przez zmartwychwstanie. W ten sposób zniesiesz istniejącą karę w ciele i weźmiesz na siebie wszystkie dzieci Adama i umożliwisz im odkupienie od śmierci”. Jezus przyjął ten warunek, ponieważ kochał swego Ojca i lud, który mu dał, i chętnie poszedł na śmierć jako ofiara za grzech (Ja 10:17,18). W ten sposób uniżył samego siebie i wyrzekł się siebie, aby ustąpić Bożemu sposobowi uzyskania zbawienia od śmierci przez swoje ciało. Dlatego nie prosił Ojca o możliwość otrzymania życia wiecznego bez umierania, ponieważ przyniosłoby to tylko jemu korzyść. Nawet gdy próbował uniknąć tego „kielicha”, chętnie pił go do końca, pozostając wiernym Ojcu aż do śmierci męczeńskiej (Mat 26:39).

   Paweł mówi o Jezusie z perspektywy Żydów, którzy czekali na przyjście Mesjasza, którego autorytet miał być wieczny, sugerując człowieka, który zostanie uwolniony z niewoli śmierci i zepsucia (Iz 53:10-12). Mógł różnić się od innych ludzi i otrzymywać życie wieczne od Boga, ponieważ byłby to dar podobny do tego, czego oczekiwał Adam bez konieczności umierania. Jednak Boży plan obejmował Jego wieczną chwałę, ale dopiero po śmierci i zmartwychwstaniu, a Jezus był całkowicie i pokornie podporządkowany. Dlatego Jezus był nie do odróżnienia od innych ziemską chwałą aż do śmierci.

   Tak jak Mojżesz mógł cieszyć się bogactwem i chwałą jak egipscy potężni ludzie, którzy wywyższali ludzi jak  nieśmiertelnych bogów, a jednak wyrzekł się tego i stał się jak jego bracia, tak Jezus „przyjął” lub przybrał formę niewolnika i stał się jak ludzie cierpiący pod władzą śmiertelnych i grzesznych ludzi. Chociaż miał być znany jako król królów, któremu nikt nie powinien się sprzeciwić, chwilowo wyrzekł się tego, aby być zwykłym „niewolnikiem”, nad którym inni królowie mają władzę. Poinformował o tym Piłata, gdy powiedział mu: „Nie miałbyś żadnej władzy nade mną, gdyby nie została ci dana z góry” (Ja 19:11). W ten sam sposób Bóg dał ludziom władzę nad innymi sprawiedliwymi, dopóki królestwo Boże nie nadejdzie. Jezus nie musiał być podporządkowany innym, ale ze względu na charakter swego zadania stał się podobny do ludzi, którzy mają formę (lub stan) niewolnika.

   Podobieństwo Jezusa do ludzi jest szczególnie wyraźne ze względu na fakt, że Bóg go nie przemienił i nie posłał w nieniszczejącym chwalebnym ciele, które odzwierciedlałoby wyższy stopień istnienia, którego Adam nie nabył. Nie, Bóg najpierw wysłał go w „formie grzesznego ciała”, która była podobna do innych ludzi, z którymi musiał się identyfikować. Podobnie jak wszyscy ludzie został „zniewolony” prawami ciała, które uczyniły jego ciało „słabym” jak nasze. Apostoł Paweł powiązał słabość ciała z niedożywieniem, bólem i śmiercią jako normalnymi warunkami, którym podlegamy w ciele. Paweł nawet powiedział: „Jesteśmy tak słabi, jak [Jezus]”, ale zachęcił nas również, mówiąc: „Duch jest wprawdzie chętny, ale ciało słabe” (2 Kor 13:4) (por. Mt 26:41; 1 Kor 11:30).

   Ciało Jezusa było podatne na słabość, ale jego duch przekroczył tę słabość ciała, dając nam przykład do naśladowania, aby podobać się Bogu. Jezus w „wyglądzie” pozornie nie był „podobny do ludzi”, ale „pod każdym względem” był utożsamiany z ludzkim „wyglądem” lub stanem, który był całkowicie „podobny do grzesznego ciała”. Z prawnego punktu widzenia było „sprawiedliwe”, ze Jezus rodzi się i żyje aż do swojej śmierci z grzesznym ciałem, które miało fizyczny związek ze wszystkimi innymi ludźmi.

   Możemy prześledzić jego przodków z jego linii genealogicznej, która prowadzi przez Dawida aż do Adama (2 Tym 2:8; Mat 1:1-16; Łuk 3:23-38; Mt 3:13-15). Tak więc Jezus pochodził z ludzkiej linii, która „według ciała” pochodzi od Adama, pierwszego ziemskiego syna Bożego (Rz 9:5). Aby spełnić wszystkie normy z prawnego punktu widzenia, obiecany Chrystus musiał być człowiekiem, a nie istotą niebiańską. Jest tak, ponieważ Bóg nie mógł zadośćuczynić sprawiedliwości w żaden inny sposób. Poprzez przymierze zobowiązał się do zapewnienia Abrahamowi „nasienia”, przez które wszystkie narody zostaną pobłogosławione (1Mo 22:18; Ga. 3:16). Oznaczało to, że obiecane potomstwo, które Bóg zapowiedział Adamowi, urodzi się w linii Abrahama.

   Później Bóg powiedział królowi Dawidowi, że po nim „wzbudzi potomka” i uczyni go swoim Synem, który będzie rządził wiecznie (2 Sam 7:12,13; Ps 89:3; Iz 11:10; 2 Tym 2:8). Ponieważ „Bóg nie może kłamać”, musimy zaakceptować fakt, że podjął decyzję o swoim nowym synu „Pierworodnym”, który zastąpił pierwszego człowieka Adama (Heb 6:18). Ciało Chrystusa musiało być genetycznie spokrewnione z ludźmi, którzy byli pod karą niewoli zgodnie z prawem rozkładu, aby mógł być uważany za podobnego do nich. Aby Bóg to potwierdził, Jezus musiał urodzić się przez kobietę podlegającą Prawu. Dlatego „gdy przyszło wypełnienie czasu, posłał Bóg swojego syna, który urodził się z kobiety, który urodził się pod prawem” (Ga 4:4). Tak więc on również „urodził się pod prawem” życia i śmierci, „aby tych pod prawem wykupić, aby dostąpili usynowienia ” (Ga 4:5; 5:18).

   Pomimo tego wglądu w pisma święte wielu twierdzi, że Jezus urodził się w ciele, które nie było podatne na zepsucie i śmierć. Ale Biblia ma swoją prawdę. Po pierwsze, duch święty był w stanie ochronić ciało dziecka w łonie matki przed skażeniem przez jakąkolwiek deformację genetyczną lub chorobę dziedziczną, która mogłaby być przenoszona z matki na dziecko w ten sposób. Jezus mógł zatem mieć doskonały plan genetyczny, ale to nie znaczy, że jego ciało było automatycznie nieniszczejace. Czy Samson i Jan Chrzciciel nie byli też chronieni przez Ducha Świętego od łona (Sędz 13:3-5; Łuk 1:13-15). Jezus był fizycznie tak doskonały jak Adam. Nawet śmiertelni ludzie mogą mieć pod tym względem „doskonałe” ciało, o ile nie przejawia się u nich choroba i wiek, który zaburza tę równowagę.

   Hebrajskie słowo „tamim”, które tłumaczy się jako „doskonały”, używane jest na przykład do określenia baranka bez wad fizycznych. Ponadto Adam został doskonale stworzony, ale nie otrzymał automatycznie życia wiecznego jako daru podczas ożywiania jego ciała. Otrzymał życie wieczne jako dar, gdy został przyniesiony do Ogrodu Eden, aby posmakować owocu „drzewa życia”, ale życie wieczne nie zostało jeszcze w nim potwierdzone tak długo, jak długo trwa ta próba. Dlatego ciało, choć fizycznie doskonałe, rozpadało się zgodnie z prawem materii. *

  *Mówiąc o „doskonałym człowieku”, ogólnie mamy na myśli ciało, które oprócz tego, że jest zbudowane z niszczejącej materii, niesie ze sobą moc życia wiecznego, która chroni ciało przed naturalną koleją życia, który kończy się śmiercią. Z tego punktu widzenia ciało ludzkie, choć może być „doskonałe” w wypełnianiu swojej naturalnej roli podczas życia, jest „niedoskonałe”, to znaczy wadliwe, ponieważ nie może spełnić swojego celu, jakim jest wspieranie boskiej natury życia wiecznego. Dlatego „grzech”, który nosimy w ciele od czasów Adama, nie jest skłonnością do popełniania grzechów, lecz potępieniem, które uniemożliwia nam życie wieczne, a tym samym realizację naszego celu, dla którego zostaliśmy stworzeni. Jezus wziął na siebie to potępienie, aby je zlikwidować swoją ofiarną śmiercią z korzyścią dla wszystkich wierzących. 

     Kiedy nosił w swoim ciele dziedziczne cechy swojej matki, która urodziła się z Adama, Jezus przyjął na swoim ciele przez prawo dziedziczenia cechy doskonałego fizycznie, ale wciąż śmiertelnego człowieka w niszczejącym ciele. Słowa Pawła służą jako argument za twierdzeniem, że Jezus był w „niewoli podatności na rozpadanie”. W szczególności Paweł mówi o Jezusie, że Bóg „podniósł go z martwych, już nie mającego wracać do zepsucia” (Dz 13:34). Jezus najwyraźniej nie musiał już „wracać” do stanu „podatności na niszczenie”, w którym żył aż do śmierci. W przeciwieństwie do niego, po swoim zmartwychwstaniu jego przyjaciel Łazarz „powrócił” do stanu „rozpadliwości”, który spowodował że ponownie umarł. Jest to różnica i dowód, że dopiero po zmartwychwstaniu Jezus, czyli jego ciało weszło w stan „nierozpadliwości”, nad którym śmierć nie miała już mocy. Spójrzmy na to, co jest „podatność na rozkład” i „rozkład”? 

Podatność na rozkład (Dz 13:34; Rz 1:23; Rz 8:21; 1 Ko 15:42,52,53)

Rozkład (Dz 13:36,37; Ka 3:20 ; Job 33:21; 2 Kor 4:16)

Społeczność Świadków Jehowy przyznaje, że Jezus był w „zniszczalnym” ciele, ale twierdzi, że to ciało nie było grzeszne ani nie podlegało śmierci, ale doskonałe, ponieważ w przeciwieństwie do niedoskonałych ludzi mogło żyć wiecznie. W tym sensie interpretują oni, że ciało człowieka i anioła jest samo w sobie „zniszczalne”, czy to doskonałe, czy niedoskonałe, podczas gdy „niezniszczalne” ciało jest tylko tym ciałem, które uzyskuje lub nabywa nieśmiertelność posiadaną tylko przez Boga. Taki widok opisuje się następująco:

„Ciało ludzkie, nawet doskonałe, jest zniszczalne. Można je zabić. Paweł powiedział na przykład, iż zmartwychwstały Jezus ‛już nie wróci do skażenia’ (Dzieje 13:34). Nigdy nie wróci do życia w zniszczalnym, choć doskonałym ciele ludzkim.” (Strażnica, 1.7.1998, str 20). „Nawet aniołowie, mimo swej duchowej natury, są śmiertelni. Wskazuje na to okoliczność, że ci z nich, którzy przyłączyli się do buntu Szatana, zostaną zgładzeni (Mateusza 25:41). Natomiast współwładcy Jezusa otrzymują nieśmiertelność, co dowodzi, że Jehowa jest niezachwianie przekonany, iż dochowają Mu wierności.” (Strażnica, 1.10.2006, str 6).

Takie twierdzenia nie mogą być poprawne i popierają teorię, że tylko wybrani ludzie, tacy jak Jezus, będą się ubierać w „nieniszczalność” i „nieśmiertelność”, ponieważ podobnie jak Bóg będą żyć w ciele, „które nie może zestarzeć się i umrzeć”, podczas gdy inni ludzie nawet a aniołowie nadal żyją w „niszczalności” swoich ciał, bez względu na to, że na zawsze będą żyć w swoich doskonałych ciałach. W ten sposób przyjmuje się niezaprzeczalny fakt, że Jezus żył w zniszczalnym ciele od samego początku istnienia, ale daje miejsce na twierdzenie, że to ciało było doskonałe w tym sensie, że nie podlegało śmierci jak w przypadku innych ludzi, a zatem było odpowiednie dla okupu.

    Taka interpretacja jest niespójna, ponieważ zakłada, że ciała ziemskie i niebieskie, to znaczy ludzie i aniołowie, na zawsze będą w stanie „zniszczalności”, to znaczy w królestwie Bożym będą w stanie „podatnym na rozkład”, jakby mogli umrzeć, jeśli naruszą prawa Boże, a jedynie wybrane osoby spośród ludzi, którzy otrzymają niebiańskie nieskazitelne ciała, nigdy nie będą mogli umrzeć jak Bóg, ponieważ zakłada się, że będą oni całkowicie posłuszni i wierni Bogu. Z tej interpretacji wynika, że Jezus żył w stanie zniszczalności i podatności na rozkład zanim jeszcze wcielił się w człowieka, dopóki nie umarł na ziemi jako człowiek i że otrzymał nieśmiertelność i nieskazitelność jako dar posłuszeństwa. W związku z taką interpretacją możemy przeczytać:

Jehowa Bóg istnieje „od czasu niezmierzonego po czas niezmierzony”. Jest nieśmiertelny (Psalm 90:2). Pierwszą osobą, którą (Jehowa) obdarzył nieśmiertelnością, był Jezus Chrystus. Apostoł Paweł napisał: „Chrystus, dostąpiwszy wskrzeszenia z martwych, już więcej nie umiera; śmierć już więcej nad nim nie panuje” (Rzymian 6:9). A porównując wskrzeszonego Jezusa z ziemskimi władcami, podkreślił, że wśród nich jedynie on jest nieśmiertelny. Jezus „pozostaje żywy na wieki”. Jego życie jest „niezniszczalne” (Hebrajczyków 7:15-17, 23-25; 1 Tymoteusza 6:15, 16).

Ale nie tylko Jezus miał otrzymać dar nieśmiertelności. Takiego samego zmartwychwstania jak on dostępują chrześcijanie namaszczeni duchem świętym, wybrani do królowania w chwale niebiańskiej (Rzymian 6:5). Apostoł Jan wskazał, że jest ich 144 000 (Objawienie 14:1). Oni także otrzymują nieśmiertelność. (Strażnica, 1.10.2006, str 5)

   Aby poprzeć ten pogląd, który wyraźnie nie jest natchniony przez Boga, wykracza poza to, co mówi Biblia, i argumentuje się, że skoro Jezus nie powróci do zepsucia, nie powstanie w ciele ziemskim, ani nie pojawi się jeszcze raz w ludzkim ciele, ponieważ oznaczałoby to powrót do podatności na rozkład. W ten sposób obniżają znaczenie samego zmartwychwstania w ciele, ponieważ Jezus miał być pierwszym, który doświadczył takiego zmartwychwstania w ciele i przejścia od podatności na zniszczenie do nieniszczenia. Gdyby Jezus i 144 000 byli jedynymi w stanie nieniszczalności, jak się twierdzi, wówczas inni posłuszni ludzie i aniołowie nie byliby integralną częścią królestwa Bożego, ponieważ „zepsucie nie może odziedziczyć nieskazitelności” (1 Kor 15:50). Oczywiście tak interpretujący nie mogą zrozumieć tajemnicy ponownego stwarzania świata.

   Biblia wyraźnie stwierdza, że Jezus żył w podatnym na niszczenie (rozkład) ludzkim ciele i że po zmartwychwstaniu to ciało fizyczne było wolne od prawa rozkładu i że jest teraz nieskazitelne (nieniszczalne), ponieważ panuje w nim prawo życia. Pod jego rządami wszyscy wierni ludzie będą się radować z tej „wolności”, ponieważ ich ciało będzie „wolne od niewoli zepsucia” i „nigdy nie będzie w stanie umrzeć” (Rdz 8:21; J 11,26; Łk 20,36; Dz 4:2). Tak jak „zniewolenie” jest przeciwieństwem „wolności”, tak samo „podatność na rozpad” w przeciwieństwie do „nieniszczalności”. Nie można powiedzieć, że człowiek będzie się cieszyć „wolnością od zepsucia”, jeśli nadal będzie w ciele „niewoli niszczalności”. Dlatego jeśli Jezus żył w niszczalnym ciele, wówczas to ciało było śmiertelne i mógł się zestarzeć i umrzeć. „podatność na rozkład” wiąże się z „grzesznym ciałem”, które podlega starzeniu się i śmierci, oraz „nieniszczalność” z ludzkim „doskonałym ciałem”, które zostanie uwolnione ze starości i śmierci. Możemy to najlepiej zrozumieć, jeśli zestawimy ze sobą pewne warunki:

    Przeciwieństwa związane z                      ZIEMSKIM CIAŁEM               
  Śmierć   Życie
 Śmiertelność    Nieśmiertelność
        Niszczejące          Nieniszczejące
Niewola Wolność
Poniżone Chwalebne
 Strata                                                Chwała
Słabość                                                    Moc
 Niedoskonałość                           Doskonałość

   „Podatność na rozkład” jest wyrażeniem, którego apostoł Paweł używa wyłącznie w sensie negatywnym, aby opisać nasze „poniżone i śmiertelne ciało”, które odziedziczyliśmy po Adamie. Termin „poniżone ciało” odnosi się do ciała, które z powodu grzechu Adama utraciło swoją chwałę i (po) zostało śmiertelne, a zatem całkowicie identyczne lub podobne do ciał niższych ziemskich  stworzeń (Rz 1:23; Prz 3:18-20). Jeśli Jezus „przekształci nasze poniżone ciało”, aby było jak „jego chwalebne ciało”, w którym zmartwychwstał i w którym zlikwidował śmierć, rozumie się, że ta transformacja będzie miała sens tylko wtedy, gdy nasze fizyczne „podatne na niszczenie ciało” zostanie przekształcone w „nieniszczejące ciało”, a nie niebiańskie (Fil 3:21; patrz 1 Ja 1:1,2; 5:11).

   Paweł zawsze ma na uwadze ten fakt i dlatego mówi, że nasze ciało wciąż jest „niszczejące”, a zatem „śmiertelne”, ponieważ jest „niewolnikiem zepsucia” (1 Kor 15:53,54; Rz 8:21). W przeciwieństwie do życia w tym śmiertelnym wydaniu, wspomina o stanie „nieniszczalności”, który łączy z życiem wiecznym (zob. Rz 2:6,7). Nigdzie w Biblii nie stosuje się „rozpadliwość” (podatność na rozkład) w połączeniu z życiem wiecznym. Jest to proces śmierci komórek ciała w takim stopniu, że z czasem tracą moc przywracania i utrzymywania ciała fizycznego w stanie zdolnym do utrzymania witalności i życia wiecznego, a jednocześnie proces rozkładu przejmuje władzę nad ciałem ludzkim. Dotyczy to również innych żywych i nieożywionych stworzeń. Właśnie dlatego Biblia niszczejącego i „śmiertelnego człowieka” często porównuje się do „trawy”, która wysycha i więdnie, i „kwiatu”, który opada (Iz 40:6; 51:12; Ps 37:2; 103:15,16; 1 Pio 1:24). W artykule „Starożytne igrzyska …” pisze następująco:

„Zwycięzcy igrzysk panhelleńskich przyznawano czysto symboliczną nagrodę — wieniec z liści. Paweł nazwał go „koroną zniszczalną” (1 Koryntian 9:25).” (Strażnica, 1.5.2004, str 29)

Apostoł Paweł odnosi się do tego „zniszczalnego wieńca”, który podobnie jak człowiek więdnie, umiera i kończy się zniszczeniem ciała, jest przeciwieństwem „nierozpadliwości”, ponieważ mówi: „każdy walczący, powstrzymuje się od wszystkiego, tamci wprawdzie, aby niszczejący wieniec wzięli, lecz my nieniszczejący” (1 Kor 9:25). Dlatego „nieniszczejący wieniec” nie jest związany z nieśmiertelnym ciałem, jakie posiada Bóg, ale z nieniszczejącym ziemskim ciałem, które będzie stale w „kwiecie młodości” (1 Kor 7:36). Oczywiste jest, że wszyscy chrześcijanie powinni pielęgnować „żywą nadzieję (…) do dziedzictwa nieniszczejącego i nieskazitelnego, i niegasnącego, które jest zachowane dla was w niebiosach” (1 Pio 1:3,4). Taki dar życia wiecznego może pochodzić tylko z nieba i jest tam dla nas przechowywany. Z mocną wiarą z niecierpliwością oczekujemy na to, co jest (od Boga) dla nas trzymane w niebie, od czasu przed powstaniem świata.

   „Nierozpadliwość” nosi myśl o stałej i nieprzerwanej odnowie komórek ludzkich w takim stopniu, w jakim mają one moc utrzymywania ciała fizycznego w ciągłej aktywności bez powodowania chorób, starzenia się, a tym samym śmierci ciała. Nawet w tych nowych okolicznościach niektóre komórki ciała będą musiały, tak jak poprzednio, być regularnie odnawiane, ponieważ nawet wtedy te komórki zużywają się, giną i ulegają zmianie wraz z nowymi komórkami, które przyjmą ich rolę. Ale ta naturalna zmiana i odnowa komórek nie jest tym samym, co „niszczalność”, ponieważ odmładza ciało i utrzymuje go witalności.

   Kiedy Paweł powiedział, że Jezus był w „niszczalności”, miał na myśli wyraźnie, że poprzez swoje fizyczne ciało był „poddany zepsuciu” jak my wszyscy. Nie mógł sam się uwolnić od tego stanu, ale tylko dzięki działaniu Boga. Bożą wolą było uwolnienie go dopiero po jego śmierci i zmartwychwstaniu. W tym sensie w swoim życiu był uczestnikiem „niszczalności”, do której nigdy nie powróci, ponieważ w swoim ludzkim ciele unieważnił „niszczalność i śmierć”, a tym samym dał nam nadzieję na „wyzwolenie z niewoli rozpadliwości” (Obj. 2:7,11; 21:4,7). Dlatego Jezus nie uwolnił się od swego ziemskiego ciała, ale zmartwychwstał w nim, tak że tymczasowo wstąpił do nieba w tym teraz nieniszczejącym ciele. Jako taki ma możliwość przyjść na ziemię w tym samym ciele, które jest wyłączone z prawa śmierci. Kiedy po raz pierwszy pojawił się jako Mesjasz, wówczas był „w formie grzesznego ciała” żeby „zasądził* (*uznał winę) grzechu w ciele”. Ale „gdy się drugi raz ukaże” wtedy przyjdzie w ciele wolnym od prawa śmierci, to znaczy w formie bezgrzesznego i nieniszczejącego ciała (Rz 8:3; Heb 9:28).

   Z tych rozważań możemy wywnioskować, że fizyczne ciało Jezusa podlegało rozkładowi. To sugeruje, że również podlegał śmierci, ponieważ narodził się, zanim życie wieczne objawiło się w jego ciele (Rz 5:12-14). Miał być pierwszym z mężczyzn, który otrzyma życie wieczne i nieskazitelność od Boga, ale nie z urodzenia od kobiety, ale jako dar od Boga. Ten dar otrzymał po zmartwychwstaniu i nikt nie może go otrzymać przez urodzenie. Paweł miał to na myśli, mówiąc: „Ponieważ wiemy, że Chrystus (…) już nie umiera, śmierć nie ma już nad nim władzy” (Rdz 6:9). Kiedy wypowiedział te słowa, Jezus żył w niebie przez pewien czas po zmartwychwstaniu. Od dnia, w którym zmartwychwstał i otrzymał „nieśmiertelność”, „już nie umiera” (1 Tym 6:16; Obj 1:18). „Umieranie” to proces związany z rozpadem ciała i kończący się śmiercią. Dlatego te słowa nie odnoszą się do samej śmierci, której doświadczył Jezus gdy umarł, ale do stanu

śmiertelności, w której żył do końca życia. Potwierdzają to stwierdzenia użyte w tym względzie dla Adama. Zobaczmy:

„Co prawda żyli jeszcze setki lat, ale „w dniu, w którym” zgrzeszyli, zaczęli umierać, tak jak obumiera gałąź odcięta od drzewa.” (Przebudźcie się, 1.6.2006, str 29)

„Od dnia, w którym zgrzeszyli, zaczęli powoli, lecz nieodwracalnie rozstawać się z życiem.” (Co się dzieje z człowiekiem po śmierci, str 21)

Jezus nie musiał umrzeć (zginąć), tak jak Adam. Mógł, podobnie jak Adam, przejść ze śmierci do życia, jako dar z powodu posłuszeństwa i oddania swojemu Ojcu. Ale to nie przeniosłoby Bożego zamiaru na innych ludzi. Dlatego dobrowolnie zgodził się być w takim śmiertelnym ciele aż do męczeństwa.

   Kiedy po zmartwychwstaniu otrzymuje się „nieśmiertelne” i „nieniszczejące” ciało, „śmierć już nie panuje nad nim” i nie można już umrzeć (Łuk 20:36). Oczywiście „śmierć” panowała nad jego ciałem fizycznym dopóki nie umarł na palu, tak jak w sensie symbolicznym „grzeszne ciało panuje nad nami”, dopóki „nie przybijemy go do pala” (Rz 6:6; por. 6:9) , W tym kontekście Paweł mówił o przemianie, której doświadczą wszyscy ludzie, którzy zjednoczą się z Jezusem w śmierci i zmartwychwstaniu podobnym do jego (Rz 6:3-7). Transformacja będzie przeciwieństwem tego, czego doświadczył Adam. Adam znalazł się „nagi” po popełnieniu grzechu, ponieważ pozostawiono go bez nieprzemakalnego niebieskiego płaszcza nieśmiertelności (1 Mo 3:7; 2 Kor 5:3). W związku z tym Tacian napisał:

„Przekonani, że niebiański duch z duszą zyska nieśmiertelność,

[prorocy]

głosili to, czego nie znały inne dusze. Kto jest nagi, może nosić te świąteczne szaty i powrócić do dawnej godności.”

Chociaż poddani rozkładowi i śmierci, posłuszni ludzie nie umrą już po swoim zmartwychwstaniu, ponieważ śmierć nie będzie już nad nimi panować. Jezus był pierwszym człowiekiem, który przeszedł ten proces, od rozpadliwości i śmiertelności po nieskazitelność i nieśmiertelność, w której ciało ludzkie od samego początku było okryte chwałą (Kol 1:27; Rz 8:18). Ponieważ Jezus pozbył się swego „grzesznego ciała”, ponieważ Bóg „usunął grzech” z jego ciała, to znaczy prawo, na mocy którego grzech Adama uwarunkował śmierć jego potomków, Paweł wykorzystuje to wydarzenie, aby symbolicznie pokazać nam, że już jesteśmy zdolni uwolnić nasze „grzeszne ciało” przez symboliczne umieranie i zmartwychwstanie związane z naszym chrztem w Chrystusie (Kol. 2:11,12; Rz 8:3). W tym duchu świętym otrzymujemy przyrzeczenie lub gwarancję życia, ponieważ pokazujemy, że z całego serca smakujemy „wyzwolenie z niewoli zepsucia”, kiedy podobnie jak Chrystus, nasz Wieczny ojciec, możemy żyć wiecznie.

   Jezus, początkowo żyjąc w „śmiertelnym ciele”, skosztował co to znaczy żyć jak „niewolnik rozpadliwości”, nad którym „króluje śmierć” (Rdz 5:21). Pośrednio potwierdził to, gdy powiedział kiedyś, że ludzie „nie będą mogli umrzeć”, ponieważ będą jak „aniołowie”, nad którymi śmierć nie ma mocy. Mianowicie, ponieważ śmierć nie miała władzy nad jego ciałem, mógł więc swobodnie wymieniać siebie jako przykład, a nie aniołów (Łuk 20:35,36; Ja 11:26). Ale tak podatny na śmierć jak każdy człowiek, nie musiał umrzeć ani śmiercią naturalną, ani śmiercią wymuszoną. Mógł otrzymać dar życia wiecznego jak Adam. Ale ze względu na naturę jego wiecznej roli musiał najpierw umrzeć śmiercią ofiarną i przyjął ją. Bóg ustrzegł go przed wymuszoną śmiercią tak długo, jak nie nadszedł czas, by dobrowolnie „położył swoje życie” (Ja 10:17,18).

   Kiedy został zabity, był już nie tylko „w mocy śmierci”, ale także „więźniem” śmierci, ponieważ dotarł do „okowów śmierci”, które go trzymały przez krótki czas (Dz 2:24). Nie zwyciężył śmierci przez swój chrzest, lecz przez swoją doskonałą pobożność, która doprowadziła do ziemskiego zmartwychwstania, po którym można powiedzieć, że Jezus odtąd „żyje wiecznie” (Heb 7:24; Obj 1:18). W ten sposób był pierwszym człowiekiem uwolnionym od śmierci i zepsucia (1 Moj 15:20-23). Dowody te były widziane, obserwowane i odczuwane namacalnie przez apostołów, którzy „głosili zmartwychwstanie” na przykładzie Jezusa (1 Ja 1:1,2; 5:11; Łuk 24:39; Dz 4:2). Apostołowie posłużyli się przykładem Jezusa o zmartwychwstaniu ziemskim, aby dać ludziom nadzieję, że i oni zostaną uwolnieni z niewoli i więzów śmierci. Gdyby w jego przykładzie głosili, że po zmartwychwstaniu ludzie pójdą do nieba, wówczas ogłosiliby „wniebowstąpienie”, a nie jest to wcale przesłanie dobrej nowiny, ani też nie ma dowodów na to, że było to głoszone w pierwszym wieku. Oczywiście istnieją pewne wypowiedzi kontekstowe, które zostały zinterpretowane w tym kierunku.

Śmierć nie ma już nad nim władzy

Jezus był śmiertelnym człowiekiem i śmierć panowała nad nim, ponieważ zrezygnował z osiągania życia wiecznego bez konieczności umierania. Otrzymał gwarancję życia wiecznego przez ducha świętego, aby mógł otrzymać to życie jako dar od Ojca, ponieważ jak Adam nie musiał smakować śmierci. Ale dla grzesznika nieuniknione było, aby umarł, a prawo śmierci przez jego zmartwychwstanie powinno zostać wyeliminowane w jego ciele. Wraz ze śmiercią trwale usunął moc grzechu, a przez zmartwychwstanie do nieniszczejacego ciała otworzył drogę do życia dla innych. Paweł opisał to wszystko w Rzymian 6:9,10, kiedy napisał:

Wiedząc że pomazaniec obudzony z martwych już nie umiera, śmierć nim już nie rządzi, bo co umarło, dla grzechu raz na zawsze umarło, lecz co żyje, żyje dla Boga”.

Odtąd śmierć nie ma już władzy nad jednym człowiekiem. Jezus jest „pierwszym”, który zmartwychwstał w ten sposób, ale nie ostatnim, ponieważ robiąc to, zwyciężył śmierć w ciele i otworzył tę samą możliwość innym ludziom (Dz 26:23; Kol 1:18). W chwili śmierci jego ludzkie ciało i krew stały się świadectwem doskonałej ofiary, więc Bóg chronił jego ciało i krew przed zepsuciem, tak jak w arce przymierza chronił „mannę” przed rozkładem (2 Moj 16:31-34; Heb 9:4) , Po śmierci ciała krew w ciele pozostaje żywa przez bardzo długi czas, czasem przez wiele godzin. Wciąż żyje w ciele, ale tylko przez krótki czas. Kiedy przestaje płynąć, ciało umiera, ale komórki krwi nadal się w nim poruszają, więc krew jest uważana za żywą.

  W każdej krwi, nawet w jego krwi, znajdowały się somatydy*, które były nieśmiertelne i niezniszczalne. Są źródłem energii. Krew Jezusa pozostawała żywa przez cały czas śmierci aż do jego zmartwychwstania, ponieważ Bóg chronił jego krew przed śmiercią i rozkładem. Jezus niósł w sobie zapewnienie życia wiecznego, aby śmierć ciała nie mogła unieważnić tego nieskazitelnego życia od Boga. Trzeciego dnia Bóg tchnął tchnienie życia i tym samym wznowił przepływ krwi, który ożywił ciało. W ten sposób śmierć została pokonana najpierw we krwi, a następnie w ciele. W ten sposób Jezus doświadczył dwóch rzeczy w swoim ciele: przemiany i zmartwychwstania. (*-?)

w Transformacja ze stanu rozpadliwości w stan nierozpadliwości poprzez ciało, które pomimo śmierci nie uległo rozkładowi. Bez względu na śmierć ciała krew pozostała żywa, a w jej wnętrzu nastąpiła transformacja ze śmiertelnego stanu życia w nieśmiertelny. Ten nowy stan zapobiegał rozkładowi krwi i ciała.

w Zmartwychwstanie ciała, gdy Bóg tchnął tchnienie życia w jego nozdrza i zainicjował przepływ krwi, który ożywił jego ciało.

   W przykładzie Jezusa wszyscy ludzie, którzy mają pewność życia wiecznego i umrą do czasu odnowy, zostaną ożywieni nieskazitelni, podczas gdy ci, którzy pozostaną przy życiu, doświadczą przemiany w ciele i krwi (Ef 1:13,14; 2 Kor 1:22). Paweł napisał w tym względzie: „Oto wam mówię tajemnicę, wszyscy powstaniemy, lecz nie wszyscy zostaniemy zmienieni, w momencie, w mgnieniu oka, w ostatniej trąbie, bo zatrąbi i ci martwi zostaną podniesieni nieskazitelni i my zostaniemy zmienieni” (1 Kor 15:51.52). Żaden inny człowiek nie mógł stworzyć podstaw do zmartwychwstania i transformacji. Żadna niebiańska istota nie mogła tego zrobić, ponieważ wówczas podstawą do uzyskania życia wiecznego byłoby wcielenie, a nie zmartwychwstanie i transformacja. Mianowicie, jeśli Jezus byłby wcielonym niebiańskim bytem, który mógłby zawdzięczać swoją doskonałość poprzez doskonalenie swojej osobowości w niebie i na ziemi, to zgodnie z tą zasadą wcielenia, po śmierci, człowiek musiałby żyć jako dusza w niebie dla Boga, gdzie byłby udoskonalony, a następnie wskrzeszony w ciele, w którym mógłby okazać całkowite posłuszeństwo.

   Nasza nadzieja na życie wieczne nie opiera się na wcieleniu ani życiu w ciele niebiańskim. Dlatego Biblia nie popiera wcielenia istoty niebieskiej w człowieka, ale zmartwychwstanie człowieka jako istoty ludzkiej ze śmierci do życia i przemiany ze stanu rozpadu w stan nieniszczenia. Takiego zwycięstwa nad śmiercią mógł dokonać tylko człowiek, ale nie jakikolwiek człowiek, ale ktoś, kto wcześniej miał wyznaczoną taką rolę, która obejmowała postanowienia, prawa i obowiązki związane z przymierzem królestwa, które Bóg miał zawrzeć z jednym takim człowiekiem.

Zniósł karę śmierci

BÓG mógł stworzyć drugiego Adama w taki sam sposób, jak pierwszego, bez ziemskich rodziców, a wobec byłby to dowód całkowitego oddzielenia od kary śmierci po Adamie. Jednak Bóg stworzył go w rodzinie, która była pod karą oddzielenia od życia wiecznego. Jezus narodził się pod Prawem, zgodnie z którym cały świat upadł „pod karę Bożą” (Rz 3:19; Ga 4:4). Ale kiedy jego Stwórca powołał go do życia w łonie kobiety, która była potomkiem Adama, to prawnie mówiąc, był to wystarczający dowód, że Bóg najpierw podporządkował go śmiertelnemu stanowi Adama, ponieważ Biblia mówi, że jest człowiekiem ”zrodzonym z kobiety„, jest śmiertelny i „żyje krótko” (Hioba 14:1).

   Fakt ten na pierwszy rzut oka może niepokoić wierzących, którzy nie widzą celu życia Jezusa w śmiertelnym ciele. Inni niepokoją się poglądem, że samo śmiertelne ciało jest skażone grzechem, to znaczy, że nosi w sobie dziedziczną plamę, która czyni nas śmiertelnikami. Widzieliśmy jednak, że żadna grzeszna plama nie jest przenoszona genetycznie, ale od urodzenia dziedziczymy stan oddzielenia się od życia wiecznego, a ten stan jest grzeszny w oczach Boga sam w sobie, ponieważ nie jest on zgodny z jego prawem życia wiecznego i nieniszczejącego.

   Gdyby został stworzony jak pierwszy Adam, Jezus nie byłby prawnie uważany za członka ludzkiej rodziny, ponieważ byłby w pełni niezależną istotą ludzką ze swoim ciałem. Jednak narodził się w ciele, które miało coś wspólnego ze wszystkimi ludźmi urodzonymi jako dzieci Adama, i są to wspólne geny, które Stwórca wszczepił w pierwszego człowieka. Tylko w ten sposób Jezus, nawet genetycznie, może stać się ziemskim ojcem wszystkich ludzi po zawłaszczeniu ich dla swoich dzieci w kategoriach prawnych i duchowych.

   Grzech Adama nie mógł unieważnić zamiaru Boga, aby człowiek żył wiecznie, więc „słowo” jako fundament jego wiecznego planu stało się ciałem po raz drugi, gdy inny Adam pojawił się na ziemi. Aby skierować nas w stronę życia, Bóg musiał stworzyć na ziemi nowy początek dla tego drugiego człowieka. Ten początek był taki sam i Jezus rozpoczął swoje życie jak Adam, który rozpoczął życie w śmiertelnym ciele. Urodził się jako człowiek śmiertelny, który poprzez swoje posłuszeństwo miał uzyskać stały dostęp do życia wiecznego, ale dopiero po śmierci, przez którą powinien znieść karę dla wszystkich ludzi. Był w pełni świadomy, że jego decyzja może oznaczać śmierć lub życie dla niego i ludzi. Ale w tym śmiertelnym ciele „nigdy nie zgrzeszył” ani takie „grzeszne ciało nie miało nad nim władzy”, ponieważ „codziennie dźwigał pal męczennika”, aby mieć świadomość, że musi wytrwać do końca (2 Kor 5:21; Rz 6:6; Łuk 9:23; zob. 2 Sam 19:12).

   Ponieważ Bóg stworzył go osobiście i spowodował jego narodziny, dlatego jako jedyny Ojciec miał wszelkie prawo odkupić go od śmierci i postawić go poza potępieniem, jakiego doświadczają inne dzieci Adama (Ps 49:15; Hioba 33:28). Zanim nastał świat powstały przez Adama, Bóg dał jego potomstwo na śmierć jako okup za życie innego Adama, Syna Bożego, aby podkreślić jego wartość odkupienia, tak jak to uczynił dla swego pierworodnego Syna – „Izraela”, przez którego miał błogosławić wszystkie narody mówiąc: „Stałeś się [mój Synu] dla mnie cenny, szanuję cię i kocham. Dlatego dam ludzi [jako okup] w zamian za ciebie, za twoje życie oddam narody” (Iz 43:3,4; 2 Moj 4:22). Jezus został odkupiony, gdy Bóg go namaścił i uczynił go swoim Synem, mówiąc: „ty jesteś syn mój umiłowany, ciebie [sobie] upodobałem”  (Mk 1:11). Odtąd nie podlegał już „prawu grzechu i śmierci” (Gal 5:18; Rz 8:1,2). Dlatego w tym momencie został odkupiony przez swego Ojca, a jednocześnie dzięki namaszczeniu uzyskał dostęp do życia wiecznego (Iz. 44:24). Zgodnie z prawem ciała Jezus był śmiertelny, ale zgodnie z prawem ducha Bóg oddzielił go od tego stanu, czyniąc go „swoim Pierworodnym” (Hbr 1:6). Jako takie, jego życie miało odpowiednią wartość odkupienia dla wszystkich ludzi. Od tego momentu miał swobodny dostęp do życia wiecznego w duchu świętym, w którym zostanie uwielbiony w nieśmiertelności, pod warunkiem że nie popełni grzechu takiego jak Adam. Ale musiało to również zostać potwierdzone przez posłuszeństwo wszystkim przepisom prawa, które zostały mu postawione.

   Mianowicie, przez ducha świętego nosił w sobie gwarancję życia wiecznego, co mogło być potwierdzone jego posłuszeństwem. On zyskałby życie wieczne dla siebie, ale nie zrobiłby nic dla korzyści ludzi. Dlatego w szczególnych warunkach przymierza między Bogiem a Jezusem śmierć tego ciała Jezusa i jego zmartwychwstanie musiały nastąpić w nieskazitelności, która otworzyłaby drogę do życia. Ale celem jego istnienia byli wszyscy ludzie, a jako dowód posłuszeństwa woli Bożej musiał wcześniej zrezygnować z siebie i przygotować się do poświęcenia się jako „ofiara całopalna” (1 Moj 22:2; Hebr. 10:5-7; Ja 17:5). „Dlatego wychodzący w świat mówi: ‘ofiary i daru nie zechciałeś, lecz organizm mi przystosowałeś, w całopaleniach i za grzech nie znalazłeś upodobania’. Wtedy powiedziałem ‘oto idę wykonać Boże twoją wolę’, na początku księgi napisano o mnie’” (Heb 10:5-7).

   Wszystko, co Jezus powiedział Bogu, jest częścią „przymierza królestwa”, które Bóg zawarł z nim tuż przed tym, jak został posłany na świat, co wskazuje, że taka rozmowa z Bogiem nie miała miejsca przed Jego narodzeniem, co również dowodzi, że wcześniej nie mieszkał w niebie (Łk 22:29). Jego Ojciec prawdopodobnie przedstawił mu wtedy prawdziwe znaczenie jego narodzin i powołania, prowadząc go duchowo przez pustynię przez 40 dni. Jak wiemy, Jezus „siebie pozbawił znaczenia, (…) poniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci, ale śmierci na palu męki” (Fil 2:7,8).

    Jezus zrozumiał, że musi przejąć grzeszną ludzkość i że ich grzech zostanie całkowicie wyeliminowany przez ofiarną śmierć, dzięki której ludzie będą należeć do Boga jako Jego dzieci. Możemy sobie tylko wyobrazić, jak Jezus czuł się w tej sytuacji. Mógłby otrzymać życie wieczne dla siebie, tak jak Adam, nigdy nie umierając lub wziąć na siebie ciężaru kary całego świata i umrzeć śmiercią męczennika jako sprawiedliwego, czym zwolni z kary wszystkich ludzi. Był świadomy kary, jaką ludzie ponieśli przez Adama, która musiała zostać unieważniona przez jego śmierć. Należy zauważyć, że powinien był świadomie przyjąć ich karę bez przymusu. W tym celu „on (świadomie) dźwigał nasze choroby i wziął na siebie nasz ból, (…) Kara, którą wziął na siebie, przyniosła nam pokój” (Iz 53:4,5; 2 Kor 5:21). („ten niesie nasze grzechy i o nasze cierpi (…) karcenie naszego pokoju na niego, 

my jego sińcem zostaliśmy uleczeni” -własne tłumaczenie polskiego tłumacza z LXX) Pozwolił ludziom symbolicznie położyć ręce na głowie – głowie Baranka Bożego – i przenieść na niego swój grzech (zob. 3 Moj 1:2-4; 4:13-15). Działał w sposób całkowicie ludzki, więc takiej ofiary nie należy przypisywać niebiańskiej istocie, lecz ofiarującemu siebie człowiekowi.

   Akceptując swoją rolę nowego ojca ludzkości, całkowicie wyrzekł się siebie i automatycznie dobrowolnie wziął na siebie ich grzech i karę. Poszedł drogą, która była tylko jedyną możliwą, wiedząc że idzie drogą ofiarnej śmierci, którą miał umrzeć za wszystkich ludzi. W przeciwieństwie do pierwszego człowieka Adama, który mógł otrzymać życie wieczne bez uprzedniej śmierci, Jezus, biorąc na siebie ich karę, musiał umrzeć najpierw, nie przez naturalną śmierć, ale przez ofiarną, aby jego śmierć mogła zostać wykorzystana do zniesienia kary dla całej ludzkości. Dlatego starał się przestrzegać prawa Bożego, aby przygotować „czyste ciało” jako ofiarę przebłagalną (Heb 9:13; 10:5-10; Rz 6:9). Jego ciało jest uświęcone, odkupione i przygotowane do życia wiecznego, w taki sposób, że przy jego świadomej i dobrowolnej akceptacji ofiaruje swoje uświęcone ciało dla dobra wszystkich ludzi. Jezus całkowicie podporządkował się woli Bożej, aby przez jego śmierć wszyscy ludzie umarli jako dzieci Adama, a przez Jego zmartwychwstanie mieli możliwość bycia dziećmi zmartwychwstania, dziećmi innego Adama, ponieważ „zniósł śmierć”, z którą byli związani (2 Tyt 1:10).

   Należy pamiętać, że nawet gdyby pozostał wierny Bogu, nie mógł genetycznie przekazywać życia wiecznego ani nieśmiertelności swojemu potomstwu. Jezus nie mógł tego zrobić ze swoją ofiarną śmiercią. To dar od Boga, a nie od człowieka. Człowiek nie jest Bogiem, a zatem nie powinien nawet być panem i dawcą życia wiecznego. Człowiek może przenosić iskrę życia i genetyczne predyspozycje do podtrzymywania długowieczności poprzez poczęcie, ale nie może przekazywać życia wiecznego. Właśnie dlatego Księga Objawienia opisuje sytuację, w której każdy człowiek ma dostęp do „drzewa życia” przez Jezusa (Adama), wybranego pośrednika (Obj. 2:7; 22:1,14).

Pierwszy doskonały człowiek

Jezus tylko jako istota ludzka mógł spełnić kolejny ważny wymóg, że będzie mianowany arcykapłanem. „ponieważ prawo ustanawia kapłanami ludzi mających słabość, lecz słowo przysięgi po prawie, syna (Bożego) na epokę doprowadzonego do doskonałości” (Heb 7:28; Ps 110:4). Z powodu słabości ich ciał arcykapłani zmarli i pozostawili swą posługę spadkobiercom. Jezus był także „upoważniony do służby” arcykapłana będąc w śmiertelnym ciele, ale po zmartwychwstaniu został „doprowadzony do doskonałości* (*lub: dojrzałości), stał się dla posłusznych jemu przyczyną epoki wyzwolenia” (Heb 5:9,10; Fil 3:12). Aby jego ciało miało doskonałą wartość, konieczne było zniesienie lub „usunięcie grzechu z ciała”. Nie byłby w stanie go „usunąć”, gdyby wcześniej nie miał go we własnym ciele, w którym się urodził. Dlatego dobrowolnie poświęcił swoje „grzeszne (tj. śmiertelne) ciało”, w którym poniósł potępienie wszystkich ludzi (1 Piotra 2:24).

   Oznacza to, że aż do śmierci nie mógł być całkowicie „doskonały”, ponieważ „w ciele” podatnym na rozkład i słabość nie mógł w pełni wypełnić swojej wiecznej roli Adama. W ten sposób Jezus stał się pierwszym człowiekiem, który „stał się doskonały”, ponieważ jako pierwszy otrzymał nieniszczejące, wieczne życie, dlatego nie musiał mieć następcy w swojej posłudze (Hbr 5:9,10; 7:23,24; Fil 3:12). Chociaż wstąpił do nieba, pozostał tym, czym był na ziemi, synem człowieka, który został Synem Bożym, królem i kapłanem.

   Jego „ciało i krew” podlegały prawu nierozpadliwości od czasu zmartwychwstania i jako taki mógł być pierwszym, który odziedziczy Boże (nieniszczejące) królestwo. Będąc „pierwszym” człowiekiem, który po zmartwychwstaniu został „uwolniony od podatności na zepsucie” i „śmierci”, stał się „pierworodnym tych, którzy umarli” i „zmartwychwstali” w tym nowym znaczeniu (1 Kor. 15:20; Kol. 1:18; Dz 4:1,2). W ten sposób jego mesjańska rola osiągnęła swój cel, ponieważ całkowicie spełnił prawny wymóg życia wiecznego, który mógł przekazać innym ludziom. W Izraelu każdego dnia arcykapłani musieli składać ofiary „najpierw za swoje grzechy, a potem za grzechy ludu”. Ale Jezus, jako arcykapłan, nie musiał tego powtarzać… „bo zrobił to jeden raz, siebie samego podniósłszy” (Heb 7:26-28). Wyrażenie „to” wskazuje, że ofiara ta dotyczyła zarówno grzechu, własnego grzechu, jak i grzechu ludu. Paweł mówi: „Lecz tych tak przygotowywanych, do pierwszego namiotu ciągle wchodzą kapłani wypełniający świętą służbę, lecz do drugiego, raz w roku sam arcykapłan, nie bez krwi którą przynosi za swoje i ludu nieświadome grzechy” (Heb 9:6,7).

   Czy Jezus musiał przynieść krew za siebie? Nie, ponieważ nie zgrzeszył, więc nie potrzebował ofiary za grzech (Ja 8:46*). „bo nie mamy arcykapłana nie mogącego współczuć słabościom naszym, lecz doświadczonego we wszystkim według podobieństwa, bez grzechu” (Hbr 4:15). Ale bez względu na to, czy arcykapłan zgrzeszył, musiał poświęcić krew za siebie. Tak samo Jezus. Kiedy czytał 19 Psalm, mógł zastosować słowa: „Ale kto rozpozna jego błędy? Oczyść mnie z grzechów, których nie jestem świadomy!” (Ps 19,12). Ponieważ był człowiekiem takim jak my wszyscy, błędem byłoby, gdyby był tak pewny siebie, że myślał inaczej niż Dawid. Błędy są zawsze możliwe, ale nie zanieczyściły sumienia Jezusa przed Bogiem. (*ten werset nie występuje w kodeksie Bezy)

   Bóg odkupił i oczyścił Jezusa do tego stopnia, że można go uznać za uświęconego i nieskażonego. „Lecz jeśli krew byków i kozłów, i popiół jałówki pokrapiający, nieczyste uświęca ku czystości ciała, o ile bardziej krew pomazańca, który z powodu tchnienia świętego siebie samego niewinnego przyniósł Bogu, który oczyści nasze sumienia od martwych dzieł do świętej służby Bogu żyjącemu” (Heb 9:13,14).  Aby dobrowolnie ofiarować się Bogu, musiał zaakceptować postanowienia przymierza z Bogiem, których od niego wymagał, ponieważ Bóg nie powołał przed nim takiego arcykapłana, chociaż ich życie i grzech miały taką samą wartość jak życie i grzech całego ludu ( 3 Moj 4:3; 4 Moj 35:25). Dlatego musieli co roku składać ofiary ze zwierząt, aby odkupić siebie i zakryć grzechy ludu.

   Izaak, przez którego miało powstać potomstwo Abrahama, został również odkupiony przez zastępczą ofiarę ze zwierząt (1 Moj 22:2-13). Po wyjściu z niewoli egipskiej wszystkie pierworodne dzieci zostały odkupione jako ofiara zastępcza, a następnie zgodnie z tym rozporządzeniem wszystkie pierworodne dzieci, w tym Jezus, miały zostać „poświęcone”, ale za pewną cenę (2 Moj 13:1,2,15; 4 Moj 3:41). Oczywiście, Bóg cenił ludzką ofiarę, która powinna mieć trwałą i większą wartość niż zwierzę, ale wyznaczył tylko jednego człowieka na taką ofiarę, dzięki której mógł odkupić wszystkich ludzi od grzechu, aby należały do niego jako dzieci Boże. Dlatego Jezus wyrzekł się odkupienia swoich pierworodnych, aby jako arcykapłan mógł poświęcić się i umrzeć za lud. Był całkowicie czysty i nieskalany wobec ceremonialnych przepisów prawa, któremu się poddał. Ponieważ zmarł bez grzechu, który by go oddzielał od Boga, nie musiał zakrywać swoich przestępstw krwią, dlatego jego przelana krew miała wartość równoważną i trwałą dla wszystkich ludzi (patrz str. 209- {dwie strony wcześniej}).

   Jego ofiara uprawomocniła nowe przymierze, które umożliwiło wieczne dziedzictwo, co nie było możliwe w poprzednim przymierzu, w którym obrzęd przyszedł przez krew ofiarnego zwierzęcia, które zastąpiło śmierć ludzkiego pośrednika (Heb 9:15-17).

   Mocą wstawienniczej śmierci Jezusa jest to, że zlikwidował on „grzech w ciele” mocą niezniszczalnego życia. Robiąc to, „raz na zawsze” najpierw unieważnił dziedziczenie w swoim ciele, w którym urodził się jako potomek Adama, a zmartwychwstanie uwolniło go od śmierci i zepsucia. Od tamtej pory ludzie żyją i umierają uwolnieni od kary, jaką ponieśli jako dzieci Adama, aby mogli ponieść drugą (wieczną) śmierć z powodu własnych grzechów przeciwko Bogu. W ten sposób Bóg zmienił przepis prawny, zgodnie z którym ludzie umierali z powodu grzechu Adama. Jednocześnie wszyscy mamy możliwość uwolnienia się od śmierci i zepsucia (Fil 3:21). Oczywiście uświęcone ‘grzeszne ciało’ Jezusa, które nie zostało jeszcze uczynione doskonałym, mogło odkupić ludzkość od grzechu, aby uzyskać dostęp do życia wiecznego.

   Należy pamiętać, że „ciało bez ducha jest martwe” (Ja 2:26). Jezus, chociaż wydoskonalony duchem, nie mógł nikomu umożliwić życia wiecznego aż do śmierci. To, co nadaje wartości ciału, to „duch życia”, a zwłaszcza „świętość” bezgrzesznego i doskonałego życia, które jest „we krwi”. Paweł omawia tę sprawę i mówi: „Bo nie może krew byków i kozłów zabrać grzechów. Dlatego wychodzący w świat [Jezus] mówi: „ofiary i daru nie zechciałeś, lecz organizm mi przystosowałeś (oczyszczony i uświęcony), w całopaleniach i za grzech nie znalazłeś upodobania. Wtedy powiedziałem ‘oto idę wykonać Boże twoją wolę’, na początku księgi napisano o mnie”. (…), zabiera pierwsze aby drugie postawić. W tej woli jesteśmy uświęceni z powodu przyniesienia krwi Jezusa pomazańca jeden raz” (Heb 10:4-10).

   Paweł pisze: „Bo prawo będąc cieniem mających nadejść dóbr, a nie samym obrazem spraw, i dlatego było to niemożliwe dla ofiar przepisanych przez Prawo „przychodzących oczyścić” (lub wg BW- „przywieść do doskonałości”) (Heb 10:1) W związku z tym ofiary ze zwierząt były bezgrzeszne, ponieważ zwierzęta nie mogą grzeszyć przeciwko Bogu i prawu Bożemu, ale miały ograniczoną wartość, ponieważ zwierzęta były mniej wartościowe niż człowiek jako istota rozumna. Ponad tymi zwierzętami był człowiek, a ponad nim byli święci aniołowie. Gdyby Bóg pominął człowieka i dokonał okupu przez niebiańską istotę, która nałożyłaby ludzkie ciało, wówczas okup nie byłby równoważny, ale zbyt duży.

   Krew Chrystusa była „jak krew baranka”, ponieważ baranka nie można splamić grzechem. Podobnie jak Chrystus, baranek był śmiertelny i niszczejący, ale „niewinny i bez skazy” (1 Pio 1:19). Jedyna różnica polega na tym, że ciało baranka wciąż miało mniejszą wartość niż „ciało” Jezusa, który również podlegał rozkładowi i śmierci. Baranek nie może ani zmartwychwstać, ani żyć wiecznie, ponieważ nie da ludziom prawdziwej nadziei na zmartwychwstanie i życie wieczne, ani śmierć i zmartwychwstanie wcielonego anioła. Wartość ofiary Jezusa polega na tym, że w przeciwieństwie do jagniąt i aniołów był człowiekiem, który świadomie i dobrowolnie poświęcił się dla dobra grzesznych ludzi. 

    W związku z tym Jego ofiara zakrywa nasze grzechy raz na zawsze, a przez nowe życie uzyskane po zmartwychwstaniu „może całkowicie ratować przybliżających się przez niego do Boga (źródła życia), zawsze żyjąc by wstawiać się za nich” (Hbr 7:24,25). Przed zmartwychwstaniem jego życie było związane z perspektywą śmierci i rozkładu ciała, ale jego śmierć jako odkupionej prawej osoby miała wartość, która na zawsze mogła pokryć grzech wszystkich ludzi. Jednak życie wieczne, które utracił Adam, stało się możliwe dzięki zmartwychwstaniu Jezusa do życia, ponieważ życie wieczne jest darem od Boga, zarówno dla Jezusa, jak i dla nas, którzy otrzymujemy to życie przez Niego. Właśnie dlatego Jezus nie miał być niebiańską doskonałą istotą, ale człowiekiem odkupionym ze świata.

   W swojej roli był „zmartwychwstaniem i życiem”, ale żyjąc w tym śmiertelnym ciele, nie mógł nikogo uwolnić od grzechu i śmierci, ponieważ sam podlegał śmierci (Ja 5:26; 6:40; 11:25), Bóg, jako baranka ofiarnego, „uczynił go grzechem za nas”, a tym samym „ofiarą za [nasze] grzechy” (2 Kor 5:21). Tak więc Bóg dzięki jego „grzesznemu ciału” raz na zawsze „potępił grzech w ciele”, jak mówi apostoł Paweł: „ponieważ bezsilność prawa, na którą chorowało z powodu ciała, Bóg zasądził* (*uznał winę) grzech w ciele posławszy swego syna w podobieństwie ciała grzechu i bliskiego grzechowi” (Rz 8:3). Gdyby Jezus nie miał „grzesznego ciała” lub śmiertelnego ciała podobnego do innych ludzi, Bóg nie byłby w stanie „potępić grzechu w ciele”, co oznacza, że Jezus musiał ponieść grzech w swoim ciele, prawo śmierci, aby Bóg mógł znieść swoją ofiarną śmierć i „usunąć” z ludzkiego ciała. Przez swoje „ciało” dobrowolnie wziął na siebie wszystkich ludzi i ich grzechy, które przez jego śmierć straciły siłę (Rdz 6:10).

   Pomimo „grzesznego ciała” Jezus był bezgrzeszny, ponieważ nie grzeszył przeciwko prawom życia. Jego „grzeszne ciało” poddane było jego doskonałej osobowości. Jeśli Jezus był doskonały w duchu i „święty”, to jego ciało również było „święte” (zob. Rz 11:16; por. 1 Kor 7:14). Jego ciało było z natury „słabe”, ale nie był słaby duchem. Chociaż Paweł mógł sam powiedzieć, że „w jego ciele nie mieszka dobro”, nie można tego powiedzieć o Jezusie, który mocą ducha mógł „zapanować nad ciałem”, ponieważ „nauczył się posłuszeństwa” (Rz 7:18; Jak 3:2; Heb 5:8).

   Paweł porównuje Jezusa do „kapłanów”, którzy „potrafią współczuć tym, którzy grzeszą w nieświadomości, ponieważ sami podlegają własnej słabości”. Gdyby Jezus nie był podobny do ludzi z powodu „słabości ciała”, był „poddany swojej własnej słabości”, wówczas nie byłby w stanie „współczuć nam z naszymi słabościami”, ani też nie mógłby być „jak my”, aby był „kuszony we wszystkim” (Heb 4:15 – 5:2; Flp 2:7). Gdyby tak nie było, wówczas Paweł nie byłby w stanie powiedzieć: „jesteśmy tak słabi, jak on” (2 Kor 13:4). Ponieważ żył w „grzesznym ciele” pod prawem śmierci przed śmiercią, z doświadczenia mógł powiedzieć, że „ciało jest słabe” (Mat 26:41).

   Jego „ciało”, choć śmiertelne i „słabe”, było siedzibą lub „mieszkaniem” jego doskonałej osobowości, którą rozwinął w łączności z Bogiem. Tym, co miało znieść grzech Adama i prawo śmierci wynikające z nieposłuszeństwa, było „posłuszeństwo” Jezusa, a nie jego „ludzkie ciało”. Paweł podkreśla ten fakt i mówi: „Bo jak przez nieposłuszeństwo jednego człowieka, grzesznikami zostali uznani liczni, tak przez posłuszeństwo jednego człowieka, sprawiedliwymi zostaną uznani liczni” (Rz 5:18,19; zob. 6:16). Według tych słów Jezus, jako drugi Adam, mógł stanąć w równowadze sprawiedliwości, ponieważ spełnił wszystkie prawe wymagania Boga, postawione przed nim jako oddzielony i odkupiony syn Boży.

   Prorok Izajasz prorokował, że obiecany Mesjasz wraz ze swoją śmiercią da odpowiedni okup, gdy powiedział: „Lecz wolą Jehowy było zmiażdżyć go cierpieniem.(…) dasz jego duszę jako ofiarę za przewinienie” (Iz. 53:10, PNS,1997). Żadne proroctwo nie wskazywało na to, że Mesjasz, jako odkupiciel, będzie miał nieśmiertelne i nieskazitelne ciało, które będzie złożone w ofierze na ołtarzu, gdyż Adam też nie uzyskał dostępu do drzewa życia, życie w nim nie zostało potwierdzone. Jezus mógł otrzymać życie wieczne jako dar od Boga, nie umierając jak Adam, ale wyrzekł się go dla korzyści grzesznej ludzkości, tak że otrzymał życie wieczne dopiero po śmierci i zmartwychwstaniu. To, co miał ofiarować jako ofiarę za grzech, to jego bezgrzeszna „dusza”, w której dzięki duchowi świętemu posiadał „gwarancję” życia wiecznego (Ef. 1:13,14; 2 Kor 5:5). Znaleziono go w „krwi” i w śmiertelnym „ciele” (1 Moj 9:4).

   „Krew” Jezusa, przez którą płynęło życie, jako gwarancja, którą otrzymał od Boga przez ducha świętego, miał związek z wewnętrznym nieniszczejącym człowiekiem, a jego „ciało” z zewnętrznym niszczejącym człowiekiem. W przeciwieństwie do śmiertelnego ciała, jego „dusza” była doskonała i dlatego nadawała się do odkupienia naszych „dusz”. Zgodnie z prawem krew była przeznaczona na ołtarz i na oczyszczenie. „A w krwi niemal wszystko jest oczyszczane według tego prawa i bez wylania krwi nie ma uwolnienia” (Heb 19-22; 3 Moj 17:11,14; Iz 53:5b). Jego „krew” reprezentowała zatem życie wieczne, które otrzymał jako przyrzeczenie lub gwarancję od Boga, dzięki czemu zrównano go z Adamem, który skosztował życia wiecznego, podchodząc do  drzewa życia. Jako taki nie powinien był umrzeć, gdyby okazał posłuszeństwo.

   Bóg pozwolił Adamowi ubrać jego ciało w nieskazitelność, co miało być potwierdzone próbą. Ale przez swoje nieposłuszeństwo Adam pozwolił by w ciele zwyciężyło prawo śmierci i rozkładu, które zostało przekazane wszystkim ludziom przez naturalne prawo materii, a Jezus jest tym śmiertelnym i niszczejącym „ciałem”, w którym się urodził, poświęconym przez swoją ofiarną krew, która jest z mocy prawa przez ducha świętego, zwyciężył i uwolnił swoje ludzkie ciało od prawa śmierci i zepsucia (Heb 9:13).

   W równowadze sprawiedliwości stanęło „doskonałe życie” Jezusa, które dodało wartość jego śmiertelnemu ciału. Jego ciało było uświęcone jego doskonałym życiem. Sprawiedliwość była zaspokojona, bo jego śmiertelne ciało miało „doskonałe życie”, tak jak Adam, dopóki nie zgrzeszył. Dlatego Bóg mógł powiedzieć Jezusowi na początku i na końcu: „Tyś jest Syn mój umiłowany, którego sobie upodobałem” (Łk 3:22; BW). Adam nie wykonał woli Boga, przez co stracił uznanie, bez którego nie mógł już wrócić, mimo że później mógł żałować całym swoim sercem.* Jezus stał na jego miejscu i swoją ofiarą odsunął śmierć jako karę za grzech. Ale grzech był nadal integralną częścią ludzkiej natury. Tylko ci, którzy celowo grzeszą, dowodzą że nie doceniają Jezusa i jego ofiary, więc nie ma dla nich przebaczenia. Odtąd, choć odkupieni od kary Adama, muszą ponieść własną karę, która doprowadzi ich do śmierci na wieki, aby nie mieli nic wspólnego z arcykapłanem podczas posiłku wspólnoty przy stole Bożym. Rola Jezusa jako najwyższego kapłana pozwoli na przebaczenie grzechów tylko tym, którzy poddają się Bogu i jego wymaganiom życia wiecznego. (*ale nie żałował swego czynu- przypis tłumacza)

   Biblia uczy, że ludzie tacy jak Jezus, ochrzczeni wodą i duchem świętym, przyjmują ducha adopcji, ale dopiero w królestwie zostaną adoptowani, ogłoszeni lub objawieni synami Bożymi, po czym będą się radować z wyzwolenia z niewoli zepsucia i śmierci (Rz 8:15,16,18–23). Jezus najpierw tego spróbował i wyznaczył nam ludziom, drogę do Boga i życia wiecznego, które możemy osiągnąć podążając za Nim jako naszym nowym „ojcem” na ziemi. Musiał przywrócić ludzkość ze śmierci do życia i mógł to uczynić jedynie poprzez swoje ciało, które musiało umrzeć na znak śmiertelności i zostać wskrzeszone na znak nieśmiertelności. Oznacza to, że taki człowiek musiał zostać stworzony na ziemi, aby mieć wszystkie atrybuty Adama. Musiał zostać stworzony z zamiarem bycia ojcem ludzkości. Ale aby osiągnąć to dla siebie i swoich potomków, musiał okazać pełne posłuszeństwo i poddanie się swojemu niebiańskiemu Ojcu, tym samym ponownie pokazując jedną ludzką cechę, którą powinniśmy pielęgnować wszyscy.

   Jezus pokazał to i mógł zostać nagrodzony życiem wiecznym bez konieczności umierania. Mianowicie, Jezus był gotowy na śmierć, jak „jednorodzony” i „pierworodny” syn Abrahama Izaak, który chętnie położył swe ciało na ołtarzu. Bóg mógł w tym momencie odkupić Jezusa i zatrzymać proces poświęcenia, tak jak odkupił Izaaka i powstrzymać Abrahama od poświęcenia swego syna, ponieważ wystarczyło, aby Bóg zobaczył to całkowite poddanie się Jego woli. Ale gdyby Jezus nabył w ten sposób prawo do życia wiecznego, skorzystałby tylko On, a nie wszyscy ludzie. Jezus nawet dwukrotnie modlił się do swojego Ojca, aby kielich go minął, po czym poddał się woli Bożej i poszedł do końca (Mt 26:39,42).

   Fakt, że Jezus poprosił, aby ominęła go ofiarna śmierć, pokazuje że w jego umyśle prawdopodobnie istniała możliwość, że Bóg zaakceptuje gotowość śmierci, tak jakby była ona dokonana i wybawi go od śmierci jak Izaaka (1Mo 22:9-13 ). To była normalna ludzka reakcja. Ale wiedział również, że zmartwychwstanie, jeśli umrze, więc był w pełni przygotowany na śmierć jak Izaak, ale czekała go nie bezbolesna śmierć, ale męczeństwo. W tych cierpieniach musiał wytrwać do końca. Właśnie dlatego Bóg „nie oszczędził” jemu  najcięższej męki i samej śmierci, ponieważ był to jedyny sposób, aby Jezus został wiecznym Kapłanem, w którego ciele prawo śmierci zostanie na zawsze rozwiązane z korzyścią dla wszystkich, którzy zbliżają się przez niego do Boga (Rz 8:32; Heb 7:11-25). To był jedyny sposób, aby wszyscy ludzie umarli z Jezusem Chrystusem, a tym samym uwolnili się od grzechu Adama i kary, jaką ponosili jako jego potomkowie.

   Wszyscy musimy podążać ścieżką Jezusa. Poświęcił swoje „poniżone ciało”, które choć było śmiertelne, wciąż miało swoją doskonałą wartość, ponieważ było „święte” (Łuk 1:35). My swoją ofiarę wnosimy przed niego w naszym ciele. Paweł pisze: „Zachęcam więc was bracia, przez wzgląd na zlitowania Boga, [by] postawić organizmy wasze ofiarą żyjącą, świętą, waszą rozsądną świętą służbę” (Rz 12:1). Oznacza to, że nasze ciała, choć podatne na zepsucie, mogą zawierać wartość życia Jezusa. Było to dokonane dla pierwszych chrześcijan, mimo że musieli czekać na spełnienie nadziei, więc Paweł mówi: „Tak, że my od teraz nikogo nie zaczęliśmy dostrzegać według ciała, jeśli też zaczęliśmy poznawać pomazańca według ciała, ale teraz już nie znamy” (2 Kor 5:16).

   Paweł nie mówi tutaj o wszystkich ludziach, ale tylko o tych, którzy są w łączności z Chrystusem (w. 17). Poznać kogoś w ciele oznacza poznać go jako osobę, która „wzdycha w tym ciele”, ponieważ jest on w niewoli grzechu i śmierci (w. 2,4; por. Rz 8:22). Tylko osoby, które nie są zwolnione z tego stanu, mogą być znane według (śmiertelnego) ciała. Z kontekstu można zrozumieć, że Jezus był również w tym grzesznym ciele i że jego uczniowie „znali go w ciele”, które było śmiertelne. Ale ponieważ Jezus zwyciężył śmierć w swoim ciele i wstąpił do życia wiecznego, nie znamy go już jako śmiertelnego człowieka, lecz jako pierwszego, który zmartwychwstał (Dz 2:24,31,32; 4:2). Jezus jest pierwszym człowiekiem, który został powołany do życia w nieśmiertelnym ciele, dlatego też nie znamy go już według ciała, to znaczy, nie znamy go już przez grzeszne i śmiertelne ciało.

   Ponieważ zmarł w zamian za wszystkich innych ludzi, Paweł konkluduje, że na mocy tego aktu „wszyscy umarli” (w. 14). Jeśli umarli w łączności z Chrystusem, to nie powinniśmy ich więcej znać przez grzeszne i śmiertelne ciało, w którym się urodzili, ale jako nowe stworzenia. „dawne przeminęło (grzeszne śmiertelne ciało), oto zrodziło się nowe” (w. 17).

   Kiedy człowiek chrzci się w Chrystusa przez śmierć i nie żyje już dla siebie, może być postrzegany jako nowe stworzenie, jako ktoś, kto już zwyciężył śmierć i zmartwychwstał w ciele wolnym od śmierci jak Chrystus (Rdz 6:13). Oczywiście zostanie to potwierdzone, gdy staniemy „przed trybuną pomazańca, aby każdy odebrał, za to co dokonał w organizmie, czy to dobre czy to złe” (w. 10). Do tego czasu nowe stworzenia umierają wraz z Chrystusem i niosą w sobie gwarancję lub przyrzeczenie życia „ukrytego” w nim (Kol 3:3). W przeciwieństwie do tych, którzy zostali uwolnieni od wyroku śmierci i którzy nie są już znani przez to śmiertelne ciało, wszyscy inni, którzy nie są w łączności z Chrystusem, nadal noszą wyrok śmierci w swoim ciele. Przez śmierć Chrystusa umarli, ale nie mogą zostać wskrzeszeni jako nowe stworzenia, aby to co stare, które jest grzesznym ciałem, powstało wraz z nimi przy zmartwychwstaniu niesprawiedliwych. Będą nadal starymi stworzeniami, które będą znane z ciała, w którym będą nadal znosić potępienie. W tym sensie można zrozumieć, że Paweł powiedział:

   „Dlatego odtąd (odkąd Jezus umarł za wszystkich), nie znamy nikogo (kto jest w łączności z Chrystusem) przez ciało (w którym ponosi on wyrok śmierci, ponieważ Jezus umarł za niego). Gdybyśmy nawet znali Chrystusa przez (śmiertelne) ciało, nie znamy go już teraz (ponieważ w swoim ludzkim ciele pokonał śmierć i dał nam dowód na nieskazitelne życie wieczne, na które my również mamy nadzieję) ”.

   Co ciekawe, przed śmiercią Jezusa ciało Jezusa zostało porównane do przaśnego chleba, ale nie tylko jego własnego, ale także naszego, co uczyniło jego ciało bardzo podobnym do naszego śmiertelnego ciała. Rozważmy ten fakt.

Wspólnota w „przaśnym chlebie”

Jezus powiedział o sobie, że jest „chlebem życia”, zgodnie przez  który da życie wieczne ludowi w okresie zmartwychwstania (Ja 6:35). Nie porównał jednak tego chleba życia z „przaśnym chlebem” zjedzonym w ostatnim dniu życia w dzień Paschy, ale z chlebem niebiańskim lub „manną”, którą Izraelici otrzymali wędrując po pustyni. Następnie „Bóg dał im jeść chleb z nieba”. W związku z tym Jezus powiedział do nich: „Ojciec mój daje wam chleb z nieba, bo jest prawdziwy chleb Boga, który przychodzi z nieba i życie daje światu” (Ja 6:31-33). Rozważając podobieństwa i różnice, moglibyśmy powiedzieć, że ten chleb z nieba lub niebieski chleb nie jest tym samym, co przaśny chleb spożywany podczas uroczystości Paschy i Ostatniej Wieczerzy. Ustanawiając ceremonię upamiętniającą, Jezus wziął „przaśny chleb” i powiedział, że „przedstawia jego ciało” (Mat 26:26). Chleb ten został wzięty i zjedzony przez apostołów, zanim Jezus umarł i zmartwychwstał, to znaczy zanim jego ciało zostało uwolnione od rozpadu i śmierci, tak więc różni się od niebiańskiego chleba, to znaczy manny.

   Jeśli ciało Jezusa było niszczejące i śmiertelne, czy możemy porównać je do „przaśnego chleba”? Oczywiście możemy, ponieważ „przaśny chleb” nie reprezentował ciała Jezusa, które było wolne od zepsucia i śmierci, ale śmiertelne ciało, w którym nie było „zaczynu” w postaci grzechu osobistego. Przaśny chleb jest wytwarzany z mąki pszennej i wody, bez żadnych innych dodatków. Pszenica wyrasta z ziemi i wody, więc zawiera ziemskie rozkładające się substancje. W ten sam sposób ciało Jezusa, jak każde inne ciało, zostało wykonane z substancji niszczejącej na ziemi. Tak jak Izraelici przygotowali przaśny chleb – „chleb niewoli” – w dniu wybawienia z niewoli, tak Bóg przygotował bezgrzeszne ciało Jezusa na wybawienie z niewoli śmierci cierpiącego świata (Heb 10:5; 5 Moj 16:3). Co zatem możemy powiedzieć o „przaśnym chlebie”? Czytamy o nim:

[Chleb taki jest odpowiedni, ponieważ nie ma w sobie zakwasu (drożdży), wyobrażającego w Biblii zepsucie lub grzech. (…)  Niekwaszony chleb jest stosownym symbolem ludzkiego ciała Jezusa, który był „lojalny, niewinny, nieskalany, oddzielony od grzeszników” (Hebrajczyków 7:26)] (Strażnica, 15.2.1990, str 17)

Przaśny chleb nie ma w sobie drożdży i symbolizuje bezgrzeszne ciało. Jaki rodzaj grzechu reprezentują drożdże? Mianowicie istnieją trzy formy grzechu.

w grzech jako życie z perspektywą śmierci – oddzielenie od życia wiecznego

w grzech w postaci niesprawiedliwych czynów – grzech popełniony

w grzech w sercu – grzeszne myśli i intencje

   Apostoł Paweł powiedział swoim braciom: „Niedobra wasza chluba, nie wiecie że mały zaczyn* (*kwas), fałszuje całe ciasto, oczyśćcie stary zaczyn, abyście byli nowym ciastem, tak jak jesteście niekwaszeni, bo i nasza pascha została zabita, został zabity pomazaniec, tak też żebyśmy świętowali, nie w starym zaczynie zła i niegodziwości, ale w przaśnikach szczerości i prawdy” (1 Kor 5:6-8).  Widzimy, że Paweł nawet chrześcijan jako śmiertelnych ludzi porównuje z „ciastem bez kwasu” lub „przaśnym chlebem”, co oznacza, że ciało Jezusa było rzeczywiście śmiertelne, a zatem całkowicie zrównane z ludźmi. Paweł mówi o nim: „Więc gdy dzieci stały się uczestnikami ciała i krwi, i on podobnie, [miał udział ich cierpień], aby przez śmierć śmierci, zostawić bezsilnym mającego moc śmierci, to jest oszczercę. (…) [dlatego musiał być] we wszystkim braciom upodobniony, aby stać się miłosiernym i wiernym arcykapłanem przed Bogiem, do przebłagania grzechów ludu” (Heb 2:14,17)* Chrześcijanie powinni byli być świadomi, że Jezus był taki jak oni, człowiekiem z krwi i ciała.

* Nawiasy kwadratowe mają dosłowne tłumaczenie tekstu greckiego, podczas gdy w Nowym Świecie tłumaczenie brzmi: „stał się człowiekiem z krwi i ciała” (w. 14) i „stał się” (w. 17), co jest oczywistym przykładem kolejnego zniekształcenia tekstu i adaptacji do doktryny, która nie ma podstaw w Biblii. (W polskim PNŚ wersja z 1997 roku tłumaczy frazę z w 14: „on podobnie miał udział w tym samym”, wersja zrewidowana 2018: „on stał się krwią i ciałem”- przypis tłumacza)

   Ponieważ wciąż żyją w swoich śmiertelnych ciałach, chrześcijanie powinni być bez kwasu lub „przaśnym chlebem”, tak jak Jezus. Oznacza to, że pod względem ciała nie różnili się niczym od niego i mogli być w swoim śmiertelnym ciele oczyszczeni z grzechu i być jak ten, który nie popełnił grzechu. Od narodzin do śmierci jego ciało było na równi z innymi ludźmi. Ono było śmiertelne i niszczejące. Co zatem oznacza „ciasto bez kwasu”?

w „Ciasto” jest „ciałem ludzkim”, w którym istnieje obietnica życia wiecznego, dzięki której możemy mieć społeczność z Bogiem, ale takie ciało jest nadal grzeszne lub niedoskonałe, ponieważ podlega zepsuciu i śmierci.

w „Kwas (drożdże)” nie reprezentuje zepsucia i śmierci, z którymi się rodzi, ale „własny grzech”. Paweł łączy ten grzech z niegodziwością i zepsuciem. „Kwas” jest również porównywany w Biblii do fałszywego nauczania i hipokryzji (Mat 16:12; Łuk 12:1). Dopuki ludzkie ciało zawiera te drożdże, nie może ono zawierać w sobie przyrzeczenia życia i jest skazane na śmierć.

   W związku z tym ciasto bez drożdży reprezentuje życie ludzi, którzy nie mają w swoich ciałach mocy grzechu, która sprawiłaby, że ciało nie nadaje się do obietnicy życia wiecznego. Poprzez chrzest w wodzie Jezus przedstawił się Ojcu jako ten, kto pragnie wykonywać jego wolę, co obejmowało wszelkie oddzielenie od grzechów, które mogłyby Go zanieczyścić. Pokazał także przez ten akt chrztu że w wodzie według woli Bożej wziął na siebie grzechy całego ludu, który poniósł w swym śmiertelnym ciele (Łk 4:1; 3 Moj 16:21). Chociaż żył w „grzesznym ciele”, „grzechu nie popełnił, ani nie znaleziono fałszu w jego ustach” (1 Piotra 2:22; Iz 53:9). Jako syn człowieka miał udział w grzesznym lub śmiertelnym ciele, ale „nie znał grzechu [kwasu]”, co oznacza, że nie miał udziału w grzechu, który zanieczyszcza ciało (chleb). W tym stanie był „nieskalany” i w duchu „doskonały” (Rz 6:12; 2 Kor 5:21; Heb 9:14; Jak 3:2). Nie był niewolnikiem grzechu, więc nie miał w sobie „kwasu” kontrolującego jego śmiertelne ciało. Właśnie dlatego jego ciało, choć śmiertelne, jest przedstawione jako „przaśny chleb”, co oznacza, że było „święte” nieskalane lub bezgrzeszne (Łk 1:35).

   Uczniowie Jezusa są chrzczeni w wodzie, po czym starają się być wolni od kwasu lub „nieskalani” (Obj. 14: 5). Przez ten akt chrztu wszyscy stajemy przed Bogiem z naszym „przaśnym chlebem szczerości i prawdy”. To znaczy  „nasz stary człowiek razem ukrzyżowany, został zniweczony organizm grzechu (jak u Jezusa), [aby] już nie służył grzechowi” (Rz 6:2,6). Dlatego wszyscy chrześcijanie mogą wziąć udział w przyjmowaniu symbolu przaśnego chleba, aby mogli mieć społeczność w śmierci Jezusa i w ofierze wspólnoty. „Kielich błogosławieństwa który błogosławimy, czy nie jest wspólnotą krwi pomazańca, chleb który łamiemy czy nie jest wspólnotą organizmu pana, bo wielu, jednym chlebem, jednym organizmem jesteśmy, bo wszyscy z jednego chleba i kielicha mamy udział” (1 Kor 10:16,17).

   Zgromadzenie Chrystusa jest jednym „ciałem” lub jednym „przaśnym chlebem”, dlatego Jezus wzywa, aby wszyscy, którzy zbliżają się do Boga „przaśnym chlebem szczerości i prawdy”, obchodzili święto, przyjmując symbol chleba. Pierwsi chrześcijanie mieli tę swobodę dostępu do tego stołu wspólnoty duchowej, więc wzięli czynny udział w tym, przyjmując chleb i wino, udowadniając, że są godni bycia Chrystusowymi. Tym aktem nigdy nie udowodnili, że należą do specjalnej klasy chrześcijan, którzy będą rządzić niższą klasą chrześcijan, ani też nie nauczali, że za nimi pojawi się klasa niższa, która nie byłaby godna siedzieć z nimi przy tym samym stole wspólnoty. To tylko dowodzi, że przywilej przyjmowania symboli chleba i wina nigdy nie był dany tylko tym, którzy uważali się za godnych bycia na tronie w jego królestwie, ale dano wszystkim wiernym chrześcijanom, za których Jezus umarł i których uważają się za godnych, aby przez wiarę w Niego  być częścią jego „ciała”, przez które stają się dziećmi Bożymi. Następnie w swoim życiu akceptują nie tylko życie Chrystusa pod Boskim prawem, ale także okup jako odpowiednią cenę, jaką Jezus zapłacił za ich odkupienie od grzechu i poniżenia stanu ciała, które kończy się śmiercią.

   Dopóki Jezus nie przyjdzie, powinniśmy prowadzić życie przaśne i jako takie ogłaszać je publicznie, przyjmując przaśny chleb, przez który ogłaszamy naszą wspólnotę z (przaśnym) Chrystusem i (przaśnymi) chrześcijanami. Do tego czasu wszyscy praktycznie przaśni mogą swobodnie zbliżyć się do stołu wspólnoty i udowodnić sobie i innym, że jesteśmy godni, przyjmując chleb i wino. „Bo ilekroć byście jedli ten chleb i kielich byście pili, śmierć pana ogłaszacie, aż kiedy przyjdzie” (1 Kor 11:26). Ale kiedy nadejdzie wkrótce, biorąc niebiański chleb lub „mannę” w połączeniu z „nowym winem”, będziemy głosić życie wieczne Pana (Mt 26:29).

NIEKWASZONY CHLEB I WINO Mamy jeść dopóki on nie przyjdzie ogłaszamy śmierć Jezusa
UKRYTA MANNA I NOWE WINO Mamy jeść gdy on przyjdzie ogłaszamy życie Jezusa

   Na razie nie jesteśmy jeszcze wolni od stanu śmierci, więc nie możemy spożywać „manny” i „nowego wina”, symbolizującego życie wieczne i nieskazitelne, ponieważ Jezus obiecał, że da to duchowe jedzenie wiernym ludziom tylko w swoim królestwie, mówiąc: „zwyciężającemu dam ukrytej manny” (Obj. 2:17). Kiedy przyjdzie i uwolni nas od stanu śmierci i rozkładu, pozwoli nam jeść na pamiątkę ukrytej manny, która reprezentuje jego ciało wolne od stanu rozkładu i śmierci.

Wspólnota w „niebiańskim chlebie”

Mojżesz powiedział Izraelitom o „mannie”: „to chleb, który daje wam Jehowa do jedzenia” (2 Moj 16:15,31; Ps 78:24). Jedzenie z nieba, które Bóg dał Izraelitom na pustyni, przedstawiało Chrystusa. W przeciwieństwie do chleba, który Izraelici jedli na pustyni, Jezus powiedział o sobie: „Ja jestem chlebem życia, który z nieba zstąpił (który jest posłany od Boga), jeśli ktoś zje z tego chleba, żyć będzie na wieki, a chleb który ja dam ciało moje jest, które ja dam za życie świata” (Ja 6:51). Przez wieki przed narodzeniem Jezusa przeznaczeniem Jezusa był ten żywy chleb. Ale zanim stał się żywym chlebem, musiał poświęcić swoje ciało przedstawione jako przaśny chleb. „Ciało” Jezusa w chwili śmierci było „przaśnym chlebem”, który dał „za życie świata”. Jednak śmierć spowodowała koniec życia pod rządami śmierci, podczas gdy zmartwychwstanie oznaczało początek życia, nad którym śmierć nie miała już mocy. Po zmartwychwstaniu Jezus stał się „żywym chlebem zstępującym z nieba” (Ja 6:48-51). Wkrótce będzie można jeść ten żywy chleb wyobrażony „manną”.

    Jest coś interesującego w związku z „manną”. Ona była nietrwała, istniała tylko jeden dzień, wystarczająco długo, aby Izraelici mogli zrobić chleb powszedni. Co nie zostało zebrane rano, gdy tylko słońce podniosło się, rozpuszczało się jak szron. Gdyby to, co zostało zebrane w dzbanach, pozostało na następny dzień, wtedy manna zaśmiedrłaby się i zepsuła (2 Moj 16:16-21). Oznacza to, że manna użyta do wytworzenia ciasta została wytworzona z substancji ziemskiej lub rośliny takiej jak pszenica. Bóg, poprzez swoją twórczą moc, powołał do życia tę mannę, czyli „ziarno niebiańskie”, z którego powstał chleb (Ps. 78:24). Jednak jakimś cudem Bóg sprawił, że nie zepsuła się w szabat. Mogła przetrwać dwa dni. Ciekawe w „mannie” jest to, że na rozkaz Boga arcykapłan Aaron napełnił złote naczynie „manną” i ukrył ją przed oczami ludu. Ta „ukryta manna”, która była przechowywana w arce przymierza, za sprawą cudu nigdy nie zepsuła się ani nie rozpadła. Coś uchroniło ją przed prawem rozkładu materii.

   Bóg przestał dawać „mannę” po pewnym czasie, ale w arce przymierza pozostawił „mannę”, aby była świadectwem dla wszystkich Izraelitów (2 Moj. 16:33,34; Hbr. 9:4). Chociaż była schowana w arce, pozostawała w swojej naturalnej formie, aby potomstwo kapłanów mogło „widzieć ją z pokolenia na pokolenie” (2 Moj 16:22-24,32). Jezus miał na myśli tę ukrytą, nieniszczejącą „mannę” i porównał ją do swojego zmartwychwstałego ciała, które odtąd utrzymuje jego wieczne i nieniszczejące życie.

   W związku z tym ciało Jezusa nie pozostało w grobie, aby doświadczyć naturalnego rozkładu, lecz zostało zachowane przed rozkładem podczas jego pobytu w grobie jak „manna”. Mianowicie „manna” została stworzona przez interwencję Boga, a także ciało Jezusa stworzone przez Boga w łonie jego matki. Zarówno manna, jak i ciało mają ze sobą coś wspólnego, a są to elementy ziemi, z których są zbudowane. Ze względu na swoją ziemską naturę była niszczejąca, ale pod wpływem Bożego prawa życia stała się nieniszczejąca. Na mocy tego samego prawa życia wiecznego niszczejące i bezgrzeszne ciało Jezusa, porównane z „przaśnym chlebem”, umarło, a następnie zmartwychwstało i przekształciło się w nieniszczejące ciało porównane z ukrytą „manną”, w którym jest życie, w ten sposób stało się nowym stworzeniem. Po tej transformacji ludzkie ciało Jezusa zostało zabrane do nieba w swojej naturalnej formie fizycznej, gdzie służy jako świadectwo nierozpadliwości ziemskiego ciała, w którym rządzi prawo życia (Dz 1, 11; 2:31; zob. 2 Ko 12: 2). To nieskazitelne życie jest ukryte przed ludzkimi oczami i jest związane z „manną” w niebiańskiej arce przymierza. Właśnie dlatego Jan w niebie widział „przybytek Boga w niebie i dała się widzieć arka przymierza Pana w jego przybytku” (Obj. 11:19). Co jest w tej arce?

   Jezus mówi, że „Ten, kto zwycięży, otrzyma ukrytej manny …” (Obj. 2:17). Ukryta manna w sposób oczywisty reprezentuje ciało z substancją duchową, która może przekształcić nasze poniżone ciało, aby było jak fizyczne ciało Jezusa, w którym osadzone jest życie wieczne, co czyni nas nowymi stworzeniami. Jest jak substancja w owocach, które wyrosły na „drzewie życia”, co umożliwiło Adamowi i Ewie wspólnotę z ich niebiańskim Ojcem, który był źródłem ich życia wiecznego. Oto dlaczego „ukryta manna” reprezentuje duchowo nieskazitelne ciało Jezusa, a więc znacznie więcej niż przaśny chleb, który do przyjścia Jezusa mogą przyjąć wszyscy ochrzczeni w Chrystusa (Obj. 22:2).

Podsumowanie:  Wszystko to jest ważne, aby ustalić, aby zrozumieć, dlaczego to wystarczyło, dlaczego Jezus Chrystus miał być człowiekiem, a nie jakąś niebiańską boską istotą. Do tej pory mogliśmy zobaczyć i przyjrzeć się temu, jakie problemy wiążą się z doktryną dosłownej preegzystencji Jezusa. Wszystkie rzeczy, które do tej pory powiedzieliśmy o wiecznej roli Jezusa, zostałyby zmącone i zniszczone przez wcielenie i nie miałyby żadnej wartości prawnej. Biblia nie wspomina o bezgrzesznym (niepokalanym) poczęciu, jak jest interpretowane w kręgach kościelnych i teologicznych. Wielu wypróbowało różnych teorii, aby odebrać Jezusowi skazę, którą mógł otrzymać przez urodzenie z kobiety. Uważali grzech pierworodny za dziedziczną plamę genetyczną i postrzegali narodziny dziewicy jako logiczny sposób, aby tego uniknąć. Nie chcieli w ogóle brać pod uwagę, że dziewicze narodziny powinny związać Jezusa drugim Adamem, który został stworzony śmiertelny i dla którego dar

życia wiecznego został zaoferowany jako wybór.

   Inni wierzą również, że plama niedoskonałości jest dziedziczona po poczęciu, ponieważ fakt, że grzech w postaci śmiertelności wszedł do wszystkich ludzi, dlatego nauczają, że Bóg musiał jakoś uchronić embrion Jezusa przed tą plamą. Takie zrozumienie oznaczałoby, że Bóg interweniował w ludzki genom w taki sposób, że umyślnie wprowadził błąd w genomie Adama, że został ukarany, aby nie żyć wiecznie, że to jest przekazywane przez poczęcie i prowadzi do choroby i śmierci. Ale Biblia tego nie mówi. Bóg nie musiał okaleczać ludzkiego genomu. W Biblii widać, że ludzki genom nie jest zanieczyszczony grzechem Adama. Ciało Adama pozostało takie samo jak wtedy, gdy został stworzony. Ciało ludzkie było doskonałe, ale zgodnie z prawami rozkładającej się materii mogło żyć tylko przez pewien czas, a nie na zawsze. Początkowo żyli kilkaset lat, a później ten czas został zredukowany do około stu lat z powodu niekorzystnych warunków atmosferycznych, które prowadzą do szybszego utleniania komórek ciała. Grzech Adama nie spowodował degradacji komórek ciała, ale spowodował utratę przyrzeczenia życia wiecznego, które otrzymał jako dar. Następnie Adam stracił okazję do odziedziczenia Ogrodu Eden i utrzymania życia wiecznego w swoim ciele, narażając swoje ciało na szereg negatywnych przyczyn, które mogłyby pogorszyć jego zdrowie fizyczne. Tą możliwość utrzymania zdrowia i życia, wraz z nim, czasowo straciło całe „potomstwo Boga”, które przez Adama miało się urodzić na ziemi (Dz 17:29).

   Przez utratę życia wiecznego i wydalenie z Rajskiego Ogrodu ludzkość odziedziczyła jedynie dziedzictwo z prawa cielesnego, którym jest podatność na niszczenie i śmierć. Dlatego wszyscy ludzie dziedziczą z urodzenia tylko to, co Adam mógł im dać, czyli życie poza granicami raju i poza zasięgiem życia. Takie ciało jest oddzielone od praw życia wiecznego, a to oddzielenie jest karą ponoszoną przez potomstwo Adama. Jezus również urodził się poza Ogrodem Eden (Królestwo Boże), ale z wyjątkowym zadaniem polegającym na tym, aby swoim życiem i śmiercią umożliwić sobie i innym wejście do niego.

   Mając to wszystko na uwadze, musimy przyjąć tę prostą prawdę o Jezusie, który był tylko człowiekiem takim jak my, urodził się przez cud stworzenia w łonie matki. Oczywiście należy pozbyć się wszystkich uprzedzeń, które pojawiły się wraz z rozwojem chrześcijaństwa pod wpływem różnych poglądów filozoficznych i prób mówienia o Jezusie na wiele różnych sposobów. Żydzi mieli podstawową wiedzę o Mesjaszu. Wiedzieli, że wszystkie pisma święte mówią o nim jako o człowieku. Ale nawet apostołowie nie mogli od razu zrozumieć i zaakceptować jego śmierci. Dopiero później zdali sobie sprawę, że miało to związek ze zmartwychwstaniem i wywyższeniem do nieba, aby uwolnić ich przed Bogiem od niewoli śmierci i powrócić z nieba jako sławny król ze wszystkimi niebiańskimi uprawnieniami.

Zmartwychwstanie i wywyższenie

Zmartwychwstanie potwierdziło jedynie fakt, że Jezus był i pozostaje synem człowieka. Po zmartwychwstaniu nie można było na niego patrzeć poza ludzkim wymiarze, ponieważ nawet przed narodzeniem nie mówiono o nim jako o istocie niebiańskiej. Kiedy zmartwychwstał, był to nowy fundament wiary w Jezusa i jego królestwo. Nawet apostołowie i inni uczniowie spodziewali się, że Jezus, stając się nieśmiertelnym (nieumierającym) człowiekiem, od razu weźmie sprawy w swoje ręce, i zapytali go: „Panie czy w tym czasie przywracasz królestwo Izraelowi?” (Dz 1:6). Ale musieli czekać. W czasie oczekiwania mieli dawać świadectwo o nim i umacniać wiarę w niego oraz nadzieję na wyzwolenie od śmierci. Podstawą wiary było zmartwychwstanie i wywyższenie Jezusa. Sposób, w jaki apostołowie ogłosili zmartwychwstanie, dowodzi, że było to zmartwychwstanie człowieka, a nie wcielona istota niebiańska (zob. Dz 25:19).

Proroctwo mówiło, że Chrystus „miał cierpieć, że jako pierwszy (człowiek) z powstania martwych miał zwiastować światło ludowi i narodom” (Dz 26:23). To proroctwo zostało w pełni spełnione, tak się stało „jest początkiem, pierworodnym z umarłych, aby stał się we wszystkim, sam mając pierwszeństwo” (Kol 1:18). Aby Jezus był pierwszy w zmartwychwstaniu i we wszystkich innych sprawach dotyczących człowieka, musi być w pełni człowiekiem – drugim Adamem. Gdyby Jezus był istotą niebiańską, a nie prawdziwym człowiekiem, apostołowie nie mogliby mieć podstawy do głoszenia zmartwychwstania ludzi do życia wiecznego na jego przykładzie. Ponieważ przyjęli Jezusa jako istotę ludzką, więc, jak pisze Łukasz, na przykładzie Jezusa „głosili zmartwychwstanie” (Dz 4:2; 25:19). Jezus był człowiekiem i przy zmartwychwstaniu nie miał żadnej transformacji z istoty ludzkiej do istoty niebiańskiej. „Zstępujący (do grobu) ten jest i wstępujący powyżej wszystkich niebios” (Ef 4:10). Jezus nie wstąpił do nieba jak aniołowie, którzy ze swej natury mogą samodzielnie wstąpić do nieba i zejść na ziemię. Miał zostać podniesiony i przeniesiony do nieba z pomocą anioła w sposób nadprzyrodzony (1 Tym. 3:16; por. 2 Król 2:11; Ez 3:12-15; 11:22-25; 2 Kor 12:2 ).

   Apostoł Piotr powiedział tłumowi w dzień Pięćdziesiątnicy o Jezusie jako potomku króla Dawida i powiedział: „którego Bóg wzbudził, rozwiązawszy poród krainy umarłych, ponieważ nie było mocy, by był trzymany przez nią”; „Tego Jezusa podniósł Bóg, czego my wszyscy jesteśmy świadkami” (Dz 2:24,32). Później Piotr i inni apostołowie świadczyli przed Sanhedrynem. Piotr powiedział do nich: „Bóg naszych ojców wzbudził Jezusa, którego wy wzięliście w swoje ręce zawiesiwszy na drzewie. Tego władcę Bóg, tego też wybawiciela, wywyższył jego chwałą, dając zmianę myślenia Izraelowi i w nim uwolnienie grzechów” (Dz 5:30,31).

   Apostoł Piotr oznajmił następnie, że śmierć Jezusa była konieczna do odpuszczenia grzechów i wcale nie kwestionował ludzkiej natury życia Jezusa w ciele śmiertelnym. Dla apostołów zmartwychwstanie i wniebowstąpienie Jezusa było dowodem na to, że Bóg spełnił swoją obietnicę posiadania jednego człowieka na ziemi, przez który odkupi ludzkość od kary Adama i zakryje ich grzech, aby zostali „uznani za sprawiedliwych” i mieli nowy początek życia wiecznego. (Rz 4:24,25). Paweł powiedział kiedyś: „ale Bóg i pana (Jezusa) obudził, i nas obudzi przez swoją moc” (1 Kor 6:14). W tych słowach widzimy, że postrzegał Jezusa jako człowieka. Jeśli Bóg wskrzesił człowieka Jezusa, wskrzesi także wszystkich ludzi, ponieważ on i oni są częścią tej samej ziemskiej rodziny.

   Z drugiej strony: „jeżeli nie ma powstania martwych (ludzi), [to] ani pomazaniec nie jest obudzony”; „Lecz jeśli martwi (ludzie) nie są budzeni, ani pomazaniec nie jest budzony” (1 Kor 15:13,16). Gdyby Jezusa uważano za istotę niebiańską, która tylko dla  zadania stała się człowiekiem i została sprowadzona z powrotem do nieba, wówczas jego śmierć i zmartwychwstanie byłyby jedynie złudzeniami i pozornym stanem. Mesjasz musiał być w pełni człowiekiem, aby utożsamić się z innymi ludźmi w życiu, śmierci i zmartwychwstaniu. Dlatego apostołowie od samego początku akceptowali fakt, że Jezus był tylko człowiekiem, a sam ten fakt był podstawą wiary w zmartwychwstanie ludzi, więc Paweł dodał: „Lecz teraz jeśli pomazaniec (Chrystus) jest budzony z martwych, pierwszy plon z zasypiających (ludzi)” (1 Kor 15:20). Jezus umarł jako człowiek i była to jedyna prawda, którą ludzie musieli zaakceptować. Potwierdzają to słowa: „bo skoro przez człowieka śmierć, przez człowieka powstanie martwych”, co dowodzi, że w przypadku Jezusa został wskrzeszony człowiek (1 Kor 15:21).

   W związku z tym apostołowie nigdy nie wierzyli w przedludzkie istnienie Jezusa jako istoty niebiańskiej, która zstąpiła na ziemię, ani nie przekonywali o tym innych. Wszyscy prorocy mówili o życiu, śmierci i chwale Mesjasza od jego narodzin, a nie wcześniej. Podobnie w jednym liście Paweł pisze tylko o czasie, który odnosi się do faktycznej egzystencji Jezusa od urodzenia. Cytuje jeden psalm i mówi: „Wstąpiwszy na wysokość, zniewolił zniewolonych i dał dary ludziom. Ale wstąpienie czym jest, jeśli nie i zstąpienie poniżej ziemi* (*do podziemi/krainy umarłych?). Zstępujący ten jest i wstępujący powyżej wszystkich niebios, aby wypełnił wszystkie” (Ef 4:7-10). Z tłumaczeń, takich jak „Biblia Jerozolimska”, tłumaczenie „Tomislav-Dretar” i inni, można odnieść fałszywe wrażenie, że Jezus najpierw „zstąpił na ziemię”, a następnie wstąpił do nieba, to znaczy wstąpił do nieba oznaczało, że najpierw musiał zejść z nieba. Gdyby zastosowano taką logikę, prorok Eliasz wstąpił do nieba po zejściu z niego, co oczywiście nie miałoby sensu (2 Król 2:11).

   Również tutaj niektórzy tłumacze Biblii, pod wpływem doktrynalnego nauczania o istnieniu Jezusa w niebie, zmodyfikowali tłumaczenie, aby wesprzeć wcześniejsze istnienie Jezusa poprzez ich zły wybór i umiejscowienie słów. Jednak poprawne tłumaczenie tekstu greckiego stwierdza, że Jezus zstąpił nie na ziemię, ale „do niższych części ziemi” lub „do najniższego miejsca ziemi” (patrz Tłumaczenie interlinearne z greckiego na angielski, polskie tłumaczenie interlinearne Vocatio ). Zgodnie z tym, co apostoł Paweł powiedział o Jezusie, schodzenie do „niższych krańców” nie dotyczyło jego zejścia z nieba na ziemię, ale zejścia do podziemnego świata, w którym każda zmarła osoba jest w kajdanach śmierci. Jezus stworzył wszystkie warunki do życia wiecznego do końca życia. Ale aby stworzyć fundament dla wszystkich ludzi, musiał umrzeć i zejść do niższych części ziemi, gdzie rozerwał kajdany śmierci, które pokonał w swoim

ciele, a Bóg to potwierdził, wskrzeszając go w chwalebnie nieskazitelnym ciele, z którym wstąpił do nieba.

   W pismach hebrajskich widzimy, jak Żydzi wyrażali się na temat śmierci. Patriarcha Józef powiedział, że chciał „spocząć ze swoimi ojcami” (1 Moj 47:30). Grób (heb. „Szeol”) jest w niektórych tłumaczeniach tłumaczony jako „dół”, „cisza” lub kraina umarłych (Ps 115:17; Iz 38:18). Po trzech dniach kalendarzowych w niższych częściach Jezus zmartwychwstał i wstąpił daleko ponad wszystkie niebiosa. Nigdzie nie mamy apostolskiego stwierdzenia, że Jezus dosłownie zstąpił najpierw z nieba na ziemię, a następnie pod ziemię. Człowiek, który wstąpił do nieba, jest tym samym człowiekiem, który wcześniej umarł i zstąpił do niższych poziomów (podziemia). Jezus pozostał człowiekiem po wstąpieniu do nieba i jako taki powróci na ziemię.

   Ponieważ tajemnica dotycząca chwalebnego Mesjasza (Chrystusa) była długo ukryta i częściowo ujawniona w pismach hebrajskich, Żydzi czekali nie tylko na czas pojawienia się Mesjasza, ale także na wszystko, co wiązałoby się z jego przyjściem. „I zgodnie przyznając, jak wielka jest ta tajemnica pobożności, on stał się widoczny w (śmiertelnym) ciele, uznany za sprawiedliwego w tchnieniu, ukazany posłańcom, ogłoszony wśród narodów, zaufano mu w świecie (ludzi), został uniesiony w chwale” (1Tym 3:16).

   Jezus nie mógł zostać objawiony w swoim nieśmiertelnym ciele w chwili narodzin, ponieważ został stworzony w śmiertelnym ciele, w którym żył jak wszyscy ludzie, ale ostatecznie został uznany za sprawiedliwego ze względu na swój bogobojny dla Boga sposób życia, co oznacza że jego życie było pod oceną Bożego sądu. Przed tym ziemskim życiem nie miał innego życia, ani też nie nabrał wcześniej miłości i oddania dla Boga i ludzi. Aby być całkowicie podobnym do Adama, miał swój początek na ziemi w śmiertelnym ciele. Otrzymał prawo i przykazania od Boga, podobnie jak Adam, ale także zadanie bycia nowym ojcem ludzkości.

   Drugi Adam miał takie same potrzeby duchowe i fizyczne jak pierwszy Adam. Miał wolną wolę do podejmowania decyzji na całe życie. Mógł nawet nieświadomie błądzić i szczerze żałować, ponieważ Bóg ustanowił ofiary w tym celu w Prawie, które pozwoliło jego ludowi być czystym pod względem duchowym i moralnym. Miał swobodny dostęp do Ojca Niebieskiego, do którego zwracał się w modlitwie. Pod względem duchowym musiał rozwinąć się do dojrzałości, kiedy przyjął wielką rolę. Bóg przeznaczył go na swego Syna i dał mu zadanie, które powinien wiernie wykonać w ramach różnych prób. Wszystko, co czyni jego wielkość, nabywa w tym jedynym życiu na ziemi. W ten sposób przeszedł jeden cykl życia od narodzin do śmierci. „chociaż będąc synem (Bożym)  nauczył się na cierpieniach posłuszeństwa i doprowadzony do doskonałości* (*lub: dojrzałości), stał się dla posłusznych jemu przyczyną epoki wyzwolenia” (Heb 5:7-9).

Życie Jezusa ma zatem kilka faz w czasie:

    1) Urodził się i mieszkał na Ziemi i wykonał zadanie, do którego

        został wysłany.

    2) Umarł i zszedł do niższych krańców ziemi – podziemnego

        świata.

    3) Zmartwychwstał w ciele i pojawił się ponownie na Ziemi.

    4) wstąpił do Nieba.

5) Ponownie wróci na Ziemię.

Co się stało z ciałem Jezusa

Do tej pory byliśmy w stanie zobaczyć i zrozumieć wszystko na temat fizycznego ciała Jezusa. Ale wiele wspólnot chrześcijańskich stworzyło własny obraz Jezusa i jego przedludzkiej egzystencji, dzięki której Jezus, jako doskonała niebiańska istota, mógł przebywać na ziemi w doskonałym ciele, nad którym śmierć nie miała mocy. Ponieważ jednak Biblia mówi, że Jezus był w niszczejącym ciele, do którego już nie ma powrotu, naczelni nauczyciele wspólnoty Świadków Jehowy doszli do wniosku, że oznacza to, że Jezus nie powróci do ciała ludzkiego, które samo w sobie jest niszczejące (Dz 13:34). Nie wzięli nawet pod uwagę możliwości, że Biblia mówi o ludzkim ciele w stanie nieskazitelności i doszli do wniosku, że Jezus zmartwychwstał w ciele innym niż ciało ludzkie, w którym żył. Zgodnie z ich interpretacją na zawsze porzucił ludzkie ciało, w którym umarł i zamieszkał w swoim ciele niebieskim, które pozostawił przy wcieleniu. Następnie doszli do wniosku, że Jezus nie potrzebował już ciała fizycznego, które umarło i nie mógł już go odzyskać. Aby jakoś to poprzeć twierdzili, że Bóg usunął lub ukrył fizyczne ciało Jezusa na zawsze.

   Takie twierdzenie opiera się na ich specyficznej logice, zgodnie z którą Jezus po zmartwychwstaniu nie mógł zabrać swego ludzkiego ciała, które poświęcił dla ludzi, ponieważ całkowicie podważyłoby to wartość jego przebłagalnej ofiary dla dobra świata. Zobaczmy, do jakiego wniosku prowadzi taka logika:

„Gdyby ktoś zapłacił dług za przyjaciela, a zaraz potem odebrał te pieniądze, to rzecz jasna dług by pozostał. Jak wobec tego odbiłoby się to na postanowieniu wybawienia wiernych ludzi od długu, jakim jest grzech, gdyby Jezus w chwili zmartwychwstania odebrał z powrotem ludzkie ciało i krew złożone na ofiarę w celu zapłacenia ceny okupu?” (Prowadzenie rozmów, str 131)

Takie przedstawianie ofiary Chrystusa, że odrzuca swoje ludzkie ciało, nie ma sensu. Jezus nie był zobowiązany oddać ludziom swojego życia i ciała, aby mogli nimi rozporządzać, jakby to była ich własność. Jest to kwestia prawna,* na której opiera się sprawiedliwość Boga. Ta sprawiedliwość jest zaspokojona ofiarną śmiercią Jezusa. W tym procesie prawnym Jezus poświęcił nie tylko swoje ciało, ale także swoje życie. Czy więc mógłby cofnąć swoje życie i ciało, które oddał za życie świata? Zobaczmy, co mówi słowo Boże. (* Rzecz dyskusyjna – przypis tłumacza)

   Jezus powiedział, że przyszedł syn człowieczy, „aby oddać swą duszę na okup za wielu” (Mt 20:28). Apostoł Paweł napisał, że Jezus „oddał siebie zamiast okupu za wszystkich” (1 Tym. 2:6). Gdyby Jezus oddał siebie i „oddał swoją duszę za swoje owce”, to zgodnie z tą logiką wcale nie powinien był powstać, ponieważ przywróciłoby mu to „życie”, które poświęcił (Ja 10:15). Niemniej jednak Jezus zmartwychwstał i w ten sposób odzyskał życie

który ma znowu. Kiedy zwierzęta zostały poświęcone, pozostały martwe na zawsze. Ale Jezus nie pozostał na zawsze martwy. Kiedy poświęcił swoje „życie”, był to moment, który zadowalał boską sprawiedliwość i dzięki tej ofierze okup za grzechy został raz na zawsze uregulowany, a przeszkoda dla życia wiecznego usunięta. Ale kiedy zmartwychwstał później, czy cofnął wartość swojej ofiary? Sam powiedział: „ja kładę moją duszę, aby znowu ją otrzymać, (…) wybór (/prawo) mam położyć ją, i wybór mam znów ją odebrać,” (Ja 10:17,18).

   Jezus Chrystus nie utracił prawa do życia, które oddał na śmierć. W konsekwencji nie utracił prawa do swego ziemskiego ciała, które położył na śmierć. Jeśli miał uprawnienia do uśmiercenia swego ciała, to miał prawo je przyjąć ponownie. W związku z tym nie powinien był przebudzić się ze snu śmierci w innym ciele, ale tylko w ciele, które poświęcił, ponieważ to w tym ciele dokonano transformacji poprzez uwolnienie się od śmierci, zapewniając w ten sposób dowód zwycięstwa nad śmiercią i dowód powstania z martwych ciała, którego na jego przykładzie doświadczą wszyscy, którzy są na ścieżce życia.

   Uzasadnione jest stwierdzenie, że Jezus nie odzyskał śmiertelnego stanu ciała, w którym poniósł karę, ale w swoim wskrzeszonym ciele otrzymał życie wolne od śmiertelności i rozpadliwości. To było jego ciało, z którym się urodził, umarł i zmartwychwstał. Ponieważ społeczność Świadków Jehowy wytrwale naucza o przedludzkiej egzystencji Jezusa, w której ciało ludzkie było tylko tymczasową siedzibą syna Bożego, doszło do kolejnego wniosku na temat ciała Jezusa, które nie ma biblijnych podstaw. Zobaczmy, jak to wyjaśniono:

„A co się stało z fizycznym ciałem Jezusa? Czy uczniowie nie stwierdzili, że grobowiec był pusty? Tak, Bóg usunął bowiem ciało Jezusa. Dlaczego? Żeby spełnić zapowiedź podaną w Biblii (Psalm 16:10; Dzieje Apostolskie 2:31). Jehowa postanowił więc usunąć ciało Jezusa, tak jak kiedyś usunął ciało Mojżesza (5 Mojżeszowa 34:5, 6). Poza tym gdyby ciało pozostało w grobowcu, uczniom Jezusa trudno byłoby zrozumieć, że został wskrzeszony z martwych, ponieważ wtedy jeszcze nie pojmowali w pełni spraw duchowych” (Będziesz mógł żyć wiecznie w raju na ziemi, str 144, par 8).

Społeczność ta uważa, że Bóg usunął ciało Jezusa z istnienia, podobnie jak Mojżesza, ale Mojżesz powstanie ponownie w ciele. Twierdzi również, że usunął go, aby wypełnić swoje słowo zapisane w Psalmie, w którym brzmi: „Dlatego weseli się serce moje i raduje się dusza moja, Nawet ciało moje spoczywać będzie bezpiecznie, Bo nie zostawisz duszy mojej w otchłani, Nie dopuścisz, by twój pobożny oglądał grób” (Ps 16:9,10; BW) Jednak apostoł Piotr wyjaśnił, że te słowa rzeczywiście wypełniły się na Jezusie, i powiedział to w ten sposób psalmista Dawid: „Dlatego z góry wiedząc, co ma się wydarzyć, mówił o zmartwychwstaniu Chrystusa, że ani nie został opuszczony w grobie, ani jego ciało nie uległo rozkładowi” (Dz 2:26,27,31; PNŚ) Aby wyjaśnić, że Mesjasz nie jest zmartwychwstałym Dawidem, Piotr dał Żydom dowód na pusty grób. Ciało Jezusa zmartwychwstało, a Dawida nie, ponieważ „jego grób” wciąż zawierał jego szczątki (Dz 2:29). Czy można zatem wywnioskować z tych stwierdzeń, że Bóg postanowił usunąć ciało Jezusa, aby się nie rozpadło? A może mówią coś zupełnie przeciwnego?

   Jak widzimy, Piotr używa słów Dawida, aby opisać swoją nadzieję na zmartwychwstanie ciała, aby wyjaśnić, że spełniły się one na Jezusie, który zmartwychwstał w ciele. Mianowicie, w cytowanych wyżej słowach Jezus jest wymieniony jako osoba („moją duszę”; „on”), która nie zostanie pozostawiona w grobie, a także wspomina o ciele („moje ciało”; „jego ciało”), które spoczywa w nadziei i które nie doświadczy rozkładu jak ciała innych umarłych. Wszystko to oznacza, że powyższe wersety mówią o dosłownym, a nie pozornym „zmartwychwstaniu Chrystusa”. Fizyczne ciało Jezusa spoczywało w grobie przez mniej niż 40 godzin, tak że nie mógł nawet doświadczyć rozkładu, zwłaszcza że w tym czasie jego krew wciąż była „żywa” i chroniona przed rozkładem jak „manna” w arce.

   Gdyby Piotr następnie przekonywał Żydów, że Bóg usunął ciało Jezusa, wówczas z początku pomyśleliby, że Jezus w ogóle nie zmartwychwstał w ciele, ale że jego dusza opuściła ciało i pojawiła się jako duch wcielony przed innymi ludźmi w ciele pozornym (Łuk 24:37-39). W ten sposób poparłby ideę nieśmiertelności duszy, która powoli wkradała się do judaizmu. To byłoby taka sytuacja jak ta, kiedy Saul miał okazję rozmawiać z umarłym Samuelem za pośrednictwem medium, która wzywała zmarłych (1 Sam 28:11-15). Można sobie tylko wyobrazić, jakie teorie i debaty mogły się rozwinąć, że apostołowie najpierw pomyśleli, że Jezus dosłownie powstał w ciele i oznajmił to światu, a później uświadomili sobie, że tak nie było, odkąd usunięto jego martwe ciało. Dlaczego Bóg miałby doprowadzić ich do takiej sytuacji i bez ich wiedzy usunąć ciało Jezusa, aby popełnili błąd, ponieważ podobno nie mogli zrozumieć prawdy?

   Na pewno byłoby dziwne widzieć Jezusa żywego i jego ciało martwe, więc na koniec Bóg musiał je usunąć, aby nie mylić apostołów, którzy podobno nie mogli jeszcze w pełni zrozumieć, że Jezus był istotą niebiańską. Gdyby tak było, to Jezus powinien był ich wcześniej o tym ostrzec, tak jak również powiedział im o swojej śmierci, aby nie zostali wprowadzeni w błąd, myśląc, że jego ludzkie ciało zmartwychwstało, i tym samym ogłoszą fałszywy obraz jego zmartwychwstania. Oczywiście taka teoria nie ma podstaw w Biblii, ponieważ nie można udowodnić zmartwychwstania człowieka bez jego ciała.

   Zniknięcie ciała Jezusa nie byłoby samo w sobie dowodem, że się nie rozpadło. Jedynym dowodem, który apostołowie mogli zaakceptować, było zmartwychwstanie tego ciała. Gdyby z czasem zmienili swoje pierwsze przekonanie i zaczęli mówić, że rozmawiali z Jezusem, którego fizyczne ciało nie zostało wskrzeszone, wówczas na samym początku podkopaliby wiarę w Chrystusa i Jego zmartwychwstanie i dawali powody faryzeuszom i saduceuszom, aby zaprzeczyć nawet poprzez Pismo Święte oświadczeniu uczniów Jezusa, że widzieli go żywego bez ożywienia jego ciała, a twierdzenie, że nie ukradli jego ciała, ale że Bóg je usunął, samo w sobie byłoby powodem do wątpliwości i oszustwa.

   Taka teoria sama w sobie nie byłaby dowodem powstania Jezusa z martwych, ponieważ miałaby wszystkie podobieństwa do możliwości oferowanej przez spirytyzm i doktrynę nieśmiertelności duszy, w którą wierzyli niektórzy rabini i według której, jak widzieliśmy, można za pośrednictwem medium rozmawiać ze zmarłym prorokiem Samuelem, a więc także z Jezusem, chociaż jego ciało nie ożyło. Jedyną różnicą byłoby to, że ciało Samuela rozpadło się, a Jezusa rzekomo nie, ponieważ wcześniej zniknęło. Jednak nie miałoby to już żadnego znaczenia, ponieważ kluczem jest to, że oba ciała były martwe, zgodnie z tą teorią, a oni podobno żyli.

   Można by powiedzieć, że istnieje różnica, ponieważ nikt nie widział Samuela żywego, ponieważ było to oszustwo demonów, podczas gdy Jezusa ludzie mogli widzieć i doświadczać jako rzeczywistą osobę w ciele, które było tylko pozornie ludzkie, to znaczy, że Jezus został wskrzeszony w ciele niebieskim i w tym okresie zmaterializował się i pojawił się w pozornie ludzkim ciele jak anioł. Dla wielu Żydów taka historia nie przeszłaby bez echa, ponieważ bardziej dowodziłaby teorii skradzionego ciała niż zmartwychwstania (Mt 27:62-64). Zawsze powstawałyby wątpliwości, kto został przedstawiony w postaci zmarłego Jezusa.

   Należy pamiętać, że istnieją nadprzyrodzone prawa, dzięki którym Bóg pozwolił aniołom zmaterializować się i zdematerializować, aby ludzie mogli czasem widzieć i rozmawiać z nimi twarzą w twarz. Poprzez materializację nie unieważnili swojego istnienia w ciele niematerialnym. Bóg stworzył te naturalne i nadprzyrodzone prawa, więc łatwo jest wywnioskować, że na podstawie tych praw Jezus mógł również poruszać się między ludźmi w taki sposób, że był widoczny tylko dla tych, którym chciał się objawić.

   Apostołowie nie wyjaśnili nam, czy Bóg uniemożliwił niektórym ludziom zobaczenie go, chociaż był wśród nich, czy też była to prawdziwa dematerializacja, która nie unieważniła istnienia Jezusa w ludzkim ciele. W związku z tym mamy jedną relację, w której zmartwychwstały Jezus podszedł do dwóch uczniów, którzy szli do Emaus: „I stało się w trakcie ich rozmowy i wspólnego poszukiwania, i Jezus zbliżywszy się szedł razem z nimi, lecz ich oczy były powstrzymywane, nie poznali go” (Łuk 24:15,16). Oczywiście Bóg nie pozwolił im w jakiś sposób go rozpoznać, co oznacza, że Jezus mógł być nadal rozpoznany, ponieważ nie zmienił swojego zewnętrznego wyglądu. Oznacza to, że widzieli twarz Jezusa, ale ich oczy nie mogły go rozpoznać. Nie możemy mówić o tym, dlaczego Jezusa nie można było rozpoznać, ponieważ nie wiemy. Ale Jezus najwyraźniej nie musiał się przebierać i maskować. Mógł działać na ludzkie umysły i chodzić wśród nich jak obcy dzięki mocy ducha świętego, aby ani jego przyjaciele, ani wrogowie nie mogli go rozpoznać.

   Kiedy Jezus chciał być ze swoimi apostołami, dano im go rozpoznać, ale z początku nie wystarczyło to, aby uwierzyć w Jego prawdziwe zmartwychwstanie. Kiedy wszedł między nich „oni przerazili się i przestraszyli, uważali [że] oglądają zjawę. Ale on powiedział im: „dlaczego jesteście wzburzeni, i dlaczego powstają w waszych umysłach wątpliwości, zobaczcie moje ręce i moje stopy, że ja sam jestem, pomacajcie mnie i zobaczcie, tchnienie kości nie ma i ciała, tak jak widzicie, że ja mam. [Mówiąc to, pokazał im swoje ręce i nogi.] Gdy oni jeszcze nie wierzyli z radości i dziwili się, powiedział: „macie tutaj coś zjeść?”42I podali mu część smażonej ryby43i wziąwszy przy nich zjadł” (Łuk 24:36-43).

   Ręce i stopy Jezusa nadal miały blizny od gwoździ, co oznacza, że rany zostały wyleczone, ale w tych miejscach były widoczne blizny. Potwierdza to fakt, że krew Jezusa żyła przez cały czas jego śmierci i że proces uzdrowienia był możliwy, gdy leżał martwy w grobie. Po śmierci ludziom nadal rosną paznokcie, włosy i zarost na twarzy, dopóki żyje krew. Ponadto ran Jezusa nie można było szybko zamknąć i wyleczyć, dlatego konieczne było nadprzyrodzone działanie Boga w krwi, w której życie było obecne na poziomie komórek krwi. Są to cuda uzdrowienia, które Jezus dokonał, gdy człowiek ze zwiędłą ręką doświadczył, że stała się ona naturalna w nadprzyrodzonej prędkości (Mk 3:1,5). Taki był

nadprzyrodzony wpływ krwi i jej komórek na chore ciało. Słowo „cud” definiuje się jako coś, co dzieje się poza oczekiwaniami, przewidywanym tokiem lub prawami natury.

   Czy zatem Bóg mógłby przekonać Żydów o zmartwychwstaniu Jezusa, gdyby jego ciało nie zmartwychwstało? Nie byłoby to wystarczająco przekonujące, ponieważ ludzie zawsze mieliby wątpliwości. W szczególności, jeśli ktoś zobaczy, że osoba udająca Jezusa nie jest duchem, a później odkryto, że jego ciało nie żyje, można spekulować na temat oszustwa anioła, który uciszył sprawę, aby mógł pojawić się w postaci zmartwychwstałego Jezusa. Apostołom trudno byłoby przekonać Żydów taką interpretacją, że Jezus naprawdę powstał i że jego ciało nie zostało skradzione. Przeciwnie, twierdzenie, że jego ciało nie zostało wskrzeszone, ale usunięte, byłoby dowodem, że w rzeczywistości było to oszustwo i byłoby na korzyść faryzeuszy i naczelnych kapłanów (Mt 27:62-64).

   Jezus jakiego poznawali apostołowie, nie był „pozostawiony w grobie, jego ciało nie widziało rozkładu” (Dz 2:26,27,31; 4:2).  Apostoł Jan był również tego świadomy, o czym często tu przywoływaliśmy z powodu niektórych kontrowersyjnych wypowiedzi Jezusa, zgodnie z którymi niektórzy chrystolodzy zaczęli wskazywać na jego rzeczywiste istnienie jako osoby z  prehistorii. Zapisał jedną wypowiedź Jezusa, która nie dopuszcza możliwości, że Jezus żył przed swoimi narodzinami lub że zmartwychwstał bez swego ciała. Następnie Jezus zwrócił się do Żydów, którzy poprosili go o cudowny znak, i odpowiedział im: „Odpowiedział Jezus i powiedział im: ‘rozwiążcie ten przybytek, a w trzy dni go podniosę’. Powiedzieli więc Żydzi: ‘czterdzieści i sześć lat był budowany ten przybytek, a ty w trzy dni go podniesiesz?’ Lecz tamten mówił o przybytku swego organizmu, więc gdy został podniesiony z martwych, przypomnieli sobie jego uczniowie, że to im mówił i uwierzyli pismu i słowu, które powiedział Jezus” (Ja 2:19-22). Jakie wnioski uczniowie Jezusa mogliby wyciągnąć z tych słów gdy zobaczyli Go żywego po zmartwychwstaniu? Do jakich wniosków byś doszedł do wniosku? Czy Jezus powstał w ciele, w którym umarł?

   Ponieważ apostołowie wierzyli również słowom Jezusa, według których zmartwychwstaną w swoim ciele, które było poddane śmierci. Nie powinniśmy zatem słuchać tych, którzy twierdzą inaczej, którzy wyraźnie nie wierzą w słowa Jezusa, według których jego ‘zniszczone’ fizyczne ciało ( świątynia) miało zostać „podniesione” za trzy dni. Ci, którzy twierdzili w pierwszym wieku, że nie było zmartwychwstania ciała, byli samozwańczymi chrześcijańskimi nauczycielami i teologami, którzy przystosowali się do myślenia greckich filozofów. Tacy nauczyciele nie zaakceptowali Mesjasza jako człowieka, więc pod wpływem hellenizmu chcieli oddzielić go od ludzkiego ciała, twierdząc, że Chrystus był boską istotą, która posiadała cudze ciało, to znaczy ciało Jezusa. Według nich Jezus umarł i nie zmartwychwstał, podczas gdy Chrystus opuścił ciało Jezusa przy tej okazji. Według innych nauczycieli Jezus zmartwychwstał w pozornym, a nie w ludzkim ciele. Ten rodzaj nauczania jest nieco podobny do nauczania Świadków Jehowy. Apostoł Paweł słusznie sprzeciwiłby się i jednemu i drugiemu. Miał już do czynienia z takimi fałszywymi roszczeniami, więc już sprzeciwił się nie tylko niewłaściwym nauczycielom w tym czasie, ale także tym, którzy będą tak twierdzić w przyszłości, mówiąc:

Ale jeżeli pomazaniec jest ogłaszany, że z martwych jest obudzony, jak mówią niektórzy wśród was, że powstania martwych nie ma? Ale jeżeli nie ma powstania martwych, [to] ani pomazaniec nie jest obudzony (w ciele), zatem puste nasze ogłaszanie, pusta też nasza wiara” (1 Kor 15:12-14).

W przeciwieństwie do wspomnianych fałszywych nauczycieli z I wieku, niektórzy z dzisiejszych nauczycieli (jak Świadkowie Jehowy) wierzą w zmartwychwstanie w swoich ciałach fizycznych, ale nie w to, że Jezus powstał jako człowiek w swoim ludzkim ciele, opierając się nauczaniu apostolskim. Absurdalne jest to, że próbują narzucić ją chrześcijanom wiary katolickiej, wierząc, że katolicy również nie znają rzeczywistej prawdy w tym względzie. Jednak na stronie internetowej “Glasa koncila” natknąłem się na prawidłową interpretację, ponieważ mówi:

„Katechizm Kościoła Katolickiego wyraźnie stwierdza:„ Termin „ciało” (dosłownie ‘mięso’) oznacza osobę w stanie słabości i śmiertelności. „Zmartwychwstanie ciała” oznacza, że nie tylko dusza będzie żyć po śmierci, ale także, że nasze „śmiertelne ciała” (Rz 8:11) powstaną do życia. Innymi słowy, kiedy doświadczymy zmartwychwstania naszego ciała, doświadczymy lub posmakujemy życia wiecznego jako osoby o własnej specyficznej i osobistej tożsamości. Katechizm przypomina nam zatem, że zmartwychwstanie Chrystusa jest wzorem naszego zmartwychwstania i że mamy doświadczenie spotkania zmartwychwstałego Chrystusa w Ewangeliach. Zgodnie z tymi zarejestrowanymi doświadczeniami Jezus miał po śmierci i zmartwychwstaniu osobisty charakter swego przedśmiertelnego ludzkiego ciała. Miał też rany na ciele, które otrzymał w męce – i pokazał apostołom, a zwłaszcza niewierzącemu Tomaszowi, rany gwoździa i ranę przebitego boku.

Na spotkaniach z apostołami Jezus jadł – więc w pewnym sensie miał znane nam ciało o fizycznych właściwościach, ale także, co zostało zapisane w kilku miejscach w Ewangeliach, jego zmartwychwstałe ciało nie podlegało już znanym prawom fizycznym, ponieważ znalazło się ono wśród uczniów przechodząc przez zamknięte drzwi.

Z powodu tych doświadczeń dotyczących właściwości zmartwychwstałego ciała Jezusa, jest ono określane jako „uwielbione”, „chwalebne” lub – jak Paweł w Pierwszym Liście

Koryntianie – „ciało duchowe”. I Katechizm Kościoła Katolickiego wyjaśnia to jasno, IV Sobór Laterański naucza: „W ten sam sposób w Nim (Chrystusie, red.) „Wszyscy zostaną wskrzeszeni z własnymi ciałami, które mają teraz”, tylko to ciało zostanie przemienione w chwalebne ciało, w „ciało duchowe” (1 Kor. 15:44). )”.

Dlatego nie będziemy doświadczać zmartwychwstania naszego martwego ciała, takiego jak Łazarz, który po tym, jak Jezus wzbudził go z martwych, żył przez pewien czas w ziemskim, rozpadającym się ciele, ciele, które podlegało wszystkim znanym prawom fizycznym i zginęło w śmierci. ożywienie własnego ciała w zupełnie nowe życie, jakościowo odmienne, doskonalsze, w którym nie ma już rozpadliwości ani śmiertelnego gaszenia ciała … ”

Nie wyjaśnia, co to jest „ciało duchowe”, które my też będziemy mieć jak Jezus, ale istnieje możliwość, że jest to ciało fizyczne wyższego poziomu, podlegające prawom duchowego, nie rozpadającego się ciała, o którym napisał Paweł, o którym już rozmawialiśmy (patrz str. 320-325, Wspólnota w „przaśnym chlebie”). Faktem jest, że Jezus w swoim uwielbionym ciele mógł zastosować pewne nadprzyrodzone prawa, których jeszcze nie znamy, ale to niekoniecznie oznacza, że wszyscy ludzie będą musieli funkcjonować w ten sposób, ale tylko ci, którym będzie to dane i umożliwione od Boga ze względu na specyfikę ich roli i zadania. Wiemy, że tylko Jezus był jak dotąd upoważniony do przyjęcia szczególnej roli, która dała mu moc korzystania z praw nadprzyrodzonych.

   Aniołowie działają w ten sam sposób. Tylko ci aniołowie, których Bóg wysłał, aby wykonali określone zadanie na ziemi, mieli możliwość materializowania się w ludzkie ciała i korzystania z praw fizycznych, którym podlegają ludzie. Niestety, niektórzy aniołowie nadużywali tego autorytetu na początku ludzkości, więc Biblia stwierdza, że „nie zachowali swojej pierwotnej pozycji, ale opuścili swoje prawdziwe miejsce zamieszkania”, dlatego są oni karani poza obszarem, w którym inni aniołowie żyją w obecności samego Boga i nie mogą się więcej zmaterializować (Ju 6). Wierni aniołowie mają teraz okazję być z Jezusem, człowiekiem zabranym z ziemi „którego niebo musi wprawdzie przyjąć, aż do czasów przywrócenia wszystkiego, które powiedział Bóg przez usta świętych swoich proroków” (Dzieje 3:20,21)

Czy możemy zaufać człowiekowi

Autorytet religijny w całej historii chrześcijaństwa narzucał wyznawcom Jezusa prawdy doktrynalne o jego istnieniu jako istoty niebieskiej, które doprowadziły do podziałów i konfliktów między nimi. Prawdziwi chrześcijanie są już przesiąknięci mądrością teologiczną, przez którą różnym teologom udało się ukryć rzeczywista prawdę o Bogu i Chrystusie, twierdząc że zwykli wierzący nie muszą łamać głowy w sprawach wymagających wykształcenia teologicznego. Od wierzących wymaga się bezwarunkowego przyjęcia obrazu Jezusa, który ojcowie kościoła i przywódcy religijni wbudowali w wiarę chrześcijańską. Widzieliśmy, że takie doktryny zawierają wiele dziwnych szczegółów. Pamiętajmy o Justinie Męczenniku. Twierdzenie, że Jezus istniał przed swoimi narodzinami, było dziwne dla Żyda, który utrzymywał swój pierwotny pogląd na ludzkiego Mesjasza, uznając go za akceptowalny, chociaż nie mógł niczego udowodnić. Powiedział:

„Ale skoro udowodniłem z całą pewnością, że ten Człowiek jest Mesjaszem Bożym, kimkolwiek by był, nawet gdybym nie udowodnił, że istniał On wcześniej i uniżył się, by narodzić się jako Człowiek, podobny do nas w cierpieniu, mający ciało,

zgodnie z wolą Ojca, jedynie w tej ostatniej sprawie można by zarzucić mi, że się pomyliłem, ale nie można zaprzeczyć, że jest On Chrystusem, choćby zdawało się, że narodził się On jako

człowiek z człowieka i nie udowodniono by nic ponad to, że został On wybrany na Mesjasza.” (Dialog z żydem Tryfonem)

Justyn nie miał biblijnych dowodów na swoje poglądy, ale nie chciał słyszeć o poglądach tych, którzy uważali Jezusa za człowieka, nawet jeśli mogliby udowodnić to twierdzenie z Pisma. Było to świadome zamknięcie swoich oczu na prawdziwe fakty, które były dla niego zbyt proste, by je zaakceptować. Czy zatem dzisiaj można przekonać teologów i ich wierzących, że Jezus był tylko człowiekiem? Akceptacja Jezusa jako Chrystusa, Syna Bożego, jest fundamentem wiary chrześcijańskiej, ale bez biblijnych dowodów na to, że istniał w niebie przed narodzinami, jest dodawaniem niebiblijnej idei do prostej prawdy, która wystarczyła, aby uwierzyć w Bożego wybrańca jako zbawiciela i odkupiciela.

   W pierwszych wiekach istniał fundament, który umożliwił by Jezusa jako człowieka wydźwignąć na anioła i Boga. Ale dzisiaj, kiedy Jezus jest uwielbiony jako Bóg i Stwórca na całym świecie, trudno oczekiwać, żeby został pozbawiony swojej boskości i przedludzkiej egzystencji. Prawdziwy Jezus, który nie jest ani archaniołem, ani Bogiem, ale istotą ludzką, nie pasuje wielu ludziom.

   Jeśli cofniemy się do czasów, gdy Żydzi spodziewali się Mesjasza i ostatecznie większość z nich odrzuciła go, ponieważ nie pasowało to do ich poglądów narzuconych im przez przywódców religijnych, należy się spodziewać, że większość dzisiejszych chrześcijan prowadzona przez swoich przywódców religijnych, pomimo wyraźnych faktów biblijnych nie zaakceptują prawdziwego obrazu Jezusa Chrystusa, ponieważ nie pasuje on do ich tradycyjnego obrazu. Ponadto, w jaki sposób można przyjąć Jezusa jako człowieka, jeśli w Biblii jest powiedziane: „Nie polegajcie na władcach ani na żadnych innych ludziach, bo nie mogą zapewnić wybawienia” (Ps 146:3). „Przeklęty jest człowiek, który pokłada ufność w ludziach, który polega na ludzkiej sile i którego serce odwraca się od Jehowy” (Jer 17:5). To prawda, że nie powinniśmy ufać mężowi ziemi jako przywódcy, ale tylko wtedy, gdy oznacza to „odwrócenie się od (Boga) Jehowy”.

   W przeciwieństwie do Boga, który jest nieśmiertelny sam w sobie, człowiek jest śmiertelny, ponieważ „Duch człowieka uchodzi, a on wraca do ziemi. Tego dnia giną jego myśli” (Ps 146:4). Jednak jak widzieliśmy, Jezus nie powrócił do prochu, ale nadal reprezentuje Boga i Jego słowo. Osiągnął doskonałość i od tego momentu stał się nieśmiertelny, ponieważ śmierć nie ma nad nim władzy. Dlatego możemy naprawdę ufać temu i takiemu człowiekowi – przedstawicielowi Boga i naszemu przywódcy, przez którego ewidentnie istnieje zbawienie.

   Bóg już wcześniej oczekiwał od swego narodu, że zaufają temu człowiekowi, którego on postawi jako swego przedstawiciela. Tego przedstawiciela musieli słuchać i naśladować. Mojżesz powiedział do narodu: „Jehowa, wasz Bóg, powoła spośród waszych braci proroka takiego jak ja. Jego macie słuchać” (5 Moj 18:15; 18:18,19). Słuchanie tego człowieka było tym samym, co słuchanie samego Boga. Ponadto Bóg wzbudził zbawicieli, aby Jego lud wybawili ich od wrogów, a ludzie musieli okazywać im zaufanie, wiedząc, że za nimi stoją aniołowie niebiańscy. Przybyli w imię samego Boga (Ps 118:26). Zaufanie do nich oznacza zaufanie do samego Boga. Izraelici mieli najpierw taką pewność siebie i podziw dla Mojżesza, ponieważ mówi: „Ujrzeli, jak Jehowa posłużył się swoją wielką mocą przeciwko Egipcjanom, i zaczęli się bać Jehowy. Uwierzyli Jehowie oraz Jego słudze Mojżeszowi” (2 Moj 14:31). Kiedy Mojżesz umarł „Tego dnia Jehowa wywyższył Jozuego w oczach całego Izraela i do końca jego życia odnoszono się do niego z wielkim respektem, tak jak z wielkim respektem odnoszono się do Mojżesza” (Joz 4:14).

   Lud Boży powinien przede wszystkim bać się Jehowy Boga, a tym samym okazywać Mu swoje wyjątkowe oddanie i podziw. Jeśli jednak człowiek właściwie reprezentuje autorytet Boga, ludzie powinni się go bać w ten sam sposób. Więc ludzie „bali się” króla Salomona, ponieważ „dostrzegali, że otrzymał od Boga mądrość, by sądzić sprawiedliwie” (1 Król 3:28).

   Biblia mówi: „Synu mój, bój się Jehowy i (namaszczonego) króla” (Przysłów 24:21). Robiąc to, lud Boży Izrael, miał okazywać szacunek i podziw zarówno Bogu jak i ich królowi, który został namaszczony przez Boga. Tak więc w Biblii mamy jedną relację Dawida: „Potem Dawid zwrócił się do całego zboru: ‘Wysławiajcie teraz Jehowę, swojego Boga’. I cały zbór wysławiał Jehowę, Boga swoich przodków. Wszyscy padli na twarze przed Jehową i przed królem” (1 Kro 29:27). Oddawanie czci królowi mogło być jednocześnie czczeniem Boga, którego reprezentował na swoim tronie. Dlatego ludzie często postrzegali króla jako Boga. Ze wszystkich królów ziemi sam Jezus zasługuje na to, aby się go bać jak Boga, ponieważ w pełni reprezentuje Boga i jego autorytet (Ps 89:27). W tym czasie chrześcijanie mieli swobodę postrzegania Jezusa jako Boga, ponieważ wybitni ludzie, władcy i sędziowie mogli być uważani za bogów (Da 2:46-48). Taki był nawet biblijny pogląd wyrażony przez wyrażenie „Bóg nad bogami” użyte przez samego anioła Bożego (Da 11:36). Jehowa jest żywym Bogiem nad wszystkimi żywymi bogami, a zatem nad Jezusem, którego możemy postrzegać jako boga. Podobnie Jezus jako Syn Boży siedzący po prawicy Boga jest ponad wszystkimi innymi bogami, którzy mają „wielkie imię” i panują nad ludźmi (porównaj z Dawidem – 2 Sam 7:9; 1 Kro 14:2,17).

   Bóg w historii ludu Bożego był ich Ojcem, Pasterzem, Przywódcą, Królem, Odkupicielem, Zbawicielem. Był wszystkim, czego potrzebowali od niego, aby być pod stałym duchowym przewodnictwem i ochroną. Takie jest również znaczenie jego imienia Jehowa lub Jahwe (JHVH). Bóg często manifestował te role w związku ze swoim imieniem poprzez ludzi, którzy reprezentowali go na ziemi jako Boga. Tak jak Bóg uświęcił świątynię, aby jego imię mogło w niej zamieszkać, tak on poświęcił samego Jezusa, aby imię Boże mogło w nim zamieszkać, to znaczy w jego ciele (2 Kro 7:16). Jezus miał reprezentować Boga we wszystkich tych rolach, więc słusznie mógł być pośrednikiem między człowiekiem a Bogiem. Właśnie dlatego chrześcijanie na niego jako Chrystusa patrzeli jak na Boga, ponieważ on, chociaż był człowiekiem był widzialną manifestacją Boga i imieniem Boga. Taki pogląd był czymś zupełnie nowym, ponieważ do tego czasu żaden człowiek nie był tak wywyższony w oczach Boga. Jednak w tamtym czasie niektórym nauczycielom trudno było zaakceptować fakt, że jeden człowiek mógł wznieść się tak wysoko do Boga, już w czasach apostołów zaczęli wątpić, że Jezus był prawdziwym człowiekiem. Zaczęli głosić innego Jezusa, który był bardziej podobny idei bóstwa zstępującego na ziemię i przyjmującego ludzki charakter. Jednak takie nauczanie nie było powszechnie akceptowane w czasach apostołów, ale zostało zapoczątkowane, a po śmierci apostołów przeważało w ówczesnym środowisku filozoficznym.

   W pierwszych wiekach chrześcijaństwa przekonania o Jezusie uległy drobnym, ale znaczącym zmianom i widzieliśmy, że decydującym elementem była zmiana w nauczaniu o człowieku, który staje się „Synem Bożym”, w doktrynę Syna Bożego, który staje się człowiekiem. Był to typowy proces przekształcania człowieka w boską istotę i samego Boga, który już był znany w historii. Mianowicie, prawnuk Noego, Nimrod był założycielem pierwszego imperium polityczno-religijnego na ziemi. Jego ludzie zaakceptowali go jako Boga. Chociaż mamy w Biblii wiele informacji o nim, historycy z różnych źródeł opowiadają o tym, jak poślubił swoją matkę Semiramis. Po jego nagłej śmierci jego matka zaczęła propagować doktrynę, że Nimrod rzekomo przeżył śmierć, stając się duchem, który ją zapłodnił, a ona poczęła syna Tamuza. W ten sposób Nimrod stał się Bogiem Balem, Semiramida babilońską „Królową Niebios”, a Tamuz „Boskim Synem Nieba”. Od tego czasu stali się głównym przedmiotem kultu w tym fałszywym systemie babilońskim, a sam kult rozprzestrzenił się na cały świat.

  W różnych krajach i językach „matka i syn” noszą różne imiona, co świadczy o wspólnej idei religijnej, która nosiła boską symbolikę. W starożytnym Egipcie byli znani jako Izyda i Ozyrys, w Azji jako Kybele i Dios, a w pogańskim Rzymie jako Fortuna i Jowisz. Nic więc dziwnego, że chrześcijańska doktryna Jezusa, który po śmierci, zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu został wyniesiony przez chrześcijan do niebiańskiego bóstwa – do dziecka Bożego na łonie matki Bożej – była pod wpływem podobnych doktryn. Nie stało się to z dnia na dzień, ponieważ do tego czasu niektóre prądy chrześcijańskie zostały powoli i płynnie, pod wpływem greckiej filozofii, oddzieliły Chrystusa od prawdziwego człowieka. Chociaż apostołowie byli temu przeciwni, coraz więcej nauczycieli rozmawiało z ludźmi o tym, co podoba się ich uszom, zgodnie z bardziej nowoczesnymi zhellenizowanymi poglądami (2 Tym 4:3,4). Wraz ze śmiercią apostołów zniknęli ci, którym udawało się zapobiec przenikaniu fałszywych nauk, a kontynuowano dyskusje na temat tożsamości Jezusa, głównie między tymi, którzy zaczęli twierdzić, że Chrystus jest najbardziej wzniosłą istotą niebiańską wcieloną w człowieka.

   Bóg nigdy się nie zmienia. Był zawsze kompletny. Zgodnie z nauką o Trójcy, Bóg jednak się zmienił, ponieważ oprócz boskiej natury, wcielił w siebie naturę ludzką, tak że ich Bóg (Ojciec-Syn-Duch Święty) ma teraz dwie natury, boską i ludzką. Wygląda na to, że Trójjedyny Bóg stał się kompletny z Jezusem tylko dlatego, że brakowało mu ludzkiej natury. Jeśli Bóg był wtedy niepełny, był niedoskonały. Oznaczałoby to zatem, że Bóg stworzył z góry podstawę prawną dla Adama, aby mógł grzeszyć, aby Syn stał się człowiekiem pod tym pretekstem i nabrał ludzkiej natury, której brakowało Bogu. Tego rodzaju dziwne nauczanie nieświadomie poniża Boga i człowieka.

   To samo dotyczy tych, którzy twierdzą, że Jezus jest pierwszym niebiańskim stworzeniem Bożym, ponieważ oni również nieświadomie odrzucają istotną prawdę o Jezusie jako człowieku. Np. Świadkowie Jehowy twierdzą, że Jezus jako istota niebieska dopiero po zejściu na ziemię, czyli po śmierci i zmartwychwstaniu, stał się pierwszym nieśmiertelnym stworzeniem, co oznacza, że nie byłby nieśmiertelny przed zejściem na ziemię (Strażnica 1.10.2006, s. 5). Jezus mógłby w ten sposób dziękować Adamowi, który przez swój grzech otworzył potrzebę śmierci w ofierze w ludzkim ciele i pokonania śmierci, a tym samym ostatecznie stał się nieśmiertelny jak sam Bóg, tak że nauka ta pachnie także teorią spiskową przeciwko człowiekowi, aby ktoś w niebie skorzystał z upadłego stanu i zrównał się z Bogiem.

   Oczywiście złe nauki przynoszą ze sobą takie i inne nieporozumienia, które odwracają uwagę ludzi od prawdziwej nauki. Jednym z nich jest wzmianka o doktrynie Trójcy, która opiera się na deklaracji chrztu Jezusa „w imię Ojca i Syna i ducha świętego” (Mt 28:19,20). Ale czy jest to dowód na to, że pojęcie Bóg jest trzema osobami, czy też jest połączeniem Ojca i Syna w związku z duchem świętym? Biblia wyraźnie opisuje to jako połączenie dwóch bardzo ważnych osób nieba i ziemi połączonych duchem świętym. Paweł objawia nam to, mówiąc: „bo nawet jeśli są nazwani Bogami i Panami, czy to w niebie czy to na ziemi, tak jak są bogowie liczni i panowie liczni, ale dla nas jeden Bóg (nad bogami) Ojciec, z którego wszystko i my do niego, i jeden pan Jezus pomazaniec (nazwany Synem Bożym, tj. bogiem), przez którego wszystko (nowe) i my (nowe stworzenia) przez niego” (1 Kor 8:5,6).

   Jehowa jest jedynym Bogiem w prawdziwym znaczeniu tego słowa, podczas gdy Jezus, jako Syn Boży, może nosić jedynie tytuł „boga”, który określa jego rolę jako przedstawiciela Boga, władcy i sędziego, poprzez którego Bóg realizuje swój cel i swoją wolę na ziemi w związku z niebem. Człowiek jest pierwszym i ostatnim dziełem Boga. Po pierwsze dlatego, że Bóg zaprojektował go na samym początku swojego planu jako ukoronowanie stworzenia, a po drugie, ponieważ został stworzony po tym, jak wszystko zostało przygotowane na Jego wieczną misję. Chociaż został stworzony ostatni, był początkiem stworzenia, ponieważ wszystko zostało stworzone dla niego i z powodu niego. Miał zachować w sobie obraz Boga, który stanowiłby mocny związek między niebem a ziemią. Na samym początku istniała duchowa więź między niebem a ziemią, reprezentowana przez Jehowę Boga jako Ojca w niebie z jednej strony i Adama jako jego Syna na ziemi z drugiej. To połączenie nieba i ziemi było możliwe tylko pod przymierzem między Ojcem i Synem, które będzie utrzymywane przez ducha świętego. Duch święty odegrał rolę niezniszczalnej wspólnoty. Ale Adam zerwał tę więź swoim grzechem. Jest to również powód, dla którego nie jest wspomniany w pismach hebrajskich w znaczeniu wspólnoty Ojca w niebie i Syna na ziemi, jak wspomniano od przyjścia Jezusa Chrystusa, który przywrócił to połączenie.

   Do pierwszego wieku była to tajemnica, którą wielu próbowało odkryć. Świętą tajemnicę woli Bożej przedstawił apostoł Paweł, mówiąc: „Dawszy poznać nam tajemnicę swojej woli według upodobania, które powziął [Bóg] sobie w nim do zarządzania wypełnieniem pór, połączenia (ponownie*) pod jedną głowę wszystkiego w pomazańcu (drugim Adamie), na niebiosach i na ziemi w nim” (Ef 1:2,3,8-10). To, co istniało na początku i co zostało przerwane, musiało zostać zebrane przez innego człowieka. Kiedy Paweł używa słowa „ponownie”*, tym samym potwierdza  prawdziwą tożsamość Jezusa, człowieka, Syna Bożego, drugiego Adama, w którym mają zostać ponownie złożone rzeczy, które zostały złamane przez pierwszego człowieka. Dlatego we wstępie do wszystkich listów często wspomina się o wspólnocie Ojca i Syna, zgodnie z duchem świętym (Rz 1:7; 1 Kor 1:3; Gal 1:3 itd.) (* brak tego słowa w greckim tekście – przypis tłumacza)

   Dzięki Jezusowi Chrystusowi, Synowi Bożemu, wszystkie nowe stworzenia mogą wejść we wspólnotę z Bogiem Ojcem w duchu świętym, więc ta tajemnica, która od dawna była ukryta, została objawiona w poleceniu Jezusa, aby wierzący zostali ochrzczeni w Jego imię jako nowe stworzenia, aby przez niego mogli wstąpić do tej wspólnoty. Apostoł Paweł podziękował Bogu za umożliwienie przywrócenia wyjątkowej jedności nieba i ziemi, mówiąc: „Dlatego pochylam kolana przed Ojcem, któremu każda rodzina w niebie i na ziemi zawdzięcza swoje imię” (Ef 3:14,15). Jehowa Bóg jest Ojcem wszystkich stworzeń w niebie i na ziemi, ale na ziemi mógł to osiągnąć tylko dzięki doskonałemu człowiekowi, który reprezentowałby go w roli jego Syna, łącząc w ten sposób rodzinę na ziemi z rodziną w niebie. Adam uniemożliwił to zanim świat powstał, ponieważ stracił swój status pierworodnego Syna Bożego. Na jego miejsce przybył inny człowiek w roli Syna, więc Paweł mówi: „dlatego Bóg jego wywyższył ponad wszystko i obdarzył go imieniem ponad wszelkie imię, aby w imię Jezusa się ugięło każde kolano, niebiańskich (panów) i ziemskich (wolnych), i będących pod ziemią (pod jarzmem; niewolników) i by każdy język (ludzki) wyznał, że panem Jezus pomazaniec, ku chwale Boga, Ojca” (Fil 2:9-11; zobacz Ef 6:8; 1Tym 6:1)

Każda rodzina w niebie i na ziemi…

– zawdzięcza swoje imię Bogu, Ojcu, który wszystko stworzył

–  zawdzięcza swoje istnienie Chrystusowi, Synowi, dla którego

   wszystko zostało ponownie stworzone

– osiąga wspólnotę przez ducha świętego, z którym wszystko jest

  stworzone

   Dlatego powinniśmy zginać kolana przed Ojcem, naszym niebiańskim Bogiem i przed Synem, naszym Panem, który w przeszłości był wyobrażany tylko w niewielkim stopniu, gdy „cały zbór wysławiał Jehowę, Boga swoich przodków. Wszyscy padli na twarze przed Jehową (Bogiem) i przed królem (człowiekiem)” (1 Kro 29:20). W tym „imieniu” nawet wszyscy aniołowie w niebie kłaniają się Jezusowi Chrystusowi niezależnie od faktu, że nie jest on przeznaczony do panowania nad nimi, ale tylko nad „królestwem ziemi”, okazując mu jedynie właściwy szacunek, jaki otrzymał od Boga (Da 4:17; Ob 1:5). Bóg jego „posadził po swojej prawicy w niebiosach, ponad każdą zwierzchność, i władzę, i moc, i panowanie (ziemskiego królestwa), i każde imię (stanowisko), które jest wymieniane, nie tylko w tej epoce, ale i w nadchodzącej” (Ef 1:20-22).

   Jezus jest ściśle związany z Jehową, swoim Ojcem. Zatem termin „Syn” zyskuje jeden szczególny wymiar, który wielu ludzi błędnie identyfikuje jako bóstwo lub istotę niebiańską. Np. Bóg mówi do ludzi: „To jest mój Syn umiłowany, jego słuchajcie” (Mt 17:5). Apostoł Paweł wspomina o dobrej nowinie Boga: „wcześniej ogłoszonej przez jego proroków w pismach świętych, o jego synu” (Rz 1:1-3). Ale, jak widzieliśmy, termin „Syn” powinien być postrzegany z perspektywy Boga i w kontekście Biblii. Dzięki Biblii Jehowa (JHVH) objawia się jako wszechmogący Bóg, Stwórca i Ojciec, który ma szczególny związek z lojalnym człowiekiem. Rzekł więc przed aniołami do szatana: „Czy zwróciłeś uwagę na mego sługę Hioba” (Job 1:8).

   Podobnie w czasach, gdy na ziemi istniał tylko jeden człowiek, Adam, Bóg mógł mówić do aniołów o nim jako swoim Synu. Mianowicie, kiedy w końcu stworzył ziemię i pierwszego człowieka na niej, aniołowie „wykrzykiwali radośnie” (Job 38:7). Wyrazili tę radość, wiedząc, że człowiek jest wspaniałą istotą, której pomogą w realizacji planu Bożego. Ale Bóg mógł również wyrazić swoją radość przed swymi aniołami, mówiąc: „To jest mój Syn, dla którego wszystko stworzyłem, służcie mu”. Jak widzieliśmy, jeden z wybitnych cherubinów nie chciał zrównać się z człowiekiem i nadal mu służyć, dlatego starał się poniżać człowieka w oczach Boga, co można również odczytać z przykładu wiernego Hioba, któremu przed Bogiem przypisał złe intencje (Job 1:9-11).

   Jezus był „sługą Bożym”, ale według metody stworzenia był pierwotnie synem Bożym, podobnie jak Adam i został wyznaczony na pierworodnego Syna. W przeciwieństwie do Adama okazywał wierność Bogu i ostatecznie został „ogłoszony Synem Bożym” (Rz 1:4; Iz 53:11-13). Było to honorowe imię lub tytuł, na które Adam nie zasługiwał, więc spełniło się u innego Adama. Pierwsi chrześcijanie mogli to potwierdzić na podstawie pism hebrajskich, podczas gdy inni spoza jej stronic brali pod uwagę filozoficzne rozumienie Boga, Syna Bożego, słowa Bożego (logosa), człowieka, grzesznego ciała oraz życia i śmierci w tym czasie i swoją interpretacją biblijną ukrywając prawdziwą tożsamość Jezusa. Ale kiedy dzięki temu, co zostało ukryte w Słowie Bożym, prawdziwa tożsamość Jezusa zostaje w ten sposób ujawniona, wtedy nie ma już potrzeby wdawać się w spory dotyczące udowodnienia wcześniejszego istnienia Jezusa i udowodnienia jego roli jako drugiej boskiej osoby w Trójcy lub roli pierwszego niebieskiego anioła jako niebiańskiego syna Bożego. Obie chrystologie tracą sens gdy widzi się u Jezusa jego pierwotną rolę człowieka – drugiego Adama.

Koniec trwającej setki lat debaty

Nadal trwa dziś debata między Żydami i muzułmanami z jednej strony, którzy widzą Jezusa tylko jako człowieka, a tymi chrześcijańskimi nauczycielami i teologami z drugiej strony, którzy chcą udowodnić, że zawsze był boską istotą jako anioł Jehowy lub jako Bóg w Trójcy Świętej. Możesz więc znaleźć wideo na portalu Youtube, w którym wykładowca, który wierzy w wieczne bóstwo Jezusa, chce pomóc swoim słuchaczom obalić nauki Świadków Jehowy, którzy twierdzą, że Jezus został stworzony przez Boga jako anioł. Spójrzmy, jak wyjaśnia to za pomocą Jana 1:1-3:

 „Jak wam czasem mówią, Świadek Jehowy lub muzułmanin, a oboje są arianami:

„’Słowo było Bogiem’ jest złym tłumaczeniem; musicie zobaczyć nasze tłumaczenie ‘Nowego Świata’ lub ‘Prawdziwa wersja jest pochowana w świątyni pod ruinami Jeruzalem’; źle to odczytałeś; powinno się tłumaczyć: ‘Słowo było bogiem’ (‘podobny do Boga’ lub ‘był bogiem’; ‘wielki Prorok’, wielki Anioł używany przez Boga do wielkich rzeczy). Widzisz, tu nie ma rodzajnika określonego itp”.

Oto jak powinieneś odpowiedzieć. Istnieje sposób, aby udowodnić, że jest źle, bez znajomości języka greckiego! Ale jestem bardzo świadomy, że będą wam głosić, jeśli zaakceptujecie te słowa i uwielbicie Jezusa (jako Boga). Świadkowie Jehowy wierzą bowiem, że Jezus jest stworzony aniołem. Możesz wiedzieć, że to nieprawda na podstawie wersetu 3. Pokaż im werset 3. W wierszu 3 najpierw mówi:

„Wszystko przez niego powstało”

Możesz pomyśleć, że to wystarczający dowód. On stworzył stworzenia. Czy to nie wystarczający dowód? WSZYSTKO jest stworzone przez niego! … ale z pewnością powiedzą ci:

Niezupełnie. Ponieważ, gdy mówi, że wszystko jest stworzone przez niego, oczywiście ten który stworzył „wszystko”, jest wykluczony z „wszystkiego” i dlatego jest on sam jest – stwórcą.” Możesz powiedzieć: „Nie jest dla mnie oczywiste, że on nie jest tym który stwarza wszystko stworzone, ale że jest podobno częścią „wszystkich rzeczy stworzonych”. Nie wydaje się być częścią „wszystkich rzeczy stworzonych”. On stworzył wszystko, co zostało stworzone. ”…

Jeśli pozostaniesz przy tym, nie przekonasz ich jeszcze. Jan nie poprzestał na tym. Dalej napisał: „I bez niego nic nie powstało co powstało”.

Dlaczego to napisał? Dlaczego Bóg zainspirował go do powtórzenia, a następnie dodał: Bez niego nic nie powstało w kategorii stworzenia. Gdyby On był w kategorii stworzonych, musiałby stworzyć siebie. Jeśli nie istniejesz, nie możesz stworzyć siebie. Nie sądzę, że musisz znać grecki. Mogło by pomóc Hebrajczycy 1, Rzymian 9, Kolosan 2. Bóstwo Jezusa Chrystusa przenika cały Nowy Testament. Ale musisz wytrwać w interpretacji Jana 1:3 i powiedzieć:

Myślę, że sposób, w jaki werset 3 jest zestawiona, brzmi: „Bez niego nic nie zostało stworzone.” Wszystko w kategorii stworzonych: anioły i reszta – stworzył. Z tego powodu nie można go zaliczyć do kategorii stworzonych. Koniec dyskusji!!!

   Tak wyglądają dyskusje, gdy obie strony używają jedne i ignorują inne argumenty. Chociaż może to być koniec jednej debaty, widzimy, że z jednej strony próbuje ona obalić twierdzenie, że Jezus został stworzony jako człowiek lub anioł, ale z drugiej strony wciąż nie może potwierdzić tezy, że jest wiecznym Bogiem i Stwórcą. Świadkowie Jehowy zgadzają się z orędownikami Trójcy, że Jezus nie był stworzony człowiekiem. To jest ich wspólny punkt dzięki którym oboje, jak zwolennicy Ariusza i Atanazego z IV wieku, poszli w dwóch kierunkach, aby zinterpretować wcześniejsze istnienie Jezusa. Faktem jest, że jedni i drudzy „słowo” (greckie „logos”), jak widać w powyższej dyskusji, zostaje zastąpiony zaimkiem „on”, „jemu”, „jego”, nawiązując do „Jezusa”, który był według nich tym „słowem”. Ale przy takim skojarzeniu nadają słowom Jana zupełnie inny sens, aby poprzeć ich niebiblijne poglądy na temat tożsamości Jezusa, nawet jeśli wiedzą, że Jezus nigdy nie powiedział o sobie, że jest z natury niebiańską istotą boską. Aby zrozumieć to i inne stwierdzenia Jana, tak naprawdę nie trzeba być teologiem i znawcą języka greckiego, ale trzeba znać kontekst całej Biblii i hebrajskiego wyrażenia używanego przez niego i innych natchnionych pisarzy. Ta książka to potwierdza, ponieważ jej autor nie ma wykształcenia teologicznego ani językowego, ale jako zwykły wierzący miał swobodny dostęp do studiowania Biblii.

   I na zakończenie. „Słowo” Boga nie zostało stworzone, ani też nie jest inną boską istotą. Zawsze było w Bogu jako Jego plan, prawo i słowo życia. Jest to integralna część umysłu Boga, z którego pochodzi wola i zamiar Boga we wszystkim, co On chce urzeczywistnić. To zawsze początek czegoś, co się spełni. Według niego „człowiek” powinien być ukoronowaniem Bożego stworzenia, aby był głównym i centralnym tematem wiecznego planu Boga. Z tego „słowa” wywodził się „człowiek” – pierwszy Adam. Ten „człowiek”, który miał być początkiem i ostateczną realizacją Bożego planu, miał zostać zastąpiony przez „drugiego człowieka”, który był w tym samym sensie „słowem”. Ponieważ Jezus całkowicie wypełnił wolę Boga, został nazwany „ostatnim Adamem”, ponieważ ostatecznie z nim realizuje się wieczny plan Boga wobec człowieka.

   Wszystko to czym Jezus musiał być, abyśmy mogli poznać naszego Ojca Niebieskiego, tym właśnie miał być Adam dla całej ludzkości. Ale teraz powinniśmy mieć świadomość, że Jezus jest naszym nowym Ojcem, ponieważ był wyjątkowym „człowiekiem”, który żył i umarł za nas, ale także jako pierwszy z ludzkości wstąpił do życia bez śmierci, abyśmy mogli otrzymać życie przez niego poprzez nowe narodzenie przez ducha świętego. Jest to początek nowego stworzenia ludzkości i realizacji planu Bożego zgodnie z miarą człowieka doskonałego. Aby Bóg mógł osiągnąć swój cel przez niego i doprowadzić ludzkość do doskonałości, musiał być wywyższony bardziej niż Adam, ale tylko tymczasowo.

   Mianowicie, inaczej niż Adam, Jezus miał iść do nieba i powrócić jako król, któremu zostaną poddane wszystkie narody.*

Musiał być najwyższym kapłanem, przez którego grzech wszystkich ludzi zostanie oczyszczony i odkupiony. Adam nie miał tych ról i mocy, ale Jezus musiał je zdobyć przez pewien czas, aby zrealizować Boży plan. Czytamy o tym:

* Gdzie jest teraz Jezus i co On robi? Nie jest kwestionowane, że jest w niebie, ale niebo jest szerokim pojęciem. To, co zamierzam napisać, to tylko wymysł mojej wyobraźni, a nie prawda, którą można i należy udowodnić. Mianowicie, „siedzenie po prawicy Boga” niekoniecznie oznacza, że cały czas w niebie siedzi na tronie obok Boga i czeka na swój powrót. W Biblii, nawet w wizjach apostoła Jana, nie ma wzmianki o tronie Jezusa, tylko o Bogu. Może to jednak oznaczać, że nie jest on dosłownie w niebie z aniołami, ale reprezentuje Boga jako władcę na innej planecie, na której umieścił go Bóg, gdy umieścił pierwszego Adama na tej planecie. A jednak jest mężem krwi i ciała, drugim Adamem w chwale, którą miał pierwszy Adam (zob. Jan 17:24). Ze swojego żebra Bóg mógł stworzyć kobietę, z którą mógłby stworzyć swoje doskonałe potomstwo. W ciągu ostatnich dwóch tysięcy lat wielki naród, z którym rządził i z powodzeniem kierował go do Boga, mógł rozmnażać się na tej planecie, aby w tej sytuacji mógł zdobyć dodatkowe doświadczenie, którego do tej pory nie miał i którego prawdopodobnie potrzebowałby kiedy wróci na Ziemię. W takim przypadku, gdy nadejdzie czas, oddałby swój autorytet na tej planecie swoim najbliższym współpracownikom, a następnie powrócił na Ziemię, aby wykorzystać swoje zdobyte doświadczenie, aby skutecznie rządzić i zarządzać nowym porządkiem świata…

Bo jest konieczne by on królował (w ludzkim królestwie), aż do czasu, gdy położy wszystkich wrogów pod jego stopy, bo każde poddał pod jego stopy, ostatni wróg traci znaczenie, śmierć. Lecz gdyby powiedział, że wszystkie są mu poddane, oczywiste że oprócz tego (Boga), który mu poddał wszystkie. Ale kiedy zostaną mu poddane wszystkie, wtedy sam syn zostanie poddany temu, który mu poddał wszystkie, aby Bóg był wszystkie we wszystkich” (1 Kor 15:25-28; zobacz Da 7:14).

Królestwo niebiańskie, które Jezus ogłosił jest władzą w rękach Jehowy Boga, ale zwierzchnictwo nad ziemią to jego ziemskie lub „ludzkie królestwo”, nad którym ustanawia „najniższego z ludzi”, to znaczy jego ziemskiego Syna, Jezusa Chrystusa, który upokorzył się do tego stopnia, że słusznie przypadło mu „panowanie nad narodami” (Da 4:17; Obj 1:5; 2:26,27). Bóg jest władcą całego wszechświata i ma swój niebiański rząd oraz organizację aniołów. Jezus nie jest ustanowiony, aby zastąpić Boga w niebie i by jemu Synowi Człowieczemu, był poddany niebiański rząd, od samego początku kierowany przez Boga. On, jako „Władca królów ziemi” wraz ze swymi ziemskimi władcami, stanie „przed tronem i przed czterema istotami oraz przed (24) starszymi”, którzy tworzą radę niebios (Obj. 14:1,3; 2:26,27). Ale wszystko, co dotyczy ziemi, a nawet aniołowie z własnym autorytetem, którzy będą pomagać Jezusowi w czasie odnowy, będą mu podlegać, ponieważ zostanie on umieszczony na ziemi „na miejscu Boga” nad całym domem Bożym (2 Moj 4:12:16; Heb 3:5,6).

   Chociaż Jezus, jako Syn Boży ze względu na swoje przeznaczenie, zawsze podlega swojemu Ojcu i niebiańskiemu rządowi, pod koniec okresu odnowy podda się swojemu Bogu i Ojcu w tym sensie, że zrzeknie się swojej roli najwyższego króla i kapłana i powróci do roli pierwszego człowieka z oryginalną miarą władzy, którą powinien mieć pierwszy Adam. Wszyscy ludzie będą równi wobec Boga, więc Bóg będzie wszystkim dla wszystkich. Ale nadal będziemy szanować Jezusa jako naszego ziemskiego Ojca, przez którego otrzymaliśmy życie wieczne i to zawsze wywyższy go ponad wszystkich innych ludzi. Możemy zostać adoptowani do rodziny Bożej jako dzieci Boże i nieustannie udowadniać, że jesteśmy we wspólnocie z Jezusem jako naszym nowym Ojcem, aby stać się nowymi stworzeniami przez niego i otrzymać życie wieczne w królestwie Bożym, na które czekamy.

  Kim więc był Jezus – człowiek, anioł czy Bóg? Jezus z natury był i pozostaje człowiekiem, synem człowieka lub istotą ludzką i sam twierdził, że zalicza się do „ludzi stworzonych na podobieństwo Boga” (Ja 3:9). Nigdy nie twierdził, że jest wcieleniem Boga lub anioła. Stał się także aniołem Bożym (gr. „angelos” – posłaniec), przez którego Bóg objawił się w tych dniach ostatnich i zwrócił się do nas, aby objawić nam świętą tajemnicę, która została ukryta od założenia świata. Bóg stworzył go osobiście i namaścił na króla i sędziego, i w tym sensie, jako Syn Boży, reprezentuje Boga jako ‘bóg’ postawiony nad ludźmi.

   Jest to pierwotna wiara chrześcijańska w „Jezusa Chrystusa”, która do nas przyszła z małą modyfikacją naznaczoną terminologią grecko-rzymskiej religii i kultury, dla której termin Syn Boży utracił hebrajskie znaczenie i nabrał znaczenia promowanego w tym czasie tylko przez pogańskie narody. Pomimo różnych poglądów podstawą wiary chrześcijańskiej jest to, że wiara w Syna Bożego oznacza wiarę w człowieka Jezusa z Nazaretu, przez którego najwyższy Bóg objawił siebie i swój plan. Przez całe życie, we wszystkich swoich przemówieniach i czynach, objawiał i manifestował słowo Boże, aby przyjęło w nim postać ludzką, przez co zdjął zasłonę z oblicza Boga. Każdy, kto przyjmuje w swoim życiu tę prawdę, dla której Jezus jest absolutnie miarą wartości, może być w pełni uważany za chrześcijanina i żyje w nadziei na jego rychłe przybycie, kiedy będzie rządził nowym porządkiem świata, w którym wszyscy ludzie będą mogli żyć właściwym życiem takim, jakie Bóg obmyślił przed powstaniem świata przez pierwszego i ostatniego Adama.

Czy to koniec wielowiekowej debaty, zdecyduj sam!?

Słowo od tłumacza.

Podjąłem się zadania przetłumaczenia tej książki dlatego, że zaskoczył mnie fakt, iż zgadzam się z jej autorem w większości jego poglądów. Jest to o tyle zaskakujące, że nigdy się nie znaliśmy i do niedawna nie mieliśmy żadnego kontaktu, a jednak reprezentujemy to samo specyficzne zrozumienie Biblii, wierzę że polegające na uwolnieniu się spod dogmatów, nie tylko naszej wspólnej byłej religii (Świadków Jehowy), ale i każdej innej religii, które formułują nienaruszalne dogmaty, które mają obowiązek przyjmować ich członkowie. To właśnie samodzielne badanie Biblii doprowadziło autora i tłumacza do wspólnych poglądów.

Zdaję sobie sprawę, że nie jest to tłumaczenie idealne, ale przy pracy nad  nim opierałem się właśnie na wspólnocie poglądów i na tej bazie rozstrzygałem problemy językowe.

Nieocenioną pomocą był też Igor, były ‘współwierzący’ i przyjaciel autora, a dziś podzielający jego i moje poglądy. 

Jeżeli nie zaznaczono inaczej cytaty w zakresie ST pochodzą z ,Przekładu Nowego Świata’, w zakresie NT z przekładu własnego tłumacza tej książki. Jest on dostępny pod adresem:

http://www.obohu.cz/bible/index.php?styl=AM&k=J&kap=6

raspadljivost –     niszczalność, podatność na rozkład

neraspadljivost – nieniszczalność, niepodatność na rozkład

raspadljivost – rozpadliwość

neraspadljivost – nierozpadliwość

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *